To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Odbudowa związku po kryzysie, zdradzie, separacji, rozwodzie - zdradzona ... jak zyć ?

Anonymous - 2015-10-20, 09:26

Maćko

a zakazu pisania nie masz ? skoro masz zakaz czytania :mrgreen:

No i pięknie.
Czyli okazuje się, że można całkiem skutecznie, bez mediatorów, psychologów, rozbierania na elementy i szukania dziury w całym...uratować małżeństwo.
Czym ?
Jak na moje oko - Miłością.

I myślę tak - niezależnie czy kryzys był, czy to było zwykłe uniesienie...to właśnie ta okazana miłość jest najskuteczniejszym lekiem.
Sama takiej doświadczyłam. Jestem za nią wdzięczna. I doceniam ją.

I o czym tu dyskutować jeszcze na katolickim forum?

Anonymous - 2015-10-20, 10:22

lustro napisał/a:

I myślę tak - niezależnie czy kryzys był, czy to było zwykłe uniesienie...to właśnie ta okazana miłość jest najskuteczniejszym lekiem.


BINGO!

Anonymous - 2015-10-20, 13:43

macko, co czułeś do swojej żony kiedy kochałeś się w młodszej, atrakcyjniejszej?
chciałeś odejść od żony?
masz wyrzuty sumienia z powodu tej drugiej?
czy teraz kochasz swoją żonę?
dlaczego wybrałeś żonę?
bardzo proszę o odpowiedź, może być PW

Anonymous - 2015-10-20, 14:06

Proszę o odpowiedź na forum, też jestem ciekawa, a może w nowym wątku, który założył Jacek.
Anonymous - 2015-10-20, 16:24

1803 napisał/a:
macko, co czułeś do swojej żony kiedy kochałeś się w młodszej, atrakcyjniejszej?


Nie przestałem kochać żony.

1803 napisał/a:
chciałeś odejść od żony?


Nie, to na pewno.

1803 napisał/a:
masz wyrzuty sumienia z powodu tej drugiej?


Miałem duże. Głównie dlatego, że mam poczucie, że tamtej dziewczynie mogłem namieszać.
Niby każdy odpowiada za swoje czyny, ale do końca mnie to nie uspakaja. Myślę, że miałem jakiś wpływ na drogę, którą ona potem wybrała :-(
Czas mija, wszystko mija. Teraz mniej o tym myślę, mam spokój.
Teraz bardziej niż wyrzuty mam poczucie bezsensu tych wydarzeń. Wolałbym żeby się to nie wydarzyło.
Ale jest jak jest.

1803 napisał/a:
czy teraz kochasz swoją żonę?


tak


1803 napisał/a:
dlaczego wybrałeś żonę?


Moją żonę wybrałem 17 lat temu. Od tego czasu nie mam wyboru.
Nie będę ściemniał, że to co się wydarzyło nie było jakoś tam dla mnie fascynujące (nie wiem czy dobre określenie, lepszego nie mogę znaleźć), ale było też od początku trudne.
To są silne, sprzeczne uczucia. Jak w piosence "Ni nam razem, ni bez siebie być".
Mam, wbrew pozorom, jakąś przyzwoitość, poza tym wiedziałem, że to jest bez sensu.
No, ale nie było łatwo przerwać. Myśleliśmy, że da się to przywrócić do zwykłej, przyjacielskiej znajomości, ale się nie dało. Ja nie umiałem skończyć.
Potem wydarzyło się coś, co mną potrząsnęło i dalej poszło w zasadzie samo, do w miarę dobrego zakończenia (jeśli można w takiej sytuacji tak powiedzieć).
Nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły.

Anonymous - 2015-10-20, 17:18

macko napisał/a:
Cytat:
macko, co czułeś do swojej żony kiedy kochałeś się w młodszej, atrakcyjniejszej?


Nie przestałem kochać żony.

Cytat:
1803 napisał/a:
chciałeś odejść od żony?


Nie, to na pewno.

ale wtedy też tak myślałeś?
czy napisałeś to z perspektywy czasu?

pytam bo szukam podobieństw.

Anonymous - 2015-10-20, 20:16

macko napisał/a:


Moją żonę wybrałem 17 lat temu. Od tego czasu nie mam wyboru.

No, ale nie było łatwo przerwać. Myśleliśmy, że da się to przywrócić do zwykłej, przyjacielskiej znajomości, ale się nie dało. Ja nie umiałem skończyć.
Potem wydarzyło się coś, co mną potrząsnęło i dalej poszło w zasadzie samo,


Bardzo szanuję Cię za szczerość.
Jesteś odpowiedzialnym i wartościowym człowiekiem. To musiało być dla Ciebie trudne.

Anonymous - 2015-10-20, 20:53

1803 napisał/a:
macko napisał/a:
Cytat:
macko, co czułeś do swojej żony kiedy kochałeś się w młodszej, atrakcyjniejszej?


Nie przestałem kochać żony.

Cytat:
1803 napisał/a:
chciałeś odejść od żony?


Nie, to na pewno.

ale wtedy też tak myślałeś?
czy napisałeś to z perspektywy czasu?

pytam bo szukam podobieństw.


Odejście od żony i zostawienie dzieci NIGDY nie było opcją.
Nie dałbym rady, to mi się po prostu w głowie nie mieści.
Tak naprawdę to wtedy za dużo nie myślałem :-(
Na pewno niczego długoterminowo nie planowałem.

Rozumiem, że pytacie, bo chcecie zrozumieć, czegoś się upewnić, ale nie jestem pewny czy to jest dobra droga. Może jednak lepiej nie przeanalizowywać. Dla własnego dobra - żeby się nie zagnębiać, żeby pozwolić ranom się zabliźnić.
Czas leczy rany, więc może trzeba pozwolić mu spokojnie pracować.


Renta - dziękuję. Tak było to dosyć trudne (to i inne sprawy), ale już nie jest.
Naprawdę wierzę w dobroczynne działanie czasu :->

Anonymous - 2015-10-20, 21:01

Maćko - dzięki za odpowiedzi. Utwierdziły mnie w przekonaniu że jesteście z Marsa wy faceci.
Dla mnie odpowiedź że "tak po prostu poszło przez 2 lata i nikt się nad tym nie zastanawiał" jest skrajnie ... nawet nie wiem jaka - nieodpowiedzialna, bzdurna, płytka. Jak można się nie zastanawiać nad tym że się zdradza przez 2 lata (czy tam nawet 3 miesiące jak w twoim przypadku). Przecież obok dzieje się normalne życie, jest ta żona, jest z nią kontakt, czasem romantyczne momenty. I czy wtedy naprawdę faceta nie nachodzi refleksja że coś tu nie gra ? Że może warto z którymś kłamstwem skończyć ? Czy nie czujecie się źle i obłudnie w takich sytuacjach ?
Podziwiam Twoją żonę po przeczytaniu jak do zdrady podeszła. Naprawdę musi być silną kobietą.
Ja ryczę jak bóbr od 2 tygodni.

Anonymous - 2015-10-21, 07:13

macko napisał/a:
Rozumiem, że pytacie, bo chcecie zrozumieć, czegoś się upewnić, ale nie jestem pewny czy to jest dobra droga. Może jednak lepiej nie przeanalizowywać. Dla własnego dobra - żeby się nie zagnębiać, żeby pozwolić ranom się zabliźnić.
Czas leczy rany, więc może trzeba pozwolić mu spokojnie pracować.

święte słowa macko...tylko ze to zrozumie się po kilku miesiącach, a może i latach...
no i trzeba być silnym, by się nie poddać tym analizom.....

Anonymous - 2015-10-21, 07:22

Elu, wczoraj czytałam Piękniejsza niż perły.
pozwól, ze Ci coś napiszę:"ze wzgledu na roznice w sposobie funkcjonowania naszych mózgów, przysłuzysz sie swojemu małzenstwu, akceptujac fakt ze pewnych rzeczy w postepowaniu twojego meza nigdy nie zrozumiesz(..)

np. "nie jesteś w stanie zaczekać na mnie 5 minut w centrum handlowym w sklepie, ale potrafisz wstać o pół do piątej rano po to by spędzić cały dzień w zasadzce na jelenie. Robiąć co? Czekając 10 godzin....

Kilka stron wvześniej w tej książce jest wyjaśnione jak zbudowany jest mózgkobiety a jak mężczyzny. Ile połaczeń nerwowych jest, jak faceci dzialają z opóźnieniem....co z emocjami się dzieje....

Pulikowski też o tym wspomina.

Coś w tym jest.....oczywiście nic nie usprawiedliwia zdrady.
Nawet inne połączenia nerwowe w mózgu. :mrgreen:

chodzi o to ze mężczyźni są z Marsa a kobiety z Venus.

Anonymous - 2015-10-21, 07:35

ela610 napisał/a:
Przecież obok dzieje się normalne życie, jest ta żona, jest z nią kontakt, czasem romantyczne momenty. I czy wtedy naprawdę faceta nie nachodzi refleksja że coś tu nie gra ? Że może warto z którymś kłamstwem skończyć?


Biblijny król Salomon miał 700 żon i 300 nałożnic. Myślisz że zastanawiał się czasem czy warto z tym kłamstwem skończyć i odprawić 300 nałożnic i 699 żon?

Jeśli żona nie wie (albo, w skrajnych przypadkach, akceptuje) romans - dla faceta to sytuacja idealna. Jest żona: od dzieci, domowego ogniska, rodzinnych obiadów i obchodzenia świąt... i jest kochanka: od romantycznych uniesień, weekendowych wypadów, itp. I wcale nie musi być tak że facet nie cierpi swojej żony. Nie, kocha - na swój sposób - obie. Jeśli nikt nie rozdziera szat i nie wystawia walizek za drzwi, nad czym się tu zastanawiać?

(PS. Bynajmniej nie pochwalam takiego podejścia. Napisałem tylko jak sprawy wyglądają na Marsie.)

Anonymous - 2015-10-21, 08:00

Elu

Czyli dostałaś swego rodzaju odpowiedź i "rozwiązanie zagadki".
Zupełnie proste i kompletnie bezproblemowe. Nie ma drugiego dna i nie ma czego się doszukiwać.
Stało się - tak bywa.

To w sumie dobra wiadomość, jak się nad tym dobrze zastanowisz, że to był tylko taki dłuższy skok w bok i nic więcej.
Być może potraktowanie go właśnie tak, jako rzecz nie wartą uwagi należy go potraktować?
Żona Macko na tym wygrała...była ponad to.

Anonymous - 2015-10-21, 08:13

ela610 napisał/a:
Maćko - dzięki za odpowiedzi. Utwierdziły mnie w przekonaniu że jesteście z Marsa wy faceci.
Dla mnie odpowiedź że "tak po prostu poszło przez 2 lata i nikt się nad tym nie zastanawiał" jest skrajnie ... nawet nie wiem jaka - nieodpowiedzialna, bzdurna, płytka. Jak można się nie zastanawiać nad tym że się zdradza przez 2 lata (czy tam nawet 3 miesiące jak w twoim przypadku). Przecież obok dzieje się normalne życie, jest ta żona, jest z nią kontakt, czasem romantyczne momenty. I czy wtedy naprawdę faceta nie nachodzi refleksja że coś tu nie gra ? Że może warto z którymś kłamstwem skończyć ? Czy nie czujecie się źle i obłudnie w takich sytuacjach ?


Jasne, że przychodzi refleksja. To nie jest tylko i wyłącznie przyjemność.
Ja próbowałem kończyć kilka razy (w ciągu tych 3 miesięcy), z marnym efektem.
Były wprowadzane tzw. "zasady", które miały zapewnić przyzwoitość, ale to bzdura była. Trzeba było uciąć kontakty i tyle. Ale było szkoda tego co było dookoła - współpracowaliśmy przy fajnym projekcie i inne sprawy. Wydawało się, że da się to zostawić i uciąć to co nielegalne.

Człowiek znajduje sobie głupie wytłumaczenia żeby w tym trwać, napisałem coś o tym w wątku "Postępowanie zdradzającego", więc może nie będę się tutaj powtarzał.

Tak, racja to jest nieodpowiedzialne, bzdurne itd.
Co by tu nie pisać, to jest to po prostu mega słabe i złe :-(
Niestety refleksja czasem przychodzi za późno.
Można mieć nadzieję, że się wychodzi z tego choć trochę mądrzejszym.

Wiem, że Cię to strasznie boli, ale masz też okazję pokazać miłość swojemu mężowi.
Miłość wbrew wszystkiemu, miłość kiedy tak trudno jest kochać.
On to na pewno zauważyłby i docenił, bo to jest naprawdę coś.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group