Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
koniec historii Jo-anki
Autor Wiadomość
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-25, 18:18   koniec historii Jo-anki

Witajcie
Pewnie mnie tu już nikt nie pamieta niemniej chcialam dokończyć swoja historie

Po raz pierwszy zalogowalam się tu w 2006 roku, zaraz po urodzeniu 2 syneczka, kiedy to mój maz po raz kolejny powiedział ze nie czuje się już mezem i zaluje ze pojawily się nasze dzieci….. po pierwszym szoku i odkryciu wtedy jego pierwszego romansu postanowilam przebaczyc i walczyc o małżeństwo


Non stop w modlitwie, nowennach , poscie, błaganiu Boga o uratowanie rodziny, stawanie na glowie by maz wrócił i tworzyl z nami rodzine, potem kolejna kochanka , pierwsza separacja (ja wyprosiłam meza z domu )- i wtedy cos drgnęło- wróciliśmy do siebie i przez jakis rok, półtora wydawalo mi się ze byliśmy szczesliwi (napiasalam tu nawet świadectwo!)…ale potem odkrylam kolejna zdrade, czy nawet zdrady i flirty. Nie wytrzymałam, rozpoczęłam kolejna separacje w listopadzie 2009. na początku maz rzucil się w wir samotnego wesołego zycia, potem marzec kwiecień zaczal tesknic- ale dla mnie to nie była tesknota za mna i dziecmi tylko za jakas stabilizacja raczej, chec opuszczenia rodzicow z którymi musial mieszkac- nie zgodziłam sie wtedy na jego powrot , myśląc ze jak naprawde się zmieni to będzie chciał wrócić i za kilka miesięcy. Szybko jednak znalazł sobie kolejna partnerke z która momentalnie zamieszkal (i jej synkiem) w czerwcu biora slub. Jesteśmy obecnie już po rozwodzie (wrzesień 2010). Maz jest szczesliwy teraz , widze to sama….a ze mnie się smieje wrecz- ze zmarnowalalm tyle lat zycia i energii na wskrzeszenie niemożliwego zamiast szukac nowej drogi.i pewnie ma racje.jego zdaniem nie pasowalismy do siebie,(zeby nie bylo tylko jednostronnie podam jego argumenty- ja za duzo sie uczylam (2 kierunki studiow i doktorat) i zle karmilam dzieci...)


. Ktos z boku patrzac powiedziałby ze moje zycie jest ok- mam dobra prace, pisze doktorat, jestem atrakcyjna 33 letnia matka 2 malych chłopaczków dla których usiluje normalnie zyc i zyje (pokonałam guza jelita). A tak naprawde to te lata pozostawily na mnie już taki slad którego do konca zycia nie wymaze …mam zal i uwazam ze stala sie wielka krzywda…
Ostatnio zmieniony przez Jo-anka 2011-03-25, 20:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Grażka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-25, 18:56   

Witaj Jo-anko
Jakże smutny i poruszający jest Twój list...Odszukałam w archiwum całą Twoja historię...trudno mi uwierzyć,że tak smutno zakończyła się.Tyle lat przecież cierpiałaś i wybaczałaś i trudno mi pojąć takich mężów. Nie wiem co mogę jeszcze powiedzieć...
 
 
izabela1115
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-25, 20:29   

Joanko skąd wiesz ,że mąż szczęśliwy, jeszcze nikt nie zbudował szczęścia, na cudzej krzywdzie ,jest to szczęście zakłamane, czy chciałabyś być na ich miejscu .bo ja na miejscu mojego męża i jego konkubiny, nie zamieniłabym się, za nic na świecie i też twierdz, że jest szczęśliwy ,jak można być szczęśliwym bez Pana BOGA,
 
 
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-26, 13:51   

Kochana Izabelo....dziekuje za Twoje slowa, lecz prawda jest taka ze to mnie jest ciezko samej , to ja jestem samotna, to ja dzis nad morzem uczylam sama dzieci na rolkach jezdzic, to ja placze w poduszke od tylu juz lat... a on jest jesli nie szczesliwy- choc wydaje mi sie ze jest, to przynajmniej b zadowolony z zycia. po prostu tryska energia radoscia dumą

te slowa pocieszenia czy mozna byc szczesliwym bez Boga w sercu...niektorzy widac moga

ja nie chce byc sama w zyciu, jestem mloda, ladna, tak bardzo chce i potzrebuje dac komus te milosc czulosc troske ktora nosze w sercu- ale nie chodzi tu o dzieci czy pomoc innym- ja chcialabym po prostu miec meza. i nie umiem sobie z tym poradzic, bo uwazam to za niesprawiedliwe ze nam Katolikom nie wolno sie juz zwiazac z nikim...

dziekuje za Wasze odpowiedzi, to forum tyle lat trzymalo nie przy zyciu, bardzo Wam Kochani dziekuje
 
 
mila91
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-26, 16:16   

Wiem, co czujesz, mój mąż układa sobie żyie z kohanką ona ja obecnie w ciązy, nie mamay rozwodu, to może chwestia czasu, ja jestem młoda, nie mam dzieci i jestem pozbawina szansy na prawdziwą rodzine. Tak jak i ty potrzebuje drugiego człowieka, milości. Jeseś matką, mnie mąz pozbawił tego, on będzie miał dziecko, ja niestety nie, chyba że zwiąże się z kimś bez Boga. Więc też sie zastanawiam, dlaczego nas to spotyka, ze albo wybieramy życie bez Boga, albo z Bogiem ale same.
 
 
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-26, 20:20   

Jo-anka napisał/a:
ja placze w poduszke ... a on jest ... zadowolony z zycia. po prostu tryska energia radoscia dumą


Witaj!
Ładnie taka sytuacja opisana jest w Psalmie 37. Psalmy kiedyś bardzo mi pomogły, a i teraz pomagają. Polecam czasami poczytać sobie.
 
 
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-26, 21:49   

Kochana Joanko,
ja Cię pamiętam doskonale. I Twoje kłopoty, i to jak się wypłakiwałaś i dzielnie sobie radziłaś.
Ty wiesz, że dasz radę. Teraz sobie przez chwile daj czas na "żałobę", MASZ PRAWO czuć to, co czujesz. Byle nie za długo, byle nie popaść w depresję.
Spotkała Cię straszliwa niesprawiedliwość. Nie wiem dlaczego. Tak się zdarza. Takie jest życie, po prostu doświadczyłaś go boleśnie.
Ale podniesiesz się. Tylko daj sobie szansę. Wiem co piszę. Ja jakoś dalej sobie radze, chociaż 5 lat temu świat mi się zawalił. Nic już nie jest takie jak przedtem, ale JEST. Teraz szukam sensu w tym, co jest. Próbuję. Ty też spróbujesz.
A Twój były mąż - wybacz, że to napiszę - po prostu zakompleksiony i niedowartościowany. Czuł się gorszy i dlatego Cię niszczył. Nie pozwól, aby robił to dalej. Bo będzie próbował. On sobie życia nie ułoży. A jak zobaczy, że stanęłaś na nogach... Uodpornij się. Myśl o sobie. O swoim zdrowiu - ten stres odbija się straszliwie. Ja to też wiem, bo teraz wychodzą różne problemy zdrowotne. Nie pozwólmy, aby nasze zdrowie cierpiało...

Joanko, ściskam Cię mocno...
Damy radę :)
Całusy
Bajka
 
 
Michaił
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-26, 22:05   

Jo-anka napisał/a:
Kochana Izabelo....dziekuje za Twoje slowa, lecz prawda jest taka ze to mnie jest ciezko samej , to ja jestem samotna, to ja dzis nad morzem uczylam sama dzieci na rolkach jezdzic, to ja placze w poduszke od tylu juz lat... a on jest jesli nie szczesliwy- choc wydaje mi sie ze jest, to przynajmniej b zadowolony z zycia. po prostu tryska energia radoscia dumą


Jo-anka, nie wiem na ile Cię to pocieszy ale: (sorki że tak brutalnie) to Ciebie czeka, oczywiście jeśli wytrwasz w wierności mężowi i będziesz służyć Bogu, życie wieczne, a Twojego męża, o ile się nie nawróci, potępienie i piekło.
 
 
sliwka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-27, 08:29   

Witam!
Jak czytam o twojej tragedii, bardzo sie z toba identyfikuję, wiem ze to są moje chwile zwątpienia i załamania, ale dlaczego nam nie jest dane być szczęśliwymi. Nasz krzyż jest bardzo ciężki, podniesiemy go, ale czy pójdziemy właściwą drogą?

Panie prowadź Nas!
 
 
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-27, 12:05   

Moi Kochani.Bajeczko!!! ilez razy zastanawialam sie co u Ciebie, Wanbomy- tych dziewczyn sprzed lat...

sluchajcie- ja szczerze teraz napisze- depresje juz przeszlam, w zeszlym roku, pozew zlozylam ja...ten guz, male dzieci, depresja, jego psychczne molestowanie mnie od tylu lat, osiagnelam wage krytyczna 47 kilo (172 cm) i powiedziialm stop- byla przy mnie mama i moje 2 najwspanialsze przyjaciolki - przed tym wszystkim bylam jeszcze w Taize z dziecmi- takie swoiste rekolekcje....mojego malzenstwa juz nic nie wskrzesi pewnie i musze sie z tym pogodzic , inaczej zmarnuje swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, a jestem potrzebna moim chlopaczkom .notabene moi tesciowie tak bardzo mi pomagaja- sa wspaniali!

uniewaznienie malzenstwa moim zdaniem to obłuda(od 2 lat sie nad tym zastanawiam, bylam w Kurii i przeprowadzalam mnostwo rozmow) ...choc maz mi proponowal (ma ponoc wtyki;);) - tu prosze o nie komentowanie, jedyny komentarz to no comment!


i jeszcze jedno szczere wyznanie...mysle ze nieobce i wielu osobom w takiej sytuacji- ja nie wiem czy w koncu pragnienie polaczenia sie z jakims mezczyzna nie wygra u mnie. to takie ciezkie...


niech nam Bog blogoslawi, ja moze i nieczesto zagladam ale do Sw Rity modle sie 2 razy dziennie za Sycharowiczow
Kochani- z calego serca Wam dziekuje za wszystko bardzo bardzo serdecznie
 
 
bajka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-27, 17:42   

Wyślę Ci priva :)
 
 
malta
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-28, 08:45   

Witaj Jo-anko.
Nie miałam okazji wcześniej Cie poznać ale bardzo ujął mnie Twój post.

Oczywiście zmieniłabym nagłówek z "Koniec historii Jo-anki" na "początek nowej historii Jo-anki" :mrgreen:

Jestes mądrą babeczką - dostałas od życia w kość i cos Ci powiem - bez wzgledu na to jak zdecydujesz się pokierować swoim zyciem... NIKT - ABSOLUTNIE NIKT nie ma prawa Cie skrytykować...nawet jesli zwiażesz sie z innym mezczyzną - bedzie to wyłacznie twój wybór.

Obserwuje jak z duża łatwoscia przychodzi niektórym ferowanie wyroków, głoszenie haseł w stylu" ja nigdy", "ja zawsze", "nie wolno", "to grzech"...

Wiem jedno - WIEMY O SOBIE TYLKO TYLE NA ILE NAS SPRAWDZONO - i zanim ktoś rzuci w innego kamieniem powinien pochodzić chwile w jego butach... łatwo jest składać długoterminowe deklaracje kiedy jest się miesiąc lub rok w separacji - troche gorzej długimi latami samemu zmagać sie z codziennoscią...

Dbaj o siebie kobietko, traktuj sie po królewsku, bądź dla siebie dobra i wyrozumiała - bo koniec jednego etapu to automatycznie początek kolejnego - i jak mówi często tu przytaczane powiedzenie - tam gdzie zatrzaskuja się drzwi - jednoczesnie otwiera się okno...
życzę Ci samych otwartych okien :lol:
Malta
 
 
aga70
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-28, 13:26   

Witaj Joanko
Ja pamiętam twoją historię, i ze smutkiem przeczytałam że się na razie nie udało, na razie... bo nie wiesz co będzie jutro.
Każda z nas miała, ma i będzie miała podobne dylematy jak ty... jestem ładna , młoda, mam całe życie przed sobą dlaczego mam być sama?
Ale to jest twój i każdej z nas indywidualny wybór jak dalej pokierujemy swoim życiem... i niestety nie tylko my będziemy ponosiły konsekwencje tych wyborów... ale także nasze dzieci, rodziny, osoby z którymi się zwiążemy i ich rodziny i dzieci... to spora grupa zranionych osób. Przemyśl czy warto?
Jeżeli masz wrażliwe sumienie to nie będzie ci łatwo.
Jeżeli zagłuszysz w sobie głos sumienia, to pewnie będzie ci się wydawało, że jesteś szczęśliwa.... tylko czy chcesz żyć w kłamstwie? Sama zadecyduj.
Ja miałam podobne dylematy i sporo propozycji...wiesz jak to jest, szybko się rozniosło, że mąż odszedł, więc grupa chętnych natychmiast przystąpiła do "szturmu"
Ale mnie nie pozwoliło na to sumienie, nie mogłam żyć bez Boga, sakramentów, nie mogłam spojrzeć w twarz moim dzieciom, które i tak już cierpiały z powodu sytuacji w naszym małżeństwie..
I napiszę ci coś bardzo osobistego, był taki moment, że serce wyrywało się na spotkanie, uczucia , emocje zagłuszały prawie wszystko , a z drugiej strony głos rozsądku, sumienia mówił stanowcze NIE, nie idź, nie spotykaj się z nim, to jest złe....
i wtedy zaczęłam się modlić, tak zwyczajnie swoimi słowami,... Panie pomóż mi... I wiesz nie udało się spotkanie, coś mu wypadło, ja miałam jakąś dodatkowa sprawę, że nie mogłam dojechać...
Ale prawdziwe uwolnienie przyszło dopiero wtedy, gdy świadomie, podjęłam postanowienie, że chcę dochować wierności mojemu mężowi. Znikły pokusy, nawet jak jakaś relacja przeradza się we flirt to jest to takie niewinne, bez podtekstów, tak jak by ktoś mnie pilnował, żeby to nie zaszło za daleko :)
Otrzymałam spokój serca, nie ranią mnie nawet rewelacje które przekazują mi znajomi o moim mężu, że widziano go tu czy tam z kochanką i że są tak bardzo zakochani, że świata poza sobą nie widza. Ja wiem, że to nie jest miłość...
Wybacz ten zbyt długi monolog ale czułam że muszę ci to napisać....
Życzę co dużo siły Joanko
trzymaj się :)
 
 
katblo
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-28, 19:39   

Aga70, dziękuję za wspaniałe świadectwo...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8