Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Trudna sytuacja - rozwod?
Autor Wiadomość
P.100
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-11, 16:32   Trudna sytuacja - rozwod?

Dzień Dobry,

postanowiłam napisać bo nie potrafię już sama rozeznać sytuacji. Postaram się zwięźle choć nie da rady tak do końca.
Jestem niespełna 2 lata w małżeństwie a w zwiazku prawie 6. Zarówno ja jak też mój mąż pochodzimy z alkoholowych rodzin co moim zdaniem ma duże znaczenie na nasze relacje. Ja jestem po 8 letniej terapii indywidualnej i dużo udało mi się zmienić ale nadal mam problemy przeogromne z chorobliwa zazdrością i lękiem. Nigdy tego przed mężem nie ukrywałam, nawet zapytałam czy chce się angażować bo to ciężki temat - chciał, potem powiedzial że to go przerosło. Mój mąż miał od początku swoje niefajne zachowania ale fakt jest taki że faktycznie to ja generowalam i generuje więcej kłótni - czepiam się o wszystko, zazdrosna jestem nawet o sms ( nie wiem kto pisze), strasznie go ponizalam w rozmowach swego czasu, zmuszalam do rozmow a ze mój mąż nie umiał i nie umie rozmawiać to były to żałosne monologi, doszlo nawet do tego, że naderwalam mu raz koszulkę szarpiac go.
Jak się zaczelam budzić z tego to mój mąż nabrał grubszej skóry a teraz jest wrecz chamski wobec mnie, nie slucha mnie, wykpiwa, w ogóle nie liczy się ze mną i wcale nie czuje potem skruchy, co mnie wykancza poniewaz ode mnie uslyszal niejedne przeprosiny.Był moment, ze na krótko rozstalismy się - to była moja decyzja ( nie mogłam znieść jego olewczej postawy w stosunku do problemow- nie było tak jednak zawsze, na początku to on często wyciągał pierwszy rękę do zgody).

2 miesiące temu chciał się ze mna wziąć rozwód - przerazilam się przerazilam się, ublagalam aby został ( wiem, że tak naprawdę nie chciał odchodzić). Uslyszalam wiele przykrych zdań ale jakoś przegryzlam bo wiedzialam co narobilam. Wiedziałam że muszę zaprzestac tych chorych oskarżeń ale to nie takie proste. Teraz znów mi zagroził rozwodem, jednak tym razem uznałam że nie będę go już przekonywała jeśli naprawdę tego chce co mu powiedziałam. Nie odpowiedzial nic a ja postanowilam nie pytać. Postanowilam dac mu przestrzen, nawet udało mi się w miarę normalnie jak na taką sytuację jakoś zagadać do niego. Jakoś i on odwzajemnil. Zablokowałam się kiedy dowiedzialam się, że tańczył z kolezankami na wyjezdzie integracyjnym- tak, taka chora jestem, ze nawet z tym mam problem. Ale w sumie juz nie o to chodzi( doszlam do wniosku ze to chyba nic zlego) ale o to że mnie okłamał. Jeszcze przed samym wyjazdem poruszylam ten temat pytając czy może zmienił zdanie w tym temacie - uslyszlam ze nie, ze gdyby tak było to powiedziałby mi ( oczywiście poklocilismy się wtedy - ciągle oskarzam go, podejrzewam to juz działa na niego jak czerwona płachta na byka ).A zrobił co innego. Dowiedzialam się że tanczyl bo sprawdzialam smsy w jego telefonie. Tak wiem - czuje jednak taki lęk przed zdradą że robię takie głupoty.

Wstyd mi ale proszę Was o pomoc. Mimo wszystko uważam, ze dobra z nas para choc nie umiemy rozmawiac, oboje jesteśmy nieco zakomplesieni i tak to wychodzi. Ale tez zaczęłam zastanawiac się czy warto to dalej ciągnąć jeśli mój mąż kłamie mi w żywe oczy w fundamentalnych sprawach- tez sprawa alkoholu - kiedys uslyszalam ze nie musi pic zawsze a teraz jakby ze smyczy się urwał ( jestem w szoku bo naprawde ma osobowosc uczciwego czlowieka) i w ogóle w niczym mnie nie rozumie. Fakt, że dluuugo tlumaczylam swoje zachowanie przeszloscia. W sytuacji tych klamstw zblokowalam się a przeciez to ja znów wywołałam ostatnią kłótnię.

Nie wiem jak się zachowywać, co robić.
Rozmswiac on nie chce, mediacja, terapie tez nie wchodzą w grę.
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-11, 17:36   

Witaj, P.100, u nas na forum :-)
Nie wiem, czy poczytałaś nas trochę przed zarejestrowaniem się, ale każdy nowy użytkownik dostaje od nas na wstępie przypominajkę o tym, że interent nie jest anonimowy wbrew pozorom, zatem warto nie pisać zbyt wielu szczegółów o sobie i bliskich. Informacje, które potem mogą się pojawić wśród rodziny czy znajomych bywają bardzo raniące, szczególnie, gdy dzielimy się tu bolesnymi i intymnymi sprawami.

Na pewno jesteś w lepszej sytuacji niż wielu sycharków, ponieważ wciąż mieszkacie razem i więzi emocjonalnych wciąż całkiem nie pozrywaliście, choć Wasze relacje są niewątpliwie trudne.
Od czego zacząć?
Jeśli jesteście małżeństwem sakramentalnym - a zakładam że tak, skoro tu jesteś - to natychmiast wyrzuć ze słownika słowo "rozwód". Wiem, że to głównie straszak, wyrażający bezsilność, ale to słowo ot tak rzucone to już jest potężna rana zadana Waszemu małżeństwu - zły bardzo lubi w taką ranę wchodzić i ranić coraz mocniej. Warto zatrzymać to - na sobie. I warto budować w sobie świadomość, że mężowi przysięgałaś "dopóki śmierć Was nie rozłączy".
Pytanie - jak?
Rozgość się u nas, korzystaj z materiałów tu zamieszczonych, skompletuj sobie listę lektur. Wszędzie wyczytasz, że pracę nad ratowaniem małżeństwa zaczynasz od siebie. Nie ma innej sensownej drogi.
Po prostu pokaż mężowi, że Ci zależy, że się zmieniasz, i że chcesz aby Twoje zmiany były dobre i trwałe. Wiesz już jak to się robi, terapie różne masz za sobą.
Zacznij żyć łaskami sakramentu małżeństwa (m.in. modlitwa za męża, częsta Eucharystia w intencji Waszego małżeństwa), zaufaj, że skoro Bóg Was połączył, to i On pomoże Wam przez to przejść.
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-11, 19:23   

P.100

Polecam Ci następujące książki:
ks dr hab. Grzegorz Polok, „Rozwinąć skrzydła” i „W drodze do siebie”
http://www.rozwinacskrzydla.pl/
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-11, 21:02   

P.100 napisał/a:
Wiedziałam że muszę zaprzestac tych chorych oskarżeń ale to nie takie proste.


Mogłabyś pokrótce wyjaśnić na czym polega ta trudność?
Bo skoro wiesz że robisz źle to dlaczego powtarzasz te destrukcyjne zachowania wciąż i wciąż?

Jego nie mówienie prawdy jest po prostu konsekwencją Twojej postawy - on boi się Twoich reakcji gdyż te są nieobliczalne.
Masz silną potrzebę posiadania kontroli nad mężem, sposób w jaki chcesz tę kontrolę utrzymać plasuje się na poziomie zachowań wysoce patologicznych.

Ja czytając to co piszesz jestem wprost wstrząśnięta, Twojemu mężowi współczuję.
Jesteś na najlepszej drodze do utwierdzenia go w przekonaniu że jedynym sensownym wyjściem w tej sytuacji jest jego ucieczka od Ciebie....co już sygnalizował a co może stać się faktem w każdej chwili jeśli bezzwłocznie nie przystąpisz do zmiany SIEBIE.
To Twój strach i Twoje lęki które wniosłaś do małżeństwa i nimi obarczyłaś Twojego męża.
Z nimi powinnaś rozprawić się sama.
On zapewne ma swój bagaż do uniesienia więc nie dokładaj mu swojego ciężaru.

Jeśli zależy Ci na Waszym małżeństwie w pierwszym rzędzie zajmij się swoimi osobistymi problemami - to priorytet.

Terapia małżeńska może w dalszej perspektywie, wtedy gdy Ty odzyskasz kontrolę nad sobą i swoim życiem i uporasz się ze SWOIMI demonami.
 
 
P.100
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 05:59   

Faktycznie, trochę zbyt szczegółowo.

Niestety trudno pogodzić mi się z tym, że jedyną drogą jest zadbanie o własne podwórko. A zaczęłam zastanawiać się czy nasz związek w ogóle ma sens ponieważ są przecież pewne granice nawet jak jest sakramentalny.

pozdrawiam Was
 
 
P.100
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 06:17   

Cytat:

P.100 napisał/a:
Wiedziałam że muszę zaprzestac tych chorych oskarżeń ale to nie takie proste.


Spróbuję wyjaśnić.
To mnie po prostu nachodzi - najpierw chyba paniczny lęk, negatywna myśl i buduję wtedy całą fikcyjna sytuację wokół tej myśli. Nie wiem jak inaczej to wytlumaczyc. Ten lęk i zazdrość ogarnia mnie, wdziera się w każdą tkankę.Myśli stają się w kilka sekund jakby faktem chociaż są fikcją.
Potrzebowałam konkretnych wskazówek jak sobie z tym poradzić a nigdy ich nie dostałam.

A w ogóle to dziękuję Ci ogromnie za Twoją szczerą wypowiedź. Nie łatwo przyjąć, ze jest się głównym odpowiedzialnym za rozpad małżeństwa ale poznać prawdę to nieważniejsze.
Jestem Ci ogromnie wdzięczna.

Wychodzi na to, że powinnam zostawić żale do męża ( choć niektóre są uzasadnione) i zająć się totalnie prostowaniem siebie.
 
 
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 06:30   

P.100 napisał/a:
czy nasz związek w ogóle ma sens ponieważ są przecież pewne granice nawet jak jest sakramentalny.


Zastanawiać się nad tym czy Wasz związek ma sens, trzeba było przed ślubem. Teraz gdy jesteście sakramentalnym małżeństwem trzeba starać się wypełnić swoją przysięgę małżeńską złożoną małżonkowi przed Bogiem.

P.100 napisał/a:
Wychodzi na to, że powinnam zostawić żale do męża ( choć niektóre są uzasadnione) i zająć się totalnie prostowaniem siebie.


Dokładnie.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 06:38   

Podpisuję się obiema rękami pod tym, co napisała kenya.

Kiedy czyałam to, co napisałaś, przez głowę przeszło mi jedno - męża nie zmusisz do miłości. ŻADNA kontrola, sprawdzanie, ŻADNE wymuszone rozmowy, ŻADNE twoje działania nie są w stanie wpłynąć na niego tak, żeby był wobec ciebie szczery i wierny, żeby był prawdziwie czuły i żeby cię kochał.
Może pora to sobie uświadomić.
Rozumiem twoją panikę - bo ty panikujesz wręcz na myśl, że on mógłby cię opuścić albo zdradzić. Tyle że panika nie jest najlepszym doradcą.
Świadomość, że choćbyś go zamknęła w klatce i stała cała dobę na straży, to i tak nie jesteś w stanie go przy sobie zatrzymać emocjonalnie, uwolni cię. Pozwoli zaprzestać kontroli, wyrzutów, awantur. Da jemu wolność, która jest mu potrzebna do tego, żeby mógł cię kochać. Odciąży was oboje, a z waszego małżeństwa usunie ogromną ilość bólu, strachu i agresji.

Uświadom sobie, że on jest z tobą, bo sam CHCE.
Pora na to, żeby zacząć brać męża takim, jakim jest, nie próbować panicznie i desperacko zmienić go na siłę (z resztą, czy naprawdę chcesz go zmienić? przecież to fajny facet). I może też pora na to, żeby zacząć kochać samą siebie... Wtedy nie będziesz musiała polegać tylko i wyłącznie na jego miłości do ciebie. A o miłość do siebie najłatwiej się wystarać z Bogiem :)
 
 
P.100
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 08:19   

Prawie się poplakalam - cała prawda. Dziękuję. Ogromnie dziękuję.

A wlasnie uslyszalam od meza, że zaluje ze w ogole sie poznaliśmy. Jedyne co mogłam odpowiedzieć to to że go rozumiem i myślę że mimo wszystko nadal mnie kocha ale że poniose konsekwencje jeśli jest inaczej.

Czy coś mogę w ogóle zrobić konkretnego? Mi wydaje się że nie, że mogę tylko czekać na rozwiązanie sytuacji.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 08:53   

Możesz poprosić męża, żeby dał wam obojgu czas - a szczególnie tobie na zajęcie sie sobą. Czy razem, czy osobno - żeby jeszcze nie przekreślał szansy na to, żeby być razem dużo szczęśliwiej.

Tylko właśnie - prosić, nie żądać. Prośba od żądania różni sie tym, że liczysz się z odmową i nie przewidujesz za nią żadnych konsekwencji wobec tego, kogo o coś prosisz. Przy żądaniu jest już groźba tych konsekwencji i od razu zakładasz, że sprzeciw nie wchodzi w grę.

Prośba jest na co dzień lepszym narzędziem komunikacji, bo nie powoduje oporu i napięcia, ale w momencie, kidy bronisz swoich granic, to żądanie często jest skuteczniejsze. Za to w codziennych relacjach żądania potrafią zabijać związki.

No i możesz, a nawet MUSISZ zająć się sobą. Zaczynając od takich drobiazgów jak dbanie o siebie, o swoje zdrowie, samopoczucie, wygląd... A kończąc na dużej pracy z własnymi problemami, zranieniami, schematami...
Byłaś już na terapii. Wiesz, jak to wygląda. Możesz kontynuować terapię pod kątem pewności siebie w związku, poczucia wartości, dania wolności mężowi. Możesz też oprócz, albo i zamiast, jeżeli czujesz się na siłach, terapii pracować sama. No i z Bogiem :) On cudownie potrafi pomagać w pracy nad sobą i w drodze ku dobremu. Jego miłość do nas jest wzorem wszelkiej miłości, można sie naprawdę od Niego uczyć tego, jak kochać współmałżonka... i czerpać od Niego miłość do siebie i poczucie, ze jesteś NIEPOWTARZALNYM, BEZCENNYM skarbem, JEGO ukochanym dzieckiem, które sam stworzył, wybrał, które kocha tak, że poświęcił swojego Syna, żebyś tylko ty miała życie w obfitości i żebyś nie umarła! Godność dziecka samego Boga - to jest NAJLEPSZE źródło poczucia wartości.
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 08:55   

P.100 napisał/a:
Nie łatwo przyjąć, ze jest się głównym odpowiedzialnym za rozpad małżeństwa ale poznać prawdę to nieważniejsze.

P.100, nie twierdzę że jesteś główną odpowiedzialną za rozpad małżeństwa. Ani nie mam ku temu wystarczających danych ani nie jest to moją intencją. Nie zajmuję się osądzaniem i ważeniem czyichś win, to nie moja sprawa. Wskazuję raczej na osobisty wkład w rozpad, tę część która może być naprawiona przez osobę piszącą tutaj. To być może tylko puzzel w całej układance ale każdy właściwie ułożony w końcu stworzy właściwy obraz relacji. Zatem warto pracować nad każdym fragmentem swojej osobowości bo ta ma wpływ na relację.
Tak więc, nie chciałabym byś czuła się główną odpowiedzialną a raczej byś zaczęła myśleć o swoim wkładzie, tym co TY wnosisz do tej relacji i byś wzięła za ten Twój wkład, nie oglądając się na męża, pełną odpowiedzialność.

P.100 napisał/a:
To mnie po prostu nachodzi - najpierw chyba paniczny lęk, negatywna myśl i buduję wtedy całą fikcyjna sytuację wokół tej myśli. Nie wiem jak inaczej to wytlumaczyc. Ten lęk i zazdrość ogarnia mnie, wdziera się w każdą tkankę.Myśli stają się w kilka sekund jakby faktem chociaż są fikcją.

Między bodźcem a reakcją jest....... przestrzeń.........., w niej, w tej przestrzeni podejmowana jest decyzja jaka będzie reakcja - TWOJA reakcja. Tę decyzję podejmujesz Ty.
Jakość reakcji w wyniku podjętej decyzji, która nastąpi jako odpowiedź na dany bodziec jest w prostej lini wypadkową poziomu ludzkiej świadomości. Im świadomość mniejsza, bardziej ograniczona, tym reakcje bardziej natychmiastowe i gwałtowne, nie pozostawiające żadnych wątpliwości.

Bodźcem jest zwykle myśl, ta jest zawsze pierwsza... oczywiście zasilana jest mniej lub bardziej prawdopodobnym lub dla odmiany całkowicie fikcyjnym scenariuszem stworzonym na potrzeby fragmentu umysłu który potrzebuje korekty - tam jest "centrum dowodzenia". ;-)
W odpowiedzi na myśl lub "wychodowane" zbiorowisko napastliwych myśli, ciało odpowiada emocją wyposażoną w bardzo dużą dawkę energii. Pewnie czujesz na poziomie fizycznym np. że robi Ci się gorąco, krew pulsuje, z tyłu głowy ból, serce przyśpiesza, ręce się pocą - objawy bywają różne, ale mówią jednoznacznie o zaistniałym w organiźmie potężnym stresie który wiąże się uwolnieniem hormonów stresu a te mają bardzo niszczący wpływ na cały organizm ludzki jeśli takie sytuacje zdarzają się często.

Można powiedzieć, że Ci którzy generują w sobie takie reakcje sami wymierzają sobie karę, gdyż pojawienie się różnych dolegliwości zdrowotnych jest tylko kwestią czasu, (to tak pod Twoją rozwagę ;-) ). Więc żebyś zaczęła być świadoma tego co się z Tobą dzieje i złapała kontrolę nad swoimi bezwiednym reakcjami należałoby się im przyjrzeć - chodzi dokładnie o moment kiedy "napada" Cię ta trudna myśl.

Istotą panowania jest to by nie pozwolić się tej myśli zasiedlić i namnożyć, bo jeśli już to nastąpi w wyniku oddawania się lękliwym myślom powstanie znów energia z którą możesz sobie nie poradzić. Czasem jej siła jest tak duża że jej uwolnienie przebiega w bardzo gwałtownych reakcjach - stąd potrzeba generowania kłótni.

Tutaj na początku mogą być przydatne głębokie oddechy powtarzane w ciągłej sekwencji do momentu aż umysł i ciało się uspokoją i wróci racjonalne myślenie.
Myśl która Cię nawiedza przychodzi znienacka, nie zapraszasz jej a ona się pojawia....ale to Ty ostatecznie masz wpływ (twoja logiczna część umysłu) co z nią zrobisz, jak ją zagospodarujesz w tej przestrzeni między bodźcem a reakcją o której wspominałam na początku.

Wiem, że praca to arcytrudna i niezwykle wymagająca, ale jak życie pokazuje i przypadki wielu osób zapętlonych przez lata w swoich traumach, możliwa do wykonania.
W parze z tymi poróbami musi iść osobisty rozwój, inaczej techniki panowania będą tylko technikami a przyczyny Twoich reakcji będą nadal Cię dręczyć.

Ponieważ Twój mąż także pochodzi z rodziny alkoholowej wnioskuję że również ma swoje traumy do przerobienia. Na tym poziomie, póki sama siebie nie wyprostujesz i nie pokażesz właściwej postawy która może stać się wzorem do naśladowania, nie radzę zajmować się mężem w sensie naprowadzania go na właściwe tory, ponieważ w tym stanie żadną miarą nie możesz być jego mentorką. Całą energię skup na sobie i pracy nad sobą. Kiedy staniesz się bardziej świadoma wiele rzeczy zobaczysz w innym świetle a wymiernym profitem będzie to, że zaczynasz odzyskiwać kontrolę ale na własnym życiem oraz wolność - bo teraz jesteś w osobistej w mentalnej niewoli.

Ja kiedy musiałam się uporać ze swoim traumami nieustannie prosiłam Boga o pomoc.
Robię to wciąż gdyż wiem że bez JEGO potężnego wsparcia nie dałabym rady. Wciąż pracuję nad sobą i końca nie widać ;-) . Kiedy już jestem zadowolona z siebie i rozkoszuję się spokojem, życie udowadnia mi dobitnie że moja droga ku wzrostowi jeszcze się nie zakończyła, że nie czas osiąść na laurach :mrgreen:
 
 
P.100
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 09:25   

Będę się powtarzała ale dziękuję Wam bardzo - za konkrety, prawdę a jednocześnie za czułość.

Męża już prosiłam tysiąc razy o szansę - on już mi po prostu nie wierzy w nic, na każdy mój argument ma kontrargument.
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 09:33   

P.100 napisał/a:
Męża już prosiłam tysiąc razy o szansę - on już mi po prostu nie wierzy w nic, na każdy mój argument ma kontrargument.

Nie mów, tylko pokazuj. Działa sto razy lepiej :-)
 
 
P.100
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-12, 10:02   

Będę ale właściwie nie mam juz czasu aby pokazać mu w czynach, że dotarło do mnie. Naprawdę - nie ma co robić.

Kenya - nie odebrałam absolutnie Twojej wypowiedzi jako oceniającej. I w ogóle super - dałaś mi do myślenia.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 10