Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Milosc nigdy nie ustaje? kolejny koniec malzenstwa
Autor Wiadomość
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 15:42   

annezcka napisał/a:
ale to chce mąż, ona może chciec byc w zgodzie z własnym sumieniem i nawet jesli sąd powie rozwod za jakis czas będzie mogła powidziec że zrobiła wszystko żeby bronic sakramentu

[ Dodano: 2013-12-16, 15:33 ]
i nie chodzi o to żeby pierwsza składała papiery tylko taka może byc jej odpowiedz na pozew męża, jesli oczywiscie nie ma w sobie pełnej zgody na rozwod


Oczywiście może mężą "przeczołgać" (choć w UK pewnie gra na czas może być trudniejsza)
rok, może dwa tracąc przy tym zdrowie, ale po co?
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 15:44   

Grzegorz - maz chce rozwodu pewnie - pisze pewnie poniewaz powiedzial o tym tylko raz do tej pory - w lipcu, zapowiedzial sie ze do konca wrzesnia sklada pozew o rozwod. Ale mielismy na ten temat jeszcze rozmawiac bo to bylo tylk otakie 'odgrozenie sie' bvez zadnych ustalen. Wrzesien minal, pazdziernik i listopad rowniez a pozwu nie zlozyl. Na pewno po czesci bo z mieszkaniem sprawa dopiero na dniach bedzie zalatwiona wiec nie chcial rozwodu pewnie poruszac zanim inne sprawy nie zalatwimy. Tak czy inaczej na dzien dzisiejszy jestesmy wlasnie juz i tak i tak w nieformalnej separacji, bo nie laczy nas praktycznie nic od kwietnia.

Dokladnie tak jak pisze Katalotka - nie chce w ogole formalnei tego tykac ze tak powiem, bo gdybym chciala cokolwiek formalnie zalatwiac t ozadnej separacji by nie chcial, zreszta na poczatku proponowalam ogolnei nieformalna separacje a nie ze od razu KONIEC, no to wiadomo - nie chcial, bo on podjal decyzje itp itd.

Nie wierze zeby napisal mi cokolwiek pozytywnego w kwestii zeby dal jakakolwiek nadzieje. Ale sam fakt ze odpisal mi i w taki sposob na moj kontakt do niego jest duzym krokiem w przod, tak uwazam.

Nie wstydze sie ze nigdy go nie skreslilam. Jednoczesnie nie blagam i nie plaszcze sie. JEsli zlozy papiery o rozowd - czyli jesli teraz, po 8-9 miesiacach i mojej kolejnej wyciagneitej rece nadal jest taki pewien swojej decyzji - to ja nci na to nie poradze. Ale to on podejmuje te decyzje, on jest wiec za nie odpowiedzialny. Nie ma czegos takiego ze zlozy pozew bo powie - ' aaa i tak juz nie ma nic miedzy nami' albo 'aaa ona i tak nie chce mnie juz znac'. Nie, on wie ze go nie skreslilam. A jesli postanowi sie rozwiezc to dlatego bo sam, konsekwentnie bedzie tego chcial. i to on bedzie za to odpowiedzialny.

[ Dodano: 2013-12-16, 15:50 ]
Grzegorz - No wiec wlasnie - przeczolgac go rok, czy pol dluzej, przeciagnac to, ale po co???? Dla zasady??

Szanuje decyzje wielu z Was, ktorzy sie na to decyduja.

Ale Wy rowniez uszanujcie ze nie kazdy moze cos takiego popierac, co nie oznacza od razu jak pisalam wczesniej , ze jestem gorszej wiary....

Dla mnie ta 'zasada' kiedy mimo wszystko ZNAM swojego meza, jest totalnie bez sensu - zarowno, ze zniszczyl by mnie on psychicznie, bo w jego mniemaniu robilabym mu na zlosc ( co jest dla mnie nawet logiczne ze tak by myslal), a dwa ze nigdy w zyci uwtedy nie zmienil by zdania. Teraz tez moze nie zmienic, musze sie godzic z tym ze moze jednak naprawde mnie juz nie kocha.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 16:01   

kiedysbylam napisał/a:

Dla mnie ta 'zasada' kiedy mimo wszystko ZNAM swojego meza, jest totalnie bez sensu - zarowno, ze zniszczyl by mnie on psychicznie, bo w jego mniemaniu robilabym mu na zlosc ( co jest dla mnie nawet logiczne ze tak by myslal), a dwa ze nigdy w zyci uwtedy nie zmienil by zdania. Teraz tez moze nie zmienic, musze sie godzic z tym ze moze jednak naprawde mnie juz nie kocha.


No właśnie.
Czy wojna w sądzie o rozwód ma poprawić relacje?
Przecież podczas takiej wojny ludzie zaczynają się nienawidzić.
Czy ktoś naprawdę myśli, że po takiej wojence procesowej trwającej rok, czy dwa małżonek skruszony wróci?
Proces rozwodowy (bez utrudniania) przecież i tak trwa kilka miesięcy więc nie można mówić, że małżonek nie ma czasu na refleksje.
Może lepiej rozstać się we względnym spokoju licząc że może kiedyś małżonkowi kiedyś piknie coś w sercu, jakieś wspomnienia dobrych czasów?
Po bojach w sądzie szansa z "małej" spada do "zerowej"
 
     
Lil
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 16:41   

grzegorz_ napisał/a:
Po bojach w sądzie szansa z "małej" spada do "zerowej"

Skąd bierzesz takie statystyki?

kiedysbylam napisał/a:
a dwa ze nigdy w zyci uwtedy nie zmienil by zdania.

A ta pewność skąd?

To jedynie Wasze przekonanie, tu nie można mieć pewności.

Justynko, co chciałaś osiągnąć przypominając mężowi w mailu, że jeszcze rozwód Wam pozostał, by dopełnić wszystkich formalności?
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 16:50   

Lil napisał/a:
grzegorz_ napisał/a:
Po bojach w sądzie szansa z "małej" spada do "zerowej"

Skąd bierzesz takie statystyki?


To chyba dość oczywiste, że jak ktoś przez 2 czy 3 lata prowadzi wojny w sądzie to jest jasne, że jedyne czego chce to się wreszcie uwolnić od swojego procesowego przeciwnika.

Oczywiście, jak ktoś wierzy w cuda...to proszę bardzo:
Po 2 latach mąż powie....no dobra, zmęczyłem się, nie mam siły chodzić do tego sądu, wywlekać te wszystkie brudy, wrócę do domu, będę Cie kochał, przepraszał, wynagradzał i będę już dobrym mężem. Dziekuję, że nie zgodzilaś się na ro0zwód, diabłem mnie jakiś opętał ....
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 16:54   

Lil, nie wkleilam tutaj tego meila jednak, wiec w sumie nie wiecie dokladnie jak wygladal. Ale pisalam sama wyzej WIELE rzeczy ktore tam napisalam.

PRzede wszystkim ze GO NIGDY NIE SKRESLILAM, ze dojrzelismy oboje, ze tak uwazam, odwolalam sie do pewnych milych wspomnien, napisalam o tym, ze oboje popelnilismy wiele bledow, ale ze w sumie to najwazniejsze jest to, co bedzie, ze chcialabym cieszyc sie i korzystac zycia - z nim, ze zaluje ze nie mozemy wlasnie razem cieszyc sie teraz z prawdopodobnie najlepszych lat swojego zycia.

Zaznaczylam tylko, ze jesli on naprawde jest szczesliwy teraz, jesli jest pewien na 100%, jesli nie ma zadnych watpliwosci, jesli nie czuje do mnie nic, jesli uwaza ze NIE WARTO nawet sporobowac poznac sie troche od nowa (nie mowie nawet o wielkich powrotach), to ze ja mu dam wolnosc, tak jak za waszymi radami dalam mu ja nieoficjalnie w czerwcu. Nieoficjalnie ale tak naprawde to bylo dla mnie trudniejsze i wazniejsze, bo wtedy naprawde odszedl a ja musialam mu na to pozwolic, isc do innej, isc niewiadomo gdzie. Dla mnie zgoda na rozwod, po wszelkich probach ratowania zwiazku jest tylk obardziej formalna akceptacja odejscia meza. Zreszta niewazne. Pozwu narazie nie ma i ja ufam ze moze wcale go nei bedzie. Ale nie podoba mi sie takei stwierdzenie Lil, troche nawet ironiczne chyba, ze c chcialam osiagnac przypominajac mezowi o rozowdzie (to co, moze lepiej nawet tego slowa nie wypowiadac, to moze zapomni? - no badzmy powazni..... ) mal obrakuje a zasugerowalas mi Lil, ze prawie to zaproponowalam mezowi rozwod....


GDzie moje przeslanie jest calkiem inne i chyba dobrze o tym wiecie i maz rowniez wie, Do tego jest mezczyzna, wiec z nimi ponoc prosto trzeba, Wiec napisalam ja kczuje ,co mysle, jest to wyrazne - czego ja bym chciala. Wspomnialam tylk oraz rozwod, jako dokonanie rozstania - ze jesli bedzie przy tym obstawal to zeby sie nie martwil bo ja walczyc z nim nie zamierzam. Moze jestem prosta. Ale dla mnie to jest przejaw milosci - jesli naprawde potrafimy zyczyc komus szczescia. JA wiem, ze powinien byc przy mnie, ale jednoczesnie - to jest moja wiara, ok, ja powinnam trwac w przysiedze, bo JA TO ROZUMIEM. on najwyrazniej nie wierzy w to, nie ma takiej wiary, ale mimo wszystko jako czlowiekwoi ktorego kocham, zycze szczescia po ludzku. Moze dla Boga jest/ bedzie jeszcze lepszy niz ja? Nie mnie to oceniac. Moze nie jest z kochanka? Ja juz nic nie wiem, bo przestalam to sledzic tak bardzo. Moze jest sam, ale mnie nei kocha? Moze tak byc? No moze.

Zreszta, nie ma sensu chyba sie przekonywac, kazdy z nas ma jakies swoje poglady, ktore mimo wspolnej wiary, szacunku do forum, moga jednak sie troche roznic.

[ Dodano: 2013-12-16, 17:03 ]
po prostu sprobowalam jakos nawiazac z nim kontakt w tym meilu. Jakikolwiek, nawiazac dialog, powrocic do tematu 'nas'. W sposob delikatny, bo gdybym zapytala wprost - czy nie moglibysmy sporobwac jeszcze raz - to raz, ze to jest znowu proszenie go, dwa odbieranie JEMU tej szansy zeby sie psotarac, udowodnic, a dwa ze ja znam odpwoiedz na 100% na dzien dzisiejszy - gdybym zapytala - odpowiedzialby NIE. A tak, chociaz to ,ze ma mi cokolwiek do powiedzenia na ten temat ( ma odpisac, o czym mnie poinformowal) jest dla mnie czyms pozytywnym, Nawet jesli napisze to, co juz wiem przeciez - ze nie da sie, bla, bla, bla - jest to dla mnie jakis pozytyw ze wlasnie z jakis powodow postanwoil chociaz o tym 'porozmawiac'. Nawet jesli nie zmieni to nic na lepsze, po kontakcie jaki z nim teraz mam, uwazam ze na pewno nie zaszkodzilo to w zaden sposob.

Zreszta - to juz tak naprawde nie wiem co powinnismy robic wedlug Was tutaj zeby ratowac te malzenstwa. Modlitwy, prace nad soba - oczywiscie - ok, sa.

Ale tak po ludzku - czlowiek wyciaga do meza reke, bo nadazyla sie okazja, bo Bog mnie jakos tak natchnal, dal sile, schowal dume, dal odwage, a tu sie okazuje ze w sumie zle, ze niepotrzebnie, ze za 'milo' jest.

To jak tak po ludzku odbudowac jakkakolwiek relacje, kiedy nie mieszka sie juz razm, nie ma zadnego kontaktu - naprawde ma sie zdarzyc cud, ze po roku czy dwoch, gdzie nie ma dzieci wiec nawet sie czlowiek nei widzi, nagle maz stanie w w drzwiach i powie 'wrocilem'! albo powie ze wraca tak jak Grzegorz napisal - po 2 latach walki w sadzie?

No pewne rzeczy sa po prostu dla mnie mniej lub bardziej logiczne i prawdopodobne.


Aha - i na koniec. Napisalam, wspomnialam slowo rozowd - tak - ze nie chce walczyc o nic. Z drugiej strony - tak, przyznaje, jestem czlowiekiem i chcialabym zeby on cos zrozumial. Sama nie wiem jak bedzie naprawde jak ten pozew on zlozy, moze jednak tak od razu mu nie dam rozwodu, nie wiem, nie bede sie zapierac dpoki nei znajde sie w tej sytuacji. Ale nawet jesli mialoby to nim odrobinke zmanipulowac - bo wiem, ze jemu taka postawa na pewno wlasnie zrobi lepiej, niz takie kategoryczne moralowanie (nawet jesli moja idea jest wlasnie taka, zeby ratowac to malzenstwo), ale jak sami piszecie, na odchodzacych w tych momentach takie gadania nigdy nie dzialaja, to co? To to taka okropna zbrodnia ze napisalam to troche pod niego? Uwazam ze czasem powinniscie rozwazyc pewne przypadki bardziej indywidualnie. Mam wrazenie ze czasem jak ktos tylk owspomni slowo 'rozowd' w innym kontekscie niz wiekszosc, jesli cos wykracza chocy odrobine poza jakies przyejte przez Was standardy psotepowania z mezem/zona, to ze od razu krytykujecie. Kazda sytuacja jest jedna ktroche inna, kazdy czlowiek jest inny, wazne chyba ze idea i wiara ta sama.... pozdrawiam wszystkich.
 
     
landis85
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 18:42   

Lil napisał/a:
grzegorz_ napisał/a:
Po bojach w sądzie szansa z "małej" spada do "zerowej"

Skąd bierzesz takie statystyki?


nie rozumiem o jakich bojach jest mowa?
znam osobiście wiele osób z forum które miały rozwód a do końca były wierne przysiędze i nie zgodziły się na rozwód i nie usłyszałam z ich opowieści aby toczyły jakieś boje, wręcz przeciwnie czuły spokój, opanowanie i obecność Boga. Nawet kiedy świadkowie zeznawali nieprawdę - to nie zachwiało ich wiarą.

kiedysbylam napisał/a:
A jesli postanowi sie rozwiezc to dlatego bo sam, konsekwentnie bedzie tego chcial. i to on bedzie za to odpowiedzialny.


dokładnie, mąż chce? niech wystąpi, Sąd może da, może nie, ale każde z Was jest odpowiedzialne za swoje słowa.
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 19:13   

grzegorz_ napisał/a:

kiedysbylam napisał/a:

Dla mnie ta 'zasada' kiedy mimo wszystko ZNAM swojego meza, jest totalnie bez sensu - zarowno, ze zniszczyl by mnie on psychicznie, bo w jego mniemaniu robilabym mu na zlosc ( co jest dla mnie nawet logiczne ze tak by myslal), a dwa ze nigdy w zyci uwtedy nie zmienil by zdania. Teraz tez moze nie zmienic, musze sie godzic z tym ze moze jednak naprawde mnie juz nie kocha.


No właśnie.
Czy wojna w sądzie o rozwód ma poprawić relacje?
Przecież podczas takiej wojny ludzie zaczynają się nienawidzić.
Czy ktoś naprawdę myśli, że po takiej wojence procesowej trwającej rok, czy dwa małżonek skruszony wróci?
Proces rozwodowy (bez utrudniania) przecież i tak trwa kilka miesięcy więc nie można mówić, że małżonek nie ma czasu na refleksje.
Może lepiej rozstać się we względnym spokoju licząc że może kiedyś małżonkowi kiedyś piknie coś w sercu, jakieś wspomnienia dobrych czasów?
Po bojach w sądzie szansa z "małej" spada do "zerowej"



Grzegorz, Twoja sugestia/aprobata rozwodu jest sprzeczna z regulaminem forum (II p.6):
"6. Prosimy o nie usprawiedliwianie i nie promowanie - w jakiejkolwiek formie - rozwodów cywilnych dotyczących sakramentalnych małżonków, gdyż są one zgorszeniem i godzą nie tylko w inne sakramentalne małżeństwa, ale przede wszystkim znieważają przymierze zbawcze małżonków z Bogiem."
W związku z powyższym, ponieważ już wcześniej Cię ostrzegałem na PW, udzielam Ci oficjalnego upomnienia.

My w Sycharze uczymy się takiej mądrej i stanowczej miłości, która szanuje wolę Bożą i nie sprzeciwia się Bożemu zakazowi rozwodów, a jedynie służy prawdzie i miłości.
Wiara katolicka nie pozwala wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: „Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne”, natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Odmowa zgody na rozwód jest znakiem wierności Bogu i przysiędze małżeńskiej. Czy jeśli ktoś namawia mnie do przejścia ruchliwej ulicy na czerwonym świetle - to ja mam się na to zgodzić?

Jak z miłością nie zgadzać się na rozwód, można przeczytać w:

1. "Świadectwo Doroty – jak bronić małżeństwa?" - http://sychar.org/swiadec...nic-malzenstwa/

2. "Pełnomocnik ds. walki o Jedność Małżonków" - http://www.kryzys.org/vie...ighlight=#58689

3. "Dla tych, którzy kochają – propozycja wzoru odpowiedzi na pozew" - http://sychar.org/dla-tyc...iedzi-na-pozew/
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 19:32   

Twardy

Czy rozróżniasz
promowanie rozwodów np poradę "jak ci nie jest dobrze związku to się rozwiedź"
od refleksji , że "walenie głową w mur" nie ma sensu?
 
     
Lil
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 20:08   

grzegorz_ napisał/a:
To chyba dość oczywiste, że jak ktoś przez 2 czy 3 lata prowadzi wojny w sądzie to jest jasne, że jedyne czego chce to się wreszcie uwolnić od swojego procesowego przeciwnika.

Nigdzie na tym forum nie przeczytałam, by zalecano prowadzenie wojny. Stanowcza, spokojna odmowa i rzeczowe uzasadnienie swojej postawy, to nie jest atak. To jedynie przedstawienie swojego stanowiska, do czego każdy ma prawo.

kiedysbylam napisał/a:
Ale nie podoba mi sie takei stwierdzenie Lil, troche nawet ironiczne chyba, ze c chcialam osiagnac przypominajac mezowi o rozowdzie (to co, moze lepiej nawet tego slowa nie wypowiadac, to moze zapomni? - no badzmy powazni..... ) mal obrakuje a zasugerowalas mi Lil, ze prawie to zaproponowalam mezowi rozwod....

Nie było w tym ironii, tylko zdziwienie i niezrozumienie, dlatego zadałam pytanie.
Wg. mnie może być tak, że Twój mąż się waha (bo deklarował wcześniej, że złoży pozew, a jednak zwleka), a Ty przypominając mu ten temat mogłaś go ponaglić, by się z formalnościami pospieszył... Wcześniej pisałaś, że chce to jak najszybciej uporządkować, wywnioskowałam więc, że taki ma charakter, nie lubi z czymś zwlekać jeśli już postanowił...
Nie składało mi się to wszystko, dlatego zapytałam o Twoje motywy.
Do reszty maila się nie odnosiłam i nigdzie nie oceniłam tego, że w ogóle napisałaś. Być może była to dobra okazja i rzeczwiscie coś korzystnego Wam przyniesie. Mnie zastanowiło jedynie wspomnienie o rozwodzie.
Naprawdę dobrze życzę Tobie i Twojemu małżeństwu, nie wiem czemu podejrzewasz mnie o złośliwość.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 20:17   

twardy napisał/a:
.
My w Sycharze uczymy się takiej mądrej i stanowczej miłości,


No właśnie, mądra miłość i naiwna miłośc to chyba jednak nie to samo
 
     
krawędź nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 20:36   

Dobrze wypunktowane grzegorz.
Ale odpowiedź na pytanie, gdzie przebiega między nimi granica jest moim zdaniem niemożliwa.
Bo u każdego przebiega gdzie indziej. I nie zawsze przebiega tak samo.

I nie nam zza ekranu to stwierdzać.
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-16, 21:10   

kiedyśbyłam,ale ja nie krystykuję Twojej decyzji,bo to Twoje życie, Twoje sumienie, Twój mąz,Ty sama wiesz,co dla Ciebie lepsze.....protestowałem tylko przeciwko uświęcaniu rozwodu,jako czegoś,co ma być lepsze od trwania w swojej postawie,wręcz takiemu naginania wiary,słów Boga,Biblii, żeby wyszło,że Bóg tak chciał.......
i znowu tu robisz......
kiedysbylam napisał/a:
Ale tak po ludzku - czlowiek wyciaga do meza reke, bo nadazyla sie okazja, bo Bog mnie jakos tak natchnal, dal sile, schowal dume, dal odwage, a tu sie okazuje ze w sumie zle, ze niepotrzebnie, ze za 'milo' jest.


sama sobie dopowiadasz,że Bóg Cię natchnął.......dał siłę,żebyś zrobiła coś,czego On nie chce i czego jak sam powiedział nienawidzi? masz racje,że nas tutaj nie słuchasz,bo każdy ma swoje doświadczenia,ale może zajrzyj do Biblii,miast samej wymyślać usprawiedliwienia dla swojej decyzji,które ją uświęcają....serio myślisz,że od Boga pochodza myśli o rozwodzie?o dawaniu szczęścia na ludzki sposób?o zgodzie oficjalnej na cudzołóstwo?i tylko o to mi chodziło,a nie o Twoje motywacje i co chciałaś tym ugrać u męża............po prostu,żeby nie nadawać grzechom cech świętych,bo to bez sensu......w ten sposób można uświęcić każdą podłość,każde zło......wszystko sobie możemy wytłumaczyć,że Bóg może chciał,abym podjął taką a nie inną decyzję.........powtarzam,nie musisz nas słuchać,ale Pismo Święte można otworzyć i wyczytać wszystko,tak jak powinno być......chyba,że z Biblią też chcesz polemizować i tłumaczyć na własny sposób....na to już nic nie poradzę...........
kiedysbylam napisał/a:
Nie wstydze sie ze nigdy go nie skreslilam. Jednoczesnie nie blagam i nie plaszcze sie.


to Tobie się tak wydaje.........jeśli mąż powiedział Ci,że nie chce z Tobą być i podkreślił na spotkaniu,że podjął dobrą decyzję.....to jak ma odebrać Twój list z kolejnymi szansami i sugestiami?błaganie nie musi mieć słowa "błagam" w tekście,by było błaganiem.........

kiedysbylam napisał/a:
Do tego jest mezczyzna, wiec z nimi ponoc prosto trzeba, Wiec napisalam ja kczuje ,co mysle, jest to wyrazne - czego ja bym chciala.


no zgadza się.....jedyny komunikat,jaki on po prostemu i po męsku wyciągnie,to taki,że już się poddajesz,że zgadzasz się na rozwód,że dajesz zielone światło i że będzie miał spokój w sądzie....to wsio.............jeśli zaś chciałaś, by to go zmobilizowało do walki o Ciebie i decyzję o powrocie,to jednak chyba przeceniasz mężczyzn w dostrzeganiu drugiego dna w słowach...........

kiedysbylam napisał/a:
Uwazam ze czasem powinniscie rozwazyc pewne przypadki bardziej indywidualnie. Mam wrazenie ze czasem jak ktos tylk owspomni slowo 'rozowd' w innym kontekscie niz wiekszosc, jesli cos wykracza chocy odrobine poza jakies przyejte przez Was standardy psotepowania z mezem/zona, to ze od razu krytykujecie. Kazda sytuacja jest jedna ktroche inna, kazdy czlowiek jest inny, wazne chyba ze idea i wiara ta sama.... pozdrawiam wszystkich.


słowem cel uświęca srodki?nieważne,że manipulacją i podstępem,ale jak on przemyśli na chwilę życie i zrezygnuje z rozwodu,to będzie dobrze?uda się,albo i nie,ale tego typu metody nie są zgodne z naukami Chrystusa......nie wiem,jak może z czegoś złego (manipulacje,gierki),dobro wypływać........takie sztuczne fasady czegoś,co i tak się rozwali,bo na sztucznym własnie,oszukanym...........szczerość zawsze jest lepsza od manipulacji...........jeśli w głebi serca nie chcesz rozwodu,kochasz męża i chciałabyś by było jak dawniej,oraz,że jesteś w stanie dać mu szansę na naprawę małżeństwa,to takie komunikaty powinien jedynie mąż otrzymywać....stałe i niezmienne...........to tyle w kwestii "prostoty" myślenia facetów............

ja też nie przeżyłem gehenny w sądzie,chociaż mnie straszono,że jak powiem "nie", to będzie się ciągnęło,nie-żona też groziła,że będzie wyciągać brudy(mówiła to ze smutkiem niby,że nie chce mnie ranić)......ale nic takiego nie było,dało się przeżyć,do końca nie dawałem zgody na rozwód,nie mogłem inaczej......chociaż po ludzku wiedziałem,że i tak mnie rozwiodą i tak..........ale jak w tej sprawie byłbym chorągiewką,to i w innych też......trzeba mieć trochę szacunku do siebie.....i nie ulegac podszeptom,......na pewno nie Boskim..............pozdrawiam,szymon.
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-12-17, 08:27   

krasnobar napisał/a:
sama sobie dopowiadasz,że Bóg Cię natchnął.......dał siłę,żebyś zrobiła coś,czego On nie chce i czego jak sam powiedział nienawidzi? masz racje,że nas tutaj nie słuchasz,bo każdy ma swoje doświadczenia,ale może zajrzyj do Biblii,miast samej wymyślać usprawiedliwienia dla swojej decyzji,które ją uświęcają....serio myślisz,że od Boga pochodza myśli o rozwodzie?o dawaniu szczęścia na ludzki sposób?o zgodzie oficjalnej na cudzołóstwo?i tylko o to mi chodziło,a nie o Twoje motywacje i co chciałaś tym ugrać u męża............po prostu,żeby nie nadawać grzechom cech świętych,bo to bez sensu......w ten sposób można uświęcić każdą podłość,każde zło......wszystko sobie możemy wytłumaczyć,że Bóg może chciał,abym podjął taką a nie inną decyzję.........powtarzam,nie musisz nas słuchać,ale Pismo Święte można otworzyć i wyczytać wszystko,tak jak powinno być......chyba,że z Biblią też chcesz polemizować i tłumaczyć na własny sposób.

Krasnobar ale tak samo mało dorzecznym jest określanie że Bóg pragnie rozwodu,jak niedorzecznym jest zasłanianie tego wiarą.
Bóg nie chce i nie pragnie rozwodu-ale gdy widzi wyniszczające się małżeństwo, niekochających się małżonków , łamanie zasad przysięgi małżeńskiej przed Bogiem, gdy widzi długoletnie doprowadzanie do tego by małżeństwo miało powód
stanąć na roztajach dróg.
Być może daje nam KRYZYS....
Po co jest ten kryzys??
By wolna wola ludzka jaka Bóg szanuje-bez względu na to jaki będzie wybór ludzki
stała się dla człowieka DECYZJĄ.....
czy wybiera grzech, czy wybiera wierność sakramentowi.
Zostało powiedziane co Bóg złączy-człowiek niech nie rozdziela, a mimo to człowiek rozdziela i ludzie w sadach(patrz sędzia-rozdziela).
To jest krasnobar-wola każdego człowieka.
Co wybierze i jak w danej dla siebie chwili.
Dalej -każdy z nas ma szansę na nawrócenie , na ratowanie związku na pojednanie.
Jedni wybiorą to.. inni przez naście lat tego nie zmienia.
Jedne małżeństwa się uratują inne do końca żywota nie będą razem.
jedni małżonkowie do kresu życia pozostaną wierni przysiędze żyjąc w samotności, drudzy ich współmałżonkowie wybiorą grzech drugie związki, konkubinat, lub także życie w samotności.
To jest wszystko wolną wolą i czy nam się podoba ta wolna wola drugiego, czy nie jest według nas czymś co powinien aprobować Bóg.
To jest to wciąż ludzka wolna wola jaka jest przez Boga szanowana.
Zatem nie uświęcajmy czasami własnych działań w zakresie ratowania małżeństwa, nie nadajmy im magii wiary jaka w naszym pojęciu zazwyczaj jest wypaczona poprzez doświadczenia i głuchotę na inne słowa -pewnie jakich nie chcemy słyszeć.
Tylko pozostawmy to co będzie działo się z małżeństwem
1.czasowi
2.woli
3.Bogu
Bo każdy z nas wie że Bóg jest wszechmogący-w każdej chwili ,w każdej minucie wszak może uratować nasze małżeństwo.
A jednak tak się nie dzieje i proces trwa latami, czasami nigdy.
Zatem nie jest tak do końca :
jak brzmi tu czasami piękna nuta sycharu.
Dla Boga nie są potrzebne krzyki, nie są potrzebne forumowe deklaracje, nie są potrzebne oświadczenia.
Ważne jest dla Niego-to co mamy w sercu, to co widzi prawdziwego i nie musi słyszeć zapewnień.
To tak jak z małżeństwem i miłością.
Kiedy się czuje że jest się kochanym i kiedy się naprawdę kocha-to nie trzeba słów i codziennych zapewnień kocham cię
To po prostu się wie.

krasnobar napisał/a:
ale jak w tej sprawie byłbym chorągiewką,to i w innych też.

Właśnie i aby nie być chorągiewkami na tym wietrze trzeba szanować wszystko,nie tylko to co według nas winno być szanowane
i myślę że o coś takiego chodziło Grzechowi co wcale nie jest ani aprobata, ani
popieraniem rozwodów
a jedynie czymś o czym mówi sam KK;

Jeśli rozwód cywilny pozostaje jedynym możliwym sposobem zabezpieczenia pewnych słusznych praw, opieki nad dziećmi czy obrony majątku, może być tolerowany, nie stanowiąc przewinienia moralnego.

PG 31, 849 D - 853 B).

KKK 2386 Może zdarzyć się, że jeden ze współmałżonków jest niewinną ofiarą rozwodu orzeczonego przez prawo cywilne; nie wykracza on wówczas przeciw przepisowi moralnemu. Istnieje znaczna różnica między współmałżonkiem, który szczerze usiłował być wierny sakramentowi małżeństwa i uważa się za niesłusznie porzuconego, a tym, który wskutek poważnej winy ze swej strony niszczy ważne kanonicznie małżeństwo (Por. Jan Paweł II, adhort. apost. Familiaris consortio, 84).


Twardy znów zbyt pochopnie reagujesz :-/
:-/ :-/
Czasami warto robić takie
Prrrrrrrrrrrrrrr.........własnym emocjom

[ Dodano: 2013-12-17, 08:44 ]
twardy napisał/a:
natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

I owszem kiedy to my jesteśmy piewca i sprawca rozwodu
a nie ofiarą -a to trzeba umieć rozróżniać i o tym mówić.
Inaczej jesteśmy zwykłymi manipulatorami mówiącymi ludziom że na skutek własnej bezsilności ,ulegamy procesowi rozwodowemu
To żyjemy w grzechu.
Widzisz twardy różnicę ????

[ Dodano: 2013-12-17, 08:55 ]
kiedysbylam napisał/a:
jak ktos tylk owspomni slowo 'rozowd'

Wiesz czemu kiedysbyłam????
Bo "rozwód" to słowo ukochane dla szatana,
to on powoduje lęk i strach dla tego słowa.
Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych-dla niego jest możliwe i to zmartwychwstanie
małżeństwa po rozwodzie...............
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9