Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Czym dla Was jest wierność?
Autor Wiadomość
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 00:12   

Orsz napisał/a:
grzegorz_ napisał/a:
Katolicy nie robią takich fimów (i dobrze)
to pewnie jacyś babtyści albo inne mormony z hameryki

Grzegorzu, mógłbyś coś więcej w tym temacie?


co można więcej...
te filmy może i mają przesłanie szlachetne
ale chociażby ten Ogniotrały....to wyglada jakby go krecił reżyser amator
W filmie szukam nie tylko przesłania, ale i tego aby film miał jakies walory artystyczne.
czy mozna to połączyc?, można , np:

http://www.filmweb.pl/film/Wyspa-2006-379398
albo
http://www.filmweb.pl/film/Ludzie+Boga-2010-566529
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 02:25   

Miodzio
Nie każdy w życiu musi być szczęśliwy. Czasem się nie da bo jest to oszustwo. Pisaliśmy o tym nie chcę się powtarzać. Ewidentnie widzę że się nie rozumiemy. Pytanie czy da się żyć z człowiekiem nieszczęśliwym? Ja nie odrzucam szczęścia, przynajmniej tak mi się wydaję. Chciałbym być szczęśliwy bo kto by nie chciał. Jeśli Bóg da obym tego nie odrzucił, choćby niechcący. To jest ponadnaturalny dar. Bez Boga ja odchodzę. Tak samo żona. Bez Boga nie wytrzymałaby ze mną. To nasze cierpienie zmusza nas do ciągłego poszukiwania Boga. Ja to odczytuję w kategoriach nadzwyczajnej łaski która niestety boli. Takie typy jesteśmy, że w przeciwnym wypadku wpadlibyśmy w odmęty piekielne.
Czy człowiek musi być szczęśliwy? Czy ma prawo do szczęścia? Ja widzę te dwa musy jako bardzo bliskoznaczne i mentalnie może nawet zbieżne. A wiesz co oznacza prawo do szczęścia? To ono właśnie warunkuje istnienie tego forum i napływ na nie kolejnych osób, krzywdzonych właśnie przez tych którzy mają prawo do szczęścia rozumiane na swój subiektywny sposób. Więc droga Bywalcu. Prawda jest jedna. Każdy natomiast ma swoją drogę do zbawienia, każdy jest inny, każde małżeństwo jest inne i na czymś innym się opiera. Czasem może być tak, że jednym coś służy innym szkodzi. Czy to jest subiektywizacja prawdy? Nie.
Nikomu na przykład nie służy popełnianie drastycznych błędów życiowych, które krzywdzą innych. Czymś innym jest jak mały niegrzeczny chłopczyk dotknie paluszkiem żelazka pomimo ostrzeżeń ze strony rodziców, a czymś innym jak na impresie szkolnej zrobi koleżance dziecko. Ten oparzony może wyciągnąć bardzo pozytywne wnioski na przyszłość, a ten będący ojcem dziecka nieszczęśliwej koleżanki w zasadzie traci szanse na szczęście doczesne. Ma zniszczone życie, bo szanse na udany związek małżeński z przypadkową dziewczyną są minimalne. Tylko proszę się nie obrażać na statystykę.
Niektórzy mimo wszystko chcą mieć prawo do szczęścia i efekty widzimy na forum.
Nie ma takiego prawa. Do zbawienia czasem prowadzi krzyż. W Niebie będzie szczęście. To powinno nam wystarczyć.
To co piszę wcale nie oznacza, że całe życie należy chodzić w worku pokutnym. Choć są i tacy ludzi, którzy mają taką rolę jak np. Jan Chrzciciel. On nie był nieszczęśliwy, ale każdy na jego miejscu byłby.
Wezwany do tablicy coś jeszcze o sobie, choć ja wcale nie chcę o sobie pisać. Wiem, że muszę nad sobą pracować. Moja rola nie może być rolą cierpiętnika. Powinienem być pogodny, może nawet tryskać bożym optymizmem bo to warunkuje pełnienie roli męża i ojca. Ale szczęścia nie wymagam. Wolę prosić o siłę, bo słaby jestem. A szczęście może nawet mi nie służy w kategoriach ostatecznych. Być może ktoś musi mnie dosiadać i wbijać w bok ostrogi.
Z Nałogiem się nie zgadzam kategorycznie. Jest to nieprawda. To właśnie w moim najgłębszym przekonaniu jest ten element, droga Bywalcu gdzie subiektywizajcii nie przyjmuję do wiadomości. Bo właśnie jest prawda i kłamstwo. Nie ma relatywizacji. Zresztą. Opinia Nałoga o żałobie jest pustym sloganem. Z takich wytrychowych określników rzeczywistości rodzą się potworki, szanowny Miodzio.

Bywalec źle odczytała moją wypowiedź i zarzuciła mi pochwałę relatywizmu. I widzisz Miodzio, ja tu piszę nie dlatego bo chcę się użalać nad sobą, przynajmniej nie w tym momencie. Piszę bo się nie zgadzam z między innymi Twoimi opiniami. Choć to co piszesz o wychowaniu synów z grubsza wydaje się słuszne to mam bardzo poważne wątpliwości. Nie krytykuję Ciebie jako ojca tylko przedstawioną metodę. Dyskutujemy, a nie się oskarżamy. Czaisz?
miodzio63 napisał/a:
Pamietam co w nim najbardziej szanowałem...to że nigdy nie oponował..nie zakazywał....powtarzał zawsze do mamy....nie bój Elka wyszumi...popatrzy i przejdzie mu....

To jest chyba wbrew tej prawdzie którą przedstawiłem powyżej pisząc o żelazku i dziecku koleżanki, no nie? Bądź mężczyzną i zanalizuj to na chłodno. O to Cię proszę, a nie o mdłości z powodu moich skarg. Czy one są naprawdę tak zauważalne? Ja chce traktować swoje przeżycia jako ciekawy bagaż doświadczeń, które mnie wzbogacają i dzięki temu jestem tu i rozgryzam te kwestie. Jestem dzięki temu o wiele wrażliwszy na to co jak mi się wydaje pozwoli mi być dobrym ojcem i mężem.

miodzio63 napisał/a:
I szokiem było gdy jako już starszy chłop dowiedziałem się że na wszystko bacznie się przyglądał....że zawsze gdzies tam był z boku a ja nawet nie wiedziałem....w przeświadczeniu żem całkiem wolny luzak.....

Napisz czy to Cię przed czymś złym ustrzegło? Czy takie podejście zawsze sie sprawdza w odniesieniu do tego zła które może zrujnować życie?
I właśnie kłania się kolejny element sporny. Zrujnować życie. Odnoszę wrażenie, że Twoim zdaniem nic nie może życia zrujnować. Przecież z takim absurdem nie można się zgodzić, a ja tak często odbieram Twoje wypowiedzi. Są takie sprawy gdy trzeba wkraczać zdecydowanie i nie ma mowy o tolerancji. Właśnie ... tolerancji. Zapoznaj się ze znaczeniem tego słowa i proszę... lepiej go nie używaj. Pisał już o tym Mare66.
W obejrzanym filmie który zaproponowała Krawędź Nadziei jest scenka jak tatuś policjant spławia adoratora swojej 15-toletniej córki. Tak Miodzio, czasem trzeba sterować ręcznie. Nawet jak dziecko ma lat 45. Zero tolerancji np dla takich zachowań od których się roi na tym forum, które są przyczyną nieszczęść. Nie mówię o skruszonych forumowiczach, bo oni prezentują akurat zacne postawy, ale tych których tu nie ma. Moje dzieci nie będą miały prawa nikogo tak krzywdzić. Wiem, że nie można tak straszyć dzieci, mówienie im, że mogły by być łajdakami byłoby krzywdzące i awychowawcze. Ważna jest jednak atmosfera braku przyzwolenia, zdecydowanej negacji pewnych form zachowania. Bo prawda jest taka, że moje dzieci będą wszystkie, ale na pierwszym miejscu te krzywdzone. A moi przyszli zięciowie i synowe to także moje dzieci, takie same jak rodzone. Mówie o ważnym ślubie kościelnym. Znam przypowieść o synu marnotrawnym. Tylko to nie mój dom ma być przystanią lecz dom porzuconego małżonka. Ojciec czasem musi umieć powiedzieć PRECZ! Ten aspekt też był ładnie przedstawiony na filmie -aresztowanie przyjaciela.
Gdzie tu miejsce na tolerancje? Mówię Ci wykreśl to słowo ze swojego słownika.
Gdzie są różnice w naszym stylu?
O tym rozmawiajmy O tym co przysłuży się byśmy byli dobrymi ojcami, mężami, by nasze dzieci miały szansę na szczęśliwe życie. Nie zauważyłeś tego mojego życzenia?
Cytat:
O dzieci będę się starał. Chciałbym by też inni się starali. Być może moje dzieci trafią na wasze. 'Towar prosto od tatusia'. Życzmy sobie tego i bądźmy dobrej myśli. Pan Bóg nad światem panuje. Zło nie musi zwyciężać. Dużo od nas zależy. Módl się jakby wszystko..., a pracuj ....

A może nie zgadzasz się z tym?
Cytat:
Potrzebna jest odpowiednia kultura. Ona może dać nam wolny wybór. Dzisiejsza cywilizacja zniewala, tyranizuje bezecnością. W szczególności młode naiwne dziewczynki.

Trzeba wychodzić na zewnątrz i nie tolerować zła Miodzio. Ale może ja Cię źle odbieram, może Ty tak właśnie robisz, tylko masz taki styl. Może jesteś wspaniałym i skromnym człowiekiem. Ale jak tak jest to czasem warto o tym napisać.
Pozdrawiam Cię Miodzio.
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 09:54   

Orsz napisał/a:
Ewidentnie widzę że się nie rozumiemy

No ewidentnie się nie rozumiemy-ja nie pisze Orsz o uśmiechu Reksia na siłę na
mordce.Jedynie o wyciąganiu z tego co mnie spotkało pozytywnych wniosków,pisałem na forum moja wiara spogląda na zasady Opus Dei-w niej nie ma elementów cierpienia na siłę(jak to się kiedyś wydawało że takie kierunki ma OD)
W niej jest rozwój,i na kanwie doświadczenia (nawet niemiłego)budowanie nowej rzeczywistości.
Tu włąśnie się różnimy !!!! nie gniewaj się za to co napisze ale ty z zona (w co ją wciągasz)będziecie żyć wiecznie w zatraceniu siebie tym co było-w świadomości że tylko Bóg pozwala wam zatrzymać czystośc związku,uczciwośc,pozbywanie się stron grzechu.
Dla mnie wygląda to inaczej-moja wiara pozwala mi rozwijać we mnie to co dobre,odwołuje się do dobra ludzkiego,do strefy moralnej-rozwija to co ludzkie.
A wiesz po co???
Bo gdy właśnie kiedyś dopadnie coś czego nie przewidzimy,wejście na zła drogę-to moje fundamenty będą zdrowe,stabilne i dzięki nim mam szanse odszukać się na drodze błędu.
Bez takich podstaw sama wiara i tylko poleganie na- jest krucha!!
przychodzi krach i człek leci z górki jak głaz-nawet nie wiadomo kiedy i jak się zatrzyma.
Teraz inny aspekt.
Trudno mi jednoznacznie wypowiadać się w czymś -ale może dlatego że inna jest moja historia-doświadczenia.
Mimo to tok postepowania jest zawsze ten sam......
Na tym co złe wzmacniamy się ,analizujemy to,wyciagamy wnioski,rozpatrujemy tą sparwę,uczymy się na swoich błędach i drugiej strony.
Zamykamy temat cierpienia,łkania,wspominania.
Potem razem (jeżeli sa chęci) budujemy nowy stabilny filar,nie żyjemy przeszłościa ciągle ją wypominając-przeszłośc jest potrzebna nam tylko do wiedzy że coś kiedyś było nie tak.
To jest to szczęście o jakim ja myslę i pisze Orsz,nie można się całe życie zatruwać,nie można całe życie życ tym co było.
Wiesz czemu ??? ile ktoś drugi cos takiego wytrzyma??
postaw się choć raz w miejsce żony-potrafisz to???
postaw się w role kogoś kto codziennie ma odpowiadać za grzechy jakie popełnił kiedyś,za grzechy jakie zostały mu odpuszczone.
Orsz zadośćuczynienie nie polega na wiecznym poddaniu i udawadnianiu
-dla mnie masz jakies błędy (luki),moim zadaniem żle w ciebie wprogramowane.
jesteś katolikiem osoba wierzącą a nie szanujesz najważniejszego daru od Boga życia,ty wolisz by przelatywało ci przez palce jak ten sławetny piasek na dłoni.
Marnujesz każdy nowy dzień dany ci od Boga.
Bo czyż nie zadziałał w twym życiu?? nie dał możliwości opamiętania???,nie dał możliwości naprawy???,nie dał możliwości budowania nowego???.
Ty Orsz w imie wiary odwraczasz się do Boga plecami mówiąc mam to gdzieś bo ja mam własne koncepcje.

Orsz napisał/a:
Napisz czy to Cię przed czymś złym ustrzegło? Czy takie podejście zawsze sie sprawdza w odniesieniu do tego zła które może zrujnować życie?

Nie Orsz ani ja ani ty przed niczym się nie zabezpieczymy-co ma być to będzie.
Wiesz w terapiach dla osób z chorobliwa zazdrością jest taki przykład .....czy sa sposoby zabezpieczenia się przed tym co robi druga osoba, a co w nas powoduje rekacje zazdrości...odpowiedz jest prosta NIE MA FORM ZABEZPIECZENIA SIĘ
....ty natomiast myślisz że dasz radę zabezpieczyć swoje domowisko przed złem dla córek..przed ewentualnym powtórnym złym krokiem zony....ja odpowiem ci Orsz nie dasz rady i najzwyczajniej w świecie się skichasz.

A co się robi gdy wpełznie to zło??? szuka się form rozwiązywania problemu Orsz,włąsnie na podstawie między innymi doświadczeń w życiu.
Moja opowieśc o ojcu mówiła:
-że nie był to ojciec jaki ma gdzies co robi syn,na to co się działo miał baczenie-ale tylko po to ze jak cos się stanie znał sytuację by ewentualnie temu zaradzić i nie właził z buciorami w moje zycie -bo miał świadomośc ze moralizowanie,zakazy,kary-powoduja zgoła odwrotne skutki.
Orsz napisał/a:
W obejrzanym filmie który zaproponowała Krawędź Nadziei jest scenka jak tatuś policjant spławia adoratora swojej 15-toletniej córki. Tak Miodzio, czasem trzeba sterować ręcznie.

Orsz żyjesz chyba tak jak mój najstarszy syn burleska kinową(on bardzo lubi filmy)
widzisz ja bardzo często mu powtarzam film to 80% fantasy,zupełnie obraz odbiegający od rzeczywistości,to ukazywanie czegoś by wciągać widza w kasę-po to się kręci wspaniałe filmy -by była oglądalnośc.
Życie Orsz jest inne -a jaka masz gwarancje że ten odstarszony apsztyfikant córki nie znajdzie innej metody?? jaka masz gwarncję że córka się nie zbuntuje i powie mam tate w ...???
Nie masz Orsz i aby tak stać i zawsze odstraszać będziesz musił nie spac,nie pracować-dasz radę???
Orsz napisał/a:
Gdzie tu miejsce na tolerancje

Widisz bo masz jakąs błedna interpretacje tolerancji-dla mnie tolerancja to nie przyzwalanie ,a jedynie zrozumienie tego że cos ma szanse się wydarzyć ,że cosjest odmienne -a to różnica.
Nie odrzucam samo przez się odmienności bo to fe.
Trudno mi zrozumieć pewne odmienności -ale podchodzę do tego ze zrozumieniem.
Bo z brakiem tolerancji-zrozumienia będę zmuszony spychać wszystkich ludzi na krawędz,boczny tor życia
-a w tym i niepełnosprawnych,oszpeconych,bezdomnych.
Czy cos mnie upowaznia do takiej klasyfikacji ludzi???
Orsz napisał/a:
O tym rozmawiajmy O tym co przysłuży się byśmy byli dobrymi ojcami, mężami, by nasze dzieci miały szansę na szczęśliwe życie. Nie zauważyłeś tego mojego życzenia?

Zauwazyłem Orsz to dokąłdnie :
czyli szczęście takie jakie wybierze dla nich ich tatuś Orsz??...to co zaserwuje tata??.....
obyś się chłopie nie zdziwił na starość :mrgreen: bo być może jeszcze nie raz będziesz szukał po podłodze sztucznej szczęki jak będzie ci wypadała po rozdziawieniu buzi ze zdziwienia...
Orsz napisał/a:
Trzeba wychodzić na zewnątrz i nie tolerować zła Miodzio

Nie toleruję zła Orsz a jedynie mam świadomość wersu z modlitwy o Pogode Ducha....jaka jest preludium do programu 12 kroków....

I przyjąć ten grzeszny świat takim jakim jest-a nie takim jakim bym chciał go widzieć......

i tyle
P.s Widzisz Orsz ja wciąz poszukiwałem od momentu jak wszedłem na droge na jakiej pojawił się Bog, poszukiwałem Orsz tego mojego.
będąc postępowym, nowoczesnym facetem -wyzbytym na wskroś konserwatyzmu.
Poszukiwałem czegoś by nie naciagac moherowego beretu, by nie stać się przesadnie bogobojnym i odnalazłem O.D ......
jakie włąśnie pozwala zachować siebie w drodze z Bogiem
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 20:36   

Orsz, ja mam pytanie, jaki obraz Boga nosisz w sercu?. Odpowiedz jesli chcesz, ale przede wszystkim sobie na nie odpowiedz. Mnie z twoich postów "wygląda" badzo smutny obraz twojej z Nim relacji. Jeśli Ty w tej z Nim relacji nie czujesz się szczęśliwy już tu na ziemi, to jaki Jego obraz dajesz swoim dzieciom? Mam wrazenie, ze swoje nie/szczęści ciagle uzależniasz od tego co zrobiła, robi lub zrobi twoja zona.
Twoją rolą męza i ojca nie jest pilnowanie i kontrolawanie wszystkich, ale przedstawienie im takiego obrazu Boga (który jest Samą Miłością, który zaspokaja wszystkie nasze potrzeby i uzupełnia braki, który wybacza upadki) i w taki sposób, że dzięki niemu sami nie będą chcieli sprzeniewierzyć się Jego Miłości lamiąc Jego prawa...

Posłuchaj sobie tego i przemyśl, myślę ze warto z tej strony spojrzeć na Boga

http://www.langustanapalmie.pl/milosierdzia-pragne

Pozdrawiam
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 22:20   

Orsz to prawda, jest
Prawda i fałsz
Ja znam też
Nie ma zła bez dobra…

Czy człowiek musi być szczęśliwy? Szczęście to kwestia wyboru

Człowiek nic nie musi, fajnie jak chce i dąży do tego. Jeszcze lepiej jak wie czego chce i jak realizować te marzenia, potrzeby…

Ja tylko nie wiem czym dla ciebie jest szczęście? Jak je pojmujesz?
bo dla uściślenia, od razu dodaje,
- za szczęście nie uważam takiego zachowania jak piszesz:…„Niektórzy mimo wszystko chcą mieć prawo do szczęścia i efekty widzimy na forum.”….
Kod:
[list][URL]http://m.bebzol.com/pl/6-minut-tego-filmu-moze-zmienic-Twoje-podejscie-do-zycia.130208.html[/URL] [/list]
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-01, 00:43   

miodzio63 napisał/a:
Zauwazyłem Orsz to dokąłdnie :
czyli szczęście takie jakie wybierze dla nich ich tatuś Orsz??...to co zaserwuje tata??.....

Powiedz tylko gdzie się mylę, co można innego zaproponować niż czystość i cnotę do ślubu? Swawolę, rozpustę?

miodzio63 napisał/a:
....ty natomiast myślisz że dasz radę zabezpieczyć swoje domowisko przed złem dla córek..przed ewentualnym powtórnym złym krokiem zony....ja odpowiem ci Orsz nie dasz rady i najzwyczajniej w świecie się skichasz.

Skąd to przekonanie? I nawet jeśli, to czy to ma być za moim przyzwoleniem, czy nie mam wpływu na nic? Czy jest jakieś prawdopodobieństwo wystąpienia określonego zdarzenia i co podwyższa ryzyko, a co zmniejsza?
Czy masz może jakiś taki wykaz czynności demoralizujących własne dzieci lub podnoszących na duchu, wierze, roztropności, umiłowaniu czystości? W jaki sposób wpływa środowisko, w jaki media, w jaki szkoła, ulica? Masz na to wpływ? MASZ. Pytanie czy umywasz ręce?

miodzio63 napisał/a:
jaka masz gwarncję że córka się nie zbuntuje i powie mam tate w ...???
Gdzie ja wspominałem o gwarancjach? Miodzio, czytaj dokładnie co ja piszę, proszę.

miodzio63 napisał/a:
zasady Opus Dei-w niej nie ma elementów cierpienia na siłę
To też jest nadinterpretacja fałszywa moich słów. Ja cierpieć nie chcę, cierpienie jest mi dane i ono jest drogą mojego zbawienia. Uciekając od cierpienia wyrzekasz się Chrystusa. Cierpienie jest łaską. (co ja piszę... moment ... idę ucałować moją żonę) Można je np ofiarować za kogoś...

miodzio63 napisał/a:
W niej jest rozwój,i na kanwie doświadczenia (nawet niemiłego)budowanie nowej rzeczywistości.
To akurat jest piękne i ja cały czas o tym piszę.
miodzio63 napisał/a:
będziecie żyć wiecznie w zatraceniu siebie tym co było-w świadomości że tylko Bóg pozwala wam zatrzymać czystośc związku,uczciwośc,pozbywanie się stron grzechu.

Nie rozumiem tego zdania. Przecież, że tylko Bóg... Chrystus nas wybawił na krzyżu. Jestem zdezorientowany Twoim zdaniem.
miodzio63 napisał/a:
Dla mnie wygląda to inaczej-moja wiara pozwala mi rozwijać we mnie to co dobre,odwołuje się do dobra ludzkiego,do strefy moralnej-rozwija to co ludzkie.

We mnie nie ma dobra Miodzio. Odkryłem to jak dowiedziałem się o zdradzie żony. Plany zemsty na człowieku, straszne i brutalne, wyrachowane. W imię Chrystusa się tego wyrzekłem. Dobro ludzkie nie istnieje od czasu zerwania jabłka z rajskiej jabłoni. Chcesz dobrze, a wychodzi źle. Bóg ma swoje plany wobec nas. Trzeba umieć je odczytywać. A to ciężka praca, ale kościół dopracował się ponoć metod. One są dla każdego. (ja nie wiem czy moja obecność na tym forum jest dla mnie Bożym Planem, za dużo czasu i brak pewności, że to co pisze jest słuszne; brak porozumienia z Tobą Miodzio też mną wstrząsa) Błędy popełnia każdy i zawsze, dlatego potrzebujemy łaski i miłosierdzia, a nie pewności i liczenia na własne siły. Zawsze się przeliczymy.

miodzio63 napisał/a:
To jest to szczęście o jakim ja myslę i pisze Orsz,nie można się całe życie zatruwać,nie można całe życie życ tym co było.

To jest sprzeczne z naturą człowieka. I po co coś takiego głosić? By nie cierpieć? Już pisałem o wartości cierpienia. A cierpienie wynika z grzechu. Im więcej grzechu tym więcej cierpienia. Odkupieńczego cierpienia.
miodzio63 napisał/a:
ile ktoś drugi cos takiego wytrzyma??
postaw się choć raz w miejsce żony-potrafisz to???

Nie potrafię. Natomiast widzę jak przez to cierpienie moje i związane z nim swoje posunęła się na drodze swojego zbawienia, swojej świętości. Ja jej nie dodaje ze złości, staram się ograniczyć jej cierpienia. I za to jaka jest teraz jestem jej wdzięczny.
Wyrzuty jakie mi robisz, że marnuję to czy tamto są słuszne. Więc nie zdziw się, że ograniczę swoją bytność na forum. Mam inne obowiązki. Ale póki co chcę Ci coś przekazać. Prośbę o to byś robił co możesz by np Twoi synowie nie krzywdzili czyiś córek. To zawsze szkoda obopólna. Byśmy się starali aby w naszym kraju było więcej Boga, a mniej rozpusty. To Twoje zadanie jako w pełni sprawnego, inteligentnego mężczyzny. Wyciągnij wnioski z własnych błędów, pokutuj i zadośćuczyń. To moja prośba, nie żądanie. Ja też się postaram.

miodzio63 napisał/a:
że nie był to ojciec jaki ma gdzies co robi syn,na to co się działo miał baczenie-ale tylko po to ze jak cos się stanie znał sytuację by ewentualnie temu zaradzić i nie właził z buciorami w moje zycie -bo miał świadomośc ze moralizowanie,zakazy,kary-powoduja zgoła odwrotne skutki.

To brzmi groźnie. Jak się mleko rozleje za późno. Jak Twój syn zrobi dziecko jakiejś dziewczynie. Czyżbyś zapominał o wychowaniu. Co nazywasz włażeniem z buciorami? Czy mówienie o Bogu, wspólna modlitwa rodzinna to już brudne buty Ojca

miodzio63 napisał/a:
będąc postępowym, nowoczesnym facetem (...)
by nie naciagac moherowego beretu, by nie stać się przesadnie bogobojnym
(...)
jakie włąśnie pozwala zachować siebie w drodze z Bogiem
?
Ja dla Ciebie jestem za małym autorytetem. Mam prośbę. To co tu napisałeś przedstaw księdzu na spowiedzi. Może jakiś inny forumowicz się wypowie.

Czym jest O.D.?

[ Dodano: 2014-02-01, 00:52 ]
zenia1780 napisał/a:
Orsz, ja mam pytanie, jaki obraz Boga nosisz w sercu?

Mam obraz Boga cierpiącego za moje grzechy, jeszcze bardziej niż ja sam. Jest to smutny obraz relacji. Bóg mógł mnie pozostawić szczęśliwym, mógł oszczędzić mi tych udręk, ale taka jest moja droga do zbawienia. Czasem krzyczę na Boga, czemuś dopuścił? Ale ja wiem. Nie mam pretensji. Zasłużyłem. Na co? Na cierpienie. Lepiej teraz niż w wieczności. Mam też za co dziękować. Czuję Bożą opiekę. Niczym nie zasłużoną.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-01, 07:17   

Orsz napisał/a:
Mam obraz Boga cierpiącego za moje grzechy, jeszcze bardziej niż ja sam. Jest to smutny obraz relacji. Bóg mógł mnie pozostawić szczęśliwym, mógł oszczędzić mi tych udręk, ale taka jest moja droga do zbawienia. Czasem krzyczę na Boga, czemuś dopuścił? Ale ja wiem. Nie mam pretensji. Zasłużyłem. Na co? Na cierpienie. Lepiej teraz niż w wieczności. Mam też za co dziękować. Czuję Bożą opiekę. Niczym nie zasłużoną.


Raz jeszcze proponuję przesłuchanie tego linka i przemyślenie go, zwłaszcza 3 pierwszych przykazań.
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-01, 08:39   

Orsz napisał/a:
Ja dla Ciebie jestem za małym autorytetem. Mam prośbę. To co tu napisałeś przedstaw księdzu na spowiedzi.


skrót O D jest własnie skrótem Opus Dei
i bez obaw potrafię zadbac o mój kontakt z osobami duchownymi

i nawiązując do tego co między innymi podała w linkach żenia

nie zapominaj o bożkach......jakie zaczynasz czcić powołując się na imię Pana

a czcisz Orsz jako bożka grzech twojej żony,to jego pielęgnujesz w sercu a nie głoś Boga odpuśc Orsz,to jemu w sercu składasz pokłony sam się zamykając na głos Boga....

i odpuść nam nasze winy -jako i my odpuszcamy naszym winowajcom...............

p.s
Widzisz i na koniec napisze to:
Opus Dei jako pojęcie wiary....na tyle człowieka w niej wzmacnia by włąsnie wyławiać niebezpieczeństwa powstałe z samej wiary, ze złego jej pojęcia,interpretacji...
co doprowadza do dewiacji religijnej(duchowej)
czasem jest to właśnie nadmierna bogobojnośc powstała na skutek ciężkich doznań..traumy.

I uważam za bardzo dobry pomysł!!!!

zrób sobie wkońcu wakacje od forum, daj odpocząć umysłowi od tego przepychu, od wielorakich myśli, głosów,problemów.
Złap chłopie oddech normalności............

A może wkońcu dojrzysz prawdę .....czemu Bóg rozwiązał wasz problem i na czym mu zależało.......

pozdrawiam
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-01, 10:25   

Cytat:
We mnie nie ma dobra Miodzio. Odkryłem to jak dowiedziałem się o zdradzie żony.


I przy takim myśleniu chyba najtrudniej wybaczyć. Dlatego miotasz się i tak bardzo cierpisz.

Twój Bóg to nie Ten, który chce Twojego szczęścia, dobra, który teraz cierpi wraz z Tobą, ale Ten, który zsyła cierpienie, żebyś "postąpił na drodze do zbawienia". Mało tego, Ty wraz z żoną. Już Jezus wycierpiał za nas na krzyżu, już Niebo otwarte dla wszystkich grzeszników, na szczęście nie musimy zbawiać się sami, bo i mocy takiej nie mamy. Obcy jest mi taki obraz wiary.

Najpierw chyba trzeba nauczyć się być miłosiernym wobec siebie samego, a dopiero później próbować miłosierdzia wobec bliźnich.
Wybaczenie zdrady jest baaardzo trudne, zaakceptuj swoje "negatywne uczucia",daj im dojść do głosu, przeżyj je, a z czasem odzyskasz upragniony pokój serca i tego Ci życzę.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-02, 08:07   

miodzio63 napisał/a:
i nawiązując do tego co między innymi podała w linkach żenia

nie zapominaj o bożkach......jakie zaczynasz czcić powołując się na imię Pana


Nie wiem, czy któryś z panów odsłuchał o. Adama. Ja Te konferencje podałam nie po to (nie tylko) aby zwrócic uwagę na bożki (choc i o nich trochę tam jest powiedziane), ale aby zobaczyć i przemyśleć sobie jak przez te przykazania Bog nas kocha, co obiecuje i do czego uzdalnia...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8