To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Świadectwa - swaidectwo

Anonymous - 2009-03-19, 11:26
Temat postu: swaidectwo
Witajcie!
Znalazłam to forum jakiś czas temu, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam (albo raczej nie chciałam dopuścić mysli, że mąż mnie zdradza).
I jak już miałam pewnośc to znów tu trafiłam.

Od czego tu zacząć. Mąż zaczął się ode mnie oddalać jakiś czas temu, tłumaczyłam to zmaną pracy, zmęczeniem itp. On to potwierdzał. I któregoś dnia przeczytałam sms-y - właściwie to powinno mi to powiedzieć wszystko, ale ja naiwnie zapytałam go. Zaprzeczył, ja uwierzyłam. Sytuacja powtarzała się. Ja nabierałam pewnośći, że kogoś ma, ale mu wierzyłam wbrew wszystkiemu i wszystkim.Wbrew dowodom i jego zachowaniu. Aż przyparty do muru się przyznał.
Kazałam mu się wyprowadzić a on na to że mu ulżyło, bo nie miał odwagi podjąć takiej decyzji. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale wiem, że inaczej tak jak do tej pory żyłabym w kłamstwie a on w dwóch związkach.
Pozdrawiam

[ Dodano: 2009-03-19, 15:48 ]
To trwa już trzy dni.Ze mną jest coraz gorzej,a on ... na razie NIC
Było juz tak że się wyprowadził ale na drugi dzień wrócił. A teraz , kurcze to chyba coś poważnego....
Nie wiem co robić, w dzień trzymam się, bo praca,córka ale w nocy...

Anonymous - 2009-03-23, 19:54

aga12, dobrze postąpiłaś że poprosiłas męza o wyprowadzkę. Nie można przede wszystkim siebie okłamywać, to bardzo wyniszcza....
Nie chce cię dołowac ale trzy dni to bardzo krótko.... Musisz dać męzowi czas, czas aby pobył sam ze sobą, aby doświadczył tego co wybrał... Pamiętaj, że to on musi zdecydowac że chce wrócić!! Ty zachowaj ciszę i spokój serca.Zaczekaj aż mąż wyciągnie rękę do Ciebie. Pewnie że bedzie Ci przykro i że nie jedną noc przepłaczesz... ale to też mija.

Anonymous - 2009-03-24, 12:27

lodzia- tak ale on nie chciał się wyprowadzić! Jak dzwonił i pytał czy może wrócić - to ja mu jasno odpowiadałam, że jak zdecyduje kto jest dla niego najważniejszy to może... a on powtarzał że my ( ja z córką) jesteśmy dla niego najważniejsze!.ech..
Robi jedno a mówi drugie...

Po tygodniu przyjechał, rozmawialiśmy. Powiedział ( tak jak się spodziewałam),że to był epizod, nic ważnego i chce byc z nami.
No cóż, pozwoliłam mu zostać, ale jak mam mu zaufać?!!!!

Anonymous - 2009-03-24, 12:34

aga12, tak od razu to nie zaufasz... ale też nie możesz cały czas go podejrzewasz, bo po prostu zwariujesz...
Jednyne co można w takiej sytuacji to zająć się sobą. Olac trochę całą tą sytuację i zacząć pracować nad sobą.

Anonymous - 2009-03-26, 10:18

Zastanawiałam się czy pisać, ale tytuł "maleńki cudzik" mnie ośmielił.

Chcę podzielić się z wami nadzieją, i podnieść na duchu siebie też, gdyż przemiana ciągle trwa i końca nie widać.
Pisałam już nas, jesteśmy prawie 3 lata po ślubie, nie mamy dzieci.
Od początku nam się nie układało w małżeństwie. Od początku był kryzys w zasadzie.
Kochamy się nawzajem ale za nic nie mogliśmy się dogadać.
Były proby terapii małżeńskiej w DWOCH katolickich ośrodkach, przejaśniło się nieco ale obie terapie skończyły się dla mnie fiaskiem, gdyż na pierwszej terapeutka dala nam jasno do zrozumienia ze to się nie uda, że marne szanse, a na drugiej mąż podjął decyzję o rozwodzie, i dostał akceptację ze strony terapeutki.
Nie chcę Was zniechęcać do terapii, absolutnie nie. Uważam jednak ze takie decyzje o rozstaniu (separacji) powinno się przemyślec, poprzedzić separacją, czy dłuższą indywidualną rozmową z duchownym.
Dla mnie mozecie sobie wyobrazic to był duzy cios..w dwoch miejscach nie wyszło, za każdym razem na nie. Zaczęłam się zastanawiać nad tym czy my powinnismy byc razem, jaka jest ważnośc sakramentu, jaki jest plan Boga wobec nas?
Po krótkiej separacji, zamieszkaliśmy znów razem. Wszystko to działo sie w ostatnim roku.
Zaczęłam indywidualną terapię, ze by zobaczyć co we mnie jest trudnego, tez po to aby pozbyć się lęku przed utratą męża, gdyż ciągle się go kurczowo trzymałam, nie było wolności w moim uczuciu.
Chciałam go za wszelką cenę naprawiać i zrzucałam na niego winę za rozpad.

W domu praktycznie nie rozmawialiśmy, zyliśmy obok siebie, mąż nadal mówił o rozstaniu, ja ZE STRACHU przyklepywałam wszystko i usiłowałam być jak najlepsza dla niego.
To oczywiście wzmacniało agresję i niechęc męża.
Ja bylam nadopiekuńcza, kontrolująca, krytyczna wobec niego, domagająca się uwagi i ciepła nieustannie. Brr
Nie wiem jak ze sobą wytrzymalismy, oczywiście atakowałam męża złością i wymówkami za brak działania, chęci zmiany siebie, uciekał w komputer, książki, towarzystwo kolegów, tak sobie radził.
Myślę ze mężczyznom o wiele trudniej zajrzeć w swój świat emocji, mówienie o tym jest dla nich katorgą.
Ale...
Od czerwca zeszlego roku jestem w terapii indywidualnej. U innej terapeutki, tez zwiazanej z kosciołem. Od początku stawiala sprawę jasno, ze nie wie czy bedziemy razem z męzem..ale jedyne co moge zrobic to pracowac nad sobą i tyle.
Mimo wzlotów i upadków, zalamań i chęci rzucenia wszystkiego w kąt , bo i tak nic nie daje, co mąż niestety potwierdzał i trochę podśmiewał się z moich "kozetek" ( no i wydatek ).
Ze na pocztku gorzej i gorzej bo wychodzą różne "brudy" i trzeba im się przyjrzeć.
Moja WYTRWALOSC została nagrodzona, ogromna pomoc ze strony bliskich, i zawierzenie wszystkiego Bogu, mimo lęku i chęci kontroli.
Był moment, ze ja chcialam uciekać, odchodzić...a raczej zgodzić się z decyzją męża...ok nie udaje się...
W chwili zwątpienia bylam nawet w sądzie kościelnym i tam o zgrozo, też ksiądz przytaknął i powiedział mi ze po co tak się szarpać, ze źle wyglądam i widac ze jestem wycieńczona.
Po doswiadczeniach z ludźmi zaangazowanymi w kościele muszę przyznać, ze ZBYT LATWO otwierają furtkę. Na szczęście nie wszyscy.
Jedynie w czasie spowiedzi zawsze padala zachęta :walczcie. Moj mąż nie miał tyle szczęścia. Wiele razy doświadczał zniechęcenia.
Pani z którą pracuję "zatrzymala" mnie i podpowiedziała, zeby decyzje podejmować z całkowitym spokojem, po przemodleniu i rozmowach ze spowiednikiem.
Czulam ze kocham męża, ale już jest tak źle ze krzywdzimy siebie.
To bylo w grudniu.
Moj kontakt z Bogiem był slaby, dużo buntu, odsuwalam się gdy bylo cięzko.
No i targowałam sie z Bogiem, oddaję Ci nas ale nie zabieraj mi męża :).Bądź wola Twoja, ale tylko nie to, boję się go stracić, boję się być sama. To ne była prawdziwa miłość tylko chęć "posiadania".
Zle to brzmi ale taka prawda.
Wszystko to przez ostatnie pół roku zaczęło się zmieniać.
Odkryłam zaleznosc od mojej mamy. zaczęlam radzić sobie ze złością i agresją słowną męża.
To było nie do wytrzymania, dla niego pewnie też
Widzialam jak wszystko w nim sie kotłuje i moja stanowczość najpierw go zadziwia a potem jeszcze bardziej złości.
Nie było łatwo się na nią zdobyć, gdyż jestem osobą "zahukaną" z domu i lękliwą, co teraz się nasilało w bliskiej relacji z mężem. zawsze balam się krzyku podniesionego głosu.Pod tym wszystkim byla siła jednak :)
I bezsilnośc ze nie mogę pomóc, tylko robić swoje. Widzialam ze jest coraz gorzej z nim, ze nie daje sobie rady, ze nie wie jak sie zachować, ze to co przynosilo kiedys efekt nie działa teraz, ze sięga po alkohol.
Nie pomagalam mu w tym, nie pielęgnowalam gdy był na kacu, smutno to pisać a serce az sie rwalo zeby pomóc.
Jedyne co pomagalo to podsuwanie niby niechcący, nie wprost, książek.
Zaden mężczyzna nie lubi okazywać słabości i przyznać się ze coś w nim wymaga naprawy. Ot męska duma.
Zaczęlam pisać od końca lutego. Od miesiąca jest TEN WLASNIE CUDZIK ktorym chciałam się podzielić.
W sercu dalam wolnośc mojemu mężowi i nie osaczam, nie jestem nadopiekuńcza, nie wyręczam go, nie kontroluję. Nie wypytuję ( w tym celowalam, bo jestem b rozmowna) ;)
Mąz widzę odetchnał, sam przychodzi pogadać, ataki złości minęły ( tzn są czasem ale uzasadnione, nie to co było), sam mi pomaga, wita się z zegna gdy wychodzi do pracy.
Obydwoje znów z radością wracamy do domu, Od trzech miesięcy nie było nawet aluzji do rozstania.
Pomaga mi w domu i jest bardziej serdeczny i ciepły niz kiedykolwiek do tej pory!
Czuję ze naprawdę go kocham, a nie zależę czy też wiszę na nim. Czuję sie doceniana, mąż chwali i dostrzega moją zmianę, choc jeszcze wiele przed nami.
Ja widzę coraz więcej dobrych cech we własnym mężu, ileż ja mogę się od niego uczyć, kiedyś byla fascynacja, zakochanie, ale emocje przesłoniły PRAWDE.
Otwiera się i zaczął szukać pomocy na zewnątrz, być moze terapia...ale na razie sza, nie pytam go o to.
Mam wrazenie ze TO FORUM bardzo mi pomogło, zadziałalo jak terapia grupowa :) choc bez pomocy indywidualnej nie byloby takiego efektu.
Jeszcze trochę pychy we mnie, ze to ja sama..ale nieprawda.. nie sama.To BOG i inni ludzie i mąż :)
Uczestnictwo wspolne z mężem na Mszy sw., sakramenty, codzienny różaniec od ponad roku i puszczenie zaufanie Bogu. Trochę "magicznie" bo w określonym celu i nie jest to jeszcze nawrócenie. Ale im jestem spokojniejsza tym częsciej rozmawiam i tęsknię do Boga.

Bardzo Wam dziękuję, za to forum i proszę o modlitwę.
Kod:


[ Dodano: 2009-03-26, 20:49 ]
Przepraszam Ago , teraz widzę ze podczepiłam się pod Twój post

Anonymous - 2009-04-02, 08:32

Aga12 - zgadzam się z lodzią, że nie można się okłamywać i że dałaś mężowi to odosobnienie na przemyślenie tych spraw, swojego błędu, tego co zrobił. Ty też masz czas na bolesne przemyślenia (chociaż pewnie w takiej sytuacji wolałabyś czymś innym zająć swój umysł, żeby te myśli właśnie do niego się nie pchały). Módl się do Boga o radę, o rozwiązanie sytuacji, On jest najlepszym pocieszycielem i doradcą. Rozróżnij w sobie czas na emocje z czasem na działanie rozumu.

Nigdy nie zdradziłem żony i nie wiem jak może czuć się facet w takiej sytuacji, ale czasem przyszło mi do głowy jak czułbym się w takiej sytuacji i te myśli były okropne. Raz nawet śniło mi się, że ją zdradziłem i było to dla mnie straszne. Dodam tylko, że to było jeszcze w czasie kiedy nie byłem tak jak teraz zwrócony w stronę Mistrza. Dlatego jeśli Twój mąż ma choć w części dobrze ukształtowane sumienie, to zrozumie co zrobił i że powinien zadośćuczynić. A z tego co napisałaś, to wydaje mi się, że on żałuje.

Pozdrawiam. Trzymaj się!

Anonymous - 2009-04-14, 15:08

Dziękuję Wam wszystkim za dobre słowa. Modlę się codziennie, abym potrafiła zapomnieć, bo w najmniej odpowiednim momencie...ufff znowu wracam do tej sytuacji.
A on oczywiście nie rozumie po co? Przecież wyjaśniliśmy wszystko, więc to już przeszłość. Niestety nie dla mnie....

Anonymous - 2009-04-15, 07:37

aga,
ale musisz odpowiedziec sobie na pytanie czy faktycznie wyjasniliscie sobie wszystko.
wiadomo, ze to Cie boli. i wraca. i bedzie wracac.
ale jesli wszystko sobie wyjasniliscie, jezeli chcecie pracowac nad Waszym zwiazkiem, pojsc do przodu - tego nie da sie zrobic zyjac wiecznie przeszloscia.
wracanie w nieskonczonosc nic nie daje, a boli Ciebie i boli tez jego, wierz mi.
jesli on chce budowac, jesli widzi ogrom strat, ktore uczynil i wie jak wielka krzywde Ci wyrzadzil, chce zadoscuczynic - nieustanne wracanie do tego, co bylo nie pomaga mu w tym.
nie mozna isc do przodu patrzac nieustannie w tyl.

Anonymous - 2009-04-15, 11:26

Danusiu , przekopiuj ten post jako swój, w osobnym wątku ,to nie maleńki cudzik, TO OGROMNY CUD , tego co Pan Bóg może , gdy oddamy mu swoje życie całkowicie , w każdym obszarze i , że wszelkie zmiany zaczynamy od siebie , i że gdy juz nic po ludzku się nie da, a my kombunujemy, namawiamy na terapię , a tu tylko odwrotny skutek, i beznadzieja ...Doszłaś do kresu swoich mozliwości , wytrzymałości i przyszłaś do do zródła wody żywej . Pan wkracza wtedy , gdy juz nic nie możemy. Jesteś dzielną kobietą , taką o jakiej mówi Biblia . Idz dalej , niech Cię Bóg błogosławi.Twoje świadectwo niech będzie wzorem i przykładem postępowania w bólu i rozpaczy . Nie wiemy jak się skończy Twoja historia, ale im bardziej będziesz szła tą drogą tym większy pokój będzie w Tobie , bo " On troszczy się o Ciebie" i "Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. (1 P 5, 7) ...i Twoja przyszłość nie może być zła chociaż nie masz gwarancji i scenariusza Waszego życia wypisanego jak na dłoni . I pewnie dlatego osiągnęłaś wolność , zę pozwoliłaś Bogu napisać scenariusz.
Anonymous - 2009-04-15, 15:06

Danka9........... czytałem Twoje posty od początku............. i prawie nagłe przeskoczenie w inne "buty"............ jesteś przykładem jak ważna jest praca nad sobą,jak ważna jest świadomość bezsilności wobec drugiego człowieka(męża/żony) ale nie bezradności.
Właśnie ta świadomość -często nieuświadomiona na początku- że bezsilność to nie BEZRADNOŚĆ.
Pogody Ducha

Anonymous - 2009-04-16, 09:03

Agnieszko, dziękuję pięknie za dobre słowo. Jestem wzruszona, ze tak ładnie do mnie napisałaś :-)

Cytat:
"Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. (1 P 5, 7)

Będę o tym pamiętać. Pozdrawiam serdecznie.

Nałogu, jestem wdzięczna, ze mnie czytałeś i nawet gdy czepiałam się o Twoj nick ;-) , zwroty na tym forum daly mi dodatkowego kopa i uswiadomiły parę rzeczy, najwazniejsze to nadpiekunczosc wobec męża i moje połaczenie jeszcze z matką. Jakaś lampka się zapaliła w głowie!!!
Oczywiscie podkreslam ze trwajaca juz prawie rok regularna terapia, do wszystkiego dochodzi sie powoli we wlasciwym czasie...I wiem ze duzo jeszcze przede mną, to wierzchołek góry lodowej ;)

Anonymous - 2009-05-08, 11:35

Chciałam się z Wami podzielić wspaniałą nowiną!!

Znów jestem szczęśliwą żoną! porozmawialiśmy ze soba SZCZERZE, wszystko sobie wyjasniliśmy i jest dobrze, bardzo dobrze.

Nie wracamy do przeszłości. tzn ja nie wracam, nie wypominam i może kiedys zapomne. Teraz cieszę się każdym dniem.
Wasze rady i forum bardzo mi pomogły. Spojrzałam na siebie inaczej i dostrzegłam, że za dużo wymagałam, za mało dając.

Dziękuje Bogu, za ten kryzys, bo jakbysmy dalej tak zyli bez porozumienia, obok siebie, nie wiem co by było.
Zdaję sobie sprawę, że nie będzie tak zawsze różowo. Wczoraj na przykład - miałam zły dzień i powiedziałam o tym mężowi i spędziliśmy piękny wieczór. Kiedyś to nie do pomyslenia! Nadal będę pracowała nad sobą i nami. Najważniejsze, że oboje tego chcemy.
Wreszce mogę powiedziec mężowi co myslę i odkryliśmy że różne zdania na jeden temat - to nie dramat! Kiedyś tak myślałam. A teraz cieszymy się każdym osiągniętym - bez kłótni - kompromisem!!!

Anonymous - 2009-05-08, 13:37

Ago! cieszę sie razem z Tobą!

tak trzymaj, z Panem Bogiem...

Anonymous - 2009-06-28, 13:42

Ciszę się że Wam się udało , że na powrót doświadczacie szczęścia w malżeństwie.
Za te piękne świadectwa.
Dają mi one wiarę że i w moim małżeństwie się ułoży, tylko muszę mieć nadzieję i wiarę ,że u Boga wszystko jest możliwe.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group