Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Milosc nigdy nie ustaje? kolejny koniec malzenstwa
Autor Wiadomość
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 09:05   Milosc nigdy nie ustaje? kolejny koniec malzenstwa

Witam wszystkich serdecznie.

Chcialabym opisac Wam swoja historie, wierzac ze pomoc i wsparcie dobrych ludzi moze zdzialac cuda i naprawde pomoc. Pomoc przetrwac to wszystko godnie....

Jestem mloda osoba, mam dopiero 26 lat, moj maz 32. Bylismy i mieszkalismy razem przez 5.5 roku, malzenstwem jestesmy od 2.5.

5.5 roku temu wyjechalam za granice i to tu poznalam meza. Mimo swojego mlodego wieku, zawsze bylam osoba bardzo dojrzala emocjonalnie, majac 21 lat na obczyznie zaczelam prace na pelen etat, konczac rownoczesnie studia w Polsce, potem tutaj w Anglii. Zakochalismy sie w sobie i tworzylismy naprawde dobrana pare. Pomimo jakis przeciwnosci losu (ja przez 1 rok,2 bardzo chcialam wracac do kraju), zawsze sie dogadalismy i ja pomalutku zakceptowalam zycie tutaj, wlasnie dlatego co chcialam byc z nim, bylam szczesliwa, a zycie we 2 to przeciez kompromisy. Zostawilam wiec wszystko za soba, cale zycie w Polsce i bylam tutaj, razem z nim. Mieszkalismy razem przez 2 lata, cudowne chwile - szalenstwa mlodosci polaczone z codziennym, normalnym zyciem we 2 w 1 pokoju. Pranie, sprzatanie, gotowanie, rachunki, praca. Prawdziwe zycie, w ktorym dogadywalismy sie swietnie. Nie, ze nie bylo zadnych klotni - oj, byly i to wiele, ale to przeciez normalne. Calkosztalt byl taki, ze bylismy OBOJE naprawde szczesliwi, po 2 latach maz mi sie oswiadczyl. Sam z siebie, nikt o tym nawet nie wiedzial, zadnej presji, zadnego namawiania, po prostu szczera milosc i jego wlasne checi. Kolejny rok minal na przygotowaniach do slubu, ktorego tez on chyba bardziej chcial niz ja. Mam na mysli ze ja nie myslalabym ze w niecaly rok po zareczynach bede juz mezatka, ale on to wszystko inicjowal jakos, dawal mi sile i wiare ze damy rade, no i tak sie tez stalo. Tak wiec po 3 latach zwiazku i mieszkania razem bylismy malzenstwem. Boze moj, ludzie nie mogli wyjsc z podziwu jaka piekna para jestesmy i jak bardzo on mnie kocha. Oczywiscie ze ja jego tez strasznie kochalam, ale z jakiegos powodu ludzie wlasnie tak na nim sie skupiali, ze takie szczescie w oczach mial w tym dniu, mowiono ze takiego slubu to jeszcze nie widzieli. Usmiech nie schodzil mu z twarzy, cala Msze trzymal mnie za reke, bo wiedzial jak bardzo sie wszystkim stresowalam. To naprawde byla milosc. No dobrze. Po slubie powrot do Anglii, dalej jeszcze mieszkalismy 'na pokoju', ale znow- bardziej z jego inicjatywy zaczely sie plany kupna wlasnego mieszkania. 1 rok po slubie wiec spedzilismy na planach, szukaniu i marzeniach o tym, kiedy wreszcie bedziemy sami w NASZYM domu.... Znow - gdyby nie on, nigdy by do tego nei doszlo, ja sie bardzo wszystkim stresuje, to on napedzal to wszystko, dawal sile, wiare ze sie uda. No i sie udalo. Poltora roku temu wprowadzilismy sie no NASZEGO wymarzonego mieszkania. Miedzy czasie, w tym 1 roku po slubie moja najukochansza Mama zachorowala na raka. Amputacja piersi, pol roku chemii, potem radioterapia... Latalam do Polski zeby byc z mama, tutaj kupno mieszkania i praca, ale co? Przetrwalismy, zawsze mnie wspieral, tylko dzieki niemu przetrwealam te chwile i bylam w stanie wspierac mame i poki co wszystko dobrze sie skonczylo. Pierwszy rok w naszym mieszkaniu tez byl cudowny, urzadzanie sie, radosc, jego i moje serce wkladane w kazdy szczegol. zeby bylo ladniej, milej, wygodniej.

Jeszcze przed latem 2012 postanowilismy ze pora na dzidziusia. No i znow- to on jakby 1 chcial, upewnial ze damy ze wszystkim rade itd. No i ja tez do tego dojrzalam, naprawde tego zapragnelam. Tak minelo lato 2012 - na staranaich o Dziecko, bylismy jeszcze na wczasach w sierpniu/wrzesien, mielismy 2 rocznice slubu.

A dzis? A dzis tego juz nie ma. We wrzesniu dostalam wreszcie upragniona prace w zawodzie - znow mnie wspieral, bo gdyby nie on nie uwierzylabym w siebie, tak minal wrzesien, pazdzienrnik i listopad. Dla mnie wszystko bylo dobrze. Tzn w listopadzie zaczelismy sie klocic bo cos sie zmienilo, tylko ja nie potrafilam tego zrozumiec. Nagle pojawialy sie problemy jakich wczesniej nei bylo - mowil jedno a robil drugie i nie widzial w tym problemu. Przestal sie starac, interesowac supelnie moja osoba. I ja nie mowie o ogromnej adoracji mojej osoby i kwiatach co tydzien, ale o takich podstawowych rzeczach.

W grudniu 1 rozmowa - uslyszalam, ze on nie wie czy chce ze mna byc. SZOK. Powody ktore podal sa po prostu niepowazne. Owszem, byly takie sytuacje o ktrocyh mowil, ja nawet przyznalalm sie do wieksozsci spraw, powiedzialam ze bede pracowac zeby pewne rzeczy zmienic, mial prawo poczuc sie zle z takich czy innych powodow, ale to wszystko bylo spowodowane brakiem komunikacji z jego strony, tym ze mi nie powiedzial ze to cos mu przeszkadza. To byly sprawy typu ze jestem zbyt oszczedna, ze on sie czuje 'zaszczuty' itd. No dobrze, ale to chyba nie powod do konca zwiazku tak? Od grudnia do lutego czekalam az on 'sie zdecyduje'. Czujac sie juz wtedy tak upokorzona, niekochana, ze on 'nie wie czy chce ze mna byc'.... szukalam winy w sobie, walczylam, probowalam sie zmieniac, nieprzespane noce, miliony godzin stresu i myslenia o co tutaj chodzi. Potem zaczely sie juz konkretne podejrzenia z mojej strony. On odcial sie ode mnie zupelnie, juz w tym grudniu. Nie intresowalo go zupelnie nic, moglam wyjsc o 6 rano do pracy, wrocic do domu o 22, jego jeszcze nie bylo (bo w pracy) i nawet sie nie odezwal, czy zyje czy nie. I tak trwaly miesiace. Przestal okazywac mi jakakolwiek milosc w jakikolwiek sposob, jakiekolwiek uczucie. Na poczatku znajdowalam male rzeczy, ktore nie podobaly mi sie i podejrzewalam ze laczy go cos z kolezanka z pracy. Klamal w oczy, robil ze mnie idiotke, ze wymyslam, ze przesadzam, ze nic go z nia nie laczy. Wierzylam, no bo dlaczego nie? Przez 5 lat nigdy mnie nie oklamal. Mielismy jechac w lutym na wakacje - oczywiscie nie chcial, odwlekal. ciagle oszukiwal bo nigdy nie powiedzial mi ostatecznie - ze mnie nie kocha i nie chce ze mna byc. Tylko caly czas utrzymywal ze nie wie, a jak juz byly kolejne rozmowy no to ze niby mozemy probowac. W marcu znalazlam jego meila z grudnia jeszcze do tej dziewczyny. ale co? On wciaz potrafil mi wmawiac, ze to tylko tak wyglada z boku, ale ze oni sie przyjaznia tylko. Znow uwierzylam i dalej ratowalam nasze malznestwo. Wyzebralalam wspolne wakacje na poczatku kwietnia. Spedzilismy Wielkanoc w gronie rodzinnym, nawet zaczal tak jakby okazywac mi jakies minimum uczucia. I w dzien przed wylotem przekonalalm sie bardzo brutalnie, ze to wszystko jednak klamstwo, bo on z nia byl i nadal jest. Zdradzil mnie. Dzien przed wylotem spedzil w pracy na pisaniu do niej milosnych meili jak bardzo teskni, a w tym samym czasie kiedy ja pisalam ze tesknie, odpisywal mi ze on rowneiz teskni. To zabolalo, te wszytkie miesiace mojej walki, nieprzespanych nocy, a jego oszustwa.

Po powrocie z pracy powiedzialam ze wiem o wszystkim i ze tym razem nie bedzie mnie juz wiecej klamal. Wkoncu sie przyznal do wszystkiego i przepraszal i chcial zebym dala mu szanse. Tej samej nocy mieslismy leciec na te wakcje i ja, po ustaleniu z nim pewnych warunkow te szanse mu dalam. Mial to zakonczyc od razu no i faktycznie tak zrobil - piszac jej smsa ze wiem o wszystkim i chce ratowac swoje malzenstwo. Mial tez rozwiazac sprawe ich pracy - aby dluzej nie pracowali razem. Bylismy na wakacjach od 2-9 kwietnia. Bylo milo (na tyle na ile moglo byc) uwierzylam ze on naprawde tego zaluje i ze naprawde chce to naprawic. ale z 2 strony nie czulam z jego strony jakiegos ogromnego zalu czy skruchy.... Po powrocie z wakacji 1 dnai w pracy niby z nia rozmawial i ustalili ze bedzie przeniesiona (ale to tylko jego slowa, dowodow nie mam w sumie zadnych) minely 2 dni po powrocie, bedac w pracy nadal sie do mnie nie odzywal, pierwszy weekend po powrocie z wakacji i po tym jak dowiedzialam sie o wszystkim, on zaplanowal na motorze z kolega. Mimo ze prosilam sie o to, zeby z nim pojechac, mimo ze mowilam ze w niego wierze, w nas, ze da sie to odbudowac tylko ze naprawde musze poczuc sie bezpiecznie. Ten wyjazd w niedziele na motor przelal moja szale goryczy, po prostu znow poczulam sie oszukana, ze on tak naprawde nie chce tego naprawiac i pewnie dalej z nia jest. Powiedzialam mu ze juz nie mam sily, czulam sie juz upokorzona do granic, on przy tym wszystkim byl jeszcze niemily, zlosliwy, nerwowy, tak jakbym to JA cos zlego zrobila. Wynisolam sie do brata, poniewaz on nie chcial. Po 3 dniach wrocilam po reszte rzeczy i wtedy on potwierdzil, ze to koniec nieodwracalny i ze nie wierzy juz w nas i nie czuje nic do mnie. Jeszcze, pomimo tego wszystkiego probowalam go przekonywac, ze ze wzgledu na to co nas laczylo, ze warto probowac. Powodem tej mojej walki jeszcze bylo to ze on ciagle twierdzil, ze z nia to nei ma zwiazku bo naprawde to zakonczyl i z nia byc nigdy nie chcial i nie bedzie. To bylo tydzien temu, nie potrafilam sie pogodzic dlaczego mamy sie rozstac, popelnil bledy ale wierzylam ze wszystko da sie naprawic, skoro nie jest tak ze chce byc z nia.

No ale on byl bardzo spokojny i tylko powtarzal ze cokolwiek nie powiem, on swojej decyzji juz nie zmieni. Wrocilam do brata. Swiat po raz kolejny rozpadl sie na kawalki, jeszcze sie ludzilam, chyba ciagle sie ludze, ale wiem ze musze teraz myslec o sobie. ze to moj najwazniejszy obowiazek, zeby dbac o swoje zdrowie ! Nie spie, nie jem. Bylam u psychologa, w srode wrocilam do naszego mieszkania, bo psycholog uswiadomil mi ze jesli mimo wszystko czuje sie tam dobrze i bezpiecznie to mam do tego prawo i ze mam tez prawo zeby nie podejmowac decyzji co dalej z mieszkaniem, formalnosciami od razu, czego chce moj maz.

Tak tez zrobilam, wrocilam i powiedzialm mu ze potrzebuje czasu zeby zastanowic sie co bedzie dla mnie dobre w kwestiach mieszkania i wszelakich formalnosciach. On powiedzial ze to szanuje i rozumie, ze chce sie rozstac w zgodzie itd. Ale jest przy tym absolutnie pewny swojej decyzji i zachowuje sie tak jakby to byla najlepsza decyzja w jego zyciu, to ze wreszcie sie rozstalismy. Jestesmy wiec pod 1 dachem, jestesmy dla siebie mili, nawet pojawil sie wczoraj usmiech. Jeszcze wczoraj zylam nadzieja, ze moze jak tak troche czasu minie, to moze on zmieni zdanie, myslalam bo ciagle wierzylam ze chociaz teraz jest juz ze mna szczery - ze nei chce byc ze mna, ale z nia to i tak zakonczyl. Tak mowi tez wszystkim dookola -swoim rodzicom, znajomym, ze z nia to byl tylko epizod. I ze mnie szanuje. Ale niestety. Nawet wczoraj kontaktowal sie z nia kilkakrotnie. Caly dzien spedzil poza domem, nei pytam o nic, przeciez nie jestesmy razem, ale znow czuje sie tak oszukana. To nie chodzi o to czy mielibysmy byc jeszcze razem czy nie, tylko o to, ze on dalej klamie. Nie potrafi sie przyznac przede mna, soba, rodzicami, ze on wciaz z nia jest/romansuje, nie wiem co kontkreteni robi, w kazdym razie tego nie zakonczyl.

To tak boli, dzis niedziela, swieci slonce, on wlasnie wstaje, a wczorja po pwrocie w nocy jeszcze wyslala do niej smsa (nie wiem jakiego, iwdze tylko na billingu jak to robi).

Nie wiem czy ktokolwiek przeczyta tak dlugiego posta, prosze poradzcie, wesprzyjcie jak sie z tym pogodzic, jak nie nienawidziec go za to? Ja mu chyba juz nawt wybaczylam to ze mnie zdradzil, bo wierzylam ze zaluje i nawet jesli nie bedziemy razem/ nie jestesmy juz w zasadzie, no to szanowalam go nadal jako czlowieka. No a okazuje sie ze on nadal klamie. Boze ratuj.....
 
     
Sama26
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 10:10   

Witam!!!
Boże jak bardzo Cię rozumiem Wiem co czujesz, czułam podobnie nieraz Tak naprawdę to ja przeżywam to juz rok i nadal nie wiem co z tym problemem zrobić Mam czasami ochotę wziąć rozwód i iść w życiu do przodu pomimo że dla mnie ślub kościelny wiele znaczył ( a dla niego to tylko papierek) Mój mąż też ma inna ale już nie mam sił o tym mysleć Minął już rok od momentu jak nie jesteśmy razem i powoli sie przyzwyczajam do życia samemu. Pamiętaj że czas to najlepszy lekarz i leczy wszystkie rany pomimo że na dzień dzisiejszy jak dla ciebie jest twoim wrogiem ale z czasem bedzie lepiej Pamietaj że modlitwa daje dużo siły Ja przed tym moim cyrkiem w życiu nie pamietałam ze o niej ale dzisiaj wiem ze nie dałabym rady bez modlitwy.
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 11:55   

Sama26, dziekuje za odpowiedz. Tutaj juz nie chodzi nawet o to czy sie rozstaniemy czy nie, bo to jak na dzien dzisiejszy jest jasne- on nie chce i mowi to wszystkim, czeka teraz tylko jak ja bede gotowa i podejme decyzje czy zostaje w mieszkaniu czy nie i co robimy z cala reszta formalnosci. Ale myslalam, ze mozemy sie faktycznie rozstac w zgodzie i szczerosci, ze ok, popelnil ten blad zdradzajac mnie, zaluje tego ale juz nie chce tego naprawiac bo nic do mnie nie czuje itd. Tak myslalam, bo tak mowi, ze tamto zakonczyl. Jeszcze dzis go pytalam, tak tylko, ze chce to wiedziec i ze bardzo go prosze o prawde. Chcesz probowac z nia - w porzadku, masz prawo, tylko badz szczery. ale NIE. Pisal do niej wczoraj smsy, jeszcze w nocy o 1, po powrocie do domu, ale na moje to pytanie odpowiedzial ze to zakonczone i ze nie kontaktuje sie zupelnie, chyba ze w sprawach zawodowych. Boze jak on tak moze no?? No jak moze NADAL klamac w oczy. Wtedy klamal, no ok, zabrnal w to wszystko i nie wiedzial jak wybrnac, poki nie wyszlo na jaw. No ale teraz, zeby nadal tak klamac? Zapytalam jeszcze czy on w ogole czuje sie winny rozpadu tego malzenstwa. Odpowiedzial 'NIE'! No to co to jest za czlowiek w ogole? Z kim ja bylam? Kto jest moim mezem? Ja moge zrozumiec wszystko, naprawde. Tylko zeby zachowal sie jak czlowiek i powiedzial, przyznal sie: ' tak, zakochalem sie czy zauroczylem, mysle o niej, chce sprobowac/ byc z nia i dlatego nie mozemy byc razem'. A tu takie zaklamanie. Teraz wlasnie sadzi kwiatki na balkonie, czyli chyba nie wierzy w to ze ja faktycznie chcialabym zostac w naszym mieszkaniu i go splacic, bo robi rzeczy, ktorych nie robilby raczej gdyby dopuszczal ze za jakis czas juz tu nie bedzie mieszkal.

[ Dodano: 2013-04-21, 18:56 ]
Bede sie modlic, nie to ze do tej pory tego nie robilam, ale dopiero po poczytaniu forum zrozumialam ze nie bylo to takie zawierzenie tego Bogu na maksa, wiec zaczne juz dzis. Znalazlam tez informacje na temat Nowenny Pompejskiej. Nie wiem jakie znaczenie ma na jaka modlitwe sie zdecydujemy?

Bede wierzyc, że Bog go uzdrowi, ze sie opanuje, bo byl dobrym i normalnym czlowiekiem i wierze ze dalej nim jest ale nie potrafi sie do tego przyznac co robi, do grzechu i dlatego jest w nim szatan. Zastanawiam sie tylko co powinnam w mojej sytuacji zrobic. Czy modlac sie i wierzac ze Bog nie pozwoli zeby doszlo do najgorszego, zaczac mimo wszystko zalatwiac te wszystkie formalnosci - na co maz tylko czeka i wierzyc ze pomimo to ze sprzedamy 1 mieszkanie w Polsce i zrobimy rozdzielnosc majatkowa czego na starcie on chce, to moze tymbardziej wtedy sie otrzasnie jak to wszystko zacznie sie juz dziac? Czy powinnam to celowo odwlekac, na sile go przetrzymywac, zgadzajac sie tym samym na mieszkanie pod 1 dachem bedac zdradzana? Nie wiem. wiem, ze chce sie modlic i zawierzyc to Bogu, to dopiero poczatek rozpadu tego malzenstwa, wierze ze poniewaz zaczne modlic sie juz teraz, to ze jeszcze nie bedzie za pozno. Ale nie wiem wlasnie jak postepowac wzgledem meza i co z tymi formalnosciami.... czy to przeciagac na sile? Czy moze nie na sile, ale poczekac jeszcze choc troche, zeby choc troche odwlec to wczasie, modlac sie od dzis? A za jakis czas faktycznie sie zgodzic zeby pojechac do Polski i zaczac dzielic nasze rzeczy? Poradzcie cos prosze.
 
     
Sama26
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 18:33   

Piszesz rzeczy które sama przezylam Mój jeszcze mąż uważa i postepuje tak samo jak twój Dla niego nie ma problemu Wszystko jest w porzadku bo przecież to ze ma inna i z nia jest to nie powód rozpadu naszego małżeństwa On nie czuje sie winny identycznie jak twój Też mnie okłamywał patrząc mi w oczy Mam wrażenie ze nie znam tego człowieka i że nie z kims takim chciałam układać własnie zycie
Piszesz o nowennie pompejanskiej Chciałam Ci ją zaproponować tylko nie wiedziałm jak przyjmiesz tak cięzka do zrealizowania modlitwe Mnie sie udało I wiem ze dała mi dużo siły bo inaczej bym zwariowała i wiem ze bedzie dobrze Pan BÓg to tak poskłada by było dobrze ja w to wierze tylko wiem ze to nie bedzie juz teraz natychmiast bo tak sie nie da on działa po cichu spokojnie i prawie nie zauwazalnie by nie ingerować w nasza wolna wola
I teraz odpowiem co mysle o dzieleniu wszystkiego Poczekaj Nie podejmuj decyzji pochopnie Silne do tego negatywne emocje nie sa dobrym doradcą Bedziesz poźniej załowała Ze np. za szybko cos zrobiłaś czy powiedziałaś A czas przeciez nigdy nie zawraca wiec nie cofniesz tego co juz sie stanie Więcej nic Ci nie moge doradzić bo u mnie też była rozmowa o rozwodzie tylko ze poki co ten tchórz nawet nie jest w stanie tego zrobic bo mu to nie jest potrzebne Nie wiem nie mam z tym człowiekiem kontaktu ale wiem ze tesknie chociaż mnie zabił emocjonalnie Tylko że zło rzucone zawsze powraca i to z podwójną siłą .Dlatego według mnie poczekaj daj czas czasowi i nie rób nic za szybko Ale tak naprawde to już jest twoja decyzja i ty bedziesz czuła co powinnas zrobic tylko pamietaj za szybko i pod przymusem ze on chce nic nie rób Nie ułatwiaj mu wszystkiego bo jak sie przysiegało miłość wiernosc...itd to trzeba ponosic konsekwencje tego wszystkiego A nie tylko ja juz nie chce wiec dzielmuy zabawki i papapa ja ide do swojej piaskownicy bo mi sie juz to nie podoba A gdzie u niego odpowiedzialność???? WIem co pisze bo mój mąż jest taki sam
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 19:32   

Sama26 - dziekuje za kolejna odpowiedz. Tak, wiem ze nie moge pochopnie podejmowac tak waznych dla mnie decyzji i dlatego powiedzialam mu ze potrzebuje czasu a on ze niby to uszanuje. Ale do wczoraj wciaz sie ludzilam ze zakonczyl ten romans, a wczoraj w nocy wysylalal smsy wiec to zmienia bardzo moja sytuacje. Zreszta, chodzi o to, ze to mieszkanie w Polsce bylo kupione od moich rodzicow i generalnie faktycznie nie byloby to az tak trudne zeby po prostu te formalnosc zalatwic, na tym akurat nic raczej nie strace no i zrobic te rozdzielnosc, zeby wlasnie pokazac mu ze no sila go zatrzymywac nie bede. Ale najwazniejsze i tak jest mieszkanie tutaj, w Londynie. Bo tutaj mamy kredyt, bo tutaj oboje mieszkamy, bo tu jest moje zycie. Wiec tej decyzji na pewno tak szybko nie podejme. Na ta chwile uwazam ze bede chciala tutaj zostac i go splacic, ze jakos sama, lub z pomoca rodzicow dam rade, nawet z kredytem, a dlaczego mialabym zaczynac wszystko od nowa? Tutaj w obcym kraju placi sie horendalne sumy za wynajem brudnego pokoju. A tu mam swoje, tak ciezko zapracowane mieszkanie, urzadzone, kocham je mimo wszystko i mysle ze jak emocje opadna to zalowalabym jesli pozwolilabym jemu tu zostac a sama zaczynala od dorabiania sie kazdej lyzki i widelca. Ale tak, to juz decyzja na cale moje zycie i z nia na pewno jeszcze poczekam. Chodzi mi wlasnie tylko o ta Polske, zeby pokazac mu ze tak, jestes wolnym czlowiekiem, rob jak uwazasz, ale rownoczesnie modlac sie goraco za to zeby sie opamietal. O rozwodzie jeszcze nic nie padlo i mam nadzieje ze dlugo jeszcze nie padnie. Pieniadze i tak mamy juz teraz oddzielne, pierwsze co zrobil to przelal po polowie ze wspolnego konta. Oczywiscie wedlug prawa i tak jest wszystko wspolne, dlatego on chce zrobic ta rozdzielnosc jak najszybciej. nie wiem, ufam Bogu, ufam ze jeszcze nie jest za pozno....

[ Dodano: 2013-04-21, 20:36 ]
zgadzam sie z tym co piszesz, ze nie powinnam mu ulatwiac - i nie zamierzam, ze powininien poniesc tego wszystkiego konswkwencje, ale z 2 strony wiem ze jak bedzie widzial ze przeciagam, ze celowo to zdania na pewno nie zmieni, a tak ludze sie ze przy Bozej pomocy i tym, ze nie bedziemy sie juz klocic, ze pomimo wszystko bedziemy pod jednym dachem jeszcze przez ten czas i bede spokojna, pogodzona, to ze trudniej bedzie szatanowi dalej zagluszac jego sumienie a latwiej bedzie zeby sie opamietal...
 
     
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 19:48   

I ja się pod tym podpisuję. Nie wiem kim jest człowiek, który był moim mężem. Mój też kłamie prosto w oczy, a jak powiem mu o jakimś fakcie, o którym się dowiedziałam jest taki zmieszany, jak dziecko, które się przyłapie na kłamstwie. Jak widać można. Naprawdę można tak kłamać i można mieć za nic drugą osobę i spędzone razem lata.

Cytat:
Tylko zeby zachowal sie jak czlowiek i powiedzial, przyznal sie: ' tak, zakochalem sie czy zauroczylem, mysle o niej, chce sprobowac/ byc z nia i dlatego nie mozemy byc razem'. A tu takie zaklamanie.


On ci nic takiego nie powie. Do tego naprawdę musiałby być naiwny i nieświadomy niczego mężczyzna, żeby się przyznać albo z kolei ktoś bardzo dojrzały, kto bierze odpowiedzialność za wszystko co zrobił. Znam i takich i takich. Nie powie ci chociażby dlatego, że mogłabyś wnieść o rozwód z jego winy (lub odpowiedzieć tak na jego pozew) i tutaj są konsekwencje prawne. Pamiętaj, że jak rozpada się związek to każdy zaczyna przede wszystkim bronić swojej bramki. Już nie ma wspólnych spraw, szukania kompromisów, wspólnych rozwiązań. Tak to wygląda. Trzeba uważać na to co się mówi, co się pisze w smsach, mailach itp. bo wszystko może być wykorzystane przeciwko tobie:) Wiem, że w emocjach jest trudno, ale staraj się nie składać żadnych deklaracji na szybko, a już na pewno nie 'na piśmie', np. w smsach. Później się to może nie opłacać. Wiem, że to wszystko jest okropne ale jak sytuacja jest trudna trzeba się dostosować. I jak płakać to najlepiej w drugim pokoju albo koleżance w rękaw, bo się strasznie poranisz jak zobaczysz jego obojętność.

Cytat:
Teraz wlasnie sadzi kwiatki na balkonie, czyli chyba nie wierzy w to ze ja faktycznie chcialabym zostac w naszym mieszkaniu i go splacic, bo robi rzeczy, ktorych nie robilby raczej gdyby dopuszczal ze za jakis czas juz tu nie bedzie mieszkal.


Okazuje się że dla niektórych jedno drugiemu nie przeszkadza. Mój pierze firanki, sprząta, robi jakieś prace w ogrodzie, myje okna... mimo że dom wystawiony na sprzedaż. Tak jakby nic się nie miało zmienić. Nie daj się oszukać. Mężczyzna, któremu zależy na związku będzie rozmawiał, mówił, że się waha, zastanawia, a nie sadził kwiatki na balkonie. Ja dzisiaj nawet dostałam zaproszenie na wspólną wycieczkę:) modlę się o jakieś rozeznanie, mądrość, żeby nie dać się omotać.
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 19:53   

ale on przeciez przyznal sie do zdrady. no wiec zdradzil ale to nie jest powod rozpadu malzenstwa? no znowoz hipokryzja jakas. A Przeciez w sadzie i tak moge wlasnie o to walczyc o orzeczenie o wine, choc narazie zupelnie nie chce nawet o tym myslec. a co do placzu to juz przy nim nie placze, tak juz wiele lez wylalalam o on patrzyl niewzruszony. juz nie.
 
     
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 19:59   

Pamiętaj jeszcze żeby zachować wszystkie dowody zdrady. Dla sądu liczy się tylko to co jest na piśmie. Jeżeli dojdzie do rozwodu - oby nie - wszystko się przydaje, smsy, maile, billingi, zdjęcia. warto na wszelki wypadek mieć. Ja w emocjach tego nie robiłam i teraz żałuję. W razie rozwodu bez orzekania o winie mąż może domagać się ode mnie alimentów na siebie, przez 5 lat.
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-21, 21:26   

juz za pozno, tez dzialalam w emocjach i jak sie o tym wszystkim dowiadywalam nie myslalam w zyciu o rozwodzie. wiec dowodow na pismie w zasadzie mam bardzo malo. ale poki co tez o tym nie mysle, poki co wierze....
 
     
katalotka72
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 09:34   

przy orzeczeniu winy meza moze nie dostac rozwodu wiec to jest moze swiatelko w tunelu ??
 
     
Kaemka2009
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 10:00   

[quote="porzucona_33"]I ja się pod tym podpisuję. Nie wiem kim jest człowiek, który był moim mężem. Mój też kłamie prosto w oczy, a jak powiem mu o jakimś fakcie, o którym się dowiedziałam jest taki zmieszany, jak dziecko, które się przyłapie na kłamstwie. Jak widać można. Naprawdę można tak kłamać i można mieć za nic drugą osobę i spędzone razem lata.

Dziewczyny popieram wszystko co napisałyście. Nie udzielam się jakoś wybitnie na forum, bo nie czuję się na tyle silna by udzielac rad. Pomimo, że od wyprowadzenia się mojego męża minęły wlasnie w piątek dwa lata i aktualnie jesteśmy (od listopada2012r. ) po rozwodzie cywilnym i toczy się postępowanie unieważnienia naszego małżeństwa. Ponadto pomimo, że te dwa lata juz minęły, wiele w moim życiu się zmieniło, wiele przeszłam, przezylam, odnalazłam drogę do Pana to oczywiście bywa różnie.
Kiedysbylam....masz super nick. Ja tez się z Tobą utożsamiam. Nie będę pisąła tutaj swojej historii, bo jest jej poswiecony odzielny wątek, ale bardzo czuję co czujesz. U mnie było praktycznie tak samo.
Nie wiem wlasciwie dlaczego - czy z tchórzostwa czy co ? , ale oni wlasnie nie potrafią się przyznac, że jest inna kobieta. Mój mąz przez ponad rok "oczerniał" mnie wkoło do wszsytkich, a mieszkał już w dziewczyną, kolezanką z pracy , która zresztą była od samego początku. Wkoło opowiadał, że on teraz ma dosyc kobiet :) a na sprawie rozwodowej w listopadzie, bo było ich kilka , ja nie zgadzałm się na rozwód przyniósł kartę ciązy kochanki, która była juz w 7 miesiącu ciazy. I nadal przed sądem twierdził,ze to jest dziewczyna, którą poznał pozniej , na dyskotece. Ale nikt nie jest głupi, to samo nazwisko co dziewcyzny o ktorej mi opowiadal jeszcze jak bylo dobrze jako o kolezance z pracy , miejsce zamieszkania, wszystko sie zgadzało. Miałam na szczęscie fajną sędzię , która sprowadziła go do pionu.
I do tej pory nie wiem po cooni kłamią i zaprzeczają? ale kłamią wszędzie wkoło w żywe oczy, zaprzeczają udając, że oni nie są winni i nie mają kochanek na boku.

Mnie doświadzcenie nauczyło, że zresztą, jak dziewczyny Ci napisały - nie podejmuj pochopnie decyzji. Racja DAJ CZASOWI CZAS! ZAUFAJ PANU! i nie spiesz sie z podejmowanie decyzji o wyprowadzaniu się i tego podobnych sprawach. A i druga kwestia Twój mąż nie ma prawa miec nikogo- Ty jeteś Jego żoną. Więc proszę nie rób takiego przyzwolenia. Ale , że ma kogoś to już inna kwestia . Ma i tyle ale to nie jest "legalne", bo ślubował Tobie. Następna kwestia , choc w sumie u Ciebie tego chyba nie ma , przynajmniej nie piszesz o tym , proszę Ciebie NIE PROŚ:) Nie proś męża, nie błagaj.
Ja popełniłam ten błąd i na początku wręcz błaźniłam się. Niestetey i by może tym sama sobie zaszkodziłam. teraz jednak staram sie juz o tym nie myslec. Ale ja zbyt pozno trafiłam na nasze forum i zbyt pozno zaczęłam czerpac wiedzę i naukę tutaj zawartą.

Kochana podsumowując - Zaufaj Panu, On Cię poprowadzi nawet przez ciemne strony tej całej sytuacji i będzie trzymał za rękę nawet jak będzie Ci bardzo cięzko. Ukoi wszelki Twoj bol.
Postaraj się w kazdym działaniu zachowac spokój, bo zło lubi przebywac tam gdzie niepokój.

Trzymaj się ! :)
 
     
fi
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 11:35   

Do Kiedyśbyłam:

Bądź dzielna i walcz, nawet jeśli na rozum nie ma szans na uratowanie małżeństwa. Walczysz z perfidnym przeciwnikiem,złym duchem i dlatego nasze ziemskie metody na nic się tu zdają.
Módl się gorąco i cierpliwie, odmów Nowennę Pompejańską, powierz Wasze małżeństwo sakramentalne Jezusowi, ofiaruj Msze św. w intencji nawrócenia męża, proś innych o modlitwę i nowenny w intencji męża.

Pamiętaj, że Pan jest z Wami. Nic i nikt nie może rozdzielić małżeństwa sakramentalnego.
 
     
AWS
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 13:27   

kiedysbylam napisał/a:
Chcesz probowac z nia - w porzadku, masz prawo, tylko badz szczery.

Dziewczyno, czy Ty siebie czytasz? Jakie w porządku? Jakie masz prawo? Przecież Ty mu stwarzasz komfort grzeszenia, błądzenia, łamania przysięgi! Po co zawarłaś małżeństwo sakramentalne? Po to, żeby teraz pozwalać je opluwać ? Nie, nie masz prawa mężu kpić ze mne, siebie, a przede wszystkim z Boga? To, że mąż łamie przysięgę nie zwalnia Ciebie z jej dotrzymania. Nie przykładasz ręki do zła, które czyni Twój mąż! To wcale nie znaczy, że masz godzić się na życie w trójkącie, bo masz trwać. Nie, stawiasz twardo granice3 - nie godzę się na łamanie przysięgi, zdradę, ale nigdy nie usłyszysz ode mnie masz prawo mnie zdradzać, oszukiwać, to jest w porządku, że mnie krzywdzisz. Jak Cie ma szanowac i chciec walczyć o Ciebie, jak Ty sama dajesz mu prawo, żeby Cie traktował tak, jak traktuje. To po ludzku, a gdzie Bóg w tym wsztystkim? Przeciez ślubując, zaprosiłas Go do swojego małżeństwa " tak mi dopomóż panie Boże wszechmogacy i wszyscy święci" Nie czyń sie Bogiem i nie zwalniaj lekką ręka męża z przysiegi, tylko iż do Boga po pomoc, po prowadzenie w tym trudnym dla ciebie czasie. Jest nadzieja, że dasz radę, bo pierwszy krok już zrobiłas logując się tutaj!

[ Dodano: 2013-04-22, 14:58 ]
Kaemka2009 napisał/a:
Kiedysbylam....masz super nick. Ja tez się z Tobą utożsamiam.

Nick wcale nie jest super. A co Was dziewczyny już nie ma? To, że Wasi mężowie błądzą to Wy przestałyście istnieć , straciłyście tożsamość? A to mężowie są Waszymi stworzycielami? A nie czasem Bóg, który z MIŁOSCI powołał Was DO ŻYCIA? A Wy co? Facet mnie nie chce, to ja już odwracam się od Ciebie Boże , już pluję na Twój dar, no może nie całkiem się odwracam, JESZCZE JEDNA, CZY DWIE NOWENNY, ŻEBYŚ O MNIE NIE ZAPOMNIAŁ I natychmiast poukładał MOJE ŻYCIE, według MOJEGO SCENARIUSZA, nie Twojej świętej woli.! NIEWAŻNE, że jak psułam, to Ciebie Boże o RADĘ I PROWADZENIE nie pytałam. TERAZ JESTEM W POTRZEBIE, wiec działaj, bo przecież jesteś miłosierny. Ja tymczasem po cichu już przydotowuje się do ROZWODU, gromadzę dowody, WYTACZAM DZIAŁA....ECH!!! DZIEWCZYNY, a jakie jest prawdziwe pragnienie Waszego serca? JEŚLI RATUNEK MAŁŻEŃSTWA, to nie jednocześnie WOJNA PODJAZDOWA. SPÓJNOŚĆ między myslą, mową, a czynem i wcale nie oznacza to zgody na poniżanie, oszukiwanie, krzywdzenie przez pogubionego małżonka. Twarda miłość, ale miłość, nie sianie nienawiści i zemsty!

[ Dodano: 2013-04-22, 15:07 ]
A jeszcze jedno! Jaki koniec małżeństwa? Ono skończy się wraz ze śmiercią jednego z Was, więc może zbyt pochopnie postawiona diagnoza? :mrgreen:
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 18:20   

AWS - chyba troszke zle mnie zrozumialas. Oczywiscie ze maz nie mial prawa i nie ma mnie zdradzac i ja mu go nie dawalam. Walczylam jak moglam zeby odbudowywac nasze malzenstwo nie znajac prawdziwego powodu. Nigdy nie zgodzilabym sie na zycie w trojkacie, swiadomie, pozwalajac mezowi miec kochanke. Przez pol roku nie wiedzialam. Teraz wiem i teraz wiem ze maz mnie nie chce. Nie chce ze mna byc, mowi ze nie kocha i tak, nadal walczylam. Ale nie zatrzymam go sila. Chodzilo mi tylko o to, ze nadal trwa w klamstwie, bo nie podaje prawdziwego powodu dla ktorego nie chce ze mna byc - ktorym jest bycie, romansowanie, krecenie lub cokolwiek innego z nia. Nie ma prawa mnie zdradzac, ale ma wolna wole. Bog mu ja dal i skoro tak kieruje swoim zyciem, ja nie moge sprzeciwiac sie temu co dal mu BOg! Wolna wole. Wybiera zycie w grzechu, klamstwie, obludzie, mojej krzywdzie i ma takie prawo! Prawo wyboru co jest dobre a co zle! To mialam na mysli, ze ja nic na to nie poradze ze tak wybiera, ale boli to tym bardziej ze nie potrafi sie do tego przyznac, przed soba, przede mna, ze wlasnie taki jest powod jego decyzji. Tylko o to mi chodzilo. Nigdy nie dalam i nie zamierzam dawac mu prawa do tego zeby bedac normalnie ze mna, byl z kims innym. Jak tylko sie dowiedzialam - mial to zakonczyc - czytalas dokladnie moj post? To byl moj warunek, no i niby tak zrobil, niby, albo na kilka dni, a teraz wiem ze nadal maja kontakt. I tak ,dla mnie wciaz jest moim mezem, ale dla niego ja jego zona juz nie jestem i tez nic na to nie poradze. Tak, moge sie tylko za niego modlic i to robie. Nie godze sie na zdrade i nigdy nie godzilam, ale to on nie chce przeciez ze mna byc, zakonczyl to definitywnie. Co nie zmienia faktu ze ja wciaz wierze i bede trwac w modlitwie.

Co do mojego nicku - tak wybralam, ale mialam na mysli kiedys bylam inna osoba, kiedys bylam szczesliwa mezatka, kiedys bylam kims innym niz jestem dzis, po tym wszystkim. Ale znow chyba nieslusznie mnie ocenilas. Bo nie mialam na mysli ze teraz juz mnie nie ma. Nie ma mnie bo moj maz mnie nie chce. Nie, wrecz przeciwnie, teraz walcze i bede walczyc o siebie i swoje zycie jak chyba nigdy wczesniej. Tak, wlasnie dlatego bo zycie dal mi Bog i nic i nikt nei jest wazniejszy od zycia ludzkiego. A jak psulam, czy cokolwiek popsulam nieswiadomie w swoim malzenstwie i jak tylko dowiedzialam sie ze cos jest nie tak, to tez prosilam juz Boga, od razu chcialam walczyc, dowiedziec sie co robie mezu zle, co cie boli, jak moge to zmienic. I przez kolejne 5 miesiecy (grudzien - kwieciec) trwalam w pokorze i poczuciu winy, starajac sie sprawic zeby maz poczul sie lepiej, zeby nie mial juz powodow do zlosci, smutku, walaczac i proszac Boga o wspracie. Juz wtedy, nie dopiero teraz i nie na chwile. Troche niesprawiedliwe to co piszesz, tak jakbys podwazala moja wiare, ze jest tak plytka. Nie ludze sie ze Bog w 1 dzien naprawi moje zycie wedle MOJEGO scenariusza. Nie, godze sie, ze taka byla jego wola, ze taki krzyz musze przyjac, ze cos z tego dobrego musi wyniknac, dziekujac Bogu za to ze przespalam wczoraj 5 godzin.

Wczoraj rozpoczelam Nowenne Pompejanska. Mam nadzieje ze dam rade.

Nie daje mu tego przyzwolenia, aby kogos mial, absolutnie. Ale na to wyglada ze tego nie zakonczyl. Taki jest fakt. Poki co, jak pisalam mieszkamy razem do czasu podjecia mojej decyzji co dalej z mieszkaniem, czy chce tu zostac czy nie i do rozdzielnosci majatkowej. Co mam zrobic wiec? Co macie na mysli nie dawaj mu przyzwolenia bo naprawde nie rozumiem?

Co do proszenia, blagania - tak robilam to. Robilam to przez 5 miesiecy, kiedy nie wiedzialam ze mnie zdradza, a mowil ze nie wie czy pasujemy do siebie, czy chce ze mna byc, stawial pod znakiem zapytania milion razy nasze bycie razem, a ja wtedy, nie znajac prawdziwego powodu, nie widziac racjonalnego powodu dla ktorego mielibysmy razem nie byc, blagalam, chcialam ciagle to naprawiac, zapewnialam ze to MA SENS. Potem jak juz wyszlo na jaw, najpierw on niby chcial to naprawic, ale po kilku dniach klotni i dlaszego mnie upokarzania, nei zgodzilam sie wlasnie na to zeby nadal klamal ze chce to naprawiac a czulam ze z nia tego nei zakonczyl. Wiec sie poddalam na jeden dzien, powiedzialam ze juz nie mam sily. A on tylko na to czekal, tego dnia podzielil wspolne pieniadze i przelal na nasze osobne konta. I dla mnie to byl tylko kolejny upadek, po ktorym nadal chcialam z nim byc, a on zadowolony, ze on juz w to nie wierzey i to jego nieodwolana decyzja. Tak, ale ja nadal jeszcze prosilam zeby tego nei skreslal. Ale po kolejnych kilku dniach, kiedy z dnia na dzien sie ze mna rozstal definitywnie - koniec kontaktu wszelakiego i rozmowy o rozdzielnosci i podziale wszystkiego, no to przestalam juz prosic. Powiedzial prosze zaakceptuj to. Nie, nie akceptuje, nie rozumiem, nie zgadzam sie!! Ale co mam zrobic? Nic, tylko sie modlic, ale rownoczesnie myslec o sobie, o swoim zyciu, jako darze od Boga. Dziewczyny, bo nie ma tutaj chyba jakiegos zlotego srodka, albo dziewczyny wierza tak strasznie przez lata ze maz wroci, ze przez to niestety ale popadaja w depresje, choroby, wyniszczaja sie i nigdy nie zaczynaja zyc normalnie. Czy o to chodzi? Czy to Bogu sie podoba? Ze niszczysz swoje zycie i zdrowie przez meza? Chyba nie. Owszem bede sie modlic najlepiej jak potrafie o jego uzdrowienie, bede wierzyc, nie wiem jak dlugo, ale poki co, musze sie z tym pogodzic i zaczac jakos zyc. Myslac wlasnie o sobie i Bogu. Ze dla Boga bede silna, bede dbac o siebie, probowac byc 'szczesliwa' bo na nim swiat sie nie konczy. Nie wiem powiedzcie jesli sie myle w takim mysleniu, ale inaczej nie potrafie sobie tego poukladac. Probuje znalezc w tym pozytywne strony. Ze Bog chcial mi pokazac jak bardzo silna jestem, jak wiele moge BEZ NIEGO> bedac zn im nigdy nie wiedzialam ze tak wiele sama wlasnie znacze, jak wielkie wartosci w sobie mam. Upokorzyl mnie, strasznie, ale na dzien dzisiejszy nigdy nie pozwole sobie zeby zyc w przekonaniu ze jestem temu winna, ze jestem niewystarczajaco ladna, dobra, madra, zaradna, kochajaca... NIE. Teraz wlasnie uswiadamiam sobie jak wartosciowa jestem, ja razem z Panem Bogiem. Jak abrdzo dbalam o nasz dom, rodzine, o siebie, o meza, o niedzielna msze, jak ambitna osoba jestem - pracowalam, studiowalam w obcym kraju. Jak bardzo go kochalam. A ze on sobie z tego nic nie zrobil? Trudno - jego wolna wola. Ja mam czyste sumienie i to chyba jest bezcenne. Tak, jestem wspolwinna naszych problemow malzenskich, jakiekolwiek by nie byly, choc do dzis nie wiem dokladnie o co chodzilo, bo mielismy naprawde dobrze i grzechem byloby narzekac. Ale tak, zgadzam sie pokornie ze musialo byc cos, co mu przeszkadzalo, denerwowalo, bolalo i za to jestem winna, bo nie jestem idealna. Ale nigdy nie robilam mu przykrosci celowo, a jak tylko sie dowiedzialam ze cos go faktycznie boli - zaczelam walke - patrz wyzej. Ale za to, ze on dokonal takich wyborow jakich dokonal, zlamal przysiege w kazdym wymiarze, zaczal zyc jakby nie bylo Boga, zony, rodziny i teraz za jego odejscie - nie nie jestem winna.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 10