Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Separacja a rozmowa o tym z dzieckiem
Autor Wiadomość
Filomena
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-12, 23:47   

Nutka, nie jest ważne, czego chcą dla Ciebie inni: synowie, czy znajomi. Ważne, czego Ty chcesz i czy to, co robisz jest w zgodzie z Twoimi wartościami.
 
     
nutka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-12, 23:55   

Oczywiście... to zawsze było moim drugim imieniem. Nigdy w życiu tak nie byłam pewna czego chcę - jak teraz! Ten kryzys już pokazał swoją dobrą stronę! A że Bóg sprawdza ? Ma prawo ! Na tym polega wiara, czy oprzemy się złu tego świata, czy damy radę mimo wszystko.
Teraz tylko modlitwa i Bóg, potem mąż, dzieci i cała reszta.
W życiu tak nie kochałam, i nie miałam takich cudownych relacji z ludźmi jak teraz - choć częściowo towarzystwo przeszło weryfikację :( Ci, którzy stali obok i wydawali się być bardzo uczciwi, przyjaźni i wspierający odeszli ze spuszczoną głową, ale zrobili miejsce innym - bardzo wartościowym przyjaźniom, i za to też dziękuję Bogu.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-12, 23:55   

Nic nie pisałem o szukaniu "zastępcy".
Napisałem może i banał, ale banał w 100% prawdziwy.
Uśmiechnięta matka to zadowolone dzieci.

Podam Ci przykład który znam z obserwacji.
Ludzie zresztą już niezyjący.
Mąż i żona żyli w separacji, jeden dom, osobne wejścia.
On lubił "poszaleć"- kobiety, ale do śmierci miał pogodne usposobienie.
Ona (żona) całe życie skwaszona mina i żal do męża (słuszny zresztą).
Po latach dzieci ojcu wybaczyły i miały z nim lepszy kontakt niż z matką.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-12, 23:56   

Hm, co do modlitwy za rodzica to chyba nie do końca sie rozumiemy,
Dziecko jest szczere, a im młodsze tym bardziej szczere i nawet pretensja wypowiedziana pod adresem rodzica może być jego modlitwą. Czy wszyscy zawsze modla sie tylko formułkami bo mnie zdarza się nawet spierać z Bogiem i to bywaja bardzo efektywne modlitwy, tu wszak chodzi o serce i żaden przymus nie zadziała, nie chodzi o nakazowe postepowanie. Tylko o to , żeby dzieci o tym wiedziały i w miarę mozliwości rozmawiały w modlitwie z Bogiem i Aniołami Stróżami swoimi i rodziców, a jakie to będą rozmowy to tajemnica ich serc. :-D
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-12, 23:59   

Ja też już jako dorosła osoba rozmawiam z Aniołami moich rodziców i to ułatwia mi poprawne relacje, dlatego szczególnie przed trudna rozmową warto taka modlitwę wcześniej odbyć, wtedy żaden temat nie jest zbyt kłopotliwy i możliwie mało porani, gdy będzie podniesiony-takie sa moje doświadczenia
 
     
Muzyka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-13, 11:07   

Kod:
Ja zaczęłabym tak:
-spowiedź święta i Komunia w intencji dziecka, dzieci
-modlitwa z Adoracją Najświętszego Sakramentu o Dar Mądrości i Miłości w tej sprawie,
prośba do Anioła Stróża dziecka, dzieci aby przygotowali je na wiadomość jaką chcesz im przekazać
-rozmowa ze szkolnym lub niezależnym psychologiem jeśli to możliwe- mają swoje spostrzeżenia jeśli znają dziecko ze szkoły lub podpowiedzą jak wprowadzić siebie w myślenie dziecka, aby na jego poziomie przekazać mu informacje dla niego trudną
-rozmowa ze współmałżonkiem i gdy to możliwe ustalenie wspólnego stanowiska co do zaistniałej sytuacji
-dążyłabym do wspólnej rozmowy rodziców z dzieckiem, dziećmi


Dziekuje Kinga2 za pomoc.
Bardzo konkretna.
 
     
Elżbieta1974
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-13, 13:00   

Nutka, przeczytałam ten watek i taka mi sie nasunęła refleskja...
czy to nie jest tak, ze w Twojej głowie siedzi jakiś niedościgniony ideał rodziny, w którym każdy musi być dobry, ugłaskany, dzieci muszą mówić tatusiu, tatuś ma obowiązki codziennie przez... blablabla być z dziećxmi???
Przecież to utopia!

Czy tak ma wyglądać prawdziwe życie!

Ty nie ułożysz relacji ojca z dziecmi choćbys poleciała na księżyc i nawet się za to nie bierz!

One same to robią!
Ty masz być prawdziwa i spójna w tym co robisz i mówisz!!!!
Nie wolno Ci ani oskarżać ojca przed dziecmi, ani go wybielać, bo to fałszywy obraz!

czy zadowolona mama to mama, która kogś ma?????? :roll: :roll: :roll:

Jestem zadowoloną mamą, choć jest trudno, mam tysiące powodów do radości!!!!! Miliony!!!!!!
Wsparcie Boga, pracę, zdrowe, uśmiechnięte dzieci, dobrych znajomych!
I to jest powodem mojego uśmiechu na twarzy!
czekam cierpliwie na męża, na jego powrót, na uzdrowienie naszego małzeństwa, ale w życiu tyle się dzieje, ze nie mam czasu na skwaszoną minę!
Tak jak powiedział Grzesiek :zadowolona mama, to szczęśliwe dzieci!

Z własnego doswiadczenia mogę powiedzieć, że im bardziej naciskałam męża na kontakt z dziećmi tym bardziej mąą uciekał!
Aż w końcu pojechałam sama z dziećmi na wakacje!
Był cudowny tydzień! Cudownie się bawiliśmy!
Powiedziałam o tym mężowi i ... postanowił nas odwiedzać na wakacjach, na ile mógł, ile dła radę!

I tak powoli dzieci same zbudowały z nim więź.

Ktoś tu kiedyś bardzo mądrze napisał na forum NIE WOLNO GRAĆ DZIEĆMI!!!! NIGDY!!!!

To czasem mega trudne, dla osoby która jest poraniona i czasem nieświadoma nawet swoich zachowań!!!
Ale możliwe!!!!
Praca nad sobą czyni cuda! A właściwie to Bóg czyni cuda przez pracę!

Pogody Ducha :)
 
     
Dabo
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-13, 13:30   

Elżbieta1974 napisał/a:
To czasem mega trudne, dla osoby która jest poraniona i czasem nieświadoma nawet swoich zachowań!!!
Ale możliwe!!!!

Słyszałem od wielu osób jednak nie rozumiałem, puki po mojemu nie nawciskałem bzdur na temat mamy i jej....aż sam zobaczyłem, że młody to bardziej za tym źeby pobyć ze mną i troche z mamą , a pomimo że się nie odzywamy , lub gadamy przeciw sobie bzdury on i tak jest zadowolony (takie szczęscie w nieszczęsciu.)
 
     
złamana
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-14, 14:18   

Mam pytanie, jak najlepiej z punktu widzenia dziecka się zachować?
Problem zaktualizuje się za trzy miesiące.
Rodzice po rozwodzie. Tata nadal sam. Mama z nowym panem i nowym dzieckiem. Wspólne dziecko rozwiedzionych rodziców w maju idzie do komunii św.
Dziecko mieszka z mamą. Tata ma uregulowane kontakty. W czasie tych kontaktów dziecko ma kontakty z rodziną taty, razem spędzają wakacje, święta. Siostra taty jest matką chrzestną dziecka. Mama dziecka powiedziała, że organizuje przyjęcie po komunii i nie życzy sobie obecności rodziny taty. Dziecku powiedziała, że nie lubi rodziny taty i będzie się źle czuła w ich towarzystwie. Dziecko mówi, że chciałoby, żeby dziadkowie, ciocie i kuzynki i kuzynowie byli na jego komunii ale mama się nie zgadza.
I pytanie. Co ma zrobić rodzina taty? Przyjechać na msze św. (inne miasto)? Jeżeli tak, to w pełnym czy okrojonym składzie (z dziećmi)? Zrobić konkurencyjne przyjęcie i czekać na dziecko np. po 16 - stej? Odpuścić, nie jechać?
Czy dla dziecka będzie lepiej jak zobaczy, że i babcia, dziadek, ciocia, wujek, kuzynostwo przyjechało na mszę? Czy lepiej jak nikogo nie będzie z rodziny taty? Powiedzieć, że nie przyjadą, żeby nie stawiać go w trudnej sytuacji, ale będą z nim w tym dniu myślami. W sumie chyba najgorszy z punktu widzenia dziecka jest pomysł z konkurencyjnym przyjęciem. A przyjazd na mszę? Zaburzy spokój dziecka, czy wręcz przeciwnie pokaże, że jest ważny dla rodziny taty i są w stanie do niego jechać, w ważnych momentach zawsze i wszędzie?
Mamy dziecka nie da się przekonać. Jej rodzice powiedzieli, że też są bezradni.
Jak tak piszę, to chyba najlepiej nie jechać w ogóle. Nie wiadomo, czy mama dziecka pozwoli po mszy, pod kościołem chwilę z nim porozmawiać, a nawet jak pozwoli, to dziecko będzie smutne, jak zobaczy, że część rodziny odjeżdża... Może za pośrednictwem taty tylko przekazać życzenia, zadzwonić..., żeby wiedział, że cała rodzina z nim jest.
Jak myślicie?

[ Dodano: 2014-02-14, 14:44 ]
A co do tego co napisała Nutka. Zgadzam się, że relacji za drugiego z rodziców z dziećmi się nie zbuduje. Naprawiać ma ten, który popsuł. Jeżeli nie chce, nie ma na to sposobu. Wtedy ten z rodziców, który zostaje ma zadbać tylko o jedno, żeby dziecko w takiej sytuacji nie miało konfliktu lojalności. To właśnie konflikt lojalności rzutuje na przyszłe wybory i zachowania dziecka.
Nastolatkowie przeżywają rozstanie rodziców trudniej niż małe dzieci. Bo dochodzą jeszcze skomplikowane emocje związane z tym wiekiem. Nie rozumieją sami siebie, a co dopiero sytuacji dorosłych. Przerabiam z własnymi dziećmi te problemu i widzę, że małe dzieci zdecydowanie szybciej sobie dają radę niż te starsze. Małym wystarczy spokojna, zadowolona mama. Starszym oprócz tego potrzeba o wiele więcej. Korzystam z pomocy psychologa dla siebie i starszych dzieci. Pozwalam na wylewanie emocji, nie próbuję rozwiązywać i komentować, po prostu jestem, przytulam. Nie pozwalam na obrażanie taty. Pokazuję sposoby na życie. Takie "małe stołeczki". Proste rzeczy, zajęcia w domu, filmy, muzyka, ciekawe artykuły, sport, dbanie o siebie. Czepiam się rozmów o koleżankach, kolegach, tego co w szkole, co między dziećmi, żeby nie było analizy i analizy trudnej sytuacji. Na teksty rozwiedź się, znajdź sobie innego, mam zawsze tą samą i jedną odpowiedź. Już nie bawię się w tłumaczenia, bo to zapędza w kozi róg. Jest ciężko, idzie jak po grudzie, ale czuję, że to dobra droga. A i jeszcze jedno, to ja chodzę do dzieci, jak się zamykają w pokojach, wchodzę kontrolnie, po prostu jestem przy nich.
 
     
Tyśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-14, 16:38   

Witam


Przykro czytać ten wątek :-( . Mój mąż też potrafił powiedzieć, że odchodzi ode mnie nie od dzieci!. I tak to wygląda na dzień dzisiejszy. W wyroku ma zasądzony miesiąc wakacji i tydzień ferii. I co? I nic ! To ja się muszę upominać o to co ma w wyroku. Nie potrafię tego zrozumieć ,żebym to ja się upominała o czas spędzony z dziećmi.! Nie utrudniam mu, idę na rękę. Na dzień dzisiejszy im bardziej ja nalegam na kontakty i widzenia tym bardziej on się broni! Co za paradoks!!. Żebym ja się prosiła! On powiedział kiedyś ,że ma wyrok gdzieś! Ferie minęły i nic. Wakacje też były. I nic. Ma miesiąc chciał wsiąść na 6 dni. Same powiedziały że na tak ,krótko to szkoda jechać. Nawet jak nie było jeszcze rozwodu to nie utrudniałam mu kontaktu ,a wręcz przeciwnie. Ale on nie potrafi z tego skorzystać. Chociaż w sądzie zrobił zemnie potwora bo sobie coś wymielił na odwal jaki to świetny tatuś, gdzie wiedział że się nie zgodzę( wymyślił wyjazd zagranice ,żeby w rodku lepiej wyglądało jaki on świetny tatuś na pokaż gdzie wcześniej nigdzie dzieci nie brał ,a młodsza miała 1,5 roku jak się wyprowadził i go nie znała nigdzie wcześniej z nim nocy nie spędziła) Dzisiaj wiem ,że to był pic na wodę ,żeby się pokazać jakim jest świetnym tata ,a jaką ja jestem jędzą bo mu dzieci nie chciałam dać. Zrobił ze mnie potwora. Złą matkę! A potem po mnie jeździły na sprawie i próbowały udowodnić jaką ja jestem świetną matką, że gram dziećmi i próbuję się odegrać na biednym mężu. I że walczę, a ja przecież od razu powinnam dać mu rozwód i nie robić problemu bo mój mąż chce być wolny i szczęśliwym człowiekiem ,a na drodze ja mu stoję. I dlatego mężowi na złość nie chciałam dać rozwodu, że gram dziećmi. Mój mąż wie,że dzieci to mój słaby punkt i wie jak mnie zranić i jak mi dopiec i że mi zależy i zależało na jego dobrym kontakcie z dziećmi( sama wychowywałam się bez ojca i ta zadra siedzi). Ale on już kiedyś powiedział ze przecież im żadnej krzywdy nie robi, nie bije, krzywdy fizycznej nie robi. A psychiczna no cóż tego nie widać jak siniaka! Teraz między grudniem a styczniem był miesiąc to młodszą wziął nad wodę żeby kaczki pokarmił i tyle przez cały miesiąc. Bo dla dzieci nie miał czasu bo panna razem z nim przyjechała i do niej latał( mieszka zagranica). A święta szkoda gadać sama mu dzieci przywiozłam posiedział chwile i do panny poleciał a dzieci z teściami zastawił. Bedze sprawę wnosić do sadu ,że się nie wywiązuje z wyroku. Co za paradoks!!!!!!!!
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-14, 16:48   

Tyśka przytulam. To smutne jak na tym wszystkim cierpią dzieci. :-(
 
     
Filomena
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-14, 17:14   

Bardzo współczuję, że część ojców traci zainteresowanie własnymi dziećmi.

W przypadku tej dziewczynki pierwszokomunijnej - cóż mam powiedzieć, są te, które dostarczyły dziecko na świat, ale nie dojrzały do bycia rodzicem, podobnie jak są ci, którzy dostarczyli nasienie, ale również nie dojrzeli do bycia rodzicem. Mam nadzieję, że ta dziewczynka zdoła jednak zachować więź z ojcem, ojciec nie podda się, a matka szybko zrozumie, że jej emocje nie są tożsame z emocjami dziecka.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8