Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Ja, moja żona i nieślubne dziecko
Autor Wiadomość
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 05:26   

jacek12k napisał/a:

lustro napisał/a:
Moze pozwolić jej życ dalej w spokoju, z dala od Ciebie, tak jak ona chce?

Skup sie na swoim małżeństwie.
Zacząłeś proces powrotu, dwa miesiące to dopiero wstep. Masz o czym myśleć, o co sie starać, o co zabiegać... a tamtą sprawę zostaw.



Mojej żonie BARDZO zależy żeby wiedzieć czy mam to dziecko czy nie, mi też na tym zależy żeby wiedzieć więc nie zostawię tamtej sprawy, byłoby by to bardzo głupie nie wiedzieć czy mam dziecko czy nie.


No, i to właśnie jest chciejstwo.
Ja chcę, mnie zależy...i nie zostawię, bo ja chcę i dla mnie to ważne...

Nie bierzesz zupełnie pod uwagę, że w tym układzie nie jestes tylko Ty. Jest jeszcze kilka innych osób, które nie mają prawa do spokojnego zycia, bo Ty chcesz inaczej?
Jest ta Dorota, która układa sobie swoje życie bez Ciebie. Ty ją zostawiłeś dla zony. Jeżeli ma malutkie dziecko, to jest to tym trudniejsze.
Jest jakis facet, który chce byc ojcem dla tego dziecka. A moze to jego dziecko? I Twoje mieszanie się, manifestowanie swojej obecności w tym układzie, może dla niego stanowić sporą przeszkodę, choćby emocjonalną.
Jest dziecko, które ma prawo do spokojnego dzieciństwa, kochającej rodziny, do mamy i taty. A Ty koniecznie musisz w to wejść, bo przeciez Ty chcesz.
Czy będziesz ojcem na co dzień dla tego dziecka? NIE. Bo Ty chcesz być z zoną.
Ale musisz zaznaczyć swoją obecność, choć inni tego sobie nie życzą.
A przecież dla dziecka nie jest ojcem ten kto spłodził, a ten co wychował.

Poza tym - jeżeli dziecko zostało poczęte w trakcie trwania małżeństwa, to uznaje się je za małżeńskie. I nie jestem przekonana, czy masz formalne prawo domagać się badań genetycznych jeżeli matka dziecka tego sobie nie zyczy i oświadcza, że ojcem dziecka jest np. jej mąż.

Nie podoba Ci się Jacku to, co piszę.
To Twoje życie i Twoje decyzje. Ale czasem warto wziąć pod uwagę, że swoimi decyzjami możemy zrujnować życie innym. I to tylko dlatego, że takie mieliśmy "widzi mi się".
Moze warto jednak sie nad tym zastanowić i wybrać mniejsze zło?
Mało to zła juz było do tej pory?

I mam jeszcze pytanie - a jeżeli się okaże, że to dziecko jest Twoje, to co to zmieni?
A jeżeli sie okaże, że to dziecko nie jest Twoje, ale jego matka przez Twoje działania została z nim sama, to co wtedy zrobisz?
Czy w obu przypadkach zajmiesz się matka i dzieckiem? A jeżeli tak - to w jaki sposób?
I Twojej żonie to sie bedzie podobało?
 
     
jacek12k
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 06:52   

Dziękuję Ci lustro za tę odpowiedź.

I bardzo Cię proszę o:

1. Uświadomienie sobie, że to czego ja chcę to (tylko i nic więcej):
- dowiedzieć się czy to dziecko naprawdę się urodziło
- dowiedzieć się czy jest moje

2. Jeszcze jedną odpowiedź biorąc pod uwagę punkt 1.
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 08:08   

ja rozumiem Jacka i jego chęć dowiedzenia się, jaki jest stan faktyczny sytuacji
Jacek ma prawo wiedzieć, i dziecko w przyszłości też, kto jest ojcem- niezaleznie od tego, kto będzie je wychowywał
zakłamanie od początku tej sytuacji daje niemal pewność, że sytuacja w przyszłości będzie jeszcze bardziej skomplikowana

życie ze świadomością, że byc może ma się dziecko nie daje spokoju- ani Jackowi, ani żonie Jacka
Prawda jest ważna
jesli okazę się, że dziecko nie jest twoje- będzie to zamknięcie tematu
jeśli okaże sie, że tak- to wtedy pomyślisz dalej, co robić i jak się zachować
my chyba najlepiej wiemy, jak kończy się życie oparte na niedomówieniach i niewyjasnionych sytuacjach

dziecko nie jest właśnością matki

może niekoniecznie z detektywem w tle, lub szukaniem na siłę- to takie trochę wymuszanie
sposób dochodzenia o prawdy też jest ważny
 
     
monis
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 08:17   

Ja również rozumiem Jacka i jego chciejstwo w dowiedzeniu się prawdy o dziecku--------czy wogóle jest, kim jest jego ojciec biolog. itp.
Bez tej wiedzy Jacek i jego żona nie zbudują swojego szczęścia, bo:
Bety napisał/a:
my chyba najlepiej wiemy, jak kończy się życie oparte na niedomówieniach i niewyjasnionych sytuacjach


może i potrzebny będzie detektyw, może sprawa w sądzie.
jedno wiem napewno-sprawę pomimo ze jest bolesna załatwić trzeba.
 
     
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 11:10   

To mnie akurat nie dziwi.
Tu juz było wiele dyskusji na temat "dochodzenia prawdy po trupach".

A ja mam nadal pytanie do Jacka
- i co zrobisz jak się dowiesz czy to dziecko jest twoje?
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 12:42   

Jacku, czy Ty chcesz po trupach?
ja mam wrażenie, że nie :-)

już napisałam: sposób dochodzenia do prawdy tez jest ważny

ja np. bardzo się modliłam, żeby Bóg mi ukazał prawdę o moim małżenstwie i samo się stało- bez mojego udziału. Nastąpił jednoznaczny zbieg okoliczności jasno wskazujący na stan faktyczny.

W moim odczuciu masz Jacek niezbywalne prawo wiedzieć, czy dziecko jest Twoje.
To porządkuje Twoje życie i relacje względem żony i ewentualnie dziecka : jesli nie jest Twoje masz spokojne serce, jeśli jest- podejmujesz decyzję, co dalej.
Trwanie w niepewności miesiącami a nawet latami to jest gotowanie sobie niezłej jazdy emocjonalnej.

Jak dla mnie oczywiste jest Twoje pragnienie wyjasnienia tej trudnej sytuacji. uważam, że to dojrzała, odpowiedzialna postawa.
 
     
jacek12k
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 13:26   

Bety napisał/a:
Jacku, czy Ty chcesz po trupach?
ja mam wrażenie, że nie :-)


Oczywiście, że nie. W tej chwili tylko sprawdzam jakie mam możliwości w tym zakresie. Ciągle liczę, że Dorota sama mi umożliwi poznanie prawdy. Jest mi jednak coraz trudniej czekać.

Bety napisał/a:
Trwanie w niepewności miesiącami a nawet latami to jest gotowanie sobie niezłej jazdy emocjonalnej.


To prawda, już te miesiące niepewności powodują u mnie duże napięcia, które narastają :-(

Bety napisał/a:
Jak dla mnie oczywiste jest Twoje pragnienie wyjasnienia tej trudnej sytuacji. uważam, że to dojrzała, odpowiedzialna postawa.


Dziękuje :-)

lustro napisał/a:
A ja mam nadal pytanie do Jacka
- i co zrobisz jak się dowiesz czy to dziecko jest twoje?


Jeśli się okaże, że nie jest moje to będę miał dużo do wybaczenia Dorocie.
Jeśli się okaże, że jest moje to będę chciał doprowadzić do wspólnego podjęcia decyzji "co dalej" przez wszystkie zainteresowane osoby.
 
     
jacek12k
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 13:32   

lustro napisał/a:
To mnie akurat nie dziwi.
Tu juz było wiele dyskusji na temat "dochodzenia prawdy po trupach".


Jakoś mi się to nieprzyjemnie czyta. Mam wrażenie jakbyś chciała mi dołożyć za kogoś innego.
Wynika to moje wrażenie chociażby z tego, że piszesz o rzeczach których nie ma w moich postach, np:

lustro napisał/a:
Ty ją zostawiłeś dla zony.


lustro napisał/a:
A Ty koniecznie musisz w to wejść, bo przeciez Ty chcesz.


lustro napisał/a:
Czy będziesz ojcem na co dzień dla tego dziecka? NIE. Bo Ty chcesz być z zoną.
Ale musisz zaznaczyć swoją obecność, choć inni tego sobie nie życzą.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 14:05   

Ja rozumiem zarowno stanowisko lustro, ktora swoja postawa wyraza troske o dobro dziecka nie tylko w chwili obecnej jak i w przyszlosci, jego prawo do stabilnej i nie patchworkowej rodziny. Okazuje to tak jak pojmuje najlepiej budujac przewidywania na swojej wiedzy i doswiadczeniu. I jacka 12k tez rozumiem z checia rozwiklania zagadki, wszak to nie zaginiony przedmiot tylko dziecko, za ktore trzeba wziac odpowiedzialnosc. Problem tylko w tym, ze matka potencjalnego dziecka tak skutecznie od tego sie uchyla, aby te odpowiedzialnosc podjal jacek , ze ten fakt jest niezwykle zastanawiajacy i ze wzgledu na to wszelkie dzialania w tej sprawie musza byc wywazone i ostrozne, aby do zaistnialych juz bledow nie dolozyc nastepnych.
Moje pytanie jacku12k jest takie, czy oboje z zona zdajecie sobie w pelni sprawe z powagi sytuacji z jaka przyjdzie wam sie zmierzyc. Dotad poruszacie sie tylko w obszarze domyslow i teorii i wszyscy nie bardzo wiecie na czym stoicie. :-/
1. Ty jacku12k nawet nie wiesz czy odbudujesz realnie swoj zwiazek z malzonka- i to jest najbardziej palaca kwestia, bo:( przy zalozeniu ze jednak sie odnajdziecie z zona na trwale )
- jesli dziecko jest Twoje to zona moze nie udxwignac nie tylko twojego zaangazowania w dziecko z innego zwiazku, ale tez i Twoich czestszych lub rzadszych kontaktow z kochanka, wciaz bedziesz otwieral potezna rane w jej sercu .
- jesli jest Twoje dzieciatko to co zrobisz jesli zona je przyjmie, a ono z czasem gdy dorosnie zacznie byc wobec niej agresywne, w oczach dziecka, zarowno twoja zona jaki potencjalny partner zyciowy matki beda winni tego ze nie mialo pelnej rodziny.
2. Czy jestes przygotowany na samotne ojcostwo, gdyby to dziecko jednak bylo Twoje ? Myslales o placeniu alimentow, ale zycie bywa inne niz by sie chcialo, obie kobiety moga nie chciec lub nie moc wspolnie z Toba wychowywac tego maluszka, co zrobisz ?

To sa powody dla ktorych najpierw musisz miec jasna sytuacje z zona zanim zrobisz cokolwiek w kwestii tegoz dziecka, uswiadom to tez swojej malzonce, bo ona, w moim odczuciu, dziala teraz raczej na bazie uczuc niz rozumu, inaczej okreslilaby sie w stosunku do tego co dalej z waszym zwiazkiem. Skoro tego nie robi to zastanow sie dlaczego i postaraj sie temu zaradzic. Chodzi o to ze Sajgon jaki zafundowales w zyciu swojej zony jeszcze nie posprzatany, a juz fundujesz jej potencjalny Afganistan. Nie oczekuj ze to sie samo ulozy, bo tak nie bedzie. Jesli nawet to dziecko nie jest Twoje to i tak w psychice zony zostanie jakas nutka niepewnosci co do niespodzianek jakie moga ja jeszcze zaskoczyc.
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 15:09   

własnie matka dziecka uchyla sie od udzielenia informacji- nie znamy dlaczego tak się uchyla

sytuacja jest trudna- a w trudnych sytuacjach należy działać klarownie
nie mylić: na ślepo
 
     
jacek12k
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 17:27   

Bety napisał/a:
sytuacja jest trudna- a w trudnych sytuacjach należy działać klarownie


Napisz proszę coś więcej co masz na myśli.
 
     
jacek12k
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 17:41   

kinga2 napisał/a:
Moje pytanie jacku12k jest takie, czy oboje z zona zdajecie sobie w pelni sprawe z powagi sytuacji z jaka przyjdzie wam sie zmierzyc.


Na to oczywiście nie odpowiem bo nie wiem z czym nam przyjdzie się zmierzyć. Pewne scenariusze możemy sobie wyobrazić, ale czy wszystkie? Pewnie nie.

kinga2 napisał/a:
ale tez i Twoich czestszych lub rzadszych kontaktow z kochanka, wciaz bedziesz otwieral potezna rane w jej sercu .


Hmmm, no i co ja mam na to odpowiedzieć? Jest spora szansa, że tak nie będzie z tą raną. A jeśli tak? Jedyne co mogę zrobić to pracować nad zaufaniem między nami. A to będę robił bez względu na okoliczności.

kinga2 napisał/a:
to co zrobisz jesli zona je przyjmie, a ono z czasem gdy dorosnie zacznie byc wobec niej agresywne


Jeśli od początku będzie dobrze wychowywane to tak nie będzie. A jak będzie? To też teraz nie odpowiem co zrobię, to naprawdę od okoliczności mocno zależy.

kinga2 napisał/a:
Czy jestes przygotowany na samotne ojcostwo, gdyby to dziecko jednak bylo Twoje ?


Podołam temu jeśli będzie trzeba. Dzisiaj oczywiście, że nie jestem do tego przygotowany.

kinga2 napisał/a:

To sa powody dla ktorych najpierw musisz miec jasna sytuacje z zona zanim zrobisz cokolwiek w kwestii tegoz dziecka, uswiadom to tez swojej malzonce, bo ona, w moim odczuciu, dziala teraz raczej na bazie uczuc niz rozumu, inaczej okreslilaby sie w stosunku do tego co dalej z waszym zwiazkiem. Skoro tego nie robi to zastanow sie dlaczego i postaraj sie temu zaradzic.


To jest teraz mój największy problem. Jak temu zaradzić. Z jednej strony chciałbym coś robić, ale z drugiej żona mówi, że czuje się przyparta do muru czasami i chce abym jej "odpuścił".

Dzisiaj wróciła z wakacji. Odebrałem ją z dworca i zawiozłem do domu. Tam poprosiłem ją żeby mi dała moją obrączkę, która u niej była bo chcę ją nosić. Bardzo ją to zezłościło, że ją tym "przypieram do muru". Rozstaliśmy się w nerwach niestety :(

kinga2 napisał/a:
Nie oczekuj ze to sie samo ulozy, bo tak nie bedzie.


W ogóle tego nie oczekuję, wręcz przeciwnie, chcę roić jak najwięcej żeby to poukładać, tylko czasem nie wiem jak to najlepiej zrobić.
 
     
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 19:59   

jacek12k napisał/a:
lustro napisał/a:
To mnie akurat nie dziwi.
Tu juz było wiele dyskusji na temat "dochodzenia prawdy po trupach".


Jakoś mi się to nieprzyjemnie czyta.


To było skierowane do pań - Bety i Monis.
Jestes tu nowym forumowiczem i nie uczestniczyłes w burzliwych dyskusjach na temat "prawdy po trupach".
Jeżeli odebrałes to do siebie - przepraszam.

Mam wrażenie jakbyś chciała mi dołożyć za kogoś innego.
Wynika to moje wrażenie chociażby z tego, że piszesz o rzeczach których nie ma w moich postach, np:

jacek12k napisał/a:
lustro napisał/a:
Ty ją zostawiłeś dla zony.


a napisałeś : Nie chce kontaktów dopiero od jakiegoś czasu, dopiero od kiedy dowiedziała się, że postanowiłem wrócić do żony, wcześniej chciała.

jacek12k napisał/a:
lustro napisał/a:
A Ty koniecznie musisz w to wejść, bo przeciez Ty chcesz.


a tak nie jest?

jacek12k napisał/a:
lustro napisał/a:
Czy będziesz ojcem na co dzień dla tego dziecka? NIE. Bo Ty chcesz być z zoną.
Ale musisz zaznaczyć swoją obecność, choć inni tego sobie nie życzą.


a to było pytanie, tzw retoryczne.
to dośc żmudna praca, zwłaszcza na tym forum, szukanie cytatów z rozrzuconych postów i cytowanie ich, i zwyczajnie nie bardzo mam teraz na to czas, ale jak bedziesz sie upierał swój wywód podeprę cytatami z Ciebie.


Taka prawda, że Ty stale masz podejście do tego z punktu wodzenia JA.
I tu naprawdę jesteś bardzo konsekwentny.
Ale bywa w zyciu tak, że to co JA chcę, uważam, czuje, potrzebuję...trzeba zweryfikować biorąc pod uwage dobro innych.
Ty na razie zatrzymałeś sie na JA.
Nie bierzesz pod uwage ile zła możesz wyrządzić swoim postępowaniem?
Twoja zona nadal nie jest przekonana co do WAS, jak małżeństwa. ( a czemu nie byliście razem na wakacjach skoro odbudowujecie relacje?)
Mówi Ci, że ją stawiasz pod ścianą.
Ale Ty tego chyba nie czujesz.

Zadałam Ci pytania ja, zadała Kenya...to sa pytania o to, co będzie jeżeli...
potrafisz na nie odpowiedzieć ?
popatrzy na swoje odpowiedzi
nie potrafisz...a wiesz dlaczego? bo nie wszedłeś tak naprawdę w "temat"
nie przemyslałeś go dokładnie, nie obejrzałes z wielu stron, nie przemodliłeś...nie wymyśliłes sam róznych wariantów tego, co dalej...wiec nie wiesz, co zrobisz wtedy, bo po prostu o tym nie myslałes naprawdę poważnie.

Oburzasz sie na mnie. Myslisz, że chce Ci "dokopać" w zamian za kogoś - błąd.
Nie przystajesz do żadnej postaci z mojej historii.
Ale jestem matką i sama kiedyś zastanawiałam się nad tym, co dobre dla mnie, co dla innych...dzieci...to wcale nie jest takie proste.
Efekt motyla - nie boisz się tego?
 
     
wojtekr
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-05, 21:06   

Jacku może warto posłuchać konferencji ks. Dziewieckiego, który opisuje sytuacje podobną do Twojej.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8