To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Dylematy

Anonymous - 2014-12-17, 13:45

nadzieja4368601 napisał/a:
...ale co , gdy druga osoba nie mówi nic i nie robi nic ..dalej czekac...czy woleli byscie usłyszec "to koniec wszystko się skończyło nie męczmy sie wzajemnie?"


Nadziejo - to jest właśnie miejsce do pokonywania samej/ samego siebie.

Dlatego tak wiele tu na Forum mówimy o pracy nad sobą, o zmianie nastawienia, o przyjmowaniu coraz szerszego horyzontu myślenia, odczuwania i działania.

..... abyśmy stawali się coraz piękniejszymi wersjami samych siebie i potrafili dawać siebie innym....

No a to według mnie już wyższa szkoła jazdy i potrzeba Mistrza - Jezusa Chrystusa aby się od niego uczyć miłości.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ 17.12.2014

Mądrości Najwyższego, która urządzasz wszystko mocno i łagodnie, przyjdź i naucz nas drogi roztropności.

Anonymous - 2014-12-17, 13:47

..ale myślisz, że nawet ja mam takie prawo?...
Anonymous - 2014-12-17, 13:49

nadzieja4368601 napisał/a:
..ale myślisz, że nawet ja mam takie prawo?...


Kogo pytasz i jakie prawo?

Anonymous - 2014-12-17, 13:56

nadzieja4368601 napisał/a:
..ale myślisz, że nawet ja mam takie prawo?...


Nadzieja4368601
juz napisało Ci to kilka osob na Twoim wątku ( a zdaje się, ze sa juz takie dwa)- wstan z kolan.
Masz prawo takie samo jak każdy inny człowiek.
Nie jestesmy doskonali - mamy prawo sie doskonalić.
A nie stale samego siebie poniżać i upodlać...

Anonymous - 2014-12-17, 13:57

Być piękniejsza wersja siebie ..Ciebie pytam Hubciu
Anonymous - 2014-12-17, 14:00

nadzieja4368601 napisał/a:
..to znaczy, że trzeba poprostu tylko byc gdzies obok...i czekać nie pytac nie okazywać uczuć .....nie robic nic tylko czekać..


no, niestety czasem tak
moze nie do końca nic nie robić, bo samo trwanie wymaga sporo sił
ale czasem nie da sie inaczej

Anonymous - 2014-12-17, 14:06

nadzieja4368601 napisał/a:
Być piękniejsza wersja siebie ..Ciebie pytam Hubciu


Nadziejo - tak - masz do tego prawo i Pan Bóg obdarowuje Cię wszystkim czego Ci potrzeba aby tak było!!!!

Piękniejszą osobą to znaczy - zdolną do miłowania, zdolną aby kochać w sposób prawdziwy i czysty.

Anonymous - 2014-12-17, 15:01
Temat postu: Re: Dylematy
grzegorz_ napisał/a:
Powiedzcie mi jak sobie radzicie z pewnym problemem.
Wiele osób mówi , że kocha nad życie, że zrobiłoby dla niej/niego wszystko...
Mąż/żona w kryzysie prosi "daj mi po prostu spokój". Zatem czy to "danie spokoju" lub mówiąc brutalnie "odczepienie się" nie zawiera się w słowie "wszystko" ?
Czy rzeczywiście miłość "nie szuka swego"?


Gdzieś przeczytałam i nie pamiętam gdzie, ale sobie to skopiowałam:

Cytat:
W najsłynniejszym "Hymnie o miłości" św. Paweł napisał też między innymi, że miłość nie szuka swego. Jest to klucz do miłości, którą dziś nazywamy personalistyczną. W miłości bowiem nie chodzi o to, aby pokochać tylko tę stronę drugiej osoby, która nam pasuje. Wówczas kochalibyśmy siebie w tej drugiej osobie. - Ciągle mówisz, że ty kochasz... Ty tęsknisz...Ty się radujesz... Ty... ty i ty... a ja? A gdzie - my? - pyta br. Ruciński. Miłość nie może mieć nic z egoizmu. Jest radością z cudzego istnienia. - W miłości wierzę w uznanie inności, w zachwyt nad drugą istotą - powiedziała prof. Barbara Skarga w jednym z wywiadów. Jej zdaniem, największą głębią w miłości jest powiedzieć: Dziękuję ci, że jesteś inny. - Kiedy się chce tę drugą osobę upodobnić i zrównać do siebie - to jest chyba miłość płytka, która kończy się najczęściej tragicznie - podkreśla prof. Skarga.


I chyba o to chodzi w tym, że "miłość nie szuka swego". Akceptujemy drugą osobę i jej inność, a nie tylko to co się nam w niej podoba.

To jest chyba problem w wielu związkach. Nie potrafimy zaakceptować tego, że ktoś jest inny i inaczej reaguje na różne sytuacje, problemy, słowa. A od tego jest krótka droga do problemów w małżeństwie, bo naszego współmałżonka chcemy ustawić tak jak my byśmy chcieli, żeby się zachowywał, był, mówił.... I gdy ten nasz małżonek nie stosuje się do naszych pragnień, nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że jest inny, to my zaczynamy uważać, że nas nie kocha:-( A do tego już krótka droga do rozczarowania i ucieczki od małżeństwa.

Czy nie jest tak, że ci co nas porzucają, mówią, że nas nie kochają, bo .... i wymieniają mnóstwo powodów, które tak naprawdę wynikają z tego, że jesteśmy inni...
Czy to nie jest właśnie ta płytka miłość?

Z mojego doświadczenia tak właśnie było. Mąż nie chciał dostrzec, że jestem "inna" niż on. Ja muszę wszystko przemyśleć, przeanalizować, zastanowić się tysiąc razy zanim podejmę decyzję (i to trochę trwa), mąż przeciwnie - podejmuje decyzje szybkie, natychmiastowe. Dla niego sytuacja w której nie wykonałam telefonu przez kilkanaście dni, bo coś tam musiałam sobie przemyśleć, była oznaką, że go nie kocham :-( A przecież wcale o to nie chodziło. To była i jest moja cecha osobowości, która nie była/jest w żaden sposób skierowana przeciwko niemu - a niestety on tak to odebrał.

A wracając do stwierdzenia "czy mamy dać spokój" małżonkowi, który na tym etapie nas nie chce? Kiedyś bym pewnie powiedziała tak, ale to było zanim taka sytuacja mnie osobiście dotknęła :-( i okazało się, że miłość do męża i przysięga małżeńska są dla mnie wartościami nad wartościami:-)

Teraz te "danie spokoju" rozumiem jako puszczam Ciebie wolno, nie naciskam i szanuję Twoją wolną wolę, ale też kocham i jeśli będziesz chciał możesz wrócić...

Anonymous - 2014-12-17, 15:43

kenya napisał/a:


Jeśli żona, mimo Twojej oczywistej deklaracji nie jest zainteresowana budowaniem rodziny, wykazuje oczywisty brak dobrej woli, może czas by sama się wyprowadziła, lecz bez dzieci i spróbowała tego co tobie z taką determinacją rekomenduje


a jeśli nie chce?

Z innej beczki- wiele mówicie o granicach- jak je wyegzekwować jeśli mówiąc brzydko, "olewa" wszystkie prośby? I jak to się ma zatem do

ONA: daj mi święty spokój- ON: stawiam Ci granicę
ONA: nic mnie to nie obchodzi
ON: no właśnie- co on ma powiedzieć? Zagrozić separacją skoro tak naprawdę on tego nie chce i to uderzy w dzieci?

sytuacja patowa

Anonymous - 2014-12-17, 16:58

silverado napisał/a:
ONA: daj mi święty spokój- ON: stawiam Ci granicę
ONA: nic mnie to nie obchodzi
ON: no właśnie- co on ma powiedzieć? Zagrozić separacją skoro tak naprawdę on tego nie chce i to uderzy w dzieci?


no ale co to za granica, bo nie rozumiem?granica dla kogo-dla Onej,żeby nie miała prawa powiedzieć: daj mi święty spokój?Ależ ma do tego nomen omen święte prawo!to ona wyznacza w tym momencie granice,bo najwidoczniej ten ON za bardzo wnika w jej decyzje,życie......wyznaczanie granic nie polega na formowaniu czyichś granic i norm postępowania-granice sa po to,by nam nie działa się krzywda......czyli: nie dajemy się wykorzystywać, konkretny przykład: żona korzysta grzecznościowo z naszego laptopa,żeby komunikować się z kochankiem,zabieramy laptop.....nie dajemy się wykorzystywac,stawiamy granicę,nam się to nie podoba,masz ochote na kontakty z kochankiem,Twój wybór i twoja decyzja,ale zarób sobie na komputer sama i tyle.....jeśli On ma kochankę i przychodzi do domu na obiad,to tego obiadu ma nie być dla niego.....Ona winna stawiać granicę na wykorzystywanie się......itd itd.....a nie,że ja mówie: stawiam Ci granicę,więc masz robić to, to i to....to tak nie działa i nie o to chodzi.........
jeśli nie chce On separacji,to po co ma o nią występować?po co grac,straszyć,grozić?żyć po swojemu i swoim życiem...a że bez bliskości żony?no cóż....nikt nie powiedział,że życie zawsze bedzie spełniało nasze życzenia.....

Anonymous - 2014-12-17, 17:59

nadzieja4368601 napisał/a:
..ale myślisz, że nawet ja mam takie prawo?...

a to nie jest tak, że masz obowiązek skoro jesteś w takim, a nie innym miejscu swojego życia??

Anonymous - 2014-12-17, 18:13

Chyba Krasnobar nie do końca sie zrozumieliśmy....

Bardziej chodziło mi o stawianie granic nie pozwalając na przykład na notorycznie kontakty telefoniczny smsowe. On, ona mówi- nie obchodzą mnie Twoje uczucia. I tak bede smsowac. To co, mam jej telefon zabrać (analogia do laptopa)? Przecież to bez sensu byłoby....

Jak w takiej sytuacji postąpić skoro strona ignoruje wołanie?

Anonymous - 2014-12-17, 20:10

silverado napisał/a:
Jak w takiej sytuacji postąpić skoro strona ignoruje wołanie?


Zapytam przewrotnie, a co byś zrobił gdyby żona oprócz notorycznych kontaktów telefonicznych oraz smsowych posunęła się o krok dalej i np. przyjmowała w domu lub wręcz zaprosiła do wspólnego zamieszkania wiadomą osobę? Czy to może być tylko czysto teoretyczne rozważanie?
Jak wtedy wyznaczyłbyś granicę? Albo, czy w ogóle byś ją wyznaczył, czy wciąż tylko prosił?

Najpierw musisz sobie zadać pytanie: gdzie jest Twoja granica, po przekroczeniu której nie ma w Tobie już żadnej tolerancji?
Co żona musiałaby zrobić byś ostatecznie mógł uznać, że ta kobieta nie ma dla Ciebie szacunku?
I następne pytanie, czy masz szacunek dla samego siebie?

Czy przyznanie się do "porażki" - tzn. poddaję się ponieważ NIC z tym zrobić nie mogę, byłoby dla Ciebie bardziej dyskomfortowe niż wciąż ponawiane próby?

Co dokładnie (oprócz dzieci - wyłącz ten motyw na razie) sprawia, że mimo braku jakichkolwiek symptomów przyzwoitości żony wobec Ciebie, jesteś wciąż gotowy kierować do niej prośby, choć jej odpowiedź jest niezmiennie jedna?

Anonymous - 2014-12-17, 22:26

kenya napisał/a:
silverado napisał/a:
Jak w takiej sytuacji postąpić skoro strona ignoruje wołanie?


Zapytam przewrotnie, a co byś zrobił gdyby żona oprócz notorycznych kontaktów telefonicznych oraz smsowych posunęła się o krok dalej i np. przyjmowała w domu lub wręcz zaprosiła do wspólnego zamieszkania wiadomą osobę? Czy to może być tylko czysto teoretyczne rozważanie?
Jak wtedy wyznaczyłbyś granicę? Albo, czy w ogóle byś ją wyznaczył, czy wciąż tylko prosił?

Najpierw musisz sobie zadać pytanie: gdzie jest Twoja granica, po przekroczeniu której nie ma w Tobie już żadnej tolerancji?
Co żona musiałaby zrobić byś ostatecznie mógł uznać, że ta kobieta nie ma dla Ciebie szacunku?
I następne pytanie, czy masz szacunek dla samego siebie?

Czy przyznanie się do "porażki" - tzn. poddaję się ponieważ NIC z tym zrobić nie mogę, byłoby dla Ciebie bardziej dyskomfortowe niż wciąż ponawiane próby?

Co dokładnie (oprócz dzieci - wyłącz ten motyw na razie) sprawia, że mimo braku jakichkolwiek symptomów przyzwoitości żony wobec Ciebie, jesteś wciąż gotowy kierować do niej prośby, choć jej odpowiedź jest niezmiennie jedna?


Kenya,

Wiem do czego zamierzasz. Chodzi o kaliber posunięć żony. Scenariusz który opisujesz skutkowałby radykalnymi posunieciami. Wyrzuciłbym osobę trzecią z domu. Czy uważasz że kaliber telefonu/SMS jest na tyle duży by dac ultimatum? Bo tylko to by zadziałało ale nie by żona się opamiętała ecz by pokazać gdzie są te granice. Nie ugięlaby sie. Nie raz mi powiedziała, ze moge składać kwity w sądzie jesli mi to przeszkadza. Lecz tak, to byłby ten moment braku tolerancji.

Czemu tego nie robię? Odpowiadając na ostatnie pytanie- bo nie chce przez to rozwalić małżeństwa. Bo zywię nadzieje, ze sie w końcu ułoży, a wiem, ze posunięcie sie dalej np. separacja byłaby gwoździem do trumny- znam swoją żonę i nie ulęklaby sie tego widma.

Jak w wątku obok ktoś napisał: moze warto poczekać jeszcze jeden dzień. Bo moze sie ogarnie i opamięta. Z drugiej strony jak widzisz- zona tego nie robi o czym piszesz, bo wie, jaka byłaby moja reakcja. Zona porusza sie w obszarze, który sama sobie wyznaczyła jako bezpieczny, bo wie, ze te działania nie wywołają moich radykalnych działań. Chcąc skutecznie tutaj wyznaczyć granice, musiałbym stanowczo zarządac konkretnych zachowań. Żona nie zgodziwszy sie, niejako wymusiłaby na mnie uruchomienie ultimatum. I wtedy posypaloby sie wszystko skutkując separacją. Sami piszecie, ze separacja to ostateczność w skrajnych przypadkach. Czy ten jest skrajny? Raczej nie. Dlatego tak trudno jest te granice wyegzekwować. Poza tym, zona twierdzi, ze ona nic złego nie robi.

Wyznaczam je, komunikując, ze sie na to nie zgadzam a ona ma wolną wolę lecz musi pamietać o tym, jak to sie przekłada na nasze relacje. Nie ma błagania i skamlania o miłość. A jak zrobi dalszy krok- zrobię i ja. Nie wiem czy dobrze postępuję, moze naiwnie... Lecz niestety, dzieci nie da sie tu oddzielić i ona maja ogromny wpływ na moje decyzje. Zona to tez wie i na tym bazuje.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group