Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Zawód, zdrada i miłość pomimo...
Autor Wiadomość
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-12, 14:43   Zawód, zdrada i miłość pomimo...

Drodzy Forumowicze!

Zwracam się do Was z wielką prośbą, byście pomogli mi obiektywnie spojrzeć na moje życie. Pisałam jużw "Kąciku psychologicznym", ale chciałabym też uzyskać Wasze opinie.

Od 12 lat zyję z moim obecnym mężem. Jesteśmy 5 lat po ślubie. Bylismy dla siebie pierwszymi miłościami. Ot, cudownie zakochane dzieciaki, poznawaliśmy razem świat i wkraczaliśmy w dorosłość. Nigdy nie było idealnie, oboje mamy burzliwe temperamenty. Jednak mimo wielu kłótni nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Pobraliśmy się wcześnie, pragnęliśmy ciepłego domu i dziecka. (Mąż stracił swoją mamę -psychologa, kiedy miał 15 lat. Popełniła ona samobójstwo -prawdopodobnie przyczyną było nieszczęśliwe małżeństwo zabijające ją dzień po dniu. Ja byłam nie tylko jego dziewczyną, ale przyjacielem i całym swiatem, ratunkiem...). Dwa lata po slubie we mnie cośpękło. Poczułam się niespełniona w tym związku. Poczułam, ze moje potrzeby się nie liczą, że mąż o mnie nie dba. Pewnie podłożem tego były bezskuteczne próby zajścia w ciążę..Dominik często wtedy wychodził z kolegami-a to impreza, a to koncert, rajd. Ja siedziałam sama w domu..i zaczęłam uciekać w wirtualny świat. Poznałam tam człowieka, który mnie słuchał.Po prostu słuchał, śmiał się ze mną, interesował moimi sprawami. Nigdy go nie widziałam, ani nawet nie słyszałam, lecz bardzo szybko stał się kimś, bez kogo nie wyobrażałam sobie dnia. POwiedzieliśmy sobie kiedyś, ze się kochamy..choć teraz wiem, ze to nie była prawda.. Mąż odkrył moją tajemnicę. To było straszne..W pierwszym momencie ja chciałam odejść, ale on mi nie pozwolił. Powiedział, że nie wierzy, ze mogę kochać kogoś z komputera, ze pogubiliśmy się, że on wie, iż kocham jego, że nasza miłość jest wielka i on mi o tym przypomni. Nastały piękne dni i byliśmy szczęśliwi. Ja nagle poczułam i zrozumiałam, że prawie straciłam miłość mego życia. Od tamtej pory kocham męża jeszcze bardziej, ta miłość jest dla mnie jak świętość.. Ale nadszedł czas na powracającą falę-widaćto nie tylko literacka fikcja..W zasadzie spodziewałam się tego i byłam gotowa udżwignąć taki krzyż. Jednak przyszło to w najmniej odpowiednim momencie.
Po tamtym pogodzeniu i odnowie związku zaczęłiśmy intensywnie zajmować się sprawą naszego bezskutecznego starania się o potomstwo. Okazało się, że mąż ma bardzo słabe nasienie i jedynie zapłodnienie pozaustrojowe daje nam szanse na rodzicielstwo. Ja bardzo się tego bałam. Nie tylko ze względów moralnych, ale i fizycznych. Te moralne pomógł mi złagodzićprzyjaciel-ksiądz. Z fizycznymi radziłam sobie sama. Chciałam daćmężowi jego To było rok temu, w marcu. Mąż mówił wtedy -" To jest nasz rok!" I wszystko na to wskazywało. Zaszłam w ciążę za pierwszym razem " Macie państwo niesamowite szczęście!"-usłyszeliśmy od lekarza. I ja czułam, ze to szczęście, fart, nagroda za to, że wtedy o mało siebie nie straciliśmy. Ale szczęście nie trwało długo. JUżna początku ciąży zauważyłam, że mąż sięode mnie oddala. Każdego dnia jest dalej. Nie było masaży, spełniania zachcianek. Nie było dotykania brzucha i pieszczot. Byłam praktycznie całymi dniami sama (on jest przedstawicielem). Wtedy tak bardzo tego nie dostrzegałam, zrzucałam wszystko na jego pracę, której oddawał się bez reszty (a to przecież takie typowe -przyszły ojciec zabezpiecza rodzinie przyszłość). Kiedy urodził się Mikołaj przeżyłam prawie załamanie, bo mąż zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Godzinę po porodzie już pojechał do pracy, a ja leżałam sama w sali i patrzyłam jak inne żony wtulają się w swoich mężów. Kiedy przywióżł nas do domu, też zaraz uciekł...Było mi ciężko. Tak bardzo potrzebowałam wtedy jego miłości, ciepła. To trwało aż do poprzedniej soboty. Przez ten czas wiele razy pytałam co siędzieje, zarzucałam, że jest taki osły, prosiłam, błagałam, żeby dal mi trochę miłości...
Mąż mówi, że wtedy, te kilka miesięcy temu to w nim coś pękło. Wrócił ból tamtej przeszłości, i mojej zdrady. Że on oddalił się ode mnie, uciekł w pracę, bo tak bardzo bolało go to, że zrujnowałam wtedy nasz świat. Do tego od stycznia prowadził najpierw miłą znajomość, potem coś w rodzaju flirtu, z koleżankąz pracy. Były to tylko smsy, nie znają się praktycznie, mieszkamy w innych miastach. To jednak bardzo mnie zabolało. Zerwał natychmiast tą znajomość i wiem, że mówi prawdę, że w tym nie było żadnej prawdy. Mimo wszystko tak przykro mi, że jakaś kobieta pisała mu miłe słowa, on jej..i, ze to nie byłam ja..
Od tygodnia siedzimy każdego wieczora i próbujemy pozbierać resztki naszego zwiążku. Tylko to jest jakaś chora sytuacja, z której ja nie widzę wyjącia. Mnie boli to, co zrobił, jestem w stanie mu wybaczyć, lecz oczekuję, że mi pomoże swoją miłością i ciepłem. On mówi, ze nie potrafi nagle zacząć obsypywać mnie czułosciami, bo to byłoby nie fair. Że nie jest w stanie teraz się do mnie zbliżyć. Jest bardzo krytyczny wobec całego naszego związku. Mówi, że nigdy nie byliśmy partnerami, że nie patrzyliśmy na dobro drugiej osoby, ze nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać. Mówi, ze wszystkie małżeństwa dookoła, to jakiśabsurd, zycie w sztucznych ramach -i, że on tak nie chce. Nie jest jednak pewien, czy nam sięuda i nie wie, jaka decyzja byłaby słuszna. Boi się rozstania, ale boi się też ego, ze nie damy rady się pozbierać.
Widzę, że się miota. Widzę, że jest mu tak bardzo źle z tym, że mnie skrzywdził. On proponuje byśmy narazie przestali mówić o tym wszystkim, a zaczęłi żyć. Chce, jak to powiedział, "nauczyć ię zyć ze mną". Wracać wcześniej z pracy, uczestniczyćw domowym zyciu. A mnie jest tak trudno to przyjąć, bo chciałabym słyszeć deklaracje, miłe słowa, zapewnienia miłości - bo jak inaczej mam mu wybaczyć? Poza tym bojęsię, że jeśli nie potrafił przezwyciężyć negatywnych uczuć do mnie, w momencie gdy byłam bezbronna - w ciąży, to jak to może staćsięteraz? Czy on mnie znowu może pokochać? A jak długo ja wytrzymam, by go nie zacząć nienawidzić za wszystkie tamte dni, gdy byłam sama...? Tak długo czekałam na jego czułość, tak bardzo sięza nim stęskniłam.. Nie wiem czy dam radębyć taka silna.. Wiem, ze go kocham i nie chcębez niego żyć. I wiem, ze on kocha mnie, ale jak mówi miłość, to nie wszystko...
 
     
MichalG
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-12, 15:19   

Mikula,

Z tego, co piszesz, przeżyliście razem wiele zarówno szczęśliwych, jak i trudnych chwil. Przeszliście kryzys związany z wiernością oraz kryzys związany z dzieckiem. Obydwa przeszliście razem i razem przezwyciężyliście problemy – przynajmniej częściowo.

Teraz znów pojawiło się „coś”. Jest Ci trudno, że „koleżanka” pisała mu czułe słówka. A Ty nie robiłaś tego samego? Jemu też wtedy było trudno. Ale Ci wybaczył i to on chciał, abyś została. Tak?
Czy Ty mu też to teraz powiedziałaś? Że mimo wszystko chcesz być z nim?
Czy zapytałaś się, dlaczego flirtował? Czego mu brakowało w Waszym związku?

Pamiętaj, że okazać pewne gesty jest łatwo – kobietę można przytulić i powiedzieć „kocham Cię” nawet, jak tego się nie chce i nie czuje. Można udawać, grać. Czy tego chcesz? Czy chcesz gestów bez pokrycia?
Czy nie jest lepiej, że On Ci pokazuje, że jest mu ciężko, ale szanuje Ciebie i nie chce Cię okłamywać? Że jest z Toba szczery?

Może rzeczywiście na razie po prostu żyjcie razem. Rozmawiajcie o dziecku, o radości, jaką ono daje. Rozmawiajcie o wspólnej przyszłości, o wiośnie, o wakacjach.
Znajdźcie to, co Was łączy – nie dzieli.

Uczucia i czułość przyjdzie z czasem. O ile obydwoje jesteście pewni, że chcecie być razem ze sobą.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-12, 20:48   

Witaj Mikulo !!

Zycie to nie bajka !! Bo zauroczeniu, cudownych, beztroskich , mlodzeńczych chwilach , przychodzą szara, zwyczajne dni. Kłopty i problemy !
Cżesto pobierając się mamy o naszym związku jakieś marzenia, wyobrażenia. Czesto dzieje sie inaczej...jesteśmy zniesmaczeni i zawiedzeni! Wtedy szatan atakuje...wciska sie tam gdzie była miłość i gdzie jakieś zachwianie równowagi...i miesza i niszczy !!
I Was dopadł !
Mikulo....milość, to nie jest czekanie na milość, adorację i branie ! MIŁOŚĆ to dawanie i nie oczekiwanie niczego w zamian ! Wszystko inne to nasz egoizm.
Mikulo....Ty chesz....a zacznij dawać!
Super, że jesteście razem i że chcecie spróbowac !! Więc nie patrz na to co mąz Ci daje, czy nie daje....Ty dawaj !!! Pozdrawiam !! EL.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 09:29   

EL. napisał/a:
Mikulo....milość, to nie jest czekanie na milość, adorację i branie ! MIŁOŚĆ to dawanie i nie oczekiwanie niczego w zamian ! Wszystko inne to nasz egoizm.
Mikulo....Ty chesz....a zacznij dawać!
Super, że jesteście razem i że chcecie spróbowac !! Więc nie patrz na to co mąz Ci daje, czy nie daje....Ty dawaj !!! Pozdrawiam !! EL.

Widzisz El., to nie jest całkiem tak.
Można dawać, dawać i wciąż dawać. I można się wyczerpać trochę.
Miłość to utrafienie w dawaniu.
Daję to, co ten drugi potrzebuje.
Dlatego tak ważne jest przed dawaniem wsłuchanie się, co tak naprawdę ten drugi potrzebuje.
Wtedy dawanie, dawanie, dawanie, zamienia się we wzajemne miłością uzupełnianie :-) osiąga pełnię miłości. Jest jednością.
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 09:36   

Michale, El, , serdecznie dziękujęWam za odpowiedzi. Oboje macie rację -powinnam zacząć więcej dawać, stać sięnieco pokorna i przestać oczekiwać. Najgorsze jest to, że mąż twierdzi, że to jego oddalenie jest skutkiem tamtej mojej zdrady. Że on mi wtedy wybaczył, ale to wróciło i on boi się, że nigdy nie będzie jużmiędzy nami dobrze. Tym bardziej, iż wie, jak bardzo mnie skrzywdził i przeczuwa, że i we mnie narosną bardzo negatywne do niego uczucia.

Michale, ja powiedziałam mężowi, ze rozumiem powody, dla których ode mnie uciekł -mimo, ze tak bardzo boli, że stało się to akurat w takim okresie naszego życia. Zapewniam go, że bardzo go kocham i pragnę ratować nasze małżeństwo, wyzbyć się swoich złych "nawyków", stać się większą optymistką, uśmiechać się częściej. Jest mi o tyle trudniej, że od roku całe moje życie to dom, on, a teraz nasz synek. Zostawiłam pracę, swój swiat...Ale postaram się, wiem, ze to jedyne wyjście. Tyle, że mąż ogólnie ma bardzo czarną wizję zarówno naszej przeszłości, jak i wspólnej przyszłości i to mnie dobija. Jakoś blokuję się. Dzisiaj rano, gdy wychodził do pracy uśmiechaliśmy siędo siebie, niby wszystko dobrze, ładnie, a we mnie w srodku coś głośno krzyczy.. Mąż teżmi mówi, że to nie problem mówić czułe słówka i przytulaćsię, i, że jeśli tego chcę, może tak robić, ale to nie będzie szczere. Ze na to, trzeba po prostu czasu...Dziękuję Ci Michale, Twoje męskie spojrzenie znacznie rozświetliło mi drogę:)

El, Twoje słowa brzmią jak mój głos sumienia. Cały czas powtarzam sobie, że to ja muszę się zmienić, spojrzeć na niego, nie tylko na siebie. On to potrafi..Powiedział mi ostatnio -"Zobacz, ja staram się zmienić swoje postępowanie. Wracam wcześniej z pracy, rozmawiam z Tobą, robię Ci śniadanie, a co zmieniło się w Tobie?" A we mnie jest tak samo -wieczne pretensje i płacz...

Dziękuję, że jesteście i zechcieliście mi pomóc. Postaram się choć dzisiaj być miłą i ciepłą żoną. Zamknąć głęboko w sobie swój żal. Może gdy uda mi sięto dzisiaj, dam radę też jutro.
Pozdrawiam cieplutko.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 09:47   

Mikula napisał/a:
Zamknąć głęboko w sobie swój żal. Może gdy uda mi sięto dzisiaj, dam radę też jutro.

Tłumienie uczuć nie jest dobre, bo prędzej czy później może wyjść w najmniej nieoczekiwanym momencie.
Najlepiej swój ból (żal, bunt, smutek) oddawać Chrystusowi.
Wtedy raz zabrany przez Niego nigdy nie powraca.
Pozdrawiam Mikula.. :-D
 
     
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 10:31   

Och Elżbietko,te Twoje słowa...jak bardzo są prawdziwe"ból raz zabrany przez Chrystusa,nigdy nie powraca".
Podpisuję się pod tym,bo tak jest.
Mikula,proś,módl się i trwaj,a będzie dobrze ;-)
 
     
MichalG
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 10:34   

Mikula,

Nie zamykaj w sobie Swoich odczuć i pragnień. Nie wolno Ci!

Mów o tym mężowi. I wsłuchaj się w to, co on mówi. Nie tłumcie tego, co w Was jest, bo to kiedyś wybuchnie. Bądźcie ze sobą szczerzy.

I rozmawiajcie.

I zmieniajcie się – obydwoje. Zacznijcie od małych rzeczy.

Ale przede wszystkim zastanówcie się, jak chcielibyście, aby Wasze życie wyglądało za jakiś czas. Co dla Was oznacza „szczęście”. I dążcie do tego.

Nic na siłę. Powoli, krok po kroku.

Wiem, to będzie bardzo trudne. Wiem, że nie zawsze się uda. Ale jeśli tego chcecie, to warto.

Trzymaj się.

PS. I odpowiedz sobie sama, co w Tobie krzyczy, jak się od niego uśmiechasz? Żal, poczucie winy, poczucie krzywdy…? Co to jest? A potem zastanów się, dlaczego to się pojawia. A potem, co z tym możecie zrobić…
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 13:19   

I widzicie moi Drodzy, dochodzimy do miejsca, w którym zamyka się to błedne koło. Mój zal, mój ból, moje setki pytań - muszę je nieść sama. Mąż mówi, że nie możemy o tym w kółko rozmawiać, bo to do niczego nie prowadzi. Jego recepta jest prosta -przejść do codzienności i nie wracać (przez pewien czas) do bolesnych wspomnień i pytań, oskarżeń. jest w tym jakaś prawda, bo te dwa tygodnie nas po prostu wykończyły -niedosypiamy, jesteśmy wymęczeni, smutni. Mąż nie ma siły do pracy, ja nie mam siły spoglądać zapłakanymi oczami na naszego Mikołajka..
Pytasz Michale, co we mnie krzyczy.. Krzyczy we mnie niemoc i żal, tęsknota, za jego ciepłem. Potrzebuję jego pomocy, ale on nie potrafi mi jej dać. Jeszcze nie..Mnie zaś tak trudno "żyć normalnie", rozmawiać z nim "normalnie" , śmiać się..kiedy jest między nami taka przepaść. Dla mnie to jest jakieś nieprawdziwe.
To nie jest typowa sytuacja -on zrobił cośzłego, teraz żałuje, przeprasza, chce wszystko naprawić. Mój mąż mówi - Nie wiem czy powinniśmy być razem, czy się rozstać, - Wiem, ze zawaliłem, ze Cię skrzywdziłem, ale nie zrobiłem tego celowo, nie potrafiłem inaczej, - Oddaliłem się od Ciebie i wszystko, co było z Tobą związane nie miało dla mnie znaczenia, uciekałem,- Jesteśmy teraz właściwie tylko dobrymi znajomymi, -Nie róbmy nic na siłe, po prostu żyjmy, wszystko przyjdzie spontanicznie.
I znowu mam mętlik w głowie..
Elżbieto i Weroniko, modlę się.. W niedzielę chrzciliśmy naszego synka. Staliśmy przed ołtarzem pełni bólu..Wyczekany cud i kazda do tej pory ważna chwila w jego zyciu nosi piętno złych emocji rodziców. To bardzo boli...
 
     
MichalG
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 14:05   

Mikula,

Wiem, że Ci ciężko… Wiem, jak to jest, gdy pragniemy ciepła, drobnych gestów, miłych słów i nie dostajemy tego. Znam to uczucie – ten ból, żal, rozgoryczenie, poczucie bezradności.

Ale to jest tylko „poczucie”. Nie jesteś bezradna. Zacznij tworzyć swój mały świat. Domyślam się, że z małym dzieckiem nie będzie to proste. Ale wierzę, że dasz radę. Zaproś koleżanki do siebie, chodź na spacery, poproś męża, aby wieczorem został z Mikołajem a Ty zrób coś dla siebie. Może kino (ale nie sama), może koleżanki, może kawiarnia, może fryzjer, kosmetyczka.
Nie czekaj cały czas na jego gesty. Ty swoje uczucia okazuj (ale nie narzucaj się). Jednak nie oczekuj cały czas, że On od razu je odwzajemni. I nie wypominaj mu tego, że ich nie ma. Nie wzbudzaj w nim poczucia winy. Nie zmuszaj go do nich.
Może się okazać, że jak nie będziesz na nie czekała, to one pojawią się nieoczekiwanie…

A może to wszystko dlatego, że kobiety lubią być zdobywane, a faceci lubią zdobywać. Daj mu szansę zdobyć Ciebie. Niech tego zechce. Jak obecnie widzi, że „Ciebie ma”, to po co ma się starać. „Kto by chciał otwierać drzwi otwarte już? Kto by się włamywał, gdy ma klucz?”

I jeszcze jedno – jak pojawią się pierwsze gesty, to dopiero początek… Nie pokładaj od razu w tym ogromnej nadziei i nadal ich nie oczekuj. Po prostu się ciesz i bądź dalej konsekwentna w postępowaniu, bo to będzie oznaczało, że to działa.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 15:46   

Mikulko....przebaczenie to jest decyzja. Proś Boga , żeby pomógł Ci przebaczyc mężowi....bo błąkasz sie po tym bólu i ciągle w nim tkwisz...jak w bagnie i nie potrafisz wyjść.
Myslę, że wiem co czujesz i jak Cie boli to co Ciebie-Was spotkało.....ale musisz wyjść z tej matni i myśli swoje skirować na inne tory ! Na przebaczenie a nie tkwienie w porażce. Wiesz....nalezy odgrodzić to co sie stało gruba krechą !Zamknąć ten zły rozdzaił i budować od nowa .
Ciągle zapłakana , smutna, niezdawolona i ciągle wracająca do tego co złe zona.....to dramat....trzeba uciekac ! Nikt nie lubi smutnych ludzi....każdy chce wesoły, radosnych. Swój ból spróbuj ukoić w jakis inny sposob niz wylewanie go stale na męża !
Zadbaj o sibie, zrób sobie przyjemność....a radość zacznie powracac ! EL.
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 15:49   

Michale!

To święte słowa..Użalam się nad sobą, wiem...sama wciskam się w ramy małej, skrzywdzonej dziewczynki. Twoje słowa mi to mocno uswiadomiły. Zresztą mąż tez mi to mówi - Popatrz w lustro, jesteś cudną kobietą, wartościową -weź się w garść. - Dopiero, gdy na nowo uwierzysz w siebie będziemy mogli być szczęśliwi. -Wyjdź z domu, zrób coś dla siebie..
Może to zwyczajnie najprostsze -skulić się w kącie i czekać na łaskę. Przestałam mieć ochotę na spotkania, nie odpisujęna sms-y. A przecież, mimo mojego dość długiego już zamknięcia w domu przyjaciele wciąż o mnie pamiętają. Nie dość, że krzywdzę siebie, to jeszcze zaniedbuję dobrych i życzliwych mi ludzi.
Wiesz, pozwoliłam sobie na małą wędrówkę po Twoim zyciu...Postępowanie Twojej zony przypomina mi nieco mnie sprzed tych trzech lat. Bardzo źle traktowałam wtedy męża, byłam okropna, nie obchodziło mnie jego cierpienie..To było jak nałóg. Mówiłam mu, ze jużnie usiądę do komputera, a potem to robiłam...A on czekał i wierzył..I może to prawda, ze im bardziej czekał, tym bardziej ja uciekałam..To jakaś paranoja..Gdybym przeczytała niegdyś o takim postępowaniu, nie uwierzyłabym, że możliwe byłoby odrodzenie miłości. A jednak we mnie to nastąpiło. Nagle, jak grom z nieba. Zdałam sobie sprawę z tego, co robiłam. Jak bardzo było to okrutne i jak bardzo kocham mojego męża. Niezbadane są ludzkie emocje. Może i on potrzebuje czasu, by się ocknąć.
Dziękuję.
 
     
MichalG
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 16:16   

Mikula,

Czy myślisz, że na moją żonę też może przyjść taki „grom z nieba” jak na Ciebie? Myślisz, że może mnie jeszcze pokochać tak, jak kiedyś?
Pewnie tak, ale boję się, że wówczas może być tak, jak u Was – dla mnie będzie już za późno i nie będę chciał z Nią być. Już częściowo tak jest. Teraz to ja chcę rozwodu, to ja chcę odejść.
Ale tak naprawdę, to ja wciąż bym chciał, aby mnie kochała, abym ja Ją kochał tak, jak kiedyś. Tylko na razie nie mogę sobie tego wyobrazić.
Nie chcę na razie łapać się żadnej nadziei. Nie chcę jej budować. Trwam w swoim postanowieniu i jestem pełen dziwnego spokoju. Nadzieja zaburzy ten spokój – już to wielokrotnie zrobiła. A teraz żyję nadzieją, a może raczej wiarą, że będę jeszcze szczęśliwy, bo na to zasłużyłem.

Ale ten post nie dotyczy mnie, tylko Ciebie :-D

Cieszę się, że się przebudzasz…
Kiedy zamierzasz spotkać się ze znajomymi? Przed Tobą weekend, piękna pogoda. Wiem, że w niedzielę chrzciny, ale może w sobotę pójdź na długi spacer z Mikołajkiem i spotkaj się z kimś. To będzie pierwszy krok. Nie odkładaj go. Działaj od razu.

Powodzenia :-) . Trzymam kciuki.
 
     
Mikula
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 17:31   

El, dokładnie tak się czuję -jak w bagnie, w pułapce. Wyobrażam sobie (tylko się nie smiejcie :-) ) jako małomózgowego chomika kręcącego się w chomiczej zabawce-karuzeli. Dreptam tak dotykając poszczególnych szczebelków, a na nich zawsze to samo -nic się nie zmienia. Na jednym zawód, na drugim zazdrość, na trzecim tęsknota....I nie mogę trafić do wyjścia.
Miotam się, to dobre słowo (mąż też mi to mówi).
Ot, co wydarzyło się od rana.
1. Pożegnałam męża przed wyjściem do pracy, pocałlowaliśmy się, powiedzieliśmy, że się kochamy.
2. Zadzwonił do mnie w południe, było miło, wpadlismy na pomysł wyjazdu na działkę.
3. Wysłałam mu miłego smsa-że działka będzie wolna, ale nie odpisał....
4. Dopadła mnie złość i zazdrość, bo JEJ BY ODPISAŁ. Pokłócilismy się przez tel, "-bo on jest w pracy (ale z nią mógł smsować bez przerwy), bo przecież wieczorem byśmy wszystko obgadali, bo znowu się czepiam, bo znowu wymyślam". A powiedziałam tylko, że mi przykro..No może nie tylko..Powiedziałam, że jestem dla niego nic nie warta, ze jestem gorsza od niej..Że on cały czas mnie rani..Przesadziłam?..Wiem.
Chciałam usłyszeć -przepraszam, jestem zabiegany..Usłyszałam na koniec, że ma dosyć, nie będzie ze mną rozmawiał..I milczymy od 3 godzin.
5. Umówiłam się z koleżankami jutro do knajpy. Kupiłam nową bluzkę, wcisnęłam się w dżinsy sprzed ciąży.
6. Czekam, aż on wróci..i pewnie znowu będzie awantura..
Miotam się jak ten chomik, serio.

Michał, myślę, a raczej wiem, że "wszystko się zdarzyć może". Twoja zona pewnie się"obudzi", gdy definitywnie (z jakichkolwiek powodów) przestanie kontaktować się z tamtym mężczyzną. Ona jest nie tylko zoną, ale i matką. Wydaje mi się, że na pewno ma wielkie wyrzuty sumienia -bo żyjąc w takim rozdarciu niemożliwym jest by w pełni poświęcała się domowi i dzieciom. Ona lata nad całym, niegdyś Waszym, światem, jak na skrzydłach. Jak nastolatka..Może się mylę, ale ja tak własnie latałam. Nic nie było ważne. Obiady z torebek, prasowanie na odwal się, przyjaciele też zaniedbywani -byle usiąść do kompa..Tyle, że kiedyś się spada, i wierz mi, to bardzo, bardzo boli. Ja wiem, że nie byłabym już nigdy w stanie zdradzić męża, oszukać go, nie zniosłabym tego bólu serca,który towarzyszył mojemu przebudzeniu. Zresztą teraz mąż powiedział mi coś podobnego -że chyba lepiej być tą pokrzywdzoną stroną. Że on nigdy nie wybaczy sobie tego, jak mnie skrzywdził i, że to tak bardzo boli.

Oj, Kochani, dziękuję że jesteście. Raźniej mi z Wami.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-13, 17:55   

Mikula
Nie podoba mi się to co robisz:
"A powiedziałam tylko, że mi przykro..No może nie tylko..Powiedziałam, że jestem dla niego nic nie warta, ze jestem gorsza od niej..Że on cały czas mnie rani..Przesadziłam?..Wiem. "

Tak, przesadziłaś.
Przede wszystkim: nie możesz wciągać się w porównania z tamtą.
Jesteś JEDYNA i NIEPOWTARZALNA, jesteś sobą i nikt nie może Ci tego odebrać.
Nie jesteś ani gorsza od tamtej, ani lepsza. JESTEŚ INNA.

Po drugie: kłótnie przez telefon, żale i wymówki, to też nie jest dobre rozwiązanie. Bo facetowi nie będzie chciało się wracać do domu, z obawy , że nastąpi powtórka, już w realu- twarz w twarz.

Nie miotaj się, tylko spójrz w lustro. I może zobaczysz tę kobietę, której chce się walczyć o swoją rodzinę.
Uśmiechnij się do niej ( znaczy do swojego odbicia) i powiedz, że warto.
A mężowi - odpuść, niech chociaż dziś będzie miło.
Bo cóż on powie, gdy Ty jutro zechcesz wyskoczyć z koleżankami? Czy nie odbierze tego jako kolejnej prowokacji?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 8