Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Świadectwa nowych prowadzących
Autor Wiadomość
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-29, 07:13   Świadectwa nowych prowadzących

Zachęcam osoby, które własnie kończą naszą wsólną pracę 12 krokową do podzielenia się swoim świadectwem.:)
 
     
hankaolej
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-29, 17:31   

Kochani,
Przez moje płuca przechodzi powietrze, oddycham, otwieram oczy, ruszam nogą, wstaję do pracy, gotuje obiad, przytulam córkę, głaszczę psa i kota- żyje, można pomyśleć, cóż za banalne czynności, ale dla mnie samej, to cud istnienia.
Kiedy najdroższa mi osoba odeszła, to myślałam, ze nie mam już nic i pozostała tylko pustka w sercu. Moja rozpacz przeobraziła się w chorobę ciała i duszy. Najlepszym rozwiązaniem było pożegnać się z tym światem na dobre. Jestem samobójcom –recydywistą, aż 3 razy próbowałam się zabić i za każdym razem dobry Bóg podawał mi kolo ratunkowe. Mógł przecież wyluzować, dać sobie spokój, ale nie. Jego plany najwidoczniej są całkiem inne od moich. I dobrze, bo kiedy ja kombinowałam, to nic dobrego z tego nie wyszło.
Psychiatrzy, psycholodzy rozkładali ręce, przebywanie w szpitalu nic nie dawało, karateka pogotowia znała już na pamięć adres docelowy, nastąpiło uzależnienie od tabletek psychotropowych, żyłam zawieszona w próżni, egzystowałam tak około 2 lat. Wielkie wsparcie i pomoc rodziców oraz przyjaciół pomagało mi przetrwać, lecz nadal budząc się rano zastanawiałam się, po co tu jestem, dla kogo. Nawet bycie matka nie uchroniło mnie od robienia głupot. Można napisać ze umarłam dla świata, ale czy ja wcześniej żyłam?. Boga miałam gdzieś, życie według Jego przykazań tym bardziej. Żyło mi się wygodnie, bez większych problemów, tylko z wiekiem stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa, nieznośna i egocentryczna. Rozczulanie się nad sobą przewyższało max dopuszczalności, a manipulacja zatruwała moje relacje z innymi.
Jedna z moich przyjaciółek naprowadziła mnie na Sychar i tak rozpoczęło się moje lądowanie na Księżycu. Dziś nie wierze w przypadek, to ręka Boga doprowadziła mnie tu. To Jego niepojęte miłosierdzie kolejny raz rzuciło owe kolo ratunkowe. Moje kroczenie rozpoczęłam 25-04-2011 o godz. 20: 12, był to czas, kiedy dojrzewała w moim głowie myśl ostatecznego rozprawienia się z sobą, sprzątałam dom, dokumenty, tak, aby rodzinie nie zostawić bałaganu. Na początku kroczenia wstydziłam się wśród znajomych i rodziny, że związałam się z wspólnotą religijna, nie chciałam uchodzić za cieniasa, lub moherowy beret. Robiłam minę do zlej gry i udawałam, ze wszystko jest super. Założyłam maskę, przeobraziłam się w lolitkę i tak miotając się wewnętrznie odpowiadałam na pytania.
Z każdym krokiem odkrywałam/odkrywam prawdę o sobie, niektóre sprawy bolały tak bardzo, ze aż dech zapierał, niekiedy odczuwałam taki wstyd oraz zażenowanie, że aż zastygałam w bezruchu. Ciężko przyjmować na klatę prawdę o sobie, kiedy żyło się w przekonaniu o swojej nieomylności. A najgorsze w tym wszystkim było ogromne poczucie winny w stosunku do męża i córki. Nie byłam w stanie sobie wybaczyć, to doprowadzało mnie do skrajnej rozpaczy. Obwiniałam siebie o wszystko, nienawidziłam siebie, nosiłam na swoich plecach nieszczęścia całego świata.
Dopiero gruntowna spowiedź generalna ( szykowałam się do niej prawie rok) oraz odprawione modlitwy o uwolnienie doprowadziły do uwolnienia od zapędów samobójczych., a tym samym zaczęłam odnajdywać sens życia. Zaufałam Bogu, oddalam siebie i swoja rodzinę pod opiekę Stwórcy. Kroczenie nabrało sensu, wszystko nabrało sensu…………….
W wieku 43 lat rozpoczynam swoje życie na nowo, problemy nie zniknęły, po prostu już tak nie straszą. Dziwnym trafem otrzymuje pomoc od ludzi totalnie mi nieznanych. Kiedy popsuł się samochód w trasie, to nagle podszedł starszy jegomość z chęciom niesienia pomocy, kiedy piec gazowy odmówił posłuszeństwa w zimie i instalator naprawiał go przez prawie 3 dni, to zażądał za usługę tak niska kwotę, ze aż mnie zamurowało, przykładów by mnożyć, one się dzieją nadal. Wszyscy prowadzący i współkrokowicze stali się moją rodziną. To zadziwiające ilu wspaniałych ludzi Pan Bóg podaje człowiekowi na tacy, wystarczy tylko wyciągnąć rękę.
Dziękuję Im z całego serca, ze Im się chciało. Z uporem maniaka pomagali mi podnieść się z ziemi, wstać z kolan, wyprostować kręgosłup, abym mogła dziś stać prosto z nadzieją na zbawienie.
W moim sercu w trakcie kroczenia pojawiła się ogromna miłość do Aniołów, ja czuje Ich obecność i wsparcie. Kiedy jest mi źle, to proszę o pomoc, ale nie tylko, rozmawiam z nimi. Dobry Bóg zesłał nam Ich abyśmy nie czuli się samotni i opuszczeni. Bóg pomaga mi porządkować moje życie, ale najpierw „musiałam” dąć Mu przyzwolenie. Otworzyć swoje serce i umysł na prawdę o Nim. Wiem, jakie to proste, a zarazem, jakie to trudne, sama tego doświadczam. Mąż chodź, nie wrócił pozostał w moim sercu, kocham go nadal, choć prawdę powiedziawszy inaczej. Sadze, ze to miłość dojrzała, dająca drugiemu człowiekowi wolność wyboru. Nie mam na Niego wpływu jest wolnym człowiekiem. Chyba tego nie czuje, ale ma we mnie najważniejszego sprzymierzeńca u Boga i ludzi. Pogubiliśmy się w tym szaleństwie oboje, każdy z nas jest/był poraniony i każdy na swój sposób liżę rany. Żyje nadzieję, ona daje mi siły. Kroki leczą moja dusze. Jestem w drodze, nie mam wpływu na padający deszcz, ale mam wpływ czy zabiorę parasol czy nie.Coraz częściej wracam do domu z uśmiechem na twarzy, do tej pory mój dom był ponury i smutny, nie gotowałam obiadów, ogród zarastał metrowa trawa. Obecnie, żyje, mam zdrowe ręce i nogi, prace, męża, cudowna córkę, kochanych rodziców i wspaniałych przyjaciół, a Pan Bóg stal się moim najdroższym „ kumplem”.
Szalenie jestem Mu wdzięczna ze mogłam/mogę odkrywać prawdę o sobie, bo tym samym mogę jeszcze w tym życiu zadośćuczynić za zło, które wyrządziłam. Teraz wiem, że to wielka łaska dana od Boga. Uczę się pokory, niekiedy miewam stany depresyjne, popełniam błędy, nie posiadam monopolu wiedzy, posiadam wady i zalety i nabieram powietrza w płuca………………………a i wyglądam po „ludzku”. :mrgreen:

Drodzy przyjaciele, którzy niebawem rozpoczniecie swoje kroczenie- podjęliście jedna z najważniejszych decyzji w życiu, uwierzcie w siebie, zaufajcie Bogu i módlcie się modlitwa o pokój duch, a niezliczone cuda będą miały miejsce w Waszym życiu. Nie poddawajcie się, wierze Was tak samo jak moi prowadzący, którzy wskrzesili we mnie kaganek wiary na nowo.
Do zobaczenia w drodze.......
 
     
Aniołek5
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-29, 21:34   

hankaolej napisał/a:
nie mam wpływu na padający deszcz, ale mam wpływ czy zabiorę parasol czy nie.


Trafnie powiedziane :-D .
Ja kiedyś usłyszałam takie słowa:
"nie marnuj czasu czekając, aż burza przejdzie, ale naucz się tańczyć w deszczu" - nie wiem, czyje to słowa, ale myślę, że warto się nad nimi zastanowić ;-)

hankaolej - dodałaś mi skrzydeł :-> z niecierpliwością, ale też obawą czekam na rozpoczęcie programu, ale po przeczytaniu Twego świadectwa, aż mi się chce krzyczeć "no dawać szybciej te 12 kroków" :-D

Pozdrawiam Cię ciepło i gratuluję! Gratuluję przejscia tej ciężkiej drogi od chęci odbrania sobie życia, do chęci polepszania go i udoskonalania z Bogiem ;-) Dla mnie to niesamowity wyczyn - należą Ci się(i Bogu oczywiście) owacje na stojąco :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-29, 22:30   

hankaolej,
super świadectwo :mrgreen:
 
     
wiara47
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-02, 10:16   

Trafiajac na forum "Sychar" , trafilam na informacje o 12K ,
zapisalam sie z mysla ze byc moze znajde w tym wszystkim siebie...

Jestem zona , ktora zdradzila meza...romans byl krotki (ok.poltora roku) i burzliwy...
Wracajac do przytomnosci umyslu nie umialam pojac dlaczego i jak to sie
stalo,ze to wlasnie ja zdradzilam.Bywalo ze naprawde nie umialam wybaczyc
sobie tego co zrobilam...bralam cala wine za rozpad malzenstwa na siebie
i tylko siebie obwinialam za wszelkie "zlo" jakie weszlo w nasze malzenstwo.
Wiadomo, bywaly dni ,ze radzilam sobie z ogarniajacym mnie poczuciem
winy,jednak mysl "jestes winna"wracalo jak bumerang tak czesto jak tylko
wspominalam to co bylo,zycie w poczuciu winy , wcale nie jest latwe, o nie !
Odmawiasz sobie radosci , nie powinas sie cieszyc zyciem : bo przeciesz rozwalilas
je sobie , mezowi, dzieciom,rodzinie ...nie powinnas....
nie mozesz patrzec z ufnoscia w przyszlosc , bo sama ta przyszlosc zamazalas: o tak !
Jest jeszcze wiele innych sposobow w jakie zly , odciaga Twoje serce zeby
z ufnoscia poddac sie Bozemu Milosierdziu..!

Tak wiec program 12K , jawil mi sie jako ta deska ratunku : nie umialam juz
zyc w ciaglym poczuciu winy , pragnlam tego wyzwolenia i umiejetnosci
zobaczenia co jest moim ciezarem,moja odpowiedzialnoscia, moim wyborem
a gdzie jest STOP za winy "urojone",zle , zabierajace mi radosc z uzdrowienia
radosc z nawrocenia.Jezus proszac samarytanke przy studni o wode , obiecuje
jej "wode zywa" ....ja zapragnelam tej wody ....

12Krokow , obnaza Cie bezlitosnie z wszystkiego tego co w Tobie schowane
gleboko ....w najdalszym zakatku serca....jesli naprawde chcesz z calego
serca i w prawdzie przed Bogiem odkryc miejsca , ktore bola,parza rana niezaleczona,
jesli wystawisz to wszystko przed Nim i wpuscisz tam Jego Swiatlo...szczerze
i z ufnoscia...wszystko zostaje uzdrowione.Potrzeba pragnienia tej wody i
ufnosci w Jego, Boza ,obecnosc przy nas na kazdym kroku.Sa miejsca gdzie
wijesz sie jak piskorz przed tym czego w sobie doswiadczasz...myslisz ze nie
dasz rady i krok wydluza sie w nieskonczonosc....Ja szlam , czasem zamykalam
oczy i skakalam w pytanie niczym ze skaly. Czesto myslalam o tym ze odpowiedzi
na pytania czytaja zony , ktorych mezowie zdradzili je , z taka jak "ja", myslalam
o bolu jaki czuja....i myslalam o tym , ze gdzies w tym wszystkim jest zywa
obecnosc Ducha sw. wiec niech On ogarnia to wszystko !

Nie wiem , to pewnie subiektywne odczucie ale grupa "nasza grupa" jest
cudna ....w kazdym czlowieku , w kazdej osobie spotkanej tutaj ten ogarniajacy,
dajacy swiatlo Duch sw. porozdawal tak szczodrze dary , ze z zadziwienia
otwieralam usta....Bylam swiadkiem najprawdziwszych cudow....!!!
Samo przyjecie mnie bylo tak pelne milosci ze , ach slow brak...zreszta swiadectwa
uczestnikow przeczytacie sami...nie umiem tego opowiedziec...dech zapiera jak czyta sie
HankeOlej a gdzie tu cala nasza reszta wyjatkowej grupy!

Nauczylam sie tutaj na 12K , zyc zyciem ,ktore jest zaproszeniem do niego , darem
najprawdziwszym od Boga ! Jestem , zyje , istnieje bo tak chcial Bog...Chcial mnie jako
mnie Bogumile , dziewczyne, corke , zone , matke ....
To co bylo : odeszlo , jest za mna , zlozone w Jego Milosiernym sercu...!
To co bedzie nie jest przedemna odkryte wiec jaki mam wplyw na przyszlosc !? Ona tez
nalezy do Niego ! Bog jest Panem, wlascicielem czasu ....
Dzis ,teraz, kiedy pisze do Was to swiadectwo jest tym czasem na ktory mam wplyw,
gdzie moge byc i istniec...tu i teraz jest moim zyciem ! Moge wybrac co zrobic, jakich
dokonam wyborow...ile to zdejmuje naprawde niepotrzebnych, pokretnych , mysli !

W czasie tego programu odbyla sie moja sprawa rozwodowa ...25 maja w dzien urodzin
sw.O.Pio : sad nie "rozwiodl" nas z powodu "cudu"(!?) poczta zaszwankowala , choc
zadne z nas ani ja ,ani moj maz , nie zaniechalismy niczego ! Ja uwazam ze to prawdziwie
drobna interwencja z "gory".
Nie wiem co dalej,i juz mi to nie spedza snu z powiek...
Wzielam na swoje barki tylko to za co jestem odpowiedzialna , co ja sama "spartolilam",
odtad dotad.....juz nie dzwigam ciezaru ponad moje sily , nie obarczam sie wina za
zycie jakie ma teraz moj maz, za jego nowy zwiazek, nowe plany....Staram sie trwac
przy Bogu , zyc tym w co wierze, oddaje mojego meza Bogu , prosze o zar Ducha sw.
w jego sercu , i sercu jego "kobiety" , juz bez szarpania, mysli w stylu "bo gdyby nie moja
zdrada"....juz tego nie niose ....zostalo to wszystko w kazdym kroku jaki przepracowalam,
z trudem i slaboscia , wszystko zostalo u stop Jezusa.
Tak naprawde zaczety program chyba nigdy sie nie skonczy ....co dnia o poranku i
wieczorem juz wyrazniej widze ile jeszcze przedemna, ile mi trzeba pracy nad soba,nad
widzeniem wyraznie , ze to nie "ja" ale Bog jest Tym ktory Jest sprawca wszystkiego !

Bezcenne : odzyskanie siebie , zrzucenie ciezaru nie moich "win" ,cudowni ludzie,obok
Ciebie ...Radosc przemytych oczu i uszu zeby widziec i slyszec wyraznie , bez moich
"projekcji" i w perspektywie picie " tej wody Zywej " , otrzymane ciezka praca na 12Krokach.
Chcialabym zakonczyc to moje swiadectwo slowami samarytanki

Kobieta zaś zostawiła naczynie do czerpania, wróciła do swojej miejscowości i zaczęła namawiac mieszkańców:
"Chodźcie zobaczyć kogoś, kto wyjawił mi wszystko, co uczyniłam. Czyż nie jest On Chrystusem?".

Z calego serca zycze Wam wszystkim spotkania Chrystusa i siebie przemienionych programem
12 Krokow !
Bedzie ciezko ....ale warto ! Warto !
Serdecznie pozdrawiam .
Bogumila.
 
     
tysiak
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-02, 11:57   

przepiękne świadectwo...
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-02, 12:39   

Hania, Bogusia, ocieram łzy wruszenia. :-D

Bogu niech będą dzięki za Was i Wam, że się chciało chcieć. :-)
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-02, 13:43   

Haniu i Bogusiu ja rowniez jestem wzruszona waszym świadectwem i dziekuje za nie ,jesteście dowodem ,ze jak się komuś chce CHCIEĆ to z Bogiem wszystko jest możliwe.Pozdrawiam. :lol:
 
     
Alaska
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-03, 19:37   

Pamiętam ten dzień kiedy dotarło do mnie że ja tak dłużej nie potrafie żyć.Byłem już w głębokiej depresi .Następnego dnia siedziałem u lekarze przekonany w cudną moc nowoczesnej medycyny.Lekarz dał mi tabletki i pare telefonów do grup wzajemnej pomocy.Piątek po południu wszędzie odzywały się automatyczne sekretarki .Postanowiłem poszukać takich grup w internecie i przypomniało mi się że widziałem jakieś grupy 12 kroków na forum Sychar.Grupy niestety były już zamknięte i pracowały od miesiąca. Mimo wszystko dostałem się do jednej z grup za co wszystkim którzy się do tego przyczynili dziękuje .Przed przystąpieniem do pracy w programie nie wierzyłem za bardzo że jakiś program może odmienić moje życie.Ja szukałem coś co zapełni pustke po odejściu żony i sprawi że będe taki jak dawniej czyli beztroski i bez tego bólu Jednak w trakcie programu który czasami wydawał się dla mnie za trudny czułem ze coś się wemnie zmienia.Te zmiany i duże wsparcie grupy powodowalo że chciałem zobaczyć ten efekt koncowy tej pracy.Czułem jak małymi krokami wracało zaufanie do Boga .Powoli gubił się cały ból rozstania i wzrastała świadomośc popełnionych błędów.Niektóre wspomnienia nad którymi pracowałem powodowały ból ale i te rany powoli się goiły.Na początku kiedy okazało sie że grupy są już zamknięte pomyślałem że kupie książke i zrobie ten program sam .Dzisiaj kiedy myśle o tym wybucham smiechem.Nie wyobrażam sobie przejścia tego programu bez grupy .Mnie ten program zbliżył do Boga i pomógł dorosnąć do swojego biologicznego wieku.Pogodził mnie z moją przeszłościa co wydawało się niemożliwe i dalej mi pomaga w codziennym życiu.
Na dzien dzisiejszy jestem dalej w separcji z żoną .Jednak cały nasz kryzys widze teraz inaczej
Nie noszę żalu ani złości do żony . Dziś naprawde jestem z siebie zdowolony że posłuchałem tego głosu który mi podpowiadał że to właściwa droga dla mnie.W tym programie bardzo ważna jest uczciwa i systematyczna praca a wykończenie i ostatnie doszlifowanie wykonuje Bóg.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-03, 19:45   

Chwała Panu
 
     
Danka 9
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-03, 20:05   

Cytat:
W tym programie bardzo ważna jest uczciwa i systematyczna praca a wykończenie i ostatnie doszlifowanie wykonuje Bóg.


Alaska, Bogu niech będą dzięki za to wszystko i za Ciebie. :-)
 
     
katblo
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-03, 21:31   

Cudowne świadectwa...
 
     
tysiak
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-03, 21:49   

Napisać świadectwo... Choc od roku piszę o sobie, to mówienie o sobie wcale nie jest dla mnie łatwym zadaniem. To, że tu tu jestem, to dość dziwne Boże działanie, więc może niech to będzie świadectwo Jego działania ...
Właściwie jestem tutaj bo tą wymarzoną żoną nie zostałam i układane po swojemu klocki rozsypały się.
Dzisiaj coraz bardziej czuję się kochana przez Ojca, Którego poznaję, Który przyszedł mimo drzwi zamkniętych i dał mi taki prezent i wysłał mnie w ten program, z niezwykłymi towarzyszami z którymi kroczyć jest dla mnie zaszczytem. Wiem, że to On powoli, delikatnie uczy mnie samej siebie, że to On pokazuje, odsłania...
Dzisiaj cieszę się, że czuję powiew wiatru na szyi, cieszę się z promieni słońca na twarzy, już mniej jestem zatopiona całą sobą w tym co było, już mniej jest czarnych scenariuszy na jutro. Wciąż wietrzę swoje półki, jeszcze niepewnie, dwa kroki do przodu, krok do tyłu, ale z milszym okiem dla siebie. Moja świadoma droga z Bogiem dopiero się rozpoczyna i daje nadzieje że „jeszcze życie wyjdzie Ci...”.
 
     
re-natka
[Usunięty]

Wysłany: 2012-09-04, 21:37   

Jak to się stało, że znalazłam się w programie 12 kroków-dzisiaj myślę o tym, że widocznie Bóg to dla mnie zaplanował, bo kocha mnie i chce dla mnie najlepszego życia.
Wszystko co wydarzyło się w moim życiu po rozpocząciu 12 kroków było prowadzeniem mnie za rękę, nauką, odkrywaniem, rodzeniem się na nowo, stawaniem w prawdzie i miłości , stawaniem się innym człowiekiem.
Przyjaciel zaprosił mnie do udziału w grupie12 kroków. Sychar-uzdrowienie małżeństwa- kręciłam głową i myślałam w swojej pysze-po co mi to, ja moje małżeństwo uważam za skończone, zrobiłam już wszystko co możliwe, pora się rozwodzić. Wtedy powiedział „zrób to dla siebie”. Czułam ogromny bezsens mojego istnienia, ciągły smutek i …......zmęczenie tym trudnym życiem.
Grupa już trwała, postawiłam sobie zadanie,szybko dogonić grupę. Po wieloletnich terapiach szybko odpowiadałam na zagadnienia, odniesienia do Boga traktowałam z lekkim dystansem.
Przy 3 kroku poczułam istnienie Boga, moja wiara nabrała zupełnie nowego wymiaru, potem gdy pracowałam nad kolejnymi krokami, zastanawiałam się czy te kroki są pisane „ pod moje życie”?
W połowie drogi przyszła choroba. I trudna, ryzykowna operacja. Z nią przyszło zawierzenie, takie do końca . Dziś wiem, że w tych momentach byłam niesiona na rękach Boga, pełna ufności i miłości, tej Bożej i tej ludzkiej, otoczona mocą modlitwy przyjaciół nawet takich, którzy mnie nigdy nie znali. To była lekcja miłości Boga i Bliżniego, takiej bezwarunkowej miłości o jakiej marzyłam, że dostanę od mężą..Ta dobroć i młość płynęła do mnie ogromną rzeką cudownych serc. Byłam w szoku, skąd wzieli się ci wszyscy ludzie, którzy dają mi tyle wsparcia, zainteresowania, miłości. Krzysiek-Nałóg
mówił- musisz przeżyć, przecież nie skończyłaś jeszcze kroków. Tak,...........to był argument. Tak bardzo zależało mi na dalszej pracy na krokach, na doprowadzeniu do końca , gdy dostaję tyle dobrego.
Moje małżenstwo przechodziłó kolejny trudny etap. Wydawało się , że rany nigdy się nie zagoją, , powstawały nowe jeszcze boleśniejsze i ciągłe oddalanie się od siebie.
Ciężka praca, modlitwa i to co po ludzku nie możliwe,staje się możliwe.. Bo dla Boga nie ma rzeczy nie możliwych. Cud przeżycia operacji, cud przemiany jaka dokonuje się we mnie,cud przemian jakie dokonują się w moim mężu , dzieciach. Takimi małymi cudeńkami codziennego życia, a stało się to wszystko za sprawą Boga, który nareszcie zajął w moim życiu najważniejsze miejsce.Dostałam nowe życie, dostałam instrukcję jak żyć i nie ma już powrotu do „starego”życia,
to ziarno zostało zasiane. Nie wyobrażam sobie swojego życia inaczej niż z Panem Bogiem. "Bo nie ma takich gorzkich łez, nie ma takich smutnych chwil, których nie uleczyłby Pan".
W moim życiu jest teraz Pogoda Ducha, o którą modlę się codziennie, która sprawia, że staram się być szczęśliwa.Bo czyż Bóg nie oczekuje tego , abyśmy byli jego szczęśliwymi dziećmi.?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8