Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Choroba/uzależnienie czy podłość - oto jest pytanie....
Autor Wiadomość
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 12:56   

DHL1 napisał/a:
Gosia ale nie widze gdzie mam być to niebiesko???

czy chodzi o wyraz na literke d........ :mrgreen:
tak jest ale wraz z wyrazem poprzedzającym nadałeś mu mocy ;-)

niebieski widać teraz ?
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 12:59   

Norbert

Dlaczego zakładasz, że żona się tak z premedytacją zamyka na Ciebie?
Coś się zdarzyło, teraz są tego skutki i tyle.
Jedna osobo potrafi na nowo zapałać uczuciem a inna nie potrafi.
Przecież to proste. Oczywiście proste do zrozumienia, a bardzo trudne do życia w takim układzie
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 13:02   

Dobra niech zostanie z władzami zwierzchnimi się nie dyskutuje :mrgreen:
-tak jak z szefem w pracy..... :lol:
Co prawda chodziło mi o inne znaczenie nie podkładac podusi pod......by mięciutko się waliło..
(tym czymś)
tylko zabrać podusie by (tym czymś) raz a zdrowo
to wtedy ponoc do rozumu błysk wpada.....

dawniej się mawiało że najszybsza droga od (tego czegoś) do rozumu

pozdrawiam
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 13:22   

grzegorz_ napisał/a:
Dlaczego zakładasz, że żona się tak z premedytacją zamyka na Ciebie?

Grzechu że z premedytacją???
a gdziesz toooooo
gdybym zakładał premedytacje( toć to wspaniała droga do do skamienieliny sercowej)
to dziś powoli by moja osoba zaczynała nienawidzieć.
Nie Grzechu ja rozumiem że nie jest w stanie i ma z tym problem
lub nie chce (bo i taka opcja)
.
grzegorz_ napisał/a:
Coś się zdarzyło, teraz są tego skutki i tyle.

Grzesiek czy sadzisz że ja małe dziecko i nie rozumiem że sa skutki??
Ja to rozumiem w pełni-nigdy na moich ustach nie brzmiały słowa choćby
te jakie spiewali nasi kibice
nic się nie stało...nic się nie stało.
Zatem wiem co ,jak i kiedy się stało.
Tylko ze widzisz Grzechu my nie prowadzimy zieleniaka i sprzedajemy towar.
A gdy poróżnienie to decyzja prosta w dwa tygodnie sprzedajemy wsio i likwidujemy interes.
Mamy o wiele poważniejsze cele i skoro facet dorosły i kobieta dorosła, skoro razem się szczycimy rozumem danym przez Boga
to trzeba cos więcej z siebie wykrzesać -niż te proste słowa nie da rady
grzegorz_ napisał/a:
Jedna osobo potrafi na nowo zapałać uczuciem a inna nie potrafi.

A tu się różnimy zdaniami :mrgreen:

Bo w moim zamysle jest inaczej skoro nie potrafi-to znaczy że nigdy to nie było prawdziwe

zatem nie oszukujmy się i nie usprawiedliwiajmy
co do zycia nie będę się już wypowiadał bo samo się rozumie

pozdrawiam
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 15:41   

Norbert
Można mieć do kogoś pretensje, że odchodzi, że się źle odnosi, kłóci, itp...
ale masz pretensje o to że ktoś czuje nie tak jak Ty byś chciał ?
 
     
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 16:43   

Norbert nie pamiętam szczegółowo Twojej historii, więc być może zadam pytanie oczywiste. Z góry przepraszam.
Czy Twoja żona próbowała jakieś terapii, a może 12kroków?

Pytam, bo pamiętam jak mediator mi powiedział (Sąd nas na mediacje wysłał jak mąż złożył pozew. W sumie na moją odpowiedź na ten pozew :-D ), że BARDZO często skrzywdzona osoba buduje sobie taki mur, że cudów potrzeba by go przebić. Mimo tego ostrzeżenia mi się prawie udało ten mur postawić.
Żeby nie wsparcie innych (twardy ;-) ) co to mnie w pół roku od mediacji BARDZO TWARDYMI I MOCNYMI słowami do życia przywrócili to ja chciałam o rozwód wystąpić.
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 19:21   

grzegorz_ napisał/a:
ale masz pretensje o to że ktoś czuje nie tak jak Ty byś chciał ?

Grzesiek wybacz ale ty czasami dziwnie piszesz.
Ze sam nie łapię co tak naprawdę w tobie siedzi-w sensie czy to ty tworzyłeś problem...czy ktoś tobie stworzył problem(chodzi mi o twój związek)
Ja nie mam pretensji że ktoś czuje inaczej jak ja,bo to jest totalnie głupie.
Chocby dlatego że czucie -to inaczej uczucie a dokładnie emocje -zatem nie moje emocje.
Ja i owszem mogę mieć pretensje że ktoś olał małżeństwo-i to wszystko .
Bo jakbym się nie organizował, mamił i zastanawiał -to jest to dla mnie egoistyczna postawa.
I chyba zgadzasz się ze mną?
ale z drugiej strony -czasem czytając Ciebie
Widzę że często sobie upraszczasz właśnie to wycofywanie się z organizacji zwanej małżenstwo.
Fakt jest tylko taki że u mnie jak w ruletce-niczego człek nie jest pewny.Raz wygląda że olał potem znowu że nie olał :shock:

Co do samego faktu rezygnacji(będąc już w tym temacie)


Zatem wybacz Grzechu dla mnie to jest dziecinada( a dokładnie bo mi się znudziło)-a takim dzieciuchem można być całe zycie - nawet i mając 50...60 lat
( bo wiek nie gra roli -jeżeli ktoś nie dorasta do obowiązków)
Bo jeżeli ktoś tak pojmuje związki i zakładanie rodziny to może zamiast małżeństwa lepiej podpisywać kontakty-np. na 10,20 lat
a potem zobaczymy czy się przedłuży-lub nie.
Albo skoro dostajemy dowody czasowe(terminowe) to i niech małżeństwa i będą tez terminowe(wiesz widziały gały co podpisywały)
No cóz???
I tworzy się włąsnie taki świat pseudo małżonków, pseudo pracowników,pseudo rodziców.
Bo mi się znudziło być małżonkiem,bo mi się znudziło być rodzicem,bo mi się znudziło być pracownikiem
A tak generalnie zadbam tylko o własny tyłeczek -bo to najważniejsze i najwspanialsze.
GosiaH napisał/a:
Czy Twoja żona próbowała jakieś terapii, a może 12kroków?


Gocha nie próbowała ani 12 k,ani wspólnej terapii,ani czegokolwiek.
Kiedys tylko przechodziła swoja terapię-i w zasadzie od lat zmierza to tylko w jedna stronę zrezygnowałam już z małżeństwa z dziwnymi przerywnikami przeczącymi temu.
I wbrew temu co pisze Grzesiek jestem w stanie to przyjąć i zrozumieć(całkowitą rezygnacje ze mnie)
gdyby to brzmiało ucziwie i szczerze.
Nie chcę,mam dość,nie interesuje mnie związek,mam dość małżeństwa,jest mi super żyjąc sama,nie chce mieć z toba nic wspólnego itd.

Ale niestety to wciąż brzmi inaczej-ano tak
nie możemy być razem bo doznałam od ciebie krzywdy jakiej nie mogę zapomnieć,i nie mogę tego pokonać w sobie.

I kończąc czujesz Grzechu różnicę???
a dokładnie w formie???
w pierwszym przykładzie człek by rzucił pod nosem mięchem i powiedział
trudno głowa muru nie przebiję-a narzucać się to głupota.

W drugim natomiast drepczę w koło i tylko od tego już w głowie mi wiruje.
Bo to Grzechu ani odpowiedź TAK ani NIE

pozdrawiam
 
     
smutna_twarz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-26, 22:43   

złamana napisał/a:
p
Przy uzależnieniach od określonych zachowań kompulsywnych typu seksoholizm, zakupoholizm, uzależnienie od hazardu, od gier komputerowych, etc, to mi to na chorobę nie pasuje. Bardziej podchodzi pod zaburzenie osobowości, a to żadna choroba, nie ma lekarstwa, nie ma odtrutki. Na to się zwolnienia lekarskiego nie dostanie. Nie słyszałam o istnieniu oddziałów stacjonarnych dla seksoholików. Taki defekt osobowościowy, płynący tylko z tej zaburzonej osoby, bez wlewu chemii. Pewnie, że ma przyczyny ale w tym przypadku wolną wolę bym zakładała, nie szukałabym choroby. Tu mi pasuje opcja „draństwa w charakterze”, co odbarczy od poczucia winy, nie pozwoli na usprawiedliwianie „upadków” i dawanie nie wiadomo jakiego czasu. Przy tych holizmach bez wlewu chemii czas działa na niekorzyść, daje poczucie bezkarności i utrwala złe zachowania, nawet tych deklarujących "leczenie". Uważam, że własną decyzją nad popędami można zapanować i tu wystarczy tylko decyzja: rani to tych których kocham, nie chce ich ranić. Ale, nie skonfrontowałam się osobiście z takimi holikami, mogę się więc mylić.


Złamana, mamy różne rodzaje uzależnienia: fizjologiczne i psychiczne. Narkoman np. łączy oba typy - stąd u niego tzw głód po odstawieniu, ale jest również uzależniony na poziomie doznań, a nie tylko samej chemii w organizmie. Dlatego leczenie polega zarówno na odtruciu i odstawieniu substancji trującej (dlatego zamyka się delikwenta w ośrodku zamkniętym, gdzie może zostać odizolowany od tej substancji) ale również na terapii, zlikwiduje właśnie to psychiczne uzależnienie. Generalnie uważa się, że to drugie jest znacznie trudniejsze, sam detoks sprawy nie załatwi, bo bez porządnej terapii narkoman po powrocie do domu zacznie znowu brać.
Uzależnienia od komputera, hazardu, seksu itp są pozbawione tego pierwszego typu, chociaż można powiedzieć, że sami sobie swoją truciznę wytwarzają (zwiększona produkcja substancji endogennych powoduje uczucie "haju" podobne do tego po zażyciu narkotyków). Dlatego nie ma sensu tworzenia ośrodków odosobnienia dla takich osób, one zawsze będą miały pod ręką swój arsenał. Natomiast leczenie uzależnienia psychicznego jest bardzo podobne niezależnie czy chodzi o narkomana, alkoholika czy seksoholika, bo to są te same mechanizmy, tylko narzędzie inne. Zajmują się tym te same ośrodki leczenia uzależnień. Bardzo ciekawie i rzetelnie na ten temat pisze Patrick Carnes, lekarz specjalizujący się w terapii uzależnień, zwłaszcza seksoholizmu - bada ten temat już od ponad 40 lat. Co ciekawe, w przypadku osób uzależnionych bardzo często mamy do czynienia z łączeniem różnych uzależnień, większość z nich ma więcej niż jeden problem. Albo też zrywając z jednym nałogiem, po jakimś czasie wpadają w inny. Świadczy to o tym, że uzależnienia nie należy rozpatrywać tylko na poziomie fizjologii, że coś tam ich truje, bo to jest przede wszystkim problem głowy i zaburzeń psychicznych. Gdyby istotnie była to tylko kwestia woli, to nie potrzebna byłaby terapia, wystarczyłoby, aby taki chory postanowił sobie mocno, że zerwie z nałogiem. Niestety nawet ci najbardziej zdeterminowani nie są w stanie wyjść z tego o własnych siłach.
 
     
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-27, 06:54   

DHL1 napisał/a:
GosiaH napisał/a:
Czy Twoja żona próbowała jakieś terapii, a może 12kroków?


Gocha nie próbowała ani 12 k,ani wspólnej terapii,ani czegokolwiek.
Kiedys tylko przechodziła swoja terapię-i w zasadzie od lat zmierza to tylko w jedna stronę zrezygnowałam już z małżeństwa z dziwnymi przerywnikami przeczącymi temu.
[...]
Nie chcę,mam dość,nie interesuje mnie związek,mam dość małżeństwa,jest mi super żyjąc sama,nie chce mieć z toba nic wspólnego itd.

Ale niestety to wciąż brzmi inaczej-ano tak
nie możemy być razem bo doznałam od ciebie krzywdy jakiej nie mogę zapomnieć,i nie mogę tego pokonać w sobie.
smutne
będę pamiętać w modlitwie (za Twoją żonę o jej przemianę serca takoż)
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-27, 10:13   

S_t pisze:
Cytat:
Jeśli mam po krótce podsumować, na czym polega wsparcie to powiem tak:
1. nie przekreślać, bo to odbiera choremu resztkę ochoty do walki


ok, to zrozumiałe.

Cytat:
2.
- nie zdejmować z niego odpowiedzialności.
- nie wyręczać.
- nie kryć,
- nie usprawiedliwiać,
- nie mydlić oczu.
- dać mu ponosić konsekwencje swoich zachowań


- S_t, mówimy przecież o seksoholiźmie, zatem co rozumiesz przez to co napisałaś powyżej.
Jaka Twoja postawa wobec jego zachowań może wypełnić te zalecenia?


Cytat:
3. wymagać przede wszystkim dwóch rzeczy: aby podjął terapię (nie zmuszać, ale mówić wprost, że jest to warunkiem utrzymania związku) oraz tego, by dobrze traktował swoją rodzinę - zwłaszcza żonę.


- Wymagać można ale czy masz jakiekolwiek narzedzia by wyegzekwować to wymaganie lub jeśli je masz czy jesteś gotowa ich użyć?
Tzn. co jeśli uzależniony nie ma ochoty wywiązać się z tych wymagań? Przecież gadanie po próźnicy jest bezsensowne.

Cytat:
4. Nie kontrolować, nie sprawdzać, nie zadręczać się jego zachowaniem.

ok. rozumiem

Cytat:
5. Dbać o relacje z Panem Bogiem - zarówno swoje jak i męża, mobilizować go, by włączał się do wspólnej modlitwy i nie zaniedbywał przystępowania do sakramentów.


To wciąż sprawowanie kontroli, czyli objawy współuzależnienia się odzywają nawet jeśli ta aktywność dotyczy mobilizowania do modlitwy.
 
     
ja_tez
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-27, 11:43   

kenya napisał/a:
To wciąż sprawowanie kontroli, czyli objawy współuzależnienia się odzywają nawet jeśli ta aktywność dotyczy mobilizowania do modlitwy.

No nie można tak dosłownie wszystkiego nazywać kontrolą. Mobilizacja czy zachęta to niekoniecznie wyraz kontroli (współuzależnienia).
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-27, 13:20   

ja_tez napisał/a:
No nie można tak dosłownie wszystkiego nazywać kontrolą. Mobilizacja czy zachęta to niekoniecznie wyraz kontroli (współuzależnienia).

Można ja też -szczególnie jak się było kontrolowanym lub kontrolowało.
Efekt tkzw. wejścia za kołnierz -czyli nasiąka się tym co było.
Wówczas jak sami się z tym nie uporamy-to mamy sznsę we wszystkim odczuwać kontrolowanie
Dużo na ten tematy piszą konkretne strony jakie opisują efekty i pozostałości w uzależnionych lub współuzależnionych.
Zresztą ja na co dzień mam szansę to odczuwać właśnie w relacjach-jak to jest gdy człek zatrzyma się tylko na ocenie .
Trudne to by nie napisać wprost-to staje się chore.
pozdrawiam
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-27, 14:10   

GosiaH napisał/a:
będę pamiętać w modlitwie (za Twoją żonę o jej przemianę serca takoż)

Dziękuje Gosiu -ale chyba to już bez sensu.
Mam mocne postanowienie(i raczej nie zawrócę)
do końca sierpnia wyprowadzam się domu, a następnym etapem będzie zakończenie tego związku.
Wiem że to złe-lecz gotowy jestem przyjąć ten ciężar na siebie.

pozdrawiam
 
     
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-27, 14:20   

DHL1 napisał/a:
GosiaH napisał/a:
będę pamiętać w modlitwie (za Twoją żonę o jej przemianę serca takoż)

Dziękuje Gosiu -ale chyba to już bez sensu.
e tam, bez sensu - ja się będę modlić, a Pan wie czego Wam potrzeba.
Jak tak czytam co potem napisałeś, to obiecuję modlitwę do końca sierpnia codziennie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9