Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Mąż zdradził - chce wrócić, ale ja mu nie wierzę...
Autor Wiadomość
parvati
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-08, 11:32   

dowody na co?
na zdradę czy na to, że mieszka gdzie indziej?
na zdradę to nie znajdę, jeśli już zakończył romans, co jest prawdopodobne
ja sama na pewno go nie wyśledzę, bo pracuje w terenie, w nienormowanych godzinach, a poza tym wieczorem siedzę z dziećmi w domu. Musiałabym kogoś poprosić, a za bardzo nie mam kogo...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-08, 15:39   

parvati piszesz:

Cytat:
Kwota na dzieci - rozmawiałam, ustaliliśmy, ale jednak nie przekazał mi....


Chcesz powiedzieć, że Twój mąż nie łoży na dzieci?

Cytat:
Chyba złożę pozew o alimenty...


Chyba?
Nie dziwię się wcale, że on nie traktuje Cię poważnie. Dajesz na to przyzwolenie.

Pozwalasz tak się traktować....bo jesteś za "miękka"?

Ja nazwałabym zupełnie inaczej tę Twoją przypadłość.

Skoro nie chcesz podjąć się żadnych zmian odnośnie swojej postawy wobec męża, zatem nie narzekaj tylko dumnie noś tę Twoją "miękkość" i ponoś jej konsekwencje.
 
     
parvati
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-08, 16:22   

Łoży na dzieci. Jak potrzebuję, to mówię i mi daje.
Ale jednej konkretnej ustalonej kwoty mi nie przekazał. Fakt, nie umiałam tego dopilnować. Przyjęłam raz i drugi pieniądze w mniejszej kwocie zamiast dopilnować tego ustalenia.
Wiem, że muszę się wziąć za siebie - wymagać więcej, kochać bardziej stanowczo, bardziej dbać o swoją godność, szacunek dla siebie....

Dziś się dowiedziałam od niego, że przebaczył mi moje małżeńskie przewinienia, ale swojej zdrady sobie jeszcze nie przebaczył.
Wysłałam mu konferencję dra Guzowicza, powiedział, że na pewno się zapozna.
 
     
parvati
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-28, 23:27   

Powracam po przerwie.
Dużo się działo.
Powrót mojego męża był niestety tylko pozorny.
To było cztery tygodnie temu. To, co działo się do dnia dzisiejszego przez te cztery tygodnie to głównie moje zaczynania rozmów, jego słabe tłumaczenia, ucieczki od tematu, brak konkretów, ciągłe proszenie o czas, że on to musi przetrawić, że musi dojrzeć do rozmowy... Nie wiem, może za bardzo nacisnęłam - nawet nie to, że codziennie nakłaniałam do rozmowy, ale tu jakiś sms, tam sms, tu podgadywanie, tam jakieś zapytanie - może nadal czuł się osaczony, może to dla niego za szybko? nie wiem...
Zastanawiam się, dlaczego tak się stało - że przyszedł z chęcią odbudowy, a po kilku dniach jednak odsunął się i wrócił do tamtej.... Dlaczego tego romansu ie zakończył (choć kłamał, że tak)? Jaki błąd popełniłam? Może to, że chciałam od niego informacji - kiedy to się zaczęło i kto to był? Może to, że pozwoliłam się całować, przytulać, okazałam mu zainteresowanie i pożądanie - za wcześnie? Zapytałam go o to, to powiedział: Aaa, bo nasze relacje była takie... i zabrakło mu słów. Może po prostu jest jeszcze pod wpływem tamtej (hormony, seks i te sprawy). A może po prostu mnie nie kocha? Takie pytania mi chodzą po głowie...

Teraz wróciliśmy do punktu wyjścia. Mąż zachowuje się tak okropnie, jak na początku romansu. Znów złością i czepialstwem maskuje swoje wyrzuty sumienia. Jest na mnie zły, bo tydzień temu powiedziałam o wszystkim jego rodzicom. Wściekłość już mu wprawdzie przeszła trochę, ale nadal jest obcy.... Ciekawa jestem, czy po tym przyjdzie znowu pozorny powrót - nie wiem, ale już drugi raz nie dam się tak skrzywdzić.

Jak postępować..? Mam problem ze stawianiem granic. Raz powiedziałam, że czekam na rozmowę do końca miesiąca, a jak nie, to pakuję jego rzeczy - ale po tym wycofałam te słowa, mówiąc, że przemyślałam sprawę i nie będę go wyganiać z domu, który jest też jego.
Za dobra jestem - mówiłam mu o Bogu, o swojej wierze, o tym, że najlepszą dla niego sprawą byłoby nawrócenie - ale rzucałam perły przed wieprze. Wprawdzie widać było, że myślał nad tym wszystkim, przyznał też, że jest daleko od Boga i ciężko mu się zbliżyć - ale co z tego, skoro i tak żyje z kochanką?
Już mi się nie chce tłumaczyć, mówić o wierze itp.

Obojetnieję już na to wszystko, zaczynam odpuszczać. Zaczynam kochać twardą miłością. Idę złożyć pozew o alimenty, myślę też o separacji kościelnej. Już mi się coraz mniej chce starać. Po ostatnich raniących słowach w trakcie kłótni widzę, że nie będzie mi łatwo przebaczyć... (a myślałam, że to już...) Znów mam wiele żalu do niego, nawet złości. On też mi jednak wcale nie przebaczył - tylko, że on w przeciwieństwie do mnie nic nie robi w tym kierunku... Potrzebuję wyciszenia. Muszę zająć się sobą, pogłębieniem relacji z Bogiem. Muszę dojrzeć do przebaczenia. Nie chcę na razie z nim rozmawiać, nie chcę z nim mieszkać.
Czy to się jeszcze da naprawić? - tego nie wiem........
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-29, 13:49   

Parvati, gdyby mąż prawdziwie chciał wrócić, gdyby jego intecje były czyste...wróciłby.
Zwłaszcza, że nie "robiłaś mu pod górkę" i byłaś na ten jego powrót otwarta.

Kochanki też mają swoje oczekiwania. Często, po czasie beztroskiej ekscytacji same zaczynają stawiać warunki, nie chcą być tylko kochankami ale mają aspiracje by stać się żonami, nieważne że kolejnymi, ale jednak żonami.

Pseudopowroty zdradzaczy do żon jakże często są sposobem by skutecznie ostudzić zbyt duże oczekiwania kochanek, na których realizację zdradzacze wcale nie mają ochoty.

Kiedy taki "wraca", stwarza pozory powrotu, kochanka często odpuszcza i godzi się z faktem bycia tym kim jest....
Wtedy konsumpcyjny i całkowicie bezrefleksyjny styl życia mężczyzny może zakwitnąć w pełni.
Ma już wszystkie atuty pozwalające mu na swobodne oscylowanie między dwoma paniami, żoną i kochanką, ubiegającymi się o niego, jak o puchar przechodni. Co takiego zatrzyma?

To jeden z możliwych scenariuszy wydarzenia w którym wzięłaś zupełnie nieświadomie udział.

parvati napisał/a:
Jak postępować..? Mam problem ze stawianiem granic.


Parvati, ćwicz się w tym, w czym masz problem. A do nauki, nakłaniam Cię, podejdź nadzwyczaj poważnie.
 
     
Izka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-29, 18:39   

Co do stawiania granic ja nadal mam z tym problem nie wiem co jest dopuszczalną granicą a co już poza te granice wybiega.
Czytałaś może Dobsona,,Miłość potrzebuje stanowczości" ?
Po przeczytaniu tej książki zdałam sobie sprawę że..przed ślubem byłam bardziej stanowcza i potrafiłam stawiać granice chociaż wtedy kochałam miłością ,,bardziej gorącą".
Teraz chyba dojrzałam , kocham inaczej a może mniej mi już zależy po tym wszystkim..

Dobrze że powiedziałaś rodzicom męża o waszej sytuacji, powinni o tym wiedzieć.
Kolejna sprawa, powinnaś wymienić zamki w drzwiach, mąż powinien się zapowiadać z wizytami. Skoro nie chce dzielić z wami codzienności ...Nie może wchodzić i wychodzić kiedy zechce to tak jak bys mu dawała przyzwolenie aby dzielił swój czas pomiędzy dwa domy.Chce odwiedzać dzieci, wspaniale ale Ty może w tym czasie pójdziesz na spacer, po zakupy czy do koleżanki.
Pokaż że bez niego też żyjesz , potrafisz żyć i dajesz sobie radę.

Założenie sprawy o alimenty to kolejny krok, mąż nie robi łaski ze daje pieniądze na dzieci a ty nie powinnaś o to prosić to jego obowiązek.

Powiedz mężowi że nadal go kochasz i czekasz na jego powrót i zawsze jest mile widziany w waszym domu, jednak Ty tez masz swoje życie i po swojemu organizujesz sobie czas.

Nie proś o rozmowę, nie wypytuj na dzień dzisiejszy to nic nie da.

Wiem że to wszystko jest trudne na dzień dzisiejszy ale ja tez przeszłam przez cos podobnego. Miotałam sie strasznie , nie wiedziałam co robić, chciałam wszystko na juz. Żadne prośby, grożby nie skutkowały,płakałam, pałałam rządzą zemsty a jednocześnie tak strasznie kochałam. Popełniłam masę błędów. Trudno jest stawiać granice kiedy serce krwawi a ukochanej osobie chciało by sie u stóp złożyc cały świat.
 
     
parvati
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-01, 12:45   

Powoli zaczynam stosować zasadę twardej miłości.
Zamek już jest wymieniony. Mojego męża poinformowałam, że jeżeli chce coś z domu, to poproszę wcześniej sms. Zapytał się, po co ten zamek, więc ja mu na to, że dom to nie magazyn, tylko miejsce, gdzie żyją ze sobą bliscy sobie ludzie. I że jeżeli on zrezygnował z tego miejsca, to ja będę tworzyć ten dom dla siebie i dzieci wg własnych przekonań, reguł i potrzeb. Odpisał mi tylko: "Z dzieci nie zrezygnowałem".
I to mnie zabolało. Czuję się tak, jakby mi powiedział: Z ciebie zrezygnowałem.
Ale dyskusji żadnej nie podjęłam; nie będę rozmawiać z kimś, kto nie jest gotowy na szczerą konstruktywną rozmowę. Nie będę rzucać pereł przed wieprze w sytuacji, gdy on na razie błądzi i jedyne, na co może się zdobyć to usprawiedliwianie swojego zachowania poprzez wytykanie mi błędów.
Z dziećmi kontaktów oczywiście mu nie ograniczę.
W poniedziałek idę do sądu z wnioskiem o alimenty, może nawet wcześniej się uda.
Wczoraj w końcu pomalowałam drzwi, któe mąż miał pomalować w wakacje. W czwartek przychodzą przyjaciółki, żeby mi doradzić w sprawie wystroju pokoju (też to miało być z mężem zrobione....), jedna z nich zawiezie mi okiennicę do szklarza. I jeszcze parę spraw jest do zrobienia, ale ufam, że sobie poradzę, bo zdecydowałam się przerwać krąg milczenia i wyjść do ludzi, poproszę sąsiada i przyjaciół (są to wspólni przyjaciele moi i męża mam w nich wsparcie ).

Muszę zawierzyć Bogu - ciągle jeszcze i jeszcze, jeszcze mocniej, jeszcze bardziej - on teraz będzie Ojcem dla moich dzieci.
A myśl, że mój mąż może wybrać tamtą kobietę i nie wrócić do mnie nigdy - już staje się coraz mniej straszna.
Wierzę, że Pan mnie podźwignie i uleczy. Proszę Go o łąskę przebaczenia.
Na razie to się jeszcze nie dokonało i nie chcę mieszkać z mężem (a tydzień temu jeszcze inaczej mówiłam...) Ale wierzę, że Bóg będzie mi i moim dzieciom błogosławił.
 
     
JolantaElżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-01, 20:52   

parvati napisał/a:
Powoli zaczynam stosować zasadę twardej miłości.
Zamek już jest wymieniony. Mojego męża poinformowałam, że jeżeli chce coś z domu, to poproszę wcześniej sms. Zapytał się, po co ten zamek, więc ja mu na to, że dom to nie magazyn, tylko miejsce, gdzie żyją ze sobą bliscy sobie ludzie. I że jeżeli on zrezygnował z tego miejsca, to ja będę tworzyć ten dom dla siebie i dzieci wg własnych przekonań, reguł i potrzeb. Odpisał mi tylko: "Z dzieci nie zrezygnowałem".
I to mnie zabolało. Czuję się tak, jakby mi powiedział: Z ciebie zrezygnowałem.
Ale dyskusji żadnej nie podjęłam; nie będę rozmawiać z kimś, kto nie jest gotowy na szczerą konstruktywną rozmowę. Nie będę rzucać pereł przed wieprze w sytuacji, gdy on na razie błądzi i jedyne, na co może się zdobyć to usprawiedliwianie swojego zachowania poprzez wytykanie mi błędów.
Z dziećmi kontaktów oczywiście mu nie ograniczę.
W poniedziałek idę do sądu z wnioskiem o alimenty, może nawet wcześniej się uda.
Wczoraj w końcu pomalowałam drzwi, któe mąż miał pomalować w wakacje. W czwartek przychodzą przyjaciółki, żeby mi doradzić w sprawie wystroju pokoju (też to miało być z mężem zrobione....), jedna z nich zawiezie mi okiennicę do szklarza. I jeszcze parę spraw jest do zrobienia, ale ufam, że sobie poradzę, bo zdecydowałam się przerwać krąg milczenia i wyjść do ludzi, poproszę sąsiada i przyjaciół (są to wspólni przyjaciele moi i męża mam w nich wsparcie ).

Muszę zawierzyć Bogu - ciągle jeszcze i jeszcze, jeszcze mocniej, jeszcze bardziej - on teraz będzie Ojcem dla moich dzieci.
A myśl, że mój mąż może wybrać tamtą kobietę i nie wrócić do mnie nigdy - już staje się coraz mniej straszna.
Wierzę, że Pan mnie podźwignie i uleczy. Proszę Go o łąskę przebaczenia.
Na razie to się jeszcze nie dokonało i nie chcę mieszkać z mężem (a tydzień temu jeszcze inaczej mówiłam...) Ale wierzę, że Bóg będzie mi i moim dzieciom błogosławił.


Dzielna kobietka :-)
 
     
Izka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-01, 21:47   

Super się zachowałaś :-)
Nie, z dziećmi nie można ograniczać kontaktu to wasze wspólne dzieci.
Dobrze ze nie wdawałaś się w dyskusje i tak oprócz kłótni nic by z tego nie wynikło.
Bardzo dobrze sobie radzisz, trzymam kciuki aby było juz tylko lepiej.
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-10, 20:53   

AniN, wydzieliłem dla Ciebie osobny wątek tutaj:

http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=13787

Nie będziemy "okupować" wątku parvati, której w ten sposób zwracamy jej wątek do jej dyspozycji.
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-10, 21:29   

Twardy, dziękuję . Sama pomyślałam, że niepotrzebnie rozpisałam się na wątku Parvati.
Parvati, przepraszam. Wspieram Cię modlitwą i wierzę, że dla naszych małżeństw Bóg przygotował odrodzenie ale w odpowiednim czasie.
 
     
parvati
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-11, 13:54   

Niew szkodzi ANiu, pomodlę się za Ciebie :-)

A u nas chyba znów szykuje się pozorny powrót. Mąż przyjechał do mnie do pracy i siedział dwie godziny, podejmował rozmowy na temat przyszłości. A właściwie ni etyle rozmowy, co pytania - sondował mnie czy chcę z nim dalej być; podpytywał, czy jakieś decyzje już podjęłam. Widzę, że bada mnie, szuka oznak słabości albo siły. Do domu oczywiście się nie wprowadza, ukłądu z kochanką nie chce kończyć - nie pytałam, nie podejmowałam tematu, ale widzę to po jego zachowaniu. Widzę że chciałby mieć gdzie wrócić, a jenocześńie cieszyć się kochanką. A może chce sobie załatwić bezproblemowe Święta z ułudą w tle?
Ale ja już nie taka głupia. Tak łatwo mnie nie nabierze ;-)
Dalej konsekwentnie trzymam się koncepcji twardej miłości. Nie naciskam go, nie rozmawiam z nim, nie udaję, że wszystko w porządku - czekam na dobry czas, ale on jeszcze nie nadszedł. Mój mąż ma w sobie wiele złości, jeszcze nie ma skruchy, jeszcze chętnie by łapał za słówka, jeszcze próbuje mnie obarczać za przeszłość - ale nic z tego, nie daję się sprowokować.
On raz się złości, a raz pokazuje, jaki to on "biedny miś" - jak to on wiele zrobił złego i nie wiadomo, czy ja mu to jeszcze wybaczę, czy ja będę chciała jeszcze z nim być.... JAk to on daleko od Boga, w siłach zła, błądzi, a ja już krok dalej w rozwoju duchowym....
No cóż - ja go pod swoje skrzydła nie wezmę. Powiedziałąm mu, że potrzebuję czasu na podjęcie życiowej decyzji, a on niech się zwróci do Boga. On na to, że nie wie, nie umie - chyba się wstydził bezpośrednio zapytać, od czego zacząć rozwój duchowy. Powiedziałam, żeby wpisał w google 12 kroków i zaczął od pierwszego. Tyle.
Widzę, że żąda ode mnie jakichś deklaracji na jego korzyść, a jednocześnie na pytanie: czy już wybrałeś, z kim chcesz żyć, nie odpowiada nic. WIęc widzę, że się nie ma co cieszyć na powrót. Jedyne, z czego mogę się cieszyć, to to, że chociaż próbuje, coś tam w jego sercu dzieje się; jeszcze na Boga jego serce nie jest całkowicie zamkniete. Ale to już jego droga do Boga - ja kompetencji w tej kwestii nie mam.

Idę ścieżką Pana, Jemu zawierzam, On mnie prowadzi. Błogosławię swojego męża, modlę się za niego i jego kochankę, wszelkie cierpienie oddaję za jego wulonienie. I wierzę , że Bóg błogosławi naszemu małżeństwu :-)

Jak być dalej żoną mądrą i stanowczą w obliczu takiego postępowania męża? - to pytanie na najbliższe dni. Stoję przed decyzją: alimenty czy separacja? Kościelna czy urzędowa? Nie wiem, nie wiem....
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-11, 14:23   

Separacje fizyczną już masz. Zastanów się nad ochroną przed długami ewentualnymi zaciąganymi przez męża.
Zyczę Ci dobrych decyzji, które są trudne.
Pozdrawiam
 
     
AniN
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-11, 14:37   

Kochana Parvati,
uważam, że powinnaś się cieszyć takimi próbami męża. Też nie mam doświadczenia w tej materii, ale myślę, że coś dobrego zaczyna się dziać w Jego sercu i sumieniu. Kruszą się lody. Dobro walczy ze złem. Pewnie to jeszcze wymaga czasu zanim będzie w stanie definitywnie powiedzieć TAK, CHCĘ WRÓCIĆ, ale to już bliżej niż dalej.

Myślę, że trudno zdradzaczom przyznać się przed sobą i całym światem, że popełnili błąd i umotywować dlaczego chcą wracać do związków, w których działa im się ta...ka krzywda. To chyba jedna z większych ludzkich barier.

Na nawrócenie i odnalezienie drogi do Boga też potrzeba czasu.
Ja liczę na ogrom Miłosierdzia Bożego, bo mój mąż był minimum 10 lat daleko od Boga, więc modlę się by Bóg pozwolił mu wrócić na swoje ścieżki w szybszym tempie.

Modlę się za Ciebie i pozdrawiam serdecznie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9