Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Nienawiść
Autor Wiadomość
Filomena
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-15, 14:31   

To ja tylko napiszę - rozumiem i współczuję.

I niestety nie widzę wielkich szans na odmianę. Z tego, co piszesz - mąż jest wtedy zadowolony, kiedy zachowujesz się zgodnie z jego wizją.

Dlaczego ktoś poza matką i lekarzem miałby decydować o sposobie porodu???

Dla mnie to, co piszesz jest raczej wskazówką, że Twoja agresja nie powstaje w próżni.

Ja w takiej sytuacji czułabym się niedoceniona, niezrozumiana, krzywdzona i osaczona. Teraz jak rozumiem doszedł lęk związany z groźbą rozwodu i świadomość bycia niekochaną przez męża. W takiej sytuacji są dwie reakcje: atak - agresja lub ucieczka - unikanie tematu drażliwego i łagodzenie za wszelką cenę. Obie reakcje są na dłuższą metę bezproduktywne.

Oczywiście tylko Ty masz pełny obraz, ale z drugiej strony jesteś w środku. Dlatego - chodź na terapię, żeby zobaczyć swoje życie z odpowiedniej perspektywy.

I poczytaj ustawę o szkolnictwie wyższym - jeżeli mąż nie wspiera Ciebie przy doktoracie, to co będzie, kiedy obciążenia dydaktyczne poszybują do 3-4 krotności obecnych, dojdą obowiązki administracyjne oraz rozliczenie współpracy międzynarodowej, punktów za publikacje oraz innych elementów koniecznych do habilitacji. Zniesiesz taką atmosferę wokół Twojej pracy przez 8 lat między doktoratem, a habilitacją? Starsze dziecko wcale nie jest mniej absorbujące, niż małe.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-15, 15:08   

Cytat:
Teraz jak rozumiem doszedł lęk związany z groźbą rozwodu i świadomość bycia niekochaną przez męża

Oj, chyba ogrom emocji ze strony męża Anety i jej samej świadczy raczej o tym, że nie są sobie obojętni. Ileż to razy - w emocjach, wypowiadamy ciężkie słowa pod adresem kochanej w końcu osoby (a niech ją boli!), a za chwilę żałujemy i wstyd przyznać się, że poniosło, że wcale tak nie myślimy.

Chyba jednak odwieczny problem z teściami, którzy pomagają, ale roszczą sobie w zamian prawo do ingerowania.
Niestety, teściowa ma wielką moc tak pomóc, jak i rozwalić najlepsze nawet małżeństwo. Moim zdaniem, mąż jest pod wpływem mamy, a konflikty o takim podłożu są bardzo trudnymi do rozwiązania. Czasem nie wiadomo, o co chodzi... a tymczasem mąż jest po dłuższej rozmowie z mamą.

Cytat:
Najgorsze, że przy Męzu udaje kochaną, a jak zostajemy sam na sam, mówi mi rzeczy tragiczne... Nie ma świadków. I nikt mi nie wierzy...


Skąd ja to znam? :-D
 
     
AnetaS.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-15, 18:19   

Filomena napisał/a:


Dlaczego ktoś poza matką i lekarzem miałby decydować o sposobie porodu???



Nie wiem. Moja teściowa jest osobą która jak cos chce, musi to mieć. Kobieta ma dobre stanowisko w banku, zawsze każdego pod sobą. Ponoć (ja przez znieczulenie nie pamiętam) chciała iśc do lekarza podczas mojego porodu, dac "pieniądze", żeby szybciej poszło. Mąż sie nie zgodził. Ona to zrozumiała że to ja nie chcę i że sie uparłam na np. Mąz mówi że to nie może byc prawda.

Jeżeli chodzi o agresję. Tak ja wiem, że źródłem są frustracje związane z Mężem i sytuacją rodzinną. Nie biłam Męza dla sportu. Gdy słyszałam słowa typu: "Najlepsze co robisz to loda na każdym rogu ulicy", nie mogłam powstrzymac nerów i złości. Ja Go nie chciałam za to uderzyć. Ja Go chciałam tak pobić, żeby zapamiętał że taka nie jestem. W głowie tłumiły mi słowa "jak On tak mógł powiedzieć". Wiem, że to było bez sensu. Totalna porazka z mojej strony. Dlatego podjęłam terapię. Ale siły mi powoli przestaje brakowac kiedy słyszę słowa "K**** jak ja cie nienawidzę", powtorzone 100 razy.... A potem, Anetka chce załagodzić sytuację, skacze wokoło, zabiera Synia na spacer na cały dzień żeby Mąz mógł w ciszy popracować, a On nawet nie pomaga wózka wtargac po schodach bo akurat rozmawia przez telefon....

Ja wiem, że w małżeństwie bywa raz tak raz. Ja kompletnie nie czuję sie kobieca. Zero komplementów itp. Zero pomocy. Jak siedze cicho i nie wymagam jest dobrze.

Wiecie ile razy myslałam o ewentualnej zgodzie na rozwód?! Raz. I mimo swoich przekonań, gdyby Mąz przyniósł mi dokumenty, podpisałabym je. Z tym, że Mąz zagroził mi że zabierze mi Syna. Ot co, pomoże Mu mama. Jego słowa. Nie dosłowne. Ale gdy mówił, że "nie dostaniesz Syna i mi moja mama przynajmniej pomoże", zrobiło mi się słabo, bo wiem, że Oni są do tego zdolni.

Wedlug mnie jest beznadziejnie. I mam poczucie ze Mąż mnie po prostu nie kocha. Ja wiem, że nie jestem bez winy, ale staram się, leczę się. A z Jego strony nie ma chęci. Nie chce rozmawiać. A mi powoli kończy się chęć działania za nas dwoje...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-15, 20:53   

Anetka pisze:
Cytat:
Wzielismy slub po 5,5 roku znajomoci. Z tym, że poznalismy sie w liceum.
Młodzi, Mąz szaleńczo zakochany.


1. Anetko piszesz, że mąż był zakochany i to szaleńczo a co z Twoimi uczuciami? Czy były równie silne jak męża uczucia do Ciebie?

2. Chciałabym byś spróbowała zastanowić się czy oprócz tych wszystkich wad męża i jego negatywnych zachowań jakie wymieniłaś czy Twój mąż posiada jakiekolwiek pozytywne cechy za które go cenisz, zachowania które w nim lubisz.

3. Zanim doszło do apogeum, które wyraża się deklaracją męża odnośnie chęci wzięcia rozwodu, czy mąż mówił jak wyobraża sobie wspólne życie, czy miał jakiś realny plan który wg niego dawałyby nadzieję na stabilne rodzinne życie? Z czym się nie zgadzał, co chciał zmienić?

- Teściowa -
Wiem, że jest miło gdy wszyscy nas lubią, ale rzadko tak jest i ten fakt trzeba zaakceptować.

Nie wiem dlaczego aż tak bardzo sobie bierzesz do serca jej uwagi dot. porodu.
W ogóle nie powinnaś wchodzić w tego rodzaju dyskusję, nie ma żadnego powodu by się komukolwiek z tego tłumaczyć.
To Ty rodziłaś, to był Twój poród i Twoje dziecko, zatem decyzja należała do Ciebie. Naturalny poród jak sama nazwa wskazuje jest najwłaściwszy, chyba że istnieje obawa zagrożenia życia matki lub dziecka a o tym decydują lekarze. Takie dyskusje się ucina i nigdy nie dopuszcza do kontynuacji tematu.

Odnośnie diety i utraty wagi:)
Czy czyjeś niedorzeczne oceny są w stanie zmienić fakty?
Jeśli TY wiesz, że dieta się powiodła, to jakie ma znaczenie że ktoś mówi inaczej?
Anetko więcej dystansu i asertywności Ci potrzeba. Spotkasz w życiu różnych ludzi ale to nie ich ocena Ciebie ma być ważna, najistotniejsze jest to jak sama siebie postrzegasz.
 
     
Lil
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-15, 21:05   

kenya napisał/a:
najistotniejsze jest to jak sama siebie postrzegasz.

A ja dodam, że własne postrzeganie siebie powinnaś oprzeć o to jak widzi Ciebie Jezus. On zna całą prawdę, pokaże Ci jaka jesteś cudowna, wspaniała, kochana przez Niego, ale także wskaże słabości, to nad czym trzeba będzie popracować. Nie bój się, On we wszystkim Ci pomoże, zacznij Jemu ufać, powierzać swoje życie, problemy.
Módl się w intencji męża, ale także teściowej skoro tyle jej jest w tym małżeństwie. Polecam codzienny różaniec (wiem co znaczy nie mieć czasu, ale można to pogodzić, modlić się w drodze, czy podczas jakiś zajęć, gdy nie da rady na spokojnie. Jak się postarasz na pewno coś wymyślisz).

Twój drugi post Anetko, wiele wyjaśnił, jednak nadal możesz niewiele więcej jak modlić się, pracować nad sobą i uczyć zdrowego dystansu do męża i jego mamy. Wspomnę Cię w modlitwie, imienniczko :)
 
     
Filomena
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 01:09   

Aneto, niezależnie od tego, kto jest agresorem, a kto ofiarą w związku on nie ma prawa Ciebie poniżać, Ty nie masz prawa go bić. Są dorosłe metody rozwiązywania problemów: jeżeli on chce rozwodu, to niechże złoży pozew, wyprowadzi się, ustali zasady kontaktu z synem, a nie usiłuje poprzez agresję słowną uzyskać Twoje współdziałanie w drodze do rozstania, a przy okazji nastraszyć.

Ty z kolei powinnaś sobie uzmysłowić, że na jego uczucia masz mały wpływ, co więcej, nie jesteś za nie odpowiedzialna. Człowiek sam daje sobie przyzwolenie na nienawiść do osoby, której przysięgał miłość. Jeśli mąż powtarza to często, to ja nie widziałabym tu rozbuchanych emocji od nienawiści do miłości, ale niestety właśnie głęboką niechęć. Tym bardziej, że pojawiają się groźby odebrania dziecka.

Zdajesz sobie mam nadzieję sprawę, że w Polsce trudno jest odebrać dziecko matce. Co więcej wiek dziecka jest argumentem za pozostawieniem go z Tobą.

Ja w takiej sytuacji chroniłabym siebie i dziecko, póki argument wieku synka jest istotny dla sądu. Na małżeństwo czas przyjdzie, jak wszystkim emocje opadną. To, że uczestniczysz w terapii jest dla Ciebie korzystne w sądzie, bo dowodzi, że dorośle chcesz się zmierzyć z problemem.
 
     
AnetaS.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 20:06   

Pytacie o moje uczucia. Nie, nie były tak silne jak Męza. Wówczas. Mąz się zakochał. A ja, ceniałam Jego dobroć, po prostu wtedy też "chciałam z kimś być". Z tym, że po latach we mnie narodziła się miłość. Silna. Dojrzała.
Tak dostrzegam zalety Męża. Prawię Mu komplementy. Ale wiecie co... On mi nie wierzy. Wogóle zobaczyłam że Mąż kompletnie mnie nie słucha. Nie rozmawia. Według mnie Jemu nie zależy. Odzywa się opryskliwie. I nie jest to moje skupianie się na problemie i wyolbrzymianie go. Ja po prostu mam oczy. Widzę inne małżeństwa, ich relacje. Porównuję ze swoimi. Bądź z tym co było pare lat temu.

Dzis też mam dzień takiego "bezsensu". Chyba do mnie dotarło, że jeżeli przystanę na warunki Męża (tj. nie będę wymagać i ograniczę słowotok) będzie ok. Jesli nie, będzie źle.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 20:39   

Aneta...
W sumie schemat dość typowy (czy taki jak u Ciebie? nie wiem)
On zakochany
Ona lubi i chce z kimś być
On chce aby ona jego tak kochała jak on ją (bo faceci wbrew pozorom też są uczuciowi)
On się oddala, czuje zawód
Ona jak widzi, że on się oddala, zaczyna się starać
On...już mu nie zależy
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 21:23   

Anetko,

- albo Twój mąż ma tak niskie poczucie własnej wartości, że obawia się że Cię może stracić kiedy ty będziesz miała szansę stać się samodzielna finansowo i być może bardziej wykształcona niż on, zatem jego strach przeradza się w agresję.

- albo jest inna kobieta.

Brałaś pod uwagę którąś z tych przyczyn?
 
     
AnetaS.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 22:03   

Obawiam sie schematow... Sa bardzo przewidywalne, nie daja szansy czlowiekowi na wykazanie sie... Ja nie zaczelam sie starac kiedy poczulam, ze Maz sie oddala. Staralam sie od kiedy pamietam....

Moge byc pewna na 100% ze to nie inna kobieta. Maz pracuje w domu, nie wyjezdza nigdzie "sluzbowo". Nie mamy zakazow co do odczytania smsa, znamy swoje hasla itp.
A czy to obawa przed osiagnieciem wyzszego statusu, o ile tak to moge okreslic, to niestety nie wiem... Maz ma swietna prace, realizuje sie, robi to co lubi. Rowniez ma wyzsze wyksztalcenie. Czasem zastanawialam sie czy wlasnie te Jego obawy moga byc przyczyna niektorych zachowan, ale watpie. Moge sie jednak mylic. Maz nie chce rozmawiac. Zawsze wolal cos zostawic samopas do rozwiazania. Bardzo rzadko sam podejmowal decyzje. Nawet o zakup ostrzalki do nozy dzwonil do mnie. Moze faktucznie tak Go terroryzowalam dominacja przez te lata, ze cos Mu padlo na glowe.... Nie wiem...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 22:13   

A terroryzowałaś go?
Jeśli tak, to czym ten terroryzm się objawiał, że chłop uznał że nawet nie warto rozmawiaać ?

Rusz głową Aneta...nie mów, nie wiem, wydaje mi się itd., zacznij analizować -ważą się losy Twojej rodziny.

A co mówi Twój terapeuta?
 
     
AnetaS.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 22:27   

Uzylam okr. terror, poniewaz kiedys tak to skomentowala mama Meza. Objawialo sie to tym, ze wg niej i Meza to do mnie nalezalo ostatnie slowo. Dzis Maz czesto mowi ze nie bedzie rozmawial, chodzil na terapie bo to nic nie da. Ze do mnie nic nie dotrze. Ja Mu tlumacze, ze nie jestem taka, umiem isc na kompromis. Ale to juz do Niego nie dociera. Co mam znow na sile Go zaprowadzic na terapie, zeby zarzucil mi ze po raz kolejny postawilam na swoim?!

Ruszam glowa, az za bardzo. Ale On nie chce rozmawiac. Ja naprawde nie wiem o co moze chodzic. Co chwile wymyslam nowe powody przez ktore moze byc tak jak jest. Ide z tym do Meza i co slysze?! Skoncz !!!

Na terapii skupiamy sie na mojej agresji. Terapeuta powiedzial, ze moja zmiana ma mi dac sile zmierzyc sie z niechecia Meza, a nie dostosowac sie do Jego oczekiwan wobec mnie. Jezeli przed kazda terapia pytam Meza czy ze mna pojdzie, On odpowiada ze nie, to co moze mi powiedziec terapeuta? To co na ostatnim spotkaniu: " prosze sie liczyc z tym, ze Mezowi moglo przesyac zalezec. Nie nakaze Mu pani ponownie sie zaangazowac"...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 22:33   

Anetko,
czy Twoi rodzice wiedzą o Waszych problemach? Jeśli tak to co ONI na to?

Czy także podzielają opinie, że jesteś osobą dominującą do której musi należeć ostatnie słowo?
I wreszcie czy Ty sama identyfikujesz się z tym "zarzutem"?
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-16, 22:34   

a może chodzi o TO co zwykle?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8