Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Dziecko, a konkubina
Autor Wiadomość
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:33   

Ela? Tak?

Widze i wiem, że dla Ciebie to bolesne...

Poznaj mój punkt widzenia.

Rola rodziców jest w miare możliwości chronic dziecko przez Sprawami dorosłych, chodzi mi o sprawy rozstania itd, itp , ONO i tak cierpi i nie trzeba mu dokładać , PRZEPYCHANKAMI DOROSŁYCH

Dziecko powinno kochac matke i Ojca, szanować ich, choc wiedzieć, i umiec nazwać, ze zło to zło, a dobro to dobro

Jesli matka nie chce, aby dziecko spotkało sie z kochanka Ojca, Ojciec POWINNIEN to uszanować, zwłaszcza gdy zona nie ma i nie będzie w życie dziecka takze wprowadzac nowego pana. Ojciec powinnien tak zorganizowac czas, aby mogł poświęcic CZAS tylko dla dziecka...

Jesli w miare upływu czasu, Ojciec z nowego związku będzie miał dziecko, dzieci, Ojciec nie zmienia kochanek, a z ta nie wiem, jest juz kilka lat itd, nie widze powodu, aby dziecko nie mogło poznac swojego rodzeństwa ...

DZIECI mniej cierpia jak nie uczestnicza POPROSTU w przepychankach. ONO kocha i Ojca i matkę! Ale do tego trzeba czasu, aby to zrozumieć... ze nie najwazniejsze jest moje JA, tylko tez dobro innych.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:46   

Maria:
"Jesli matka nie chce, aby dziecko spotkało sie z kochanka Ojca, Ojciec POWINNIEN to uszanować, "
Właśnie : POWINIEN.
A nie szanuje. Więc trzeba go uświadomić.
Sceny w obecnosci dziecka nie są wskazane. Ale również mogą w przyszlości dać efekty: dziecko nauczy się, że zła nie można tolerować w żadnej formie.
A kochanka - jedna czy wiele - cóż to za różnica. Dziecko i tak ma zwichnięte poczucie wartości danego slowa, wiary w trwałą miłość. Wie, że do rodziny można wejsć. I z rodziny można się wypisać, gdy się znuddzi. I zawsze będzie czuło się niepewnie. I będzie miało trudność, by zaufać innym.

Co do szacunku - rodzice sami pracują na swój wizerunek u dziecka. Bo dziecko widzi i myśli. I nie wiem, czy może mieć szacunek dla rodzica, który jest kłamcą i łamie dane slowo.

A problemów nie mam, nie takich.
Po prostu nie wiem, dlaczego chcesz udowodnić, że kochanka ma prawo do kontaktów z dzieckiem.
Ale , to już Twój problem.


I wiesz, ja bym nie chciała poznawać nowych dzieci swojego ojca, gdyby je miał. Tak samo nie chcialbym poznawać dzieci matki, gdyby je miała.
Dla mnie to nie rodzenstwo - to obcy ludzie, z powodu których nie mam matki/ojca w domu.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 08:52   

Przeciez ja nic takiego nie napisałam, pisze o kontaktach Ojca z dzieckiem! A nie kochanki z dzieckiem!

i aby dziecko chronić przed Kłótniami i Przepychankami rozstaniowymi
DOROSŁYCH!

Napisze ostatni raz.

Dziecko ma Ojca i matkę i to ONI, jego rodzice sa dla tego dziecka NAJWAŻNIEJSI!!!!!!!!!!

Nie kochanka Ojca, konkubent matki!!!!

A rodzice!!!!!!

Wiecnie pisz czegoś czego ja sama nawet nie mysle i nie napisałam, Elu, ok?
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 09:12   

Dziecko ma dwoje rodziców. I owszem.
ALe często, gdy pojawia się trzecia osoba - jeden z rodziców chciałby, by ta osoba uczestniczyła w kontaktach z dzieckiem, żeby wspólnie spędzali czas, by dziecko tę osobę akceptowało i traktowało niemal jak matkę.
Więc nie da się odzielić tych faktow. Nie da się pominąć tej trzeciej osoby. Ona istnieje. I ona swoją obecnością w życiu jednego z rodziców jest dla dziecka problemem.
Bo widzisz - dla zdradaczy to nornmalne - wypisał się taki z małżenstwa, z rodziny, jest w jakimś związku i chciałby, żeby wszyscy - dziecko tyż - uznali ten fakt za normalny. A normalne i zdrowe to nie jest.
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 09:33   

Elu, ktos to sobie moze chcieć. Dziecko nikogo innego nie pokocha i nie potrzebuje, tylko Mame i Tatę:)

Nie ma szans na to, aby mozna było pokochać kogos innego niż matkę! Ja szanuje i lubię bardzo swoja macoche, ale ona nie jest i nie bedzie moja mamą.

Moja mama właśnie TERAZ do mnie zadzwoniła i choć tak bardzo mnie skrzywdziła, tak bardzo ja kocham... Kocham ja pomimo:)
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 09:44   

Jest zasadnicza różnica między sytuacją Marii Anny, a sytuacją Zuzy czy Eli.

U Marii Anny - matka z ojcem mieli ślub cywilny. Macocha pojawiła się w życiu Marii Anny na długo po rozwodzie rodziców, a więc ona nie była przyczyną rozpadu rodziny.

U Zuzy
- ona i jej mąż małżeństwem sakramentalnym. Mąż raczej olewa dzieci, ale żąda od Zuzy zgody na wyjazdy: on + dzieci+kochanka (też czyjaś żona i główna przyczyna rozpadu rodziny)+ jej dzieci.

No i jak w takich różnych sytuacjach można dojść do consensusu? :mrgreen:

Izis - miałaś pełne prawo niezgadzać się na takie spotkanie, czyli cel był szczytny, tylko realizacja do d... .

Ja - nie zgodzę się na spotkania mąż (który wziął ze mną rozwód
:mrgreen: :mrgreen: ) +dzieci+kochanka (przyczyna rozpadu mojej rodziny) i jej dzieci. Bo to jest poprostu niemoralne, nieetyczne.

Jak dzieci dorosną same zadecydują, czy chcą tych kontaktów. Teraz: wara babo od moich dzieci i nie interesuje mnie, czy ta baba tych kontaktów chce, czy nie, bo mnie tylko interesuje, co ja chcę, a ja nie chcę tych kontaktów.

Półtora roku mąż nie mieszka z nami. Nigdy nie odmówiłam mu kontaktów z dziećmi, nawet jeśli burzyło to moje plany na określny dzień czy nawet święta. Chce - proszę bardzo. Od prawie roku spotkania te najczęściej są poza domem. Jeśli mój mąż weźmie dzieci na spotkanko z kochanką, no to będzie te spotkanko ostatnim. Nie mówię mu tego, bo jak niektóre kobity potrafią "grać" dziećmi, tak i niektórzy panowie też. Więc nie wybiegam przed orkiestrę. Siedzę se cichutko.

Może się zdarzyć, że mój mąż nie będzie z kochanką, a przygrucha sobie następną panią. No to wtedy sobie przemyślę jeszcze raz sprawę i być może nie bedę oponowała na takie kontakty.

Nie bedę w przyszłości broniła kontaktu dzieci+ojciec+ewentualne rodzeństwo przyrodnie, ale to już inna bajka...
Pozdrawiam
 
     
Maria Anna
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 09:58   

Olu, wszystko prosto ujęłaś:)

I zgadzam sie z tym co napisałas:)
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 09:59   

Tak, kontakty dzieci z ojcem to ważna rzecz. Pod warunkiem, ze ten ojciec rzeczywiście się stara, aby te kontakty coś pozytywnego wnosiły w życie jego dzieci. Część (są wyjątki!) facetów po pewnym czasie wypada jednak z obiegu (znaczy się z życia dzieci), bo są skupieni na sobie, swoich uczuciach, swoim życiu, a brakuje im wiedzy, cierpliwości i empatii w stosunku do własnych dzieci. Nic z tym nie robią, bo "nie czują problemu" i nie chcą poczuć. Jakby odczuli, to by sfiksowali. Nie czują się już odpowiedzialni za własne dzieci, no bo przecia sakramentalna se radzi. Tylko gdyby sakramentalna se nie radziła, to mogłoby być tak jak u kochanki mojego męża: jedno w poprawczaku, drugie rzuciło szkołę, wyciera kąty u dalszej rodziny.

Smutne, ale mądre i prawdziwe jest to stare powiedzenie: miłość do własnych dzieci kończy się u faceta wraz z końcem miłości do ich matki.
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 10:45   

Taka prawda Olcia- ale powiem tak: ( jak dostanę uwagę to trudno) mimo tego że dokładnie u mnie tak jest to na nadal tego pustaka staram sie nauczać- odnośnie dzieci.
Póki co- opór materii niewyobrażalny. Zobaczę- jak długo mi sił starczy i cierpliwości- dla niego.
Bo tego to akurat nie wiem.
Czasami sobie machnę jakąś przerwę i znowu uczę.
EEE- zresztą sama wiesz- bo robisz podobnie.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 11:08   

Ano robimy podobnie. I o warsztatach też tych głąbów powiadomiłyśmy. I co? Oni nie mają problemu w kontaktach z dziećmi. No to się więc obie (te bardziej odpowiedzialne osoby w związku) wybieramy. I jakiś z tego głupi wniosek wychodzi: my mamy problemy w kontaktach z dziećmi :mrgreen:
Wiesz, najbardziej podobało mi się Twe stwierdzenie sprzed roku: trza pilnować potomstwa, co by tatusie swym pogibanym umysłem, nie zwichrowali, nie skrzywili.

Trzymaj się mały, ale walczny rycerzyku.

Hej, szable w dłoń....
W stepie szeeeerokim.... Tu dum, tu dum (odjechałam na rumaku do pracy :mrgreen: )
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 11:15   

Ło Matko,
To juz rok temu takie mądre myśli miałam?
Hm- zapomniałam- bom w kryzysie i mam kłopoty z pamięcią czasami. Dziury znaczy się- jak Bajeczka kiedyś ładnie zanwała.
Ale przynajmniej ciągłośc opinii mi sie zachowała- co oznacza jedno- stałość przekonań.
Coby jeszcze tak zimno nie było to by było "cieplej".
Ale to ciekawe- bo masz rację- my na kursa walimy drzwiami i oknami- bo to my mamy problem.
Już w poniedziałek mam drugie spotkanie. Oko w oko. Mam nawet kilka pytań już w temacie dzieci.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 11:21   

Kotku, nie martw się ja pilnuję Twego "dorobku myślowego" - dla potomnych. Niech dowiedzą sie wnuki, jakie fajne babki posiadają :mrgreen:

Walimy na ten kurs, żeby się coś nowego dowiedzieć lub upewnić, czy dobrze robimy. Tak?
A potomstwa mamy prawo bronić przed kochankami naszych mężów!!! Marie Zduńskie przecia nie jesteśmy ;-)
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 11:35   

Jeju,
"dorobek myslowy" spowodował że się oplułam.
pięknie- babcia z fantazją.
Zobaczę czy mnie do grupy puszczą czy odseparują.
Tiaaaaaaaaaa, wszystko jest mozliwe.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 11:58   

Już Ci mówiłam, jak się pojawimy, zaoszczędzą na terapeutach. Zamkną nas w jednym pomieszczeniu, dadzą materiały do łapy i każą ćwiczyć samodzielnie. My te warsztaty zrobimy prawie eksternistycznie - zamiast kilkudziesięciu godzin - kilka godzin.
Ty, a dadzą nam dyplumy? :mrgreen: Bo ja bym chciała dyplum :mrgreen:
 
     
izis
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-30, 12:38   

Kilka słow wyjaśnienia ode mnie- wcześniej rozmawiałam bardzo długo z małżem na temat tego, że nie chcę aby dziecko spotykało się z tą panią, wręcz prosiłam go o to, ale to jakbym do ściany mówiła, bo on nie widział w tym nic złego, przecież to jest normalne w dzisiejszych czasach. Do tej "normalności" przekonuje też go moja teściowa, która zaprosiła męża, jego kochankę i moją córkę na wspólne wakacje do siebie.
Następna sprawa, nałogu ja nie ograniczam małżowi spotkań z dzieckiem, może przychodzić kiedy chce i o jakiej chce godzinie, wręcz zachęcam go do jak najczęstszych odwiedzin i dostosowuję swój czas do jego czasu, bo coraz rzadziej bywa w domu (ale faktycznie pomyślałam o wyznaczeniu terminów spotkań).
Wiem, że to co się stało było bardzo przykre dla mego dziecka, ale wydaje mi się, że nie miałam wyboru, moje prośby wcześniejsze nie przyniosły żadnego skutku, miałam udawać, że nie ma problemu? Było to drastyczne, ale inaczej się nie dało, musiałam zareagować w tym momencie no bo kiedy miałabym to zrobić i w jaki sposób? Teraz przynajmniej wszystko stało się jasne a moje dziecko zobaczyło, że mama broni rodziny. Córka miała sen 2 dni wcześniej, że tata wrócił do domu i ponownie się zaręczył ze mną i jak mi to opowiadała była bardzo szczęśliwa.
No cóż jeśli się mylę, to czas pokaże czy dobrze uczyniłam.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 10