Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:20
Bezradność
Autor Wiadomość
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-05, 16:58   Bezradność

Witam. Ponad rok temu dowiedziałam się o zdradzie mojego męża. Od tego czasu on nie może zdecydować, czy chce być ze mną, czy też nie. Bylismy u psychologa, ale nie mogliśmy zacząć terapii, bo mąż nie wiedział, czy chce ratować małżeństwo. Zaczął indywidualną terapię, żeby mieć lepszy wgląd w siebie, ale ją przerwał, bo psycholog powiedziała, że żeby terapia była skuteczna, powinien najpierw podjąć decyzję co chce zrobić dalej ze swoim życiem. Ja przez ten rok przeszłam własną terapię, jestem już o wiele mocniejsza niż byłam. Ten rok był dla mnie bardzo ciężki. Wydaje mi się, że wybaczyłam mu w końcu, ale miotałam się długo między miłością do niego a nienawiścią.
W maju chciał ode mnie odejść, ale wybłagałam, zeby został (nie wiem czy słusznie), bo widziałam, że się waha.
Mieszkamy nadal razem. Nie wiem, czy spotyka się z tamtą kobietą, czy nie. Nie rozmawiamy prawie wcale, bo on nie podejmuje rozmowy, odpowiada tylko na moje pytania, a i to nie zawsze. Nie przytula mnie, nie ma między nami żadnej bliskości. Czasem, kiedy bardzo mi tego brak, przytulam się do niego, czasem proszę, żeby mnie objął. Robi to przeważnie z ciężkim westchnieniem. Wydaje mi się, że on już nic do mnie nie czuje. Nie wiem, dlaczego nie chce odejść. Jest ze mną tylko fizycznie. Nie zwraca na mnie najmniejszej uwagi. W czasie obiadu czyta książkę. Resztę wolnego czasu spędza przy komputerze. Jest milczący, smutny i nieobecny.
Do kościoła najczęściej chodzimy razem, ale on od mniej więcej roku nie chodzi do spowiedzi i nie przystępuje do komunii. Powiedział mi kiedyś, że nie wierzy w spowiedź, że przysięga małżeńska jest bez sensu.
Trwam przy nim, ale chwilami jest mi bardzo ciężko. Nie umiem już się modlić. Przedtem prosiłam Boga o to, żeby on nie odchodził, ale to nie o to chodzi, żeby był. Czasem myślę, że to dużo, że jest, że wraca do domu. Czasem znów myślę, że bez sensu jest takie bycie razem. Czasem zastanawiam się, czy ja jeszcze chcę z nim być. Zranił mnie bardzo i rani mnie nadal.
Staram się żyć własnym życiem. Mam wiele zainteresowań, rozwijam się, zadbałam o siebie. Mam dobry kontakt z naszą córką, spędzamy razem sporo czasu.
Czasem jednak dopada mnie wielkie zwatpienie (tak jak właśnie teraz), czuję się bezradna i naprawdę nie wiem, co mam dalej robić. A może nie robić nic?
Chciałam się wygadać, bo wiem, że wielu z Was mnie zrozumie, bo walczy z tym samym co ja. Pozdrawiam serdecznie :)
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-05, 18:03   

Grażyno, najważniejsze na chwilę obecną jest to że trafiłaś do nas... my tutaj wszyscy tacy pokopani... inni, ale czas nawzajem dla siebie znajdujemy i wspieramy ile się da. Może nie powinienem tego pisać ja, bo akurat mocno pokręcony jestem i w dołku ogromnym, ale z drugiej strony skoro ja Ciebie zauważyłem w zakręceniu moim, to na pozostałych liczyć napewno możesz... Uważam, że fakt mieszkania wspólnego wykorzystać warto, jesteście ze sobą, a to daje duże możliwości... piszesz o modlitwie... tutaj mogę coś o tym powiedzieć, bo kiedyś byłem podobnym do Ciebie, teraz jest zupełnie inaczej - lepiej. Zaufaj JEMU, czytaj nas i pisz, a wspólnie coś wykombinujemy... tak źle nie jest skoro potrafisz zadbać o siebie ;-) trzymaj się cieplutko, powodzenie :mrgreen:
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-05, 18:44   

Grażynko - tak, jak Rot napisał - najważniejsze, że tu trafiłaś. Żal, że kolejna osoba, której małżeństwo jest w kryzysie, ale być może, nie wszystko jeszcze stracone. Dla mnie osobiście, najwięcej daje czytanie wypowiedzi innych - i to zależnie od nastroju - czy Zuzy, która potrafi dać kopniaka, czy Andrzeja - który zna całą Biblię na pamięć (Andrzeju, to z szacunku), czy też wielu, wielu innych osób, które są dla mnie jak siostry i bracia.
To witaj Grażynko w naszej rodzince! Przytulam Cię gorąco. Bądź tu.
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-05, 19:43   

Dzięki. Również witajcie :)
 
     
micszpak
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-05, 23:43   

Grażynko! Ja od 2004 nie mieszkam z mężem i wiem, jak trudno tak trwać - ? - ? - same znaki zapytania, między nami tysiące kilometrów, a bezsilność i nieufność z każdym dniem bardziej siedzą mi na karku. W piątek stuknęłam na śliskim moście w nowiutką lagunę (cały bok skasowałam!) swoją starą fieściną i stoi w garażu z wybitym okiem, piec w kotłowni dymi, ściana domku na działce zaczęła się walić, więc robiłam za pomocnika murarza w ten siekący wczoraj deszcz... Zaczynaliśmy wszystko RAZEM z mężem, to nasze życie przewidziane było na dwoje - dzieci, dom, remonty, kotłownia, działka, wieczory i noce. I śniadania wspólne. Tak samo jak Ty, ja też bym chciała mieć znów to wszystko jak należy. Popatrz, o ile bliżej Tobie do tego celu. Możesz zasypiać i budzić się w pobliżu męża, chodzić z nim do kościoła, rozmawiać, żartować, modlić się. Możesz spokojnie zachorować na grypę albo mieć migrenę, bo jest obok Ciebie ktoś, kto czuwa.
A ja nocami nie śpię. Boję się, że piec co wybuchnie, że zaśpię (wożę córkę na autobus o 6;30, dojeżdża do szkoły), że znów jak kilka miesięcy temu nad ranem pęknie rura z wodą w łazience, że stanie się coś takiego, z czym sobie nie poradzę. Wtedy odmawiam różaniec. Nawet już coraz rzadziej za swoje sprawy, coraz częściej za tych wspaniałych ludzi, których tu spotkałam (wirtualnie, hihihi!), zresztą my wszyscy jacyś tacy podobni do siebie...
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-06, 08:39   

Micszpak, to wszystko prawda, o czym piszesz, no, prawie prawda :roll: Nie mogę z nim rozmawiać ani żartować, bo to są tylko moje monologi, on się nie odzywa.
A jeśli chodzi o te sprawy związane z domem, ogrodem - tak, to prawda, jest mi lżej z nim, niż samej. Ale wiesz jak boli, kiedy leżymy w jednym łóżku, on jak kłoda - zimny i milczący? Zastanawiam się czasem, czy nie byłoby mi lżej psychicznie, gdyby odszedł...
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-06, 09:18   

Mi osobiście jest lżej, gdy nie ma obok w łóżku żony... wiem, że nie mam się co łudzić, bo nie ma z kim :-P ale prawdę mówiąc nie wiem jak długo ten stan się utrzyma...
 
     
karima
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-06, 14:26   

Witajcie czytałam wypowiedz Grażyny, oj u mnie nie tak źle, mieszkamy razem, ale często się mijamy, jak ja sie nie odezwę to długo możemy milczeć, ja nie wiem jak mamy się zbliżyć? Czytam, czytam, szukam sama nie wiem czego, pocieszenia? drogi? wskazówki jak dalej żyć po powrocie męża, jak odnaleźć miłość, szacunek, bliskość? Jestem strasznie w tym wszystkim zagubiona, z jeden str próbuje stosować Dobsona , troche sie odsunąć, znaleźć sobie inne zajęcie nie naciskać, a z drugiej czytam w niektórych postach żeby okazywać miłość..? Jak się odsuwam to mam wrażenie że jesteśmy z mężem taaak daleko, a jak staram się zbliżyć on ucieka. Czasem mam wrażenie że jestesmy jak obcy ludzie mieszkający pod jednym dachem i wychowywujący wspólne dzieci. Myślałam że po powrocie będzie ciężko ale jednak będziemy budować a tu "prace na budowie" staneły! Czytam podpisy pod nickiem : "po kryzysie"; "w kryzysie" i zastanawiam się kiedy jest po kryzysie, ja nie wiem co umieścić? Strasznie się zgubiłam?
 
     
wiki0701
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-06, 14:34   

oj karimo, jak ja cię rozumiem.... nawet nie wiesz jak... ale wiem jedno - NIE odsuwaj sie. ja tez kilka razy nawet pytałam męża, czy chce abym sie usunęła i dała mu czas na przemyslenia... i on zawsze mówił - NIE odsuwaj sie. bądź moim przyjacielem. przytul mnie.

więc choć czasem serce mi krwawi przytulam go mocno i nie pozwalam sie znowu rozminąć. Jest trudno... ale łatwo coś zniszczyc, gorzej odbudować...
 
     
Grażynka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-06, 20:10   

Karima, czuję dokładnie to samo. Ściskam Cię mocno.
 
     
żona od 27 lat
[Usunięty]

Wysłany: 2006-11-06, 22:53   

Grażynko, jestem w podobnej sytuacji. Ja wiem, że mój mąż nadal utrzymuje kontakty ze swoją kochanką. Dodatkowo ona pisze do mnie złośliwe smsy. Wczoraj np. oskarżyła mnie o zniszczone dzieciństwo mojego najmłodszego dziecka (9 lat). Nie mam już zupełnie sił. Myślę, że dużo łatwiej byłoby mi żyć samej.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 9