Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
natchnienie :)
Autor Wiadomość
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 11:41   

Jak to przeczytałem tu na forum to śmiałem się jakbym tej kobiecie opowiedział moje relacje z żoną.

,,A tu jak stracić męża. Mika Dunin

Jak stracić męża?

Mika Dunin
Czasem zastanawiam się, czy spora część par, które widzę, znam, o których słyszę i czytam, bierze udział w jakimś tajnym doświadczeniu albo konkursie pod tytułem "jak zniszczyć swoje małżeństwo". Czy to możliwe, żeby tak, niemal masowo, działać na własną szkodę i popełniać kardynalne błędy? Żeby zachowywać się wbrew logice?
To niestety zbyt często się sprawdza, by było przypadkiem. Działania jednej ze stron (albo obydwu, każdej na własny rachunek), bardzo subtelne, bo na ewidentne reakcja jest szybsza i gwałtowniejsza, systematycznie osłabiają więź lub wręcz uniemożliwiają jej budowanie. W dłuższej perspektywie, powtarzane miesiącami i latami zabijają związek. Oczywiście nie są celowe, a nawet świadome, co nie zmienia faktu, że skutecznie dokonują dzieła zniszczenia. Mężczyźni mają swoje metody na psucie wspólnoty małżeńskiej, warte oddzielnego tekstu, w tym skupmy się na damskich strategiach niszczenia relacji.
Ujmując rzecz z przekorą, bo to czasem pozwala wyraźniej, z pewnym dystansem zobaczyć problem, przedstawmy kilka skutecznych sposobów na wygraną w tym nieprawdopodobnym konkursie "jak stracić męża".

Zostań sercem i ciałem w pierwotnej rodzinie. Bądź ciągle bardziej jej częścią niż tej nowej, właśnie założonej. Możesz to zresztą robić przez długie lata, póki tylko masz rodziców. Odwiedzaj ich codziennie lub kilka razy w tygodniu, spędzaj w rodzinnym domu tyle czasu, ile tylko się da, najlepiej bez męża. Z każdym problemem przychodź do rodziców. Co tam zdanie męża? Ważne, co mama i tata mają na ten temat do powiedzenia. Każdą nową ważną wiadomość, każdą zmianę dotyczącą ciebie i twojego życia najpierw zanieś do rodziców. Dostałaś propozycję pracy? Zamierzasz pójść na dodatkowe studia? Odkryłaś właśnie, że jesteś w ciąży? Nie mów tego mężowi (czy naprawdę jego udział w tym "przedsięwzięciu" jest aż tak istotny? ), podziel się tym z rodzicami, choć przecież to on będzie ponosił konsekwencje twoich wyborów.
Takie działania nie pozwalają mężczyźnie wziąć w pełni odpowiedzialności za rodzinę, jej byt i bezpieczeństwo. Pokazują mu, że jego decyzje i tak się nie liczą, że ciągle głową rodziny jest ktoś inny, że centrum dowodzenia jest poza domem. Niektórzy mężczyźni walczą o swoją pozycję, inni, być może większość, raczej z ulgą, choć skrytą pod urażoną dumą, zrzekają się tej nowej naturalnej odpowiedzialności. Kto na tym traci? To chyba oczywiste.
Nie znaczy to, że od dnia ślubu obowiązuje zakaz kontaktów z rodziną pierwotną! Zupełnie naturalne jest przecież radzenie się w rozmaitych sprawach rodziców, rodzeństwa, przyjaciół, ale właśnie - radzenie, pytanie o doświadczenia innych, ze świadomością, na jakim terenie i z kim powinna odbywać się "główna narada".

Narzekaj na męża, omów z mamą każde jego potknięcie i niedociągnięcie. Jeśli masz "szczęście" być córką kobiety zaborczej albo mentalnie/fizycznie opuszczonej przez mężczyzn, będzie cię ze wszystkich sił wspierała w wyszukiwaniu słabych męskich punktów, w postawie roszczeniowej i nie przepuści żadnej okazji do krytyki zięcia. Nawet jeśli będziesz go bronić, wirus krytyki, wzajemnej niechęci i podejrzliwości został wpuszczony do twojego małżeństwa.

A jeśli jesteś córeczką tatusia - podkreślaj na każdym kroku, jaki twój ojciec jest cudowny i jak wielka przepaść dzieli twojego męża od taty, ileż to mógłby się od niego nauczyć. Wystarczy, że mąż ze średnim entuzjazmem zabierze się za naprawę zlewu albo nie będzie przejawiał specjalnych ambicji w kierunku wyższych zarobków czy rozwoju kariery, a ty, delikatnie, raz za razem, będziesz porównywać jego wątpliwe osiągnięcia z ewidentnymi sukcesami ojca. Na przykład zaczynając każdą wypowiedź od słów: "A mój tata…". Możesz na zawsze pożegnać się ze staraniami małżonka - przecież i tak nie jest w stanie dorównać najważniejszemu mężczyźnie w twoim życiu.

Podważaj jego kompetencje, umiejętności, pomysły, sposób bycia, wygląd. Zwłaszcza przy świadkach. To mogą być zwykłe docinki, niby żarty, złośliwości. Jednak powtarzane wystarczająco często pokażą wszystkim dookoła, a przede wszystkim twojemu mężowi, że nie bardzo go szanujesz. Ale czy rzeczywiście szanujesz, skoro to wszystko mówisz, skoro go ośmieszasz? Podobnie działa przewracanie oczami przy każdym zdaniu męża. Ten wydawałoby się niegroźny gest jest bardzo czytelnym pozawerbalnym komentarzem, a znaczy dokładnie tyle, co: "tego człowieka nie można traktować poważnie". To działanie jest podwójnie niebezpieczne. Nie tylko rani (ośmieszanie jest formą agresji), nie tylko sprawia, że dotknięty do żywego albo urażony "podskórnie" mąż nie będzie miał ani ochoty, ani powodu czegokolwiek z żoną lub dla żony zrobić. Dodatkowo, w przewrotny sposób uderza w nadawcę - czy kobieta będzie w stanie patrzeć z podziwem na mężczyznę w jakimś stopniu lekceważonego? Co będzie o sobie myśleć żyjąc z kimś, kogo nie szanuje?

Wyśmiewaj członków jego rodziny, drwij z jego kolegów - wprawdzie masz nadzieję, że dzięki temu odsunie się od nich, ale czy masz pewność, że zbliży się bardziej do ciebie. Jeśli on nawet zredukuje swoje kontakty, to wcale jeszcze nie znaczy, że ty na tym zyskasz.

Krytykuj albo lekceważ jego pracę, pasje i zainteresowania. Utrudniaj lub uniemożliwiaj mu rozwój i zajęcie się hobby. Rób sceny i stosuj subtelny emocjonalny szantaż, by zawsze rezygnował ze swoich ulubionych zajęć. Na początku jest szansa, że będzie ulegał, później z pewnością znajdzie sposób, by robić to, co jest dla niego ważne. Tak naprawdę wystarczy zwykłe niezadowolenie, brak zrozumienia i zainteresowania, pominięcie milczeniem błysku w oku czy zakupu nowego fascynującego okazu. Dlaczego to niszczy więź? Jeśli kogoś kocham, gdy jest dla mnie ważny, chcę dzielić się z nim wszystkim, pokazać mu to, co jest dla mnie cenne.Jeśli to spotyka się z niezrozumieniem, lekceważeniem czy krytyką to tak, jakby lekceważona była cała moja osoba. Gdy spotyka mnie to ze strony obcych - raczej sobie z tym poradzę. Ale gdy moją pasję, coś, z czym się utożsamiam, krytykuje i wyśmiewa ktoś najbliższy, zostają zaburzone moje poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa emocjonalnego: "Jeśli ona uważa, że akwarystyka jest durna, to może faktycznie jest, a ja się ośmieszam? Jeśli ona gardzi moim hobby, to może nie chce mnie takiego i wycofa swoją miłość?".

Nie komunikuj mężowi swoich potrzeb seksualnych. Udawaj, że ich w ogóle nie masz albo każ mu się domyślać. A ponieważ nie jest w stanie, bo nikt nie potrafi czytać w myślach drugiej osoby, wyrażaj tylko swoje niezadowolenie. Najlepiej w ogóle "o tym" nie rozmawiajcie. Z czasem może uda się unikać nie tylko tematu, ale i seksu. Nie musi być aż tak drastycznie. Wystarczy uciekanie w chroniczne wieczorne bóle głowy jako sposób na radzenie sobie ze wstydem i nieumiejętnością wyrażania siebie. Istnieją wprawdzie poważne powody utrudniające lub wykluczające współżycie, ale nawet o nich trzeba rozmawiać i je rozwiązywać. Seksualność jest chyba najwrażliwszą i najbardziej podatną na zranienia częścią ludzkiej psychiki, więc zniszczenia w tej sferze mogą być największe i najtrudniejsze do naprawienia.

Wprowadź na stałe do swojego repertuaru zwroty typu: bo ty zawsze… bo ty nigdy… Używaj ich do woli, gdy tylko pojawia się najdrobniejsza potrzeba zwrócenia mu uwagi. Niestety, wbrew powszechnym przekonaniom takie komunikaty nie mobilizują - skutek jest dokładnie odwrotny, mąż przestaje cię słuchać. "Bo ty nigdy" działa jak przełącznik w inny tryb. Tryb, do którego gderające żony nie mają dostępu.

Znajdź własną grupę znajomych i odseparuj ją całkowicie od męża. Miej wyłącznie swoje sprawy i tylko swoje tajemnice, swoich przyjaciół, których mąż nie będzie znał, do których nie będzie miał dostępu. Odrębne światy pogłębiają rozłam. Nie tylko zanikają wspólne tematy i sprawy, pojawia się niepewność, zazdrość. W końcu pojawi się pytanie: czy coś jeszcze nas łączy? Po co mamy być razem, skoro tyle nas dzieli? Własna odrębność, sfera "osobistej prywatności" jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania relacji, gdy jej brak może dojść do niezdrowego "wchłonięcia", w efekcie którego pojawia się poczucie osaczenia lub zanikania indywidualności oddzielnej przecież istoty ludzkiej, a wraz z nim potrzeba ucieczki. Ale gdy granice światów dwojga ludzi w ogóle się nie zazębiają nie ma mowy o relacji.

Poświęć się całkowicie dziecku - przecież to zupełnie naturalne. Każdy to zrozumie! Wykorzystaj jego pojawienie się na świecie, by stworzyć "związek alternatywny". Jeszcze nie tak dawno, jakieś 30-40 lat temu, panował w rodzinie jasno określony porządek: rodzice plus dziecko (dzieci). Oczywiście, zdarzało się, że kobiety uciekały z relacji z mężczyzną w relację z dzieckiem, ale to był margines. Dziś ten porządek uległ zaburzeniu i ów margines staje się normą. Coraz częściej wydaje się, że to dziecko jest w rodzinie numerem jeden, któreś z rodziców musi się podporządkować i odstąpić miejsce w czołówce. Nikt na tym nie zyskuje, nawet to "oczko w głowie", pozbawione wzorców i obarczone nieadekwatną do jego możliwości odpowiedzialnością.

Spędzajcie wspólnie jak najmniej czasu (oglądanie TV na jednej kanapie i coniedzielne wizyty w hipermarkecie się nie liczą). Może i świat zagarnia coraz większą część naszej aktywności, ale bez wspólnych rytuałów, bez celebracji wspólnego czasu nie będzie więzi. Gdy mija zakochanie, które fizycznie i biochemicznie niejako wymusza bycie razem, o wspólne zajęcia trzeba zadbać samemu. Bez tego nie będzie bliskości. A bez niej nie ma co mówić o udanym związku.
Jeśli robisz którąkolwiek z wymienionych czynności nie dziw się, że twoje małżeństwo może nie wyglądać tak, jak byś sobie życzyła. A jeśli nawet jeszcze wygląda - uwierz, to tylko kwestia czasu. Być może pod wpływem tych działań mąż nie opuści cię fizycznie, po prostu zniknie duchem (a taka nieobecność bywa przecież jeszcze dotkliwsza), umniejszony albo "wykluczony" twoją postawą z małżeńskiej wspólnoty.
A przecież większość błędów nie wynika ze złej woli, tylko z niewiedzy, braku wzorców i świadomości. Dopiero, gdy za granicą świadomości stoi niechęć do zmian i pracy nad sobą jest naprawdę źle, a szanse na wygraną w tym smutnym konkursie poważnie rosną. Tylko, że ta nagroda nie cieszy nikogo… ''


Żona chciała żyć w luksusie ale nie chciała wyjechać do Anglii, mówiłem jej, że może nie pracować miałem dobrą pracę. Potem odkryłem takie coś- jak toksyczna mamusia. Może to jej mama jej nie pozwoliła wyjechać?
Po ślubie, wiadomo ,, zmęczony,, imprezką poszedłem spać. Na drugi dzień dowiedziałem się że żona z teściowa przeliczyła weselne pieniądze. No to sobie pomyślałem kto dowodzi w tej rodzinie -teściowa. Potem teksty - ty to, ty tak - a od koleżanki mąż to zarabia tyle może byś pracował na jeszcze jeden etat. To sobie pomyślałem. To ja ci proponowałem wyjazd i możesz leżeć i nic nie robić a ty mi w zamian, że mam harować na 10 etatach?
Poza tym, jak ktoś pracował za granicą to wie jakie jest podejście do pracownika w Polsce.
Nie ukrywam że mi się było ciężko przestawić. Do póki pracowałem w fabryce ponad rok było O.K. Nie miałem żadnych znajomości w jej mieście ,40 lat na karku. Ciężko z pracą. Znalazłem w tym brukarstwie. Niewolnictwo. 3 miesiące na czarno, proszenie się o umowę potem zwalniał na zimę. Na wiosnę to samo 3 miesiące na czarno...
W końcu tekst, że jej ubywa z konta, żebym pojechał do rodziców. W zimę jeździłem do rodziców tam mam znajomości to sobie znalazłem pracę. Ale co to za życie - żona z dzieckiem gdzie indziej ja gdzie indziej.
Dodam, że żona pracuje w banku i dobrze zarabia. Ale cóż takie ma standardy- luksus i pieniądze.
Jeszcze mam podejrzenie, że żona wyszła za mąż tylko dlatego że chciała dziecka. Miała 35 lat jak braliśmy ślub,ostatni dzwonek na dziecko. Cały czas mi mówiła o dziecku. Nawet kiedyś mi powiedziała jakby co to sama wychowa dziecko. Myślałem, że może myśli, że jestem z nią żeby ją wykorzystać. Ja jej powiedziałem że może zapomnieć o dziecku bez ślubu.
 
 
meg-pl
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 11:44   

mare..może żona tylko powiedziała, jeśli to i tamto się nie zmieni to wynocha z domu..ile razy w nerwach małżonkowie tak do siebie mówią..a joe zamiast walczyć o żonę i małżeństwo spakował się grzecznie i wyjechał do rodziców...czy ta wersja też wygląda na wyrzucenie z domu?
a przecież nie wiemy jak to było..jakoś nie widzę zapierania się rękami i nogami, że joe zostanie i będzie walczył o rodzinę..bezpieczniej i łatwiej walczyć o nawrócenie żony na odległość
 
 
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 12:04   

A jeszcze sobie przypomniałem. Żona zameldowała mnie na okres tymczasowy 5 lat. Nie zmieniła nazwiska na moje, tylko dodał do swojego. Niby nic a trochę uraziło dumę męską.
Teściowa mi mówi że jestem głową rodziny że powinienem dbać o rodzinę. To jej powiedziałem że żona powinna wyjechać z mężem jak zarabiałem 3 x tyle co ona.

A co do ,,magi,,.Naprawdę myślę że :evil: maczał w tym palce. Nie sądzę, żeby miała jakiegoś ,,zastępcę'' na moje miejsce. Więc dlaczego nie separacja? Jej to bez różnicy a diabełek się cieszy. Zawsze może w czasie separacji wnieś o rozwód jak znajdzie ,,zastępce,,. Ale jest- nie bo nie - kto jej tak podpowiada?
 
 
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 12:32   

kenya - ,,Zatem może zamiast się zbyt egzaltować, należałoby stanąć mocno na ziemii i pokazać żonie że jesteś mężczyzną na którego można liczyć i który może być oparciem dla niej i dziecka.''


Tylko wtedy ja nie jestem pewien czy ona mnie kocha czy moje pieniądze? Jak jest praca to cacy, jak nie to be - co mam myśleć o tym? I nie chodzi o to, że mnie wyrzuciła. Chodzi mi o to że to nie jest pretekst do rozwodu.
 
 
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 12:49   

Meg - pl ,,...czy ta wersja też wygląda na wyrzucenie z domu?
a przecież nie wiemy jak to było..jakoś nie widzę zapierania się rękami i nogami, że joe zostanie i będzie walczył o rodzinę..bezpieczniej i łatwiej walczyć o nawrócenie żony na odległość,,

1 )Zapierać nogami to mógłbym się, mieszkając na swoim a nie z teściami
2) uniosłem się honorem i nie mam zamiaru jej błagać na kolanach
3) dwa uparte osły ja i ona - a jak nie ma Boga na pierwszym miejscu to tak to się kończy
 
 
meg-pl
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 13:13   

ale w Twoim sercu już jest Bóg na pierwszym miejscu..i czy to coś zmieniło w relacji Ty i żona? nikt nie mówi o błaganiu na kolanach ale mógłbyś schować dumę do kieszeni i pierwszy wyciągnąć rękę, w przysiędze małżeńskiej nie ma słowa o tym, że będziesz kochał żonę jak i ona będzie okazywała Ci miłość i szacunek..tam nie ma trybu warunkowego..
żona może podchodzić do małżeństwa jak do umowy między wami ale Ty powinieneś podchodzić jak do sakramentu..takiej umowy między Tobą a Najwyższym
 
 
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 13:38   

Kenya,
znam zasadę, że nie powinno się używać określeń "zawsze", "nigdy".
Pisząc na forum opieram się o moje własne doświadczenia jak i doświadczenia wielu osób, których historie czytam tu na forum od kilku lat.
Nie spotkałem przypadków, w których 100% winy za kryzys małżeński ponosi wyłącznie jeden z małżonków. Uważam wręcz, że jeśli takowe się zdarzają, to są to sytuacje bardzo wyjątkowe.

W słowach jakie pisze Joe widać, że uznaje swoją winę za to, że nie przynosi pieniędzy do domu. Wręcz uwierzył w to, że jego rolą jest utrzymywanie rodziny, a gdy z jakiegoś powodu, nawet niezawinionego, nie miał możliwości znalezienia pracy, to nie nadaje się na męża i ma się wynosić z domu.
Wspólnego mieszkania małżonków ze sobą nie powinno się uzależniać od tego czy ktoś zarabia w danej chwili czy nie.
Ażebym został jednak dobrze zrozumiany wyjaśnię, że oczywiście obowiązkiem ojca i męża jest jak najbardziej praca i utrzymywanie rodziny, ale w sytuacji podejmowania wielu prób znalezienia pracy - bez efektu, nie można z powodu braku tej pracy wyrzucać męża z domu. Oznaczałoby to, że mąż jest potrzebny żonie wyłącznie do utrzymywania rodziny.
Nie wiem jaka jest tak do końca sytuacja u Joe, ale wiem, że nie można brać winy za wszystko wyłącznie na siebie.

kenya napisał/a:
Zonie Joe chodzi o to by pracował.


Na pewno? Tylko o to? Tego nie wiemy.

kenya napisał/a:
jeśli zgodnie z Twoim zaleceniem Joe zechce podzielić się winą z żoną lub co gorsza przerzucić ją na nią zachęcony Twoją radą, to może ją utwierdzić w przekonaniu, że ŻADNA zmiana się w Joe nie dokonała i tym sposobem ona utrzyma swoją pozycję dot. wzięcia rozwodu.


Czy ja piszę do Joe, że winna jest wszystkiemu żona? Piszę, że winni są wspólnie. Jeśli Joe zechciałby przerzucić całą winę na żonę, to byłaby to jego decyzja i ja do takiego zachowania go nie namawiam.


meg-pl napisał/a:
twardy..nie znasz relacji drugiej strony, nie wiesz co między nimi było więc trochę nie na miejscu aż taka obrona joego i stwierdzenie o jego żonie "Nie ma racji! Nie ma prawa tak postępować! "


Pewnie masz rację. Myślę jednak, że wpędzanie się przez Joe w winę, w rolę nieroba, nieudacznika nie będzie służyło poprawie ich relacji.
Joe może oczywiście uważać, że żona ma rację, bo on do niczego się nia nadaje, ale właśnie dlatego napisałem, że jego żona nie ma prawa tak postępować, czyli doprowadzić go do takiego stanu, aby uznał się za nieroba i sam wyprowadził z domu.

meg-pl napisał/a:
to co sprawdziło się u innych wcale nie musi u mnie mimo podobnie wyglądających przesłanek..


Oczywiście. Tu na forum dzielimy się własnymi doświadczeniami. Czytając opisywane przez użytkowników forum własne doświadczenia, autorowi wątku pozostawiana jest decyzja, co z czyjego doświadczenia przyjmie.

Ja na początku naszego kryzysu byłem skłonny wziąć na siebie winę nawet za II wojnę światową. I przed takim myśleniem chcę ustrzec Joe.
 
 
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 13:51   

A ja czytając historię Joe mam wrażenie, nieodparte wrażenie, że to wersja mocno uproszczona i skrajnie jednostronna.

Joe - dlaczego zgodziłeś się zostawić rodzinę i pojechac do rodziców, a nie wyjechałes za granicę? skoro tam tak dobrze się zarabia...

Dlaczego poddajesz się tak łatwo - wyprowadzasz z domu?

Dlaczego dajesz zonie prawo "eksmisji" siebie z rodziny, bo nie masz chwilowo pracy?

Ja nie wiem jak jest naprawdę....ale jak czytam, to zona i teściowa, to całe zło, a biedny delikatny, blisko 40letni, facet będzie teraz posyłał zonie neofickie teksty, z których zionie wyższością, bo jemu nie chodzi o małżeństwo, tylko o nawrócenie zony...?

A moze zamiast chować się "za Pana Boga" ogarnij się trochę, pozbieraj do kupy i pokaż, że jesteś facetem?
Wiosna całą parą - brukarz napewno przyjmuje do pracy.
Pakujesz sie i wprowadzasz tam, gdzie jest Twoja rodzina i Twoj meldunek ( czy juz zostałes wymeldowany?).
Zdążysz sie wyprowadzić jak zona Cię rozwiedzie...o ile do tego dojdzie.


Joe
- a tak wogóle Ty wiesz czego chcesz ?
 
 
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 14:13   

meg-pl napisał/a:
ale w Twoim sercu już jest Bóg na pierwszym miejscu..i czy to coś zmieniło w relacji Ty i żona? nikt nie mówi o błaganiu na kolanach ale mógłbyś schować dumę do kieszeni i pierwszy wyciągnąć rękę, w przysiędze małżeńskiej nie ma słowa o tym, że będziesz kochał żonę jak i ona będzie okazywała Ci miłość i szacunek..tam nie ma trybu warunkowego..
żona może podchodzić do małżeństwa jak do umowy między wami ale Ty powinieneś podchodzić jak do sakramentu..takiej umowy między Tobą a Najwyższym



Oczywiście, że się zmieniło - jeszcze 2 miesiące temu chciałem unieważniać małżeństwo.
W ogóle nie chciałem z nią rozmawiać. Taki byłem obrażony .Pojechałem do niej z wyciągniętą ręką. Próba rozmowy(oczywiście teściowa musiała przyjść na górę do córki i siedziała cały czas) skończyła się -,, porozmawiałeś już z córką ? To możesz opuścić mieszkanie." ,,Nie mamy o czym rozmawiać "
Przyjechałem w piątek, myślałem, że mnie przenocuje - spałem na dworcu. Nawet mi herbaty nie zaproponowała, nie wspomnę o ciepłym posiłku.
Czy tak się zachowuje normalny człowiek? Czy jednak ktoś jej podpowiada :evil: ?
Dwa lata temu na Boże Narodzenie jak jej składałem życzenia - właśnie miała taki wzrok jak ta kobieta mówi o mężu swoim w https://www.youtube.com/watch?v=LZRg68C7b6g Ja rozumiem, że chce się rozstać ale skąd ta agresja z jej strony? Nie można zrobić tego w zgodzie? Napisałem jej grzecznie-,, wiedziałaś, że jestem katolikiem i mi zależy na ślubie kościelnym, to teraz się nie dziw że się nie zgadzam na rozwód''. Od tej pory z jej strony tylko agresja. Nic od niej nie chcę- nawet podziału majątku.
Niby katolicka rodzina a zachowują się z teściową jak patologia. Teściu umarł w grudniu - nie powiadomili mnie - o co tam chodzi?



Jeszcze wracając- do nawracania. Może ona nie ma pojęcia do czego prowadzi magia? Ja nie miałem 2 miesiące temu. Dlatego jej napisałem. Czy to dziwne? W TVN jej nie powiedzą a do kościoła nie chodzi. Nie czyta książek religijnych. Harry Potter, Zmierzch to są jej lektury. Jeszcze jest dziecko - przyrzekałem na chrzcie, że je wychowam w katolickiej wierze. Kto ma się upomnieć jak nie ja? Zresztą byłem u jej proboszcza , proboszcz mi nie pomoże ,, bo może zaszkodzić" Nic mi nie wiadomo, żeby żona starała się o apostazję. To kto ma upomnieć ,,owieczkę?
Jakby szła z plamą na plecach, to też lepiej nie zwracać uwagi? Dopiero jak będzie za późno powiedzieć?
 
 
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 14:25   

,,...w przysiędze małżeńskiej nie ma słowa o tym, że będziesz kochał żonę jak i ona będzie okazywała Ci miłość i szacunek..tam nie ma trybu warunkowego.. ''

W przysiędze też nic nie było o kowalu - a powiedziała mi ,,każdy jest kowalem swojego losu.''

Ależ ją kocham i walczę o nią może nie umiejetnie ale walczę.
Czy ja podałem o rozwód?
 
 
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 14:29   

Smutne to wszystko .
Ja się nie dziwę , dlaczego mężczyźni się nie żenią ,
a kobiety za mąż nie chcą wychodzić .
Mamy chore rodziny i chore społeczeństwo .
"Tylko forsa liczy się" .

Joe ,
ty już zrobiłeś swoje czyli dziecko .
No , nie do końca .
Zrobiłeś dziecko , to teraz płać ......... do 60 . :mrgreen:
Przecież "twoje" .
A "partnera" do tego i owego to ona zawsze znajdzie sobie .

35 lat i pierwsze dziecko ( pewnie jedyne )
albo z refundacją w 45 roku drugie .
Inna rzecz , że i ty nie młodzik . :mrgreen:
I klasyczne błędy : zamieszkanie "u teściowej" .
Ale cóż , pobudowali dla dobra dzieci .
A ty klasyczny "niewdzięcznik" .

Program , "mieszkanie dla młodych" .
Ponoć mają podnieść granicę do 55 lat . :mrgreen:

Jesteśmy głupim narodem , bo dajemy się zwodzić .
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 16:18   

Mare

Ile wspólnego ma:
"Szczegółowe wyrzeczenie się zła (furtkowe)" ze spowiedzią furtkową, która ostatnio jest zakazana?
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 16:38   

Dziewczyny

Co Wy tak ostro wzięłyście Joe w obroty?
Joe zły, jego żona miała pewno prawo tak zrobić, Joe nie mówi wszystkiego (pewnie kobieca intuicja to stwierdziła).
Zmiana pogody idzie czy coś innego. Aż zaczynam się cieszyć, że to nie mój wątek.

Z reguły, opisy na naszym forum są jednostronne, bo prawie wcale nie pojawiają się tutaj współmałżonkowie naszych forumowiczów. Ja znam tylko dwa przypadki, że pojawili się na naszym forum współmałżonkowie, aby "prostować" informacje o sobie.
Staramy się więc brać to co piszą użytkownicy, za prawdę. Czasami są pewne "braki logiczne" w opisach, ale chyba wszyscy zdają sobie sprawę, że jesteśmy tutaj częściowo "sędziami we własnej sprawie". Ja pewnie też piszę o swojej sytuacji z pozycji Pawlaka (sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie). Wielu (a może i większość) z nas jest tutaj mocno poraniona przez życie (można nawet chyba napisać: współmałżonków). Piszemy więc nie zawsze obiektywnie.

A teraz do konkretów.
Joe przyznał się do pewnych rzeczy, które uważa, że mogą być jego winą prowadzącą do rozpadu jego małżeństwa. Ale Drogie Panie rzuciłyście się na niego, żeby dokładniej go przesłuchać. Znowu "solidarność jajników"? Czemu żadna z Drogich Pań nie skomentowała wyrzucenia Joe z domu. Przecież Mare napisał, że zgodnie z prawem cywilnym a tym bardziej moralnością chrześcijańską nie jest to prawidłowe?

No dobra. Namąciłem, to idę się przygotować, bo zaraz dostanę łomot, za swoje nieprawomyślne opinie.
 
 
joe
[Usunięty]

Wysłany: 2015-04-27, 16:40   

lustro napisał/a:
A ja czytając historię Joe mam wrażenie, nieodparte wrażenie, że to wersja mocno uproszczona i skrajnie jednostronna.

Joe - dlaczego zgodziłeś się zostawić rodzinę i pojechac do rodziców, a nie wyjechałes za granicę? skoro tam tak dobrze się zarabia...

Oczywiście jak ktoś Cie wyrzuci, a może subtelniej da Ci d zrozumienia że masz opuścić dom to Ty masz już zabukowny bilet za granicę - oczywiście w starej pracy w Anglii nie przyjęli na moje miejsce nikogo, tylko czekają 5 lat, aż mnie żona wyrzuci i ja wrócę. Powiem Ci na ucho, że właśnie -załatwiam powrót do Anglii.


Dlaczego poddajesz się tak łatwo - wyprowadzasz z domu?

Przecież pisze, że to nie nasze mieszkanie było tylko teściów. Analogicznie, jakby żona np. nie chciała współżyć to mam sie nie poddawać i mimo jej niechęci wskakiwać na nią? Co mam nie szanować jej wolnej woli ? Na siłę mam ją uszczęśliwiać?

Dlaczego dajesz zonie prawo "eksmisji" siebie z rodziny, bo nie masz chwilowo pracy?

Ja nie wiem jak jest naprawdę....ale jak czytam, to zona i teściowa, to całe zło, a biedny delikatny, blisko 40letni, facet będzie teraz posyłał zonie neofickie teksty, z których zionie wyższością, bo jemu nie chodzi o małżeństwo, tylko o nawrócenie zony...

Właśnie, nie jestem delikatny- przyjąłem to na klatę - nie chce być ze mną, to nie. Nie skomle, nie proszę, nie robię awantur. No widzisz lustro My katolicy jesteśmy takie ,,wariaty'' , że nam zależy na nawróceniu żony.

A moze zamiast chować się "za Pana Boga" ogarnij się trochę, pozbieraj do kupy i pokaż, że jesteś facetem?
Wiosna całą parą - brukarz napewno przyjmuje do pracy.
Pakujesz sie i wprowadzasz tam, gdzie jest Twoja rodzina i Twoj meldunek ( czy juz zostałes wymeldowany?).

Własnie się skończył meldunek- byłem na 5 lat zameldowany. Usmiałem sie z tego fragmentu :lol: ,,Pakujesz sie i wprowadzasz"
Zdążysz sie wyprowadzić jak zona Cię rozwiedzie...o ile do tego dojdzie.

Mam nadzieję, że się pomodlisz za nasz związek i nie dojdzie do rozwodu


Joe
- a tak wogóle Ty wiesz czego chcesz ?

Już wiem- chce być zbawiony :-D
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9