Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2006-07-27, 11:11
Przeżyć zdradę i odzyskać nadzieję.
Autor Wiadomość
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-09, 07:51   

milka napisał/a:
mówisz, przestań żyć nim i dla niego. zacznij żyć dla siebie. Ale jak to zrobić? zasypiam z myślą o nim, zadając sobie pytanie dlaczego, budzę się w nocy, bo mi się śnił, kiedy wstaję znów jest moją jedyną myślą... to jak obsesja....dopada mnie na każdym kroku


Milko, dlatego proponuję Ci psychologa i psychiatrę... oni + chemia pomogą Ci się wyciszyć, odzyskać spokój wewnętrzny... zrób to najszybciej jak możesz. Zobaczysz, że to pomaga ;-) . Jak troszkę się uspokoisz, zaczniesz rozmawiać nie tylko z ludźmi to przyjdzie ukojenie i poznasz, że mozna żyć dla siebie... zobaczysz ;-) . A co do rozwodu... jest separacja... daje czas na przemyślenia, daje bezpieczeństwo. Spokojnie przemyśl na czym Ci zależy i nie rób nic dla Niego... tylko dla siebie... może będziesz miała szczęście i spotkasz na swej drodze spowiednika, który poprowadzi Cię duchowo... no i ... my :mrgreen: uwierz mi, że to też się bardzo liczy, a nas tu wielu i potrafimy zrozumieć ... POWODZENIA
 
 
milka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-10, 16:38   

witajcie!
znów jestem! dziękuję Wam wszystkim za ciepłe słowa otuchy! To bardzo pomaga. Niestety nie umiem jeszcze popatrzeć na siebie z boku, ale powoli zaczynam już dzięki Wam jakoś normalnie patrzeć w moją przyszłość. Podjęłąm postanowienie, że porozmawiam z psychiatrą. Potrzebuję tego. Już sama siebie nienawidzę za to, że bezustannie płaczę. We wtorek mam pierwszą wizytę. Mam już dość takiego samopoczucia, życia w jakimś zamkniętym, tylko moim świecie. Mam już dość zachowywania się jak robot i robienia czegokolwiek automatycznie. Może to dobry krok, choć dla mnie ogromny wysiłek. Nigdy nie sądziłam, ze pomoc psychiatry będzie mi tak potrzebna. Uważałam, że jestem silna, bardzo silna. Przeliczyłam się! Kolejne rozczarowanie...Zarzucam sobie, że oszukuję dzieci nie mówiąc im nic o sytuacji w rodzinie. Nie chcę ich zranić. To nie ja je zostawiam... Chcę im dać moją miłość i ciepło, zapewnić w miarę bezpieczny, przytulny dom. Pokazać, ze choć odchodzi od nich ojciec, zostaję ja, gotowa oddac za nie swoje życie. Dzieci są już duże (15 lat syn, 13 lat córka), sporo rozumieją, często pytają o tatę, dlaczego nie przyjeżdża, dlaczego nie dzwoni... A ja..... kłamię! NIenawidzę się za te kłamstwa! Nie wiem, czy mi wierzą, ale nie zasiewam w nich niepokoju. NIe wiem, czy to dobrze, czy nie. W każdym razie, tak radził mi adwokat. To ojciec powinien im powiedzieć o tym, że odchodzi. Wiem, to będzie dla nich ogromny szok! Szukam psychologa dziecięcego. Tu, gdzie mieszkam, nie mam szans na znalezienie odpowiedniej osoby, nie ma poprostu nikogo takiego. Dlatego proszę, może ktoś z Was ma kontakt z psychologiem dziecięcym. Może ten ktoś zechciałby podpowiedzieć mi, jak mam postąpić z dziećmi, gdy już się o wszystkim dowiedzą, jak mogę im pomóc, jak je wspierać? Niesamowicie się o nie boję, zwłaszcza o córkę. Jest bardzo wrażliwa, emocjonalnie bardzo związana z ojcem. To będzie dla niej cios nie do zniesienia.
Pozdrawiam Was wszystkich i ogromnie dziękuję za wsparcie. Ja też modlę sie za Was, którzy przechodzicie razem ze mną to piekło, bądź macie je już za sobą.[/i][/center]
 
 
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-10, 21:19   

Milka, a uzupełnij resztę danych... chociaż w przybliżeniu, bo co z tego, że podam Ci namiar na psychologa dziecęcego, skoro będziesz miała do niego 500 km ;-)
 
 
milka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-13, 20:20   

Wydarzyło się coś dziwnego i niespodziewanego... Wczoraj mój syn miał urodziny i zadzwonił mąż z życzeniami. Potem chciał rozmawiać ze mną. Mówił do mnie KOCHANIE (tak długo nie słyszałam tego słowa), mówił, że mnie kocha, że bardzo tęskni.... Ja też tęsknię, ale czekam.... Dziś już sama nie wiem na co. Czas pokazę. Jestem dobrej myśli. MOże uda się to wszystko jakoś posklejać do kupy. Tylko czy będę umiała żyć ze świadomością, że on mnie zdradzil? Czy będę umiała mu to zapomnieć i wybaczyć?
 
 
weronika
[Usunięty]

Wysłany: 2007-02-13, 22:02   

Milka,bądź dobrej myśli,może wszystko idzie w dobrym kierunku,a świadomość ,że on Cię zdradził,na to przyjdzie czas,czas goi rany ;-)
 
 
ulakom
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-02, 06:53   

Witam, ja mam inny problem - MAZ NIENAWIDZI SEIBIE ZA TO CO ZROBIL!!!!!!!!! Pisalam o tym w innym watku, ale tu pomoc psychologa jest potrzebna. Jestesmy malzenstwem od 6 lat. Pewnego dnia maz po przyjezdzie sluzbowym przyznal sie ze byl z prostytutka.
Nie wie jak to sie stalo, ze duzo alkoholu itd.... ze nie wspolzyl do konca bo sie ocknal co robi.
I tak bylam w szoku, zla, bardzo zla.
Ale przebaczylam. Mialam jednak problem gdy mnie dotykal czy calowal - wciaz obrazy co mogl robic tamta kobieta, wiec szukalam pomocy :( w internecie i znalazlam link ktory mi wiele pomogl, byla tam tez mowa do meza co ma robic zeby bylo lepiej.
Niestety maz to wszystko bardzo wzial do siebie. Byla tam tez mowa o pornografii - mial z tym wczesniej problemy ale po mojej interwencji skonczyl z tym i nagle po przeczytaniu tekstu ze to tak jakby wbil mi noz w plecy, ze zniszczyl nasze malzenstwo itdd znienawidzil siebie. Mowi ze nie umiebyc sam ze soba, jest pozbawiony wszelskich uczuc, czuje sie tak jakby umarl w srodku.ze nie potrafi patrzec mi woczy bo jaka taka dobra i czysta aon bagno. Jest tylko praca, praca i TV.
Zero uczuc do mnie, zero jakiejsc czulosci, brak slow ze kocha. W kocnu go zapytalam, powiedzial ze mnie KOCHAL, ale teraz sam nie wie co czuje. ze fakt ze mu wybaczylam i go nadal kocham wcale mu nie pomaga. Co mam robic? Mowilam ze musimy chyba skorzystac z pomocy psychologa, powiedzial ze nie bedzie do nikogo chodzil. wykrzyczalam ze nawet kosztem naszego mlazenstwa? nic nie odpowiedzial. Wkrotce wyjezdzamy na urlop, ale mnie sie wcale nie chce, on twierdzi ze moze to cos zmieni, bo zmiana srodowiska, bez pracy...ale ja pomalu trace nadzieje.
Jak mu pomoc? Juz myslalm zeby sie wyprowadzic na jakis czas, dac mu odetchnac, zeby nie musial byc ze mna, patrezec na mnei, wysilac sie na dobroc. Bo nadal stara sie mimo wszystko byc ze mna - wiem ze ucieka do TV czy innych zajec, ale mimo to schodiz do mnie, siada, cos tam zagada..., gdy chce gdzies razem wyjechac czy isc na kawe na miasto bez problemu to robi, mowi ze nadal bardzo sie troszczy o mnie - ale brak w tym uczuc. Ja sie gubie w tym, skoro nie wie czy kocha tzn ze nie kocha, on twierdzi ze tego nie powiedzial. gdy pytam czy chce zeby wyjechala na jakis czas, mowi ze nie wie. A skad ja mam wiedziec?
Modle sie za niego i za nas, ale sil mi brakuje. jestem tak spieta ze zeby byc w miare luzna przy nim, musze sie napic, tak samo w nocy zeby zasnac musze wypic kieliszek. weim ze to nie jest wyjscie i wpadam w nalog, ale kto przechodzi przez takie pieklo chyba mnie zrozumie. Spimy nadal razem co nie znaczy ze sie przytulamy - ja nieraz pytam czy na chwile moge sie przytulic, bo nieraz mimo kieliszka nie moge zasnac, ale ilez mozna prosic o zebrac o milosc i uczucie? Niestety maz nie jest blisko Boga. Nalezy do osob perfekcyjnych - tzn zrobic wszystko jak najlpeije, pomaga innym wiele, zawsze musi byc naj.... wiem ze to jest przyczyna teraz - zrobil cos bardzo zlego. tylko jak mu pomoc??????? Jka pomoc naszemu malzenstwu?
 
 
bombardier
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-08, 08:52   

MajkaB napisał/a:
Jestem od kilku dni w kiepskiej formie.Wszędzie dopatruję się zdrady.Każda sytuacja jest przeze mnie analizowana tylko pod tym kątem.Stałam się znów podejrzliwa,ale co zrobić kiedy są sytuacje, które pozostawiają tyle wątpliwości.Nie wiem jak sobie z tym radzić. Pomóżcie jak to zwalczyć.


Mam tak samo, choć żona mnie nie zdradziła fizycznie, a "jedynie" emocjonalnie, choć to też bardzo boli. Czasem się boję, że dostanę obłędu.
 
 
sylwiam81
[Usunięty]

Wysłany: 2016-01-27, 20:21   

mąż zdradził mnie dwa razy a je jego raz.....ciężki temat dla mnie i chyba dla tego wątku

Jesteśmy małżeństwem od 2007 roku, byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi , zawsze potrafiliśmy rozmawiać, lubiliśmy swoje towarzystwo ...
pierwszy raz mąż mnie zdradził 2, roku po ślubie z sąsiadką , jak dowiedziałam się było szok, płacz mój i męża, mąż prosił o wybaczenie i obiecał, że nigdy nie będzie drugiego razu, sprzedaliśmy mieszkanie, poukładaliśmy wszystko na nowo, wybaczyłam i zapomniałam, ten romans potraktowałam jak życiowy błąd i odcięłam to grubą kreską...
pojawił się syn, było szczęście i radość i 30.10.2015 roku dowiedziałam się o kolejnej zdradzie, tym razem koleżanka z pracy, znowu płacz i prośba o wybaczenie, mąż prosił o czas na wyciszenie tego ...bo nie może tego zakończyć z dnia na dzień ...dałam czas miesiąc a w tym czasie wyciszenia nie było ...były smsy, spotkania jedyne czego nie było to seksu między nimi, mąż tak chciał to wyciszyć...było to dla mnie mało, odsuwałam się od niego każdego dnia, blokowałam sie, zamknęłam dla niego .....i w tym czasie poznałam kogoś, młodszy, zdradziłam męza i siebie tzn. moje zasady ...brzydziłam się zdradą a teraz sama to zrobiłam ...mąz dowiedział się i teraz uwaza, ze ja zdradziłam, a tak mi ufał, jest w szoku bo dowiedział się tydzień temu...zawiodłam też siebie ale zauroczyłam się ( fakt chyba w nieodpowiedniej osobie..ufność wobec męża i innych gubi mnie )

teraz ja zdradziłam raz a on dwa..czuję się źle ...ale nie zrobiłam tego, żeby się odegrać, czułam coś i czuję do tego "kochanka " coś...wczoraj byłam pierwszy raz na terapii i pani terapeutka powiedziałam, że zdrada jest zdrada i boli obie strony ale ja zrobiłam to bo zamknęłam się na męża, odkochałam się po jego drugiej zdradzie, chciałam poczuć się kobietą...tak czy siak wytłumaczenia nia ma ....moje małżeństwo wisi ....na wlosku i to przez mnie bo mąż obarcza winą tylko mnie

temat wątku jest " Przeżyć zdradę i odzyskać nadzieję "

przeżyłam zdradę i odzyskałam nadzieję ale jak widać drugiej zdrady nie zniosłam godnie..bo sama zdradziłam
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2016-01-27, 23:24   

Sylwia,
Myślę, że przede wszystkim musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy potrafisz jeszcze mężowi zaufać. Co prawda w Biblii jest napisane, że należy przebaczyć 77 razy, ale...
przebaczyć to nie to samo co zaufać.
Twoja zdrada to oczywiście nie jest powód do chwały, ale problem zaczął się od zdrad męża i mąż teraz Greka nie musi udawać i odwracać kota ogonem
 
 
sylwiam81
[Usunięty]

Wysłany: 2016-01-28, 15:44   

no niestety mąż czuję się teraz usprawiedliwiony bo to ja dokończyłam itd.. tylko czemu tego nie zakańcza i trwa to jeszcze ?

Byłam u psychoterapeuty i rozmawiałam z przyjaciółka i faktycznie moje czyny nie są dobre ale problem zaczął się od męża, to on nie był wierny przez większą część małżeństwa a teraz najlepiej wybielać się
 
 
laurentyna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-07, 16:54   

Przeczytałam cały wątek i bardzo dużo tutaj emocji, złych wspomnień, ale widać, że jednak zawsze jest nadzieja i można wyjść z takiej sytuacji na wielki plus i warto próbować takich rozwiązań.

Ja sama spróbowałam. Było to około 7 lat temu. Nie dogadywaliśmy się z mężem, dzieci za granicą, my ciągle obok siebie. Mój mąż jeszcze wtedy pracował, ja chyba za bardzo zasiedziałam się w domu bo przecież nie miałam co robić i nie chciało mi się wychodzić do ludzi. Nigdy bym nie przypuszczała że jeszcze w tym wieku może mi się coś takiego przytrafić, szczególnie, że mój mąż był dla mnie wszystkim i wydawało mi się, że dawałam mu dużo ciepła i zrozumienia a jedna jak się później okazało nie było tak.. Teraz jesteśmy pogodzeni i jest dobrze, myślę, że przebaczenie to dużo za duże słowo ale akceptacja i przede wszystkim zaufanie..
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 10