To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Świadectwa - Trudny dla mnie czas Synodu

Anonymous - 2014-10-23, 12:36
Temat postu: Trudny dla mnie czas Synodu
Czytałam różne wątki przez was podejmowane i nie ukrywam, że dla mnie czas posiedzenia Synodu był trudnym czasem, w czasie którego wiele razy zostałam „zaatakowana” nie tylko przez znajomych ale co gorsza przez najbliższe mi osoby. Otwieram ten wątek z dwóch powodów.

1. Po pierwsze chciałabym abyście się podzielili swoimi emocjami, przeżyciami czy sytuacjami, których doświadczyliście w czasie trwania synodu i przeciekających „informacji”, abyście napisali jak się samopoczucie wam towarzyszyło w obliczu dyskusji podczas synodu…..jak wpływały na was wszystkie najrozmaitsze artykuły na ten temat.
2. Po drugie zasugerowana skypową rozmową na ten temat, myślę, że warto aby te nasze słowa dotarły wyżej – aby świat, a szczególnie Kościół wiedział jak takie osoby jak my rani – podejmowanie takich dyskusji, polemizujących z treścią słów Pana Jezusa na temat nierozerwalności małżeństwa.

Zacznę od siebie i reakcji mojej rodziny najbliższej od której otrzymywałam mnóstwo telefonów w stylu ….a widzisz, zobacz co się dzieję, niedługo papież pozwoli przyjmować Komunię niesakramentalnym…… Zenitu sięgnęła sytuacja podczas obiadu, kiedy to usłyszałam, że nie potrzebnie się w ten cały Sychar wpakowałam, bo teraz bym mogła ułożyć sobie życie z kimś innym a dziecko by miało ojca, a tak nie mam nic. Natomiast kiedy ukazały się wyniki głosowania – moja rodzina skomentowała – to jednoznacznie – zobacz jak niewiele zabrakło aby udało im się „przeforsować ten pomysł” następnym razem się uda. I powiem też o swoich odczuciach – sama zaczęłam wchodzić w tą spirale niepewności codziennie przeglądając strony internetowe – czy coś już nie zdecydowano, zaczęłam się obawiać a co jeśli……… czytając ostrą krytykę biskupów, którzy dzielnie trwali na straży nierozerwalności małżeństwa – i stwarzaniu małżonkom możliwości powrotu do rodzin…… byli wyszydzani i ośmieszani za ich „zacofanie”, nie podążanie za nowymi trendami….za jakimi nowymi trendami – czyżby „aneksowano” Ewangelię, a ja tego nie zauważyłam, albo czy Pan Jezus podyktował ciąg dalszy…. .gdyby nie wyszło ci małżeństwo – zawrzyj drugie….. Co w takim razie powinnam powiedzieć mężowi, który ze łzami w oczach – dziękował mi, za trwanie w mojej wierności, pomimo tego, że błądzi – wie, że ma przystań, do której może wrócić, ma rodzinę, która na niego czeka, modli się za niego, co mam powiedzieć córce – sorry ale znudziło mi się czekanie, bo być może pojawi się inne wyjście….. znajdę Ci innego tatę, a tego nie musisz już kochać i szanować, dziękować za dar życia….. Cieszyłam się czytając słowa kard. Christoph Schönborna stającego w obronie małżonków wiernych przysiędze małżeńskiej, bo one napełniły mnie nadzieję, że są jeszcze odważni kardynałowie broniący świętości sakramentu małżeństwa. Synod się skończył a tego co przeżyłam i doświadczyłam nikt już nie cofnie i myślę, że nie byłam w tym osamotniona, na pewno jest tu wiele osób, które podobnie przeżyły ten czas – może warto aby ktoś nas usłyszał…..

Anonymous - 2014-10-23, 12:54

Dziękuję Ci miazia za tak osobistą, szczerą, poruszającą wypowiedź.
Wiele z tego co piszesz, m.in. uczucia niepewności, czy zaniepokojenia, czy braku oparcia, też było moim udziałem.

-------
Chciałabym jednocześnie ze skromnego miejsca moderatora zaapelować do przyszłych dyskutantów, aby mieli zawsze na uwadze, że forum Sycharu jest pomysłem na POMOC. I o ile każdy z nas oczywiście ma prawo do wypowiedzi zgodnie z regulaminem, to pamiętajmy że ludzie czytający i piszący częstokroć poruszają najbardziej bolesne struny w swoich sercach.
Apeluję zatem o szacunek do uczuć innych.
Ten wątek ma szansę zamienić się znów w przepychankę pt. "ale o co wam chodzi, przecież biskupi itp".
A miazi - jeśli dobrze rozumiem - chodzi o podzielenie się odczuciami a nie przekonywanie zwolenników zmian aby zmienili zdanie.

Anonymous - 2014-10-23, 13:01

moc nadziei napisał/a:
Ten wątek ma szansę zamienić się znów w przepychankę pt. "ale o co wam chodzi, przecież biskupi itp".
A miazi - jeśli dobrze rozumiem - chodzi o podzielenie się odczuciami a nie przekonywanie zwolenników zmian aby zmienili zdanie
dziękuję MN o to mi właśnie chodziło, nie ukrywam, że jest to potrzebne nie tylko mi ale tym wszystkim którym na co dzień pomagam, i czasami są to jak to ktoś dobrze określi "osoby słabszej wiary" Myślę, że warto o tym powiedzieć.....może warto abyś ktoś nas usłyszał, ze my też coś "czujemy" że nie można nas bezustannie ranić - takimi dyskusjami. Jeśli ktoś chce się zajmować przepychanką słowną - bardzo proszę o założenie sobie oddzielnego wątku - bo to nie było moim celem. Nie chodzi mi o dyskusję ale o świadectwo - z tego trudnego czasu :-D
Anonymous - 2014-10-23, 16:41

Najpierw czułem wściekłość, że tak naprawdę nie wiem, co tam się dzieje, ponieważ LUDZIE, którzy przekazywali informacje o Synodzie - mieli wpływ na to, co przekazują... (najlepszym na to dowodem była sytuacja z pierwszym RELATIO). Myślałem o moim gniewie i nagle zrozumiałem, że tak, to mnie naprawdę boli, że wiadomości o dyskusjach poruszają moje podstawy dzisiejszego funkcjonowania. Zastanawiałem się czy to możliwe, że wszystko co robię NIE MA po prostu SENSU?

A potem poczułem bezradność, która sprowadziła mnie na ziemię i przypomniała krok nr 1: Przyznajemy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego uzależnienia i problemów – i że w naszym życiu już nie możemy dać sobie rady. I poczułem SPOKÓJ, i POKÓJ... Napisałem na forum w innym miejscu na temat, że sprawę wyjaśnił przecież sam Jezus 2000 lat temu i jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby postanowił zmienić akurat teraz zdanie, jeżeli tak TWARDO wyjaśnił sprawę w tamtych czasach = tamtemu wybranemu przez Boga narodowi...

Papież Franciszek powiedział, że tarcia i spory są potrzebne, i ja się z tym zgadzam. Uważam, że Synod wykonał kawał dobrej roboty, ponieważ w końcu głośno i wyraźnie mówi się również o Tych, którzy trwają :-D Nie czuję się zraniony, ponieważ wiem, że droga po której idę jest Ok. Nie oglądam się już na innych (przyznaję, że bywa ciężko), ponieważ nikt i nic nie jest więcej wart od mojego życia, które z Bogiem jest wspaniałą przygodą - pełną różnego rodzaju zwrotów akcji, które powodują, że codziennie dziękuję Bogu: za wszystko co mi daje i wszystko co mi zabiera oraz wszystko... czego mi oszczędza. To On daje mi siłę do przetrwania nawet bardzo trudnych dla mnie sytuacji. Mam na to niezbite dowody i ponad siedmioletnią ścieżkę czekania - nie czekając.

Nie czuję się "zacofany" czy "nie podążający za nowymi trendami"... Wręcz przeciwnie! Idę po prostu pod prąd i im dłużej idę... tym większy czuję SPOKÓJ i POKÓJ w duszy. To ja ślubowałem żonie, że nie pozwolę na jej potępienie, a jeżeli okaże się, że Pan Bóg znajdzie na to inny sposób? Hm... On kocha WSZYSTKICH i przyszedł na ten świat do chorych, a nie zdrowych i przypomina mi się od razu Księga Jonasza, w której odnajduję wiele ze swojego życia ;-) ale teraz przede wszystkim chodzą mi po głowie ostatnie słowa Boga (Jon 4:11) :?: :idea: :?:

Anonymous - 2014-10-23, 17:20

Dla mnie nie był to czas trudny, ale pewnie dlatego, że z mężem ciągle jesteśmy "razem". A jednak, nawet gdyby tak nie było, gdybym żyła w separacji, te wszystkie dyskusje nie miałyby na mnie wpływu. Bo ja już zdecydowałam i mam silne, bardzo silne wewnętrzne przekonanie co do tego, jaką drogą powinnam iść. I niezależnie od tego, jak się sprawy potoczą - czy będziemy za rok, pięć czy dziesięć lat razem, czy nie, to ja wiem, co robić i wiem DLACZEGO postąpię tak, a nie inaczej. I jeśli coś w mojej postawie się jeszcze zmieni... to tylko ku lepszemu, ku pełniejszej miłości i wierności, zarówno względem Boga, jak i męża, którego kocham niezależnie od wszystkiego innego.


Nie mogę przecież chyba... stać się mniej dojrzała, prawda? A okres buntu... już mam za sobą.

Anonymous - 2014-10-23, 20:50

miazia napisał/a:
abyście napisali jak się samopoczucie wam towarzyszyło w obliczu dyskusji podczas synodu…..jak wpływały na was wszystkie najrozmaitsze artykuły na ten temat.


Od początku nie mieściło mi się w głowie aby osoby po rozwodzie żyjące w niesakramentalnych związkach mogły przystępować do Komunii Świętej. A gdzie 6 i 9 przykazanie :shock:
Cała dyskusja na ten temat stawała się z każdą chwilą coraz bardziej zaskakująca. Wypowiedzi niektórych biskupów, kardynałów były dla mnie szokujące.
Nie mogłem uwierzyć w treść komunikatu z pierwszej części synodu. Zdawałem sobie sprawę, że media mogą różnie relacjonować to co dzieje się na synodzie, ale oficjalny komunikat :shock:

miazia napisał/a:
warto aby te nasze słowa dotarły wyżej – aby świat, a szczególnie Kościół wiedział jak takie osoby jak my rani – podejmowanie takich dyskusji, polemizujących z treścią słów Pana Jezusa na temat nierozerwalności małżeństwa.


Właśnie dlatego, aby powiedzieć jak wpływa na takie osoby jak my, podejmowanie w Kościele takich dyskusji, jeszcze podczas synodu napisałem list do Papieża Franciszka i wyraziłem w nim to co czułem.

Anonymous - 2014-10-23, 22:55

A ja powiem szczerze,nawet nie czytałam doniesień z Synodu, a już zwłaszcza na tych popularnych portalach, które i tak wygrzebią z wszystkich zagadnień tylko takie, które wywołują najwięcej emocji a nie przedstawiają rzetelnie faktów. Ja ufam,że słowa Pana Jezusa obronią się ,bo przecież tyle już było pomysłów na interpretacje Ewangelii,a Kościół trwa .Uważam,że jak będziemy zmieniać przykazania, to jaki jest sens wszystkiego w co dotychczas wierzymy? To pomału będziemy mogli tak nagiąć każde przykazanie....Ja również podjęłam decyzję i będę w niej trwać,chociaż też ludzie nie mogą pojąć czemu ja jeszcze nie wzięłam rozwodu...
Anonymous - 2014-10-24, 09:39

Polecam artykuł Roberta Tekieli " Nie będzie rewolucji w Kościele" w GP z 22.10.2014.
Anonymous - 2014-10-24, 10:20

U mnie sprawy poruszane na synodzie zaowocowały takimi myślami:
1) Panie Boże jak tu nie zbłądzić, skoro nawet Twoi biskupi błądzą? I mam tu na myśli szersze pole niż tlyko relacje malżeńskie;/
2) co zrobię jeśli na synodzie 'przejdą' owe poglądy? przecież tak mocno wierzę w obecność Ducha św. w Kościele i to, że bramy piekielne go nie przemogą ;/ Co zorbić jeśłi kosiół zaakceptuje coś tak sprzecznego z Ewangelią? Czy to wola Boża, żeby tak było? A mnie się to kłóci z Pismem św. - co wtedy? gdzie pojśc, skoro protestanci i prawosławni są równie 'postępowi'? Czy to dalej 'Boży' kościół?
3) Czy żyję w czasach tak zatwardziałych serc jak za czasów Mojżesza: "Mojżesz pozwolił wam odprawiać swoje żony ze względu na zatwardziałość serc waszych, ale od początku tak nie było."
4) co ja zrobię ze swoim życiem w takiej sytuacji? ja to jedno - bo mogę sobie tak trwać w samotności do końca sowich dni - ale jak pisze np.Mizia - moze dla dobra dziecka, jeśli synod uznałby, że można, to czy warto zakładać nową rodzinę?
5) co to będzie w przyszłości? Jak 'wymrze' pewne pokolenie biskupów? co usłyszę za 20 lat?
6) za mało się modlę za księży

Anonymous - 2014-10-24, 12:05

Kari napisał/a:
Polecam artykuł Roberta Tekieli " Nie będzie rewolucji w Kościele"
Dziękuje. Artykuł kończy się słowami "Media liberalne próbują zrobić wszystko, żeby w świat poszedł przekaz: Kościół wreszcie przyznał, że małżeństwo nie jest nierozerwalne. Jakie to musi czynić spustoszenie w sercach osób, które walczą o trwałość małżeństwa również ze względu na troskę o zbawienie obu małżonków. Tymczasem z pewnością tę walkę łatwiej wygrać, przyjmując Jezusa do serca w komunii świętej."
http://gloria.tv/media/1GFc3zkpC4V

Anonymous - 2014-11-03, 22:54

Ku pokrzepieniu naszych Sycharowskich SERC - Bp Ryś o Synodzie:

http://kosciol.wiara.pl/d...m_DM%2020141103


Pogody Ducha :mrgreen:

Anonymous - 2014-11-04, 08:25

Pojedynczy człowiek, ksiądz, biskup - jest omylny. Święcenia kapłańskie nie sprawiają, że oni stają się świętymi na ziemi. Mają te same pokusy i wątpliwości co i my, nic nie jest im oszczędzone.
Za to cały Kościół jest nieomylny.
Czyli nie ma znaczenia ilu pobłądziło. Jeden czy dziesięciu biskupów. Nie patrzcie, że "mało brakowało". Bóg podtrzyma swoje prawa choćby i jednym głosem. Lubi budować napięcie :)
Kościół (nie ten, czy tamten biskup) orzekł - małżeństwo jest nierozerwalne - koniec, kropka.

Anonymous - 2014-11-05, 16:25

Rubin napisał/a:
Bóg podtrzyma swoje prawa choćby i jednym głosem. Lubi budować napięcie :


:mrgreen:

Anonymous - 2014-11-08, 09:58

Miazia, bardzo bliskie są mi Twoje odczucia, co do echa jakim odbił się Synod, pośród pewnych bliskich mi osób. Te już dawno temu twierdziły, że nauczanie Kościoła w tej kwestii - zmieni się. I wreszcie! Nie zmieniło się póki co i jestem przekonana, że nigdy do tego nie dojdzie, ale, ale... Już w wielu pojawia się przekonanie, że mieli rację... W wielu mniej ugruntowanych w wierze kiełkuje myśl: "no więc jednak to nie takie całkiem pewne, co dzisiaj głosi Kościół, za jakiś czas może tę prawdę zmienić (no przecież waha się) i chyba nie ma co być takim posłusznym Jemu we wszystkim. A sprawa antykoncepcji itp. - z tak nieżyciowym podejściem, na pewno coś się zmieni." Mnie bardzo martwią skutki takiego przekazu z Obrad Synodu, jaki to miał miejsce: cisza o trosce Biskupów o rodzinę (no przecież taki cel jemu przyświecał), ale wątek niesakramentalnych wkoło na tapecie, jakoby rozwody to spadały na tych ludzi z kosmosu, a nie były skutkiem kryzysu rodziny. Jak dla mnie to, jakaś buta pewnej grupy ludzi, również w środkach przekazu: "oto my wreszcie najważniejsi, siedźcie cicho tam jaskiniowcy". No ważni w Kościele, jak wszyscy grzesznicy, ale to nie tak, że jesteście tymi bardziej oświeconymi, co to już wiedzieli wcześniej, zanim Synod temat poruszył.
Ile zamętu w ludzkich głowach powstało, ilu już (!) uznało, że związek niesakramentalny jest ok. Nie sprawdzimy tego, po owocach poznamy. Być może już ktoś zwątpił w sens ratowania swojego małżeństwa. Pojawia się "nowatorskie" przekonanie, że w Kościele, podobnie jak w życiu, też można coś wywalczyć, byle głośno, byle mocno: nam się należy!

Przecież to nie tak powinno być z nami... My akceptujemy, co Kościół zmienił, nie odwrotnie.
I podziały w temacie pośród samego duchowieństwa, nie służy to nam. Nam potrzeba jednomyślności, bo zbyt słabi jesteśmy.

I cudowny Papcio Franciszek, o wielkim wrażliwym sercu... Może dzieje się tak, że wierni próbują tę Jego dobroć wykorzystać? Jeśli czasem nie mówi do tłumów Szczęść Boże, ale Dzień Dobry, to nie dlatego że o Bogu nie myśli teraz, że promuje świecki styl bycia, ale pewnie dlatego że chce być tak bliski nam, którzy to na co dzień tak się pozdrawiamy. Dobroć ludzka też bywa pokusą.

To tyle z moich przemyśleń.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group