Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Depresja żony i jej odejście. Co robić?
Autor Wiadomość
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-20, 12:12   Depresja żony i jej odejście. Co robić?

Szanowni Państwo,
Nie wiem czy umieszczam ten temat w prawidłowym dziale, więc jeśli to proszę o przeniesienie.

Chciałbym Wam opowiedzieć moją historię i prosić o jakąś radę, bo nie wiem co mam dalej robić. Postaram się to maksymalnie skrócić.

2 dni temu moja ukochana żona wyprowadziła się do koleżanki, gdy wczoraj do niej dzwoniłem powiedziała, że mnie nienawidzi i już nic do mnie nie czuję, że musi myśleć o sobie.
Ale od początku. Jesteśmy razem ponad 5 lat i pobraliśmy się w lipcu tamtego roku. Poznaliśmy się na studiach. To był cud w moim mniemaniu. Ona piękna, lubiana, a ja taki trochę zakompleksiony, raczej mało przystojny. Ona właśnie rozstawała się z chłopakiem z którym mieszkała parę miesięcy.
Zaczęliśmy być razem, to było jak spełnienie marzeń. Ona na prawdę kochała mnie ponad wszystko. I tu zaczęły się problemy ze światem zewnętrznym. Nasze otoczenie było mało przychylnie nastawione do naszego związku. Dochodziły do mnie rożne komentarze i uwagi, typu "ona i on to przecież niemożliwe".

Przetrwaliśmy to. Dianka zaczęła chodzić do kościoła (ja ją namówiłem), moi rodzice kochali ją, kochają ją ponad wszystko, jak własną córkę.

Dianka jest wspaniała, ale ja strasznie zawiodłem. Strofowałem ją odnośnie wszystkiego. Denerwowałem się, gdy paliła papierosy, mówiłem nie jedz tego, bo zbyt tłuste. Sam nie wiem dlaczego, cały czas starałem się coś zmienić.
Ona starała się dla mnie i dalej mnie kochała.

Drugim problemem są moje nerwy. Od wielu, wielu lat często wpadam w furię, inaczej nie potrafiłem radzić sobie z sytuacjami trudnymi. W nerwach potrafiłem powiedzieć straszne rzeczy i wiele razy ją skrzywdziłem. Kłóciliśmy się często, żadne z nas nie potrafiło odpuścić. Zwykle ja jeszcze tego samego dnia błagałem ją o wybaczenie pod jej domem. Jak tylko odeszła mi złość (bardzo szybko) to od razu zdawałem sobie sprawę z tego, co zrobiłem. Dianka potrafiła dłużej milczeć.

Ale jednego jestem pewien bardzo, bardzo się kochaliśmy. Potrafiłem być dobry i kochający. Jestem pewien, że częściej niż zły i krytykujący.

W zasadzie od samego początku mówiliśmy o ślubie. Bardzo tego chciałem, ale moja pesymistyczna natura cały czas przypominała mi o tym, że nie znajdę pracy, nie mam mieszkania i w ogóle na pewno się nie uda.

Oświadczyłem się i rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu. Oczywiście zdarzyło mi się mówić o przełożeniu daty, bo musimy być rozsądni id. Nawet powiedziałem, że jestem niejako zmuszony do ślubu, przez nią, przez rodziców.

W mojej głowie pojawił się pomysł wyjazdu do Londynu po ślubie. Mam tu kuzyna i pomyślałem,że to możemy coś zaoszczędzić. Potem jakoś zawodowo ruszyć w Polsce. Dianka w międzyczasie straciła wymarzoną pracę na uczelni i to ją bardzo, bardzo dobiło. Ostatnie kilka lata poświęciła praktycznie tylko studiom i to był jej życiowy cel,

3 m-ce po ślubie wyjechaliśmy. Dianka szybko znalazła pracę (nic szczególnego, ale było za co przetrwać w tym drogim mieście. Poznała nowych ludzi, chodziła z nimi na tzw. piwo, ale narzekała przy tym, że bardzo tej pracy nienawidzi.

Ja do pracy poszedłem miesiąc później. Widywaliśmy się rzadko. Ona pracowała rano, ja do późnej nocy. Każdy wspólny, dzień był jak święto.

Tutaj jeszcze powiem o sytuacjach, które mnie strasznie denerwowały. Pamiętam jak poszła na basen z kolegą z pracy. Jak bardzo byłem o to wściekły.

Ale to przeszłość. Tak w skrócie.

W ostatnich miesiącach Dianka chudła. W zasadzie od wrześnie przestała okazywać mi jakiekolwiek uczucia. Okazałem się egoistą. Myślałem o sobie, o tym, że przestałą mnie kochać. Zaczęła znowu palić, przestała chodzić do kościoła,
Ja nie potrafiłem być wsparciem, nie widziałem, że coś się dzieje. Nie wytrzymywałem, płakałem przy niej. W listopadzie pojechała o Polski, poszła do lekarza. Diagnoza depresja.To mnie obwinia za swoją chorobę, za to, że straciła chęć do życia. Brała leki i po jakimś czasie było troszkę lepiej, dawała się przytulić, pocałować na przywitanie. Tylko już od października nie nosiła obrączki i mówiła, że mnie wie czy mnie kocha. To mnie strasznie dobijało. Skoro raz zdjęła obrączkę to następnym razem będzie łatwiej.

W ostatnią niedzielę zobaczyłem, że z naszego konta zniknęła znacząca sumę pieniędzy (to były jej pieniądze ze stypendium). Okazało się, że wypłaciła je i dała swojej mamie na wszelki wypadek. Byłem bardzo zdenerwowany. Jak ona mogła to zrobić, nic nie powiedziała. Nie wytrzymałem. Pytałem jak może mnie tak traktować?! Płakałem, powiedziałem parę słów o tym, że jestem dla niej niczym. To ją dobiło.

Na drugi dzień powiedziała, że mnie nienawidzi i wyprowadzi się do koleżanki (czuję, że ona w dobrej wierze przekonała ją od odejścia). Przedwczoraj zabrała trochę ubrań i odeszła. Gdy dzwoniłem do niej wczoraj. Była bardzo zła, że dzwonię. Mówiła, że już nic do mnie nie czuję i że to koniec. Że ona chce żyć i musi teraz myśleć o sobie.

Świat się zawalił. Przeklinam siebie za to, że tak bardzo ją skrzywdziłem, że zniszczyłem największy skarb jaki mam w życiu.

Na wielu stronach dot. depresji znalazłem jedną ważna zasadę. Przy depresji nigdy nie dopuść do podjęcia życiowo ważnej decyzji takiej, jak rozwód czy zmiana pracy. Co zatem mam robić. Ona już nie chce ze mną rozmawiać, nic ode mnie nie chce. Co mam robić? Mam jej dać czas? Chcę do niej napisać, ale ona nie chce nawet o mnie słyszeć. Nienawidzi mnie.

Ja ją kocham ponad wszystko. Teraz tylko cud może nam pomóc. Ja wiem, że mogę się zmienić. Teraz dokładnie widzę swoje błędy. Tylko teraz chyba już za późno. Zniszczyłem jej miłość

Przepraszam za długi i chaotyczny tekst. Z góry dziękuję za przeczytanie.
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-20, 19:56   

Witaj, Laoche, na forum :-)
Przede wszystkim dla sakramentanego małżeństwa nigdy nie jest za późno, bo zdarza się że "Pan Bóg przychodzi 15 minut za późno, i zawsze zdąży". :-) Rozpakuj zatem prezent w postaci łask sakramentu małżeństwa i działaj :-)
Na pewno powinieneś, skoro sam twierdzisz, że możesz się zmienić, to nie czekać i się zmieniać już. Właśnie teraz kiedy nie ma mobilizacji w postaci bieżących głasków żony, ta zmiana będzie najlepsza, bo robiona dla siebie i Boga. Możliwe, że żona zauważy to i zechce wrócić do relacji. Problem w tym, że w emocjach nie jest tak, że jedna pozytywnie odczuwana emocja niweluje jedną niechcianą emocję. Częściej jest tak, że jedna niemiła emocja niweluje sto miłych emocji. Czyli zranienia Twojej żony mogły tak się skumulować, że zasłaniają wszystko to co było dobre. Specjaliści od public relations mówią że jeden niezadowolony klient może odstraszyć więcej potencjalnych klientów, niż zadowolony klient zachęcić kolejnych - to ta sama zasada, na emocjach się opierająca.
Może powinieneś pogadać też z koleżanką żony, o tym co napisałeś, mianowicie, żeby starała się odwieźć na razie Twoją żonę od wszelkich radykalnych decyzji. A Ty ten czas wykorzystasz na zmianę siebie, i to taką zmianę stałą, stabilną, procentującą na przyszłość.
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-20, 23:19   

Witaj,
Dziękuję bardzo za odpowiedź.
Wczoraj, gdy wróciłem do pustego domu byłem zdruzgotany. Nie znam innego życia, jak życie z Dianą. Wszystkie, najlepsze chwilę przeżyłem z nią. Ona nadała sens memu życiu.
Wczoraj szukając jakichś informacji w internecie, znalazłem to forum. Poczytałem, pomodliłem się i jestem jakiś spokojniejszy. Normalnie w trudnych sytuacjach targają mną silne emocje, łatwo doprowadzam się do płaczu. To chyba dzięki modlitwie i temu forum jestem dziwnie spokojny.

Chciałbym się zmienić i pokazać Żonie, że potrafię być wsparciem. Ona jednak powiedziała kategorycznie, że mnie nienawidzi, już nic do mnie nie czuje i żebym przygotował się do jej odejścia. Nawet dwa lata nie jesteśmy razem. Były trudne chwilę, ale to była miłość idealna. Dianka zawsze bardzo mnie kochała, choć ja do końca nie wiedziałem za co.

Nawet nie wiem gdzie ona teraz jest. Wiem, że 10 minut stąd ale dokładnego adresu nie znam. Nie wiem czy rozmowa z jej koleżanką to dobry pomysł. Na pewno wiele złych rzeczy usłyszała na mój temat, a z tego co wiem sama przez lata męczyła się z mężem alkoholikiem, od którego uciekła do Anglii. Boję się, że to może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Gdy przed dwoma dniami Żona nie wracała długo do domu (było już po 12 w nocy i nie odbierała telefonów) napisałem smsa do tej koleżanki. Diana bardzo się zdenerwowała. Powiedziała, że jest dorosła i nie trzeba jej pilnować. Najgorsze jest to, że nie wiem gdzie i z kim była.

No i jeszcze choroba. Wierzę, że to przez to jest taka, a nie inna (chociaż temu zaprzecza). Bardzo się o nią martwię. Zabroniła mi do siebie dzwonić. Nie wiem czy lepiej dać jej czas czy szukać kontaktu. Nie chcę żeby choroba się pogłębiła.

Bardzo proszę o modlitwę, bo teraz chyba tylko cud może coś zmienić. W najgorszych snach nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. To jakby stała się inną osobą.

Pozdrawiam serdecznie!
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-21, 17:04   

Kolejny dzień sam. Nie wiem co robić. Ta niepewność mnie zabije. Co się z nią dzieję. Napisała mi tylko, że nic jej nie jest. Nigdy nie była taka zimna i wrogo nastawiona do mnie. Bardzo się o nią boję...
 
 
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-21, 21:14   

Wybacz ale radzilabym zadbac o siebie ,zony nie zmienisz ,ale siebie mozemy zmieniac i wzrastac duchowo,mamy wrecz obowiazek dbac o swoje wnetrze i zewnatrz tez sie przy okazji przyda zycze wszystkiego dobrego
 
 
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-22, 07:50   

piszesz, że chciałabyś się zmienić i pokazać żonie, że potrafisz być wsparciem

czy już rozpocząłeś zmianę?
w jaki sposób chcesz to zrobić? na czym miałaby polegac ta zmiana?

na żonę na razie nie masz wpływu, ale na siebie tak
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-22, 09:28   

laoche napisał/a:
No i jeszcze choroba. Wierzę, że to przez to jest taka, a nie inna (chociaż temu zaprzecza). Bardzo się o nią martwię. Zabroniła mi do siebie dzwonić. Nie wiem czy lepiej dać jej czas czy szukać kontaktu. Nie chcę żeby choroba się pogłębiła.


Jeśli rzeczywiście Ci zależy na zdrowiu żony to może daj jej odpocząć?
Z tego co piszesz depresja żony w dużej mierze spowodowana była waszymi relacjami.
Może zatem warto na chwilę przestać myśleć o sobie a pomyśleć o niej?
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-22, 20:01   

Nawet nie wiem, gdzie ona jest (nie znam adresu znajomej). Martwię się o nią.
Staram się dać jej czas, nie pisać, nie dzwonić. Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedziała, że już nic do mnie nie czuję i to koniec. Czy leki mogą tak bardzo na nią wpływać?

Byłem wczoraj u spowiedzi, codziennie się modlę. Przeanalizowałem chyba każdy dzień naszego związku. Widzę i rozumiem moje błędy. Jestem gotowy pójść na jakąś terapię, żeby lepiej radzić sobie z nerwami, ale to dopiero w Polsce, bo tutaj nawet nie wiem gdzie iść.

Nic z tego nie rozumiem. Dziś pierwszy raz od czwartku ją widziałem. Podszedłem pod miejsce, gdzie pracuje. Popatrzyłem na nią z daleka i poczułem od niej jakąś straszną nienawiść wobec mnie. Wiem, że to głupie...

Powoli wariuje. Dom jest pusty, wszyscy wyjechali. Święta spędzę zamknięty w pokoju bez nikogo bliskiego.

Boję się, że to koniec. Nigdy nie przestanę jej kochać

Ktoś ma jakieś doświadczenia związane z tą chorobą?
Ktoś ma podobną historię?

Pozdrawiam!
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 20:11   

To już chyba koniec. Proszę Was o modlitwę. Teraz tylko jakiś cud może uratować nasze małżeństwo.
 
 
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 20:21   

laoche, to jest badzo dobry moment, by oddać to wszystko Panu - znasz tę modlitwę http://sychar.org/jezu-ty-sie-tym-zajmij/ ? Polecam.
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 21:21   

Dziękuję Ci. Chcę zawierzyć Bogu i Mu zaufać, choć po ludzku już nie daję rady.
 
 
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-29, 22:36   

"Tam gdzie my ustajemy z braku sił i poddajemy się, tam Bóg dopiero zaczyna!"

(niedosłowny cytat z rekolekcji Sycharu na Górze sw. Anny)
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-03, 19:25   

Po niedzieli spotkam się z Żoną pierwszy raz od 2 tygodni. Pewnie tylko żeby usłyszeć, że to koniec. Calkowicie zerwała kontakt, boję się, że jest ktoś trzeci. Już takie myśli mam w głowie.

Nie wiem co robić. Nie wiem co jej powiedzieć. Kocham ją i będę na nią czekał. Wierzę, że zdarzy się cud. Staram się zaufać Bogu. Żona wraz ze mną odrzuciła Boga. Ma do mnie pretensję, że chciałem z niej zrobić "przykładną katoliczkę" jak sama powiedziała. Wszystko się zawaliło. Dzisiaj chodziłem po mieście bez celu, Nienawidzę wolnych dni.
 
 
laoche
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-16, 21:06   

Witajcie,
Bardzo proszę o modlitwę w bardzo dla mnie trudnych chwilach. To już chyba definitywny koniec. Teraz jedynie Bóg może pomóc!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8