Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Sycharowskie rozważania Drogi Krzyżowej
Autor Wiadomość
5horhe
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-18, 19:06   Sycharowskie rozważania Drogi Krzyżowej

Dostaliśmy od ks. Proboszcza Parafii Matki Bożej Różańcowej, w Lublinie propozycję poprowadzenia rozważań Drogi Krzyżowej w piątek 4.04. jako Wspólnota SYCHAR.
Możemy wykorzystać istniejące już rozważania. Jeżeli możecie polecić rozważania, które mogą być jako "sycharowskie" - mogą wyrazić charyzmat naszej Wspólnoty, dołączcie proszę do tego tematu. Zrodził mi się jeszcze pomysł, aby stworzyć rozważania prawdziwie napisane przez Sycharowiczów. Każdy kto czuje się powołany to tej misji proszony jest o napisanie takich rozważań. Może być nawet do jednej lub do kilku stacji Drogi Krzyżowej. Prześlijcie proszę na poniższy adres. Postaramy się wybrać najlepsze.
Do ilu kryzysowych małżonków i ich rodzin można dotrzeć tą drogą ?
Do końca postu pozostało jeszcze kilka piątków. Może zaproponujecie takie rozważania w swoich parafiach ?
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-18, 19:39   

Droga krzyżowa dla małżonków i rodziców - ks Marek Dziewiecki
Wstęp

Jezu Chryste, nasz Boże, Przyjacielu i Zbawicielu! Ty w sposób szczególny troszczysz się o wzajemną miłość kobiety i mężczyzny oraz o szlachetne wychowanie i błogosławioną przyszłość każdego dziecka, która na świat przychodzi. Ty z całą stanowczością potwierdzasz nierozerwalność miłości małżeńskiej i przypominasz nam o tym, że nie wolno człowiekowi rozdzielać tego, co Bóg złączył. Ludziom wszystkich czasów przypominasz o tym, że los każdego z nas - a także los całej ludzkości - w największym stopniu zależy od losu rodziny.

Żyjemy w czasach, w których chorym „ideałem” staje się walka między kobietami a mężczyznami (feminizm) albo separacja kobiet i mężczyzn (homoseksualizm). Żyjemy w czasach, w których wielu „postępowych” ludzi traktuje dziecko jako zagrożenie, jako ograniczenie wolności czy jako rodzaj choroby, z której trzeba się „leczyć”. W konsekwencji na naszym Kontynencie zaczyna dominować cywilizacja chwilowej przyjemności, która nieuchronnie prowadzi do cywilizacji śmierci.

Jezu Chryste, Twój Ojciec zechciał, byś przyjął ludzką naturę, byś urodził się i wychowywał w rodzinie. Właśnie dlatego poczekał ze zwiastowaniem swojej woli wobec Maryi do czasu, aż poślubi ona Józefa. Ty przeszedłeś do końca drogę krzyżową po to, by uczyć nas prawdziwej miłości, która jest podstawą cywilizacji życia. Ty nas upewniasz o tym, że cywilizacja miłości i życia nie jest możliwa bez trwałego małżeństwa i bez szczęśliwej rodziny.

W tym nabożeństwie Drogi Krzyżowej pragniemy modlić się o umocnienie rodzin szlachetnych i szczęśliwych, o siłę i nadzieję dla rodzin w kryzysie oraz o takie wychowanie dziewcząt i chłopców, by nowe pokolenie młodych ludzi było w stanie dorastać do miłości małżeńskiej i rodzicielskiej.
Stacja I. Jezus na śmierć skazany

Jezu Chryste, po dwóch tysiącach lat od tamtego wyroku, zdajemy sobie coraz bardziej sprawę z tego, że był to najbardziej niesprawiedliwy wyrok skazujący w całej historii ludzkości. Mimo to ludzkość niewiele się nauczyła z krzywdy, którą Tobie wyrządzili źli ludzie. Dramat niesprawiedliwych wyroków trwa bowiem nadal. W naszych czasach, zdominowanych niską i prymitywną kulturę, na śmierć skazywane są małżeństwa i rodziny. Traktowane są one jako przeżytek i przejaw naiwności. Na niewinną śmierć skazywane są dzieci, traktowane przez ludzi cynicznych jako zbędny balast dla rodziców i dla społeczeństwa. Na śmierć skazywani bywają ludzie starsi, których towarzystwa ubezpieczeniowe, a nieraz własne dzieci i wnuki, traktują jako niepotrzebne obciążenie finansowe.

To nie przypadek, że najmniej dzieci w naszej Ojczyźnie mają ludzie najbardziej bogaci materialnie. Podstawowym warunkiem ludzkiej płodności jest bowiem bogactwo duchowe, a nie pieniądze, dom czy praca. W Europie doszliśmy już do takiego okrucieństwa, że bezwarunkowo chronione jest jedynie życie morderców, czyli tych, którzy życie odbierają. Nie jest natomiast podobnie chronione życie niewinnych ludzi. Nasza cywilizacja nadaje przywileje tym, którzy życia nie przekazują, a kpi sobie z rodzin wielodzietnych.

Jezu niewinnie skazany na śmierć, przepraszamy Ciebie za szerzącą się pośród nas cyniczną cywilizację „postępu i tolerancji”, która w rzeczywistości okazuje się nową formą walki z Bogiem i z człowiekiem.
Stacja II. Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Jezu Chryste, Ty przyszedłeś do nas po to, by okazać nam bezwarunkową miłość i by tej Twojej miłości uczyć każdego z nas. Ty nie przynosisz nam krzyża ani cierpienia, a jedynie miłość i prawdę. Ty pragniesz, aby Twoja radość w nas była i aby nasza radość była pełna. Krzyż pojawia się wtedy, gdy nie kochamy lub gdy nie przyjmujemy Twojej miłości.

Ludzie źli i cyniczni próbują nakładać na współczesne rodziny bolesne krzyże i cierpienia. Jednym z takich krzyży jest wyśmiewanie małżeństw i rodzin oraz kpina z małżeńskiej czystości i wierności. Inny krzyż to zrównywanie z rodzinami par homoseksualnych, które decydują się na związki bezpłodne. Jeszcze inny krzyż to dominująca kultura, która promuje demoralizację, wyuzdanie i tak wypaczone „wychowanie”, które sprawia, że coraz więcej dziewcząt i chłopców nie dorasta do żadnego powołania: ani do małżeństwa i rodziny, ani do kapłaństwa czy życia konsekrowanego.

Jezu dźwigający cierpliwie krzyż krzywdy, pomóż wszystkim małżonkom i rodzicom trwać w miłości, gdyż jedynie wtedy mogą sobie oni poradzić z każdym krzyżem. Także z tym krzyżem, który małżonkowie, rodzice czy ich dzieci sami sobie nakładają na skutek własnej słabości i własnych grzechów.
Stacja III. Jezus upada pod krzyżem

Jezu, Ty upadasz pod ciężarem krzyża, który myśmy Tobie nałożyli. Człowiek nałożył krzyż Bogu — Temu Jedynemu, który nie tylko kocha, ale który jest miłością. Temu Jedynemu, który jest zupełnie niewinny.

Tymczasem nasze upadki są przez nas zawinione. Szczególnie bolesne są upadki w życiu małżeńskim i rodzinnym. Cierpią wtedy ci, którzy powinni siebie nawzajem najbardziej chronić i sobie wzajemnie najbardziej pomagać. Pierwszym upadkiem w małżeństwie i rodzinie nie jest zdrada, poniżanie czy fizyczna przemoc, ale brak miłości. Jeśli ktoś z małżonków i rodziców nie okazuje miłości swoim bliskim, to już wtedy łamie swoją przysięgę. Zawierając małżeństwo, ślubował przecież, że będzie kochał w dobrej i złej doli, a nie że będzie jedynie powstrzymywał się od wyrządzania krzywdy swoim bliskim i od zadawania im cierpienia.

Jezu upadający pod ciężarem naszych grzechów i ludzkiej przewrotności, przypominaj nieustannie małżonkom i rodzicom o przysiędze miłości, którą sobie nawzajem złożyli i pomóż im, by w sposób radosny i święty dochowali wierności złożonej przez siebie przysiędze.

Stacja IV. Spotkanie z Matką

Jezu Chryste, tuż po Twoim upadku pod krzyżem, wtedy gdy najbardziej potrzebowałeś umocnienia i pociechy, natychmiast pojawiła się Maryja - Twoja i nasza Matka. Oto geniusz świętej kobiety, która rozumie, kocha i wspiera tych, których Bóg jej powierzył.

Iluż dramatów rodzinnych można byłoby uniknąć, gdyby mężowie doceniali mądrość i szlachetność swoich żon. Iluż łez i ileż cierpienia można byłoby zaoszczędzić, gdyby synowie i córki w każdej godzinie próby czy w każdej chwili słabości biegli do swej matki, gdyby prosili ją o radę i o modlitwę, gdyby korzystali z jej uwag i z jej przykładu życia. Macierzyństwo to najbardziej niezwykłe wyróżnienie kobiety. To dla kobiety niezawodny znak Bożego błogosławieństwa. Kobieta — matka daje poczętemu dziecku część swego ciała i swojej krwi, a po porodzie ofiaruje dziecku stopniowo resztę ciała i krwi, by mogło się ono czuć kochane i dorastać do świętości, do której Bóg powołuje każdego z nas.

Jezu przyjmujący pomoc i wsparcie od Twojej ziemskiej Matki, przypominaj dziewczętom i kobietom o tym, że miłość macierzyńska to niezawodny sposób realizacji ich kobiecego geniuszu oraz gwarancja radości, która zdumiewa i zaskakuje.
Stacja V. Szymon pomaga nieść krzyż

Jezu Chryste, Ty przyjąłeś pomoc Szymona, chociaż była to pomoc przymuszona. Żołnierze zmusili tego człowieka, by pomógł Ci dźwigać krzyż. Nie uczynili tego jednak ze współczucia lecz przeciwnie - z okrucieństwa. Bali się bowiem o to, że nie dojdziesz na szczyt Golgoty i że nie będą mogli przybić Ciebie do krzyża.

W naszych czasach największej pomocy potrzebują właśnie rodziny. Małżeństwo i rodzina to najważniejsza cząstka każdego społeczeństwa. To także najważniejsza cząstka Kościoła. Rodziny podejmują swój błogosławiony trud wtedy, gdy nie tylko ofiarnie przekazują życie dzieciom, ale gdy jednocześnie w sposób zgodny z Ewangelią wychowują swoje potomstwo. Nikt ich w tym błogosławionym trudzie nie może zastąpić. Wszyscy natomiast powinni pomagać. Pomoc rodzinie to zadanie nie tylko parlamentu, rządu i samorządów, ale także zadanie mediów, szkoły, kultury. Ta pomoc nigdy nie będzie doskonała i wystarczająca, podobnie jak niedoskonała i niewystarczająca była pomoc ze strony Szymona. Ale każda pomoc jest potrzebna i cenna, jeśli tylko sprawia, że rodziny mogą chociaż nieco łatwiej wypełniać swoje zadania, bez konieczności decydowania się na heroiczne wyrzeczenia. Rzeczywista troska o rodzinę to dla każdego społeczeństwa podstawowy sprawdzian sprawiedliwości społecznej.

Jezu przyjmujący przymuszoną pomoc Szymona, daj ludziom sprawującym władzę poczucie szczególnej odpowiedzialności za los rodziny. Daj im także odwagę i stanowczość w podejmowaniu troski o rodzinę oraz troski o warunki, w jakich rodzina podejmuje swą służbę na rzecz cywilizacji życia.
Stacja VI. Spotkanie z Weroniką

Jezu Chryste, opuszczony na drodze krzyżowej przez Twoich apostołów, oto spotykasz drugą już kobietę, która okazuje Ci miłość i która odważnie, z własnej inicjatywy podchodzi do Ciebie, by okazać współczucie i pomoc.

Ta stacja Twojej drogi krzyżowej jest kolejnym potwierdzeniem kobiecej odwagi i kobiecego geniuszu w czynieniu dobra. Niestety wielu mężczyzn — także małżonków i ojców — usiłuje okazać swoje „męstwo” poprzez czynienie zła. Szlachetna i święta kobieta - babcia, żona, mama, córka czy wnuczka — to nieoceniony skarbem oraz ozdoba każdej rodziny. Taka kobieta potrafi nauczyć mężczyznę mądrze myśleć, odpowiedzialnie kochać i solidnie pracować. Taka kobieta pełni w rodzinie rolę Weroniki, gdyż staje się prawdziwym obrazem Boga, który rozumie, kocha i wychowuje człowieka.

Jezu, wspierany miłością i odwagą Weroniki, umacniaj święte kobiety — babcie, żony, matki, córki i wnuczki — by potrafiły kochać swoich bliskich mądrą miłością, czyli taką, która nie tylko kocha, ale która stawia wymagania i uczy kochać.
Stacja VII. Drugi upadek Jezusa

Jezu Chryste, upadasz pod krzyżem po raz drugi. Twój upadek nie jest znakiem Twojej słabości, ale potwierdzeniem okrucieństwa tych ludzi, którzy nałożyli na Ciebie tak okrutny krzyż, że sami przestraszyli się tego, iż możesz umrzeć w drodze na Golgotę.

Zupełnie inny wymiar mają nasze upadki. Zwłaszcza te upadki, które dokonują się w małżeństwie i rodzinie. One są zwykle skutkiem tego, że zbyt mało Ciebie kochamy, że za mało z Tobą rozmawiamy, że mylimy Twoją miłość z zakochaniem, nastrojem a nawet z pożądaniem. Osobista przyjaźń z Tobą i wspólna modlitwa w rodzinie - to najlepszy sposób na to, by ustrzec się upadków lub by się natychmiast z nich podnieść wtedy, gdy doświadczamy naszej słabości i bezradności.

Jezu, przytłoczony ciężarem niezasłużonego krzyża, przypominaj małżonkom, rodzicom i dzieciom o tym, że mogą oni rozmawiać ze sobą językiem miłości i pokonywać wszelkie słabości tylko wtedy, gdy najpierw rozmawiają z Tobą i gdy od Ciebie uczą się życia w godności i wolności dzieci Bożych.
Stacja VIII. Spotkanie z płaczącymi niewiastami

Jezu Chryste, na Twojej Drodze Krzyżowej po raz trzeci spotykasz kobiety. Jednak te kobiety są inne niż Maryja i Weronika. Mają dobrą wolę i wrażliwe, kobiece serca, ale są naiwne. Nie rozumieją tego, że one też w jakimś stopniu przyczyniają się do Twojego cierpienia, gdyż nie potrafiły w szlachetny sposób wychować swoich mężów i synów. Potrafią jedynie zapłakać wtedy, gdy ich mężowie i synowie wyrządzają Tobie straszliwą krzywdę. Albo gdy krzywdzą ludzi wokół siebie, a czasem niszczą też samych siebie: własne zdrowie, sumienie, własną wolność i szansę na szlachetną, radosną teraźniejszość i przyszłość.

„Nie płaczcie nade mną, ale nad sobą i nad synami waszymi!” Te Twoje słowa, Jezu, upewniają nas o tym, że bolesny płacz kobiet — żon, matek, córek - nie pojawia się jedynie wtedy, gdy rodzina jest silna Bogiem i gdy kieruje się mądrością Ewangelii. Płacz nie jest potrzebny tylko tym małżonkom, którzy są wierni złożonej przysiędze i tylko tym rodzicom, którzy pamiętają, że największym skarbem, jaki mogą ofiarować swoim dzieciom, jest szlachetne wychowanie według zasad Dekalogu.

Jezu, upominający naiwne kobiety, przypominaj wszystkim żonom, matkom i córkom, że ich los zależy od tego, w jaki sposób wychowują same siebie oraz powierzonych sobie mężczyzn: ojców, mężów i synów. Pomagaj im dorastać do radosnej świętości i wychowywać świętych mężczyzn.
Stacja IX. Trzeci upadek pod krzyżem

Jezu Chryste, Twój trzeci upadek to potwierdzenie ceny, jaką płacisz za miłość do nas. To potwierdzenie tego, że dźwigając krzyż, nie korzystasz z Twojej boskiej mocy, bo chcesz całkowicie utożsamić się z nami oraz osobiście doświadczyć naszego trudu życia w doczesności.

Gdy ktoś z nas upada po raz trzeci, czwarty, setny i kolejny, to znak, że popadł już w jakieś bolesne zniewolenie, w jakiś nałóg, w jakąś słabość, z której nie wyzwoli się już własną mocą czy siłą własnej dobrej woli. W takiej właśnie sytuacji są zwłaszcza te rodziny, które niosą krzyż alkoholizmu, narkomanii, erotomanii, hazardu, przemocy czy innych dramatycznych form słabości i zniewolenia.

Jezu upadający po raz trzeci pod ciężarem krzyża naszych grzechów, dodawaj odwagi ludziom uzależnionym, by powiedzieli sobie prawdę o własnym zniewoleniu i by przyjęli pomocną dłoń specjalistów oraz grup samopomocy. Dodawaj też odwagi współcierpiącym rodzinom, by pamiętały o tym, że nie ma sytuacji nieodwracalnych i że mocą Twojej miłości możemy pokonać każdą słabość i każdą życiową próbę.
Stacja X. Jezus z szat obnażony

Jezu Chryste, obnażenie z szat to największy ból dla Ciebie, bo Ty jesteś cały święty i cały czysty. Oburzamy się na tamtych okrutnych żołnierzy sprzed dwóch tysięcy lat. Ale przecież chyba nikt z nas nie jest bez winy.

Pośród nas są takie kobiety, które obnażają swoich bliźnich z sekretów i przeżyć, które ktoś im zawierzył. Są takie kobiety, które obnażają bliźnich z godności i radości życia poprzez plotkowanie i oczernianie. Są tacy mężczyźni, którzy obnażają swoich bliźnich jeszcze bardziej okrutnie, gdyż patrzą na drugą osobę z pożądliwością zamiast z miłością, oglądają pornografię czy przymuszają kogoś do prostytucji. Są tacy mężczyźni, którzy traktują kobietę nie jak osobę, lecz jak przedmiot, którym można się dowolnie posługiwać, jako narzędzie służące zaspakajaniu popędu. To właśnie tacy mężczyźni budują okrutną cywilizację, która z kobiety czyni jeden z najczęściej sprzedawanych towarów.

Jezu, z szat obnażony i przeżywający niewyobrażalne dla nas cierpienie, przypominaj wszystkim kobietom i mężczyznom o tym, że każdy z nas jest świętością, jest Twoim Dzieckiem, jest skarbem bezcennym w Twoich oczach i że nieczystość to wyjątkowo okrutny przejaw pogardy dla człowieka.
Stacja XI. Jezus do krzyża przybity

Jezu, Ty stałeś się człowiekiem i osobiście przyszedłeś do nas chociaż wiedziałeś, jaki los zgotujemy Tobie. Wiedziałeś o tym, że niektórzy z nas podniosą na Ciebie rękę i że będą chcieli Ciebie zabić. Przyszedłeś do nas mimo wszystko, bo nasz los jest dla Ciebie ważniejszy niż Twój własny los.

Niektórzy ludzie w naszych czasach są aż tak naiwni — albo aż tak cyniczni — że twierdzą, iż zawarcie nierozerwalnego małżeństwa to „utrata” wolności, to rodzaj „przybicia” do krzyża. Tacy ludzie proponują egoistyczną samotność albo tak zwane „wolne związki” jako sposób na życie oraz na więzi między kobietą a mężczyzną. Tymczasem „wolne związki” to tylko przewrotna, gdyż wewnętrznie sprzeczna gra słów. To „miła” nazwa na określenie związków niewiernych, nietrwałych, niepłodnych i nieodpowiedzialnych. Rzeczywiste przybicie człowieka do krzyża ma miejsce wtedy, gdy ktoś grzeszy, gdy ulega egoizmowi, gdy wpada w uzależnienia, gdy stosuje przemoc, gdy krzywdzi samego siebie i innych ludzi. Miłość nigdy i nikogo nie przybija do krzyża! Miłość od krzyża uwalnia! Święci małżonkowie i święci rodzice są radośni i wnoszą radość w życie swoich bliskich. Także wtedy, gdy dotyka ich choroba, trudności finansowe czy inne formy cierpienia.

Jezu, który pozwoliłeś się przybić do krzyża, przypominaj współczesnym ludziom o tym, że do krzyża przybite są tylko te rodziny, w których brakuje Boga i Bożej miłości — tej jedynej, która jest niezawodna i która przynosi trwałą radość.
Stacja XII. Jezus umiera na krzyżu

Jezu Chryste, Ty nie bałeś się śmierci. Ty jesteś śmiercią śmierci. Ty wiesz, że śmierć jest jedynie doczesna, a miłość jest wieczna. Ty kochasz każdego z nas nieodwołalnie i chcesz, byśmy żyli w wiecznej miłości. Ty jesteś Stwórcą, Przyjacielem i najbezpieczniejszym sejfem naszego życia.

Kto walczy z małżeństwem i rodziną, ten zaczyna walczyć także z życiem człowieka. Ten staje się obrońcą i przyjacielem śmierci. W cywilizacji, która walczy z rodziną, śmierć przychodzi w różnej postaci: aborcja, eutanazja, AIDS. Alkoholizm i narkomania to też droga do śmierci. To rodzaj samobójstwa na raty. W cywilizacji, która walczy z rodziną, łatwo o postawy skrajne. Najpierw ktoś pozbawia się płodności, stosując niszczącą zdrowie antykoncepcję, a później usiłuje szukać płodności i życia w sposób niegodny człowieka, na przykład poprzez zapłodnienie in vitro. To sposób nieludzki, gdyż oderwany od miłości małżeńskiej i rodzicielskiej, oderwany od więzi męża i żony, od wspólnej odpowiedzialności ojca i matki. To także sposób, który prowadzi do zabicia ludzkich zarodków i który dostępny jest jedynie dla wybrańców, którzy mogą zapłacić wysokie koszty tego procederu.

Jezu, zmagający się ze śmiercią na drzewie krzyża, przypominaj małżonkom i rodzicom o tym, że grzech i cynizm to prawdziwe zwycięstwo śmierci nad życiem. Przypominaj nam o tym, że życie ludzkie może rodzić się w sposób godny człowieka i być skutecznie chronione jedynie mocą miłości odpowiedzialnej, wiernej i płodnej.
Stacja XIII. Jezus zdjęty z krzyża

Jezu Chryste, Ty pokochałeś nas do końca, aż do oddania za nas życia i to wtedy, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Oto teraz zostajesz złożony w ramiona Matki, która cierpi i która do końca ufa.

Ty stworzyłeś nas z miłości i obdarowałeś rajem, a myśmy z tego raju uczynili dolinę ciemności i padół łez. Już na początku historii wmówiliśmy sobie, że sami — bez Twojej pomocy - odróżnimy dobro od zła i że będziemy jak bogowie. A w XXI wieku wmawiamy sobie, że my ludzie — możemy mieć lepsze pomysły od Ciebie na miłość między kobietą i mężczyzną, na małżeństwo i rodzinę, na przekazywanie życia i na wychowanie młodego pokolenia. To z naszej winy nie jest możliwe uniknięcie w doczesności cierpienia i krzyża.. Na szczęście myśmy się już przekonali o tym, że Twoja miłość jest silniejsza od każdego krzyża i od każdego cierpienia. Gdy trwamy w miłości, wtedy doświadczamy niespodziewanej radości, która jest czymś więcej niż dobrym nastrojem i której nie tracimy nawet wtedy, gdy przychodzi się nam mierzyć z trudami życia.

Jezu, chroniony miłością Matki i złożony z krzyża w Jej matczynie ramiona, przypominaj nam o tym, że trwałe małżeństwo i szczęśliwa rodzina to najpewniejszy sposób na to, by było jak najmniej krzyży w naszym życiu i by każdy krzyż kończył się w ramionach w Twojej i naszej Matki.
Stacja XIV. Jezus do grobu złożony

Jezu Chryste, Ty zostałeś złożony do grobu przez ludzi dobrej woli, którzy chcieli okazać Tobie szacunek i wdzięczność.

Od dwóch tysięcy lat w każdym pokoleniu wielu jest takich ludzi, którzy chcą, abyś już nigdy z tego grobu nie wyszedł. Razem z Tobą ludzie ci chcą wepchnąć do grobu naszą tęsknotę za życiem w trwałym małżeństwie i w szczęśliwej rodzinie. Ale tych pragnień nikt nie może w nas zabić, gdyż pragnienia te pochodzą od Ciebie. W żadnej epoce i w żadnej cywilizacji — nawet w cywilizacji śmierci — nikt nie zdoła usunąć z naszych serc tęsknoty za małżeństwem i za rodziną. Można jedynie próbować tę tęsknotę zagłuszać, tak jak niektórzy usiłują zagłuszać własne sumienie i sumienie innych ludzi.

Jezu, który zmartwychwstajesz i opuszczasz grób, gdyż jesteś wieczną miłością, przypominaj nam o tym, że każde społeczeństwo, które walczy z rodziną, składa samo siebie do grobu egoizmu i rozpaczy. Przypominaj nam o tym, że każdy, kto walczy z miłością małżeńską i rodzicielską, uśmierca w sobie i w innych ludziach to, co nadaje sens naszemu życiu, czyli radość z bycia darem dla tych, których kochamy najbardziej.
Zakończenie

Jezu Chryste, dziękujemy Ci raz jeszcze za Twoją ukrzyżowaną miłość. Dziękujemy Ci raz jeszcze za to, że wolałeś raczej pozwolić się zabić niż przestać nas kochać. Dziękujemy Ci za to, że kobiety i mężczyzn wszystkich czasów i wszystkich cywilizacji uczysz najpiękniejszej miłości, jaką mogą siebie nawzajem obdarzyć, czyli miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Gdy małżonkowie, rodzice i dzieci odnoszą się do siebie z miłością bezwarunkową i mądrą, wtedy ich życie staje się drogą błogosławieństwa nawet wtedy, gdy czasami prowadzi drogami cierpienia i gdy staje się drogą krzyżową.

Pragniemy uczynić wszystko, by Twoja śmierć na krzyżu z miłości do nas, nie okazała się daremna. Przyrzekamy Ci wierne trwanie w powołaniu, jakim nas obdarzyłeś. Wiemy, że wzajemna wierność przysiędze małżeńskiej ze strony męża i żony oraz szlachetne wychowanie dzieci według zasad Ewangelii to najpewniejsze sposoby, by życie doczesne przynosiło radość, jakiej ten świat nam ani dać, ani zabrać nie może.

Chryste, Ty pragniesz, aby każde małżeństwo było początkiem nowego stworzenia, by okazywało się powrotem do raju, by dawało początek nowemu światu, w którym zgodnie z Twym zamysłem — jak na początku historii — panuje miłość, wierność, uczciwość i poczucie bezpieczeństwa. Błogosław nam na radosny trud budowania świętych małżeństw i szczęśliwych rodzin. Prosimy o to Ciebie, bo Ty jesteś Zmartwychwstającą Miłością, która nas rozumie i kocha dzisiaj, jutro i na zawsze. Amen.
 
     
5horhe
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-18, 20:45   

Dzięki Mirka. No to mamy już dwie wersje rozważań "Sycharowskich" - Ania wkrótce dołączy swoje (mam nadzieję). Czekamy na dalsze rozważania
 
     
wabra
[Usunięty]

Wysłany: 2014-03-19, 19:06   DROGA KRZYŻOWA DLA MAŁŻONKÓW

Rozważania te są wynikiem własnych przemyśleń po lekturze wielu innych, na jakie natknęłam się w necie. Proszę nie mieć żalu, jeśli ktoś odnajdzie w nich swoją myśl, czy słowa, które pozostały w mojej pamięci...

Stacja I: Jezus na śmierć skazany

(J 18, 38b-40) To powiedziawszy Piłat wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: Ja nie znajduję w Nim żadnej winy. Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego /więźnia/. Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego? Oni zaś powtórnie zawołali: Nie tego, lecz Barabasza! A Barabasz był zbrodniarzem.

Niesprawiedliwe wyroki, kłamliwe, dotkliwe słowa… stykamy się z nimi na co dzień.
„Bo ty to zawsze…”, „jesteś najgorszym złem, które spotkało mnie w życiu…”, „nic nie znaczysz…” Zdarzyło Ci się usłyszeć te słowa? A może ktoś inny usłyszał je z Twoich ust? Czy nie za łatwo wydajesz wyroki, opierając się na pomówieniach i plotkach?
Czy miałeś odwagę sprzeciwić się, gdy w Twojej obecności niesłusznie oczerniano Kościół, Księży, naszą wiarę? Gdzie jest Ci bliżej: do Jezusa samotnie stojącego przed Piłatem i przyjmującego wolę Ojca, czy do tłumów wykrzykujących: Ukrzyżuj Go!
Czy potrafisz oddać Bogu to, co po ludzku jest nie do przyjęcia?

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja II: Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

(J 19, 16-17) Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. Zabrali zatem Jezusa. A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota.

Decydując się na małżeństwo dokonałem świadomego wyboru. Tego dnia wziąłem odpowiedzialność za drugiego człowieka – żonę, męża, dzieci. To był mój wybór. Wybór właściwej kobiety na żonę i matkę moich dzieci, wybór właściwego mężczyzny na męża i ojca moich dzieci.
Alkoholizm, zdrada, przemoc, pornografia, brak miłości, samotność, choroba… mój krzyż codziennego życia.
Ale czy widzę w nim tylko cierpienie, czy może dostrzegam miłość Chrystusa, który biorąc krzyż na swoje ramiona otworzył mi drogę do Boga? Czy jestem gotowy pochylić się i razem z Nim wyruszyć na moją Golgotę?

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja III: Pierwszy upadek pod krzyżem

(Mt 11, 28-30) Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Pamiętasz tę radość w dniu ślubu? Tylko on, tylko ona, najmądrzejszy, najpiękniejsza, mój ukochany, moja wybrana… Do pierwszego potknięcia. Do pierwszej sprzeczki. Do pierwszego upadku. Trudno pogodzić się, że ideał przestał być ideałem.
Czy odnajduję siły, żeby wstać i iść dalej? Czy jestem gotowy podać rękę współmałżonkowi, który upadł, by podniósł się i ruszył dalej? Razem ze mną, razem z Chrystusem.

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja IV: Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Macierzyństwo… czasem niespodziewane, czasem trudne do przyjęcia, czasem nieosiągalne.
Maryja przyjmuje dar macierzyństwa bez słowa sprzeciwu. Czy mogę uczciwie powiedzieć, że z radością przyjęłam ten dar albo że pogodziłam się z tym, że nie zostałam obdarowana? Jaką matką jestem dla swoich dzieci? Czy potrafię postawić dobro dzieci ponad karierę zawodową, urodę, wygodne życie?
Ktoś powiedział, że największym darem, jaki ojciec może dać dzieciom, to prawdziwie kochać ich matkę.
Jakie są moje uczucia wobec matki moich dzieci? Czy nie oczerniam jej w ich obecności, czy szanuję i otaczam opieką?
A moja matka? Może nazbyt zaborcza, może nadopiekuńcza, może złośliwa, a może po prostu niedoskonała jak ja. Jakim synem i jaką córką jestem dla swojej matki? Czy potrafię podziękować jej za trud narodzin i wychowania mnie?

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

(Łk 23, 26) Gdy Go wyprowadzili, zatrzymali niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, i włożyli na niego krzyż, aby go niósł za Jezusem.

Często otaczamy się murem nie do przebicia, żyjemy we własnym świecie, nie interesuje nas to, co nie dotyczy nas samych. Mamy tyle własnych problemów, że nie obchodzi nas to, że sąsiad dzień w dzień urządza pijackie awantury, że dzieci pozostawione bez opieki plączą się bez celu po osiedlu, że koleżanka z pracy jest jakaś przygaszona, duchem nieobecna. Skupiamy się tak bardzo na sobie i na swoim cierpieniu, że obojętniejemy na los innych. A czasem nie trzeba tak wiele… dobre słowo, uśmiech, życzliwość, poświęcony czas. Spróbuj rozejrzeć się wokół, może wyciągając dłoń do drugiego człowieka, odczujesz prawdziwą miłość Chrystusa w twoim codziennym krzyżu.

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja VI: Weronika ociera twarz Jezusowi

(2Kor 4,6) Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa.

Ciepła, wrażliwa, a jednocześnie odważna. Bez lęku wychodzi z tłumu, by otrzeć twarz cierpiącemu Jezusowi.
Ile jest we mnie z Weroniki? Czy w drugim człowieku potrafię dostrzec twarz Chrystusa? Czy jestem gotowy służyć pomocą bez kalkulacji, czy odniosę z tego jakąś korzyść? Czy z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tak samo pragnę służyć współmałżonkowi, jak koleżance lub koledze z pracy? Czy trwam w gotowości służenia nawet wtedy gdy moja pomoc z jakichś powodów jest odrzucana? Czy potrafię dziękować za to, co otrzymuję bezinteresownie od innych?

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja VII: Drugi upadek pod krzyżem

(1P 2,24) On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości - Krwią Jego zostaliście uzdrowieni.

Upadasz. Ale dobrze, jeśli zdobywasz się na to, by powstawać. Bo Twój grzech, Twoje oddalenie od Boga zawsze w jakimś stopniu wpływa na innych. Trudno się przyznać do słabości, łatwiej złość, którą czujesz do siebie wyładować na bliskich. Nie masz odwagi, by przyznać się do porażki, chociaż to pierwszy krok do powstania. A przecież wśród tłumów stoi i Maryja, i Weronika, a nawet Szymon z Cyreny, gotowi Ci pomóc podnieść się i iść dalej. Nie jesteś sam.

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja VIII: Jezus spotyka płaczące niewiasty

(Łk 23, 27-28) A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!

Ślubujemy miłość, wierność i uczciwość małżeńską do końca życia. Co pozostało z naszych przyrzeczeń? Czy każdego dnia walczę o to, by dotrzymać słowa, które wypowiedziałem swojemu współmałżonkowi w obecności Boga? Jak dbam o moje małżeństwo? Czy miłuję mojego męża, moją żonę jak siebie samego? Czy widzę jej codzienny trud i troskę o dom i rodzinę? Czy umiem okazać mężowi swoje zainteresowanie, cieszyć się z jego sukcesów? Czy nie podważam autorytetu współmałżonka w obecności dzieci? Jak dbam o duchowy rozwój moich dzieci, mojej rodziny?
„...nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!”

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja IX: Trzeci upadek pod ciężarem krzyża

(Łk 22, 28-30a) Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole

Ile już postanowień w moim życiu było... Ile upadków... Krzyż alkoholizmu, przemocy, pornografii, braku miłości… Coraz trudniej się podnieść. Tyle prób zaczynania wszystkiego od nowa. Bezskutecznie. Czasem przychodzi pokusa, by przestać walczyć. By się poddać. By się rozstać. By odejść od Kościoła. Dla świętego spokoju. Mogę próbować, tylko czy ja na pewno osiągnę wtedy spokój duszy?
Odwagi! Podejmując walkę ze swoimi słabościami, nałogami, pokusami - już zwyciężasz.

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja X: Jezus z szat obnażony

Odzieram Cię Jezu z szat kawałek po kawałku zdradzając sekrety, które ktoś powierzył mi w zaufaniu. Obmawiając i plotkując, obnażając współmałżonka ze słabości, oczerniając w oczach innych.
Nie dbam o godność i skromność kobiety. Wprowadzam mężczyzn w zażenowanie niewłaściwym żartem, ubiorem, postawą. Czy potrafię postawić granice zachowania wobec mnie, wymagając uszanowania mnie jako kobiety i osoby? Czy nie pozwalam na przedmiotowe traktowanie mnie przez męża?
Czy nie zdradzam swojej żony w myślach? Czy potrafię panować nad swoim ciałem? Czy patrzę na swoją żonę z miłością, a nie pożądliwością? Czy nie rozbudzam się nadmiernie oglądając pornograficzne filmy, kolorowe czasopisma czy strony internetowe?

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XI: Jezus do krzyża przybity

(J 19, 18-19) Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa. Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski.

Jak często ranię moją żonę słowami, upokarzam, poniżam? Nie wspieram w trudzie prowadzenia domu, wychowywania dzieci. Ranię jeszcze bardziej wytykając każde drobne potknięcie.
Jak często obwiniam mojego męża za nieudolność, niezaradność, za to, że inni mają tak wiele? Dlaczego bez konkretnego powodu odsuwam go od małżeńskiego łoża?
Dlaczego wszelką złość na żonę, na męża, wylewam na własne dzieci?
„To nie gwoździe Cię przebiły lecz mój grzech…”

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XII: Jezus umiera na krzyżu

(Mt, 27, 45-46) Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eli, Eli, lema sabachthani? to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?

Krzyż – symbol cierpienia i miłości. Możemy tkwić w naszym małżeństwie z założonymi rękami i powoli umierać, stawać się sobie coraz bardziej obojętni, obcy, coraz bardziej odlegli. Możemy uśmiercić naszą miłość. Ale patrząc na krzyż możemy też uczyć się wybaczenia i poświęcenia, które pomogą uwierzyć, że prawdziwa miłość nigdy nie ustanie, że dzięki oparciu w Chrystusie moja miłość do męża, do żony zmartwychwstanie.

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XIII: Jezus z krzyża zdjęty

(J 19,38) Potem Józef z Arymatei, który był uczniem Jezusa, lecz ukrytym z obawy przed Żydami, poprosił Piłata, aby mógł zabrać ciało Jezusa. A Piłat zezwolił. Poszedł więc i zabrał Jego ciało.

Doświadczenie, którego żadna matka nie chciałaby przeżyć. Matka Bolesna przytula skatowane, poranione Ciało jedynego Syna. Pogrążona w bólu i cierpieniu nie bluźni przeciw Bogu, nie pyta dlaczego, ale w pokorze przyjmuje Jego wolę.
Jaka jest moja wiara, jaka jest relacja z Panem Bogiem? Czy umiem przyjąć Bożą wolę w moim życiu?

Któryś za nas cierpiał rany…

Stacja XIV: Jezus do grobu złożony

(J 19, 41-42) A na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu.

Jesteśmy stworzeni do wzajemnego uświęcania się. Jestem odpowiedzialna za zbawienie mojego męża, a mój mąż jest odpowiedzialny za moje zbawienie. To od nas zależy, czy pogrzebiemy naszą miłość, nasze małżeństwo, czy ufając Chrystusowi powierzymy Mu nasze życie, pozwalając na Jego działanie w nas.

Któryś za nas cierpiał rany…
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8