Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
skutki stanowczej miłości
Autor Wiadomość
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-17, 16:28   

beti7777 napisał/a:
Dopiero po trzydziestce odkryłam, że kochać siebie to wcale nie egoizm tylko podstawa do życia. Długo się uczę albo raczej późno.


Mówimy często o dobroci i cierpliwości wobec bliźnich. Aby móc przyjąć tę postawę wobec innych, dobroć i cierpliwość trzeba najpierw okazać sobie samemu. Kiedy nie kochamy siebie, nie umiemy też otwierać się na miłość innych; zbyt szybko podejrzewamy ich o brak miłości i o odrzucenie. Ponieważ wątpimy w wartość naszego życia, odbieramy nieraz innych jako zagrożenie. Kiedy wobec nas inni są chwaleni, my czujemy się wówczas zagrożeni. Łatwo rodzi się w nas uczucie zazdrości, z którym nie umiemy sobie radzić. Negatywny obraz siebie nie pozwala nam zbliżać się do innych i przyjmować ich miłości w sposób naturalny.

Miłość siebie jest konsekwencją życia przykazaniem miłości Boga. Jeżeli człowiek czuje się kochanym przez Boga, jeżeli usiłuje odpowiadać Bogu miłością na miłość, to takie doświadczenie owocuje miłością samego siebie. Miłość siebie samego, podobnie jak miłość bliźniego stanowi jednak drugie przykazanie i wypływa z pierwszego. Tylko w perspektywie pierwszego przykazania, czyli w perspektywie miłości Boga, ma ona sens i uzasadnienie.


Miłośc do Boga,miłośc do siebie -a wreszcie miłośc do bliźniego
to skomplikowany proces i wymaga wielkiego rozeznania-szczególnie jak wygląda właściwa miłość.
Bo czasami ta miłośc do siebie wobec relacji do Boga -a związana z własnymi doznaniami staje się niestety egoistyczna.
Kochamy siebie-ale zapominamy już o innych

a tu całośc żródła z jakiego pochodzi fragment

http://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-109.htm

a tu róznice by nie zbładzić ....

http://www.opoka.org.pl/b...hac_siebie.html

i podsumowanie:

http://adonai.pl/milosc/?id=117
 
     
duzapanna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-17, 17:10   

Beti czyli nie widzieliście się od kwietnia? Nie rozmawialiście w tym czasie?
Czy macie jakieś wspólne sprawy, coś o czym trzeba czasem porozmawiać, ustalić?
Jakieś miejsca w których bywacie w podobnym czasie?

Co do samych rekolekcji ignacjańskich, to tylko przykład. Taka forma może nie być dobra dla osoby w trakcie terapii.
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-17, 19:32   

Widzieliśmy się tylko jeden raz i tylko dlatego że miałam u siebie dokument od teściowej i musiał po niego przyjechać. I oczywiście teściowa wydzwaniała najpierw do mnie żebym to ja go jej przywiozła a swojego syna nawet nie zapytała czy by się nie pofatygował. Ona się go boi o cokolwiek pytać czy prosić., boi się jego odzywek, bo potrafi być bardzo nieprzyjemny. Wiec zawsze ze mną wszystko załatwiała. Ja jej odmówiłam po tym jego komunikacie że to koniec. Nie chciałam nadal być taka usłużna jakby się nic nie stało. Więc napisałam mu SMS żeby przyjechał. Był, tylko zapytał czy chcę rozwodu i na tym koniec. Mieszkamy teraz osobno, od października, od listopada chodzi na terapię. Wiem że 2 razy zapił. Nie mam wspólnych spraw, nic kompletnie, niezależni finansowo, brak wspólnie wychowywany dzieci, brak wspólnych znajomych. Tak funkjonowaliśmy przez prawie 10 lat. On się odizolował od rodziny z mojej strony a ja od jego znajomych. Nie lubiłam z nim wychodzić bo pił albo z kumplami miał swoje sprawy a ja jak palec. Odkłada łam życie na potem. Więc nie mam nawet informacji czy to co mówił już wciela w życie.
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-17, 19:34   

Widzieliśmy się tylko jeden raz i tylko dlatego że miałam u siebie dokument od teściowej i musiał po niego przyjechać. I oczywiście teściowa wydzwaniała najpierw do mnie żebym to ja go jej przywiozła a swojego syna nawet nie zapytała czy by się nie pofatygował. Ona się go boi o cokolwiek pytać czy prosić., boi się jego odzywek, bo potrafi być bardzo nieprzyjemny. Wiec zawsze ze mną wszystko załatwiała. Ja jej odmówiłam po tym jego komunikacie że to koniec. Nie chciałam nadal być taka usłużna jakby się nic nie stało. Więc napisałam mu SMS żeby przyjechał. Był, tylko zapytał czy chcę rozwodu i na tym koniec. Mieszkamy teraz osobno, od października, od listopada chodzi na terapię. Wiem że 2 razy zapił. Nie mam wspólnych spraw, nic kompletnie, niezależni finansowo, brak wspólnie wychowywany dzieci, brak wspólnych znajomych. Tak funkjonowaliśmy przez prawie 10 lat. On się odizolował od rodziny z mojej strony a ja od jego znajomych. Nie lubiłam z nim wychodzić bo pił albo z kumplami miał swoje sprawy a ja jak palec. Odkłada łam życie na potem. Więc nie mam nawet informacji czy to co mówił już wciela w życie.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-17, 20:45   

beti7777 napisał/a:

Nie mam wspólnych spraw, nic kompletnie, niezależni finansowo, brak wspólnie wychowywany dzieci, brak wspólnych znajomych. Tak funkjonowaliśmy przez prawie 10 lat. On się odizolował od rodziny z mojej strony a ja od jego znajomych. Nie lubiłam z nim wychodzić bo pił albo z kumplami miał swoje sprawy a ja jak palec. Odkłada łam życie na potem. Więc nie mam nawet informacji czy to co mówił już wciela w życie.


Bety
Za tym tak tęsknisz?
Boisz się że TO (powyżej) stracisz?
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-17, 22:55   

Rzeczywiście nie ma za czym tęsknić. Nie wiem dlaczego wypieram fakty a żyję marzeniami ( trudno mi się z nimi rozstać). Mąż jest już zdecydowany, dzisiaj z nim rozmawiałam. Już wszystko sobie poukładał beze mnie. Mnie tylko obwinia za moje wyprowadzki, nie chce pamiętać dlaczego tak postępowałam. A więc dołączę do grona tych porzuconych, oby kiedyś szczęśliwych. Najwyższy czas skończyć z tymi marzeniami.
 
     
duzapanna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-18, 15:19   

Beti, czy Ty widzisz jeszcze dobro w swoim mężu? Czy lubisz go? Czy Cię on interesuje jako człowiek i jako facet?

Pan Bóg złączył Was węzłem małżeńskim i ten węzeł trwa, niezależnie od tego co Was łączy na poziomie emocji, wspomnień itd.
Wydaje mi się, że naszym zadaniem jest pielęgnować uczucia w taki sposób, aby ten węzeł nie stał się jarzmem, ale był przyczyną wspólnego wzrostu.

Rzeczywiście nie warto wypierać faktów i żyć w ułudzie, ale tęsknić za dobrym małżeństwem to nic złego. Zrezygnować ze swojej wizji i swoich oczekiwań, to nie to samo co pozbyć się nadziei.

Błędem kobiet "kochających za bardzo" czy współuzależnionych, jest to że często starają się przejąć kontrolę, walczą ze wszystkich sił, starają się za dwoje. I tego staramy się oduczyć w czasie terapii.
Ale z drugiej strony wolna i zdrowa kobieta nie musi się zamknąć w wieży i czekać. Raczej powinna być otwarta na męża i urzekająca (jak w książce :) )

Nie chcę Cię zachęcać do konkretnych działań. To musisz sama rozważyć na modlitwie, może na terapii co dalej robić. Przyszło mi tylko do głowy że może do tej pory byłaś tylko twarda i stanowcza, co oczywiście było bardzo na miejscu i potrzebne. Ale może Twój mąż zapomniał, że jesteś także piękna, interesująca i pociągająca.
Dlatego pytałam czy macie jakiekolwiek okazje do rozmowy czy choćby krótkiego spotkania.

No i co odpowiedziałaś mężowi na słowa o rozwodzie?
Czy on wie, że dla Ciebie małżeństwo jest ciągle ważne?
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-18, 17:23   

Nie wytrzymałam wczoraj i zadzwoniłam do niego. Chciałam w jego głosie usłyszeć chociaż cień wahania, wątpliwości co do podjętej przez niego decyzji o definitywnym rozstaniu się.
Był już taki moment parę miesięcy temu, że mówił -jest alkoholikiem i chodzę na terapię, muszę w końcu zacząć dorastać ale wolno mi idzie.
Wczoraj znów zmiana frontu, mówił, że był o krok od uzależnienia ale alkoholikiem nie jest i mówił o tym wszystkim w czasie przeszłym. Możliwe że zakończył terapię skoro był tylko o krok ...nie pytałam.
Rozmawiał ze mną z pretensjami, był zły że mu przeszkadzam więc wycofuję się. Nie chce mi się znów nakręcać co się z nim dzieje, czy chodzi na terapię, czy pije, nie chce mi się znów w to wgłębiać.
Nie mamy już żadnych wspólnych spraw, parę rzeczy do zabrania tylko mi zostało. Potem ewentualnie podział majątku. Mówił, że już podjął decyzję i mam się spodziewać że coś do mnie przyjdzie. Domyślam się co ale znając jego słomiany zapał to pewnie nie będzie to tak szybko.
"Ale może Twój mąż zapomniał, że jesteś także piękna, interesująca i pociągająca" Mówił w marcu, że kocha tylko moje wnętrze ale nic poza tym, mówił, że nie jestem już tą dziewczyną ze ślubnego zdjęcia. No nie jestem, to fakt. Dbam o siebie, lubię i potrafię to robić ale czasu już nie cofnę.
On też żadnym amantem filmowym nie jest ale ja akceptuję go takim jaki jest, oo nawet mi się podoba taki niedoskonały. Ja według niego miałam przeżyć jego ekscesy bez szwanku na urodzie, z tą moją wrodzona naiwnością i zatroskaniem o niego, dalej taka słodka Beatka.
Gdyby się okazało, że wrócił do picia to dla mnie nie było by i tak powrotu. Nigdy więcej nie chcę przeżywać tego koszmaru.
Możliwe też, że odstawił alkohol ale na terapię nie chodzi i żyje na tzw. dupościsku więc jeśli by tak było to bym się nawet nie zdziwiła że taki teraz zły jest bo nerwy w środku szaleją.
"No i co odpowiedziałaś mężowi na słowa o rozwodzie?
Czy on wie, że dla Ciebie małżeństwo jest ciągle ważne?"
Powiedziałam mu wiele razy, ze sakrament małżeństwa jest dla mnie nierozerwalny. Wczoraj mu też powiedziałam, że swoją decyzja skazuje mnie na samotność. Powiedział, że przesadzam.
Taka to nasza rozmowa była.
Powoli dochodzi do mnie, że możliwe że jego stanowcza decyzja będzie dla mojego dobra i kiedyś może mu za nią podziękuję.
 
     
duzapanna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-18, 18:09   

beti7777 napisał/a:
Gdyby się okazało, że wrócił do picia to dla mnie nie było by i tak powrotu. Nigdy więcej nie chcę przeżywać tego koszmaru.


To jest oczywiście całkowicie zrozumiałe. Ale tego już nie rozumiem:
beti7777 napisał/a:
Powoli dochodzi do mnie, że możliwe że jego stanowcza decyzja będzie dla mojego dobra i kiedyś może mu za nią podziękuję.


Dobre było Twoje wyprowadzenie się, bo Twoim obowiązkiem jest siebie chronić i postawić granicę. Ale wydaje mi się że nie można mówić że dążenie do rozwodu z jego strony, a z Twojej akceptowanie tego stanu rzeczy jest dobre.

Chodzi mi po głowie takie rozwiązanie. Ja poprosiłabym męża o krótkie spotkania raz w miesiącu. Na przykład kawa, albo spacer. Może połączona z pójściem na mszę świętą lub krótką wspólną modlitwą, choćby Ojcze nasz.
Na zasadzie: rozumiem że mnie nie kochasz i chcesz rozwodu. Nie bedę ruszać tego tematu. Ale póki jesteśmy małżeństwem, spotykajmy się raz w miesiącu na kawie, żeby pogadać o byle czym.

I faktycznie na takich spotkaniach nie zaczynałabym sama trudnych tematów. Słuchałabym męża i próbowała go poznać od nowa, dawała siebie poznać. Czekała jak Pan Bóg pokieruje wszystkim dalej.

Myślisz że byłabyś gotowa na coś takiego? Czy mogłabys coś takiego zaproponować swojemu mężowi?


Od razu mówię, że nie chcę się tu mądrzyć ze swoimi pomysłami. Chodzi mi to po głowie odkąd przeczytałam Twój temat. Mam nadzieję, że inni forumowicze się wypowiedzą :)
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-18, 22:01   

Chciałam mu zaproponować takie spotkania ale niestety nie chciał ze mną rozmawiać. Teraz to wygląda tak jakbym to ja mu zrobiła wielką krzywdę i muszę ją naprawić. Tylko że on już nawet nie chce wykazać odrobinę dobrej woli.
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-24, 15:09   

Witam serdecznie
Pisałam wcześniej, że zaproponowałam mężowi wspólne spotkanie takie bez poruszania drażliwych tematów. Nie odpowiedział na moją wiadomość. Odczekałam parę dni i zadzwoniłam dzisiaj do niego z kolejną propozycją. Tym razem Rekolekcji Ignacjańskich. Słyszałam o nich już wiele razy, czytałam i chciałam jeszcze spróbować w tę stronę. Nie zdążyłam nawet mu tego zaproponować. Ton głosu wskazuje na wysoką nienawiść do mnie. Na pytanie czy mnie nienawidzi on odpowiadał mi pytaniem: dlaczego miałby mnie nienawidzić, na pytanie czy może kogoś już ma on znów odpowiadał pytaniem: dlaczego tak myślisz i śmiech. Miał do mnie pretensje o to wszystko co się nie udało. Powiedział, że wolę siedzieć u rodzinki bo jestem egoistka itd. W ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że ja tylko ratowałam resztki mojej godności, że nie chciałam być wyzywana. Uważał, że raz mnie przeprosił i sprawa jest załatwiona a za resztę ja ponoszę odpowiedzialność bo wybrałam rodzinkę. W ogóle nie pamięta ,że praktycznie mnie wyrzucił z domu bo gdy wychodziłam na zakupy powiedział, że mam już nie wracać. Potem dopowiedział w smsie, że jestem nie potrzebna.
Powiedział dzisiaj, że trzeba tylko załatwić formalności.
Zostawiłam wszystko czego razem się dorobiliśmy, wzięłam tylko samochód (nowszy) bo mam dalej do pracy i który muszę spłacić u rodziców, on ma starszy samochód, dom, cały sprzęt, meble. Niczego nie zabrałam a teraz on mówi, że będzie potrzebował ten mój samochód bo jedzie na urlop. Powiedział, że uczucie wygasło, po co się męczyć. Powiedział, że chciałam z niego zrobić alkoholika ale w poradni mu powiedzieli, że był blisko tego ale nie jest alkoholikiem a ja mu coś wmawiałam. To prawda, że biłam na alarm z jego piciem, prosiłam itd. Parę razy powiedziałam, że ma problem z alkoholem bo to nie jest normalne co on wyprawia już tak długo. Parę razy powiedziałam do niego, że jest alkoholikiem ale wtedy to szyby leciały, raz nawet wylał na mnie gorący olej z patelni ale na szczęście mnie nie poparzył. Więc nie opłacało mi się tak mówić do niego. Ciągle miałam nadzieję, że jak przestanie pić to będzie między nami dobrze ale jest jak jest. Powiedział jeszcze, że ta decyzja jest przemyślana i otrzymał ją z góry od Boga, taka myśl mu się ciągle nasuwa na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Ja miałam takie doświadczenie czytając Stary Testament, w Księdze Samuela jest taki fragment, gdy król Dawid odnalazł wnuka Saula i złożył mu obietnicę, że się nim zajmie, zajmie się również jego domem, w którym miał odtąd przebywać sługa tego wnuka Saula a ten wnuk miał już nie wracać do tego swojego domu tylko miał być przy Dawidzie. Owy wnuk Saula mówi do króla Dawida coś takiego: Odnalazłeś mnie jako zdechłego psa, ulitowałeś się ....." Nie cytuję tego dokładnie, tylko sens tego co zrozumiałam. Miałam wtedy takie silne uczucie, że są to słowa do mnie, że ja jestem tym zdechłym psem, ten sługa to mój mąż a król Dawid to Bóg, który mnie uratował. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam aby Pismo Święte do mnie przemówiło i to ciągle we mnie siedzi. Te słowa. Praktycznie wyłam, bo wiem że Bóg mnie wyprowadził z tego dołu, w którym byłam jak ten przysłowiowy zdechły pies. Potem kolejne fragmenty Pisma i znów król Dawid powraca po ucieczce do Jerozolimy i przychodzi do niego owy wnuk Saula i zaczyna się Dawidowi tłumaczyć dlaczego nie poszedł razem z nim na wygnanie i mówi, że go ów sługa oszukał. Król wtedy mówi aby już mu więcej nie mówił o sobie tylko niech podzieli swój majątek między sobą (wnuk Saula) a sługą swoim. I znów to uczucie, że to dotyczy nas. Muszę o tym porozmawiać z jakąś kompetentną osobą bo nie daje mi to spokoju. Ciągle to we mnie siedzi. Zastanawiam się, że jeśli rzeczywiście ten Sakrament Małżeński nie był przyjęty właściwie i Bóg nam nie błogosławił przez te wszystkie lata czy może rzeczywiście nie ma o co walczyć.
 
     
Mrówka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-24, 16:03   

Beti to nie jest tak, że tego małżeństwa nie warto ratować. Mnie się wydaje, że tu kolejnośc jest zła. Najpierw Twój mąż musi uratować siebie - wyjść z nałogu bo nie wyszedł ewidentnie, ukończyć terapię, naprawić w swoim sercu to co się zapsuło i potem można mówić o ratownaiu małżeństwa. Decyzje, które on teraz podejmuje to są decyzje człowieka W KRYZYSIE - ani nieprzemyślane, ani nielogiczne, ani w pełni swiadome - zobacz kochana, że on cały czas zaklina rzeczywistośc - ' nie jestem alkoholikiem' ' moja żona jest zła' itd. Te kłamstwa to dowód na to ZE TY powoli doprowadizałaś do tego, że on oczy otwiera.... a że wcale mu sie to nie podoba, wcale nie chce przestać pić to widzi w Tobie wroga. On kłamie przed soba i światem z powodu nałogu i niestety tak będzie póki się nie wyleczy! Gdy on dzis mówi, ze chce rozwodu - i gdyby powiedzial ze chce abys wrocila - to obie te deklaracje w jego stanie sa GUZIK warte! Nie wlewa się mlodego wina do starych bukłaków i nie przyszywa nowej łaty do starego sukna - póki mąż nie wyjdzie z nałogu nie ma co myslec o malzenstwie. Rozwodu nie musisz dawac - jest na stronie wzor odpowiedzi, chociaz troszke watpie czy on w ogole wysle Ci ten pozew skoro sie wyprowadzilas. To co musisz zorbic i co ja akurat widze w Twoich postach to potrzeba terapi dla współuzaleznionych. Jezeli sie nie potrafisz zdecydowac to poczytaj chociaz ksiazki o alkoholizmie - np. malzenstwo na lodzie. Musisz poznać mechanizmy działań alkoholika np. to, ze alkoholik zawsze zyje w ułudzie - zaczynajac od stanu portfela a konczac na szukaniu winy u wszystkich tylko nie u siebie - co doswiadczasz sama na sobie - Ty postapilas dobrze, nie daj sie teraz wplatac w jego klamstwa i ułude w ktorej on chce zyc - ta ułuda jest całkiem logiczna - serio! ale to zawsze zaklinanie rzeczywistosci. Odetnij sie o dtego, zadbaj o swoj rozwoj, nie rob niczego na siłe :) Takie pare rad - moze cos sie przyda!
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-25, 07:02   

Dziękuję Mrówka za odzew
Czasami już daję się przekonać, że to wszystko była moja wina. Kończę czytać książkę "Miłość to wybór, o terapii współuzależnień". Widzę, że byliśmy oboje nie źle wkręceni. Oboje mieliśmy wysokie niewypowiedziane oczekiwania względem siebie ale zamiast tego była między nami pustka emocjonalna. Wczoraj znalazłam listy, które pisałam do męża gdy już nie wiedziałam jak z nim rozmawiać albo gdy się wyprowadzałam. Są to listy pełne bólu, pretensji, samotności. Chciałam od niego czegoś czego mi dać nie mógł: miłości i szacunku. Wierzyć mi się nie chce, że ja to przeżyłam. To był taki stan wewnętrzny a na zewnątrz funkcjonowałam jak automat.
Myślę o terapii albo o wspólnocie, chciałabym sama pojechać na te Rekolekcje Ignacjańskie. W sierpniu pielgrzymka do Częstochowy. Wszystko aby odzyskać siebie w pełni. Ale mimo wszystko odrzucenie boli. To jest takie inne odrzucenie bo stanu odrzucenia to doznawałam permanentnie przez te lata małżeństwa.
 
     
ja_tez
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-25, 11:20   

beti7777 napisał/a:
Powiedział, że chciałam z niego zrobić alkoholika ale w poradni mu powiedzieli, że był blisko tego ale nie jest alkoholikiem a ja mu coś wmawiałam.

Bzdura. Szczerze wątpię żeby ktokolwiek w jakiejkolwiek poradni powiedział takie słowa.
Natomiast pewne jest to, że alkoholik okłamuje, manipuluje i wmawia wiele rzeczy, które nie są prawdą.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8