Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Zdradziłam
Autor Wiadomość
agnes
[Usunięty]

  Wysłany: 2007-11-18, 17:22   Zdradziłam

Witam serdecznie
Po kolejnej nieprzespanej nocy znalazłam Wasze forum.Czytam je od rana a twarz mam zalana łzami.
Zdecydowałam sie tutaj napisac,chce z kims pogadac bo sama chyba nie dam juz rady:(
Wyszłam za swego męża z wielkiej miłości,niedługo po ślubie urodziła nam sie córka a 4 lata temu druga.Po jej urodzeniu zaczeły sie miedzy nami poważne konflikty-mąż często zaglądał do kieliszka,pojawiły sie awantury z rekoczynami,mnóstwo wzajemnych pretensji i żali,zupełnie przestaliśmy rozmawiać.Żyliśmy jak dwie obce osoby...Każde z nas wypalone w kolejnych pożarach awantur zamknęło sie we własnym świecie-ja w domu z dziećmi,on w pracy...Obojgu było nam zle,jednak nie próbowaliśmy niczego naprawiac,ciągle żylismy obok siebie.Zadne z nas nie posuneło sie jednak do zdrady.Na początku roku wyjechał za granice,chciał sie tam ustawić i zabrac nas do siebie.Przed wyjazdem było bardzo zle,pare miesiecy wczesniej napił sie i mnie pobił zupełnie jakby diabeł w niego wstapił...Nie umiałam tego wybaczyc zwłaszcza ze pomimo moich prósb dalej zdarzało mu sie upijac w trupa.
Będąc 4 tys km od nas prawie nie dzwonił,nie wiedziałam co tam robił...Okazało sie że nasza firma zarejestrowana na mnie jest zadłużona na ok 25 tys pln....Zaczeły sie wezwania do U.Skarbowego,telefony od komornika,pisma z różnych firm...Próbowałam rozmawiac z mężem ale zupełnie nie było z nim kontaktu,bardzo zle sie do mnie odzywał,
dodatkowo zabierał pieniądze z naszego wspólnego konta.Pracowałam jak wół,musiałam utrzymac dom,dzieci,starałam sie spłacic jak najwiecej długów.Wczesniej nie miałam o nich pojęcia,kiedy wyszły na jaw po jego wyjeżdzie myślałam ze tego nie przeżyje.Nie miesciło mi sie w głowie jak można zostawić rodzine w takiej sytuacji,tysiąc razy zadawałam sobie pytanie dlaczego mi o tym wszystkim nie powiedział...Wszyscy wokól mówili ze nas porzucił i poprostu uciekł.I wtedy stało sie...Zblizyłam sie do swojego przyjaciela który bardzo mi pomagał w tym trudnym okresie....Mąż nie kontaktował sie ze mna przez prawie 2 miesiace.Zostałam kochanka tego mążczyzny,niedługo potem wyprowadziłam sie z dziecmi do niego.Mąż o tym wiedział napisałam mu maila ale i wtedy wogóle o mnie nie zabiegał.Wrócił wiosna bez grosza,nie wyszło mu w ciepłych krajach.Zobaczył na własne oczy puste mieszkanie.Spotkał sie ze mna ale nie mówił o powrocie a o rozwodzie.Złożył pozew,pewnego czerwcowego dnia przestaliśmy byc mężem i żona...Po rozprawie poszliśmy na piwo i właśnie tego dnia rozmawialismy tak szczerze jak chyba nigdy dotad.Do rozwodu wydawało mi sie że jestem szczesliwa,że dobrze sie stało,że mam ukochanego mężczyzne obok siebie,było mi dobrze.Mąż w tym czasie rzucił sie w wir zabawy,alkoholu,panienek,podejrzanych imprez i towarzystwa,prawie sie nie kontaktowaliśmy.A po tym piwie zrozumiałam co tak naprawde sie stało i on chyba tez.W nocy sms od męza który powalił mnie na kolana-..."Mysle,marze,tesknie,kocham,kocham cie!"..Lato upłyneło na próbach poukładania wszystkiego choć ja nadal mieszkałam z tamtym mężczyzna.Dziesiatki rozmów przez telefon,tysiace smsów jednak chyba obojgu nam brakowało wtedy siły.I tak naprawde nie miałam dokąd sie wyprowadzić.Zreszta wygladało na to ze z moim partnerem uda nam sie stworzyc fajna rodzine-jest dobrym człowiekiem,dba o mnie i dzieci.Planowalismy niedługo zalegalizowac zwiazek.Jednak uświadomiłam sobie ze ja nie chce takiej rodziny.Zawsze byłam mocno wierzaca i nie zaakceptuje zycia w grzechu,nie potrafie zyc z nikim innym oprócz męza.Zdałam sobie sprawe ze kocham go całym sercem,że nie chce innego i że bede walczyc mimo wszystko o swoja prawdziwa rodzine.Pod koniec pażdziernika sprawa mocno sie skomplikowała,okazało sie że jestem ze swoim facetem w ciąży...Mąż gdy sie dowiedział stwierdził że znika z mojego zycia.Nie odzywał sie tydzień a potem...znowu sie zaczeło.Setki rozmów na gg,smsy w dzien i w nocy.Powiedział ze nie byłby w stanie zaakceptowac tego dziecka a jednak jest obok mnie cały czas.Co rano przysyła smsa z pytaniem jak sie czuje,co u dzieci itp.Za każdym razem gdy sie spotykamy widze w jego oczach miłosc i ogromny ból ale i radosc ze mnie widzi.Jezeli chodzi o mnie to przezywam koszmar.Bez przerwy płacze,nie moge spac,ogromnie tesknie za mężem.Psuje swój obecny zwiazek,wiem ze ranie partnera ale nie potrafie niczego udawac.Ze wszystkich sił pragne odbudowac swoja rodzine i to jest dla mnie najwazniejsze.Zwiazek który wydawał sie czyms trwałym i dobrym przyniosł mi żal,łzy,wyrzuty sumienia.To co z zewnatrz wyglada ładnie(mam zdrowe dzieci,prace,kochajacego mężczyzne,ładny dom,niczego mi nie brakuje) dla mnie jest brzydkie i złe,widze to bardzo wyraznie.Dobra i piekna była moja prawdziwa rodzina,wystarczyło tylko troche o nia zadbac...Co bedzie z dzieckiem które urodze?Nie potrafiłabym go zabic,wiem ze nie przyniosłoby to niczego dobrego.Przez ostatni rok bardzo oddaliłam sie od Boga-nie modliłam sie i nie uczestniczyłam we mszy sw gdyz uwazałam ze Bog mnie takiej nie chce.Teraz gdy nie mam juz siły,nie wiem jak znalezc wyjscie z tej sytuacji postanowiłam do Niego wrócic i prosic o pomoc bo kto mi moze pomóc? Tym bardziej ze pojawiły sie mysli samobójcze i bardzo mnie to niepokoi.
Gdyby ktos zechciał ze mna pogadac(bardzo tego potrzebuje) podaje swoje gg:11742249.
Przepraszam za nieskładnosc postu,jednak nie jestem w stanie składnie pisac i myśleć.
Pozdrawiam.Aga
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-18, 18:21   

Aga.........ważne że dostrzegasz swój czy może bardziej Wasz błąd.....Wasz ,całej trójki.Sytacja jest dość mocno zawikłana.Ale to ze tu się znalazłaś to jest znak dla Ciebie.Ja twierdzę że nic nie dzieje się bez przyczyny i bez skutku,a Bóg działa poprzez innych ludzi.Mam wrażenie ze tu znajdziesz trochę zrozumienia,choć najwięcej jest tu właśnie tych zdradzonych,porzuconych,skrzywdzonych przez dradzaczy.
Jak sie okresliłas sama Ty też jesteś ZDRADZACZEM.
No cóż..............dziś ponosisz konsekwencje swoich kroków,Twój mąż równierz,a Twój kochanek też.Wiedział w co się pakuje.Ty wiedziałaś.
Wchodż tu ,czytaj ,pisz.Ale to może bolec,bardzo boleć.
Wróć do modlitwy,wróć do Boga......w Jego Miłosierdziu jest miejsce i dla Ciebie,dla Twoich córek i dla Twojego męża oraz kochanka.
Proś o światło Ducha Św.
Zawsze masz wybór,zawsze zależy on od Ciebie.
Pogody Ducha
 
     
agnes
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-18, 19:55   

Dziekuje za post.
Zdaje sobie sprawe że głównie ja jestem odpowiedzialna za te sytuacje.Nie szukam dla siebie wytłumaczenia-zrobiłam bardzo zle lecz wtedy nie miałam rzeczywistej zdolności oceny sytuacji,zupełnie jakby mi rozum odebrało-problemy,samotność,brak zainteresowania ze str męża,ogromna złość na niego-oto emocje którymi sie kierowałam.
No i tamten facet-dobry,cierpliwy,pomocny na każdym kroku-taki zreszta jest do dziś.
Wróciłam własnie z Mszy Sw,popłakałam sie w kącie.Patrzyłam na wielki obraz Św Pawła pod którym stałam,pomodliłam sie,jest mi troche lepiej.Wierze że będzie dobrze choć sprawa wydaje sie beznadziejna.Dobrze ze nie straciłam wiary w swoje małżenstwo i ze mój mąż także jej nie stracił.Wysłałam mu linka do tej strony,mam nadzieje ze zajrzy.

Pozdrawiam serdecznie.
 
     
Desdemona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-18, 20:35   

Agnes masz ciężką i zagmatwaną sytuację :( powinnaś przedewszystkim spotkać się z mężem i szczerze z nim porozmawiać czy się zgodzi wychowywac obce dziecko jak swoje??czy będzie się godził na wizyty ojca tego dziecka??. Macie dużo spraw do omówienia ( test na HIV też powinien zrobić, skoro wiódł rozwiązłe zycie) Jeśli będziecie razem to powinniście iść na terapię, bo jeśli Ciebie wtedy zbił to może to się powtórzyć. Powinnaś też sczerze rozmowawiać z ojcem twojego dziecka. To będzie ciężka rozmowa, ale jesli zdecydujesz się go opuścić to powinnaś zapewnić mu pełny kontakt z dzieckiem. Nie podejmuj żadnych nagłych decyzji - żebyś potem nie żałowała. Teraz zaś musisz mysleć o dziecku, żeby zdrowie się urodziło, nie wolno Ci płakać i zamartwiać się!!Teraz ono jest Twoim piorytetem!!
 
     
Andrzej 
Mąż jednej żony


Imię małżonka/i: Kama
Wiek: 29
Dołączył: 22 Mar 2006
Posty: 341
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-11-18, 21:35   Na 1. m-cu Bóg, potem małżokowie

To nie przypadek Agnes, że trafiłaś na nasze wspólnotowe forum. Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Na głównej stronie naszej wspólnoty trudnych małżonków Sychar www.sychar.org znajdziesz nasz charyzmat, którym się jako katoliccy małżonkowie kierujemy. Wierzymy mianowicie w uzdrowieńczą moc sakramentu małżeństwa. Dokładniej oznacza to wiarę w moc samego Pana Jezusa – Boga, który jest gwarantem sakramentalnego związku, największym jego obrońcą, dla którego nie ma sytuacji nie do naprawienia. Oczywiście Bóg bez naszej dobrej woli współpracy z Nim - nie uzdrowi Naszego małżeństwa. Za bardzo nas kocha, by nas uszczęśliwiać na siłę. Zrobi jednak wszystko, kiedy się do Niego z wiarą zwrócimy. Jednego możesz być pewna, że z sakramentu małżeństwa, który jest nierozerwalnym przymierzem przymierzem małżonków z Bogiem płynie moc zdolna pokonać wszelkie przeszkody na drodze do zbudowania prawdziwej jedności małżonków opartej na jedności z Bogiem.

Najważniejsze jest Wasze (między Wami) pojednanie ze soba i z Bogiem. Jedyny w takiej sytuacji dobry sposób, to sakramentalna Spowiedź św. – Wasza jako małżonków. Trzeba – jak mówi św. Josemaria Escriva - najpierw przebłagac Boga za grzechy, oczyścić serce, duszę, by zrobić przestrzeń dla łaski sakramentu, by potem zacząć działać. Trzeba też codziennie prosić Boga o dary Jego Ducha św. (modlitwa o 7 darów Ducha św. ), by uzdolnić serce do prawdziwej miłości, by mąż mógł np. pokochać dziecko, które ma się narodzić i w razie potrzeby je przyjąć.

Priorytetem jest – zgodnie chrześcijańskim porządkiem miłości – przywrócenie ładu duchowego, ładu sakramentalnego – Wasze pojednanie przed Nim i z Nim. Jak mówi św. Augustyn (wielki grzesznik i rozpustnik przed nawróceniem), jeśli Bóg będzie na 1. miejscu, to wszystko inne znajdzie się na swoim miejscu. Co w praktyce może wtedy oznaczać, że Wasze małżeństwo zmartwychwstanie na chwałę Bożą, bo Bóg zajmie w nim 1. miejsce. A Wy będziecie kosztować owoce prawdziwego szczęścia. :-)

(*)"Najpierw modlitwa, potem przebłaganie,
dopiero na trzecim miejscu
- daleko "na trzecim miejscu"- działanie"
Josemaria Escriva
_________________
"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie" (Święty Ignacy Loyola)
„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (List św. Pawła do Filipian 4:13)
„I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary” (Ew. Mateusza 13:58)
www.separacja.org ::: www.sychar.mobi ::: www.modlitwa.info
 
 
     
agnes
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-18, 22:17   

Bardzo,bardzo dziekuje
Spodziewałam sie potepienia a otrzymałam słowa otuchy.Wiem ze powinnam wyprowadzic sie od faceta z którym mieszkam,tylko ze nie bardzo mam gdzie...Wiem ze bedzie cierpiał bo czeka na to dziecko strasznie,podobnie jak jego rodzina.Musze z nim porozmawiac bo chyba nie dam rady dłuzej udawac...Mysle ze mamy z mężem szanse bo on tak jak pisałam jest cały czas blisko mnie.Powiedział ze dziecka nie zaakceptuje ale znam go i wiem ze sie gryzie ze soba.
Mam ogromne poczucie winy-zdradziłam,odeszłam ale Bóg wie w jak ciezkiej wtedy byłam sytuacji-nie jest to usprawiedliwienie ale może jakies okoliczności łagodzące...
Szatan wykorzystał ta sytuacje wiedzac jak słaby jest człowiek no i stało sie...
Nie jestem złym człowiekiem-mój facet jest bogaty,mam wszystko o czym zamarze.On chce wziac ze mna slub i wtedy nie musiałabym sie martwic o przyszłosc....Jest cudowny dla mnie i moich dzieci.Miałabym cudownych teściów,rodzine której tak naprawde nigdy nie miałam i dostatnie zycie.A ja tego wszystkiego nie chce.Chce byc z mężem który w tej chwili nie ma nic bo wszystko czego sie dorobilismy przetracił i to za moimi plecami...Chce pracowac razem z nim dla naszej rodziny,chce z nim wychowywac dzieci.I wierze ze nam sie to uda.
Andrzeju,dziekuje Ci za konkretne rady,postaram sie przemycic je mężowi.
Dziekuje wszystkim którzy napisali na gg,zapraszam serdecznie.
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-19, 08:33   

Agnes,gdy czytałam Twój post,to łzy popłynęły po moich policzkach....sama nie wiem dlaczego.... :cry:
Poczułam jakiś żal,ból i współczucie dla Ciebie.Sama nie wiem dlaczego....może dlatego,że wyobraziłam sobie mojego męża w takiej sytuacji,w sytuacji ,gdyby zdał sobie wreszcie sprawę z tego ile cierpienia nam zadał....a on tego do dzisiaj nie potrafi zrozumieć,wręcz krzywdzi jeszcze bardziej i to z uśmiechem na twarzy...........
Cieszę się,że zrozumiałaś swój błąd....widać też cierpiałaś,bo mąż Cię bił i nie tylko....przez to tak potoczyło się Twoje życie.
Doceniam w Tobie to,że nie pieniądze,nie życie w bogactwie jest dla Ciebie najważniejsze,a miłość,miłość bo boga i rodziny,do własnego męża,który będzie Twoim mężem,aż do śmierci.
Niech bóg Cię prowadzi w TWOJEJ dalszej drodze,Waszej dalszej drodze,dzieci są najważniejsze,to one niech wyrosną na dobrych,kochających ludzi,niech wiedzą,co jest w życiu najważniejsze,niech zaznają ,jak najwięcej waszej miłości,ciepła....pozdrawiam.
Myślę,że wszystko dobrze się ułoży,tylko nie oddalaj się już od boga,on Cię poprowadzi...
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-19, 11:10   Re: Zdradziłam

agnes napisał/a:
.Przed wyjazdem było bardzo zle,pare miesiecy wczesniej napił sie i mnie pobił zupełnie jakby diabeł w niego wstapił...

Aga, bardzo niepokoi mnie to zdanie.
Mąż, który pobił Cię - to przemoc fizyczna!


agnes napisał/a:
Dobra i piekna była moja prawdziwa rodzina,wystarczyło tylko troche o nia zadbac...

Aga, to nie jest prawdą, Twój mąż pobił Cię. Stosował wobec Ciebie przemoc.
Teraz jesteś z innym mężczyzną, masz z nim dziecko, z punktu widzenia kościoła żyjesz w grzesznym związku, ale Agnes, Twój mąż pobił Ciebie, nie możesz myśleć, jakby tego nie było!
Kobiety-ofiary przemocy zapominają o tym, bo taki jest mechanizm.

Za cenę kolejnego pobicia - czy masz wrócić do męża?

Jednak myślę, że teraz nie możesz o tym dobrze myśleć. Zwolnij się z myślenia!
Jesteś w stanie błogosławionym - tak się mówi, czy nie dotyczy to Ciebie, tylko dlatego, że to trzecie dziecko nie jest męża sakramentalnego.
Agnes, myślę, że teraz nie musisz o tym myśleć.
Jesteś w ciąży, masz zadbać o siebie.
Zwolnij się z myślenia - pomyśl o zdrowiu dziecka i Twoim.
Zwolnij koniecznie.
Wiem, że teraz nawet spowiedź Ciebie "nie dotyczy", ale naprawdę ... czy naprawdę możesz zaufać człowiekowi, który pobił...
Trudna jest Twoja sytuacja, ale przyjmij zasadę ograniczonego zaufania do męża.
Namawiam Cię do tego, abyś powierzyła Bogu zdrowie - swoje i dziecka.

Bóg teraz nie osądzi Cię, bo teraz chroni Cię stanem błogosławionym - mimo wszystko!
Czy jest inaczej?
 
     
agnes
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-19, 12:49   

Kochana...on mnie nie pobił raz...Bywało ze rzucał mna po scianach przy czym ja waze ok 50 kg,on wtedy wazył ponad stówke...Tak było latami.Wstyd mi o tym mówic ale nie hamował sie nawet gdy spodziewałam sie dziecka...nawet gdy wróciłam ze szpitala po urodzeniu młodszej córci...A jednak mu to wszystko przebaczyłam.Tak samo jak to ze mnie zostawił,ze był tak bardzo nieuczciwy wobec mnie...Nie wiem czy to uzależnienie od toksycznego zwiazku czy poprostu miłosc...
 
     
basia_priv
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-19, 14:02   

Droga Agnes...
Sytuacja kryzysu Twojego małżeństwa jest modelowa - często wystepująca w życiu małżeństw sakramentalnych przeżywających kryzys.
Andrzej jak i Elzbieta zwrócili uwagę na bardzo istotne aspekty Twojego kryzysu wskazując drogi wyjścia z niego.
Cała historia może mieć bardzo szczęśliwy finał dla Ciebie, Twojego prawowitego męża i niesakramentalnego partnera, a dla innych może być bardzo pouczająca. Otóż, to co pisze Andrzej, celem jest nawrócenie wszystkich stron tego moralnego konfliktu. Może się ono dokonać na drodze pojednania każdej ze stron z Bogiem i pomiędzy każdym z Was.
Twój mąż ma zrozumieć, że przemoc jest wielkim grzechem, Ty, że związek pozasakramentalny jest złamaniem przymierza, a niesakramentalny partner ma uświadomić sobie wielką nieprawość polegającą na łamaniu 6 i 9 przykazania, wykorzystującego jak złodziej sytuację kryzysu Twojego małżeństwa. Dlatego prawdziwe między Wami i w konfesjopnale pojednanie z Bogiem może dokonać się na uświadomieniu winy każdej ze stron. Dziecko, które ma się narodzić może być i bogosławieństwem, że będzie ono świadkiem Waszego nawrócenia.
 
     
agnes
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-19, 14:17   

Basiu
Strasznie mądre to co napisałas...Dziś az trudno uwierzyć że wszyscy troje możemy tylko zyskac na tej sytuacji.Nie chce jeszcze głosno tego mówic ale nie wiem czy właśnie nie dokonuje sie cud nawrócenia-mój mąż był ateista a wczoraj mi napisał ze Bóg istnieje i TERAZ on to wie.Dzieci niedawno mi mówiły że tata był w kościele! Strasznie sie z tego ciesze,tym bardziej wierze ze wszystko sie uda.
Dziś znowu z nim rozmawiałam i to on pierwszy sie odezwał.Chce sie ze mna spotkac i prosił zebym tak to zorganizowała by nigdzie sie nie śpieszyc.
Pozdrawiam
 
     
A Ania
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-19, 16:15   

Powodzenia Agnes, mam nadzieję, że uda Wam się odbudować Wasz związek. Życzę Wam dużo siły - będę pamiętała o Was w modlitwie. I proszę o nią za mnie i moją rodzinę.
 
     
agnes
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-21, 20:06   

Wczoraj widziałam sie z mężem.Rozmawialismy ok dwie godziny.Prawie bezprzerwy beczałam.Głaskał mnie po głowie,całował zapłakane oczy.Pocałowałam go w usta i cała soba poczułam że to on,MÓJ na zawsze,że przy nim jest moje miejsce.Zastanawiamy sie jak posprzatac ten bałagan nad którym tak zawzięcie pracowaliśmyilismy-ja,on i Jacek-mój kochanek.
Jak narazie nie znależliśmy sensownego panaceum:(
On narazie nie wyobraza sobie w naszym zyciu dziecka które nosze .Ale tez nie bierze pod uwage aborcji wiec myśle ze walczy ze soba.A własnie to dziecko tak bardzo nas do siebie zblizyło.Jacek wczesniej miał żone z która nie miał dzieci(a tak bardzo sie starali),wiec moze w istnieniu tego dziecka jest jakis szczególny sens skoro poczeło sie w takich właśnie okolicznosciach?
Na obecna chwile czuje sie jak w potrzasku,nie moge zrobic żadnego kroku.Psuje mi sie zwiazek bo nie wkładam w niego serca,nie zalezy mi a nie mam dokąd iść...Jak mi sie nie otworza jakies drzwi to zwariuje:((
Jestem przerazona gdy pomyśle ile jeszcze ewentualnych problemów mnie czeka...

1.Dziecko-jak rozwiazac sprawe w razie wyjazdu z mężem do Hiszpanii(okazało sie ze juz dawno mógłby tam wrócić ale czeka na nas)

2.Gdzie sie wyprowadzic (choćby na czas na czas ciąży)?Do domu teściów,tam gdzie mieszkaliśmuy wcześniej nie wyobrażam sobie wrócic-z dzieckiem tym bardziej.Nie mogłabym skazac siebie i dzieci na piekło

3.Rozmowa z Jackiem(ten z którym mieszkam),z jego rodzina.Nie wiem jak im spojrze w oczy a zwłaszcza niedoszłej teściowej.Od niewielu osób dostałam kiedykolwiek tyle ciepła ,uwagi,pomocy co od niej...Serce mi pęka gdy widze jak on walczy o ten związek,jak czekają na dziecko,jak planuja nasza przyszłosc.

4.Obcy ludzie-sąsiedzi,znajomi.Wiem ze nie powinnam sie przejmowac tym co mówią ale przekonałam sie ze plotkami potrafia zatruc życie.

5.Kwestia pani która zajmuje sie moim obecnym domem.Musiałabym jej powiedziec ze traci prace a wychowuje piątke dzieci i ma niewiele zarabiającego męża.

To tylko niektóre z pytan bez odpowiedzi z którymi sie budze i zasypiam...W rzeczywistosci jest ich wiecej.Gdy o tym wszystkim mysle nie znajduje siły by dalej walczyc i zastanawiam sie czy gra jest warta swieczki:(
Nie moge tak myślec,wiem bo jest nas z tym wszystkim dwoje a własciwie troje( bo i Jezus z nami) ale naprawde brak mi sił:((
 
     
kasia1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-21, 21:04   

Agnes,
nie umiem Ci pomóc :-( a tak bardzo bym chciała...
Jedyne, co mogę Ci dać, to moja modlitwa.
Proszę Boga o siły i światło dla Ciebie, proszę aby wlał w Twoje serce swój pokój.

Przytulam Cię.
Kasia
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-11-21, 22:00   

Agnes, ja tez obiecuję modlitwę i wierzę, że Bóg to tak wszystko ułoży, że osiągniesz spokój. Musisz powiedzieć Jackowi o swoich wątpliwościach - bądź wobec niego uczciwa. To mu się chyba należy.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8