Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
A jeśli moje małżeństwo jest nie ważne w oczach w Boga?
Autor Wiadomość
kiwi28
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-12, 21:27   A jeśli moje małżeństwo jest nie ważne w oczach w Boga?

Witam wszystkich serdecznie,
opiszę swoje wątpliwości, ponieważ nie mam odwagi zapytać o to księdza w konefesjonale, może tu,, jakiś''ksiądz mi odpowie.
Przed ślubem miałam wielu chłopaków współżyłam z nimi i korzystałam z życia nie zastanawiając się za bardzo nad swoja wiarą,wychowałam się w rodzinie w, której te wartości były mi przekazane, ale z czasem rodzice sie oddalili od siebie i w końcu żyja pod jednym dachem jak lokatorzy, mam nie kocha ojca, ojciec jest bardzo religijny ale w moich oczach fanatycznie bo swoim zyciem nie daje swiadectwa wiary,za to modli się czesto i gęsto, było duzo kłotni z ojcem i do dziś nie mam z nim dobrych stosunków, więc jak poznałam swojego przyszłego męza ojciec był przeciwny poniewaz stwierdził,że z oczu mu źle patrzy, ale dziś wiem,że tu miał rację, w tedy chciałam mu zrobic na złość i sie z nim spotykałam, nie kochałam go na poczatku wogóle mi sie nie podobał fizycznei poznalismy się przez przypadek, pochodzi on z rozbitej rodziny w, której była przemoc i alkohol, rodzice jego są po rozwodzie.Było w nim duzo agresji i wachania w uczuciach i nastrojach, pewnego razu powiedziałam mu,że nie chce z nim byc bo go nigdy nie pokocham, ale sypialiśmy razem,on był nie ugięty i nie chciał sie odczepić, był agresywny przed ślubem, jak nieraz się sprzeciwiłam,albo go obraziłam bo zbyt seksownie sie ubrałam, abył zazdrosny chorobliwie, to wykręcił mi reke, popchnał mnie a nawet grozil ,że sie zabije, jak go ciagle zostwiałam, mineły trzy lata chorego zwiążku, w pewnym momencie podczas tych trzech lat zakochałam się w nim tak mi się wydawało moze juz była uzależniona od niego, zaczełam mówic o ślubie i dzieciach nie chciał tego słuchać, w pewnym momencie chciałam miec dziecko i celowo zaszłam w ciaże,pojechaliśmy na wakacje, juz było zle między nami, jak wrócilismy powiedział mi,że chciał odejść ode mnie, powiedziałam mu,że nie musimy brac slubu,ze ja chciałam dziecko a ojcem może być, jednak za kilka dni powiedział,że weźmiemy ten ślub.No i był piękny slub. Po ślubie był koszmar nienawisc jego była do mnie ogromna przepłakałam całą ciaże był agresywny i chamski, bolało mnie to b w ciąży hormony sprawiły,że byłam nadwrażliwa.Po porodzie nie było lepiej, aczkolwiek ojcem był wspaniałym, jednak mnie traktował jak zło konieczne pewnego razu mnie pobił, wyrzuciłam go z domu mieszkaliśmy z rodzicami, chciałam rozwodu miałam juz dość, wiedziałam,że źle zrobiłam.(Dodam,że w cześniej nie przejmowałam się wiara nie byłam osoba silnie wierzaca, raczej takim katolikiem ochrzczonym, w tym całym kryzysie zblizyłam sie do Pana Boga, ale nie na tyle jak prawdziwi wierzacy ludzie do dziś jestem nie porzadna, a jednak kocham Pana Boga).
Było już za późno. Po kilku dniach chodził i pzrepraszał ,że się zmieni w koncu się ugiełam, póxniej okazało się, że nie miał gdzie sie podziać bo rodzice go pod dach nie chcieli wziąść.
ak to się kręcilo już na swoim później przemoc nie ustająca i nerwy miałam dość,az pewnego razu tak mnie pobił,że wyglądałam jak worek treningowy bo zajrzałam mu do tel. a on romansowała sobie z jakąś, wyprowadziłam sie do rodziców musiała z pracy zrezygnować,bo z taka twarza nie dalo sie wyjść do ludzi, byłam na policji go zgłośić,ale czułam sie tam jeszcze bardziej upokorzona, wiec wycofałam zeznania, chciałam rozwodu.Poszłam do swojej parafii porozmawiać o tym z ksiedzem, on mnie namwił,że jak mąż chce się zmienić,żeby przyszedł ze mna, mój mąż jest nie wierzący był w komuni itd. do kościoła nie chodzi, ale mi nie zabrania i szanuje moja wiarę nie wyśmiewa,obchodzi z nami świeta dla atmosfery, ale nie modli sie z nami mamy jednego syna,dzis ma 11lat a my jesteśmy 12 lat po ślubie, no więc mąż latał z nowu i przepraszał po pół roku wróciłam do niego, ale nie było dobrze i tak zylismy na takiej równi pochyłej, były jakieś momenty lepsze,ale to nie to, w 2010r wyjechał za granice mieliśmy ogromne kłopoty finansowe,które dodatkowo doprowadzały do następnych afer, poczułam ulgę bo wiedziałam,że jest to szansa dla mnie na pozbycie sie go z mojego zycia.Powiedziałam mu to przez skypa,że to koniec i wtedy się zaczeło rozmowy,których wcześniej nie było, były łzy i mój strach co zrobić, ale było coraz lepiej, na odległość go kochałam jak nigdy i czułam,że on mnie też, zapomniałam dodac,że był do wyjazdu uzależniony od gier komputerowych co dodatkowo prowadziło do awantur.Po trzech latach przyjechalismy do niego, dopóki pracował było super miałam meza bardzo dobrego, od roku nie pracuje, i znów gra, co mnie wkurza, ale nie jak w tedy gra bo ma czas ,ale z nami też go spędza ja ogladam filmy on gra, ne ujmuje to zbytnio, tylko mnie denerwuje,jak przeklina podczas grania. Teraz jest dobrze,wiadomo,że się kłócimy, jak wszyscy,ale go kocham i on mnie wybaczyłam mu wszystko, on się zmienił, mogę na nim polegac itd.Ale... mam też dylemat ponieważ nasz sex nie jest taki religijny, ja juz nie chcę miec więcej dzieci mam 35lat, ale to nie tylko wiek, po prostu nie chcę, Przez całe małzenstwo w czesniej czasem też, uprawialismy stosunek przerywany, czasem, pigułki ale tylko dla tego,że byłam chora i przez krótki czas brałam, ale wykorzystaliśmy ten czas maksymalnie, teraz jest stosunek przerywany,ale chcę dodać,że gdyby nie udane życie seksualne to bylibyśmy ju z po rozwodzie, i nie czuję sie wykorzystywana przez męża jak przedmiot ani on też, jesteśmy teraz szczęśliwi po ogromnych kryzysach, mój chrzestny powiedział,ze to małzeństwo roku nie przetrwa jesteśmy juz dwanaście lat.No właśnie czasem wkurzam sie na niego i mówie,że odejde, ale go kocham a jak się pokłocimy to umiemy się pogodzić najpierw romowa a wieczorem wiadomo i jestesmy teraz szcześliwi, jako małżeństwo z takim seksem nie wiem jak mam to opisać, nie czuję się niewolnikiem obliczania dni płodnych, zreszta,przy nie regularnym okresie i tak to jest do bani, kochamy sie kiedy mamy ochote i mimo,że juz więcej dzieci nie chcemy miec oboje, to jak by ta metoda zawoidła to urodze bez dwóch zdań,i nie moge zrozumieć tych argumentów na ten temat negatywnych, nie mam pretensji,że tak kościół mówi bo jest to w Bibli napisane po prostu nie rozumiem.. I tu jest mój dylemat tyle przeszłam z tym człowiekiem i jestesmy razem i kochamy się bardziej niz kiedyś, ale że on jest nie wierzący a ja tak na 70% ponieważ nawet jak próbuję sie nawrócic to nie mam szans sama nie dam rady więc doszłam do jakiegos tam stopnia i dalej sama nie mogę pójść, nawet jakbym wprowadziła ten kalendarzyk to tylko dla Pana Boga, bo mi z takim seksem jest dobrze. Zresztą mój mąż i tak się na takie coś nie zgodzi, jak skończy w środku to tylko dla tego,że czasem ryzykujemy, a nie ze ma byc po Bożemu, mam wiele grzechów z przeszłośći chodzi o rozwiązłość, jestem dziewczyną o gorącym temperamencie i myslałam ze jak bedę mieć męża to już tego grzechu miec nie będę a jakiś czasem temu dowiedziałam się ,że to też jest gzrechem, przepraszam Pana Boga,ża taki seks,że nie czuję żalu ani skruchy, przepraszam bo wiem,że go to rani.A gdyby nie to życie seksualne to juz by nas nie było jako małzeństwo, albo jak teraz przestaniemy tak ię kochac ,albo całkowicie bede odmawiac ,żeby nie gzreszyć to wbrew sobie i będę ja nieszcześliwa i mój mąż i ropadnie sie to wszystko co zbudowalismy ze zgliszczy. Teraz moje pytanie bo sie zastanawiam nad ta naszą historią czy to małżeństwo skreslone od poczatku przez wszyskich wziete przez osobe nie wierzaca troche wierzącą bez przygotowania do małżeństwa bez świadomości jak seks ma wygladać i tak dalej, w sumie w kościele to była barzdiej uroczystość dla gosci i dla mnie żeby mieć ładną suknie i zdjecia.żaw iarą zateskniłam później jak czytrałam jak wyprowdzić małżeństwo z kryzysu natknełam się na ta strone i wiele innych pare lat temu. Teraz żałuję,że nie byłam dziewicą ,że nie dałam sobie szansy poznać innego męza również wierzacego.Teraz już tego kocham co mam i nasz syn wyrósł na wspaniałe dziecko o wrazliwym serduszku wychowuję go w wierze katolickiej bo chcę,żeby on kiedyś był takim mężem dla swojej żony,którego ja nie poznałam.Pan jezus powiedział,że nigdy nie jest za późno na zmiane,ale jak dokonać zmian w takiej sytuacji to jest trudne bo teraz tworzymy rodzine mocno zrzyta i kochajaca sie, ale z małymi problemami, ktre pokonujemy bez problemów, nie wyobrażam sobie,że mogłabym mieć teraz innego męża.Proszę nie dawać mi rad typu ,ze mogłam w cześniej mysleć bo podkreslam nie byłam super wierzaca i nie wiedziałam wielu rzeczy pytam co teraz mam zrobic z tym naszym seksem.Czy to małżeństwo wogóle jest poświęcone przez Pana Boga? bo mam takie wątpliwości starałam się to w miare dokładnie przedstawić, ale przeciw jest jeszcze wiecej natomiast nie da się tego wszystkiego opisać. Musiałabym książke napisać:)Proszę o odpowiedź ponieważ nie wiem jak z Panem Bogiem rozmawiać, przez to wszystko, a wiem,że zostanę potepiona przez ten seks, a jak nie seks to rozwd z jego braku, więc chyba ratunku nie ma dla mnie.Dziękuję jak to ktoś wogóle przeczyta, przepraszam za wszystkie błędy zdaje sobie z nich sprawę ,ale tak szybko pisałam jednym tchem,zeby jak najmniej mi uciekło, bo to jest wążne żeby znać ta historie ,aby dobrze mi poradzić.Dziękuję
Ostatnio zmieniony przez 2015-06-12, 22:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-12, 21:43   

Kiwi, witaj na forum :-)
Na początek mam prośbę - używaj znaków przestankowych, i proszę sprawdzaj literówki i inne błędy zanim wyślesz post. Teraz bardzo trudno się to czyta, więc i trudno Ci pomóc.
Jeśli dobrze zrozumiałam Twój dylemat - chodzi Ci o to czy małżeństwo Twoje jest ważne ze względu na brak wiary męża, częściowo Twojej, i niezgodny z nauką kościoła katolickiego seks?
 
     
kiwi28
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-12, 22:02   

Przepraszam, postaram się to porawić, ale tak szybko to pisałam.Tak o to mi chodzi, i czy ja jako taka grzeszna osoba przed pobraniem sie wogóle miałam prawo i czy to jest właśnie wazne w oczach Boga,że tacy grzeszni ludzie zawarli taki sakrament. :-(
 
     
tempus
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-12, 22:09   ważne małżeństwo

Kiwi o tym czy małżeństwo było ważne stwierdza sąd kościelny. Mówiąc szczerze odrodzam pójścia do sądu. W moim pojęciu to co piszesz to jest uzależnienie. W małżeństwie seks służy prokreacji. Najlepiej udajcie się do mądrego spowiednika, mąż widać, że się pogubił we wierze. Potrzeba działania twórczego.
z Panem Bogiem
tempus
 
     
kiwi28
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-12, 23:04   

Ale mój mąż jest nie wierzący, więc do żadnego spowiednika nie pójdzie, ja pytałam o co innego, a jeśli tu już nie znajdę na to odpowiedzi to juz chyba nigdzie, zreszta nie jest to żadne uzaleznienie bo nie masz pojecia co przeszliśmy razem a jednak od 5 lat jestesmy szczesliwi z małymi potknięciami.Trudno wybieram seks z mężem grzeszny bo mi sie to podoba i jestem z nim szczęsliwa i nasz syn również jest szczęśliwy,że wkoło tyle rozwodów a my jestesmy rodziną razem pod jednym dachem i po wielu kryzysach mamy szacunek do siebie i możemy na sobie polegać, przytulic się i miło jak mąż mi zrobi herbate jak siedze nawet na tym forum co mu się nie podoba to, a rano przyniesie świeże bułki jak syna do szkoły odprowadza. Mam milion innych grzechów więc i tak pójdę do piekła, wiec trudno zaryzykuję i tym wole grzeszny seks niż rozwód.Pociesza mnie fakt,że piekło zostanie zniszczone pewnego dnia i nie bede wiecznie sie tam piekła.
 
     
Dabo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-12, 23:36   

Kiwi, aleś Ty to ładnie opisała. :-P
Zeby większość facetów miała połowę z tego co piszesz,to frekfencja na forum by zmalała.
Aczkolwiek pytanie czemu Ty odnajdujesz takowe pytania w sobie????
Czy oby jednym brakuje seksu, innym czułości, innym stabilności, innym kasy, innym bliskości, czy oby wszystkim Boga?????????
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 08:14   

Kiwi, może poczekaj ze swoimi postanowieniami co do pójścia do piekła, aż się trochę więcej osób wypowie? Może też poszukaj pomocy w realu? Przed pójściem do sądu biskupiego jest mnóstwo innych dróg i sposobów rozwiązania Twojego dylematu.
Może to być Poradnia Rodzinna w Twojej miejscowości, może być to ksiądz, do którego masz zaufanie, i rozmowa z nim; może to być wyjazd na rekolekcje, może to być pójście na spotkanie Ogniska Sychar (masz takie w okolicy?). Jest poza tym sporo książek dotyczących tematu Cię dręczącego, czytałaś coś? Na forum też znajdziesz dużo innych materiałów - zachęcam do zagłębienia się w nie :-)
A na pewno podstawowe - nauka na bieżąco cierpliwości ;-)
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 09:57   

Kiwi, Pan Jezus dobił się do Twojego serca.
Proste rozwiązania są najlepsze.
Więc dam Ci moją prostą radę:
Zaufaj Panu Jezusowi, dużo się módl i idź Jemu oddać wszystkie problemy. Powiedz Mu: "Panie Jezu nie radzę sobie z tym i z tym, boję się, proszę Cię poprowadź mnie za rękę, Panie Jezu chcę Ci zaufać."
Idź do najlepiej zgromadzenia zakonnego i wyspowiadać się ze wszystkich grzechów jak najszczerzej i wyraź swój żal i powiedz, że nie chcesz już tak postępować ale trudno to teraz zmienić i że masz lęki. Zobaczysz, że otrzymasz umocnienie. Nie oznacza to, że nie będziesz upadać, ale coś drgnie w dobrym kierunku. I tego się trzymaj. Postanów sobie częstą spowiedź i Eucharystię. Niech Pan Jezus będzie Twoim lekarzem. Małżeństwo Wasz jest ważne!
 
     
kiwi28
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 13:31   

Ale ja nie chcę iść do sądu biskupiego,chciałam tylko porady ewentualnie ksiedza, czy moje watpliwości sa słuszne, ja nie moge na rekolekcje chodzić, ani nie mam zaufanego spowiednika, mieszkamy za granicą jest jeden kościół polski, ale ciężko mi się tam spowiadać, bo jest tylko jeden ksiądz, na cała parafię, modlę się z synem codziennie wieczorem, i staram się być lepsza w innych grzechach bo jest ich sporo, ale najgorsze jest to,że ja jestem z mężem bardzo szczęśliwa, nie wiem jak to wytłumaczyć bo nie tylko ten seks u nas jest, ale mam w nim też wsparcie i moge liczyc w codziennych obowiązkach i normalnym życiu, naprawdę kochamy się ten seks nas dodatkowo z cala i naprawdę nie rozumiem czemu jest taki grzeszny? Nie wiem czy To Pan Jezus zapukał do mojego serca, chciałabym iść jego drogą bo w czesniej byłam bardzo daleko, a jednak ta wiara została mi zaszczepiona, i teraz po latach chciałabym bardziej się zblizyc do Pana Boga, a jest to trudne w tej sytuacji gdzie ja nie czuje za ten grzech żalu,więc sama juz nie wiem czy jestem osoba wierzacą czy chciałabym być przez strach przed piekłem, troche mnie ta wiara przeraza, że za czasem banalne grzechy trafia sie do piekła.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 13:45   

Kiwi, witaj.
Zachecam Cie do wrzucenia w wyszukiwarke hasla o. Ksawery Knotz. To uznany autorytet w Kosciele, od dawna zajmujacy sie interesujaca cie tematyka seksu w malzenstwie. Z pewnoscia wiele spraw sie wyjasni jesli spokojnie i z uwaga wysluchasz jego rekolekcji czy poczytasz ksiazki, artykuly itd. Zainteresuj sie tez naprotechnologia-poczytaj o niej. To metoda lecznicza dla malzenstw z problemem prokreacyjnym, w twoim wypadku byc moze pomoglaby w uregulowaniu cykli miesiecznych. Przepraszam za byli, ale nie am polskiej czcionki. :-D
 
     
kiwi28
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 17:39   

Dziękuję, czytałam o wypowiedziach tego księdza i dokładnie nie żałujemy sobie doznań dokładnie jak ów ksiądz to przedstawia z tą jednak różnicą,że stosunek nie kończy się w środku,a nie rozumiem czemu miałam o naprotechnologi poczytać bo przyznam ,że pierwszy raz takie określenie słyszałam,ale ono jest o leczeniu bezpłodnosci, a ja nie jestem bezpłodna, i dlatego nie mamy pełnego stosunku, ponieważ nie chcemy już więcej dzieci.Co też jest dodatkowym grzechem, nie wiem co mam więcej powiedzieć. Z drugiej strony przecież wiekszość małżeństw rozpada się z braku namietnosci, bo np. życie według kalendarzyka staje sie frustrujące, i zazwyczaj jeden z małżonków odchodzi do kochanka.Wszytkie osoby jakie znam też uważaja się za katolików i jak się podzieliłam z nimi moimi watpliwościami, to przyznali,że taki seks jest grzeszny według wiary,ale oni też tak żyją, i gdyby nie ten seks właśnie to przez trud życia i obowiązków problemów, juz dawno by się rozstali, więc było by jeszcze wiecej rozwodników, a później by doszedł grzech cudzołóstwa i to jest chyba strasznie skomplikowane.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 20:06   

Jeśli problemem tym grzesznym jest niepełny stosunek i brak kalendarzyka (czyli nieokresowa wstrzemięźliwość), to zastanów się nad znaczeniem wstrzemięźliwości. Zamysł Boży jest taki, że okresowa wstrzemięźliwość ma wartość. Wyobraź sobie sytuację, że któreś z Was zachorowało i nie jest zdolne do tego by współżyć. I co wtedy, skoro Wy nie umiecie się powstrzymać i być wstrzemięźliwi i macie na to swoje nie-Boże metody??? Co wtedy zrobicie? Czy wtedy nie łatwiej o zdradę małżeńską i stresy tej chorej osoby???

Poczytam TEOLOGIĘ CIAŁA.
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 20:21   

Cytat:
Mam milion innych grzechów więc i tak pójdę do piekła, wiec trudno zaryzykuję i tym wole grzeszny seks niż rozwód.


Ta wypowiedź świadczy o tym, że wasza seksualność nie jest taka jak powinna być, wynika z lęku przed rozpadem związku, nie wynika z szacunku wzajemnego, wręcz go wyklucza. Jest swoistym ZABEZPIECZENIEM przed rozpadem. Czyli de facto gdyby choroba czy cuś, to małźeństwo wisi na włosku... nie opiera się na Bogu. Powinnaś to przemyśleć w ten sposób.
Może jesteście oboje seksoholikami, albo jedno z Was. To zaburzenie, coś co jest podejściem niezdrowym, jest podejściem chorym.
Kiwi chcę Ci przy tym powiedzieć, że wg Bożego zamysłu KAŻDY grzech ma dalszy ciąg... konsekwencje...

Cytat:
Pociesza mnie fakt,że piekło zostanie zniszczone pewnego dnia i nie bede wiecznie sie tam piekła.


A skąd te informacje??? Piekło to brak Boga, stan wieczny. Tak naprawdę, to Bóg nie dał Ci jeszcze doświadczyć tego, czym może być piekło, byłabyś przerażona. Piszesz o tym tak lekko, jakbyś nie zdawała sobie sprawy z tego co piszesz. Nie życzę Ci oczywiście takiej łaski. Doświadczenie tego, że grozi Ci piekło (a właściwie już tu na ziemi się w nim znajdujesz) jest na pewno przerażającym doświadczeniem.
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 20:59   

Mnie dziwi, że uważasz stosunek przerywany za tak świetną metodę antykoncepcji. Tak naprawdę ma bardzo niską skuteczność . Skoro do tej pory nie zaszłaś w ciążę to być może są klopoty z płodnością. Dziwi mnie też, że tak bardzo cieszy Cię namiastka seksu z mężem, nie jest to pełne oddanie się sobie wzajemne, nie ma mowy o zjednoczeniu, o uczcie duchowej . I w dodatku nie czujesz, że jesteś używana i nie czujesz, że Ty używasz seksu do tego, by mąż Cię przypadkiem nie zostawił. Piszesz, że gdybyś postawiła mężowi wymagania, odmówiła seksu to byłby rozwód. To mąż jest z Tobą tylko dla seksu ? Sądzę, że jeden z Twoich problemów to brak akceptacji samej siebie ,brak poczucia własnej wartości. Taki seks z antykoncepcją (również stosunek przerywany jest grzechem), Twój wybór czy chcesz grzeszyć czy nie. Jeśli nie chcesz, to rzeczywiście odwiedź katolicką poradnię rodzinną i naucz się NPR, nieregularne cykle nie są problemem. Może źle oceniasz męża i kilka dni w cyklu bez seksu nie bedzie dla niego trudne?
Niestety wykluczanie dziecka w małżeństwie przed ślubem powoduje nieważność sakramentu, wasz syn począł się przed ślubem, wiec nie o niego chodzi. Jeśli tak bardzo nie chcesz dziecka, to może to świadczyć o braku zaufania do męża, co nie dziwi po tym co napisałaś.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 9