Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Byłam zagubiona
Autor Wiadomość
julcia80
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-27, 13:20   Byłam zagubiona

Witam,

w związku z tym, że czuję się zobowiązana, napiszę parę słów.
Mężatką byłam. I jestem. Mimo, że siedem lat prowadziłam podwójne życie.
Dzięki Bogu na szczęście dokonał się cud i odnalazłam samą siebie.
Jak się zagubiłam? Pewnie, jak większość.
Etap zakochania, stały związek, pierwszy seks, ślub i dziecko.
Byliśmy bardzo szczęśliwym małżeństwem. Tak sądzili o Nas wszyscy.
My tak samo. Dobrze Nam było z sobą. Nie można było nic zarzucić.
Mąż starał się, by zapewnić byt i utrzymanie rodzinie.
Ja zajmowałam się domem, wychowywałam dzieci.
To, co doskwierało mi najbardziej, to mordercza samotność,
wieczne oczekiwanie. Mąż był zabiegany, zapracowany.
Gdy wracał, nie miał już siły na nic.
Wtedy jeszcze potrafiłam sobie to wszystko wytłumaczyć.
Bo kochałam. A przynajmniej tak uważałam.
Każde jego zmęczenie, obojętność, rozdrażnienie.
Starał się, jak potrafił.
Gdy poczęło się dziecko, mąż bardzo się zmartwił.
Jego reakcja nie zbudowała mnie. Przepłakałam całą noc.
Nie rozumiałam jego postawy. Czułam, że się oddalam.
Pozostałam wierna, mimo rosnącej obojętności.
Myślałam, że to przejściowe, że po prostu nie radzi sobie ze stresem.
Wszystko potrafiłam tłumaczyć na korzyść męża, póki nikt nie miał
na mnie wpływu. Do momentu, gdy poznałam wartościowego kolegę na czacie.
Pamiętam, jak dziś, siedziałam w domu przygnębiona.
Kolejny raz mnie olał - pomyślałam sobie o mężu.
Rozmawialiśmy 5 godzin. Bez żadnych podtekstów.
Żadnych uczuć, żadnych pragnień. Był po prostu dobrym kolega, doradcą.
Chciał nawet ratować moją miłość, która powoli wygasała.
Był bardzo uczciwy. I tak myślę, że to on mnie najbardziej uspokajał
co do męża, dlatego prawie nigdy nie mówiłam mu, co mi przeszkadza.
Rad szukałam w przyjaźni. W końcu to był mężczyzna, na pewno zrozumie,
na pewno będzie potrafił się postawić na jego miejscu - pomyślałam.
Z resztą kolega też był żonaty. Miał dwoje dzieci.
To była dla mnie bezpieczna znajomość. Nie obawiałam się niczego.
Ciągnęła się ona rok, dwa, trzy. Mąż wiedział o tym.
Ale nie podejrzewał, że w pewnym momencie jedna ze stron może
stracić kontrolę. To był zwykły platoniczny kontakt. Sam nawet w to uwierzył.
Po czterech latach coś pękło. Dopadł Nas krysys. Kolegę w małżeństwie też.
Nawet nie zauważyłam momentu, w którym zbliżyliśmy się do siebie.
Zaczęłam się niepokoić. W moim koledze, w przyjacielu - nie widzę żadnych wad.
To samo ustosunkowanie miał do mnie. Inaczej było w Naszych domach.
Coraz więcej widziałam wad w mężu, a kolega w żonie.
Przyszły pierwsze wspólne łzy, ból, stracone marzenia.
Poczuliśmy ze sobą dziwną, magiczną więź.
Nigdy nie miałam tego z mężem. A kolega z żoną.
Byliśmy przyjaciółmi. Starałam sobie ciągle to wmawiać.
Straciłam już na ostrożności i puściłam wodze fantazjom.
Pewnego dnia, zbliżyliśmy się do siebie bardziej.
Mimo, że nigdy się nie widzieliśmy wcześniej.
Miał bardzo trudne chwile. Napisał do mnie.
W pierwszym odruchu, nie chcąc tego, rozwaliłam laptop.
Napisał: chyba się w Tobie zakochałem.
Jego słowa podziałały na mnie, jak za czarodziejską różdżką.
Nie odwzajemniłam tego wyznania. W środku jednak byłam cała rozpalona.
Kontynuował: co ty ze mną zrobiłaś? Nie mogę przestać o Tobie myśleć?
Już miałam napisać: chyba Cię pragnę. Ale oprzytomniałam.
Nie zrobiłam tego. Roztrzęsiona, pamiętając o mężu, o wierności,
oznajmiłam, że to chyba moment, w którym musimy zerwać z sobą kontakt.
Bardzo cierpiał. Nie potrafiłam pozostawić tak na lodzie kogoś,
kto tak się do mnie przywiązał. I ja również nie byłam obojętna.
Jedno wyznanie sprawiło, że w mężu zaczęłam dostrzegać wroga.
Przeszkadzało mi wszystko. Nawet i to, że się stara, że zabiega o mnie.
Gdzie byłeś przez te wszystkie lata? Nie spóźniłeś się? - postawił oczy.
Nagle, jak gdyby nic, zapomniałam o wszystkim, co było między Nami dobre.
Zrobiłam bilans zysków i strat małżeństwa. Finał był opłakany.
Mieliśmy tyle problemów, głównie finansowych, że nie byłam w stanie myśleć
racjonalnie o tym, co dobrego tak naprawdę Nas spotkało.
Liczyło się dla mnie tylko to, jaka jest atmosfera, jakie mamy problemy.
Pierwszy Komornik. Pierwsze jego miesiące bez pracy. Wpadł w depresję.
Ja nie pracowałam. Spanikowałam! Zaczęłam histeryzować, urządzać awantury.
Zamiast dać wsparcie mężowi i zmotywować go, jeszcze bardziej wbijałam
w ziemię, aż stracił całkowicie siły, stracił na zdrowiu.
W głowie miałam ciągle kolegę, który był bardzo zamożny. Miał firmę, majątek.
Diabeł nawet nie musiał trudzić się specjalnie z pokusami.
Sama je wybrałam. Zaczęłam oddalać się coraz bardziej od męża.
Wygnałam go nawet z sypialni. Jego dotyk mnie bardzo bolał.
Tłumaczyłam sobie to tym, że należy mu się to, za co, jakie dał Nam życie.
Obwiniałam go o to, że .. zauroczyłam się w koledze.
Gdyby stanął na wysokości zadania, nie miałabym tego problemu.
Byłam potworną egoistką. Mieliśmy dwójkę dzieci, zaczęło brakować na chleb.
Mąż zaczął się zapożyczać. Aż stracił nad tym kontrolę.
Sytuacja zmusiła mnie do tego, by iść do pracy.
I poszłam.
Pierwszy wyjazd integracyjny mało nie zakończył małżeństwa rozwodem.
Spotkałam tam innego kolegę, który był bardzo podobny charakterem
do przyjaciela z sieci, z którym musiałam zerwać znajomość.
Nie radziłam sobie już z uczuciami. Czułam, że zdradzę męża.
Wyjazd integracyjny, alkohol, taniec. Odpłynęłam.
Poczułam się, jak nastolatka. Kolega mnie pocałował.
Odepchnęłam go w rezultacie. Byłam cała rozpalona.
Nie chciałam zdradzić męża. Pobiegł za mną do pokoju hotelowego.
Tam mnie tylko przytulał, na szczęście nie naciskał.
Pierwszy raz miałam potrzebę, by dotykał mnie inny mężczyzna.
Mąż dzwonił cały czas. Nie odbierałam.
Przyjechałam. Powiedziałam mu wszystko.
On niestety dopisał sobie scenariusz.
Już mieliśmy się rozwodzić, gdy pewnego dnia natknęłam się w sieci
na rekolekcje i rozważania ignacjańskie. Była tam mowa o poczuciu
krzywdy, o wybaczeniu. Stanęłam na progu zdrady.
Dziś wiem, że gdybym to zrobiła, małżeństwa by już nie było.
Nie dałabym rady z sobą. Postanowiłam być sama.
Odseparowałam się od męża. Próbowałam odnaleźć samą siebie.
Bez skutku. Przestałam chodzić do kościoła.
Mąż zmienił się nie do poznania. Jak był obojętny, tak zabiegał o mnie.
Bardzo mnie tym ranił. Gdzie wcześniej byłeś? Daj mi spokój! - powtarzałam.
Czułam się osaczona, czułam, że mnie dręczy. Był cały w panice.
Jego starania, jego zabiegania - jeszcze bardziej oddalały mnie od niego.
Zaproponowałam separację. Mąż się załamał.
Nie potrafiliśmy dojść do siebie przez 3 lata.
Mąż obejrzał film pt. Ognioodporny. Nie chciałam go oglądać.
Parę scen już mi wystarczyło, by porządnie dokopać mojemu sumieniu.
Podjął próbę ratowania małżeństwa. Bezskutecznie. Raz, drugi, trzeci.
Aż w końcu odszedł ode mnie. Nie wytrzymał tego psychicznie.
Chciał się zabić.
Byłam pewna, że to już koniec wszystkiego. Nie chciałam być z nikim.
Ale i też dalej brnęłam w rozmowę z innymi. Potrzebowałam wsparcia.
Poznałam mężczyznę. Rozwodnik. Wspaniały człowiek. Zakochałam się.
Spotkaliśmy się. Niestety potraktował mnie, jak zabawkę.
Gdy spostrzegł, że nie pozwolę na żaden seks, odszedł.
Odechciało mi się już żyć.
Wtedy wrócił mąż. Pełen siły. Jego twarz wyglądała, jakby przemieniona.
Wyglądał, jak anioł. Nie miałam nic do stracenia. Miałam dość walki.
Dałam szansę. Dla świętego spokoju. Egoistycznie, by nie mieć
wyrzutów sumienia.
Minęło parę miesięcy, On z dnia na dzień stawał się zupełnie
innym człowiekiem. Stanąłem w lustrze. Nie mogłam już patrzeć
na siebie. Co ty zrobiłaś z własnym życiem? - pytałam się.
Ale ja Ciebie nie kocham - powtarzałam mężowi.
Cierpliwie znosił każdy cios z mojej strony. Wierzył.
Aż uwierzył, do końca. Rozpalił we mnie na nowo Miłość.
A może Bóg w Nim?
Od około 3 lat jesteśmy udanym małżeństwem.
Poradziliśmy sobie z największymi problemami.
Dziś już wszystko jest z górki.
Czemu to wszystko napisałam? By ostrzec. Kobiety przede wszystkim.
Ostrzec, przez światem wyobraźni i fantazji.
Jeśli choć na chwilę odejdziemy od Boga,
nie łudźmy się. Pokusa z przyjemnością przyjdzie na Jego miejsce.
A co za nią idzie? Zniszczenie. Zniszczenie dla rodziny, dla męża,
a przede wszystkim dla dzieci. Tak, szczególnie dla dzieci.
O mały włos, straciłabym ich Miłość. One przecież widziały,
jak tata zabiega o mamę.
 
 
nutka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-27, 14:20   

Dzięki Ci za to świadectwo, piękne i trzymaj teraz męża i siebie i Wasze dzieci blisko Boga, zawsze!
I jeszcze tylko podziel się - gdzie i kiedy się złamałaś? Co Cię złamało w tej zatwardziałości serca, że w człowieku, którego nienawidziłaś, nie chciałaś dotykać, nagle dostrzegłaś znów męża. Co Ci mężowie mają robić, aby do żon w takiej sytuacji mogli dotrzeć? jak przebić ten mur gniewu, złości, oddalenia, nieumiejętności wybaczania i poczucia krzywdy, kto i w jaki sposób ma je/ich natchnąć na rekolekcje ignacjańskie choćby ???.... Otulam modlitwą ... i gratuluję męża, że walczył, że się nie poddał, że chciał... Doceń to wszystko z wdzięcznością. Chwała Panu!
 
 
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-27, 19:13   

:shock: :cry: Dziękuję za Twoje świadectwo.
 
 
Janusz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-27, 22:09   

pierwsze rekolekcie u siustr Adoratorek Krwi Chrystusa i trafiony temat relacie zaczyna się etap przemiany który potrwa 1,2 Rok
 
 
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-27, 22:43   

Ciekawie się Julcia czyta twoje świadectwo
a szczególnie ten fragment
julcia80 napisał/a:
Czemu to wszystko napisałam? By ostrzec. Kobiety przede wszystkim.

Ostrzec, przez światem wyobraźni i fantazji.


No cóż bardzo długo stałem i skrobałem w szybkę za jaką była żona,
z nadzieją że w końcu zrozumie coś i może łaskawie dostrzeże......
Ale nadchodzi (niestety) chwila że człek już odpuszcza i nic mu się nie chce.....i wchodzi w obojętność.........
Ty Julka nie przespałaś swojego momentu....i bardzo fajnie.
Ale wiele jest takich Pań- zapatrzonych w siebie i tylko w to co dla nich


życzę coraz lepszych dni i pozdrawiam
 
 
julcia80
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 10:23   

nutka napisał/a:
I jeszcze tylko podziel się - gdzie i kiedy się złamałaś? Co Cię złamało w tej zatwardziałości serca, że w człowieku, którego nienawidziłaś, nie chciałaś dotykać, nagle dostrzegłaś znów męża. Co Ci mężowie mają robić, aby do żon w takiej sytuacji mogli dotrzeć? jak przebić ten mur gniewu, złości, oddalenia, nieumiejętności wybaczania i poczucia krzywdy, kto i w jaki sposób ma je/ich natchnąć na rekolekcje ignacjańskie choćby ???....


Pierwszy moment? Konferencja Jezuitów w sieci, gdzie uświadomiłam sobie, jaką pułapką jest brak wybaczenia, poczucie bycia skrzywdzoną, zaniedbaną, opuszczoną.

Co mnie złamało? Upór męża, którego zaczęłam poniżać, by sprawdzić wiarygodność.

Zatwardziałość? O tak. Nie chciałam kochać, to kojarzyło mi się tylko z cierpieniem.

Nienawidziłam? Bardzo. Myślałam nawet, że chcę Go zabić.

Nie chciałam dotyku, bo nic nie czułam. Zamknęłam się na Niego.

Co mają robić inni? Zabrzmi to, jak czarny humor: nie wierzyć w pozory i robić swoje, działać.

Jak namówić na rekolekcje? Nie namawiać. Po prostu podrzucać wartościowe materiały.

miodzio63 napisał/a:
No cóż bardzo długo stałem i skrobałem w szybkę za jaką była żona,
z nadzieją że w końcu zrozumie coś i może łaskawie dostrzeże......
Ale nadchodzi (niestety) chwila że człek już odpuszcza i nic mu się nie chce.....i wchodzi w obojętność..


Bo może łaskawie powinieneś wpierw dostrzec problem w sobie?

Moment, o którym wspominasz, gdy odpuszczasz, to moment, gdy ONA WIERZY, ŻE UDAWAŁEŚ.
 
 
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 10:43   

Cytat:
Moment, o którym wspominasz, gdy odpuszczasz, to moment, gdy ONA WIERZY, ŻE UDAWAŁEŚ



Ten moment o jakim piszesz to nie jest i nie był nigdy rzutem na taśmę :mrgreen:
Nie powstał pod chwilowym pretekstem,
nie wiem może i 5 lat starań nic nie znaczy??,
może i 5 lat to zbyt mało??
A może najzwyczajniej w świecie ktoś nie doszedł jeszcze do takich refleksji jak ty.....

A przypominasz sobie Julka kiedy nadeszły te refleksje????

sama napisałaś kiedy poczułaś się zabawka w kolejnych rękach męskich.....
czyż nie wówczas dojrzałaś właśnie to??

co ja tu robię i czego właściwie chcę???

No cóż :idea: typowy efekt gdy świat za szybami nie okaże się tak bardzo kolorowy,a trawka nie jest aż tak zielona.....

Jak to mawiają...
gdy zaliczę od życia kopa, lecę do przodu i nawet głowa pochylona :-D

Generalnie świetnie że przejrzałaś.

Morał???

..bo dzięki temu może nauczysz się wreszcie sama kochać...a nie tylko oczekiwać by być kochana
 
 
julcia80
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 11:01   

miodzio63 napisał/a:

nie wiem może i 5 lat starań nic nie znaczy??,
może i 5 lat to zbyt mało??


Może nie znaczy nic - jeśli robiłeś, zmieniałeś się, itp. - tylko dla siebie?
A nie wsłuchiwałeś się w to, czego Ona naprawdę potrzebuje?

Polecam lekturę :

http://lubimyczytac.pl/ks...krotki-w-sniegu

Powodzenia!
 
 
nutka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 12:26   

Julcia, dzięki - to już jakieś konkretne wskazówki :-)
rozszerz jeszcze proszę - w czym przejawiał się upór męża i co takiego rozumiesz "robić swoje i działać"
i jakie działania przyniosły skutek ? jakie robienie swojego? ...

I mam nadzieję, że na nieobecnego w domu męża też to podziała...
Otulam modlitwą
 
 
Louis
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 15:04   

julcia80 napisał/a:

Wtedy wrócił mąż. Pełen siły. Jego twarz wyglądała, jakby przemieniona.
Wyglądał, jak anioł.


Powiedz, w jaki sposób mąż przeszedł taką przemianę.
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 15:48   

Louis napisał/a:
julcia80 napisał/a:

Wtedy wrócił mąż. Pełen siły. Jego twarz wyglądała, jakby przemieniona.
Wyglądał, jak anioł.

Powiedz, w jaki sposób mąż przeszedł taką przemianę.


Przecież mąż żadnej przemiany nie przeszedł.
Z tego co pisze aktorka cały czas ja kochał, a gdy go odrzuciła to bardziej
zabiegał (co jest naturalne)
 
 
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 20:58   

julcia80 napisał/a:
Może nie znaczy nic - jeśli robiłeś, zmieniałeś się, itp. - tylko dla siebie?
A nie wsłuchiwałeś się w to, czego Ona naprawdę potrzebuje?

Widzisz Julcia cały problem tkwi w tym (jakiego zresztą chyba nie widzisz) ..bądz nie starasz się widziec..
i to dziwne.... :shock:
to ten -ze mąz na swój sposób cie kochał ...choc zapewne w twoich oczach to nie było tak jak chciałaś (czy słyszysz jak chciałaś?)
..potem pod wpływem twoich reakcji zyciowych jak pisze Grzegorz starał się więcej czyli ?(zabiegał) co tez cie zreszta denerwowało....

A nie widzisz i nie zauważasz jednego...co wciąz jest smutne.... :-/

Mąz zawsze był ten sam!!!

TO TYLKO W TOBIE I TYLKO TWOJE POWSTAŁY PROBLEMY.....

czemu to piszę???

Bo ja znam to juz bardzo dokładnie (choćby z własnych relacji)
a wygląda to tak ..i wyglądało
....co bym nie robił..jakbym nie działał ..jakbym nie zabiegał..jakbym sie nie zmieniał..jakbym nie słuchał, jakbym sie nie przyglądał, jakbym nie wyczuwał....

To i tak jestem uwiązany tym........co z nasza relacja zrobi moja żona...

i prosto z mostu.........
...zechce kochac...dojrzy że jest kochana....

zechce naparwiac nasz dialog...dojrzy że chętnie rozmawiam.....

zechce odpuścic przeszłośc...dojrzy ze jest dawno odchaczona krechą....

Dokałdnie Julka jak u ciebie...do momentu kiedy biegałas za wałsnym ogonem...niec się nie liczyło....
dojrzałas że własny ogon jest bez sensu
OTWORZYŁY SIĘ OCZY.......

polecam ci ksiązke (nie pamietam autora)

Niewierna kobieta.........dokłądnie opisuje takie same stany duszy kobiecej....

kobiety jakiej się wydawało że przez lata jest zaniedbana,samotna,niekochana.....

A to były tylko jej błędne odczucia...bo sama nie wiedziała co sie w niej gotuje i czego tak naprawdę chce..........
Gdy identycznie oprzytomniała...dojrzała nic innego jak własne kaprysy i to czego przez lata nie widziała...........
ano ..że jej facet nie jest rycerzem na białym koniu....ale jest zwykłym fajnym facetem

pozdrawiam
Ostatnio zmieniony przez miodzio63 2014-01-28, 22:31, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 22:24   

miodzio63 napisał/a:


Mąz zawsze był ten sam

TO W TOBIE I TYLKO TWOJE POWSTAŁY PROBLEMY.....

.........

dojrzałas że własny ogon jest bez sensu OTWORZYŁY SIĘ OCZY.......



ale jak sprawić, by kobieta, żona właśnie te oczy otworzyła? Jak opisujesz, Julcia80, Twoje nastawienie do męża to tak jakbym swoją żonę czytał. Jak jej otworzyć oczy? Ona sceptycznie podchodzi do jakichkolwiek rekolekcji itp...



Julcia80, gdzie znaleźć te rekolekcjeo których wspominasz?

Już mieliśmy się rozwodzić, gdy pewnego dnia natknęłam się w sieci
na rekolekcje i rozważania ignacjańskie.
 
 
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-28, 22:45   

silverado napisał/a:
ale jak sprawić, by kobieta, żona właśnie te oczy otworzyła? Jak opisujesz, Julcia80, Twoje nastawienie do męża to tak jakbym swoją żonę czytał. Jak jej otworzyć oczy? Ona sceptycznie podchodzi do jakichkolwiek rekolekcji itp...

Sens w tym silverado że każdy musi dojść sam do chęci otwierania oczu...

A dodatkowo (nie chcę się narażać społeczności damskiej forum 8-) )

kobiety silverado maja większe problemy z przyznaniem się do błędów niż my faceci...

choć wiadomo nie jest to regułą....

Zatem czasami jest tak:
że gdy nawet wiedza i znają już dokładnie swoje błędy to potrafią tak pokierować działania

aby to facet rozwiązał ich błędy....
prawda Julko????
o ile to łatwiej powiedzieć tak do starającego się i zabiegającego męża a on dodatkowo będzie się czuł wielki i spełniony :mrgreen: ,
niz samemu
stanąć na wprost niego i powiedzieć

TO JA NAWALIŁAM TOTALNIE ........ :-P
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8