Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Dylematy etyczne dotyczące informowania o zdradzie
Autor Wiadomość
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 15:44   

Róża
Cytat:
Moim zdaniem, najpierw odchodzimy od Miłości Boga (a może nie zdążyliśmy jeszcze jej doświadczyć, mimo przekonania, że zapewne Jest), a dopiero później - od współmałżonka. Przynajmniej jest wtedy większe prawdopodobieństwo, że owo zło ukaże się nam jako dobro.


Ależ tak , taka jest kolejność .
Ja skupiłem się tylko na wykazaniu niemożliwości
pozostania wiernym Bogu przy niewierności małżonkowi .

Cóż , widzę że niektóre moje zmysły uległy szybkiej ewolucji .
Nie wiem czy to w ramach adaptacji do pójścia w zaświaty ? :mrgreen:

==================================================

Pytanie Grzegorza
Cytat:
Zatem co ma zrobić mąż katolik z niejednego wątku opisywanego na forum.
Być szczerym i mówić "irytujesz mnie, nie kocham cię" i sobie pójść, czy też
z uwagi na sakrament starać się przyjąć pozytywną, odpowiedzialną postawę wobec żony, nawet jeśli to się kłóci z jego wewnętrznym odczuciem ?
Przyznasz przecież, że tak w 100% nie panujemy nad tym co czujemy?
Możemy w 100% panować nad tym jak się zachowujemy.


jest bardzo dobre , ważne .
Taka odpowiedź nie wystarczy moc nadziei , na pewno nie wszystkim .
Myśłe , że tu coś można się dowiedzieć :

Poznawanie i przeżywanie własnych uczuć
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 15:58   

fajnie że linkujesz x Marka
ja właśnie miałam wkleic jego ostatnią publikację dot. emocji
http://www.tolle.pl/pozyc...paign=klubtolle
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 17:06   

Mare, MN

Wiele osób na forum pisze, że chciałoby aby mąż/żona wrócił i był po prostu dla nich dobry.
By był w domu, szanował, nie kłócił się, nie pił, ale bądźmy szczerzy, czy naprawdę o to chodzi? Nie ważne jak będziemy sobie na forum definiować różne sprawy....miłość, kochanie, uczucia, miłość jako postawa itp...
Każdemu zależy aby kochać i być kochanym. Miedzy bajki można włożyć stwierdzenia o bezinteresownej miłości w związku.
Bezinteresownie to mogła kochać biedaków Matka Teresa.
...............
Co do emocji...można nad nimi panować. Nawet wilka można nauczyć chodzić na smyczy jak pies. Można mu wmówić, że zawsze chciał być psem i tylko psy są dobre, a wilki złe, ale czy ten wilk będzie szczęśliwy?


ps.
Nie skorzystam z linków, bo mówiąc wprost gdy usłyszałem jak ks Drzewiecki radzi aby oddać nieślubne dziecko do adopcji (gdy żona powraca do męża), nic więcej tego księdza nie przeczytam. Nie można radzić komuś aby wykazywał się empatią, a samemu empatii nie mieć.
....
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 18:31   

grzegorz_ napisał/a:
Nie skorzystam z linków, bo mówiąc wprost gdy usłyszałem jak ks Drzewiecki radzi aby oddać nieślubne dziecko do adopcji (gdy żona powraca do męża), nic więcej tego księdza nie przeczytam. Nie można radzić komuś aby wykazywał się empatią, a samemu empatii nie mieć.


a co ma do tego empatia?

każde dziecko, które przychodzi na świat, ma ŚWIĘTE PRAWO do bycia dzieckiem chcianym, kochanym przez OBOJE RODZICÓW, mające pełną rodzinę, gdzie ojczym nie będzie patrzył na niego krzywym okiem, może szturchał, wypominał przez całe życie coś,co nie było jego winą w żadnym stopniu.......ma prawo do bycia z opiekunami,mamą czy ojcem każdego dnia........a takie warunki może dać rodzina adopcyjna,która kocha się nawzajem mimo bezdzietności przez wiele lat bardzo czesto i dla której takie dziecko-bękart(tak może być nazywane np. przez "kochającą" babcię,będzie wyczekiwanym,ukochanym cudem-czyli będzie przyjęte TAK JAK NA TO ZASŁUGUJE.Koniec i kropka.
nie rozumiem tego parcia na przekazywanie genów,jakby to było najważniejsze w życiu....mamusia będzie cierpieć?ano taki jej los........poszła na cudzy trawnik,posmakowała przyjemności i teraz czas na konsekwencje....powiedz,czemu dziecko ma za to płacić spapranym dzieciństwem....ojcem gdzie na przychodne,z niechętnym i obcym ojczymem,z niechęcią ze strony rodziny zdradzanego ojczyma itd itd....niech cierpi ten,kto grzeszy,a nie niewinny człowiek.......Grzegorz....mylisz empatię z egoizmem........zawsze będę za tym,by twierdzić,że lepiej by dziecko nie miało ojca/matki,niż żeby miało takich rodziców byle jakich-nie każdy powinien mieć dzieci,nie każdy powinien się żenić-to,że jest taka wolnośc wyboru,apotem wolność wyboru życia,nie musi odbijać się na dzieciach........oddanie przez taką matkę dziecka do adopcji,byłoby najwyższa formą miłości wobec tego dziecka i najwyższym okazaniem braku egoizmu,który własne potrzeby chowa gdzies daleko,a liczy się to,by dziecko wychowywało się w szczęśliwej i zdrowej rodzinie..............

inna sprawa,że po pierwsze to i tak gadanie na puszczy,bo nikt nie odda dziecka do adopcji w takiej sytuacji,a po drugie niema gwarancji,że rodzina adopcyjna też się nie rozpadnie..........stąd aż tak się nie żołądkuję..........ale co do zasady i motywacji do takiego postępowania - całkowicie popieram księdza Drzewieckiego...........
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 19:20   

Grzegorz
masz chyba wyjątkową okazję
zapoznać sie z tekstem - WIEDZĄ ,
która może sprawić
że inaczej spojrzysz na "sprawy" .
Przynajmniej powinna zastanowić . ;-)
Przecież zawsze chcesz naukowych czy choćby logicznych wyjasnień .
A co to ma za znaczenie , że nie lubisz faceta ? :mrgreen:
Mnie też irytują czasem ludzie pewni siebie .

To dość trudne , kompedium wiedzy w zasadzie .
Można jednak wyłowić kilka ważnych prawd .
np. różnicę pomiedzy przyjemnoscią a radością
Porównaj własne przeżycia , doświadczenia z tym co tam napisano .
Ja zauważyłem , że wiele sie zgadza . ;-)

A tak najprościej .
Zauważ , że aby wejść na górę i cieszyć się widokiem , zdobyciem
trzeba IŚĆ POD GÓRĘ . :mrgreen:
Wielu chce wejść na górę , ale wybierają łatwiejsze drogi ,
te prowadzace w dół .
Szybko , prosto , łatwo i przyjemnie , bez wysiłku .
Jak coś takim sposobem , cokolwiek zresztą można osiągnąć - to daj mi znać !

Dodatkowo zauważ , że radość masz juz z pewności drogi
i podczas wchodzenia pomimo trudu
a nie tylko i dopiero na szczycie .
Chodzę , to wiem . :mrgreen:
 
     
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 19:23   

Krasnobar.... kawaler...czy posiada Pan dzieci, panie Krasnobar?

Myślę, że lepiej nie wypowiadac sie o sprawach, o których nie ma sie pojęcia, lub ma sie pojecie książkowo-teoretyczne, tym bardziej, ze nie mówi sie akurat o zjawiskach przyrodniczych lub kursach walut, a o zywych ludziach...dzieciach panie Krasnobar.

Pieknie pan założył, że dziecko pozamałżeńskie nie zazna w rodzinie milosci, w swojej jak by nie bylo rodzinie...to naprawde siwadczy o wielkiej malodusznosci.
Znam dzieci wychowywane przez "obcych" ojców i to sa kochane i szczesliwe dzieci.

Empatia, to współodczuwanie...co pan na Boga wspolodczuwa w swoim wyobrazeniu? świat pelen potworów?

A teraz powrót do tematu wątku - ta...to prawda, ze z punktu widzenia ekonomicznego, taktycznego itp. poinformowanie (jednka zostane przy takim nazewnictwie) zdradzanego wspolmalzonka jest dobrym krokiem. Prawie sie przekonałam....ale....
w ostatniej chwili przypomnialam sobie, ze ta "rada" wyplynela w watku ASa, który chce zeby zona do niego wrociła, cokolwiek to oznacza na dzis.
I że podobno TU ratujemy małżenstwo...???
i z tego punktu widzenia (ktory zawsze zalezy od miejsca siedzenia :mrgreen: ) nie jest to dobre posunięcie.
Tak uważam ja...nadal.

Czy trzeba bedzie wyłaczyc nowy wątek dotyczący "postawy miłosci"?

Jestem podobnego zdania co grzegorz w materii postawy milosci.k
Nie na darmo Bóg obdażył nas mozliwoscią odczuwania miłosci jako uczucia. I nie w ramach sztuli dla sztuki, działając pod jej wpływem zawieramy sakrament małżeństwa.
Jeżeli miłosc małżenska prowadzi do postawy miłosci - ok. To jest jak nabradziej oczywista kolejnosc.
Nie da sie jej jednak odwrócić. Od postawy do uczucia. To tak niestety nie działa.

I teraz pytanie - skoro mąż/żona trwa w postawie milosci, pomimo obojętnych uczuc wobec wspolmałzonka ( jak okreslono tu "nieszczera to postawa"), to czy takie trwanie nie jest przypadkiem jakims wielkim oszustwem?
A skoro jest, to czy w takim stanie powinno sie trwac? ( powtarzając sobie - moja żona wiecej warta niz perly)
Czy takiej "miłosci" chce wspołmałzonek?

Postawa miłosci jest prosta dla osob porzuconych - to substytut uczucia (wiem, dostane za to po uszach).
Ale jak to sie ma do bycia w małżenstwie i niszczerego utwierdzania wspołmałzonka swoją "postawą miłosci" do czegos, czego nie ma?
Ze jus nie wspomnę o intymnej stronie małżeństwa, której co by nie było, oczekuja wspomałżonkowie od siebie...

Ja mam wiele wątpliwosci.
I zapewne teraz dowiem się cos wiecej na ten temat.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 21:00   

Mare,

Teorię "jak żyć" i "jak kochać" znam dobrze:) Książki psychologiczne zajmują całkiem znaczący
kawałek mojej biblioteczki. Z praktyką różnie jak u większości.

Najbardziej podoba mi się teoria miłości Sternberga (pewnie juz o tym pisałem).
1. Namiętność (pasja)
2. Intymność (bliskość)
3. Zaangażowanie (zobowiązanie)
Jeśli po namiętności, która towarzyszy każdemu związkowi budujemy bliskość to powstaję mieszanka z czasem uzupełniona o zaangażowanie zwana miłością pełna - szczęśliwą.
Problemem pewnie większości związków w kryzysach jest to, że z etapu 1 przeskakują od razu na etap 3. Wrócenie z etapu 3 na 2 praktycznie jest ekstremalnie trudne.
Dobrze graficznie zobrazował to Wojciszke
http://upload.wikimedia.o...%2C_2011%29.jpg

albo inaczej ujmując :

http://th.interia.pl/51,b...kat_milosci.jpg
 
     
renta11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 21:01   

Lustro
I teraz pytanie - skoro mąż/żona trwa w postawie milosci, pomimo obojętnych uczuc wobec wspolmałzonka ( jak okreslono tu "nieszczera to postawa"), to czy takie trwanie nie jest przypadkiem jakims wielkim oszustwem?
A skoro jest, to czy w takim stanie powinno sie trwac? ( powtarzając sobie - moja żona wiecej warta niz perly)
Czy takiej "miłosci" chce wspołmałzonek?

Tak, Lustro, ja takiej miłości chciałam. Bo po ponad 22 wspólnie spędzonych latach zamiast motylków w brzuchu mogłaby być: przyjaźń, życzliwość, serdeczność itd i związane z tym uczucie bezpieczeństwa. Bo wypalenie się uczucia u mojego męża nie było dla mnie wystarczającym powodem do rozstania się.
No, ale to ja.
Natomiast, co do sfery intymnej to napiszę z doświadczenia.
Mój mąż właśnie nie chciał ze mną sypiać z powodu "wygaśnięcia uczuć". W związku z powyższym zapytałam go, czy jak robi sobie przyjemność przed laptopem z panienkami (a robił), to czy każdą z nich darzy miłością romantyczną? No to powiedział, że w ten sposób nie będzie rozmawiał. :mrgreen:
Dla mnie Lustro najważniejsza było człowieczeństwo tj. odpowiedzialność i poczucie przyzwoitości, których niestety zabrakło. A miłość romantyczna bardzo rzadko trwa kilkadziesiąt lat. I to też jest normalne.
 
     
renta11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 23:09   

Lustro

I jeszcze coś mi się nasunęło.
Widzisz mój mąż w dniu wyprowadzki powiedział, że są resztki uczucia.
I w takich sytuacjach, mówienie po wielekroć
"Żona moja cenniejsza niż perły"
z poczuciem tego w sercu, tak by ciepło rozchodziło się po ciele, właśnie w takich sytuacjach uważam, jest możliwe wzbudzenie w sobie, rozdmuchanie tej iskierki, która jeszcze się tli na dnie serca.

I to właśnie jest ta praca serca, której mój mąż (i wielu innych) nie wykonał.
Bo ognisko miłości między małżonkami musi być zasilane.

I o tym właśnie jest przypowieść przytoczona przez Moc Nadziei.

Zgadza się to z doświadczeniami pewnego Japończyka (nie pamiętam nazwiska), który zamrażał wodę przemawiając do niej. I ta woda, do której przemawiał serdecznie zamarzała w piękne kryształki lodu. A ta, do której wrogo przemawiał, nie miała pieknych kształtów. Wydał nawet książkę o tym ze zdjęciami pokazującymi efekt.

O tym właśnie jest również książka "Kochaj siebie a nieważne, z kim się zwiążesz" - Zurhorst Evy . Właśnie o tym, jak wzbudzić w sobie uczucia do kochanej kiedyś osoby. Piękna książka.

Bo w życiu chodzi o to, aby wybierać to, co dobre i wartościowe.

Mój mąż zostawił mnie. Najwygodniej i najłatwiej byłoby go znienawidzić. Ale jestem tutaj także po to, aby to się nie stało. Chcę mieć wartościowe życie, choć pewnie w samotności. I bez nienawiści w sercu. A fajnie byłoby wzbudzić w sercu dobroć i łagodność. W każdym z nas jest zły i dobry wilk, a wygrywa ten, którego się karmi.
Więc i ja wzbudzam ciepło w sercu i modlę się za mojego męża.
Czego i Tobie życzę.
 
     
lustro
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 23:31   

renta11 napisał/a:
Lustro

Czy takiej "miłosci" chce wspołmałzonek?

Tak, Lustro, ja takiej miłości chciałam


A wiesz Renta11, że to nie miłosc tylko postawa...i to na domiar złego "nieszczera postawa"

Nie rozumiem dlaczego tak sie TU upraszcza temat do "motylków w brzuchu"... naprawde tylko tak to widzicie?
Bo ja znam miłosc, zupełnie nie jako postawę, która wcale nie była juz "motylkami"...a była.
I była silna, piękna...prawdziwa.
Nie jakas tam "postawa".

PS
Mówisz Renta o tym czego myslisz, ze bys chciała...w dalszym poscie.
O tym, co myslisz, ze mogło bgy sie stać...
O tym, co myslisz, ze tak powinno zadziałac...

a ja mowie o tym, co jest
jak działa
i taka mala roznica tylko...

a ze mam dylematy, szukam odpowiedzi, stawiam moze dziwne pytania...no coz
kazdy z nas inny
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-20, 23:55   

Grzegorz ,
swego czasu analizowałem te teorie , w tym Sternberga .
Podawałem nawet linka do Wikipedii .
Ta teoria opisuje pewne zjawiska , procesy .
Owszem , dość trafnie .
Inna teoria zajmie się innymi rzeczami , z innej perspektywy .

JPII , napisano :
Cytat:
Wzruszenie może być także spowodowane wartościami duchowymi, jednak zazwyczaj w przypadku bezpośredniego spotkania kobiety i mężczyzny przeważa wzruszenie wartościami podpadającymi pod zmysły.


.........no to jestem w mniejszości :mrgreen:
bo u mnie jedno i drugie ważne

Grzegorz , skoro ludzi na poczatku łączy głównie namietność ( patrz fizyczność , patrz współżycie )
podczas gdy nie zbudowali oni jeszcze prawdziwej bliskości , to nie dziwota że takie "miłości" bardzo szybko się kończą .
Nie od parady Kościół przestrzega przd współzyciem przed POZNANIEM ,
bo tu o to głównie chodzi , o praktykę .
Zaczynasz od wypłaty , a potem praca .
A zasadniczo najpierw praca a potem wypłata , nie ?
Miłość nie może się opierać na namiętności czy uczuciu ,
ale na współnych wartościach i celach .
Zacząć bardziej od wartości ( ducha ) a uczucia się szybko pojawią i namiętność także .
I zapewne bedzie to trwalsze .

Teraz mamy zwiazki typu : fajna ..... namietność rosnie , spada ...... koniec związku
i nowy obiekt "miłości" ( bo tamta się skończyła )

Żeby było śmieszniej , im wiecej golizny tym gorzej z męskością .
To siedzenie i ogladanie obrazków jak kobita za ścianą ........ żałosne .
Wszechobecna golizna - ile mozna patrzeć na ............. .
Natomiast kiedy to jest poskrywane , mozna dostrzec o wiele wiecej .
Żeby nie być gołosłownym .
Gdyby ta np. ......... Indila ( no trudno , przyznaję się , mój gust :mrgreen: )
miała dekolt do samego pasa i wygląd pani rodem z domu pomocy społecznej
wcale nie była by interesujaca , bo takich gwiazd na pęczki .
Ponieważ tego nie widać i nie skupia uwagi , mozna zauważyć
100 innych rzeczy które też kobieta ma .
I sa to rzeczy bardziej indywidualne .
 
     
GregAN
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-21, 00:15   

lustro napisał/a:
GregAN
cos Ci opwiem...

.....

fakt - to nie byla zona, ani mąż...moze nawet trudniej, bo do kogo sie odwolac?
a jednak sie udalo...
kazdy ceni sobie swoj spokoj, pozory, stabilnosc sytuacji...

wiec moze najpierw zaszachowac kochaka/kochankę...?

ja wiem, ze szukanie poparcia w żonie kochanka nie buduje szacunku do męża...a raczej go mocno osłabia
jak ma wrocic zona do męża, do ktorego traci szacunek?

Przytoczony przykład jest innego rodzaju, matka to nie żona, nie mąż.
Na pewno "trudniejszym" przeciwnikiem jest wolny, bądź wolny z odzysku gach czy kochanka.
Ale, te opisane podchody, szczególnie "szachowanie" ..to jednak "cel uświęca środki" - przyznasz ?

Nie za bardzo rozumiem, dlaczego szukanie oparcia lub sprzymierzeńca w żonie kochanka ma powodować utratę szacunku do męża ?

Że niby ma siedzieć cicho w kątku i nie przeszkadzać ?
Zbieranie dowodów zdrady żony to też powód do utraty do niego szacunku ?

P.S.
Co do Pana Krasnobara :
Widzisz, nawet na forum katolickim mogą wypowiadać się kawalerowie z dzieckiem ;-)
Co do :
lustro napisał/a:
Myślę, że lepiej nie wypowiadac sie o sprawach, o których nie ma sie pojęcia, lub ma sie pojecie książkowo-teoretyczne, tym bardziej, ze nie mówi sie akurat o zjawiskach przyrodniczych lub kursach walut, a o zywych ludziach...dzieciach panie Krasnobar.

zdziwiłabyś się, jakimi doświadczeniem rodzinnym, małżeńskim i dotyczącym wychowania dzieci mógłby się z Tobą podzielić.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-21, 09:52   

mare1966 napisał/a:
Grzegorz , skoro ludzi na poczatku łączy głównie namietność ( patrz fizyczność , patrz współżycie )
podczas gdy nie zbudowali oni jeszcze prawdziwej bliskości , to nie dziwota że takie "miłości" bardzo szybko się kończą .


Mare
W tej teorii "namiętność" to nie tylko seks. To po prostu zakochanie, "romantyczne początki", fascynacją drugą osobą itp... Bez tej fazy, bez idealizowania obiektu miłości mało kto wchodziłby w małżeństwo. Małżeństwa aranżowane, na chłodno to przeszłość. Natomiast prawdziwą bliskość można zbudować przechodząc łagodnie z fazy 1 do 2, zastępując romantyczne początku głęboką intymną relacją. Nie ma innej drogi.

Tak nawiasem nie odnosząc się do nauki KK (bo to nie kościół katolicki wymyślił) teoria przedślubnej czystości z punktu widzenia społeczno-kulturowego jest trudna do spełnienia. Przez setki, ba tysiące lat kobiety wychodziły za mąż mając 16-18 lat. Utrzymanie dziewictwa do wieku 17 lat, w sytuacji mieszkania z rodzicami, pod ich czujnym okiem nie było łatwe, ale na pewno to zupełnie inna sytuacja niż XXI wiek, czas w którym ludzie czekają ze ślubem nierzadko do 30ki.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-21, 10:22   

Lustro pisze:
Cytat:
ja wiem, ze szukanie poparcia w żonie kochanka nie buduje szacunku do męża...a raczej go mocno osłabia
jak ma wrocic zona do męża, do ktorego traci szacunek?


Myślę, że pytanie należy odwrócić, szczególnie że to zdradzający powinien zrobić największy wysiłek by zostać przyjętym na powrót po swoim tournee.

1. Jak zdradzony mąż ma przyjąć żonę do której w wyniku jej zdrady mógł stracić szacunek?
i najbardziej kluczowe,
2. Co powinna zrobić żona by ten szacunek odzyskać?

- to są pytania nad którymi powinien zastanowić się zdradzający a nie nad tym czy jest jakaś podstawa żeby zdradzonego wciąż szanować i w związku z tym rozważać powrót do niego.

Czy zdradzony ma zabiegać o szacunek zdradzającego m.in nie przeszkadzając mu w procederze zdrady?

Przecież tak czy owak NIC nie ma do stracenia w kwestii utraty szacunku, wszak z chwilą kiedy mu doprawiono rogi tego szacunku JUŻ DAWNO nie było.

Przepraszam bardzo, ale w mojej opinii zdradzający nie powinien być arbitrem w sprawie, czy zdradzany zasługuje na szacunek czy nie zasługuje, zwłaszcza, że sam go pozbawia tego szacunku.

Za kryzys w małżeństwie odpowiadają oboje małżonkowie, choć i tak w różnej konfiguracji "wina" się układa, lecz za podjęcie decyzji o zdradzie odpowiada TYLKO zdradzający. Zatem kto kogo najpierw pozbawia szacunku....

Popraw mnie lustro, jeśli się mylę, ale odnoszę wrażenie, że niespecjalnie musiałaś się starać, jeśli w ogóle, żeby dano Ci szansę.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8