To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Uzależnienia - Choroba/uzależnienie czy podłość - oto jest pytanie....

Anonymous - 2014-06-25, 00:51

Jest sobie fajny młody chłopak, mądry, poukładany, dobry, ukochany syn, ma rodzinę, dom, dobrą pracę i nagle rodzice dowiadują się, że kupił bilet do Dublina, rzuca wszystko. Ojciec się wścieka i mówi drań. Matka się zastanawia, co się stało, czy syn nie jest chory, depresja, i inne tego typu, czy i co można zrobić. Oboje rodzice w szoku. Kto z nich stanął w prawdzie, ojciec czy matka? Drań czy chory, to etykietki, czy gdzieś leży przyczyna? W czym i komu pomoże znalezienie przyczyny? Komu będzie z rodziców łatwiej pogodzić się ze swoją pierwotną oceną, a komu trudniej uznać, że jest inaczej niż myśli? Czyja "diagnoza" bardziej pomoże synowi i czy w ogóle są w stanie mu pomóc? Który z rodziców będzie w stanie bardziej pogodzić się z tym co się stało i który z nich podejmie te właściwe kroki?
Do tej historyjki można dodać trochę więcej danych, które potwierdzą lub osłabią stanowiska rodziców. Każdy z rodziców może też, mimo danych, okopać się w swoich stanowiskach. Każdy z nich może przypłacić zawałem tą całą sytuację albo też odciąć się od problemów w końcu dorosłego syna.
Łatwiej u własnego dorosłego dziecka zobaczyć chorobę a nie draństwo niż u małżonka?
Osobiście w w/w sytuacji bliższa mi postawa matki, przed nazwaniem draniem pozbierałabym dane czy nie ma tu jakiejś choroby, uzależnień, chciałabym być po prostu pewna. I nie żeby usprawiedliwić a uzasadnić i zdecydować czy i co w takiej sytuacji mogę dalej. I nie wiem z czym w sumie łatwiej by mi było żyć. Po prostu nie zakładam, że zawsze wszystkie decyzje każdy podejmuje z wolnej woli, w pełnej świadomości. Ani też tego, że wszystkie złe zachowanie to działania nieświadome.
Jest takie obrazowe porównanie. Dwie osoby patrzą na ten sam tekst. Tylko jedna z nich bezpośrednio, a druga przez szklankę z wodą. Widzą to samo? A kiedy mają szansę zobaczyć to samo, gdy obie nie wiedzą, że jedna patrzy przez szklankę a druga nie..

Anonymous - 2014-06-25, 08:56

Maż to nie synuś, nie trzeba mu matkować.
Anonymous - 2014-06-25, 10:46

załamana dziwny trochę przykład, bo nie wiem co mają do tego rodzice, gdybym ja była żoną i mąż kupił by bilet i rzucił wszystko dostał by jeszcze kopa w tyłek i poniósł by wszystkie konsekwencje swojego wyjazdu.

Ja przez kilka lat uważałam się za żonę seksoholika, mąż sam zaczął również uważać się za seksoholika a suma sumarum wyszło, że wcale nim nie był i nie jest.

Wyciągnęłam lekcje na przyszłość, gdybym kogokolwiek miała nazwać holikiem to po napisaniu czarno na biały na kartce przez lekarza, że tak jest i on to potwierdza.

złamana napisał/a:
I nie żeby usprawiedliwić a uzasadnić i zdecydować czy i co w takiej sytuacji mogę dalej. I nie wiem z czym w sumie łatwiej by mi było żyć. Po prostu nie zakładam, że zawsze wszystkie decyzje każdy podejmuje z wolnej woli, w pełnej świadomości. Ani też tego, że wszystkie złe zachowanie to działania nieświadome.


Ja teraz ani bym się nie zastanawiała czy świadomie czy nie, drań czy chory po prostu odcięłabym się i zostawiła samego. Nawet holik musi upaść na dno, by mieć się od czego odbić a nie ma nic gorszego jak współczujący bliscy.

Anonymous - 2014-06-25, 11:19

Regina22 napisał/a:
Nawet holik musi upaść na dno, by mieć się od czego odbić a nie ma nic gorszego jak współczujący bliscy.
-zdecydowanie tak :!:
Anonymous - 2014-06-25, 11:35

grzegorz_ napisał/a:
Może ja czegoś nie rozumiem.
Sytuacja :
Facet umawia się z laskami z czatów na seks czyli mówiąc wprost zdradza żonę.
Żona się dowiaduje więc facet na kolana i "wybacz".
Jednocześnie mówi : jestem chory i będę sie leczył.
Wiadomo leczenie to proces, czyli w czasie procesu "leczenia" nim się ostatecznie wyleczy może dalej umawiać się z laskami czy nie może? (zakładając że przeprosi).

W sumie, powiem Wam, że to bardzo sprytne.
Jeśli facet nie byłby "chory" to byłby postawiony pod ścianą : albo konczysz romanse albo wypad z domu....a tak... no cóż biedak nie panuje nad sobą, stara się, ale nie wychodzi.
Jak się wyleczy za rok, czy dwa to może wtedy się ustatkuje


grzegorz no nie rozumiesz.
Jeśli po jednorazowej zdradzie, która była wolnym wyborem, zapomnieniem, czymkolwiek ale zachowaniem jednorazowym, niekompulsywnym, przyjdzie mąż prosić żonę o wybaczenie to ona ma teraz wybór czy wybaczy, czy spróbuje wrócić do wspolnego życia itd.

Jeśli przychodzi nałogowy zdradzacz, to po pierwsze para ma już w historii pewnie nie jedno przepraszanie i obiecywanie poprawy. I żona może wybaczyć, ale wiedząc że to nałóg nie powinna od razu wracać do normalnego życia. Powinna kontynuować separację, czy formalną czy tylko emocjonalną i fizyczną, do momentu aż facet nie przejdzie terapii, lub chociaż będzie na jej zaawansowanym stadium. Jednocześnie powinna sama udać się na terapię dla współuzależnionych, bo z jakichś powodów nie potrafiła właściwie zareagować już po pierwszej zdradzie, z jakichś powodów się w ogóle związała z takim człowiekiem.

Informacja że ktoś jest nałogowcem daje tylko tyle i aż tyle.

Anonymous - 2014-06-25, 11:42

W żadnym moim poście nie napisałam,że trzeba takiego męża skreślić czerwoną kreską i wcisnąć na nim delete.

Nigdzie równiez nie wyraziłam przekonania,że należy być tą bidulką ,skrzywdzoną a on ma zosac oczerniony i zdyskwalifikowany.

Na błędach ,którymi są uzależnienia MOŻNA SIĘ UCZYĆ. Prawie każdy człowiek miał w rodzinie pierwotnej jakąś dysfunkcję,ale nie każdy wyrasta na uzależnionego lub socjopatę,drania.Taką psychoanalizą daleko się nie zajedzie. Owszem,pomaga to w dotarciu do sedna problemu,jednak nie można zostac w tym miejscu tylko brać byka za rogi i przestać któregoś dnia obwiniac mamę i tatę o całe swoje życia.Dziecko nie miało wyboru,dorosły ten wybór już ma.

W ogóle nie na ten temat pisałam. Rzecz jest o tym,że wyjść z uzależnienia,kompulsywnych zachowań seksualnych może TYLKO OSOBA UZALEŻNIONA. I ŻADNA ŻONA,CHOĆBY NAJBARDZIEJ CHCIAŁA NIE ZROBI TEGO ZA MĘŻA NAWET NAJLEPSZĄ POMOCĄ.

Nalezy oczywiście postawić granice,które w tej sytuacji najbardziej poprzez wstrząs i odebranie komfortu mogą uzależnionemu pomóc. Ale i tak czarna robota zostaje dla niego.
Żona jako osoba związana emocjonalnie niestety bardziej może zaszkodzić czasem niż pomóc POPRZEZ WSPIERANIE NEGATYWNYCH ZACHOWAŃ.

Ale co to zmienia czy ktoś jest seksoholikiem czy ma zaburzenie osobowości ,co to zmienia dla żony? No tak pozna mechanizmy jednego czy drugiego zaburzenia i tyle. Ale powtarzam,czarna robota zostaje dla głównego bohatera. Istnieją terapie dla seksoholików i są nawet terapie dla osób z zaburzeniami osobowości:psychopatów,socjopatów.
Tak,ma zaburzone postrzeganie rzeczywistości,ale do jakiego stopnia? Przeciez ten czy ów alkoholik czy seksoholik jakoś ma przebłyski dzięki którym w końcu idzie na terapię.

Czy poprzez swoje chore postrzeganie rzeczywistości jest odtąd przez zły los skazany na tkwienie w nałogu/zaburzeniu/błedzie/draństwie/bezsumieniu juz na zawsze?

Nie.Nadal ma WYBÓR. Może zmienić trasę swojego życia. I tu mamy wspólny mianownik dla wszystkich drani,psychopatów i seksoholików. Wybór.

DHL piszesz,że trzeba miec pojęcie o czym się pisze. Że trzeba znac temat. A skąd wiesz,że ja o temacie pojęcia nie mam?

Anonymous - 2014-06-25, 11:50

Regina22 napisał/a:

Wyciągnęłam lekcje na przyszłość, gdybym kogokolwiek miała nazwać holikiem to po napisaniu czarno na biały na kartce przez lekarza, że tak jest i on to potwierdza.


!!!
W zasadzie sedno sprawy.
Chorobę diagnozuje lekarz, a nie rzekomo chory, czy żona chorego.
Nie wystarczy zrobić sobie test w internecie pod tyt "czy jesteś seksoholikiem" aby stwierdzić, że sie jest chorym. Podobnie zresztą z depresją czy też innymi holizmami.

Anonymous - 2014-06-25, 12:43

Anita pisze:
Cytat:
Żona jako osoba związana emocjonalnie niestety bardziej może zaszkodzić czasem niż pomóc POPRZEZ WSPIERANIE NEGATYWNYCH ZACHOWAŃ.


Tak się składa, że kilku holików w rodzinie miałam i kilku jeszcze zostało żywych.
Patrząc z boku widziałam wieloletnie, nieraz miałam wrażenie, że świadome podtrzymywanie holizmów przez osoby bliskie.
Niektórzy z uzleżnionych już nie żyją, nałogi ich pokonały mimo że ich matki, lub żony do końca dbały o każdy aspekt wizerunku "chorego".

Jak czytam o podsuwanych im broszurach nt nałogów, o szukaniu terapeutów dla holików, podczas gdy oni sami mają to w przysłowiowej D, jak widzę głębokie współczucie dla owych zniewolonych podczas gdy dla siebie samej żadnego współczucia nie ma, to z wielkim prawdopodobieństwem mogę wyobrazić sobie scenariusz wydarzeń.
O dzieciach z tych dysfunkcyjnych rodzin nie wspomnę, tam zawsze holik jest w centrum zainteresowania matki, jego nastroje, jego wzloty i upadki, jego doły, jego stany derpesyjne, całe życie rodziny jest w cieniu wydarzeń których ON jest sprawcą, on nadaje ton całemu życiu rodzinnemu, jeśli można powiedzieć że takowe w ogóle istnieje...dzieci się tam gdzieś po prostu pałętają, całym światem matki jest wygrać walkę o holika.

Cytat:
TYLKO OSOBA UZALEŻNIONA. I ŻADNA ŻONA,CHOĆBY NAJBARDZIEJ CHCIAŁA NIE ZROBI TEGO ZA MĘŻA NAWET NAJLEPSZĄ POMOCĄ.


No właśnie!

Anonymous - 2014-06-25, 13:30

Kenya, to o czym piszesz to klasyczne zachowanie współuzależnionego, które jest zaprzeczeniem wsparcia dla chorego. Terapia dla współuzależnionych uczy właśnie takie zachowania eliminować.
Anonymous - 2014-06-25, 13:37

Regina22 napisał/a:
Ja przez kilka lat uważałam się za żonę seksoholika, mąż sam zaczął również uważać się za seksoholika a suma sumarum wyszło, że wcale nim nie był i nie jest.

Regina22, zaskoczyłaś mnie tą informacją. Pamiętam Twoje wcześniejsze wpisy i napisz proszę, jeśli możesz, jak się dowiedziałaś (przekonałaś), że to jednak nie uzależnienie?

Anonymous - 2014-06-25, 13:57

Lil

Jak sama sobie poczytam co wtedy myślałam, co pisałam to dla mnie jakaś abstrakcja.

Jak się przekonałam? Zaczęłam pracować nad sobą, kompletnie odpuściłam temat męża, zero zgłębiania tematu seksoholizmu, zero wysyłania go na terapie i tym podobne. Teraz mam wrażenie, że byłam tak święcie przekonana, że mój mąż jest seksoholikiem, że nic by mnie nie przekonało wtedy, że jest inaczej. Dopingowana byłam dodatkowo przez osoby, które uważały podobnie. Mężowi sama nawciskałam, że jest uzależniony, podsyłałam mu każdy możliwy artykuł, który to potwierdzał, a bardzo łatwo jest wszystko podciągnąć pod uzależnienie. Sam zaczął określać siebie mianem seksoholika. Teraz wiem, że jedynie lekarz seksuolog mógł wydać diagnozę. Chodził do psychologa i terapeuty i mówił, że jest seksoholikiem i starali się go leczyć bo skoro on sam siebie tak określił. Żadnej terapii nie skończył. Od momentu kiedy ja odpuściłam on też odpuścił. Nie wiem dokładnie co go skłoniło do tego, że z tym wszystkim skończył. Wydaje mi się, że zobaczył, że staję się silną kobietą, która zaczyna się szanować, nie ma zamiaru go śledzić i kontrolować. Po ostatnich flirtach z koleżankami z pracy powiedziałam mu chcesz to leć do nich droga wolna, drzwi otwarte, rób z nimi co chcesz ale ja w tym uczestniczyć nie będę. Teraz też moje stanowisko jest niezmienne i on je zna, zdradzisz to stracisz rodzinę, dom i szacunek, wybór należy do Ciebie.

Anonymous - 2014-06-25, 14:17

Ale ostatecznie ktoś postawił diagnozę Twojemu mężowi? Określił jasno - jest czy nie jest uzależniony? Czy tylko Ty inaczej postrzegasz tę sytuację?
Ja też mam czasem wątpliwości, bo mój mąż sam siebie określił tym mianem, "zdiagnozował" i chyba jak dotąd żaden lekarz tego nie potwierdził, a przecież równie dobrze mógł być to jego sposób na wzbudzenie litości...

A czy dobrze zrozumiałam, że Twój mąż zaprzestał chorych zachowań seksulanych? Wasze relacje się poprawiły?

Anonymous - 2014-06-25, 14:17

S_t pisze:
Cytat:
Kenya, to o czym piszesz to klasyczne zachowanie współuzależnionego, które jest zaprzeczeniem wsparcia dla chorego. Terapia dla współuzależnionych uczy właśnie takie zachowania eliminować.

ok.
Nie twierdzę, że terapia nie jest potrzebna, czy też że nie daje właściwych narzędzi by sobie samemu radzić z traumą jaką uzleżniony czlowiek funduje najbliższym.

Natomiast zupełnie nie wiem na czym ma polegać wsparcie, które współuzależnieni mieliby dawać uzależnionym.
Jeśli możesz S_t, to napisz proszę, ale konkretnie, by można się do takich działań, lub postaw odnieść.

Trudno mi sobie wyobrazić, że człowiek ledwo dryfujący na powierzchni w skutek wieloletnich destrukcyjnych zachowań uzależnionego a także walczący desperacko by się na tej powierzchni utrzymać musiałby się jeszcze zajmować wspieraniem tego który jest przyczyną jego problemów.
Jak niby osoba współuzależniona ma wspierać osobę uzależnioną, jeśli sama ledwo co zipie i żyje od lat w matrixie?
Przecież jej obraz rzeczywistości jest dość mocno zmieniony, żeby nie powiedzieć że zaburzony, zatem?
Jak wymagający pomocy by radzić sobie z wyzwaniami jakie niesie życie, może stanowić podporę tego, który skutecznie to życie burzy?

Może jest coś o czym nie wiem.

Anonymous - 2014-06-25, 15:03

No ale tego za i przeciw :mrgreen: :mrgreen:
Oki na sam początek:
Grzechu i Kenya
sławetny Marek 40 -do czego zresztą sam się przyznał nie jest Markiem ani wiek 40.
Ile i jak na imię(mało ważne)
Tak się składa że znam tego niby Marka,jak można wyczytać miedzy wierszami jest absolwentem 12 kroków (zresztą tych stacjonarnych na Skaryszewskiej)
Post na forum (o jakim zresztą kiedyś mi tam powiedział)-a sa to wpisy od 2010 roku.
Zostały zainspirowane tematem kończącym 12 kroków-a mianowicie idz i głoś innym.
To taki normalny efekt skończenia tego programu -jakim pzreca jest zainfekowane mniej lub więcej 70% tego forum.
Czy nie mam racji??
Zatem chłopak-lepiej facet uznał że tworząc posta będzie miał mozliwośc pomóc innym.
A że to jak pisze Kenya(starając się rozszyfrować niczym sławetna Enigma)
postawę jakaowa jego jest
patrz:
czy bidon,czy obłudnik,czy kombinator,czy się oczyszcza
no cóz....
wygląda to jak wygląda
ano:
każden pogibaniec w swoim czasie swą postawę stara się tłumaczyć i usprawiedliwić
dlaczego??
bo jak wpada juz ta ostra świadomośc -to przywala człeka tyle brane na barki.
Z postawy fałszu i obłudy(oszustwa) także się wychodzi etapami,nie jest tak że człek kładie się spać obłudny -a wstaje już cłakowitym ideałem.
Zatem nie rozpisując się zbytnio- mogę napisac tylko tyle:
dał rade wytrwać,pokonać tego bakcyla i wciąż sa razem.
I chyba najważniejsze!! -żona jego stoi dwiema nogami twardo na ziemi!!
Wie jak wspomagać-by nie pomagać.
I to jest ta róznica o jakiej stara się kilka razy pisać dużapanna.
W tym się wspomaga -człowieka,a nie pomaga uzależnieniu.
Gdzie Kenya wciąż błędnie krążysz -że pomoć ma się wiążać z usprawiedliwieniem i oczyszczeniem uzależnionego od odpowiedzialności itd. ..itp.
To jest zapewne jakiś błąd jaki być może się wkradł ...że pomoc ma się wiązać z tolerowaniem dalej sytuacji jaka jest.
A zrozumienie tego dużo zmieni
I zapewne wówczas nie trzeba będzie tak mocno i ochoczo udawadniać samej sobie że to DRAŃ I ŁOBUZ

Zatem idąć faktami co już przerabiałem z Grzechem kiedy to fachowiec -a nie Zosia samosia
zindentyfikuje przypadłość
waże jest kilka spraw.
1.terapia współuzależnionego -czyli na co i jak jest nastawiona.
Czy nastawienie jest zdecydowane ku zakończeniu związku...czy nastawienie jest na uleczenie chorych relacji.

Dla przykładu Warszawski Ośrodek Centrum Praw Kobiet -to instytucja słynąca z jasnej i prostej rady.
Rozwód i koniec relacji.
I choćby w takim schemacie samej terapii jest wielka róznica.
czy terapia ukarze problem i motywacje -oraz działania na rozwiązanie go.
Czy pójdzie to drogą rozwalenia wszystkiego.

To tyle w tym temacie
a tak odnośnie reszty ???
nie chce tu wkłądac kija w mrowisko-bo rozumiem że większość Pań
optujących za słowem DRAŃ

przechodzi akurat teraz obrzydzenie tym facetem jaki mimo tego co obiecał
zrobił co innego
Ja to rozumiem....
bo wiem dokałdnie że poczucie krzywdy,zranienia i złość
sa doradcą na nienawiść....

Tylko zastanawia mnie jedno po słowach napisanych przez Olę-gdybym teraz miała ten rozum,wiedze i oczy.
Nie będę się kusił na słowa ,albo się pokuszę
-widziały gały co brały.
Tylko zastanawia mnie sama postawa.
Mam gdzies takowego męża,mam dość małżeństwa,uważam małżeństwo za błąd swego życia.
To jaki jest sens w uczestnictwie na tym forum -
jakby nie było -broniącym sakramentów??
jeżeli mogę i nie urażę???

Znajdż Olu za i przeciw

i wolnej chwili pomyśl jaka jest właściwie twoja postawa i czego chcesz
Widomo każdy ma wizje małżeństwa, wydaje mi się że Panie
(pewnie w większości)
Pragną być tą księzniczką wygladająca z okna.
No cóz moja zona tez chciała,też widziała sceny z Nocy i Dni gdzie po pas w pięknym gejerku mknie się po menufary,gdzie Romek i Julka to wielka miłość.
Ale wyszło jak wyszło:
że mąż się okazał w pewnym okresie tym Rozbujnikiem Rumcajsem.
tak wyszło-a tego nie da się cofnąc-mozna teraz (na przyszłość) zmienić!!!
I tak jak zostało powiedziane
-na dobre i złe.
Nie sztuka jest gdy jest to dobre-lecz sztuką jest poradzić temu gdy złe.
Jak już wiele pisałem-gdy weszło złe ,moja zona uciekła(i mimo że niedosłownie)
to uciekła.

Czy chcecie miłe Panie tego samego??



pozdrawiam



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group