To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Dziś mój świat się skończył. Co mam robić?

Anonymous - 2014-11-01, 13:59

P. napisał/a:
dziś nie jest dobrze, bo zaczynam czuć złość, może nawet nienawiść - ale przeciwko czynom mojej żony


To ludzkie odczucia ...

P. napisał/a:
Dlaczego niszczysz moje życie. Przecież wiedziałaś jakim jestem człowiekiem,


Czyli jakim ?

P. napisał/a:
przecież wiedziałaś, że jestem wierzący


a zona nie ?

P. napisał/a:
Dlaczego chcesz wymusić na mnie zmianę postawy, dlaczego żeby dostać szybki "bezbolesny" rozwód zabierasz mi pieniądze, grozisz zniszczeniem kariery, wyrzucasz z domu? Jak kurka wodna prawem???


może brakiem podstaw, argumentów dla sądu, jak to piszesz dla ,, bezbolesnego ,, rozwodu

P. napisał/a:
Moja żono dlaczego nie jesteś mądra dobra i łagodna, dlaczego nie chcesz być ozdobą naszego domu, moim wsparciem i towarzyszem na ludzkiej drodze????


skieruj to pytanie bezpośrednio do żony

P. napisał/a:
Ja siebie nie kochałem. Tylko jak nie pomylić miłości do samego siebie z odwetem?


miłość i chęć odwetu rządzi się zupełnie innymi cechami, odczuciami, uczuciami

P. napisał/a:
Pomyślałem wczoraj na poważnie o Nowennie Pompejańskiej, cudownie byłoby zacząć dziś i skończyć w Boże Narodzenie.

Sił mi może nie starczyć.


ot ,, wiara ,, :-( ... złe nastawienie P

P. napisał/a:
Piszcie proszę prosto z mostu co myślicie.


Hm , z mostu ? ... wolałabym z ciepłego domku, fotela i z kubeczkiem ciepłej kawusi ;-)


P. napisał/a:
koniec rozklejania. dałem upływ goryczy, która zalega mi na duszy.


no i dobrze... wyrzuć z siebie złe emocje, zostaw je za sobą i patrz do przodu z nadzieją, wiarą ..

.
P. napisał/a:
zobaczcie ilu cnót mi brakuje


nie tylko Tobie ... nie tylko :-)

Anonymous - 2014-11-01, 19:37

P. napisał/a:


Odmówiłem dziś koronkę o wyzwolenie żony, wczoraj o wyzwolenie naszego małżeństwa, do tego różaniec.



A za siebie?
Na początek przede wszystkim za siebie.

Najpierw jednak powinniśmy się modlić we własnej intencji, prosząc abyśmy zostali obmyci we Krwi Jezusa, mówiąc: Jezu, zmiłuj się nade mną! Tylko w ten sposób możemy stać się kanałem łaski Bożej.

Anonymous - 2014-11-01, 20:06

święci to tylko w Niebie. My ciągle pielgrzymujemy, poznajemy, błądzimy.
Piszesz, że siebie nie kochałeś. Jesteś mi coraz bliższy drogi P. Jakiś czas temu dowiedziałem się z któregoś kazania, że nie kochając (ba, gardząc sobą) nie mam nic do zaoferowania bo nie mogę kochać kogoś nie szanując, kochając siebie. Wąska ta ścieżka po której idziemy. Po lewej narcyzm i pycha, po prawej nienawiść do siebie. I tutaj zaczyna się ten poligon o którym wspominałem - praca nad sobą, modlitwa za siebie. Tak jak zenia1780 pisze. Nadal się tego uczę.

Ten gniew i frustracja bierze się z tego, że chciałbyś zmienić żonę, a się nie da. I z poczucia bezsilności, może niesprawiedliwości (nie jestem taki zły, czemu mnie to spotkało?) powstają niszczące emocje. Wracaj ze mną na poligon. Bóg na pierwszym miejscu. Ufam Mu. Nie jest Jego celem byśmy mieli to co chcemy "po ludzku" mieć. On chce nas zbawić i doprowadzić do życia wiecznego. Ojciec Szustak świetnie to podkreślił. Ludzie modlą się "Panie, daj nam dorodne ogórki", a Bóg, "Jakie ogórki? Ja tu mam dla was nieśmiertelność w Niebie", ludzie: "ogórki dorodne nam daj Panie", Bóg "Ale życie wieczne, słuchajcie, nie chcecie?" Uśmiechnij się, bo chyba tak wygląda większość naszych modlitw :D

W chwilach zwątpienia które przychodzą nie tylko na Ciebie polecam modlitwę, a jeżeli słów brakuje, to czerpanie morale z mądrych kazań (wpisz w youtube nazwiska oficerów które Ci podałem) lub obejrzenie dobrych, chrześcijańskich filmów. "Fireproof" (strażak w roli głównej :-) ) i "Spotkanie" polecam z całego serca. Wracam do nich co jakiś czas. Mają tak pozytywny przekaz, że ładują akumulatory.

Anonymous - 2014-11-02, 23:51

Panie i Panowie, to co tu piszecie to sedno calego naszego ratowania małzenstwa.

Podpisuje sie pod tym obiema rękami.

Ja dzisiaj oddalem sie Bogu calkowicie i prosze go o opieke.

Co myslicie aby sie zapisac do Ruchu Wiernych Serc?

Moja zona mowila do mnie to samo co do P. Ten zly ciagle gada to samo.

Nowenne odmawiam, ks. Szustaka tez polecam.

Chwała Panu!

P. Nie poddawaj sie.

Anonymous - 2014-11-03, 22:10

P.
Chciałem Cię przeprosić. U Ciebie wszystko jest jeszcze bardzo świeże, rany dopiero co powstały. A my zmagamy się od miesięcy, niektórzy od lat i oczekujemy, że nagle staniesz dumnie z nami w szeregu. My tu tryskamy entuzjazmem z odkrywania nowych rzeczy i swoich małych zwycięstw, a Ty jak to doskonale ująłeś leżysz w lazarecie. Może na razie pozwól by czas płynął i nie podejmuj ważnych decyzji?

krzysiekk24
Myślałem o RWS, robię przymiarki. Nie jestem jeszcze przekonany.

Anonymous - 2014-11-04, 08:14

Rubin napisał/a:
krzysiekk24
Myślałem o RWS, robię przymiarki. Nie jestem jeszcze przekonany.


Wkrótce rekolekcje, jest okazja się przekonać ;-) http://www.kryzys.org/vie...p=391718#391718

Anonymous - 2014-11-04, 12:32

Witaj P.

Muszę odwiedzić Cię w Twoim lazarecie.

Źle mi wyglądasz. Pierwsze szok minął. Zaczynają się kolejne etapy przeżywania rozstania.
Aby przebaczyć swojej żonie, musisz przejść przez kilka etapów:
- zaprzeczenie
- obwinianie siebie
- użalanie się nad sobą
- oburzenie
- przetrwanie
- reintegracja
po tym może przyjdzie wreszcie przebaczenie.
Widzę, że jesteś na początku tej drogi.
Pełną marszrutę swojej drogi przeczytaj sobie tutaj:
http://www.katolik.pl/prz...546,416,cz.html

Polecam wszystkim, którzy nie znają. Jest bardzo prawdziwa.
Pojawi się u Ciebie również gniew. Oby dobrze skierowany. U mnie gniew był taki, że aż mną trzęsło, jak w malarii. Szczególnie gdy brałem różaniec do ręki.
Trzymaj się P. Długa droga przed Tobą.
Zajmij się sobą. Wymyśl coś, co sprawia Ci przyjemność i zajmuje myśli. Mi pomagało skręcanie mebli. Tak się starałem, żeby dobrze skręcić, że zapominałem przez chwilę o swoich problemach. Ale nie myśl,że je dobrze skręciłem. W każdym coś "pokręciłem".

Helenast i Zenia1780
Dlaczego określenie "walka" Wam się nie podoba? Przecież jest to straszna walka z samym sobą. Bez tej walki polegniemy lub zostaniemy wzięci do niewoli. To my dla siebie jesteśmy największymi wrogami, dlatego musimy z sobą walczyć (dokładniej ze swymi złymi nawykami, myślami, słowami, ...).

Helenast pisała o unieważnieniu małżeństwa. Nie wydaje mi się, żeby Twoja żona P. o tym myślała. Całe te litanie oskarżeń mają inne zadanie. Uniewinnić siebie. To jest taki psychologiczny efekt wypierania emocji i tłumaczenia samego siebie. To nie ona zrobiła źle. To Ty byłeś do niczego. Ona tylko ratuje się z sytuacji bez wyjścia. Usprawiedliwia siebie, aby nie czuć się winna. Tak długo będzie to powtarzało, aż sama uwierzy. Łatwiej będzie potem z tym żyć.

Ale czy Ty P. nie powinieneś pomyśleć nad stwierdzeniem nieważności?
Zastanów się nad tym. Może nie teraz, ale jak trochę złapiesz grunt pod nogami. A pamiętaj, jesteś jeszcze bardzo daleko od brzegu.

Trzymaj się P.
Jacek

Anonymous - 2014-11-04, 15:36

Dziękuję, że jesteście!

Nie pisałem kilka dni, co nie znaczy, że cokolwiek się zmieniło - tzn. ja się zmieniam nieustannie. Dociera do mnie powoli i boleśnie co się dzieje, że prawdziwy Cud to nie cudzik od ręki, że modlitwa to nie zaklęcia.

Życzliwych mi pomocników z dobrymi intencjami kilku wokół mnie. Nie ma dnia, by o mnie zapomnieli. Pomagają jak potrafią - myślą, wsparciem, pamięcią i co najważniejsze modlitwą. Trudne rozmowy z rodziną. Ale ważne, bo ja otwieram się na bliskich a Oni na mnie. O dziwo, Ci naprawdę najbliżsi, Ci których najtrudniej było przekonać, Ci również skrzywdzeni obiecali spróbować zrozumieć moją Żonę, a nie tylko potępiać. To mój mały sukces.

Ci wszyscy wspaniali ludzie z różnym stopniem wrażliwości mówią mi (w duuużym uproszczeniu): postaw grubą kreskę, rozwód - nie walcz, bo bezwzględna Żona cię zniszczy, będzie rozwód, będzie unieważnienie, życie przed tobą, chcesz być mężem i ojcem jeszcze wszystko możliwe, może Bóg taki plan dla ciebie ułożył.

a ja wiem jedno - nic już nie wiem.

Po ludzku tęsknię za Żoną, brakuje mi Jej głosu, spojrzenia. Po ludzku Jej nie rozumiem. Po ludzku mam do niej żal. Nie nienawidzę Jej. Chcę Jej pomóc bo myślę, że musi być strasznie pogubiona i chyba potwornie samotna, nawet jeśli teraz nie zdaje sobie z tego sprawy. Dalej Jej nie poznaję, obdzierany ze skóry nie wymyśliłbym, że jest zdolna do takich zachowań. Czy można aż tak bardzo pomylić się i nie poznać człowieka - znamy się 15 lat! jestem na etapie, że prawdziwa jest ta "stara" W. I zwyczajnie się o Nią boję.

zaczynam widzieć, że droga trudna i końca jej nie widać. Nie wiem dokąd mnie zaprowadzi.

Próbuję rozeznać siebie. Co we mnie jest, że chcę "na siłę" wierzyć w nasze małżeństwo i je ratować? Nie mogę przejść z etapu "bo trzeba dać świadectwo, bo ja muszę być w porządku, bo Kościół, bo Wiara" do etapu "ratuj to małżeństwo bo Bóg Cię kocha". No i jak z tych zgliszczy coś w przyszłości można jeszcze wybudować? Czy (gdyby stał się Cud nr 1) byłbym wstanie jeszcze zaufać, jak mąż żonie? Czy stanie się Cud nr 2 - czy żona zgodzi się na dalszą wspólną tytaniczną pracę nad naszym małżeństwem i czy podołamy? Jakby pewnie powiedział o. Szustak: nie ogarniam.

Na rzeczy przyjemne w zasadzie chwilowo nie mam czasu, bo Bóg w swojej nieskończonej Mądrości dorzucił na moje barki trochę nadprogramowej a koniecznej pracy ;) (zawsze mówiłem, że Pan Bóg ma poczucie humoru, więc nawet jeśli to wygląda jak sarkazm, to piszę z uśmiechem na ustach i w duszy, bez żalu do Boga i z wiarą, że to naprawdę część planu)

wspierajmy się modlitwą.

Kiedy czytam posty innych ratujących, to moje problemy wydają mi się być całkiem malutkie w porównaniu z innymi

Anonymous - 2014-11-04, 16:22

No i jeszcze ważna rzecz:

Rubin napisał/a:
P.
Chciałem Cię przeprosić.


Rubin nie wygłupiaj się! Twój optymizm i zapał, choć jeszcze nie w pełni rozumiem, był i jest mi pomocny!

Pomoc Was wszystkich doceniam i dziękuję!

Zawsze wolę w trudnej sytuacji usłyszeć prawdę "bez owijania w bawełnę" żal i poklepywanie po plecach na dłuższą metę nie pomaga..

Anonymous - 2014-11-04, 16:44

P. napisał/a:
Kiedy czytam posty innych ratujących, to moje problemy wydają mi się być całkiem malutkie w porównaniu z innymi
P. mi się też tak wydawało, ale po jakimś czasie dotarło w końcu do mnie to, że Pan daje krzyże zawsze na naszą miarę.

zwróciłeś uwagę na to, co mamy na górze storny?

https://plus.google.com/photos/117776362159724627409/albums/5447157868808527009?authkey=CLPpnr70sueY2gE&banner=pwa&gpsrc=pwrd1#photos/117776362159724627409/albums/5447157868808527009?authkey=CLPpnr70sueY2gE&banner=pwa&gpsrc=pwrd1

Anonymous - 2014-11-04, 23:01

Hej,

nie słuchaj ludzi, którzy mówią, że nie warto się starać, żeby dać sobie spokój bo wg mnie nie tędy droga. Wiem, że przez to możesz narazić się na ośmieszenie lub dodatkowe problemy z tym związane - czyli ogólnie, niezrozumienie.

Ale żona i mąż to nie są towary, które można odstawić na półkę, wymienić czy zareklamować. To jest osoba połączona węzłem małżeńskim, ta jedna jedyna. Teraz jesteście wzajemnie za siebie. Upadasz ty, upada i ona i vice-versa.

Więc Twoje staranie się P. to jest pomoc nie tylko sobie, ale też dla żony. Bo oboje staniecie przed Panem. Życie to nauka pokochania drugiej osoby i oddawania siebie dla drugiej osoby - i w małżeństwie człowiek się względem małżonka uczy. Ja się zaczynam uczyć tego dopiero teraz, w kryzysie, kiedy już podobno niczego nie ma.

Jak inni uczestnicy forum i Ty sam zauważyli, każdy jest na innym etapie tej drogi, ale najważniejsze, że tą drogą podąża, bo trafił na tą stronę i chce. Podjął to ryzyko walki za dwojga ludzi. Ach, czyż nie byłoby łatwo się rozstać i spróbować od nowa z kimś innym? Jakie to jest proste. Pyk i już.

Ale nie tędy droga, jak sam Jezus powiedział, należy wchodzić przez ciasną bramę do Nieba, do uświęcenia, do zbawienia.

Mam nadzieje, że nie jestem odosobniony w takim myśleniu :D Bo patrząc na dzisiejszy świat - mam takie wrażenie.

Staraj się oddać wszystko Bogu, zawierzyć, jak dzieci z Arki Noego - Nie boje się gdy ciemno jest, (jak wiemy, zrobiło się jak się zrobiło bo Pan Bóg zgasił nam światło), Ojciec za rękę prowadzi mnie.

A jak Ci ciężko to idź do kościoła, powiedz - Cześć Tato, wiesz, mam problem, zrobisz coś z tym, bo sobie nie radzę? Poprowadź mnie za rękę na swój, a nie mój sposób. I prędzej czy później doświadczysz tego... czego życzę z całego serca :)

Nirwanna - zapisałem się dzisiaj do RWS. Zdałem sobie sprawę, że krążyłem wokół tego ruchu, ale miałem oczy zamknięte jeśli wiesz co mogę mieć na myśli. Ale na rekolekcje nie pojadę bo nie mam pieniążków, niestety. A ktoś z Wrocławia jest może w RWS?

Z Bogiem

Anonymous - 2014-11-04, 23:35

Właśnie,wróciłem do naszego mieszkania. Żona była tu dziś pod moją nieobecność. Zabrała wszystkie swoje rzeczy. Tzn. prawie wszystkie, bo zostawiła Pismo Święte i krzyżyk. Boli. Nawet bardzo.
Anonymous - 2014-11-05, 08:08

krzysiekk24 napisał/a:
Nirwanna - zapisałem się dzisiaj do RWS.

Krzysiek - :mrgreen: !
P. - wspieram modlitwą....

Anonymous - 2014-11-05, 10:54

Nirwanna, mam nadzieje, że się cieszysz, a nie jest to forma jakiegoś rodzaju pobłażliwego uśmiechu :D

P. - Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale pierwszą moją myslą było, że fajnie, że tak się stało. Bóg już działa. Wiesz co dostałem od żony z informacją o zakończeniu związku z jej strony? Różaniec...

Wiesz kto mi pokazał wykłady księdza Glasa? Żona... Nieświadomie, nie wiedząc co spowoduje to u mnie.

A co Tobie żona zostawiła - przepraszam za słowo - narzędzie. Wiadomo jakie. Wiem, że się fajnie pisze takie rzeczy komuś, kto właśnie jest załamany. Ale spójrz na to w podobny sposób jak ja to zobaczyłem.

Z Bogiem



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group