Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Idą święta...
Autor Wiadomość
Renata Og
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 09:26   

Bardzo pilnie potrzebuję książki Dobsona Miłość potrzebuje stanowczości. email radcarenata@poczta.onet.pl
 
     
Aniołek5
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 10:17   

Renata Og napisał/a:
Bardzo pilnie potrzebuję książki Dobsona Miłość potrzebuje stanowczości. email radcarenata@poczta.onet.pl


Wysłane na Twój email :mrgreen:
 
     
Renata Og
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 10:43   Idą święta

Bardzo, bardzo dziękuję. Bo na razie od 2 miesiecy robię z siebie idiotkę tracąc do siebie szacunek. Ale dać komuś wolność - to takie trudne.
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 14:33   

mare1966 napisał/a:
Miodzio ,
brak w tym układzie równowagi mysz- kot ( kot na sznurku )
Postaw na kota niezależnego .
Niech ta mysz się zdziwi .

Cytat:
a na koniec pozostaje sama misja.. dla misji......


Trafnie ujęte .
Misja już przez nikogo nie chciana .
Ofiara .
Trudno sensownie żyć całe życie jako ofiara myszy ,
zwłaszcza będąc kotem .


Miodzio ,
ty ją TAK kochasz , czy ty się tak uparłeś ją kochać ?
( powiedzmy że pytam o uczucie )


Zenia ładnie napisała o tej motywacji do wierności .
Wierności bardziej Bogu niż mężowi .


Mare przeoczyłem twoja wypowiedż...

kot na postronku-w zasadzie masz rację,
dalej:
postawienie na kota niezależnego nie jest trudna sprawą
czy mysz się zdziwi???
raczej odwrotnie ....mysz (zapewne)
bardzo pragnie by kot polazł włąsna drogą

i ostatnia kwestia TAK ja kochasz...czy sie uparłeś....
-wiesz Mare czasem trudno mi sie pozbierac w tym wszystkim i faktycznie to ocenić....
Wiele razy zastanawiałem sie nad taka rzeczą...
gdyby to co jest i się dzieje wynikało z:
-zagubienia żony
-chwilowego upadku pod wpływem niemiłych doznań
- ewentualnie chwilami zapomnienia ,bo jest mi czegos brak (czego pragnę)
-gdyby to nawet były nieświadome działania.....
-gdyby pomimo wielu prób na cos tam -nie było cos możliwe
To widzisz Mare -wygląda to inaczej.

Ale gdy człowiek to co robi -robi świadomie,bez mrugnięcia okiem
nie dziw sie że zaczyna we mnie wiele spraw tracić sens.
Narzie jestem w takim punkcie w jakim
chciałbym przestać kochać i zarazem nie potrafię....
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 15:47   

Miodzio ,
ja wyraźnie zaznaczyłem .
Pytałem o kochanie w sensie UCZUCIA .

Przez takie zakochanie , kochanie ( UCZUCIE )
rozumiem pewien ZACHWYT
jakąś osobą , powiedzmy jej "wnętrzem" .

We wszystkich tutaj kryzysach na forum ,
raczej nie występuje taka forma miłości uczuciowej .
No może jak kryzys trwa miesiąc i małżonek
jeszcze nie dał wyraźnie odczuć
swojego stanowiska .
Pozostaje jeszcze inna naturalna "obrona" .
Wspomnienia .
Ale teraźniejszość wkrótce zatrze i to .
Dalsze kochanie ( uczuciowe ) wydaje się praktycznie niemożliwe ,
biorąc po ludzku .
Zastanowił bym się , czy aby nie "chore" .
Na pewno jakiś rodzaj uzależnienia .

Postawa ( miłości ) wymaga raczej trzeźwego spojrzenia
na sytuację .
Trwam w wierności , ale nie dlatego
że tak mnie ZACHWYCASZ .
( raczej przeciwnie )
W wierności bardziej Bogu , a tobie - i tu mieszanka jakaś bardziej .
( trochę uczucia , obowiązku , litości , nadziei itd )

Cytat:
Narzie jestem w takim punkcie w jakim
chciałbym przestać kochać i zarazem nie potrafię....

Może ty kochasz tą jej lepszą wersję ,
tą którą ona sama ma się stawać
( to jej zostało zadane przez Boga ) ,

A może ty po prostu kochasz "EWĘ"
za którą teskni każdy mężczyzna
a tylko przypadkiem ożeniłeś się z .......... ( nie wiem jak ma na imię )

Wtedy "nie potrafię" staje się oczywiste .
 
     
meal09
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 16:05   

I już po świętach, a zatem można się zastanowić jak wykorzystaliśmy ten czas.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 16:26   

............. ciąg dalszy
Może to jeden ze skutków grzechu pierworodnego ?
Nawzajem tęsknimy za pierwowzorem , tak my jak i one ,
do tamtej Ewy i Adama ,
choć my jak i one
sami tylko kopiami jesteśmy ,
mniej lub bardziej udanymi .

I tak siebie i je oszukujemy ,
a może ktoś nas oszukuje ? :evil:
Siebie , bo Adamem nie jesteśmy
i siebie raz drugi - bo Ewy nie spotkamy .
A one choć chciałyby z całego serca
to wiedzą że do Ewy trochę im brakuje
więc niepewne i zrzędliwe
z wiecznymi pretensjami - dlaczego do tego dopuściłeś , "Adamie" ?
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 16:49   

mare1966 napisał/a:
Może ty kochasz tą jej lepszą wersję ,
tą którą ona sama ma się stawać

Widzisz Mare aby zakończyć dysputę wszak nie w naszym temacie
napisze to:
kocham tą wersję do choroby.....
Wiesz dokładnie wygląda to tak jakby ktoś strasznie namieszał....
a dokładnie ??
zamienił nas rolami
-nie wiem czy rozumiesz??

I wszak można powiedziec tak:
....przecież dostajesz teraz dokładnie to co sam dawałes....

i było by to dla mnie zapewne zrozumiałe
....ale w tych okolicznościach nie potrafie jednego zrozumiec...
czemu stała się taka jak ja kiedyś.....
skoro kiedys tak bardzo jej to przeszkadzało.....

tego Mare nie kapuję
...i chyba to wszystko w temacie.....
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 17:02   

Może się mści ?

Tylko nie pytaj mnie - po co ?
To kobieta , tak niektóre mają .

Jan stracił głowę , a czy dla kobiety , czy przez kobietę
efekt ten sam .
Typowa zemsta dla zemsty , dla faceta - bez sensu .
Czego innego by sobie zażyczył . :-P
Ostatnio zmieniony przez mare1966 2013-12-28, 17:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 17:07   

Cytat:
To kobieta , tak niektóre mają .


mare, pragnienie zemsty nie jest uwarunkowane płcią tylko wynika ze stanu umysłu....zatem wniosek wg mnie jest dalece nieuprawniony.
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 17:09   

mare1966 napisał/a:
Może to jeden ze skutków grzechu pierworodnego ?
Nawzajem tęsknimy za pierwowzorem , tak my jak i one ,
do tamtej Ewy i Adama ,
choć my jak i one
sami tylko kopiami jesteśmy ,
mniej lub bardziej udanymi .

I tak siebie i je oszukujemy ,
a może ktoś nas oszukuje ? :evil:
Siebie , bo Adamem nie jesteśmy
i siebie raz drugi - bo Ewy nie spotkamy .


ta Mare, Bóg tam w górze nieźle się bawi z ludzi...

zrobił im psikusu, stworzył ludzi dla siebie, przypieczętował obietnicą i przestrogą: co Bóg stworzył człowiek niech nie rozdziela ....wiedząc, że ludzie i tak nie będą umieli być razem bo daleko im do Adama i Ewy....

no i po problemie... u człowieka zaczyna rodzić się przekonanie: " nie moja wina, to wina niedoskonałego człowieka, do Ewy i Adama wiele mi brakuje.... cokolwiek nie zrobię, tak być musi.....
kryzys, cierpienie to nieodłączny mój element życia, szczęsliwi są tylko ci. którzy grzeszą i żyja przeciw Bogu i jego przykazaniom"....
( przekonanie, które winien sobie tłumaczyć dla własnego dobra psychicznego, by nie zwariawał, że pracując nad sobą nadal jego marzenia się nie spełniają, cierpi, jest sam, inni niewierni go nie rozumią bo żyją w grzechu)

fantastyczne odkrycie

miodzio63 napisał/a:
Ale gdy człowiek to co robi -robi świadomie,bez mrugnięcia okiem
nie dziw sie że zaczyna we mnie wiele spraw tracić sens.


nic w tym dziwnego...Norbi człowiek tak już ma, że pragnie nagrody za dobro, za zło godzi się zazwyczaj z karą. Od małego uczy się go wartości odróżniania dobra od zła. Bajki uczą i mają zawsze morał....czarownica zawsze ginie, lub się zmienia na dobrą bo dobro zwycięża nad złem....
A kiedy dorastamy nadal chcemy by było sprawiedliwie, równo i nagradzane dobro.
Im prędzej człowiek pogodzi się z tym, że tak nie zawsze jest, że zły nie zawsze płacze i sprawiedliwość go dosięga... tym szybciej zacznie nabierać sens wszystko wokoło.

Twoją nagrodą jest twój samorozwój, który gdzieś tam pomiędzy problemami w małżeństwie, nie doceniasz, nie umiesz się z niego cieszyć, bo przecież.... nagroda miała byc inna, żona.

I tak można wciąż czekać na nagrodę, doszukiwać się i brać winy na siebie, za innych bo przecież gdybym prawdziwie się zmienił to sprawy zaczęły by wyglądać inaczej.
Związek to relacja wspólna, wspólnie się ją psuje, nie ma winy tylko po jednej stronie.
Inaczej od razu ta relacja by się rozwiązała.
Ktoś czytaj druga strona ją podtrzymywała, bo ludzie problematyczni dobierają się nawzajem i uzupełniają. Wygrywa ten, kto zaczyna pracę nad sobą, przegrywa ten, który daje sobie wmówić, wmanewrować, zmanipulować obarczeniem brania całych win na siebie.

[ Dodano: 2013-12-28, 17:21 ]
mare1966 napisał/a:
Tylko nie pytaj mnie - po co ?
To kobieta , tak niektóre mają .

Jan stracił głowę , a czy dla kobiety , czy przez kobietę
efekt ten sam .
Typowa zemsta dla zemsty , dla faceta - bez sensu .


dla mnie bez sensu jako kobiety stracić głowę, majątek byle zdobyć kobietę.... a potem wszystko zwalić na kobietę... nie sprostała wymaganiom kupującego... czasem nie ma reklamacji, czasem nie ma zwrotów... za wybory własne się odpowiada a nie obwinia innych, że czarownica rzuciła czar, więc na stos z nią i spalić, by więcej nie kusiła innych do utraty głowy.... zamiast latarni mielibyśmy nowe "ekologiczne" źródła światła. e tam mary tak mnie dziś humorystycznie naszło
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 17:29   

bywalec
Cytat:
no i po problemie... u człowieka zaczyna rodzić się przekonanie: " nie moja wina, to wina niedoskonałego człowieka, do Ewy i Adama wiele mi brakuje.... cokolwiek nie zrobię, tak być musi.....
kryzys, cierpienie to nieodłączny mój element życia, szczęsliwi są tylko ci. którzy grzeszą i żyja przeciw Bogu i jego przykazaniom"....
( przekonanie, które winien sobie tłumaczyć dla własnego dobra psychicznego, by nie zwariawał, że pracując nad sobą nadal jego marzenia się nie spełniają, cierpi, jest sam, inni niewierni go nie rozumią bo żyją w grzechu)


Zupełnie nie w tym klimacie były moje rozważania .
Raczej morał miał być taki , że ideałów nie ma .
Niby wszyscy to wiedzieć powinniśmy , nawet wiemy ,
a i tak gonimy , szukamy , tęsknimy .

[ Dodano: 2013-12-28, 17:44 ]
Bywalec ,
Nie wiem ,
czy JAN z jam ci się pomylił ? :mrgreen

Skąd te stosy ? :shock:


Jedno mi się sprawdza .
Kobietom trudno nie brać wszystkiego do siebie .
Jak jakaś kobieta , to znaczy "atak" na nią , bezpośrednio i osobowo .
I wszystko na poważnie , bez dystansu .
To jak z urodą - 100 komplementów a wspomnij ,
że gdzieś coś odrobinkę ............ co :evil:
gruba jestem , zawsze wiedziałam że ci się nie podobam ,
pewnie masz kochankę ....... no idź , idź do niej !
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 18:17   

bywalec napisał/a:
Twoją nagrodą jest twój samorozwój, który gdzieś tam pomiędzy problemami w małżeństwie, nie doceniasz, nie umiesz się z niego cieszyć, bo przecież.... nagroda miała byc inna, żona.

Bywalcu to nie jest tak....
zauważam i wiem i ciesze się że zmieniło się we mnie wiele,szanuje to a chyba największym dowodem jest na to......
to że mimo trudności jakie wciąz istnieją nie uciekam w czas w jakim byłem kiedyś...
Powstały twarde zasady,rozsądne spojrzenie na świat i pielegnuje to co się pozmieniało.

Ale jak to się mawia jestem facetem....
i tu odrazu zanaczam Kenya (nie robię podziału) :mrgreen: :mrgreen:
jeno wydaje mi się że wiekszośc facetów tak ma....
rozwiąząc problem!
skoro powodem separacji i róznych powstałych z tym sytuacji był Norbert taki jaki był,skoro z czasem i etapem Norbert sie zmienił

to co jest wciąz powodem i problemem ???

Przeszłość???
nie
-bo z tym się juz nie zgodzę by wiecznie za nią odpowiadać.
Chcę bywalcu poprostu zwykłej uczciwości.....
Nie wiem może błądze w moim myśleniu,może zbyt wiele oczekuję
ale tak mam....że sprawa musi byc jasna.

pozdrawiam

[ Dodano: 2013-12-28, 18:44 ]
mare1966 napisał/a:
Typowa zemsta dla zemsty , dla faceta - bez sensu .

Nie chcę wchodzić miedzy młot a kowadło...ale Mare ma troche racji..
żyje juz trochi na tym świecie i zanim mnie od losu cos podotykało wiele się naoglądałem.

I historia z mojego podwórka kumpel (najlepszy ) z lat młodości..
Kochał pewna dzieczynę..w nim kochała sie inna i ta inna tak mocno pracowała az wkoncu zdobyła tego mojego kumpla,partnerke wystrzeliła do lamusa i rozkochała Wicia (Witek) na maxa.
Wkoncu razem ślub,wesele,córki -upragniona rodzina.
Wicio jak mrówka choć dawniej hulaszcze życie -staje na wysokości zadania.
Rodzina,żona,córki to najważniejsze w zyciu.
Pracuje,tyra ,spełnia zachcianki -wkoncu buduja pod Warszawa piekna chatę,
Wicio chłop obrotny -ustala z zoną wyjazd do Irlandii
tam będzie lepsza dla mnie kasa(bo działa w gastronomii)
Pierwszy wyjazd -powraca duzo pieniędzy ,rozwijaja dom-urzadzaja,Wicio zakłada mały interesik w kraju ,zonka go przejmuje.
Przepisuje wszystkie bogactwa na zonę-bo przeciez to zona!!
Rzem siedza debatuja -a jakby tak więcej kasy,to drugi biznes rozkręcimy ustawimy sie w kraju i bedzie super,bedziemy zawsze razem.
Jedzie chłopaczyna znów do Irlandii -pracuje ,wchodzi w układ -otwiera w Irlandii dwa lokale,śle kase do kraju
żonka kocha,pisze listy,dzwoni-daje mu to energii na rozwijanie interesów w obcym kraju.
I nagle listów mniej,telefony milkną-Wicio jak na szpilkach docieka,ustala-cos się stało??

Wraca do kraju-a tam w domu słyszy WYNOCHA-to twoje szmaty i spadaj.
Walczy chłop o dzieci i zonę.
I co???
nagle słyszy oprawca,domowy kat
dostaje nalepke PRZEMOC

Gdy tylko do domu dochodzi z automatu policja sie pojawia.
I słyszy !!
przyszedł:
straszy,wygraża,jest agresywny.
Załamał się chłopaczyna-bezsilność leczył w szkalnce,poszedł w to dno.
Gdy się obudził było zbyt pózno
interesy w Irlandi zajeła władza ...
bo przeglaldów knajp brak,bo podadki nie wpływały-stracił kasę.
A w kraju??
zabrane wsio dom..dwa samochody(same super bryki)
zreszta przeciez sam przepisał na najukochańsza zonkę.
I by było weselej to sie okazało że pól roku wczesniej Wicio podpisał papiery mediacyjne dla sadu o rozwód...
Za głowe się łapał gdzie jak ..kto podpisał....
wiadomo zonka kochana
ale kto to udowodni???...

Upadek faceta-spotkałem go rok temu i będąc sam w trudnej sytuacji
wyciagałem Wicia z kielicha.
Dzis nie ma nic jak mawiaja dziurawe gacie i podarte skarpety
...zarabia psie grosze
ale przestał pić-z czego się cieszę :-D
i nawet ojciec mój pomagał mu ostatnio napisac pismo do sądu....
Bo cztery lata płacił alimenty na córke, jaka dawno jest pełnoletnia i samodzielna,
a zonka kochana??
nawet nie raczyła go od tego uwolnić .
I gdybym chłopa nie znał..gdybym nie spotykał..gdybym nie słyszął o nim od moich rodziców,od naszych wspólnych kumpli...
to faktycznie

wiara moja była by taka że Wicio to POTWÓR.....

ale wiem jak łatwo człowieka wplątac w cokolwiek
gdy sie tylko chce.....

a powód???
prozaiczny...
żona miała wszystko...dom....pieniądze,..wkońcu dwa lokale w kraju....nauczyła się życ i gospodarowac bez męża....

zatem na co jej Wicio....skoro jak zechce ..to znajdzie na kopy takich Wiciów...

... :-( :-(
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-28, 19:36   

Jak się taką Wiciową historię przeczyta, to niemal każdy może odetchnąć z ulgą.
Wiciowi przypadła w udziale nie kobieta tylko wyrób kobietopodobny, bez uczuć wyższych.
Na przykaładzie Wicia historii można by się zastanowić czy Wicio związany przysięgą małżeńską ma jakiekolwiek podstawy by trwać w nadziei, że żona któregoś dnia uczłowieczy się i z cyborga zamieni się w czującą empatię kobietę-żonę, która na dodatek będzie świadoma krzywd jakie zrobiła swojemu mężowi.
Miodzio...doradziłbyś Wiciowi by nie tracić nadziei i trwać w oczekiwaniu na na ten wzniosły mement że BYĆ MOŻE cyborg w człowieka się zmieni jeszcze w tym życiu ? Tchnąłbyć nadzieję w Wicia z pełną odpowiedzialnością, że warto trwonić życie w nadziei na metamorfozę kogoś kto nie ma uczuć wyższych w kogoś komu być może takie uczucia się przytrafią?
Wicia historia może mieć wymiar edukacyjny- tak myśłę.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8