Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Trudny dla mnie czas Synodu
Autor Wiadomość
miazia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 11:36   Trudny dla mnie czas Synodu

Czytałam różne wątki przez was podejmowane i nie ukrywam, że dla mnie czas posiedzenia Synodu był trudnym czasem, w czasie którego wiele razy zostałam „zaatakowana” nie tylko przez znajomych ale co gorsza przez najbliższe mi osoby. Otwieram ten wątek z dwóch powodów.

1. Po pierwsze chciałabym abyście się podzielili swoimi emocjami, przeżyciami czy sytuacjami, których doświadczyliście w czasie trwania synodu i przeciekających „informacji”, abyście napisali jak się samopoczucie wam towarzyszyło w obliczu dyskusji podczas synodu…..jak wpływały na was wszystkie najrozmaitsze artykuły na ten temat.
2. Po drugie zasugerowana skypową rozmową na ten temat, myślę, że warto aby te nasze słowa dotarły wyżej – aby świat, a szczególnie Kościół wiedział jak takie osoby jak my rani – podejmowanie takich dyskusji, polemizujących z treścią słów Pana Jezusa na temat nierozerwalności małżeństwa.

Zacznę od siebie i reakcji mojej rodziny najbliższej od której otrzymywałam mnóstwo telefonów w stylu ….a widzisz, zobacz co się dzieję, niedługo papież pozwoli przyjmować Komunię niesakramentalnym…… Zenitu sięgnęła sytuacja podczas obiadu, kiedy to usłyszałam, że nie potrzebnie się w ten cały Sychar wpakowałam, bo teraz bym mogła ułożyć sobie życie z kimś innym a dziecko by miało ojca, a tak nie mam nic. Natomiast kiedy ukazały się wyniki głosowania – moja rodzina skomentowała – to jednoznacznie – zobacz jak niewiele zabrakło aby udało im się „przeforsować ten pomysł” następnym razem się uda. I powiem też o swoich odczuciach – sama zaczęłam wchodzić w tą spirale niepewności codziennie przeglądając strony internetowe – czy coś już nie zdecydowano, zaczęłam się obawiać a co jeśli……… czytając ostrą krytykę biskupów, którzy dzielnie trwali na straży nierozerwalności małżeństwa – i stwarzaniu małżonkom możliwości powrotu do rodzin…… byli wyszydzani i ośmieszani za ich „zacofanie”, nie podążanie za nowymi trendami….za jakimi nowymi trendami – czyżby „aneksowano” Ewangelię, a ja tego nie zauważyłam, albo czy Pan Jezus podyktował ciąg dalszy…. .gdyby nie wyszło ci małżeństwo – zawrzyj drugie….. Co w takim razie powinnam powiedzieć mężowi, który ze łzami w oczach – dziękował mi, za trwanie w mojej wierności, pomimo tego, że błądzi – wie, że ma przystań, do której może wrócić, ma rodzinę, która na niego czeka, modli się za niego, co mam powiedzieć córce – sorry ale znudziło mi się czekanie, bo być może pojawi się inne wyjście….. znajdę Ci innego tatę, a tego nie musisz już kochać i szanować, dziękować za dar życia….. Cieszyłam się czytając słowa kard. Christoph Schönborna stającego w obronie małżonków wiernych przysiędze małżeńskiej, bo one napełniły mnie nadzieję, że są jeszcze odważni kardynałowie broniący świętości sakramentu małżeństwa. Synod się skończył a tego co przeżyłam i doświadczyłam nikt już nie cofnie i myślę, że nie byłam w tym osamotniona, na pewno jest tu wiele osób, które podobnie przeżyły ten czas – może warto aby ktoś nas usłyszał…..
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 11:54   

Dziękuję Ci miazia za tak osobistą, szczerą, poruszającą wypowiedź.
Wiele z tego co piszesz, m.in. uczucia niepewności, czy zaniepokojenia, czy braku oparcia, też było moim udziałem.

-------
Chciałabym jednocześnie ze skromnego miejsca moderatora zaapelować do przyszłych dyskutantów, aby mieli zawsze na uwadze, że forum Sycharu jest pomysłem na POMOC. I o ile każdy z nas oczywiście ma prawo do wypowiedzi zgodnie z regulaminem, to pamiętajmy że ludzie czytający i piszący częstokroć poruszają najbardziej bolesne struny w swoich sercach.
Apeluję zatem o szacunek do uczuć innych.
Ten wątek ma szansę zamienić się znów w przepychankę pt. "ale o co wam chodzi, przecież biskupi itp".
A miazi - jeśli dobrze rozumiem - chodzi o podzielenie się odczuciami a nie przekonywanie zwolenników zmian aby zmienili zdanie.
 
     
miazia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 12:01   

moc nadziei napisał/a:
Ten wątek ma szansę zamienić się znów w przepychankę pt. "ale o co wam chodzi, przecież biskupi itp".
A miazi - jeśli dobrze rozumiem - chodzi o podzielenie się odczuciami a nie przekonywanie zwolenników zmian aby zmienili zdanie
dziękuję MN o to mi właśnie chodziło, nie ukrywam, że jest to potrzebne nie tylko mi ale tym wszystkim którym na co dzień pomagam, i czasami są to jak to ktoś dobrze określi "osoby słabszej wiary" Myślę, że warto o tym powiedzieć.....może warto abyś ktoś nas usłyszał, ze my też coś "czujemy" że nie można nas bezustannie ranić - takimi dyskusjami. Jeśli ktoś chce się zajmować przepychanką słowną - bardzo proszę o założenie sobie oddzielnego wątku - bo to nie było moim celem. Nie chodzi mi o dyskusję ale o świadectwo - z tego trudnego czasu :-D
 
     
JakubekKaz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 15:41   

Najpierw czułem wściekłość, że tak naprawdę nie wiem, co tam się dzieje, ponieważ LUDZIE, którzy przekazywali informacje o Synodzie - mieli wpływ na to, co przekazują... (najlepszym na to dowodem była sytuacja z pierwszym RELATIO). Myślałem o moim gniewie i nagle zrozumiałem, że tak, to mnie naprawdę boli, że wiadomości o dyskusjach poruszają moje podstawy dzisiejszego funkcjonowania. Zastanawiałem się czy to możliwe, że wszystko co robię NIE MA po prostu SENSU?

A potem poczułem bezradność, która sprowadziła mnie na ziemię i przypomniała krok nr 1: Przyznajemy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i problemów – i że w naszym życiu już nie możemy dać sobie rady. I poczułem SPOKÓJ, i POKÓJ... Napisałem na forum w innym miejscu na temat, że sprawę wyjaśnił przecież sam Jezus 2000 lat temu i jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby postanowił zmienić akurat teraz zdanie, jeżeli tak TWARDO wyjaśnił sprawę w tamtych czasach = tamtemu wybranemu przez Boga narodowi...

Papież Franciszek powiedział, że tarcia i spory są potrzebne, i ja się z tym zgadzam. Uważam, że Synod wykonał kawał dobrej roboty, ponieważ w końcu głośno i wyraźnie mówi się również o Tych, którzy trwają :-D Nie czuję się zraniony, ponieważ wiem, że droga po której idę jest Ok. Nie oglądam się już na innych (przyznaję, że bywa ciężko), ponieważ nikt i nic nie jest więcej wart od mojego życia, które z Bogiem jest wspaniałą przygodą - pełną różnego rodzaju zwrotów akcji, które powodują, że codziennie dziękuję Bogu: za wszystko co mi daje i wszystko co mi zabiera oraz wszystko... czego mi oszczędza. To On daje mi siłę do przetrwania nawet bardzo trudnych dla mnie sytuacji. Mam na to niezbite dowody i ponad siedmioletnią ścieżkę czekania - nie czekając.

Nie czuję się "zacofany" czy "nie podążający za nowymi trendami"... Wręcz przeciwnie! Idę po prostu pod prąd i im dłużej idę... tym większy czuję SPOKÓJ i POKÓJ w duszy. To ja ślubowałem żonie, że nie pozwolę na jej potępienie, a jeżeli okaże się, że Pan Bóg znajdzie na to inny sposób? Hm... On kocha WSZYSTKICH i przyszedł na ten świat do chorych, a nie zdrowych i przypomina mi się od razu Księga Jonasza, w której odnajduję wiele ze swojego życia ;-) ale teraz przede wszystkim chodzą mi po głowie ostatnie słowa Boga (Jon 4:11) :?: :idea: :?:
 
     
tiliana
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 16:20   

Dla mnie nie był to czas trudny, ale pewnie dlatego, że z mężem ciągle jesteśmy "razem". A jednak, nawet gdyby tak nie było, gdybym żyła w separacji, te wszystkie dyskusje nie miałyby na mnie wpływu. Bo ja już zdecydowałam i mam silne, bardzo silne wewnętrzne przekonanie co do tego, jaką drogą powinnam iść. I niezależnie od tego, jak się sprawy potoczą - czy będziemy za rok, pięć czy dziesięć lat razem, czy nie, to ja wiem, co robić i wiem DLACZEGO postąpię tak, a nie inaczej. I jeśli coś w mojej postawie się jeszcze zmieni... to tylko ku lepszemu, ku pełniejszej miłości i wierności, zarówno względem Boga, jak i męża, którego kocham niezależnie od wszystkiego innego.


Nie mogę przecież chyba... stać się mniej dojrzała, prawda? A okres buntu... już mam za sobą.
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 19:50   

miazia napisał/a:
abyście napisali jak się samopoczucie wam towarzyszyło w obliczu dyskusji podczas synodu…..jak wpływały na was wszystkie najrozmaitsze artykuły na ten temat.


Od początku nie mieściło mi się w głowie aby osoby po rozwodzie żyjące w niesakramentalnych związkach mogły przystępować do Komunii Świętej. A gdzie 6 i 9 przykazanie :shock:
Cała dyskusja na ten temat stawała się z każdą chwilą coraz bardziej zaskakująca. Wypowiedzi niektórych biskupów, kardynałów były dla mnie szokujące.
Nie mogłem uwierzyć w treść komunikatu z pierwszej części synodu. Zdawałem sobie sprawę, że media mogą różnie relacjonować to co dzieje się na synodzie, ale oficjalny komunikat :shock:

miazia napisał/a:
warto aby te nasze słowa dotarły wyżej – aby świat, a szczególnie Kościół wiedział jak takie osoby jak my rani – podejmowanie takich dyskusji, polemizujących z treścią słów Pana Jezusa na temat nierozerwalności małżeństwa.


Właśnie dlatego, aby powiedzieć jak wpływa na takie osoby jak my, podejmowanie w Kościele takich dyskusji, jeszcze podczas synodu napisałem list do Papieża Franciszka i wyraziłem w nim to co czułem.
 
     
bosa
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-23, 21:55   

A ja powiem szczerze,nawet nie czytałam doniesień z Synodu, a już zwłaszcza na tych popularnych portalach, które i tak wygrzebią z wszystkich zagadnień tylko takie, które wywołują najwięcej emocji a nie przedstawiają rzetelnie faktów. Ja ufam,że słowa Pana Jezusa obronią się ,bo przecież tyle już było pomysłów na interpretacje Ewangelii,a Kościół trwa .Uważam,że jak będziemy zmieniać przykazania, to jaki jest sens wszystkiego w co dotychczas wierzymy? To pomału będziemy mogli tak nagiąć każde przykazanie....Ja również podjęłam decyzję i będę w niej trwać,chociaż też ludzie nie mogą pojąć czemu ja jeszcze nie wzięłam rozwodu...
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-24, 08:39   

Polecam artykuł Roberta Tekieli " Nie będzie rewolucji w Kościele" w GP z 22.10.2014.
 
     
Mrówka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-24, 09:20   

U mnie sprawy poruszane na synodzie zaowocowały takimi myślami:
1) Panie Boże jak tu nie zbłądzić, skoro nawet Twoi biskupi błądzą? I mam tu na myśli szersze pole niż tlyko relacje malżeńskie;/
2) co zrobię jeśli na synodzie 'przejdą' owe poglądy? przecież tak mocno wierzę w obecność Ducha św. w Kościele i to, że bramy piekielne go nie przemogą ;/ Co zorbić jeśłi kosiół zaakceptuje coś tak sprzecznego z Ewangelią? Czy to wola Boża, żeby tak było? A mnie się to kłóci z Pismem św. - co wtedy? gdzie pojśc, skoro protestanci i prawosławni są równie 'postępowi'? Czy to dalej 'Boży' kościół?
3) Czy żyję w czasach tak zatwardziałych serc jak za czasów Mojżesza: "Mojżesz pozwolił wam odprawiać swoje żony ze względu na zatwardziałość serc waszych, ale od początku tak nie było."
4) co ja zrobię ze swoim życiem w takiej sytuacji? ja to jedno - bo mogę sobie tak trwać w samotności do końca sowich dni - ale jak pisze np.Mizia - moze dla dobra dziecka, jeśli synod uznałby, że można, to czy warto zakładać nową rodzinę?
5) co to będzie w przyszłości? Jak 'wymrze' pewne pokolenie biskupów? co usłyszę za 20 lat?
6) za mało się modlę za księży
 
     
miazia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-24, 11:05   

Kari napisał/a:
Polecam artykuł Roberta Tekieli " Nie będzie rewolucji w Kościele"
Dziękuje. Artykuł kończy się słowami "Media liberalne próbują zrobić wszystko, żeby w świat poszedł przekaz: Kościół wreszcie przyznał, że małżeństwo nie jest nierozerwalne. Jakie to musi czynić spustoszenie w sercach osób, które walczą o trwałość małżeństwa również ze względu na troskę o zbawienie obu małżonków. Tymczasem z pewnością tę walkę łatwiej wygrać, przyjmując Jezusa do serca w komunii świętej."
http://gloria.tv/media/1GFc3zkpC4V
 
     
JakubekKaz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-03, 22:54   

Ku pokrzepieniu naszych Sycharowskich SERC - Bp Ryś o Synodzie:

http://kosciol.wiara.pl/d...m_DM%2020141103


Pogody Ducha :mrgreen:
 
     
Rubin
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-04, 08:25   

Pojedynczy człowiek, ksiądz, biskup - jest omylny. Święcenia kapłańskie nie sprawiają, że oni stają się świętymi na ziemi. Mają te same pokusy i wątpliwości co i my, nic nie jest im oszczędzone.
Za to cały Kościół jest nieomylny.
Czyli nie ma znaczenia ilu pobłądziło. Jeden czy dziesięciu biskupów. Nie patrzcie, że "mało brakowało". Bóg podtrzyma swoje prawa choćby i jednym głosem. Lubi budować napięcie :)
Kościół (nie ten, czy tamten biskup) orzekł - małżeństwo jest nierozerwalne - koniec, kropka.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-05, 16:25   

Rubin napisał/a:
Bóg podtrzyma swoje prawa choćby i jednym głosem. Lubi budować napięcie :


:mrgreen:
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-08, 09:58   

Miazia, bardzo bliskie są mi Twoje odczucia, co do echa jakim odbił się Synod, pośród pewnych bliskich mi osób. Te już dawno temu twierdziły, że nauczanie Kościoła w tej kwestii - zmieni się. I wreszcie! Nie zmieniło się póki co i jestem przekonana, że nigdy do tego nie dojdzie, ale, ale... Już w wielu pojawia się przekonanie, że mieli rację... W wielu mniej ugruntowanych w wierze kiełkuje myśl: "no więc jednak to nie takie całkiem pewne, co dzisiaj głosi Kościół, za jakiś czas może tę prawdę zmienić (no przecież waha się) i chyba nie ma co być takim posłusznym Jemu we wszystkim. A sprawa antykoncepcji itp. - z tak nieżyciowym podejściem, na pewno coś się zmieni." Mnie bardzo martwią skutki takiego przekazu z Obrad Synodu, jaki to miał miejsce: cisza o trosce Biskupów o rodzinę (no przecież taki cel jemu przyświecał), ale wątek niesakramentalnych wkoło na tapecie, jakoby rozwody to spadały na tych ludzi z kosmosu, a nie były skutkiem kryzysu rodziny. Jak dla mnie to, jakaś buta pewnej grupy ludzi, również w środkach przekazu: "oto my wreszcie najważniejsi, siedźcie cicho tam jaskiniowcy". No ważni w Kościele, jak wszyscy grzesznicy, ale to nie tak, że jesteście tymi bardziej oświeconymi, co to już wiedzieli wcześniej, zanim Synod temat poruszył.
Ile zamętu w ludzkich głowach powstało, ilu już (!) uznało, że związek niesakramentalny jest ok. Nie sprawdzimy tego, po owocach poznamy. Być może już ktoś zwątpił w sens ratowania swojego małżeństwa. Pojawia się "nowatorskie" przekonanie, że w Kościele, podobnie jak w życiu, też można coś wywalczyć, byle głośno, byle mocno: nam się należy!

Przecież to nie tak powinno być z nami... My akceptujemy, co Kościół zmienił, nie odwrotnie.
I podziały w temacie pośród samego duchowieństwa, nie służy to nam. Nam potrzeba jednomyślności, bo zbyt słabi jesteśmy.

I cudowny Papcio Franciszek, o wielkim wrażliwym sercu... Może dzieje się tak, że wierni próbują tę Jego dobroć wykorzystać? Jeśli czasem nie mówi do tłumów Szczęść Boże, ale Dzień Dobry, to nie dlatego że o Bogu nie myśli teraz, że promuje świecki styl bycia, ale pewnie dlatego że chce być tak bliski nam, którzy to na co dzień tak się pozdrawiamy. Dobroć ludzka też bywa pokusą.

To tyle z moich przemyśleń.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 9