Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: administrator
2006-04-11, 11:24
Właśnie się dowiedziałam/łem, że...

Czy wierzysz w uzdrowienie Twojego sakramentalnego małżeństwa?
TAK
83%
 83%  [ 119 ]
NIE
16%
 16%  [ 24 ]
Głosowań: 143
Wszystkich Głosów: 143

Autor Wiadomość
zu26
[Usunięty]

Wysłany: 2007-07-21, 23:50   

Pewnie ze zauwazylam ze na koncie jest mniej ale zawsze to umial wytlumaczyc....prowadzi dwie firmy.....zawsze powtarzal ze inwestuje zeby nasze zycie bylo lekkie i przyjemne.....a ja teraz patrzac na to wszystko bylam zaslepiona wszystkim.....a jezeli chodzi o zapracowanie to owszem ..zauwazylam.. tylko ze tez mi to umial wytlumaczyc....na kazde pytanie byla gotowa odpowiedz.....i ja w kazde jego zapewnienie wierzylam...i godzilam sie na nie.....Wlasciwie pierwsza zdrada jak to napisalam nie do konca byla zdrada.... spotykali sie w miejscu podczas jego pracy<zakladal jej rodzicom dach>wtedy swierzo po slubie wydalo mi sie to ogromna zdrada ze spotkali sie kilka razy u niej w domu na kawie.......a moze wczesnie poprostu odkrylam co sie swieci i zareagowalam i uwierzcie przez conajmniej dwa lata bylam podejrzliwa sprawdzalam i kontrolowalam na wszystkie sposoby...teraz mysle poprostu ze bylam glupia i naiwna...ale tak pieknie mowil ...ze czemu mialam w to nie wierzyc? albo moze chcialam wierzyc ze mam tak cudownego męza...przez te 7 lat nie uslyszalam zadnej plotki....ktora by troche mnie zaniepokoila.....sielaneczka.....i zebym wyczula chociaz jakas zmiane w nim....moglby zostac swietnym aktorem....nie ma co.....moja wina w tym wszystkim jest taka ze tak zawierzylam we wszystko.....
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-07-22, 07:12   

Nie jesteś jedyna w tej naiwności. Ja, kiedy pomyślę o sobie, o tym, jak przez rok mąż mnie zdradzał, a ja potrafiłam wszystko pięknie wytłumaczyć, usprawiedliwić go - włos mi się jeży. Powroty nad ranem - pewnie był z kolegami; miłosny sms - jego tłumaczenie: ktoś się pomylił - uwierzyłam; apaszka w samochodzie, on: ktos z rodziny zostawił - uwierzyłam, itd, itp.

I co tu się dziwić, skoro się zaufało tej osobie bezgranicznie. I to, zresztą był błąd - nie trzeba było tak ślepo w niego wierzyć, może by teraz tak nie bolało.
 
     
zu26
[Usunięty]

Wysłany: 2007-07-23, 09:27   

a ja jestem taka naiwna ze jeszcze przez te pare dni wierzylam ze przeprosi ze wybierze mnie ze zdecyduje sie na mnie....ale po wczorajszej rozmowie nie mam chyba zludzen....chce mi kupic mieszkanie i chce sprobowac jak bedzie mu ,,samemu'' bo twierdzi ze z nia tez nie bedzie.....pewnie klamie jak klamal przez te wszystkie lata.....byla chwila w rozmowie ze zapytal sie jakby bylo teraz miedzy nami po tym co zrobil a mi serce zaczelo bic szybciej....nawet zapytal sie czy go przyjme jak mu bedzie zle? smieszne i tragiczne to wszystko.....nigdy nie sądzilam ze bede myslala o samobojstwie a mysle.....nie chce mi sie juz zyc....moje marzenia moje zycie leglo w gruzach.....pewnie ktos napisze ze to nie koniec swiata ....dla mnie koniec....zebym mogla znienawidzic go za to wszystko moze by bylo lzej.....on normalnie wstaje i jedzie do pracy ........a ja zawiesilam sie.....nic mi sie nie chce....mysle tylko wciaz o nim o tym co mowil jak bylo dobrze zanim sie dowiedzialam...i co gorsza czasem pytam siebie po co ja zobaczylam te smsy.....glupia jestem....
 
     
wito
[Usunięty]

Wysłany: 2007-07-23, 10:31   

Posłuchaj zu26 ja taką tragedię przeżywałem dwa razy.
Pierwszy skok w bok darowałem i żyliśmy dalej kilkanaście lat. Żyliśmy szczęśliwie bez awantur, żona sie rozwijała, urodziła trzecią córkę.
kolejny kryzys mnie powalił. Wiem co to myśli samobójcze wiem jak smakuje samotność (żona odeszła) ale wiem też jedno że po burzy przychodzi spokój.
Rozumiem Twój ból. A ty postaraj sie zrozumieć, że skoro on jest spokojny to zwyczajnie na dzień dzisiejszy mu nie zależy. Zależy tobie i stąd ból.
zu26 napisał/a:
i co gorsza czasem pytam siebie po co ja zobaczylam te smsy.....glupia jestem...

nie zobaczyłabyś teraz zobaczyłabyś za miesiąc, rok...
To zawsze wychodzi na jaw.
Powiem CI coś - u mnie końcówka wygladała tak = wiedział Grześ i cała wieś tylko nie ja. Albo udawałem że nie wiem....
Pozdrawiam i życzę dużo wytrwałości.
Witek
 
     
GregS
[Usunięty]

Wysłany: 2007-07-23, 20:11   

zu26
Większość z tych, którzy wypowiadają sie na tym forum lub je tylko czytają, przeżywało bardzo boleśnie podobne sytaucje, które spotkały Ciebie. Każdego takie doznania powaliły na kolana, każdemu zawalił się dotychczasowy świat, wszystko stało się nieważne, szarne, beznadziejne, tysiące pytań bez odpowiedzi, najdziwniejsze pomysły w głowie, z nikąd pomocy... ale myślę, że potrzebną pomoc znajdziesz tutaj. Poświęć swój czas na poczytanie tego forum. Zobaczysz jak ludzie podnosili głowy po bardzo bolesnych ciosach zadawanych przez osoby, które się kocha. Niewątpliwie jest to teraz dla Ciebie niewyobrażalnie trudne, a może i niemożliwe, ale znajdziesz tutaj przykłady tego, że można się otrząsnąć i zacząć walkę o swoje małżeństwo.
Przypomną koniec wiersz który pewnie zawsze kiedy tutaj wchodzisz widzisz na stronie forum:
Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

pzdrawiam
 
     
40latek
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-08, 09:00   

Witam wszystkich,

Nie pisałem się 2 miesiące, ale śledziłem co się dzieje na forum.

Boję się trochę pisać, bo to dopiero początek ale strasznie się cieszę z tego co się stało, i chcę dać otuchę tym którzy trwają i walczą.

Opiszę teraz to co zdarzyło się przez ostatnie 2 miesiące:

W czerwcu powiedziałem żonie, że ponieważ mnie nie kocha, nie chce być ze mną a kocha innego i uważa, że jest to miłość jej życia, to powinna jak najszybciej wyprowadzić się z domu i zaproponowałem jej separację. Zgodziła się z tym. W międzyczasie przestała np. prać moje rzeczy - zacząłem prać i prasować sam, "wyprowadziła" się na noc z sypialni do innego pokoju. Zaczęła szukać mieszkania do wynajęcia. Powstała praktyczna separacja finansowa - nasze wspólne konto zaczeło mieć stałe saldo 0.00. Przypadkiem usłyszałem też ich rozmowę telefoniczną (stałem w uchylonych drzwiach wejściowych - chyba z godzinę) - ja byłem "byłym" a on skarbem i kochaniem. Wkurzyłem się strasznie ale zaraz potem uspokoiłem i utwierdziłem w podjętych działaniach.

W lipcu zaczęliśmy uzgadniać warunki separacji (napierałem na wersję, że z jej winy), że wszystko co można przeprowadzimy przed rozprawą - tzn. rozdzielczość majątkowa, podział majątku, zakres i forma opieki nad dziećmi, alimenty - w postaci umów notarialnych. Zaczęliśmy omawiać szczegóły tych umów... Nie było lekko, dostaliśmy "wsparcie" naszych rodzin co o mało co nie zakończyło się totalną wojną - na szczęście w porę zareagowałem i udało mi się odsunąć rodziny od naszej separacji. Były bardzo nerwowe chwile, płacz żony podczas tych rozmów, skargi, że chcę ją oszukać i wykiwać ... potem tłumaczenia z mojej strony co jak i dlaczego i propozycja aby przedstawiła swój wariant.
Pod koniec miesiąca zauważyłem pewne zmiany w jej zachowaniu - z jednej strony stała się spokojniejsza ale też zauważyłem, że kilka razy płakała, uprała raz moje rzeczy, zaczęła rozmawiać o tym co robi w pracy, zaczeła informować mnie o której wróci do domu i dlaczego, zaczeła prosić (nie bezpośrednio) o moją pomoc. Z mojej strony żadnej reakcji.

W sierpniu zaproponowałem jej tak mimochodem abyśmy poszli do kina - po 3 godzinach milczenia zapytała się "a na jaki film"..., uprała, uprasowała i włożyła do szafy wszystkie moje rzeczy, wróciła do naszej sypialni (łóżko ma niestety 1,8m szerokości)...
Zapytałem się jak jej idzie szukanie mieszkania, bo mineły już 2 miesiące i zbliża się początek roku szkolnego ... odpowiedziała, że nie chce się na razie wyprowadzać i poważnie myśli o odbudowie naszej rodziny...choć tyle złych rzeczy między nami się wydarzyło i nie wie czy to możliwe ... ale dla dobra dzieci ... ?????

Swoje zachowanie przez te 2 miesiące określiłbym jako uprzejmą obojętność. Żadnego narzucania się, zero pytań o to co robi i dlaczego. Żadnych skarg na jej zachowanie, żadnych wymówek, żadnych kłótni. Jeżeli o coś mnie poprosiła to dawałem jej to z uśmiechem na ustach. Cały czas wzmacniam moje relacje z dziećmi, jestem teraz czynnym uczestnikiem ich życia. Cały czas byłem uśmiechnięty i zadowolony. Chodziłem do znajomych, do kina, do rodziny. Średnio 2-3 wieczory w tygodniu znikałem z domu...

Prawdę mówiąc trochę mnie zaskoczyła ta zmiana zachowania mojej żony (2 tygodnie). Jestem na to trochę nieprzygotowany - już układałem sobie plany dla samotnego ojca z trójką dzieci a tu taka zmiana i nici z motoru, 40" plazmy i PS3, stołu bilardowego w salonie, warsztatu majsterkowicza... może nie nici ale trzeba będzie to przesunąć i negocjować ;)

Zdaję sobie sprawę, że bardzo trudna droga przed nami, że trudniej wchodzi się przez okno niż przez drzwi, ale będę walczył. Te 8 miesięcy dało mi naprawdę inne spojrzenie na życie.
Proszę, módlcie się za nas abyśmy tego nie spieprzyli.


Pozdrawiam,
40latek

PS. Szczególne podziękowania dla EL za jej "pisaninę" na forum :)
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-08, 09:11   

40-latku......eeeee...co tam motor, plazma, czy stół bilardowy....i na to przyjdzie czas i kolejnośc! Tak sie cieszę i bardzo, bardzo Ci gratuluje !! Bo to Ty sie przemieniłeś, pokonałes siebie , dumę, uprzedzenia, egoizm!! Jestes wielki!! Trzymam kciuki i wspieram modlitwą !! EL.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-08, 10:27   

Brawo, 40latku, udalo Ci się zastosować Dobsona w najczystszej postaci!
Podrawiam i życzę dużo wytrwałości, cierpliwości
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-08, 18:00   

Tak się cieszę,że Tobie się udało,ja na razie żyję w zawieszeniu..............pozdrawiam
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-08, 18:03   

Weroniko, napisz coś więcej................
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-08, 19:16   

40latek.
Gratuluję wytrwałości. Oby tak dalej.
Pozdrawiam
 
     
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-09, 05:42   

40 latku gratuluję serdecznie- ja poprzez bardzo podobną postawę uzyskałąm to ze mąz również zmienia się i co najważniejsze chce się zmieniać na lepsze
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-09, 06:19   

Och jak Wam zazdroszczę,ale tak pozytywnie ;-) .
Moja postawa nie podoba się mojemu mężowi,ciągle mówi,że się nic nie zmieniłam,że jestem złośliwa i zaborcza............ ;-)
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-09, 06:40   

40-latku..........czyżbyś zastosował kalsyczną metode tzw"twardej miłości"? To jest prawda,twarda miłość podczas kryzysu małżęńskiego,dysfunkcji ,przynosi efekty dla obu stron konfliktu.

Weronika....zazdrość dobrze ukierunkowana-w przeciwieństwie do zawiści-jest albo moze byc twórczym elementem własnego rozwoju.
A co do męża,jak stosujesz "twardą miłość" wobec niego to naturalnym jego odruchem(szczególnie na początku) jest brak akceptacji dla tej twardej miłości.Bo to akceptacja osoby męża ale nie akceptacji jego zachowań czy poczynań.
Weronika,40-latku......"twarda miłość"wymaga wytrwałości i determinacji,odwagi i stanowczości,a przede wszystkim miłości z wyraznym wyznaczeniem granic.
40-latku.....hhhhhhiiiiiiiiii
.a moze nie jest Ci sądzone jeżdzić na tym motorze??A plazma???będziesz oglądał ją w pełnym rodzinnym składzie,a w bilard zagrasz w 5-tkę,z żona i dziećmi
Życzę Pogody Ducha i wytrwałości
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-08-09, 08:49   

TO co napisał Nałóg - to credo - "twarda miłość"wymaga wytrwałości i determinacji,odwagi i stanowczości,a przede wszystkim miłości z wyraznym wyznaczeniem granic"[u]
Nie krzyki, nie awantury....ale postawa pełna miłości, dobroci i akceptacji osoby ,jednocześnie kategoryczny brak zgody na wyrządzanie zła wobec mnie i innych ludzi, czyli nie akceptowanie czynów ( przy akceptowaniu czlowieka).
Kocham cie i potrzebuje, ale nie zgadzam sie na zycie w trójkącie z twoja kochanką i będziesz musiał wybrać, wiedz, że na ciebie czekam, kocham itp. EL.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 11