Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
moja żona i druga kobieta- pomóżcie
Autor Wiadomość
marcin74
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 22:21   

Tak Bety, szacunek dla samego siebie jest kluczowy. Tyle tylko, że w większości przypadków, takich przypadków, trzeba czasu, by w bólu i rozpaczy ten szacunek i utracone poczucie wartości odbudować. I taka dygresja - sprawcę cierpienia odrzuca od cierpiącego jego skutek... Podobnie pewnie jak sprawcę pobicia będzie denerwowała płynąca krew, łzy, porwane ubranie...
 
     
depresyjna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 22:27   

Tilia, ponowię - przepraszam jeśli Cię uraziłam, zbyt wiele dziecięcego bólu widziałam i zbyt wiele wysłuchałam żeby zrozumieć dorosłych.
Mam pytanie do Ciebie, jeśli uznasz że możesz mi odpowiedzieć będę wdzięczna - co musiałby zrobić Twój mąż żebyś uznała że chcesz spróbować ponownie budować razem rodzinę? Pytam bo napisałaś że zostawiasz furtkę.... Czy to możliwe? Czy uczucia mogą wrocić jeśli tak źle go odbieralas przed odejściem?
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 22:35   

nie "odcięłam"

mąż to czuł, bo takie rzeczy sie czuje
staral się na ile potrafił- własnie tak, jak tu piszecie: prezenty, wyjazdy, starał sie rozmawiać

a ja "umarłam" przez jego nieuczciowść względem mnie
mnie zbyt mocno poranił

w koncu mąż odszedł, bo stracił wiarę w moje ożywienie uczuć do siebie
czasem myslę, że to był ostani akt jego desperackiej próby "pobudzenia" mnie: sprowokowanie kochanką

mąż domagał się miłości, ale do dzis nie wiem, czy widział, że to jego nieuczciwość mnie dobiła i mimo rozpaczliwych prób nie mogę

tak jak Ty nie potrafisz kochać męża, który nie towarzyszy Ci w codzinności, tak ja nie umiem (choc chce) męża, który jest nieuczciwy i kłamie
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 22:37   

Słuchajcie, Bety, Tilia, Miodzio, Mare1966, Twardy, Krasnobar, Grzegorz_, Marcin74, Depresyjna, Katalotka72- bardzo doceniam każde Wasze słowo, każdą chwilę jaką spędzacie nad moim wątkiem. To bardzo dla mnie ważne, że aż tyle osób wzięło udział w dyskusji. Szczerze to nie spodziewałem się większego odzewu, a tu patrz...

Meritum- miałem na myśli, byśmy się nie kłócili- to nie o to chodzi. Jest żywa dyskusja i to ważne.

Tilia, piszesz jakbym moją żonę słyszał, lub teraz wiem, co w jej głowie może siedzieć. Jeśli tak jest, a raczej tak, to dałem ciała na całej linii. Teraz wiem, co miała na myśli mówiąc- przestań gadać, wyciszmy się. Ale nie- ja jak nie z lewej to z prawej. Jak próbowała "zamknąć drzwi" to ja nogę wtykałem między ościerznicę a skrzydło drzwi. Wyrzucała mnie oknem to ja przez komin itd. No wróć, będzie dobrze- znowu gadasz- bo Cię kocham-ale mnie męczysz-a Ty mnie męczysz swoją obojętnością, odtrącasz mnie itp.

Jak zauważyliście- jest piwo, oboje naważyliśmy i kufel ostał się tylko mnie. Z drugiej strony kłamstwa, oszustwa, drugi telefon- wynika z tego, że muszę wszystko łyknąć, wziąć się w garść, zamknąć kranik od łez i zmuszać się do jedzenia (10 kg w tydzień w dół), do wstania, usmiechać do dzieci, do żony, pracować nad sobą i .... czekać.

A jak nie dam rady? Jak widać jestem jej kolejnym dzieckiem i partnera przez to we mnie nie widzi. Jak dorosnąć?

No i pogodzic się z tym, że zaproszenia z powrotem mogę nigdy nie dostać.

A w kwestii formalnej- jak postawić granice, by mnie nie oszukiwała, nie okłamywała? Jeśli nadal to będzie robić to jak ja mam zareagować na to? Boję się, że JEDYNYM narzędziem by przeciwstawić się jej poczynaniom będzie widmo rozstania (mniej lub bardziej formalne)- i wtedy zacznie się jazda- o dom, dzieci itp. Harda jest i łatwo nie odpuści.

Tak na marginesie, to nie tylko chodzi o mnie. Ja sądzę, że stałem się kozłem ofiarnym jej życia. Nawrzucała mi, że ma już dosyć robienia tego, czego się od niej oczekuje- że rodzice chcieli to i tamto- ona to robiła, że jej długoletni były chciał to i tamto- ona to robiła, włosów nie obcinaj, mówił jej ex- zostaw je dla mnie- zostawiła (teraz obcięła na "zapałkę" czym mnie zszokowała). No i ja- zrób to i tamto- i to robiła.
Ma duży żal do swoich rodziców, że zawsze faworyzowali jej siostrę, że matka traktuje ją jak dobrą koleżankę a nie jak córkę, że jej siostrę odwiedzają a jej (nas) nie tak często, że jej pomagają a żonie (nam) nie w obsłudze dzieci itp.

Teraz wszystko się przelało i wylało na mnie- swoje tez pewnie dołożyłem. Aczkolwiek, myślę, że "koleżanka" nieźle się do tego przyczyniła, by nakręcić bunt.

Nie, że moja żona swojego rozumu nie ma ale ona mocno uwypukliła w zony cechy niezależności. Żona pisze do niej, że ma w d...że zostanie sama, że skończy pod mostem, ale boi się, że JĄ straci.

Żona nie boi się już, że mogę o wszystkim jej rodzicom powiedzieć (a powinienem tak na marginesie???)- mówi "chcesz opowiadać rodzicom, którzy mają mnie głęboko w d.... że sk.......la do domu przyprowadziłam? Mówi, że ma w nosie co sobie o niej (ludzie) pomyślą. Może wyjść na najgorszą su.....ę (cytat), i ma to gdzieś. Ma też gdzieś co i jak JA czuję. Jak chcę to mogę odejść, jak chcę to mogę zostać. Jej to "dynda", jak powiedziała.

Sami widzicie- nie ma woli porozumienia. Choćby dziś wieczorem- o coś pytam- odszczekuje niemile. I tak w kółko- we mnie się gotuje, spirala nakręca, że tak mnie, jak śmiecia, traktuje. NIE CHCĘ BYĆ TAK PONIŻANYM PRZED DZIEĆMI CAŁE ŻYCIE bo i potem one tak mnie będą traktować jak dorosną.

Także widzisz Miodzio- piszesz, ze da się żyć. Przepraszam za porównanie- ale w więzieniu czy obozach też da się żyć. Pytanie tylko JAK?

[ Dodano: 2014-01-04, 22:40 ]
depresyjna napisał/a:
Tilia, ponowię - przepraszam jeśli Cię uraziłam, zbyt wiele dziecięcego bólu widziałam i zbyt wiele wysłuchałam żeby zrozumieć dorosłych.
Mam pytanie do Ciebie, jeśli uznasz że możesz mi odpowiedzieć będę wdzięczna - co musiałby zrobić Twój mąż żebyś uznała że chcesz spróbować ponownie budować razem rodzinę? Pytam bo napisałaś że zostawiasz furtkę.... Czy to możliwe? Czy uczucia mogą wrocić jeśli tak źle go odbieralas przed odejściem?


To samo pytałem.....zobacz odpowiedź Tilii wcześniej

[ Dodano: 2014-01-04, 22:43 ]
Cytat:


tak jak Ty nie potrafisz kochać męża, który nie towarzyszy Ci w codzinności, tak ja nie umiem (choc chce) męża, który jest nieuczciwy i kłamie


widzisz, tylko ja się nie odcinałem w codzienności- zawsze pomagałem, ale pewnie coś innego skopałem.

5 minut temu:
- opowiedz prosze, jak dzień spędziłaś
- normalnie...
- no OK, normalnie, ale jak
- jakby mi sie chcialo gadać to bym gadała....

i znowu cisza....

o tym mówisz Miodzio, że tak da się żyć?
  
 
     
Tilia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:00   

depresyjna
Cytat:
co musiałby zrobić Twój mąż żebyś uznała że chcesz spróbować ponownie budować razem rodzinę? Pytam bo napisałaś że zostawiasz furtkę.... Czy to możliwe? Czy uczucia mogą wrocić jeśli tak źle go odbieralas przed odejściem?


nie wiem. właśnie zaczęłam sobie zadawać to pytanie i to do czego na razie doszłam, to jest: zaimponować mi z powrotem, ale takimi cechami, które chciałabym widzieć u męża. Nie wystarczą cechy, które oststnio odkryłam, jak talenty czy coś takiego. To, to u każdego można podziwiać. Ja bym chciała, żeby mógł być znowu niezwykły dla mnie.
Albo, tak jak gdzieś już powyżej pisałam, będziemy na tyle starzy, że nie będzie miała znaczenia współpraca (przy dzieciach, domu) i nie będę się obawiała, że zawiedzie w tym zakresie. Ale to też nie takie proste - bo choroby itp. Źle być z kimś, na kogo nie możesz liczyć.

jeśli chodzi o furtkę, to zostawiam, bo przysięgałam.

jeśli chodzi o dzieci, to jak na razie z tego, co obserwuję, to raczej osoby z zewnątrz wmawiają im, że NA PEWNO im źle. Ta odpowiedź, że mama się uśmiecha do nich częściej to było właśnie w reakcji na sugeste pani w świetlicy, że "takie biedne są". Jak będą to tak wszędzie słyszeć, to może i poczują, kto wie. Chociaż raczej niezależne są w myśleniu, czasem aż za bardzo :) Na pewno, paradoksalnie, zyskały na tym ojca. Bo przed naszym zamieszkaniem oddzielnym jego po prostu w ich zyciu nie było. Na tyle się ogarnął, że bardzo dobrze sobie z nimi radzi, chociaż krzyczy, a nawet zdarzyło mu się uderzyć. Ale ZAISTNIAŁ, bo był zmuszony. Tym mnie też zresztą pozytywnie zaskoczył, bo jednak często mężczyźni się w takim momencie wycofują. ale może to nie jest temat na ten wątek, bo TEGO problemu Silverado nie ma. (w każdym razie pod kątem ewentualnej przemocy kontroluję, po prostu nie zniósł nerwowo)

ale to nawet nie to, że ja męża tak źle odbierałam przed odejściem. Ja to konkretne zachowanie tak źle odbierałam, które tak dosyć drastycznie opisałam, ale na pewno ma tu udział, to, co któryś z panów właśnie podsumował - oczywiście, że zdaję sobie sprawę, że to była moja wina. No i oczywiście ignorowanie mnie i dzieci przedtem też źle odbierałam, tylko tego wtedy nawet nie uświadamiałam sobie przez lata (!) dopóki mi dziewczyna nie udowodniła, że może być inaczej....
Ale tak naprawdę to, co uniemożliwiło mi próbę ratowania rodziny to było to, o czym pisałam na poczatku - coś w rodzaju fizycznego i emocjonalnego zablokowania, które nie dało się przezwyciężyć "na siłę"
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:11   

ja powiem o swoim "zacięciu" ( i proszę tego nie traktować, że to pasuje do wszystkich)

uczucia są, one nie zniknęły zupełnie
wycofały się daleko, daleko i nie mogą wrócić
(na skutek tego co sie wydarzyło, może nawet wielokrotnie)

można to nazwać inaczej: że tkwią w jakiejś skrzynce i trzeba je uwolnić (dać im znowu żyć)

tę skrzynkę może otworzyć mój mąż przez swoją uczciwość i lojalność względem mnie, taka prawdziwą, i trwałą,
nie jednorazową, jako "zryw", a kiedy sprawa sie trochę polepszy to dalej wróci do starych nawyków

to nie jest tak, że ja na złość trzymam tę skrzynkę zamkniętą- też chciałabym ją otworzyć, ale już nie jestem w stanie
zablokowało ją zachowanie męża i trzyma

zrozumiałam to teraz dzięki temu co napisała Tilia- to NIESAMOWITE,
dzięki
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:16   

Tilia napisał/a:
Ale tak naprawdę to, co uniemożliwiło mi próbę ratowania rodziny to było to, o czym pisałam na poczatku - coś w rodzaju fizycznego i emocjonalnego zablokowania, które nie dało się przezwyciężyć "na siłę"


No i tak ma moja żona. Mówi, że jest martwa- ale kocha tę kobietę. Jak pisze, ku.....ko za nią tęskni. Ze mną nie chce rozmawiać a z nią godzinami gada, spotykają się itp. Kwadratura koła.
 
     
depresyjna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:20   

Dzięki. Właśnie nad tą blokadą się zastanawiałam, jak ona 'się ma' po rozstaniu, czy się nie zmienia, czy może pomalutku 'odpuszcza'.
Takich litosciwo-zjadliwych uwag pań sąsiadek, świetliczanek itp niestety nie da się uniknąć. Większość dorosłych nie rozumie że są to intymne sprawy dzieci i rozmawiać mogą z nimi (poza rodziną) TYLKO fachowcy.
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:21   

"Ale tak naprawdę to, co uniemożliwiło mi próbę ratowania rodziny to było to, o czym pisałam na poczatku - coś w rodzaju fizycznego i emocjonalnego zablokowania, które nie dało się przezwyciężyć "na siłę"

dokładnie to samo czuję

dzięki Tilia, że tu jesteś, że zadałaś sobie trud, żeby to opisać
nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy
nazwałaś to, czego szukałam, nie umiałam w sobie odnaleźć i teraz to wyszlo

z mroku do światła!!!!!
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:21   

Bety napisał/a:


tę skrzynkę może otworzyć mój mąż przez swoją uczciwość i lojalność względem mnie


no i tu kłopot- bo ja jestem lojalny, i uczciwy względem żony (tak mi się wydaje), ale chowa stare urazy, wywleka sprawy sprzed lat. Czasami wydaje mi się, by się przed samą sobą usprawiedliwić bo "zrobił mi to i tamto, powiedział to i tamto".

[ Dodano: 2014-01-04, 23:26 ]
Tilia, tak prosto nazywasz rzeczy po imieniu....dużo mi rozjaśniłaś.

Ja na dziś kończę- może chociaż kilka godzin prześpię...

wszystkim dobrej nocy.
 
     
Tilia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:40   

Cytat:
Jeśli tak jest, a raczej tak, to dałem ciała na całej linii.


mi to mój mąż powiedział. Nigdy, przez całe życie, nie usłyszałam słowa "przepraszam", ten JEDEN raz to wtedy powiedział (jak się "wydało"). I ten jeden raz wystarczył. Ja wiem, że on tamtego żałuje. Pamiętam to może tym bardziej, że to się tylko raz zdarzyło. To też była jedna z nowych u niego rzeczy - że mnie zrozumiał.

Cytat:
Jak próbowała "zamknąć drzwi" to ja nogę wtykałem między ościerznicę a skrzydło drzwi.


ja też to robiłam, jeszcze lata wcześniej, zanim przywykłam. Jak widzisz z dalszej historii, nic to nie dało...

Cytat:
(10 kg w tydzień w dół),


mój mąż też schudł, wszyscy mi mówią, że wyprzystojniał :) przepraszam za ponury żart, ale jak się zaczną za Tobą baby oglądać, to może się żona poorientuje...

Cytat:
że ma już dosyć robienia tego, czego się od niej oczekuje-


tylko że niczemu z tego nie jesteś winny. Ale rozumiem, jak ona się czuje. Też się tak czułam, tylko, że zrozumiałam, że to jest WE MNIE. To była za każdym razem moja własna decyzja, że żyłam według czyichś oczekiwań. Trudno komuś robić z tego zarzut. Z drugiej strony kobiety/dziewczynki tak się wychowuje. Grzeczność i uległość przede wszystkim. I skutków takich wzorców obawiam się dla moich dzieci bardziej niż tego, że mama i tata nie mieszkają razem. Bo to straszne spędzić całe życie spełniając cudze oczekiwania. Nie dziwię się Twojej zonie, że czuje żal, ALE to ona musi brać odpowiedzialność za swoje decyzje, a nie że ktoś od niej czegoś wymaga, a ona robi, a później ma żal do tych, co nie są temu winni :)

Cytat:
Żona pisze do niej, że ma w d...że zostanie sama, że skończy pod mostem, ale boi się, że JĄ straci.


to jedno Ci mogę z przekonaniem powiedzieć: nie przejmuj się tym! Ona gada w amoku.
a co do reszty - nie wiem. Ale nie daj się poniżać. Nic tym nie zyskasz, a stracisz i u żony i u samego siebie. z żoną w tej chwili myślę, że nie da rady się dogadać. Może jak emocje opadną (ale kiedy to będzie?)

Cytat:
NIE CHCĘ BYĆ TAK PONIŻANYM PRZED DZIEĆMI CAŁE ŻYCIE bo i potem one tak mnie będą traktować jak dorosną.


i swoich współmałżonków. albo pozwolą siebie tak traktować.

Cytat:
widzisz, tylko ja się nie odcinałem w codzienności- zawsze pomagałem, ale pewnie coś innego skopałem.


może tak, a może nie. Jak nie chce żona rozmawiac uczciwie, to się nie dowiesz, więc nie rozpamiętuj. A może sam byś na terapię poszedł? Mnie to dużo dało, i mówię nie o lekach na depresję, tylko o terapii. Rozmawianej. Oprócz.

Cytat:
o tym mówisz Miodzio, że tak da się żyć?


no ja nie dałam rady. Nie chciałam też żeby dzieci uważały, że życie małżeńskie tak wygląda.
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-04, 23:40   

Tilia napisał/a:
5 minut temu:

- opowiedz prosze, jak dzień spędziłaś

- normalnie...

- no OK, normalnie, ale jak

- jakby mi sie chcialo gadać to bym gadała....



i znowu cisza....



o tym mówisz Miodzio, że tak da się żyć?




Silverado problem w tym że bierzesz to emocjami,wiem o czym pisze bo miałem podobnie.
Ja słyszałem np.: że rozmawiam tylko z tym kim chcę.......
rozwalało mnie to emocjami.....identico jak ty wyrzucany wracałem drzwiami..oknem..kominem..czym się dało...dysputy na nasz temat i sytuację mogłem prawie przez 24 h przerabiać.......
ale to się dla mnie skończyło jak ...nie czas i miejsce pisać o tym....

Tak potrzebowałem te 2,5 roku sam....sam ze sobą by wylizać swoje rany,poukładac to i owo....i zdecydowałem o powrocie....

Myślisz że przyjęto mnie z otwartymi rękoma???

Tak wielkie szczęście synów bo już mieli dość tej cyganerii....z jednego domu do drugiego.....jak te kundle podwórzowe ....między dwa domy....

O tym jak się czuli powiedzieli mi dopiero po czasie jak wróciłem.....akceptują to co jest...bo nie ma wyjścia....ale sa szczęśliwi ..bo jest dwoje rodziców....i mimo że dwóch to już nastolatkowie....
ale lepszy ojciec dnia codziennego.....niż ten sobotnio niedzielny....

Ja Silverado od wielu lat słysze NIE....nawet żona nie potrafi dokładnie określić dlaczego to NIE.....
jest bo nie potrafi...bo zblokowana...bo od lat słysze ....nie mogę....
wcześniej zadawałem pytania....
a byłas u kogoś...próbowałaś z kims pogadać.....próbowałaś by ktoś nas wysłuchał..zaradził....

Jest to takie Silverado....nie..bo nie....jak nie dla własnej zasady.......
dokładnie prawie jak pisze Tilia....zablokowała się bo mąz to dziecko....jeszcze jedno dziecko w domu jakiemu nie da rady powierzyć własnego życia.....
u mnie ??

wiesz takie poplątanie wszystkiego....ale przestałem już zonie mówic że:

mamy za sobą duża faze kryzysu,wiemy co nas poróżniło,odkrylismy pragnienia i wymagania.....to jest duzy poziom wiedzy......czyż na tym nie da się budować???

można Silverado.....ale aby to zrobić trzeba brać się za prace...a jak się nie chce...to człek zasłania się przeszłością........
koło zamknięte....
dlatego sytuacja nauczyła mnie...

nie chce zona rozmwaiac -nie odzywam się.....
spytam i słysze krótką odpowiedz-zadawalam się nią nie pytam dalej....
nie wchodzę w jej świat ,nie pytam gdzie chodzi,nie pytam co robi......

Wiem że to kretyńskie życie...że nie o takie chodziło...ale człek nie zmieni kogoś...może sam w sobie wiele....
i to wiele zmieniam w sobie każdego dnia.....
Masz rację z tymi obozami....człek z czasem akceptuje to co ma i uczy się żyć w tych warunkach w jakich jest...
Myslę że zona widząc to na co dzień... dostrzega i własne błędy
a to da że .... wcześniej czy później....pewna koncepcja będzie się kruszyć..
.kruszyć z każdym dniem jak coraz mniej będzie można mi przypisywać do rachunku.......
Tilia napisał/a:
o czym pisałam na poczatku - coś w rodzaju fizycznego i emocjonalnego zablokowania, które nie dało się przezwyciężyć "na siłę"

Tilia ale ktoś te blokadę włączył.....czyż nie ty sama????

Jak myślisz kto ją jest w stanie wyłączyć???

był czas kiedy dokładnie tak to widziałem czasem i o tym mówiłem żonie....
to nie jest tak że przybyli kosmici...jacy zrobili pyk...i jest blokada.....
blokada...jak i depresja....
jest rodzajem infekcji w umyśle(nazwijmy to tak).......

to tez się leczy......to tez konsultuje....ku temu tez sa terapie.....

a jak powiedziała mi kiedyś pani psychiatra ..pacjent musi chcieć
  
 
     
Tilia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-05, 00:01   

Cytat:
Tilia ale ktoś te blokadę włączył.....czyż nie ty sama????


no właśnie, jak Bety powyżej, myślę, że nie sama. Zobaczę, co będzie, na terapię chodzę, od roku (mąż nie). Ja się sama w sobie czuję lepiej, mam na pewno mniej takiego żalu do męża na poziomie świadomym. ale włączenie blokady nie było celowe, ani świadome i tak samo nie mogę jej wyłączyć. Ja nawet (do próby pojednania) nie wiedziałam o jej istnieniu. Póki co, jest.
Ktoś gdzieś napisał, może nawet nie w tym wątku, że to tak, jakby to był nie ten sam czlowiek - masz go i teraz żyj. Jak z kimś fajnym, interesującym, nawet przystojnym, ale NIE TYM, którego się wybierało. Dziwne.
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-05, 00:22   

Tilia napisał/a:
no właśnie, jak Bety powyżej, myślę, że nie sama. Zobaczę, co będzie, na terapię chodzę, od roku (mąż nie). Ja się sama w sobie czuję lepiej, mam na pewno mniej takiego żalu do męża na poziomie świadomym. ale włączenie blokady nie było celowe, ani świadome i tak samo nie mogę jej wyłączyć. Ja nawet (do próby pojednania) nie wiedziałam o jej istnieniu. Póki co, jest.

Ktoś gdzieś napisał, może nawet nie w tym wątku, że to tak, jakby to był nie ten sam czlowiek - masz go i teraz żyj. Jak z kimś fajnym, interesującym, nawet przystojnym, ale NIE TYM, którego się wybierało. Dziwne.

E tam jeszcze nie jedno odkryjesz i nie jednym się zadziwisz....
gratuluje terapii.........myślę że ona wiele jeszcze odkryje.....

no cóż u mnie nie ma takiego szczęścia...bo zona nawet nie próbowała......

pozdrawiam i miłej nocy.....

Silverado jakos to będzie chłopie......nie stawiaj sobie tylko za cel na siłe kochac żonę i ja siłą uszczęśliwiać ....jeno przestaw się na taką miłość ..nazwijmy to trudna...bo bez odwzajemnienia......

[ Dodano: 2014-01-05, 00:26 ]
Tilia napisał/a:
ale NIE TYM, którego się wybierało


Tilia dokładnie ten sam jakiego wybierałas......a dojrzysz to dokładniej jak okroisz
oczekiwania jakie miałas względem niego...a w twoim pojęciu nie spełnił......

Fajnie że to wyszło....bo teraz mogę napisac ci to co chciałem wcześniej...
wiesz co dokładnie zblokowałas???

własne oczekiwania jakie się nie spełniły......
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9