Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
pokój serca
Autor Wiadomość
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-08, 12:35   pokój serca

Witajcie!!!

Postanowiłam opisać od nowa moją historię drogi do zbawienia :->

Dziękuję za wszystkie słowa krytyki. Chyba mi to bardzo pomogło, choć potwornie bolało....

We wrześniu będziemy świętowali 5 rocznicę ślubu :mrgreen:

Ponad 7 miesięcy temu tuż przed urodzeniem naszej pierworodnej córki zawalił mi się świat.

Mąż mi wyznał, że od około roku mnie zdradzał....

Było bardzo ciężko...

Dziś wiem, że nieprzypadkowo Bóg postawił nas sobie na drodze. Wierzę, że moja relacja z Bogiem miała przyciągnąć mojego męża do Boga.

Wczoraj obejrzeliśmy wspólnie "Ognioodpornych". M podziękował mi za film i zapytał czy się razem zestarzejemy? :lol:

Przez ostatnie 7 miesięcy w moim życiu nastąpiło mnóstwo cudów. Począwszy od mojego serca, które tak mocno zapragnęło Boga jak nigdy dotąd, a skończywszy na moim mężu, który sam juz wie, że skoro niedziela to i do kościoła trzeba iść. Sam z siebie zaczął się modlić, chodzić do spowiedzi (oczywiście z Bożą pomocą, ale ja mu już nie gderałam co powinien, sam zrozumiał).

W ogóle go nie poznaję....

Jeśli oglądaliście "Ognioodpornych" to wiecie co znaczyła łódź dla tego mężczyzny. To samo znaczył motocykl dla mojego M (sprzedał go).

Mogłabym jeszcze bardzo długo opisywać co się zmieniło w naszym życiu...

Wiem, że jeszcze dużo pracy przede mną, ale już się nie boję. Jestem pewna jak nigdy, że pokonamy wszelkie trudności, bo jest z nami Jezus i Maryja moja ukochana Matka.

Jedno jest pewne teraz idziemy we właściwym kierunku RAZEM i to wszystko dzięki Bogu, który tak bardzo nas ukochał.

Chwała mu za to!!!!!!!!!

Jezus żyje!!!! w nas!!!! w naszym domu!!!!!!!! w naszym małżeństwie!!!!

Tak na prawdę dopiero teraz zaprosiliśmy Go do środka wcześniej stał przed drzwiami i czekał na nas....

Jezu wybacz, że tak o Tobie zapomnieliśmy.....

Niech moja historia będzie nadzieją dla tych, którzy przeżywają trudności i nie mają nadziei.

Uwierzcie wszystko trzeba oddać Bogu, On jest najlepszym lekarstwem i zaufać mu!

Tylko z Bogiem wszystko można naprawić

Mirakulum, Ela Katalotka72, Róża, Nałóg dziękuję Wam. Pisaliście takie ważne rzeczy, a ja tego nie widziałam. Dostrzegałam same negatywy. Wiem, że to szatan uderzył po raz kolejny w moje słabe punty, on najlepiej wie czym zranić człowieka i pokazać, że nie warto starać się.
Już wiem, że modlitwa uleczy mnie ze wszystkich mych bolączek ;-)

Z Bogiem
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-08, 13:39   Re: pokój serca

niezapominajka8 napisał/a:

Uwierzcie wszystko trzeba oddać Bogu, On jest najlepszym lekarstwem i zaufać mu!


Może to złośliwe, ale działać też trzeba, prawda?
niekoniecznie wydzwaniać do tej/tego trzeciego, ale mężem/żoną trzeba wstrząsnąć.
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-08, 17:46   

grzegorzu życzę Ci dużo pokoju w sercu
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-08, 19:23   

Ja Tobie też życzę spokoju duszy i szcześcia w rodzinie
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-21, 18:16   

Pewnie to co napiszę zostanie uznane za złośliwie.

Czytałem piersze posty niezapominajki i jakoś inaczej one brzmiały.
Nie było nic o pokoju serca i spokoju ale pełno w nich złości i jadu, zwalania winy za zdradę na kochankę, oczyszczanie mężą, nieścisłości co do ciąży tej kobiety, była w ciąży, potem pisanie, że a może jednak nie była, potem że mąż kochanki ciążę potwierdził a to porządny człowiek, ale mimo to może jednak ona nie była w tej ciąży ( to pewnie okoliczność łagodząca dla zdradzającego)...

Takie życzenia a nie fakty wynikające z tego co sama autorka pisała.
Bo sama napisała, że mąż kochanki z nia nie sypiał ( małżeństwo układ) a potwierdził jej ciążę, a potem jeszcze dodała, że kochanka kłamała w rozmowie i jej mąż o zdradzie nic nie wiedział.
To niby jakim cudem nie wiedział o zdradzie a o ciąży wiedział ???
Bez sensu to.

No i opowieść o usuniętym dziecku które mimo, że mąż niezapominajki jeżdził z kochanką
usuwać nie obciąża jego sumienia.
Dla mnie sam pomysł i pragnienie usunięcia jest grzechem, a fakt usunięcia dziecka kochanki by ich małżeństwo znów "zakwitło" jest wręcz ..... :(

Chyba jednak naprawdę jak napisał Grzegorz trzeba tym mężem dobrze wstrząsnąć skoro
trzeba go i postraszyć i prawnikami i pojechać do kochanki do pracy by jej i jemu pokazać swą złość.
Może dlatego ten mąż się zmienił, choć tu akurat trudno uwierzyć w trwałą zmianę.
Chyba z powodu tego braku logiki posty niezapominajki są usunięte.
Zostały jednak komentarze tych którzy je przeczytali.
A oni jednak skomentowali to co najważniejsze w tym - najsmutniejszy los tego usuniętego dziecka.

I to że jego śmierć najwidoczniej nie obciąża niczyjego sumienia.
Ani męża ani kochanki.
Oczywiście niezapominajka nie pisała czy kochanka wykonała aborcję czy poroniła ale pisała, że razem jeżdzili by go usunąć ale tego nie zrobili... i jeśli kochanka powiadomiła ją o ciąży to chyba jednak kochanka nie chciała dziecka usuwać.
Tak jak i chciała by mąż niezapominajki uczestniczył w jego wychowaniu.
Tu akurat muszę się zgodzić z niezapominajką i uważam, że to nie jest dobbry pomysł.
Wychowanie wspólne w tej sytuacji może uczynić więcej złego niż dobrego.


Ale może jednak mąż jest trochę odpowiedzialny za to dziecko?
To, że dziecko spłodził chyba obligatoryjnie rodzi odpowiedzialność za nie.
Nawet jeśli to dziecko nie ze związku małżeńskiego to są inne drogi rozwiązania - NIE ABORCJA.
Nawet jeśli go nie chciał, mógł ( a nawet powinien ze względów prawnych) zainteresować się tą ciążą, płacić na jego utrzymanie dziecka.
Tak ale teraz i nie ma dziecka i nie ma problemów.
Można odetchnąć z ulgą.
Ech, samo życie.
Ja jednak nigdy nie powiem, że aborcja jest dobrym pomysłem by ułatwić komuś dalsze życie bez bagażu.
Nawet myśl o aborcji jest grzechem.
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-21, 19:05   

przemekfrank napisał/a:
Pewnie to co napiszę zostanie uznane za złośliwie.

Czytałem piersze posty niezapominajki i jakoś inaczej one brzmiały.


Całe forum jest dowodem na to, że ludzie się zmieniają. Często na lepsze. Jeśli tak jest w przypadku niezapominajki, to należy się tylko cieszyć.

Jeśli chodzi o wywód o aborcji. Z tego co zrozumiałam z poprzednich postów niezapominajki - wywnioskowałam, że tamta kobieta mogła kłamać w temacie ciąży. I osobiście - nie znając faktów - wolę zakładać, że ktoś skłamał chcąc zranić, niż wywalać stosy kamieni na grzesznika, który może jednak grzechu aborcji nie ma na sumieniu.

Pogody Ducha!
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-21, 19:59   

Nirwanna

Ale ja naprawdę nie rzucam kamieniami w grzesznika.

Tylko stwierdzam, że niezapominajka trochę kreuje swoją rzeczywistość.
Opisywanie tej historii sprzecznie lub zgoła całkiem od nowa, usuwanie tego co napisała tylko tego dowodzi.
Czasem chcemy wierzyć w najbardziej sprzyjający dla nas bieg wydarzeń a nie w to co jest.
I wolimy zakładać, że ktoś inny jest bardziej winien, ktoś inny okłamał - tak jest łatwiej, oczywiście.
Tyle, że takie nastwienie nic właściwie nie daje.
I opisywanie, że ktoś jest tak bardzo zły nie poprawia naszego wizerunku.
Tak jak i to że jeśli nam wyrządzono krzywdę to nas usprawiedliwia do wyładowania się na kochance w pracy, liczeniu jej dni płodnych lub innych zgoła czynach.

Co do tematu aborcji to jasna sprawa kochanka mogła skłamać.
Ale po co? Z z zemsty? Oczywiście, że to możliwe ale to podobno kobieta starsza,po chorobie nowotworowej.
Ja z postów i tego w jaki sposób zostały napisane odniosłem inne wrażenie niż ty.
Mnie przekonuje świadectwo męża kochanki który tą ciążę potwierdził autorce.
Nie znamy oczywiście wszystkich faktów ale po co mąż kochanki miałby potwierdzać tą ciążę nie mogę sobie wyobrazić.
Jestem mężem, zdradzonym i nie umiem sobie wyobrazić w jakich okolicznościach mógłbym potwierdzić ciąże mojej żony, żonie jej kochanka.
Mężczyżni nie bawią się w takie zagrywki.


Ja zresztą nie ukrywam, że dla mnie temat tej ciązy,jest najbardziej bulwersujący ( są tu i powody osobiste niestety).
Nie uważasz, że samo planowanie usunięcia dziecka jest już ciężkim grzechem, wycieczki w tym celu?
A gdzie odpowiedzialność za własne czyny w tym.
Dla mnie jest to najbardziej smutne.
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-21, 20:49   

przemekfrank napisał/a:
Ale ja naprawdę nie rzucam kamieniami w grzesznika

Ja odbieram Twoje słowa jako rzucanie.
przemekfrank napisał/a:
Nie uważasz, że samo planowanie usunięcia dziecka jest już ciężkim grzechem, wycieczki w tym celu?

Jest to zło, ale w tym przypadku nie gdybam i nie oceniam konkretnych osób, bo nie wiem jak było. Zwłaszcza że tych osób nie ma na forum i nie ma jak zweryfikować. Sugeruję to samo.
przemekfrank napisał/a:
temat tej ciązy,jest najbardziej bulwersujący ( są tu i powody osobiste niestety).

Psychologia nazywa to mechanizmem przeniesienia lub projekcji. Warto wiedzieć, czemu tak reaguję na to konkretne zdarzenie. I co mogę z tym zrobić, bo ten mechanizm często daje reakcję nieadekwatną do dziejącej się rzeczywistości.
Pogody Ducha!
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-21, 21:33   

Nirwanna

"Ja odbieram Twoje słowa jako rzucanie" - chyba to też i twoja ocena mnie i moich słów

Jednak każdy ma prawo do subiektywnych opinii oczywiście.
Jeśli tak odbierasz moje słowa to trudno. Nie to było moim konkretnym celem co wydaje mi się dość obrazowo wytłumaczyłem.

Nadal pozostanę przy swoim, że aborcja jest grzechem niewybaczalnym (ekskomunika) i sama myśl o niej, planowanie jest grzechem ogromnym.
A w pierwszych postach jak pewnie pamiętasz jakei napisała niezapominajka o tej ciązy, czy była, usunięciu lub nie, złości i obwinianiu wszystkich a nie męża, złości na kochankę było dość sporo i na podstawie tego i w jaki sposób zostało opisane wyrobiłem sobie moje zdanie. Patrząc po komentarzach innych nie tylko ja takie odniosłem wrażenie. Nie bronię się, tylko wyjaśniam Ci me wnoski.


A co do tego jak reaguję na usuwaniecie ciązy to doskonale wiem czemu tak mnie to dotyka.
Ale nie będę o tym pisał bo to dla mnie trudny temat.
Jeśli chodzi o termin projekcji i podłoże psychologiczne to dość dużo o tym wiem ( mój brat
jest terapeutą i sporo o tym rozmawiamy) i z moim problemem muszę się sam uporać.
Naprawdę sporo wiem o mechaniżmie zdrady i o sposobie radzenia sobie ze zdradą.
I na pewno nie jest to bagatelizowanie problemów i uwierzenie w to co chce się uwierzyć.
To zbyt duże uproszczenie jednak.

Oczywiście to, że sporo wiem o tym nie oznacza, że umiem przenieść to w praktyce do swojego małżeństwa.
A może dla mnie jeszcze za wcześnie na to.
Pozdrawiam
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 17:59   

przemekfrank w co ty wierzysz?????

posty usunęłam, bo rzeczywiście nie było w nich nic wartościowego. cała beznadziejna sytuacja, w której już sama nie wiedziałam co jest prawdą, a co nie.....

tak masz rację siałam jadem, złością i samymi najgorszymi emocjami, ale jak zaczęłam na to patrzeć waszymi oczami zauważyłam, że mój mąż się zmienia i mam przestać wracać do przeszłości. ważne jest tu i teraz. ważna jest przyszłość....

a kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci.....

mam wrażenie, że mi zazdrościsz, że mój mąż zmienił się....

czemu Cię to dziwi????????

i nie zabawiaj się w Pana Boga, Bo to On nas rozgrzesza.... tylko On zna nasze serca.....

Przemku z całego serca życzę Ci tego pokoju, który ja uzyskuję. życzę każdemu, aby jego współmałżonek ocknął się i powiedział STOP grzechom....

Z Bogiem
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 20:58   

Niezapominajko

A dlaczego myślisz, że Ci zazdroszczę "zmiany" męża?
Jak najdalszy jestem od uczucia zazdrości.
Jeśli ta " zmiana" jest NAPRAWDĘ prawdziwa to gratuluje Ci.

Po prostu czytając twoje posty (sposób ich napisania ma tu duże znaczenie) nie sposób wyrobić sobie jakiejś opinii.
I złość i jad z jakim piszesz to nic wobec twojej postawy - kochanka była zła, starsza i brzydka a ja jestem piękna, mądra i inteligentna.
Ja mam prawo do napadów złości i oceniania ludzi bo ja zostałam skrzywdzona.
Oczywiście, że jesteś skrzywdzona (nikt temu nie zaprzecza) ale nie każdy tak reaguje na krzywdę jak ty, nie każdy wpada w szał i jeżdzi do kochanki i liczy jej dni płodne i niektóre osoby mogą negatywnie odbierać sposób w jaki to opisujesz.
Chyba to normalne, że czytając takie historie w jakiś sposób odnosimy sie do ludzi tam opisanych.
I nie mam na myśli oceny tej osoby.
Wyrażenie swojego zdania to nie kamienowanie to po prostu rozmowa dorosłych ludzi.


A czemu mnie dziwi ta zmiana pytasz?
Widzisz ja wierzę, że człowiek się może zmienić.
Ale taka zmiana prawdziwa jest nieczęsta (statystyka) i naprawdę wymaga skruchy, żalu zdradzającegi i czasu i prawdziwej walki ze sobą tej osoby.
Nie mówię o żalu i złośc, że zdrada się wykryła ale żalu, że zdrada zaistniała.
To nie jest kwestia 2-3 miesięcy, pół roku żeby stwierdzić, że druga osoba zmieniła się o 380 stopni.
Sama zdrada trwała dłużej niż okres zmiany???
Równie dobrze może to być gra tej osoby ( a zdradzacz to naprawdę świetny aktor).
Osoba która zdradza ryzykuje wszystko dla zdrady. Gdy zdrada się wykryje to automatycznie broni swojego terytorium i zawsze będzie chciał ocalić jak najwięcej dla siebie. Strach przed napiętnowaniem otoczenia, rozwodem, stratą wszystkiego to potężny czynnik do takiej walki o wszystko właściwie.
Z rozwodem zdradzający traci wszystko, dom, rodzinę, dzieci, stabilizację i dobrą opinię a więc wszystko co ważne. Tak więc oczywiste, że będzie o to walczył wszelkimi sposobami.
Przecież gdy nas zdradzał też wymyślał najbardziej wiarygodne kłamstwa by być z kochanką/kiem i mówił je nam prosto w oczy ( a my zwykle wierzyliśmy).
Sama odpowiedz czy wierzyłaś mu wtedy gdy kłamał ?
Nie mówię, że tak jest w 100% ale mam dostęp do bardzo dobrego żródła badań psychologicznych ( brat terapeuta rodzinny) i takich walczących o wszystko ( a nie prawdziwie żałujących) jest około 82% ( mówię o zdradzających którzy prowadzili podwójne życie i mieli długofalowe związki pozamałżeńskie).
W przypadku zdrady pojedyńczej statystyka jest zupełnie inna ale tu aspekt zdrady dotyczy tylko sfery fizycznej a nie emocjonalnej. Jednak zwiazki długotrwałe dotyczą bardziej zdrady emocjonalnej a w drugiej kolejniści fizycznej. Nie ma się co oszukiwać to już są wiezi emocjonalne które budują kochankowie.
Nie są to jeszcze materiały publikowane i oczywiście anonimowe ale naprawdę wiele można z nich wywnioskować.
To tylko statystyka oczywiście ale trochę do mnie przemawia.
Powtarzam nie koniecznie jest tak u Ciebie ale...
Sama musisz ocenić do czego jest zdolna taka zdradzająca osoba -twój mąż, do rocznego romansu, kłamstw, oszustw, ryzykowania rodziny, żony, nienarodzonego dziecka, podeptania związku małżeńskiego i własnej wiary, dzielenia życia ( zdrada emocjonalna ) na 3, a nawet do myślenia o aborcji własnego dziecka...
Trochę to mówi o skali wartości człowieka.


Masz bardzo autorytatywne sądy niezapominajko. Było tak, teraz jest tak...
Kochanka była zła. Ty jesteś dobra. Ona brzydka, ty ładna. Ona stara ty młoda ( czemu zatem romans trwał rok skoro to taka osoba bez niczego ciekawego, ładnego???).
Kochanka kłamała a twój mąż mówił prawdę. Ona ciągle zdradzała a twój mąż
już nie i on się zmienił o 360 stopni a ona pewnie ciągle to robi.
Pewnie też dostała niezłą lekcję po romansie zakończonym ciążą i aborcją.
Takie czarne i białe to tylko dla ciebie.
A w życiu różnie bywa i niestety nie zawsze ktoś jest tylko zły a ktoś całkowicie dobry.
No i co do tej zmiany to naprawdę nie jest ona taka oczywista.
To za krótki okres czasu by to stwierdzić.
A może jednak adwokaci, intercyza to niezły sposób by wstrząsnąc mężem.
Tyle czy taka zmiana jest pozorna czy prawdziwa i trwała.........

Oczywiście możesz zarzucić mi sceptycyzm i cynizm ( nie jestem cynikiem) ale mam już 18 lat
małżeństwa za sobą, dwukrotną zdradę żony, jej kilkakrotne kontakty z kochankiem po wykryciu zdrady i sporo jej udanych prób okazania mi żalu, zapewnień że to już się nigdy nie wydarzy, rozmów i zapewniania że jesteśmy najważniejsi a nawet podziale majątku czy gróżb i
straszeniem rozwodem a potem kolejnych spotkań z kochankiem i moich rozczarowań.
Może po prostu popatrz na to z dystansem i poczekaj dłuższy okres aż będziesz całkowicie pewna zmiany.
Życzę ci prawdziwej zmiany męża.
Pozdrawiam
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 22:44   

Przemkuf większość zdradzonych bierze za dobrą monetę wyjaśnienia, wszelkie deklaracje zdradzających, chce jak najszybciej zapomnieć, często zamieść pod dywan, trupy powkładać do szaf i znów się bawić w cudowne rodziny.
Owszem, zdradzający jako mistrzowie wszelkich pozorów często odbijają piłeczkę i urządzają zdradzonym taki spektakl, zresztą ku ich uciesze. Zdradzeni sami siebie oszukują, że oto tym razem, to już prawda najprawdziwsza, często potwierdzana spowiedzią dla uczynienia swojej zmiany bardziej wiarygodną , sakramentem, udziałem w rekolekcjach itd. Wszelkie chwyty dozwolone, byleby kreacja zdradzającego okazała się przemawiać swoim realizmem.
Ktoś sprzedaje złudzenie po to by kupić je mógł ktoś. Odwieczny spektakl.
Zdradzony podchodzi zazwyczaj do naprawy związku po zdradzie życzeniowo, rzadko ma to cokolwiek wspólnego z realną oceną zdradzającego małżonka, jego czynów.
W większości zdradzeni przekładają całą winę na kochanki lub kochanków, zapominając o udziale swoich małżonków. Tutaj widać jak dalece ich oceny sytuacji są nierealne.
Oczywiście zdarzają się zawrócenia zdradzaczy z takiej drogi, spektakularne poprawy, wielki żal ale nie u tych, którzy trwali w równoległych związkach długo, lub u recydywistów.
Takie postawy mają przyczynę w konstrukcji psychicznej, charakterze, niskim poziomie wrażliwości, egoiźmie, nawet braku empatii, skłonności do trwania w kłamstwie, pokrywającym wszelkie niegodziwości wyrządzone bliskim.
Takie gierki na dłuższą metę są nie do wykonania dla normalnie funkcjonującego człowieka.
Masz rację, tylko czas może pokazać czy zmiana jest trwała i czy zdradzający zmienił się prawdziwie, czy tylko ubrał inną szatę by ponownie wprowadzić w bład małżonka. Trzeba pamiętać, że to mistrzowie manipulacji.
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 23:51   

Kenya

""większość zdradzonych bierze za dobrą monetę wyjaśnienia, wszelkie deklaracje zdradzających, chce jak najszybciej zapomnieć, często zamieść pod dywan, trupy powkładać do szaf i znów się bawić w cudowne rodziny.
Owszem, zdradzający jako mistrzowie wszelkich pozorów często odbijają piłeczkę i urządzają zdradzonym taki spektakl, zresztą ku ich uciesze. Zdradzeni sami siebie oszukują, że oto tym razem, to już prawda najprawdziwsza, często potwierdzana spowiedzią dla uczynienia swojej zmiany bardziej wiarygodną , sakramentem, udziałem w rekolekcjach itd. Wszelkie chwyty dozwolone, byleby kreacja zdradzającego okazała się przemawiać swoim realizmem.
Ktoś sprzedaje złudzenie po to by kupić je mógł ktoś. Odwieczny spektakl.
Zdradzony podchodzi zazwyczaj do naprawy związku po zdradzie życzeniowo, rzadko ma to cokolwiek wspólnego z realną oceną zdradzającego małżonka, jego czynów ""



Piszesz dokładnie to co myśle !!!!!!!!!!!


A najsmutniejsze jest chyba to, że osoba zdradzana jest tak bardzo uzależniona od
zdradzającego, że uwierzy we wszystko co jej powie.
Byle to było w ładnej formie, byle ich tylko zapewniono, że to był bład zdradzającego, epizod nic nie znaczący, że tylko ich prawdziwie kochają i są wielką miłością ich życia a tamto wszystko co było to nieważne, ważne tylko co jest teraz.......
Mimo że, poznają fakty dotyczące zdrady, poznają prawdziwy charakter i moralnośc zdradzającego.
Od takiego rozumowania po prostu opadają mi ręce.

Jak osoba która była długotrwale zdradzana, jej współmałżonek prowadził podwójne życie może wierzyć, że to nic dla niego nie znaczyło ???
To po co to robił dla zabawy?
I co, to był tylko błąd a teraz na nowo poznał jak wspaniałą ma żonę/męza i znów się zakochał?
To standartowa mowa zdradzacza.
Zdradzający chce w to uwierzyć. I mimo, że wszyscy wkoło widzą co innego on i tak uwierzy zdradzającemu. Nie przyjmie do wiadomośći, że jest inaczej i może się mylić.

Zdrady długotrwałe przecież rodzą więzi emocjonalne o wiele silniejsze niż sex.
Początkiem zdrady jest fascynacja drugą osobą, nienasycenie fizyczne ale też i ciągły niedosyt tej osoby, jej bliskości i długich rozmów z nią, spędzanie czasu i uczucie tęsknoty za obiektem marzeń zdradzającego...
Jeśli zdrada nie skończy się po tym etapie ( u mężczyzny przeciętnie 2 mi do 3 miesięcy, u kobiet nawet 6,7 miesięcy) to nie ma się co łudzić przeradza się w pewnego rodzaju związek a tego już lekceważyć nie można.
Zdradzający ryzykuje dla romansu i kochanka WSZYSTKO !
Nie oszukujmy się ma gdzieś uczucia współmałżonka, dzieci, rodziny, to zdrada nim wtedy rządzi.

Dlatego tak sceptycznie podchodzę do prawdziwej zmiany zdradzającego, zwłaszcza kogoś
kto miał wielomiesięczny romans i na co dzień przyzwyczaił się do kłamstwa nawet w najprostszych codziennych sprawach.
To wieczne kręcenie, kłamstwa, wykręty byle tylko więcej czasu spędzić z kochankiem, by z nim porozmawiać jak tylko się wyjdzie z domu...
Dla takich ludzi kłamstwo to już druga natura.

A osoba która była zdradzana i widziała i wie ( zna szczegóły zdrady, często widziała korespondencje romansowej pary) już do czego zdolny jest zdradzający i miała niezła próbę jego talentów aktorskich daje się znów złapać na te sztuczki....
Bagatelizuje zdradę, przenosi winę za zdradę na kochanka/kę a oczyszcza męża.
Bo przecież on się zmienił, przecież do kościoła chodzi i do spowiedzi i w domu siedzi i z dziećmi się bawi .......
No i teraz jest tak cudownie przecież....

"Oczywiście zdarzają się zawrócenia zdradzaczy z takiej drogi, spektakularne poprawy, wielki żal ale nie u tych, którzy trwali w równoległych związkach długo, lub u recydywistów.
Takie postawy mają przyczynę w konstrukcji psychicznej, charakterze, niskim poziomie wrażliwości, egoiźmie, nawet braku empatii, skłonności do trwania w kłamstwie, pokrywającym
wszelkie niegodziwości wyrządzone bliskim"

Dokładnie.
Oczywiście, że zdarzają się nawrócenia zdradzaczy ale im dłuższy okres zdrady i bardziej pefidna zdrada tym mniejsze prawdopodobieństwo, że zmiana jest prawdziwa a tym większe, że jest to właśnie zmiana udawana. Udawana na wielką skalę, bo wtedy bardziej wiarygodna przecież. Wolna amerykanka - wszystkie chwyty dozwolone.

Tylko czas może to pokazać czy zmiana jest prawdziwa.
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-23, 11:31   

dokładanie czas wszystko pokaże...

już nie jest tak jak było. już go nie wyręczam i wielu innych rzeczy nie robię, które kiedyś robiłam. nie tylko on się zmienił, ale i ja i to bardzo. postawiłam bardzo wielu ultimatów...

uwierz mi, nie jest mi łatwo. codziennie ciężka praca nad sobą i tym co ja sobie obiecałam, a bardzo dużo obiecałam....

Przemku uważasz, że ja jestem naiwna?
dokładnie pamiętam co wybaczyłam.
Musiałbyś poznać dużo więcej szczegółów, żeby zrozumieć co tak na prawdę wydarzyło się w naszym życiu.
to co się wydarzyło owszem nie musiało kończyć się romansem, bo ja też czułam się niekochana i przeciążona obowiązkami, ale jakoś w ręce kochanka nie poleciałam i tego nie zrozumie nigdy

poza tym czy potrafisz się odciąć od tego co wcześniej pisałam? chyba nie, bo ciągle wracasz

powiedz co w takim razie powinnam robić :?:

zlikwidować konto i wrócić za rok i opowiedzieć jak wygląda moje życie????

mam przez następny rok, dwa, trzy, pięć, dziesięć itd. chodzić z posępną miną i śledzić męża, każdy jego ruch....

jak będzie chciał mnie ponownie zdradzić to to zrobi i koniec. nie mam na to wpływu. nie zamierzam go pilnować

chcę się cieszyć tym co mam teraz i korzystać z tego. tylko z tego co piszesz, nie powinnam się niczym cieszyć zwłaszcza chwilową wg. Ciebie zmianą męża....
więc jaką masz radę dla mnie co powinnam wg Ciebie?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10