Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Ciag dalszy...świadectwo trochę inaczej...
Autor Wiadomość
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-12, 15:47   

lustro napisał/a:
hormony opadną...docenisz to, co masz


Wszystko jest tylko kwestią czasu.
Z każdym rokiem mniej się chce zmian, mniej hormonów buzuje,
zegar tyka (dla kobiet podobno szybciej)

Masz racje Lustro
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-13, 01:24   

Aksamitko......a ,wiesz,ze mozesz mieć rację...?
Taki sprawdziań i .....przypomnienie....

....ale jest jeszcze coś....co od lat dźwięczy mi w głowie...i choć staram się iść tą "wyznaczoną" mi drogą...czasem sie buntuję,bo dlaczego ja?

Czasem najzwyczajniej w świecie nie mam już siły,nie chce mi się....
Czasem chciałabym,żeby to ktoś zadbał o mnie,wsparł,pomógł.....
Czasem chciałabym być słabą ,nawet tą głupiutką blądynką,którą trzeba prowadzić....

Dlaczego to ja wiecznie mam stać na straży,dlaczego to ja mam być ta silna,która pilnuje,wspiera,prowadzi.....?

Bo tak powiedział mi ksiądz na spowiedzi w Leśniewie...?
Bo tak powiedział mi ksiądz psycholog ?
Bo tak powiedział mi egzorcysta ?

Bo taka moja misja ,bo do tego powołał mnie Bóg?

Mam żal ,ale i nadzieję ,że wiedział co robi.
 
     
aksamitka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-13, 08:09   

Może dlatego Ty, że tylko dzięki Tobie, Twojej determinacji i poświęceniu, Twój mąż ma również szansę się zbawić. Wasza droga jest wyboista, ale jednak kroczycie na niej wspólnie. Niejedna kobieta dawno by sobie odpuściła, a wtedy Twój mąż..... sama sobie dopowiedz.

Pomyśl też o tym, że może właśnie przez tą trudną miłość Pan Bóg uczy Cię miłości do bliźniego zbliżonej do tej, którą On nas obdarzył. My nigdy nie będziemy w stanie kochać tak doskonale, ale może choć trochę podobnie.

Nie przestawaj ufać. Pan Jezus powiedział siostrze Faustynie następujące słowa:
"Córko Moja. zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci podałem. Przez
odmawianie tej koronki podoba Mi się dać wszystko o co mnie prosić będą. Zatwardziali grzesznicy, gdy ją odmawiać będą, napełnię dusze ich spokojem., a godzina śmierci ich będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych; gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów. gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała przepaść nędzy w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza ale z ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do Mojego litościwego Serca, one mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia. Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego nie zawiodła się, ani nie doznała
zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej."

W moim życiu Jezus Miłosierny i "Jezu ufam Tobie" pojawiły się trzy lata temu, kiedy mój mąż po raz pierwszy wyprowadził się z domu. Teraz jednak dopiero zaczynam naprawdę ufać.

Niech nas wszystkich Pan Bóg błogosławi i wzmacnia naszą wiarę i zaufanie.
 
     
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-13, 09:26   

lena napisał/a:


Czasem najzwyczajniej w świecie nie mam już siły,nie chce mi się....
Czasem chciałabym,żeby to ktoś zadbał o mnie,wsparł,pomógł.....
Czasem chciałabym być słabą ,nawet tą głupiutką blądynką,którą trzeba prowadzić....

Dlaczego to ja wiecznie mam stać na straży,dlaczego to ja mam być ta silna,która pilnuje,wspiera,prowadzi.....?

(...)

Bo taka moja misja ,bo do tego powołał mnie Bóg?

Mam żal ,ale i nadzieję ,że wiedział co robi.


Myslisz Lena, że tylko Ty, i że tylko w takim ciężkim kryzysie, ma się takie mysli?

Czasem ten bunt prowadzi na manowce, ku egoistycznej samorealizacji...czasem się wraca dobrowolnie ma ten żmudny trakt, bo tak trzeba, bo tak powinno być, bo taka "misja".

Ale przychodzi moment, że przestaje się pytać, przyjmuje się to co jest, takim jak jest...

pewnie się starzeję :mrgreen:

:mrgreen:
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-13, 21:26   

Lena....
Kocham Was oboje....i cieszę się, że mąż jest w domu ....że Ty uspoakajasz się, a dzieci....wrócą do pełnego domu.
To taki uszczerbek na Waszym szczęściu.....
wiem....chcielibyście bez uszczerbku.....i ja też bym chciała....ale tak w życiu nie jest.
Dla mnie ważne że Ty miłosierna jesteś, a mąż szybko się zreflektował.
Chwała Panu i jestem za Was z modlitwą !! EL.
 
     
lena
[Usunięty]

  Wysłany: 2015-03-13, 23:05   

Aksamitko....pieknie napisałaś...

Lustro...starzejesz się :mrgreen:

No i Ty El....."siostro" moja.....
Też Cie kocham.....zwłaszcza za to że kochasz nas oboje.
...że nie wyróżniasz,że nie potępiasz.....ze wsparciem i pomocą jesteś.....
Kiedy byłam w ciezkim kryzysie i znalazłam to forum........byłaś pierwszą osoba do ktorej się zwróciłam,byłaś pierwszą której opisałam swoja historię.....
...i choć różnie bywało,choć czasem się nie zgadzałyśmy,choć się kłociłyśmy i bywałam wredna........byłaś i jesteś obecna w moim życiu.
Osiem,czy dziewięć lat....
Dziękuję.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-16, 10:16   

leno, pozwól że i ja przyłączę się do Twoich refleksji...

Małżeństwo po traumie zdrady jest trudne, takie Małżeństwo przed zdradą było trudne, każde Małżeństwo jest trudne, bo skoro to droga prowadząca do Nieba - nie może być inaczej...

Poszukiwanie szczęścia już tutaj na ziemi... Jakoby ono było możliwym do znalezienia (na chwilkę i owszem). Czyż nie takie błędne przekonanie leżało u podstaw wszelkich niewierności, nieuczciwości małżeńskich?
Trwaj kobieto, dasz radę :-) Głowa do góry. I trwajmy :-D
Czas Wielkiego postu to nasz czas...

Polecam:

https://www.youtube.com/watch?v=jWU2VtpGWP8
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-18, 00:16   

Masz racje różyczko......nikt nie mówił ,że będzie łatwo.

Zanim napisze jak jest.....cytat....

Cytat:
Zwykle krzywdziciel nie chce uznać swoich błędów, by uniknąć wysiłku nawrócenia i zadośćuczynienia. Gdy już uzna swoje winy — choćby w wyniku stanowczej obrony, na jaką zdobywa się krzywdzona osoba — to zwykle łatwiej powie o tym sobie i Bogu niż temu, kogo skrzywdził. Nie każdy krzywdziciel ma odwagę wyznać swoją winę wprost i bez próby jej umniejszania. ....itd

O dziwo tym razem oprócz wyznaniu Bogu(spowiedż,komunia)było wprost i do mnie,bez umniejszania,bez obwiniania.
Nie dbałem,nie umiałem,nie chciałem...zarabiałem,kasę dawałem i chciałem mieć świety spokoj.
Wredny dla synów byłem,czasu nie poświęcałem,nie wychowywałem,wkurzały mnie...
Skrzywdziłem Ciebie i dzieci.
Wstyd do końca zycia.
Żal,rozpacz i silne postanowienie poprawy,chęć zmiany siebie....nie mnie.
Terapia...na którą nie musiałam namawiać,bo sam w końcu uznał,że potrzebuje pomocy,bo nie radzi sobie z emocjami.....z życiem wogóle.

Kiedys zarzekałam sie,że kolejnej szansy nie bedzie......i co?
...i wymiękłam...
Póki co na rozdrożu jestem...czasem chwale Boga,dziękuje i nawet dumna z siebie jestem,że tak dobrze sobie radzę,a czasem nienawidzę samej siebie.... za naiwność,za wyrozumiałośc,za......

Ps.
Tak naprawde nie wiecie co sie wydarzyło....
Mąż wkurzył sie na mnie i zadzwonił do prostytutki,(odważył sie po tylu latach przerwy)tyle,ze ta nie odebrała...widać zajeta była.
Potem oddzwaniała,tyle,ze mąż nie odbierał ,bo ja byłam w domu.
Spanikował i krecić zaczął,że kolega.
Sprawdziłam....kobieta.
Dalsze działania ujawniły prawde.......prostytutka.
W efekcie nie był,bo im przeszkodziłam,ale gdyby tylko odebrała....poszedł by.
Nie zarzeka sie.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-18, 14:38   

lena napisał/a:
Kiedys zarzekałam sie,że kolejnej szansy nie bedzie......i co? ...i wymiękłam...


Rozumiem Twoje uczucia Leno....bardzo. Nic nie jest takie proste i oczywiste. Rodzina, dzieci, niechęć do rozwalania tego co i tak nie jest mocne i stabilne, to powody dla których niektórzy, Ty, ja też, trzymają się kurczowo jakichś idei w imię których akceptujemy to, co kiedyś byłoby zupełnie nie do zakceptowania.
Zadaję sobie pytanie do czego człowieka przybliża taka postawa? Czemu ona służy?
Gdzie jest granica w dawaniu szans, w byciu wyrozumiałą, szlachetną i ponad TYM wszystkim.
Czy to bycie "ponad" nie jest czasem rodzajem pozy tworzonej na własny użytek by po prostu móc znieść czyjąś niegodziwość?

lena napisał/a:
Póki co na rozdrożu jestem...czasem chwale Boga,dziękuje i nawet dumna z siebie jestem,że tak dobrze sobie radzę,a czasem nienawidzę samej siebie.... za naiwność,za wyrozumiałośc,za......


Ja też bywam "dumna" z siebie nieraz, lecz nie nienawidzę siebie za wyrozumiałość, raczej dochodzi do mnie coraz częściej bezsens, bezcelowość takiej postawy. Chyba dzisiaj jest ten dzień kiedy wyjątkowo MOCNO to czuję.

lena napisał/a:
Żal,rozpacz i silne postanowienie poprawy,chęć zmiany siebie....nie mnie.
Terapia...na którą nie musiałam namawiać,bo sam w końcu uznał,że potrzebuje pomocy,bo nie radzi sobie z emocjami.....z życiem wogóle.


Mam nadzieję Leno, że to nie chwilowa deklaracja męża uczyniona pod wpływem emocji, sytuacji, ze strachu, że zrealizujesz swoje postanowienie, o braku kolejnej szansy.

Mój mąż też nie radzi sobie z emocjami, zatem rozumiem jak możesz sie czuć. Ja czuję się nieraz jakbym życie spędzała na jakiejś łajbie, którą targają fale wzburzonego morza podczas gdy ja wciąż próbuję utrzymać równowagę. Pragnę już spokoju.
Mam nadzieję Leno, że zaczęłaś już jeść, że wracasz do sił. Dbaj o siebie, szkoda Twojego zdrowia.
Trzymaj się Leno.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-18, 20:21   

Miłości bez krzyża nie znajdziecie. A krzyża bez miłości nie uniesiecie. Jan Paweł II

Sił życzę Lena. I Tobie Kenya również.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-19, 01:08   

Cytat:
Rozumiem Twoje uczucia Leno....bardzo. Nic nie jest takie proste i oczywiste. Rodzina, dzieci, niechęć do rozwalania tego co i tak nie jest mocne i stabilne, to powody dla których niektórzy, Ty, ja też, trzymają się kurczowo jakichś idei w imię których akceptujemy to, co kiedyś byłoby zupełnie nie do zakceptowania.
Zadaję sobie pytanie do czego człowieka przybliża taka postawa? Czemu ona służy?
Gdzie jest granica w dawaniu szans, w byciu wyrozumiałą, szlachetną i ponad TYM wszystkim.


Kenya.....ja również zadaję sobie przeróżne pytania,zastanawiam się,analizuje ....buntuje się po drodze,nie zgadzam sie z odpowiedziami,jednak......zawsze dochodzę do tego samego wniosku....ta idea ktorej sie tak kurczowo trzymamy to....... nasza wiara i miłość....?
Nie uczucie,bo gdyby tylko o to chodziło nie jeden z nas pognałby współmałżonka w diabły.
Nie motylki w brzuchu,bo te dawno mineły.
To miłość przez duże M.....a co się z tym wiąże chyba nie muszę pisać.
Czyż to nie o to właśnie chodzi?......innego wytłumaczenia nie znajduję,no chyba,ze naprawde jestem naiwną idiotką,ktora najzwyczajniej w swiecie nie chce przyjąć rzeczywistości...?

Cytat:
Czy to bycie "ponad" nie jest czasem rodzajem pozy tworzonej na własny użytek by po prostu móc znieść czyjąś niegodziwość?

Nie wiem czy dobrze rozumię....
Bycie "ponad"....czyli mimo wszystko,trwam,jestem,staram się...???
Niewiem,pytam....ale jeśli o to chodzi,to myślę,że tego nie można udawać na dłuzsza metę i nie ma to nic wspólnego z pozą(maska,udawaniem,nieszczerością...)
....no i najwazniejsze....czy w ten sposób (udając)mozna znieść czyjąś niegodziwośc???
Takie moje refleksje,być może źle zrozumiałam.

Cytat:
Ja też bywam "dumna" z siebie nieraz, lecz nie nienawidzę siebie za wyrozumiałość, raczej dochodzi do mnie coraz częściej bezsens, bezcelowość takiej postawy. Chyba dzisiaj jest ten dzień kiedy wyjątkowo MOCNO to czuję.


Nienawidzę....mocne słowo,ale chyba czasem tak bywa....a moze to tylko złość na siebie?
Wyrozumiałośc,empatia....to chyba zaleta...
Bezsens...też tak czasem czuję,choć równie dobrze wiem,że....wszystko ma sens,tylko trzeba czasu by to zrozumieć.
Nic nie dzieje się bez przyczyny,to wszystko jest po coś?

Cytat:
Mam nadzieję Leno, że to nie chwilowa deklaracja męża uczyniona pod wpływem emocji, sytuacji, ze strachu, że zrealizujesz swoje postanowienie, o braku kolejnej szansy.

Tez mam taka nadzieję.
Mąż się wystraszył,tak myślę(nie to było moim celem) pokornie przyjął moją decyzję...koniec,separacja,bądź rozwód...jeszcze nie wiem.
Napisał,że przyjmuje konsekwencje i nie będzie robił problemów ,że żałuje,że przeprasza i płacił będzie do końca życia.
hm....dziś nie wiem co tak naprawdę odwiodło mnie od tej decyzji....?
Naiwność,czy miłośc i wiara?
Trudne to wszystko.
Cytat:
Mam nadzieję Leno, że zaczęłaś już jeść, że wracasz do sił. Dbaj o siebie, szkoda Twojego zdrowia.

Zaczęłam.....mąż we mnie wciska jedzenie,sama jeszcze o tym zapominam,ale czuje sie znacznie lepiej,duzo lepiej.

Dziekuje Kenya i tez sie trzymaj.
 
     
aksamitka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-20, 08:14   

A ja mam pytanie do Was dziewczyny, Leno, Kenya. Czy cały czas walczycie z tym samym zapałem i wiarą? Nie korciło Was nigdy chociażby sprawdzenie ważności małżeństwa.

Ja jestem obecnie przybita strasznie. Kryzys zbliżył mnie do Pana Boga tak, jak nigdy blisko nie byłam. Jest obecny w moim dniu, w każdej godzinie, każdej myśli.

Od stycznia po raz drugi zostałam sama. Mój mąż co parę lat stwierdza, że już mnie nie kocha, że nie pasujemy...... pewnie wiecie o czym mówię. Kiedy czytam Wasze historie, to tak jakbym czytała w swoim życiu. Ciągłe zmiany nastrojów, kocha, nie kocha.... Była adopcja w toku, przerwana bo mąż znowu uciekł.... Nie ma dzieci, nie ma męża..... Stwierdzone zaburzenia emocjonalne....

Chciałabym mieć rodzinę, w której oboje małżonków walczy o siebie na wzajem, a nie jeden. Niektórzy nie chcą być odpowiedzialni. Zastanawiam się nad podaniem mojej sytuacji do sprawdzenia ważności małżeństwa.
 
     
aksamitka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 08:10   

Wiecie, kiedy o tym myślę, to po prostu nie wyobrażam sobie, co miałoby się stać, żebym mogła po tym wszystkim jeszcze mężowi zaufać. Nie wiem oczywiście, czy on w ogóle kiedykolwiek będzie chciał wrócić. Kiedy ktoś po raz trzeci mówi ci, że nie kocha, po raz drugi odchodzi i bawi się w najlepsze... Czy Pan Jezus naprawdę chce, żebyśmy do końca życia czekali na tą osobę? Że w wyniku takiej sytuacji my już nigdy nie usłyszymy kocham cię, cieszę się że jesteś itd. Przepadła również szansa na usłyszenie "mamo" (przerwana w styczniu adopcja). Sama nie wiem.... Bardzo mnie to boli i przejmuje.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 08:31   

Podczytuję Was. Odnośnie zaufania też się nad tym wielokrotnie zastanawiam. Doszłam do wniosku, że zaufania nigdy już nie będzie raz straconego.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8