Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Muszę chyba być bardziej stanowcza.
Autor Wiadomość
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-22, 13:03   

Nie miałam obietnicy że wróci ,
tylko że nie mam się Go bać,

bo jeśli wróci to nawrócony.


:mrgreen:

Bóg daje nam wszystkim wolna wolę
 
     
JolantaElżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-22, 13:09   

Mirakulum napisał/a:
Nie miałam obietnicy że wróci ,
tylko że nie mam się Go bać,

bo jeśli wróci to nawrócony.


:mrgreen:

Bóg daje nam wszystkim wolna wolę


Ale w powrót męża wierzyłaś sama? I trochę mu w tym pomagałaś, prawda?

Ja bym też tak chciała, ale wiem, że jeśli mój mąż ma wrócić, to tylko nawrócony, bo w takim stanie jak jest teraz to niemożliwe, wiem. Tylko mnie chodzi o tę wiarę w jego nawrócenie. Gdzieś tam pod spodem ona we mnie też drzemie. Ale nie jest większa nie tylko jak ziarnko gorczycy, nie jest nawet taka jak ziarnko maku :-/
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-22, 13:13   

Nasz Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych

Jak mnie, taki kamlot poruszył,
nie ma opcji , że z innymi ludźmi, nie próbuje bez ustanku zrobić tego samego :mrgreen:
 
     
JolantaElżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-22, 13:21   

Mirakulum napisał/a:
Nasz Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych

Jak mnie, taki kamlot poruszył,
nie ma opcji , że z innymi ludźmi, nie próbuje bez ustanku zrobić tego samego :mrgreen:


Tak, ale sam bez człowieka nic nie zrobi, al Ty sama chciałaś Go odnaleźć i powiedziałaś "tak". I chodzi o to tak :-)
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-22, 17:18   

Oj, ja bym też tak chciała. Takiej niezachwianej wiary w nawrócenie i powrót męża. Na ten moment jest mu tak wygodnie jak nigdy. Wymiksował się z problemów wielodzietnej rodziny i wrócił do kawalerskiego stanu. Dziś usłyszałam, że rozwód mu jest niepotrzebny bo jest mu tak dobrze jak jest. Ne wiem jak czytać jego zachowanie? Chciałabym mieć podręcznik z etapami zachowań zdradzacza, mogłabym się przygotować emocjonalni. A teraz jak na karuzeli raz milutko raz arogancko i sarkastycznie. Coraz bardziej tęsknię.... i czuję się odrzucona, niechciana. Gdyby nie dzieci, wskoczyłabym pod koĺdrę i wstała w nowym roku.
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-24, 07:09   

I jak mówiła moja Ciocia :evil: przed Świętami działa ze zdwojoną siłą.

Ja płaczę...., w sercu ból i smutek.
Wczoraj po raz pierwszy zobaczyłam mojego męża rozanielonego jak nastolatek. Zachowuje się jak nowożeniec. Zapomniał już o domu,dzieciach, ich tęsknocie i zupełnie nie ma dla nich czasu, a ja patrzę na buzie zmienione smutkiem i tęsknotą za tatą.
Mąż powiedział ze szczęściem w oczach, że razem z kowalską przygotowują Święta, razem gotują,sprzątają. Śpieszy się do niej jakby sama nic nie mogła zrobić bez niego.
A ja ucharana, zmęczona i teraz jeszcze zdołowana. Nigdy nie pomagał poza ubieraniem choinki, czasami pomocą dzieciom w porządkowaniu pokoju. A teraz kowalska ćwiczy go jak swojego męża i do tego on jest szczęśliwy.
Mąż zupełnie nie widzi swojej ignorancji wobec dzieci. Wczoraj wpadł na moment wieczorem to zamiast zapytać czy coś pomóc, oprawić choinkę to położył się u dzieci w pokoju i oglądał z nimi fragment meczu. Mały tak się w niego wtulił, że aż serce mi się ściskało. Trwało to chwilę, bo zaraz się zerwał i stwierdził, że musi już iść bo ma mnóstwo do zrobienia.

Mąż kowalskiej wyjechał z dziećmi do swoich rodziców, tak jak mówił. Dzielny człowiek!
Nie umiem sobie wytłumaczyć jak matka może cieszyć się przygotowaniami do Świąt, kiedy spędzi je bez dzieci? Czy można aż tak zamknąć serce na macierzyństwo?
Jest mi podwójnie trudno, bo patrzę na ból własnych dzieci a jeszcze noszę ciężar tych opuszczonych przez matkę.
Jak to działa? Czy mój mąż i kowalska mają serca z kamienia? Czy już nic nie pamiętają z wcześniejszego życia? Kiedy się obudzą?

Dzisiaj tylu ludzi będzie płakać przy wigilijnym stole z powodu ich czynu, a oni potrafią być szczęśliwi?

To najtrudniejsze Święta w moim życiu! Tak bardzo bym nie chciała płakać dla moich dzieci, ale wątpię czy mi się uda.... Boże zasiądź do stołu wigilijnego z nami i wszystkimi zranionymi zdradą mojego męża i kowalskiej....

Czy kiedyś będzie łatwiej?

Nie wiem jak przeżyję dzisiejszą Wigilię i obecność mojego męża?
 
     
renta11
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-24, 08:48   

AniZ

To będą dla Ciebie najtrudniejsze Święta. Ale spróbuj się jakoś zebrać w sobie dla dzieci, aby nie dokładać im smutku.
Jesteśmy bardzo silne, choć nie zawsze sobie z tego zdajemy sprawę.
Pamiętasz u Szustaka "chomikowe szaleństwo" ? posłuchaj tego.
Pomodlę się za Ciebie i wszystkich opuszczonych.
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-25, 09:56   

Pan Bóg jest WIELKI!!!
Muszę Wam o tym napisać , bo sama nie wierzę. Wczorajsza Wigilia w moim domu to cud Boży! Tak bardzo Mu dziękuję!

Od rana byłam tak rozbita, że płakałam i w domu przy gotowaniu, w samochodzie jak wracałam ze sklepu i znów w domu. Ubierając choinkę z dziećmi wszystko wypadało mi z rąk. Kiedy zbiłam trzecią bombkę rozpłakałam się jak dziecko... Płakałam chyba z pół godziny. Dzieciaki mnie tuliły, a najmłodszy pocieszał :" mamo nie martw się każdemu się zdarza zbić bombkę, jak Ci odkupię piękniejsze..". Nic mi nie wychodziło. czas płynął a ja jeszcze nie skończone porządki, do dokończenia gotowanie, a ja mam dół jak najgłębsza studnia świata. Mąż wpadł do domu rano, sarkastycznie skomentował, że jestem w powijakach i tyle, pojechał...
Oddałam wszystko Panu, bo już brakowało mi sił i czułam że nie daję rady a tak bardzo chciałam by dzieci miały spokojna Wigilię.

I stał się cud. Dostałam siły, dzieciaki trochę rozrabiały, ale pomagały. Wyrobiłam się na czas przyjazdu mojego męża. Jak wszedł to był już po Wigilii z kowalską, miał smutną minę, spuszczoną głowę i czerwone, zapłakane oczy. Tak, jak przypuszczałam były łzy zamiast wielkiego szczęścia....Posadziłam go przy stole z boku, nie jak zawsze jako głowę rodziny. Złożyłam życzenia wszystkim, a potem on. Podziękowałam dzieciakom za wsparcie, za pomoc i on też im podziękował i powiedział, że chciałby byśmy za rok się spotkali w takim samym składzie przy wigilijnym stole. Jak składaliśmy sobie indywidualnie życzenia, to życzyłam mu potrzebnych łask do nawrócenia i opamiętania a mój mąż na to , że ten dom już nigdy nie będzie taki sam i jego. Powiedziałam tylko, że ten dom zawsze będzie jego i że na niego czekamy. Popłakał się, aż musiał wyjść z pokoju. Powiedziałam mu, że bardzo się za niego modlę i nie ustanę w tej modlitwie, a on , że tez się modli bo nie dałby rady inaczej.
Wiedziałam, że Pan Bóg puka do jego serca.

Dalej już poszło spokojnie, zjedliśmy. Oczywiście zachwycał się na głos potrawami, czego nigdy wcześniej nie robił. Dzieciaki śmiały się przy stole, chętnie opowiadały, cieszyły się z prezentów. Mąż nawet pamiętał o prezencie dla mnie. Ja też mu kupiłam książkę i dzieci od siebie też. Siedział u nas trzy godziny. Wcześniej myślałam, że zje i ucieknie, bo kowalska sama w domu bez dzieci.. Nawet przyjechał na Pasterkę do naszego kościoła...

Jak wychodził podziękowałam mu, że był i że naprawdę zachował się super nie burząc atmosfery.

Pan jest Wielki! Tak bardzo mu dziękuję! Dzieciaki szczęśliwe i ja też. Dzisiaj u nas kolędowanie i będzie pełno gości. Mąż powiedział, że nie wie czy przyjedzie jeszcze w Święta, ale zobaczy.

Nie łudzę się, że taka Wigilia zmieni decyzję mojego męża i nagle wróci, ale już jestem pewna, że Pan puka do jego serca i wiem, że mój mąż jest w takim stanie emocjonalnym, że potrzebuje Boga, więc mu kiedyś otworzy. Dostrzega powoli to co było dobre w naszym związku i domu i chyba tęskni. A przecież decyzja o zerwaniu i powrocie będzie dla niego jeszcze trudniejsza niż odejście z domu...

Po raz pierwszy poczułam wczoraj taką ludzką bezsilność, że wszystko oddałam Panu i On zadziałał najpiękniej, jak mogłam sobie wymarzyć. Miałam spokojną, rodzinną Wigilię z uśmiechem dzieci. Muszę nauczyć się tak żyć na co dzień.

Życzę Wam wszystkim takiej umiejętności oddawania Panu i siebie i problemów. Ja muszę się tego nauczyć.
Mam nadzieje, że w Waszych domach tez zadziały się takie cuda?
Błogosławionych kolejnych dni świątecznych.
 
     
Magda1911
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-28, 13:20   

Naprawdę tak bardzo się cieszę że tak pięknie przeżyłaś Wigilię. Pozdrawiam.
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-28, 17:42   

Wigilia i Pierwszy Dzień Świat były super, jak z bajki. Niestety w drugi dzień znów :evil: zadziałał. Mój mąż nie wywiązał się z bardzo ważnej obietnicy wobec dzieci. Wyłączył komórkę, nie oddzwaniał mimo moich telefonów, smsa. Sprawa była beznadziejna, dopiero ok 22.30 raczył oddzwonić i całe szczęście, że nie ja odebrałam tylko mój syn i wykrzyczał mu, co sądzi o jego zachowaniu. Na co mój mą powiedział: że nie rozumie o co nam chodzi? Przecież przyjechałby następnego dnia rano i przywiózł, co obiecał?

Pewnie zrobili sobie upojny dzień z kowalską, więc oboje wyłączyli komórki. Ale to mnie już naprawdę nie obchodzi. Dla mnie ważne, żę nie wywiązał się z obietnicy i zobowiązania wobec syna.
Przyjechał, wysłuchał moich krzyków i w końcu zaczął się tłumaczyć, że chciał przyjechać jutro rano, bo nie ma pieniędzy na paliwo, a od kowalskiej nie będzie pożyczał, że nie może jej przecież powiedzieć, że jest zupełnie bez kasy. A mi może? Co stałam się teraz przyjaciółką do zwierzeń?

Powiedziałam mu tylko, że to była ostatnia sprawa w której mu zaufałam i że zamiast pokazać kowalskiej, co oznacza odpowiedzialne rodzicielstwo on robi to, czego ona chce i cofa się emocjonalnie, zachowuje się jak nastolatek. Ale to i tak nie dotarło. Powiedziałam tylko, ze nie rozumiem, co to za związek skoro nawet w życiowych sprawach nie mają do siebie zaufania?
Mój mąż wchodząc do domu wypuszcza powietrze, widzę, że staje się sobą bo przy kowalskiej ciągle gra. Kowalska też nie mówi mu o konfliktach ze swoim mężem. Chory związek... Jestem pewna, że nie da się grać przez całe życie,a oni oboje urządzają przed sobą teatr. Od męża kowalskiej wiem, że ona się wstydzi mojego męża, nie chce by jej dawni sąsiedzi dowiedzieli się prawdy co zrobiła i z kim. Stara się utrzymać w tajemnicy, nie być ocenianą, odrzucaną przez jedyne towarzystwo jakie tutaj ma. Aczkolwiek i pojawili się nowi znajomi, których odwiedzają z moim mężem razem, ale najczęściej są to ich koledzy z wyjazdów, którzy wiedzieli o ich romansie.
Wiem, że znów analizuję, ale to kolejna rzecz, która mi się nie mieści w głowie. Dla mnie taka "wielka miłość" powinna być budowana na bezwzględnej szczerości, zaufaniu, a oni mają od początku przed sobą tajemnice. Powinni chodzić dumni z siebie nawzajem i lekceważyć co mówi otoczenia, a ona nie? Mój mąż gra zamożnego, aby jej pewnie nie przestraszyć, nie spłoszyć, bo ona ma wymagania, lubi luksus.

Amok trwa.

Cieszę się, że Święta za mną. Teraz zamierzam zadbać o siebie i dzieci. Młodsze dzieciaki dziś wyjechały, więc mój mąż nie będzie miał pretekstu, żeby nas odwiedzać i zamierzam mu dać pełen luz. Niech nacieszą się wolnością, bo kowalska też bez dzieci jeszcze przez półtora tygodnia. Wierzcie mi, że nie mieści mi się w głowie, że kowlaska ani razu nie zadzwoniła do męża aby dowiedzieć się co z dziećmi? Urządza sobie upojne dni z moim mężem-kochankiem a wcale nie pomyśli o dzieciach. To jakaś patologia!?
Czy ktoś a Was potrafi mi wytłumaczy ć takie postępowanie matki? Ja ciągle nad tym myślę, bo nie umiem sobie wyobrazić co jest w jej sercu, głowie? Zostawiła dzieci i jest jej dobrze? Przecież nawet zwierzęta dbają o swoje małe?

Tak wybrali, niech żyją swoim pustym życiem jeśli to daje im szczęście.

Ja się cieszę, bo mój dom nagle stał się pogodny, pełen ludzi i przyjaciół moich dzieci. Jest wesoło. I tak zamierzam spędzać kolejny rok. Postanowiłam, że zacznę naukę języka angielskiego o czym marzyłam a nigdy nie miałam czasu.
Mam czasami doła, ale idę już tylko z Bogiem, bo wiem, ze w Nim siła.

Wam tego też życzę.
 
     
Obrączka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-28, 19:24   

AniN napisał/a:
Wczoraj po raz pierwszy zobaczyłam mojego męża rozanielonego jak nastolatek. Zachowuje się jak nowożeniec. Zapomniał już o domu,dzieciach, ich tęsknocie i zupełnie nie ma dla nich czasu, a ja patrzę na buzie zmienione smutkiem i tęsknotą za tatą.
Mąż powiedział ze szczęściem w oczach, że razem z kowalską przygotowują Święta, razem gotują,sprzątają. Śpieszy się do niej jakby sama nic nie mogła zrobić bez niego.
A ja ucharana, zmęczona i teraz jeszcze zdołowana. Nigdy nie pomagał poza ubieraniem choinki, czasami pomocą dzieciom w porządkowaniu pokoju. A teraz kowalska ćwiczy go jak swojego męża i do tego on jest szczęśliwy.
Mąż zupełnie nie widzi swojej ignorancji wobec dzieci. Wczoraj wpadł na moment wieczorem to zamiast zapytać czy coś pomóc, oprawić choinkę to położył się u dzieci w pokoju i oglądał z nimi fragment meczu. Mały tak się w niego wtulił, że aż serce mi się ściskało. Trwało to chwilę, bo zaraz się zerwał i stwierdził, że musi już iść bo ma mnóstwo do zrobienia.
Jak ciebie czytam to mam wrażenie że to moja historia . Mój mąż też spędził wigilię 3 godz. z synem a pozostałe dni świąt u Kowalskiej . Z czego co 15 min sms od niej w czasie wigili. Też trzeba mieć tupet żeby w wigilię wysyłać smsy wiedząc że jest z rodziną . Tak na niego wpłynęła już .Nawet nie zadzwonił w pozostałe dni świąt i się nie zainteresował . Wiem co czujesz bo ja to samo przechodzę . Jak można mieć taką znieczulicę do własnych dzieci ?Jak można kochać obcą kobietę bardziej od własnych dzieci ? Właściwie kochający ojciec to by takich rzeczy swoim dzieciom nie zrobił . w głowie mi się nie mieści . Tylko za parę lat powiedzą że dzieci mają ich w nosie , no niestety na własne życzenie .Mi się wydaje że oni są pod presją tych kobiet , chcą się przypodobać im , że im tak na nich zależy . Oni nie myślą racjonalnie .Z reguły jak się opamiętają jest już za późno , bo palą po drodze wszystkie mosty
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-28, 23:08   

Obrączko,
to, co piszesz to dokładny obraz mojego męża. Kowalska tresuje go dokładnie tak, jak wyszkoliła swojego męża, który sprzątał, gotował, robił zakupy i opiekował się dziećmi a ona chodziła z koleżankami, do kina, na imprezy w weekendy i żaden sprzeciw męża nie miał znaczenia. Teraz ma dokładnie tego , czego chciała , czyli mojego męża= nowe ciało w łóżku, wolność, brak obowiązków, nikt nic nie chce, nie hałasuje w domu, bo nie ma dzieci. A poza tym mój mąż robi wszystko, czego ona sobie zażyczy, pracuje od rana do nocy. Ona też wczoraj jak odwoziliśmy syna na wyjazd, dwa razy dzwoniła i pytała o której będzie, za ile będzie. No nie daj Boże, żeby za bardzo spodobało mu się w domu?Mój mąż przy wigilijnym stole powiedział,że " zapomniał kupić mąki więc karpia usmażył w panierce z bułki tartej". Nawet moje dzieci zareagowały śmiechem, bo on nigdy nic w kuchni nie zrobił poza naleśnikami. A już fakt, że zapomniał kupić mąki? To, kto jest panią domu? Jak w kuchni może nie być mąki przed Świętami?

A jak mąż kowalskiej przed ich wyprowadzką mówił, że ona nic w domu nie robi, to mój mąż twierdził, że on tak specjalnie mówi... A mówił prawdę!

Czekam tylko kiedy mój mąż zalegnie chorobą i nie będzie mógł zarobić dodatkowych pieniędzy, by ich utrzymać i zapewnić realizacji jej zachcianek. Wtedy tak szybko, jak się wyprowadziła od męża tak szybko będzie wracać, albo znajdzie nowego zamożniejszego. Mój mąż na takie stwierdzenie odpowiada, że on ją wtedy rozszarpie jeśli zobaczyłby ją z innym. A co jeśli tym innym będzie jej ślubny mąż? Tego fantazja mojego męża nie przewiduje.

Ci nasi mężowie założyli chyba zaślepiające gogle i nie da się ich tak łatwo zdjąć. Mój mąż zburzył tak dużo, zrezygnował z domu, dzieci, wielu znajomości by z nią być, że teraz przekonuje sam siebie i wszystkich wokół, że jest szczęśliwy. A ja widzę, że nie, że gra. A nich sobie gra, ja już nie zamierzam żyć jego życiem, emocjami i problemami. Dorosły to on przestał być, ale jest pełnoletni, więc niech odpowiada za swoje czyny. Zanim się nie nawróci nie zmądrzeje, a jak 11 lat odchodził od Jezusa, to tak szybko chyba nie wróci na Jego ścieżki. Chociaż Bóg może wszystko...

Pewnie jeszcze nie jednym nasi mężowie nas zranią lub zaskoczą.
Dziś ja już nie dzwoniłam do męża, bo i po co jak nie ma dzieci. A on dzwonił od rana już 4 razy i pyta, czy coś wiem jak u nich, czy dojechali, czy rozmawiałam itd. No, jaki troskliwy tatuś? Oczywiście przy okazji pyta, czy jestem w domu. Sprawdza? A może głodny i chce wpaść na zupkę? A ja poszłam z córką na basen i tak się zrelaksowałam jak dawno nie. W tym czasie dzwonił 2 razy. A niech teraz sobie dzwoni, może zatęskni chociaż za dziećmi.

Obrączko, chyba nic innego nam nie pozostaje jak czekać i wykazywać obojętność, dużo cierpliwości i spokoju gdy nasi mężowie zaatakują. Oprócz Boga nikt nie jestem w stanie ich przyprowadzić do domu. Ja już wiem, że nie chcę by mąż wrócił do domu, bez pojednania z Bogiem, bez świadomej decyzji o życiu wg bożych przykazań. Jak to zrobi to będę wiedziała, że naprawdę żałuje i że więcej już mnie nie zdradzi. Nie chcę ponownie przeżywać tego samego, wolę być sama z dziećmi. Jestem pewna, że Bóg to wie.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-29, 10:25   

AniN napisał/a:
Oprócz Boga nikt nie jestem w stanie ich przyprowadzić do domu. Ja już wiem, że nie chcę by mąż wrócił do domu, bez pojednania z Bogiem, bez świadomej decyzji o życiu wg bożych przykazań. ........ Nie chcę ponownie przeżywać tego samego, wolę być sama z dziećmi. Jestem pewna, że Bóg to wie.


dokładnie :mrgreen:
 
     
parvati
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-30, 00:20   

Mirakulum, ale jak to się stało, że Twój mąż w końcu się nawrócił?
Jak się dokonało to poruszenie jego serca?
Powoli, etapami - przebłysk wiary, coraz więcej modlitwy, mieszanie się działań grzesznych z dobrymi, jeszcze więcej modlitwy i w końcu coraz więcej dobra, wychodzenie na prostą?
Czy może opadnięcie klapek z oczu: Rany, co ja zrobiłem? i deklaracja: teraz nie będę już żył w grzechu ciężkim - i powrót?

Serio, nie wiem, jak wygląda nawrócenie człowieka, który trwale żyje w grzechu ciężkim....
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9