Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Kryzys - wiem, i co dalej?
Autor Wiadomość
margaritum
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-05, 14:04   

Nowenna Pompejańska jest potężną modlitwą. I często dzieje się tak, że w trakcie jej odmawiania, na początku sytuacja zdaje się nawet pogarszać. Bliski, za którego się modlimy staje się bardziej agresywny, w myślach słyszysz przekleństwa, dręczy niepokój. To wszystko są objawy walki duchowej. Znaczy to tyle, że sprawa, za którą się modlisz, jest ważna...

Bliska mi przyjaciółka odmówiła Nowennę za moje nawrócenie blisko 2 lata temu widząc, jak bardzo oddalam się od Boga. Rok w rok coraz dalej. I miejsce, z którego mnie Bóg zawrócił, było bardzo bardzo daleko od Niego, nie wyobrażałam sobie, że jeszcze kiedykolwiek będę w Niego, Jemu wierzyć. A jednak :-)
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-06, 22:35   

Tak, co do poprawy siebie samego, to pracuję nad tym.
Wiem że to jest trudne, zwłaszcza kiedy spotykam się z trudnościami.
Wtedy oczywiście najchętniej zmieniał bym cały świat, to jest najtrudniejszy moment żeby się pohamować i nie wyrzucać z siebie całej litanii pretensji, żalu.
Wiem że praca jest przede mną, bo widzę po sobie że mam zaleganie z kilkoma rzeczami i trudno mi do przeszłości nie powracać, zwłaszcza kiedy jest między nami źle. Wiem z drugiej strony, że jeśli tych rzeczy z przeszłości nie posprzątamy, a przynajmniej nie wyjaśnimy w rzeczowej rozmowie, bez negatywnych emocji to dobrze nie będzie.

Dziękuję Maragritum za zagłębienie się w wątek. Modlitwa do Maryi jest naprawdę silna, widzę po sobie że chociaż intencja moja jest o moją drugą połowę, to ta modlitwa pomaga MNIE. Trzyma mnie zdala od zła, a przynajmniej pomaga dłużej wytrwać, zrozumieć dlaczego mam zła unikać i pomaga w tym.

Licze sie też z tym, że efekt tej modlitwy może nie nastąpić od razu, trzeba być może poczekać jakiś czas.
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-14, 00:11   

Wczoraj zakonczyłem Nowennę. Czuje się jakoś bezczynnie.
Każdego dnia ok. 50 min spędzałem na rozważaniach. W lepszym lub gorszym wydaniu, pewnie każdy tak ma.
Ale jakieś były. Zauważyłem dobre działanie na mnie. Pozwalaja mi dłużej być w czystości serca.
Choć nie do końca. Było między nami kilka sprzeczek, w czasie których to ja wykazałem się słabością.

Nie wiem jak to nazwać, ale pracuję nad następną intencją. Musze ją tylko dobrze przemyśleć.
To na dziś.
 
 
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-15, 14:22   

Piotr

A musisz miec intecję?
Moze po prostu zacznij sie modlic ot tak, dla Boga, dla siebie...możne po prostu oddaj mu swoje życie i o to się módl ( jak juz musisz o coś)

Gdybyś uprawiał sport i osiągnął jakiś cel...zdobył pierwsze miejsce.
To przestał byś trenować, bo nie ma następnych zawodów na horyzoncie?
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-24, 08:44   

@lustro - tak, chyba do tego dojrzałem. Modlitwa mnie uspokaja, pozwala żyć w większej czystości, odganiać złe myśli, pomaga odrzucać pokusy.

Ja tylko mówię o Nowennie. W trakcie jej odmawiania zastanawiałem sie, co dalej? Koniec i pustka, tak tez było jak ją skończyłem. Ale i tak intencje mam.

W domu jest chłód i dystans. Wiem że nie tłumaczy mnie to, ale mam okres w życiu kiedy planuję zmianę pracy. Moje wybuchy i ataki na Żonę nie można tylko tym wytłumaczyć, ale ona nie ułatwia mi tej dycyzji. Czuję jak bym był oceniany i rozliczany z decyzji, a nie wspierany. Czuję się tak, jak bym musiał podjąć jedyną słuszną decyzję. Wiem że nie podejmuję najlepszej, tylko najlepszą z możliwych w tym momencie. Ja to rozumiem i zaakaceptowałem to.
Żyję z tym, i wiem że marzenia nie zawsze się spełniają. Możemy tylko je mieć i dążyc do realizacji, ale nie zawsze osiągniemy. Nie czuję się z tym nieszczęśliwy.
Ale boli mnie to co spotyka mnie ze strony Żony.

Poza tym nie umiem żyć na drugim albo nawet trzecim planie.
 
 
Bonaqua
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-25, 05:47   

Piotrze, tak czytam, czytam - próbuję sobie wyobrazić Twoją sytuację i cóż - mogę powiedzieć, że rzeczywiście - łatwo nie masz. I co gorsza, lepiej mieć nie będziesz, bo dwie dorosłe osoby z Twojego otoczenia musiałyby się diametralnie zmienić, a to się przecież samo nie stanie.

Nie zgadzam się z niektórymi, którzy mówią: postaw się.

Rada od czapy, bo CO TO DA? Czy chodzi o gest, walkę, przeciąganie liny? Czy postawienie się zmieni coś w uczuciach żony, teściowej?

Raczej szukałabym sprytnego wyjścia z sytuacji, z jednoczesnym uwzględnieniem pewnych faktów (bo to są fakty). A mianowicie, jeśli nie da się zmienić sytuacji, to trzeba się do tej sytuacji dostosować.

Teściowa nie będzie młodsza i bardziej samodzielna. Będzie odwrotnie.
Żona nie zostawi matki jutro, pojutrze - skoro dzisiaj jej nie zostawiła, patrz: wyżej.

A zatem: zostajecie w domu teściowej i z teściową już na zawsze. Ok. To jest fakt, więc szukamy innych rozwiązań.

A zatem - pozostaje Ci przekonanie teściowej do siebie. Jeśli jest w miarę inteligentną osobą, to umiejętne z nią postępowanie (nie manipulacja) może zdziałać cuda.

Przede wszystkim: kochasz swoją żonę? chcesz z nią być? Pytam, czy chcesz i czy kochasz, bo to jest kluczowe. Jeśli tak - to trzeba po prostu przekonać o tym żonę. A także i teściową.

Czy teściowa zdaje sobie sprawę, że jeśli nie polepszy się w Waszym małżeństwie, to po jej śmierci, żona zostanie SAMA? Sama ze swoim bólem, tęsknotą i sama w ogóle, bo Wasze małżeństwo wkrótce się rozpadnie.

Może po prostu - pogadaj po ludzku z teściową. Przyznaj, że nie wiesz, co robić, że sypie się małżeństwo, że kochasz żonę, ale jesteście tak daleko, że za chwilę małżeństwo przestanie istnieć, że chcesz, aby żona była szczęśliwa i że prosisz ją o radę. Nie podpowiadaj jej rozwiązań - daj jej zdecydować, by sama podpowiedziała Tobie (i córce), co możecie zrobić.

Ja bym na Twoim miejscu (skoro niezmienialnym faktem jest wspólne mieszkanie z teściową) - polubić teściową i sprawić, by ona polubiła Ciebie i by to ona była Twoją orędowniczką?

Dasz radę?

To matka Twojej żony, którą kochasz. Babcia Twoich dzieci. A co by było, gdybyś nagle stał się idealnym zięciem? Może przygotuj żonie i teściowej jakieś ich ulubione danie? Kup im po kwiatku. Zrób coś wokół domu, z czym zalegasz, a o co Cię prosiły być może miesiącami. Zacznij od DAWANIA, nie od oczekiwań. I sprawdź, co się wydarzy. Niech poczują, że nie jesteś wrogiem, żeby poczuły się obie bezpieczne w swojej relacji i nie musiały się tak zapierać w tej więzi.

Wiesz - to jest tak: kiedy weźmiesz do ręki garść piasku i mocno ściśniesz - piasek wyleci między palcami. Kiedy swobodnie rozłożysz dłoń - piasek będzie się trzymał na dłoni. Jeśli żona się wyrywa, to puść wolno. Idź za nią, niech poczuje się bezpiecznie i odwróci się do Ciebie twarzą, zdziwiona, że nie trzymasz mocno. Rozumiesz?

Spraw - abyś był dla żony niezastąpionym przyjacielem, by nie musiała uciekać w relację sprawdzoną, znaną, pewną, bezpieczną.

Na pewno ta relacja jest chora - ale nawet największe mamincórki "zapominają" o matce, kiedy stają się czyimiś księżniczkami. Takie jest życie po prostu.

Na koniec dodam: dobrze, że tu jesteś. Jesteś prawdziwą głową rodziny - szukasz pomocy, szukasz sposobu. Chodzisz na terapię, zabiegasz o rodzinę. To jest wspaniałe.

A jeśli chodzi o awantury i komunikację: wiesz, jedna osoba się nie może awanturować - do kłótni zawsze potrzebne są dwie. Pomyśl o tym, za każdym razem, kiedy żona będzie próbować sprowokować Cię do awantury. Kiedy odbije się od ściany, prędzej dotrze do niej to, jak sama się zachowuje - bo będzie słyszała tylko siebie.

Powodzenia!
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-27, 07:30   

Bardzo dobrze mówisz, Bonaqua.

Powiem więcej - zgadzam się z Tobą i nie walczę żeby mieszkać bez Teściowej, wiem że to matka mojej żony i babcia dla naszych dzieci. Potrafię to docenić.

Stawiać się - owszem czasem się stawiam, kiedy widzę że przekarczane są granice (czytam "Granice w relacjach małżeńskich" i odnajduję tam bardzo dużo wątków które od czasu naszej przeprowadzki funkcjonują).

problem polega na tym że nie mam w Teściowej sprzymierzeńca. Otóż mieszkanie pod jednym dachem, na takim dziwnym przekładańcu bez podziału terytorium, skutkuje tym,że wszystkie nasze małżeńskie niesnaski sa na wierzchu. Punkt dla Teściowej przeciw mnie - kto widząc że współmałżonek źle traktuje moje dziecko, stanie po jego stronie? Był taki epizod kiedy już spakowałem walizki po jakieś karczemnej awanturze 4 lata temu. Że moja Teściowa uspakajała sytuację że będzie dobrze i się zejdziemy to jedna sprawa, ale że "podpuściła" moją Żonę parę godzin wcześniej? Tak jest nie jeden raz, nawet w ubiegłym tygodniu kiedy krzyczała o mało istotną rzecz na swoją córkę a potem na mnie, po tym jak jej zwróciłem uwagę żeby na nas nie podnosiła głosu, to MY mamy minorowe relacje, a one są OK.

Staram się może za mało i nie w taki sposób jak moja Żona oczekuje, ale im więcej się staram tym mam wrażenie więcej chce i oczekuje, nie dając nic z siebie. Na nic kanapki do pracy, poranne przytulenie, od wielkiego dzwona coś ugotuję (choć najczęściej kolację).
Nie chodzi o to że coś oczekuję wzamian, ale nie widzę reakcji z jej strony.

Może mało się angażuję w dom, nie sprzątam, nie remontuję sam, ale czy ja MUSZĘ robić to co wymaga ode mnie druga osoba żeby zyskać jej miłość, akceptację żeby mnie zauważyła?

Na 04.10 mam wizytę u psychologa, kolejną zresztą. Ona też mnie namawia żebym poruszył temat pomocy małżeńskiej, ale wiem że samo poruszenie tematu może w domu wzbudzić kolejne ciche dni.
I tak w kółko.

Pozdrawiam.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-27, 12:26   

Piotr, czy czytałeś już "Pięć języków miłości" Chapmana? Myślę, że ta książka może ci parę rzeczy uświadomić, pokazać, dlaczego żona takich rzeczy od ciebie wymaga i dlaczego ciągle jej mało...

No i druga książka, którą właśnie czytam, a może pomóc porozumieć się zarówno z teściową, jak i z żoną, to "Porozumienie bez przemocy" Marshalla i Rosenberga. W twoim ostatnim poście widzę, ze masz naprawdę spore zadatki, żeby móc się posługiwać opisaną w niej techniką... i myślę, ze mogłoby to naprawdę dużo zmienić w twojej rodzinie.

Sama muszę spróbować, ciekawa jestem, jak mój maż zareaguje :)
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-30, 02:47   

@tiliana - słyszałem o 5 językach.
Wszystko OK, tylko jeśli będę czytał i dokształcał się tylko ja to co dalej?
Wiem że i tak to jest pożytek, może za dużo oczekuję.

W sumie to napiszę tylko dwie rzeczy.
Że znów odmawiam nowennę i że dokucza mi samotność.

To by było na tyle.
 
 
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-30, 07:39   

Uwierz, że nawet jeżeli TYLKO ty się będziesz dokształcał, to może to dużo zmienić.

"Porozumienie bez przemocy" jest o komunikacji. Do komunikacji są potrzebne dwie osoby. A jeżeli jedna osoba zmienia sposób swojej komunikacji, ma to wpływ na cały proces.

Porozumienie Bez Przemocy zwykle działa nawet wtedy, kiedy druga strona nie zna tej metody.
Podany jest w książce przykład policjanta, który aresztował czarnego przestępcę i któremu rozsierdzony tłum oskarżajacy go o rasizm blokował drogę do radiowozu.... Wyobraź sobie, że nawet w obliczu tłumu zadziałało. To na twoją żonę czy teściową miałoby nie działać?

Chciałabym, zebyś wiedział, ze doskonale rozumiem tę twoją rozterkę... Kiedy ja dorastałam do tego, żeby zacząć coś robić ze sobą, też miałam taki moment. Nawet nie tyle obawiałam się, ze takie działanie może być nieskuteczne, ile... czułam, ze zostawiłabym męża potrzebującego pomocy gdzieś na środku drogi i poszła dalej zostawiajac go za sobą...
Ale warto było. Wkrótce zaczął mnie doganiać.
 
 
Piotr41
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-18, 21:28   

Zakupiłem i jestem w trakcie lektury "Porozumienia...".
Bardzo do brze się czyta.
Jest tylko jeden problem ze mną - więcej odniesień widzę do mojej żony niż siebie. I wiem że to jest mój problem - że podświadomie nie chcę naprawiać siebie , tylko ją. Że nie poprawiam siebie, nie wiem czy to tylko kwestia wyćwiczenia myślenia, czy jest to na poziomie emocji?

W ogóle, to ostatnio się bardzo źle podziało. Pokłócilismy się i to bardzo źle, oboje to źle znosimy, i przyznam że dużą winę ponoszę ja. Zaskoczyłem siebie samego jak bardzo nie potrafię zapanować nad sobą, a myślałem że tak źle nie jest. Że w pracy i domu te emocje trzymam na wodzy...coż "niech ci co stoją, bacza aby nie upadli".
Nie wiem jak z tego wyjść, nie wiem jak przeprosić.
Wiem że to nie jest tak, że jestem za całą sytuację w 100% odpowiedzialny, że w pewien sposób zostałem wystawiony na próbę której nie przetrwałem.

W całej sytuacji bardzo utrudnia nam fakt braku komunikacji, mam wrażenie ( i do tej sytuacji powoli sie przyzwyczajam)że nie mam dostępu do mojej żony. Zawsze "broniła" sie przede mną, a teraz to jest mur jak Barbakan.
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-18, 23:45   

Napisze z wlasnego doswiadczenia.
Bardzo dlugo rowniez nie moglem sobie poradzic z podobnym mysleniem. Przestalem, gdy w koncu udalo mi sie wbic do glowy, ze nie jestem wladny zmienic w swojej zonie niczego, ze kazde popychanie jej w kierunku zmian niesie tylko pogorszenie relacji, a efekty naciskania sa zupelnie odwrotne do zamierzonych.
Zajalem sie tylko i wylacznie soba nie dlatego, ze uznalem, ze zona nie ma problemow. Dotarlo do mnie (nie samo z siebie ;) ), ze jej problemy to jej "dzialka", moje zas - moja.
Nie ma znaczenia, ze patrzac z boku moje problemy to "pikus" w porownaniu z jej.
Z doswiadczenia zas widze, ze to byl jeden z przelomowych momentow zarowno dla mnie (bo czas posiwecony na lustracje zony poswiecilem naprawianiu siebie) jak i dla niej (bo miala wreszcie chwile na refleksje i oddech).

Piotr41 napisał/a:
czy to tylko kwestia wyćwiczenia myślenia, czy jest to na poziomie emocji?


Wydaje mi sie, ze to wewnetrzna forma obrony przed naprawianiem siebie. Cos w stylu:"Bo przeciez nie jest ze mna tak zle"

Piotr41 napisał/a:
Nie wiem jak z tego wyjść, nie wiem jak przeprosić.
Wiem że to nie jest tak, że jestem za całą sytuację w 100% odpowiedzialny, że w pewien sposób zostałem wystawiony na próbę której nie przetrwałem.


Po prostu przeprosic za swoj wklad w klotnie. Bez szukania usprawiedliwien, ze zostales sprowokowany itp.
W tym wlasnie rzecz - odpowiadasz za swoj wklad w klotnie (bo w pojedynke, to zadna klotnia), odpowiadasz za siebie i prace nad soba. Co zrobila zona, to jej odpowiedzialnosc.
Stalo sie, mozesz jednak wyciagnac wnioski i lepiej nad soba panowac.
 
 
Bonaqua
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-19, 09:35   

Piotr41 napisał/a:
Może mało się angażuję w dom, nie sprzątam, nie remontuję sam, ale czy ja MUSZĘ robić to co wymaga ode mnie druga osoba żeby zyskać jej miłość, akceptację żeby mnie zauważyła?


Nie, nie musisz. Ale wiesz - żona też nic nie musi. I zapewniam - żona Ciebie zauważa, choć pewnie nie w taki sposób, w jaki byś chciał.

Jeśli nie angażujesz się w dom, nie sprzątasz - to znaczy, że ktoś Ciebie obsługuje, tak? Bo jak rozumiem, nie pierzesz swoich rzeczy, nie zmywasz po sobie naczyń, gotujesz od wielkiego dzwonu - jak piszesz, więc i nie gotujesz nie tylko dla innych, ale i nawet dla siebie?

Zadaj sobie teraz pytanie - czy obsługiwanie Ciebie może być marzeniem Twojej żony?

Czy byłoby marzeniem jakiejkolwiek kobiety?

Zapewniam Cię, że jest może 1% kobiet, które z pieśnią na ustach obsługiwałyby swojego męża, nie widząc w tym niczego niestosownego. I zapewniam Cię, że żonie Twojej też się nie chce tego robić - bo niby czemu kobietom ma to sprawiać przyjemność?

Mężczyznom wydaje się, że wystarczy dać kwiatka od czasu do czasu i to już załatwi sprawę często wieloletniego traktowania domu jak hotelu z usługą żywienia.

Musisz szukać przyczyn - czemu jest jak jest?

Tak trudno jest przełamać pewne stereotypy, funkcjonujące od x lat, że to żona, kobieta musi się zajmować domem. Tak są wychowywane dzieci, i tak się to powiela. Ja się przeciwko temu buntuję - nie urodziłam się po to, by obsługiwać kogokolwiek. No może swoje małe dzieci i rodziców na starość. Zdrowy, sprawny człowiek powinien sam starać się porządkować swoje otoczenie, zwłaszcza jeśli założył rodzinę, ma dom itd. Powód z pozoru błahy - na początku zakochana osoba może nie mieć z tym problemu, ale po kilku latach rodzi się bunt: bo niby dlaczego dom ma być na głowie jednej osoby?

Musisz szukać przyczyn i je usuwać, naprawiać. Wtedy efekty może będą inne. Skoro przez cały czas jesteś taki sam i tak samo postępujesz - czemu wyniki miałyby być inne?
 
 
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-19, 09:36   

Piotr41 napisał/a:
Wiem że to nie jest tak, że jestem za całą sytuację w 100% odpowiedzialny,
że w pewien sposób zostałem wystawiony na próbę której nie przetrwałem.


Nie zostałeś wystawiony, ale wystawiłeś się sam na próbę której nie przetrwałeś.
NIKT Cię nie zmusił do wzięcia udziału w kłótni. To Twój problem że nie potrafisz odpuścić, bądź sposób w jaki się komunikujesz generuje/podsyca atmosferę dialogu w złym kierunku.
To nic innego jak tylko kwestia przyjęcia odpowiedzialności za swoje słowa czy postawę.

Twoja żona jakkolwiek nieumiejętnie rozmawia z Tobą, sama kłótni nie kontynuowała.
Jak Pavel napisał nie da się kłócić w pojedynkę- Ty miałeś swój udział i kłótnię skutecznie zasilałeś.
Zatem, dopóki będziesz się tłumaczył stosując stronę bierną ;-) , tzn. zostałem wystawiony na próbę, zostałem sprowokowany, przenosząc uwagę z siebie na kogoś innego, miast pozwoliłem się sprowokować, pozwoliłem na to=wyraziłem na to swoją zgodę....dopóty będziesz brał udział w kłótniach które pozostawiają niesmak i wymagają przeprosin.

Tak więc, przeczytaj jeszcze raz co napisał Pavel i postaraj się wgłębić w temat. :-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8