Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Bezradność i ślepa uliczka
Autor Wiadomość
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-13, 23:01   

SAP123 napisał/a:
Dlatego może warto i ten 55 raz dać szansę-a nie nogi za pas i w las.
Bo jak mamy mierzyć poziom postaw to w czym jest różna taka postawa od
niedojrzałej postawy mężulka jaki przyczyniał się do.....


Nie podejmuję się mierzyć tych postaw, nie widzę sensu. Przyczyna rodzi skutek - to jest fakt niezaprzeczalny...reszta to spekulacje.
Powiem tak, jeśli ktoś (nazwijmy go umownie ignorantem) 54 danych mu szans nie uszanował, lub gorzej, zlekceważył je - znaczy, że NIC sobie nie robi z osoby dającej te szanse.
Mało tego jestem przekonana, że fakt nie otrzymania 55 tej szansy jest absolutnie kluczowy, bywa na tyle otrzeźwiający dla ignoranta, że wyrywa go z letargu w którym spędza swoje bezproblemowe życie. Właściwie można by było pokusić się o konkluzję, że moment kiedy STOP DLA DALSZYCH szans staje się faktem nie podlegającym już żadnym negocjacjom, staje się momentem w którym ignorant zostaje bezpowrotnie wyrwany z iluzji bycia bezkarnym.
Można by powiedzieć, że "stop dla szans" jest środkiem wychowawczym dla kogoś kto nie ma cienia empatii. Czy ten "stop dla dalszych szans" poprzez usadowienie ignoranta w innej niż do tej pory roli/rzeczywistości, ma moc by go empatyzować, czyli czynić zdatnym do współodczuwania, co jest podstawą relacji międzyludzkich -czasem mam mieszane uczucia. Szczególnie wtedy kiedy niektórzy twierdzą, że szanse należą im się z "urzędu". W mojej opinii, takie stawianie sprawy jest zasadniczym błędem w rozumowaniu, który finalnie ignoranta odwodzi od przyczyn zaistniałej sytuacji a w zamian każe mu się skupiać WCIĄŻ na jego oczekiwaniach.
A tak w ogóle, po co komuś 55 szansa, skoro miał ich już 54? Przecież zdrowo myślący i współodczuwający człowiek nie igra z losem aż tak perfidnie....no chyba że lubi hazard. :mrgreen:
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 00:05   

kenya napisał/a:
Maestro napisał/a:
Masz racje Rubin, podobnie dziś tez słyszałem, że zmarnowałem jej życie, jednak zapomniałeś dodać iż, jestem egoistą i myślę tylko o swojej wygodzie. Jednak ja tego do siebie nie biore, wiem że drzemie w niej to uczucie - nie da się go tak po prostu wymazać z pamięci.


Maestro, w wielu językach brzmi tak samo. Synonimy - mistrz, wirtuoz.
Aż chciałoby się zapytać w czym ta wirtuozeria i mistrzostwo.
Panowie (niektórzy na szczęście), czy jest choć niewielka szansa , że swoim żonom dacie PRAWO do odczuwania, do bycia sfrustrowaną, rozczarowaną, wykończoną psychicznie, [b]dawaniem N-TEJ
szansy
Wam, niedorośniętym, niedojrzałym , nieszanującym dawane szanse, lekceważącym łzy, prośby, kolejne próby holowania Was na właściwą ścieżkę?

Jak to Maestro, nie zmarnowałeś jej życia? Może nie całe ale znaczną jego część - to nie jest fakt? To jej urojenia? Nie bierzesz tego do siebie co mówi? A to dlaczego? Nie jest przy zdrowych zmysłach?
Czyżby było niemożliwe by ktoś miał w końcu DOŚĆ?
To takie zaskakujące, że pada oskarżenie o egoizm? Zaskakuje Cię to? :mrgreen:
Mnie zaskakuje Twoje zaskoczenie -NIEZMIERNIE.

Zróbcie ze swoich żon dziewczynki które bezzasadnie tupią nóżkami, w ten sposób nie będzie trzeba wcale zastanawiać się nad sobą.
Zagubiona, wystraszona dziewczynka to określenia oddające aż nadto INFANTYLNE traktowanie żon, dorosłych kobiet.
I nie dziwię się wcale, że się zbuntowały. Nie miały wyjścia. Niejako zostały wymuszone na nich tak radykalne postawy.
Z kim tu negocjować? Z kimś kogo słowa pozostawały bez pokrycia X razy?


Kenya

Krótka odpowiedź: nie chodzi o to by kobiety zrobić małymi dziewczynkami. Chodzi o to, że nie "chcecie" zauważyć uznania własnych błędów jakie my mężowie popełniliśmy, że nie "zauważacie" chęci naprawienia i zadośćuczynienia krzywd. Że raz podjęta decyzja-basta, jest nieodwracalna. Nie mowię tu o patologii lecz o błędach życia codziennego. Dlaczego jak pisze ktoś powyżej otaczacie sie fosą, murem, działkami, grubą Bertą i innymi zasiekami? Przecież jesli sie nie uda "drugi raz" to zawsze zdążycie sie odwrócić?

Czasami mam wrażenie, że można się w księcia ukochanego miodem na serce lejącego zmienić a "Wy" nic.....po pza tym, ile razy "Wy" otrzymujecie 55-tą szansę typu, "OK, wybaczę jej że znowu nazwała mnie h.......m

P.s. Kenya - tak myśle, ze chętnie bym z Tobą "Live" podebatowal.... :) jaka cześć kraju?

P.s. 2 do postu z 23.01- czyli sugerujesz, ze należy pogodzić się z porażką, uznać swoje błędy i mimo braku chęci odbudowy ze strony drugiej połówki, założyć wiadro na głowę (wybacz kolokwializm) i gnuśnieć w toksycznej atmosferze "niby związku"?


Dabo, gdzie jesteś jak Cię nie ma?!?

Grzegorz- pięknie powiedziane z innymi formami prześladowania.
 
     
SAP123
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 14:33   

kenya napisał/a:
Nie podejmuję się mierzyć tych postaw, nie widzę sensu. Przyczyna rodzi skutek - to jest fakt niezaprzeczalny...reszta to spekulacje.

Powiem tak, jeśli ktoś (nazwijmy go umownie ignorantem) 54 danych mu szans nie uszanował, lub gorzej, zlekceważył je - znaczy, że NIC sobie nie robi z osoby dającej te szanse.

Mało tego jestem przekonana, że fakt nie otrzymania 55 tej szansy jest absolutnie kluczowy, bywa na tyle otrzeźwiający dla ignoranta, że wyrywa go z letargu w którym spędza swoje bezproblemowe życie. Właściwie można by było pokusić się o konkluzję, że moment kiedy STOP DLA DALSZYCH szans staje się faktem nie podlegającym już żadnym negocjacjom, staje się momentem w którym ignorant zostaje bezpowrotnie wyrwany z iluzji bycia bezkarnym.

Można by powiedzieć, że "stop dla szans" jest środkiem wychowawczym dla kogoś kto nie ma cienia empatii. Czy ten "stop dla dalszych szans" poprzez usadowienie ignoranta w innej niż do tej pory roli/rzeczywistości, ma moc by go empatyzować, czyli czynić zdatnym do współodczuwania, co jest podstawą relacji międzyludzkich -czasem mam mieszane uczucia. Szczególnie wtedy kiedy niektórzy twierdzą, że szanse należą im się z "urzędu". W mojej opinii, takie stawianie sprawy jest zasadniczym błędem w rozumowaniu, który finalnie ignoranta odwodzi od przyczyn zaistniałej sytuacji a w zamian każe mu się skupiać WCIĄŻ na jego oczekiwaniach.

Coś mi się wydaje Kenya że błądzisz w tym własnym szeroko pojętym radykalizmie.

Zbytnia stanowczość zazwyczaj jest podszyta egoizmem-w mniejszym udziale, a już na pewno egocentryzmem.
Właśnie pochodną tego ostatniego jest skrzywdzenie.

Jaki sens ma zatem to co powyżej opisałaś -czyli forma kary dla krzywdzącego, zarazem będąca konsekwencjami -w momencie gdy te konsekwencje nie mogą być twórcze-stanowić nauki w skutek wyciąganych wniosków.
Takie konsekwencje są jedynie formą kary-i w wyniku ich tworzy się nowy efekt skrzywdzenia.

Kara zazwyczaj dochodzi do realizacji po szeregu myśli typu:

ja chciałam, ja zabiegałam, ja dawałam sznsę, ja mówiłam
-no to teraz zobaczysz co ja zrobię i na co mnie stać.
Efekt typu:...............na złość mamie nie założę czapki i odmrożę sobie uszy...........

Dokładnie jak napisał autor postu następuje nieoczekiwana zamiana miejsc.

I w takiej sytuacji jesteś w stanie mnie przekonać że takowa dwójka jest dorosła i właściwie dorosła do związku???

Gdzie najpierw zakładam :
Pan ma gdzieś (jak napisałaś) uczucia drugiego i robi co jemu w danej chwili pasuje.
A potem :
Pani -odwidziało się wszystko i rezygnuje ze wszystkiego bo takie może być jej prywatne prawo.
Wiesz Kenya to jest naprawdę super niech ta dwójka do końca sobie grabi życie,niech na zmiany raz ten..a raz tamta-byle by żyli sami.
Gorzej jak dwójkę takich głąbów oglądają dzieci, jak w tym żyją dzieci, jak musza bzdurnie organizować sobie świat.
I nie gniewaj się -ale dla mnie jeżeli ktoś takim działaniom daje" prawo"
prawo bezwzględnej należności, zamiast dać ewentualne zrozumienie działaniom .
To jego wnętrze jest przesiąknięte egocentryzmem.
Egocentryk tylko mierzy świat tym co jest prawami pisane i co jest mu należne lub niemile widziane jego oczom

Człowieczeństwo dopiero pozwala nam zrozumieć drugiego człowieka -bo wówczas znana jest nam wiedza ; iż tak jak jeden nawala -może i nawalić drugi.

I w kontekście tego gdzie Grzechu gdzieś napisał o kobietach skrzywdzonych i męczonych.
Ja dam tylko przykład jak w takiej rodzinie wyglądała naprawa związku(błędy) po umownym zawieszeniu broni.

Oboje na skutek własnych terapii żle pojmowali asertywność:
Kłótni nie było, awantur nie było, krzywdzenia nie było-jedynie powstały dwa odrębne prawa asertywności -zezwalające na własne NIE

zatem gdy On zadawał pytania żona mówiła: ...mam prawo nie odpowiadć...
na co On: ale ja mam prawo pytać......
i tak w głupocie jeszcze rok trwali....gdzie w finale On poszedł po rozum do głowy i zakończył już pytania-a z czasem przestał cokolwiek mówić.
Bo jak wyjść z patosu wobec tego:
BO JA MAM PRAWO....
w efekcie nie łamiąc prawa, idąc zrozumieniem-całkowicie odłączył się na bok.
I kończąc oczywiście można nie dawać szans ,można skreślać od razu,można mieć wszystko gdzieś.
Tylko sa małe pytania:

- w jakim celu była tu kiedyś żon autora na forum???
-po co dawała mu pierwszą szansę???
-po co podejmowała próby naprawy???

czyżby cierpliwości zbrakło????
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 16:16   

Sap,
Czy naprawdę uważasz, że żona zdradzającego męża powinna mu dawać 10 szans? tak średnio jedną rocznie?
Czy mąż powinien przez 10 lat prosić żonę aby zechciała się z nim kochać częściej niż np raz w miesiącu?
Czy żona pijaka który pije, bije, a jak wytrzeźwieje to na kolanach przeprasza za każdym razem powinna wybaczać...bo przecież on szczerze żałuje?
i można tak mnożyć przykłady.

ps. przysłowia są modrością narodów podobno.
Póty dzban wodę nosi, póki mu się ucho nie urwie.
Kropla przelewa czarę (goryczy).
 
     
Maestro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 16:30   

Moja zona bardzo chciala ratowac nasz zwiazek....walczyla bardzo. Zanim jednak sie opamietalem, to ona sie poddala i totalnie zmienila front.

Kenya, wyobraz sobie ze masz male dziecko, ktore jest bardzo chore...to nie robisz tak, ze zaprzestajesz walki i mowisz "to nie ma sensu". Tak samo jest ze zwiazkiem - walczysz o niego, nie poddajesz sie walkowerem. Tutaj nastapila zamiana rol. tak jak powiedzial SAP123, u nas byly takie wahania, kazde z nas robilo sobie na zlosc, dosyc czesto. I to tak bylo od czasu do czasu...widzialem w tym dziecinade i chcialem sie wyplatac z takiego "pokazywania sobie". Mysle, iz po jakims czasie udowodnilismy sobie ze oboje mamy ciezkie charaktery i mozemy byc uparci i nie zwazajac na konsekwencje nawet negatywne dla siebie samych - musialo stac na moim/jej i basta. Teraz mysle ze jest tak samo.
teraz pytania, na ktore nie znam odpowiedzi:
- Czy mam opozniac rozwod i starac sie aby nie skonczylo sie na pierwszej rozprawie?
- Czy zaprzestac/ograniczyc kontakt, zeby jej nie denerwowac?
- Pisze do niej czesto maile -2,3 dziennie, z moimi wyznaniami, mile...jednak pozostaja bez odpowiedzi lub dostaje odpowiedz w stylu: jak mam ci to powiedziec/nie chce byc nie mila ale daj sobie spokoj ja Cie nie chce itp.
- Ona bardzo chce mnie splacic, podpisac rozdzielnosc i chce zeby przepisac na nia mieszkanie - przed rozwodem. Czytaj brak praw do przebywania w moim mieszkaniu (w ktorym ona aktualnie mieszka) Czy zgadzac sie na to?

Caly czas powtarza, aby nie isc na noze i rozstac sie z klasa...chociaz tej klasy nie widac.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 16:32   

grzegorz_ napisał/a:
Czy żona pijaka który pije, bije, a jak wytrzeźwieje to na kolanach przeprasza za każdym razem powinna wybaczać...bo przecież on szczerze żałuje?

(21) Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? (22) Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
(Ew. Mateusza 18:21-22, Biblia Tysiąclecia)

Czyli po ludzku , u chrześcijanina- masz wybaczyć za kazdym razem, gdy ktoś szczerze prosi o to,( bo w konfesjonale takie przebaczenie sam otrzymasz choćby parę razy dziennie byleś szczerze prosił i żałował ), ale miłość wyraża się tu także przez postawienie mądrych granic, przebaczam Ci, ale dla Twojego i mojego dobra potrzeba takiego i takiego działania, bo jesli go nie będzie konsekwencje bedą takie i takie.

grzegorz_ napisał/a:
Czy naprawdę uważasz, że żona zdradzającego męża powinna mu dawać 10 szans? tak średnio jedną rocznie?

Grzegorz to zależy co sie pod ta szansa rozumie, jesli powrót do starych kapci to nie, jesli przebaczenie i wyznaczenie granic np. leczenie terapią uzaleznień przeciw destrukcyjnym zachowaniom np. seksoholizmu to tak.

Wyrażając swoje zdania z postu powyżej sprecyzuj je bardziej, bo możesz zostać źle zrozumiany. :-D
 
     
SAP123
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 16:43   

grzegorz_ napisał/a:
Sap,

Czy naprawdę uważasz, że żona zdradzającego męża powinna mu dawać 10 szans? tak średnio jedną rocznie?

Czy mąż powinien przez 10 lat prosić żonę aby zechciała się z nim kochać częściej niż np raz w miesiącu?

Czy żona pijaka który pije, bije, a jak wytrzeźwieje to na kolanach przeprasza za każdym razem powinna wybaczać...bo przecież on szczerze żałuje?

i można tak mnożyć przykłady.


Grzechu ale ty się czepiłeś kiedyś tej patologii-i notorycznie na niej jedziesz.
Czy możesz mi wyjaśnić dlaczego akurat tak mocno dotyka cię ten osobliwy temat??

Gdzie i kiedy moje wypowiedzi dają przyzwolenie postawom ascety i męczennika???

Przecież wiele a to wiele (i jak lubisz przysłowia wody upłynęło w Wiśle) tyle samo było mówione tu na forum o patologii ,postawie wobec niej i organizacji w tej sytuacji życia.

Ja ten temat dawno już uznałem za zamknięty i uważam że w każdej sytuacji nie ma sensu go odgrzewać jak obiad wielokrotnie pakowany do lodówki.

Ja piszę o czym innym że jeżeli nawet ktoś popełnił błędy,mało tego w swej edukacji do niwelowania i naprawy czegoś dalej popełniał błędy-to czy takiego człowieka w twoim pojęciu trzeba już skreślić z życia???

trzeba rozwalić całkiem rodzinę bo szansy nie warto dać????

trzeba krzywdzić przy okazji resztę rodziny bo klamka zapadła???

Co według ciebie jest większa wartościa???

dogadanie się ludzi,naprawa,rozwój rodziny,bezpieczeństwo dzieciaków,kształtowanie ich postawy na przyszłość???

czy komfort własnego dupska???

Trzeba to rozróżniać,nie da się typu ramka bach.. następny bach ..i następny zapraszam
grzegorz_ napisał/a:
Póty dzban wodę nosi, póki mu się ucho nie urwie.

Kropla przelewa czarę (goryczy).


Przysłowia Grzechu powstają z ust ludzkich-to ludzie kreują ich odzwierciedlenie.
I nawiasem jak myślisz jaki typ ludzi wymyślił takie przysłowia???
optymiści???
czy
pesymiści???

a człek jak kameleon -do podłoża odpowiednio się barwi
 
     
SAP123
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 17:28   

grzegorz_ napisał/a:
Póty dzban wodę nosi, póki mu się ucho nie urwie

I aby zasadzić wisienkę na torcie napiszę tak:
Mój dzban zanim mu się ucho urwało stawiał własne warunki-ale nie chciał słuchać moich.
Mój dzban mawiał o własnej krzywdzie-ale był głuchy na moją.
Gdy całkiem mu się ucho już urwało-pojawiłem się ja mówiąc może jakoś damy rade zreperować to ucho.
Wówczas usłyszałem ze wersja bez ucha jest całkiem super, że teraz taka moda bez ucha,a tak ogólnie to serwis naprawczy nie jest potrzebny już dzbankowi.

Tak zdecydował dzbanek, taką miał decyzje na przyszłość dla wszystkich, tak wszyscy inni mieli zrozumieć, pogodzić się z tym , nie oponować temu, nie oczekiwać, nie próbować coś zmienić.
A wszelkie formy wyrażania opinii było krótko kwitowane przez dzbanek że zaburzamy wolność dzbanka i podejmujemy próby mazania na jego szkliwie co
odzwierciedla się wielką krzywdą dla dzbanka.

Zatem Grzechu jeden mały dzbanek(160 cm wzrostu) zdominował resztę,a ta reszta cicho siedzi-by tylko dzbanek nie czuł się żle.

I wszystko było by cacy-gdyby nie fakty, smutne fakty:

młodsza część męska domowników(mimo swych lat) nie patrzy nawet na dziewczyny, nie szuka chęci tworzenia par, nie interesuje ich miłość.
Kwitują zawsze tak samo...
związek to blew , małżeństwo to kicha, mieć partnerkę to utopia.
A jeżeli nawet by się stało-to i tak się rozpitoli

Jak myślisz owocem czego to jest????
czyż nie danej sytuacji jak spotkała ich staruszków???

Ja Grzechu już dawno odstawiłem siebie w kąt, już nie o mnie w tym chodziło,
chciałem zwyczajnie dać szansę młodszej części domowników na odkrycie że związek dwoje to jest duży sens.

Nie dałem rady, przegrałem, oddałem pole i poszedłem ścieżką żony.
I nie jest mi z tym dobrze, nie jest mi dobrze z postanowieniami, nie jest mi dobrze z tym że tak wyszło-ale rozumiesz skoro lubisz przysłowia

głowa muru nie przebijesz...

mam nadzieję że to co napisałem tu i teraz nie odbije się dla mnie w skutkach.
zresztą co może mi więcej jeszcze zaszkodzić-chyba już nic
 
     
Dabo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 20:38   

Silverado, dzieki za pamięc. U mnie idzie, idzie do przodu, przez przelaje z oporami , ale tendencja wzrastajaca. Wiesz strasznie mnie ten sychar wytęperowal, teraz zatęperowany jak ołówek 1.września.
Moje slubne bylo w świeta i sylwestra i ostatnio w wekend. Dupka pogonila w maju , bo też facet , a wszystcy faceci to swinie, po za tym troche nalapal ( panie sędzio, ja niechcacy- i tak siedem razy!!!)
Wiec ogólnie sie godzimy, choc mnie za miedze ,za odre powialo, ale kontakt z baza mam-POZYTYZWNY. Jest szansa!!!!!
Ale chyba bede musial ograniczyc te spotkania bo jak sie napatrzę , nawącham i czasem coś dotknę czy musne ,to wierz że stosunkowo zbyt wysokie ryzyko zlamania rysika w ołówku.
Kiedys pani kazala rozpisywac takie ołówki w brudnopisie, ale ja juz nie,nie ,nie .Zamknę w piórniku i poczekam. :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Kenya co ty mnie tu chlopaków jedziesz??? Dwa dni mie nie ma , a Ty co??? Mare naszych biją , widzisz i nie grzmisz????
Pytalas o czestotliwosc , czy kaliber dawania szans???? Bo ja kedys mojej tez dawalem kilka szans dziennie, ona pewnie mnie tez. Tylko czy szanso- okazja ma byc umycie taleza, za mnie
bezrobotnej zony, czy czerwony dywanik dla niej po melanzu z "przyjaciólmi"
Czy czerwonym swiatlem sa moje skarpety w aktówce????
To sie raczej nie da tak fajnie spiąc i zaszeregowac ja proponuje Grzegorz. Wiec dalej lipa.
Panowie sypiecie przyslowiami, z niewiara w sukces, powtórze to co mi ojciec powiedzial na poczatku mojego kryzysu. Dzis w naszych kopalniach odkrywkowych żeby wyrwac blok wierci sie dziury wklada trotyl i jest kabum!!!!!!. Jeszcze wieksze bloki robili w egipcie, latami cos wiercili, wbijali drewnianego kolka i podlewali go woda aż specznial i po cichutku , delikatnie skale rozsadzil. Przyznam że w moim kryzysie malżeńskim , udaje sie wlasnie dzieki cichemu dzialaniu wody w kolku. Po woli, po cichu , ale do celu. ;-) ;-) ;-)
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 21:08   

Dabo napisał/a:
Przyznam że w moim kryzysie malżeńskim , udaje sie wlasnie dzieki cichemu dzialaniu wody w kolku. Po woli, po cichu , ale do celu. ;-) ;-) ;-)


i to jest coś, czego mi brakuje. Chciałbym już dziś teraz..... a kupa- nie ma. I jak nie ma ja dostaję gadanego. Dostaję gadanego i tak w koło Macieju
 
     
Dabo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-14, 22:31   

Silverado kiedys to juz pisalem , jak ksiedzu zwalalem wine za antykoncepcje na zone , ze ja przeciez nie chce i jestem wrogiem i i i i i. a on mi powiedział " wiec nie wspólzyj z zoną" no malo go nie zwyzywalem, a jak i dlaczego i wogóle.
To jest nieziemskie wyzwanie mieć ...............(zajęcie z żoną) na wieczór i powiedzieć nie dziekuje , kocham cie ale nie???????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 
     
Angelika21k
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-15, 15:22   

Dabo napisał/a:

Panowie sypiecie przyslowiami, z niewiara w sukces, powtórze to co mi ojciec powiedzial na poczatku mojego kryzysu. Dzis w naszych kopalniach odkrywkowych żeby wyrwac blok wierci sie dziury wklada trotyl i jest kabum!!!!!!. Jeszcze wieksze bloki robili w egipcie, latami cos wiercili, wbijali drewnianego kolka i podlewali go woda aż specznial i po cichutku , delikatnie skale rozsadzil. Przyznam że w moim kryzysie malżeńskim , udaje sie wlasnie dzieki cichemu dzialaniu wody w kolku. Po woli, po cichu , ale do celu. ;-) ;-) ;-)


Dabo, piszesz po woli, po cichu do celu:-) A co konkretnie robiłeś? Podzielisz się swoimi doświadczeniami...
 
     
Maestro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-15, 16:16   

Witam,

Widze, ze rozmowa kwitnie, ale troche nie na temat.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-01-16, 20:31   

Maestro napisał/a:
Moja zona bardzo chciala ratowac nasz zwiazek....walczyla bardzo. Zanim jednak sie opamietalem, to ona sie poddala i totalnie zmienila front.


Maestro, jak to powiedzieć, żeby Cię nie urazić i nie odebrać nadziei.... gdyby ona nie zmieniła frontu, TY nie mialbyś szans ŻADNYCH by się opamiętać.
Tak więc, mimo że droga daleka przed Tobą, (bo wścieknięta baba to nie przelewki), to jednak suma sumarum uważam, że owo jej nieprzejednianie wyciągnęło Cię z Twojej ILUZJI.
Podziękuj żonie, że jej radykalne NIE OTWORZYŁO CI OCZY. Wszystko przed Tobą, nic nie jest stracone bezpowrotnie, ale miej świadomość skąd wróciłeś.

A teraz pozwól że w Twoim wątku innym odpowiem :-D
silverado napisał/a:
Kenya - tak myśle, ze chętnie bym z Tobą "Live" podebatowal.... :) jaka cześć kraju?


Silverado, GÓRNY ŚLĄSK, zatem rozumiesz że bardzo zajęta jestem obecnie. Cuda Tu się dzieją, naprawdę.
Ale w przyszłości, kto wie ;-)

Cytat:
[quote="Dabo"]Kenya co ty mnie tu chlopaków jedziesz??? Dwa dni mie nie ma , a Ty co??? Mare naszych biją , widzisz i nie grzmisz????

Nie jadę! Nie wzywaj mare, gdyż mare stary wyga wie jak jest, więc nie interweniuje. Nie dzielę ludzkości na męską i żeńską ale na głupich i mądrych , na tych którzy mają dobrą wolę i tych którzy jej nie mają.
Dabuś, przecież wiesz że gdyby Twoja Karolcia Ciebie nie podtemperowała szlifem jubilerskim i jej stanowczym NIE, to podkładałbyś dynamit bez końca, taki z Ciebie był wywrotowiec. ;-) Teraz jesteś we frakcji, która jest zwolennikiem opcji "kropla drąży skałę" i dobrze.
Z przyjemnością patrzę na Twoją metamorfozę i gdybyś sprzedawał akcje Twojej spółki pod nazwą : "Moje małżeńśtwo"...kupiłabym w ciemno, bo wierzę w jej sukces.


SAP123 napisał/a:
Coś mi się wydaje Kenya że błądzisz w tym własnym szeroko pojętym radykalizmie.

Ależ tak być może, przecież ŻADNA ze mnie wyrocznia ;-) Błądzę, upadam i powstaję.....jak prawdziwy człowiek.
SAP-ciu jak Cię tu nazwano, nie pamiętam kto to był...ale fajnie.

Zaprzyjaźnij się z żoną, nie miej roszczeń, planu jak powinno wyglądać Twoje małżeństwo, nie miej oczekiwań, żądań , nie będziesz rozczarowany- to moja rada.
Akceptacja jest moim zdaniem paszportem do krainy spokoju. A co potem los przyniesie....kto wie, zawsze możesz być otwarty na przyjęcie więcej ....i dawanie więcej i więcej.

pozdrawiam wszystkich walczących chłopaków ;-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8