Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
koniec historii Jo-anki
Autor Wiadomość
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-30, 13:29   

Aga 70 fajnie napisałaś. Bije z Ciebie siła i pewność siebie.

Ja na samą myśl, że do końca życia powinienem być sam, to mam łzy w oczach. :roll:

NIE CHCĘ!!! I KONIEC!!! NIE CHCĘ!!!

Ja do niczego tej drugiej osoby nie potrzebuję, radzę sobie i radzę sobie bardzo dobrze. Nawet samotność mi jakoś specjalnie już nie doskwiera, ale po prostu chcę z kimś być i chciałbym mieć jeszcze dzieci. Po prostu kochać i czuć się kochanym.

Jo-anka w pełni Cię rozumiem.

Nie jest lekko...

Ciężko jakiś sens znaleźć. Niby ma się prawie wszystko, a ma się poczucie jakby się nie miało nic.
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-30, 13:36   

Wujt napisał/a:
Ja na samą myśl, że do końca życia powinienem być sam, to mam łzy w oczach.

Obejrzyj sobie "Cyrk motyli" zastanów się jakie zadanie ma Pan dla Ciebie?
 
     
aga70
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-30, 19:36   

Jo-anka w pełni Cię rozumiem.

Nie jest lekko...

Ciężko jakiś sens znaleźć. Niby ma się prawie wszystko, a ma się poczucie jakby się nie miało nic.[/quote]

Wujcie ja też cię w pełni rozumiem, i ciebie i Joankę
Ja też miałam takie myśli, też chciałam poczuć się kochaną, też tworzyłam w swojej głowie scenariusze...
ty nie masz dzieci ... ja mam troje ... już widziałam oczyma wyobraźni same nieszczęścia, brak pieniędzy, za co ja je wykształcę, a co jak pojawi się jakaś choroba, jak brak ojca wpłynie na ich wychowanie? Na pewno w przyszłości nie założą szczęśliwych rodzin... a co będzie jak mnie zabraknie?... mogła bym pisać i pisać...

Tylko wiesz, nie uwzględniałam w tych myślach Boga, wiedziałam, że jest, przecież się modliłam, ale jakoś tak realnie nie wierzyłam w jego pomoc. Ciągle polegałam na sobie... i za wszystko obwiniałam męża, przecież to jego wina, że mnie zostawił...

Był taki okres, że nie mogłam patrzeć na inne pary chodzące ulicą, gdy je widziałam czułam taki ból w sercu, to potęgowało we mnie jeszcze większe poczucie krzywdy.


Wujcie bez Boga nic nie ma sensu.
Te wszystkie myśli, poczucie krzywdy, niska samoocena, brak nadziei itp... to nasza pycha i egoizm. Niby wierzymy w Boga a chcemy mu dyktować jak ma wyglądać nasze życie.

W moim życiu było podobnie.
Ja nie przeżyłam spektakularnego nawrócenia, jak to się zdarza w opisach.
Zwyczajnie w chwili największej bezradności i bólu poszłam do kościoła i prosiłam, nie o powrót męża bo w to nie wierzyłam, ale o to by Bóg zabrał mi ten ból, ból który dniem i nocą rozrywał moje serce. I Bóg zabrał. Nawet nie wiem kiedy, przestałam go odczuwać, wróciła radość, spokój...

I wtedy pojawiła się ta pokusa, że przecież masz życie przed sobą, dlaczego masz być sama. Niby wiedziałam, że to jest grzech, ale w sercu była ta myśl, że jak pojawi się ktoś to kto wie... Szatan bardzo szybko zadziałał... ale ja mam teraz świadomość, że on zadziałał bo w moich myślach było przyzwolenie na to.
Chodziłam do spowiedzi , żałowałam, ale w myślach, podświadomie dopuszczałam taką sytuację.

Mnie pomogło ognisko wiernej miłości, gdy świadomie zdeklarowałam się , że chcę być wierna, te myśli znikły.Teraz nie mam żadnych wątpliwości.
Jeszcze jedno, nikt z nas nie jest silny, wszyscy bez wyjątku jesteśmy słabi ze mną na czele... ale gdy pełnimy wolę Boga jesteśmy w stanie zrobić wszystko, bo to on nam daje siłę i moc.
I jeszcze zdanie na temat sensu życia, chyba nie powinniśmy się za bardzo nad nim zastanawiać, bo pewnych rzeczy i tak nie zrozumiemy, one zaczynają nabierać znaczenia dopiero po jakimś czasie... czasem zupełnie innego znaczenie niż to sobie wyobrażaliśmy. Ważniejsze jest raczej żeby żyć zgodnie z dekalogiem, pomagając innym a Bóg już nas poprowadzi właściwymi ścieżkami.
 
     
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-30, 21:38   

Jarosław napisał/a:
Wujt napisał/a:
Ja na samą myśl, że do końca życia powinienem być sam, to mam łzy w oczach.

Obejrzyj sobie "Cyrk motyli" zastanów się jakie zadanie ma Pan dla Ciebie?


Bardzo ładne!

Nie wiem Jarek, nie wiem...
 
     
Jarek321
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-31, 12:26   

aga70 napisał/a:
Mnie pomogło ognisko wiernej miłości, gdy świadomie zdeklarowałam się , że chcę być wierna, te myśli znikły.Teraz nie mam żadnych wątpliwości.
Jeszcze jedno, nikt z nas nie jest silny, wszyscy bez wyjątku jesteśmy słabi ze mną na czele... ale gdy pełnimy wolę Boga jesteśmy w stanie zrobić wszystko, bo to on nam daje siłę i moc.
I jeszcze zdanie na temat sensu życia, chyba nie powinniśmy się za bardzo nad nim zastanawiać, bo pewnych rzeczy i tak nie zrozumiemy, one zaczynają nabierać znaczenia dopiero po jakimś czasie... czasem zupełnie innego znaczenie niż to sobie wyobrażaliśmy. Ważniejsze jest raczej żeby żyć zgodnie z dekalogiem, pomagając innym a Bóg już nas poprowadzi właściwymi ścieżkami.


Czytam to i czytam i jakbym sam to pisał :mrgreen: Dzięki aga70!
 
     
aga70
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-01, 22:12   

Nie ma za co Jarku :-)

Może mamy podobne doświadczenia?

Ja gdy teraz analizuję mój kryzys, to mam coraz większą pewność, że on był i jest dla mnie konieczny. Aż nie chce się wierzyć, że to pisze... bo jeszcze rok temu zadawałam sobie i Bogu pytanie dlaczego ja?
Jestem pewna że nie zbliżyła bym się tak do Boga, nawet nie miała bym świadomości , że tak można. Żyła bym sobie spokojnie w moim małym świecie, cofając się duchowo z czasem pewnie do poziomu przedszkolaka.
I to wcale nie tak, że nie chciałabym się rozwijać duchowo... po prostu było mi wygodnie niewiele robić w tym kierunku...

W tamtym okresie z przed kryzysu Bóg pewnie także obdarzał mnie swoimi łaskami, ale jakoś trudno mi było je zauważyć, poczuć, uzmysłowić je sobie.
Teraz od czasu jak zupełnie powierzyłam moje życie Bogu strumienie łask dosłownie mnie zalewają :-)
Na każdym kroku mam na to dowody. To jest tak niezwykłe jeszcze dla mnie, że ciągle jeszcze mam wątpliwości że ja taki grzesznik na to zasługuję. A najdziwniejsze jest to, że teraz jestem o wiele bardziej szczęśliwa, pomimo sytuacji którą mam w małżeństwie niż byłam jeszcze parę lat temu.
I co mnie i moje otoczenie dziwi, nie zasmuca mnie to, że mąż jest z kochanką, że zaniedbuje dzieci, że nie pomaga mi finansowo. Zasmuca mnie fakt, że on żyje w grzechu, boję się, że może mu się coś stać ,że umrze w grzechu ciężkim... a ja nie chcę żeby był potępiony. Modlimy się z dziećmi codziennie o jego nawrócenie więc mam nadzieję, że jeśli nie mnie to może dzieci Bóg wysłucha i da mu łaskę nawrócenia.
 
     
ania4
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-02, 21:35   

Aga, zgadzam się w 100%
myślę że wcześniej czy później każdy z nas dochodzi do tego samego wniosku: że gdyby nie ten kryzys to byśmy dalej spadali w stronę piekła.
Na początku wściekałam się "dlaczego ja", "nie zaslużyłam" itp. - bardzo brzydko mnie pan mąż potraktował, ale teraz jestem przekonana że innej drogi niestety Pan Bóg nie miał - nie było jak inaczej przebić się przez moją pychę :(
W końcu nawet filmy mówią że, pycha to ulubiony grzech szatana.... ;)
Więc ostatecznie cieszę się, choć po ludzku to rzeczywiście ciężko jest i smutno.
Znajomy mi ostatnio napisał: "nie trać zaufania do Boga, bądź wytrwała, a wtedy niezależnie jak się sprawy potoczą będziesz szczęśliwa".
I ja w to wierze.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-02, 21:53   

ania4 napisał/a:
"nie trać zaufania do Boga, bądź wytrwała, a wtedy niezależnie jak się sprawy potoczą będziesz szczęśliwa".
I ja w to wierze.


Prawda

Ja jestem szczęśliwa :mrgreen:
 
     
ewulek
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-03, 16:42   

Jo-anko właśnie zbieram się do napisania mojego małego świadectwa i wkrótce do tu na forum zamieszczę, nie wiem czy Ciebie to pocieszy ale powiem Ci że moim zdaniem Twój mąż prędzej lub później odpokutuje za swoje grzechy tu na ziemi lub po śmierci a człowiek w grzechu nie jest szczęśliwy tylko zaślepiony przez :evil: nie martw się że jesteś sama po prostu żyj. Żyj kochając ludzi i Boga. A Bóg sam pokieruje Twoim dalszym życiem...

z Panem Bogiem
 
     
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-04, 13:11   

ania4 napisał/a:

myślę że wcześniej czy później każdy z nas dochodzi do tego samego wniosku: że gdyby nie ten kryzys to byśmy dalej spadali w stronę piekła.
Na początku wściekałam się "dlaczego ja", "nie zaslużyłam" itp. - bardzo brzydko mnie pan mąż potraktował, ale teraz jestem przekonana że innej drogi niestety Pan Bóg nie miał - nie było jak inaczej przebić się przez moją pychę :(.


Ja to raczej mam teraz bliżej do piekła niż wcześniej. Jakoś nie przemawia do mnie, że Pan Bóg mi to zrobił specjalnie. To wybór mojej żony.
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-04, 13:32   

Wujt napisał/a:
Ja to raczej mam teraz bliżej do piekła niż wcześniej

Jakoś tak mi to nie bardzo pasuje do okresu liturgicznego w jakim teraz się znajdujemy, pamiętając o tym, że Pan Jezus oddał życie w mękach by Cię zbawić.

Tkwić w cierpieniu i użalać się nad sobą nie przystoi Chrześcijaninowi. Owszem będzie czas trudniejszy, ale widzieć się w piekle to niedopuszczalne.

Pogody ducha
 
     
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-04, 15:23   

Jarosław nie widzę siebie w piekle. Odniosłem się do postu Ani. Żyję uczciwie, a np. jeżeli chodzi o moralność chrześcijańską to nie związałem się z nikim. Ale ta cała sytuacja w jakiej się znalazłem jest raczej zagrożeniem dla mojego dotychczas mało grzesznego życia niż szansą na to żeby być lepszym.
 
     
ania4
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-04, 21:54   

Wujt, niech zgadnę: jesteś człowiekiem sukcesu, wszystko Ci w życiu wyszło poza szczęśliwą rodziną, masz solidne wykształcenie, fajną pracę w której się realizujesz, nie masz problemów finansowych, robisz co chcesz, jeździsz gdzie chcesz i możesz mieć wszystko, dobrze wykorzystałeś każdą życiową szansę, wiele osiągnąłeś wytrwałością i pracą. To wszystko strasznie przeszkadza w zaufaniu Bogu. Niestety.
Witaj w klubie, ja mam tak samo, nad każdym problemem potrafiłam zapanować, wszystko było pod kontrolą. Wszystko mi wychodziło na 110% I wszystko żyjąc jak najbardziej poprawnie, jak uczciwy chrześcijanin.... Aż przyszły takie problemy nad którymi nie umiem zapanować, skończyły się pomysły na rozwiązania i nie było wyjścia - trzeba to było oddać Bogu. Wcześniej nie potrafiłam tego zrobić. Ba, nawet później też nie potrafiłam (np. robiłam casting na spowiednika zamiast dziękować Bogu że postawił mi go przed nosem...), pewnie ciągle nie potrafię.
To jest Łaska o którą trzeba się modlić.
"Zaufaj Bogu, a wtedy niezależnie co się stanie będziesz szczęśliwy."
 
     
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2011-04-05, 09:26   

Cytat:
Wujt, niech zgadnę: jesteś człowiekiem sukcesu, wszystko Ci w życiu wyszło poza szczęśliwą rodziną, masz solidne wykształcenie, fajną pracę w której się realizujesz, nie masz problemów finansowych, robisz co chcesz, jeździsz gdzie chcesz i możesz mieć wszystko, dobrze wykorzystałeś każdą życiową szansę, wiele osiągnąłeś wytrwałością i pracą.


Zgadłaś :-)

Tylko chciałbym dodać, że nie jestem jakimś korporacyjnym szczurkiem i to nie dlatego, że nie pracuję w korporacji ;-) Nigdy nie miałem hopla na punkcie pieniędzy, kariery itp. Pieniądze są po to żeby móc utrzymać rodzinę. Nie byłem pracoholikiem, nie pracowałem w soboty i niedziele. W tygodniu po 8-9 godzin czasem wyjątkowo więcej. Ożeniłem się wcześniej niż znajomi, w miarę szybko mieliśmy dziecko i zawsze miałem przekonanie, że to rodzina jest tak naprawdę ważna. Tak jak teraz mam poczucie, że ważne jest żebym był dobrym ojcem dla mojego dziecka.

Dodam może, że nie miałem nigdy przekonania, że to co osiągnąłem to moja zasługa w 100%, a nawet w 70%. Miałem świadomość, że inni są bardziej pracowici, sumienni, mądrzy itd., ale to mi szczęście (a może Boża opatrzność ) sprzyja. Jak już pisałem gdzieś tu na forum, jakieś dwa lata temu byłem na pogrzebie młodego chłopaka z mojej rodziny, które umarł po długiej chorobie. Stałem na tym pogrzebie i dziękowałem Panu Bogu za to, że mamy tak dobrze, że otacza nas swoją łaską. I wciągu następnych 6 miesięcy wszystko się wywróciło do góry nogami. Jak u Hioba. Tzn. na szczęście dużo mi jeszcze zostało, ale mam takie poczucie lęku, że to też runie, bo w sumie czemu nie. Nie mam poczucia jakiegoś większego wpływu na swoje życie.


Cytat:
To wszystko strasznie przeszkadza w zaufaniu Bogu. Niestety.

Coś w tym jest. Co z tym zrobić? Mi bardzo by pomogło gdybym znalazł jakieś poczucie sensu. Cieszę się, że jestem ojcem, bo to najbardziej radosna sprawa dla mnie. Co prawda to mnie ,,skazuje'' na kontakt z żoną, ale za żadne skarby bym nie chciał się uwolnić od żony kosztem tego, że nie miałbym dziecka. To mi jednak nie wystarcza żeby odzyskać poczucie spokoju i szczęścia oraz tego, że wszystko jest na swoim miejscu, które miałem w małżeństwie.


Cytat:
Aż przyszły takie problemy nad którymi nie umiem zapanować, skończyły się pomysły na rozwiązania i nie było wyjścia - trzeba to było oddać Bogu. Wcześniej nie potrafiłam tego zrobić. Ba, nawet później też nie potrafiłam (np. robiłam casting na spowiednika zamiast dziękować Bogu że postawił mi go przed nosem...), pewnie ciągle nie potrafię.

Nie mam wiary w to, że Pan Bóg mi zwróci żonę, bo to ona ma wolną wolę. Jednocześnie nie mam pomysłu jak się inaczej w życiu realizować niż jako mąż i ojciec.

Co do spowiednika, to osobiście wolę trafiać tak zupełnie przypadkowo niż mieć jakiegoś stałego. Każdy jest inny, każdy jakoś inaczej spojrzy, porozmawia.


Cytat:
To jest Łaska o którą trzeba się modlić.

Dzięki, modlę się. Choć trochę się bronię przed jakimś innym rozwiązaniem niż szczęśliwa rodzina.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8