Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Dzieci w rozbitym związku a dzieci w rodzinie bez miłości
Autor Wiadomość
krawędź nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 18:40   Dzieci w rozbitym związku a dzieci w rodzinie bez miłości

Zawarte w tytule porównanie jest tematem moich dyskusji z mężem.

Mąż wrócił do mnie po zdradzie i półrocznym pomieszkiwaniu z kochanką. Próbujemy odbudowywać relację od zera.
Temat dzieci jest u nas najboleśniejszy.

Mąż co jakiś czas wysuwa wątpliwości, czy dzieciom lepiej nie byłoby w rozwiedzionej rodzinie, niż w rodzinie gdzie mama i tata "się kłócą".

Podsuwam mu różne opracowania typu www.rozwodprzemyslto.pl i inne dotyczące ogromnego negatywnego wpływu rozwodu na dzieci.

On po pierwsze oskarża mnie o manipulowanie dziećmi a po drugie wciąż wysuwa wątpliwość, że może lepiej cisza (=brak jednego rodzica) niż oboje rodziców i kłótnie.
I że owszem są opracowania o szkodliwości rozwodów, ale nie ma opracowań pokazujących w jaki sposób niezgoda, kłótnie i brak miłości rodziców wpływa na dzieci - w domyśle, że zły wpływ rozwodów jest przesadzony, lub należy go widzieć jako mniejsze zło.

Przyznaję, że podczas najgorszych dni, gdy ja po odkryciu zdrady ledwo funkcjonowałam z przerażenia i rozpaczy, zdarzało mi się kontynuować ostre rozmowy mimo, iż np. dziecko budziło się i przychodziło do nas i słyszało część rozmów. Były emocje, był płacz przy dziecku.
To był duży błąd. Lecz wtedy byłam na dnie czarnego dołu i skoncentrowana na własnym bólu.
Błąd, który został mi wytknięty i więcej będę go starała się nie popełniać.
Obecnie rozmowy prowadzimy często w napiętej atmosferze, ale po pierwsze nie zawsze, a po drugie "nie przy dzieciach".
Dzieci mamy małe, 4 i 6 lat.
Mąż je uwielbia (co nie przeszkodziło mu w rozpatrywaniu rozejścia się z ich matką czyli mną..) a one za nim przepadają. Jest super ojcem (poza tym jednym drobiazgiem..)

Obecnie stoję na stanowisku, że nie ma zdrowego związku bez konfliktów i trzeba uczyć się kłótnie czy dyskusje przeprowadzać w taki sposób, aby dzieci uczyły się że da się dojść do porozumienia.
Oczywiście wymaga to pracy, łatwiej jest wyjść ze związku...

Nie wiem jak poprzeć moją tezę, ale czuję że jest ona właściwa.
Gdyby komuś przyszło coś do głowy, albo jeśli ktoś ma doświadczenia, to bardzo chętnie poczytam.
 
     
Aga6025
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 18:52   

Wydaje mi się, że odpowiedź na Twoje pytanie jest bardzo skomplikowana. Ja uważam, że rozejście się jest mniejszym złem dla dzieci jeżeli rodzice ranią się na wzajem, nie szanują, poniżają, co nie koniecznie musi się przenosić na kłótnie w obecności dzieci. Wstrętne uczucie wzajemniej niechęci, kompletny brak uczucia i beznadziejne “zimno” w domu to bardzo złe wzorce dla dzieci. Czy taka sytuacji, czy rozwod - to przykłady chorych rodzin – a która jest lepszym wyborem zalezy bardzo od kazdej indiwidualnej sytuacji. Jezeli pracujecie nad tym aby sobie wybaczyc i aby uleczyc wasza rodzine to na pewno warto. Nawet jezeli to tylko poczatek i dluga droga przed wami. Liczy sie fakt, ze rozmawiacie i probujecie.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 19:32   

Cytat:
Mąż co jakiś czas wysuwa wątpliwości, czy dzieciom lepiej nie byłoby w rozwiedzionej rodzinie, niż w rodzinie gdzie mama i tata "się kłócą".


Mie strasznie wkurza określenie "kłócą się" .
Rodzice się kłócą , w Sejmie się kłócą ,
więc lepiej żeby się rozwiedli
a na wybory nie idę - bo "się kłócą" .
To dwie różne sprawy , ale podejście do tematu takie samo .

To bardzo wygodne stanowisko - rozwodzimy się dla dobra dzieci .
Będą miały "spokojny dom " .
Wydaje mi się , że dzieci jednak wolą kłócących się rodziców ,
ale jednak razem - to daje mimo wszystko poczucie bezpieczeństwa .
W przeciwnym razie , może i cicho będzie ,
ale to będzie tłumione w nich , zaczną się kłopoty
niewiadomego pochodzenia , pretensje .

Jak się kłócą , znaczy "rozmawiają" , kontakt przynajmniej utrzymują .
Teraz tylko trzeba się nauczyć naprawdę rozmawiać , słuchać .
Większość ludzi nie potrafi ani słuchać , usłyszeć , rozmawiać .
Stąd problemy .

Inną jeszcze bardziej skrajną filozofią jest takie podejście .
Tylko szczęśliwy związek zapewni dzieciom szczęście ,
więc po co "oszukiwać" dzieci i siebie .
Coś nie pasi - rozchodzimy się .
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 19:42   

Mare

Niektórzy się kłócą, że talerze fruwają, a za chwilę się pogodzą, bo sie kcohają,
a inni nigdy nie podniosą głosu, tylko "syczą" przez zęby , bo się nienawidzą.
Dzieci nie są głupie i w 1 przypadku mogą wyrosnąć na normalnych ludzi,
a w drugim przypadku wyjdą z domu z "garbem"
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 20:14   

Cytat:
Niektórzy się kłócą, że talerze fruwają, a za chwilę się pogodzą, bo sie kcohają,

Zatem są niezrównoważeni psychicznie , nie panują nad sobą .
Ta miłość też jakaś mało dojrzała .


a inni nigdy nie podniosą głosu, tylko "syczą" przez zęby , bo się nienawidzą.
Dzieci nie są głupie i w 1 przypadku mogą wyrosnąć na normalnych ludzi,
a w drugim przypadku wyjdą z domu z "garbem"

.............. zatem ???
rozwód



Grzegorz , idąc tym tokiem rozumowania , dajmy sobie spokój
z jakimikolwiek związkami .
Tylko wolne zwiazki .
Majatek oddzielny .
Jest dobrze - jesteśmy razem .
Nie - rozchodzimy się jutro
i pozostajemy dobrymi przyjaciółmi .
Tak dobrymi , że możemy i sypiać od czasu do czasu .
No i wiadomo , co kilka lat
trzeba odnowić miłość
przy nowej partnerce , nowym facecie .Wszyscy jesteśmy jedną wspólną rodziną .
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 20:31   

KrawędźN pisze:
Cytat:
Przyznaję, że podczas najgorszych dni, gdy ja po odkryciu zdrady ledwo funkcjonowałam z przerażenia i rozpaczy, zdarzało mi się kontynuować ostre rozmowy mimo, iż np. dziecko budziło się i przychodziło do nas i słyszało część rozmów. Były emocje, był płacz przy dziecku.


Musiałabyś być jakimś cyborgiem chyba, żeby w tamtej godzinie zero umieć myśleć i działać racjonalnie, tak więc nie obwiniaj się o to i w żadnym wypadku nie bierz sobie do serca jeśli mąż chciałby Cię za tamto zachowanie obwinić. Wszak podczas "trzęsienia ziemii" nikt nie jest w stanie zachować spokoju.

Teraz gdy emocje już zmalały cokolwiek a pył opadł, nie ma sensu wzniecać ognia i przywoływać negtywnych emocji.
Jesteś fundamentem związku, gotowa do wybaczenia, gotowa by zbudować od nowa, także dla dzieci - te przecież są małe.
W jakim celu te kłótnie obecnie?
Jeśli mąż nie jest gotów by budować od nowa, na nic kłótnie i argumenty jakkolwiek uzasadnione by one były.
Jeśli zechce - odejdzie, dorabiając do tego ideolgię. Jeśli zrozumiał naprawdę zostanie i bez tłumaczenia.
Przegoń strach, zanim nie stanie się lękiem na stałe Ci towarzyszącym. Nie drąż, nie tłumacz, nie uzasadniaj - on wie co zrobił aż nadto.
Zamiast tego ufaj, miej nadzieję, popatrz na wasze dzieci, one potrzebują widzieć Was spokojnymi, przecież po każdej burzy musi przyjść spokój. Zawsze jednak bierz pod uwagę, że NIC na tym świecie nie jest nam dane na zawsze i na wyłączność . Wszystkim absolutnie rządzi prawo nietrwałości rzeczy.
Jeśli godzimy się z tą prawdą oczywistą - znacznie łatwiej cieszyć się życiem, które jest tylko TERAZ.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 20:39   

Mare, dlaczego taki wniosek?
Par w których ludzie się nienawidzą jest naprawde niewiele.
Zdecydowana większość życje zgodnie.
To forum przecież nie jest reprezentatywne, bo tu szczeóglne przypadki
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 21:52   

Zastanawiam sie po co wplatujesz temat dzieci w wasz kryzys?
Relacje oboje jak mowisz macie fajne z osobna kazde z was. Ojca dzieci kochaja on jest fajnym ojcem dla nich.
Problem macie wy miedzy soba w swojej relacji i podpieranie sie tezami szkodliwosci na dzieci takich czy innych przyczyn ma za zadanie jakie?
Zastanow sie bo w tym problem i doszukiwanie sie meza w tym manipulacji... Z boku patrzac mam takie same odczucie
Zastanowic sie tez trzeba by bylo z jakich powodow maz wrocil a raczej co wplynelo na jego powrot.
Jesli chec pojednania... To jest fajny punkt zaczepienia i skorzystania z tego by nauczyc sie na nowo zbudowac ciepla relacje.
Macie duzo czasu by ja tworzyc. Nic na sile. Powoli bez leku otwierac sie na siebie i zaczac darzyc zaufaniem.
Wplatywanie dzieci w to to tylko strach i wpajanie drugiej osobie poczucia odpowiedzialnosci.
Ta zas takim sposobem latwo stracic i latwo wtedy zobaczyc pierwotna intencje toczenia takich rozmow.
A chyba wiesz juz jaka jest twoja intencja pod przykryciem problemu pt dla dzieci powinnismy sie starac, byc razem...
Przede wszystkim dla siebie bo tego oboje pragniemy. By tak sie stalo teraz jest wasz czas by tego dokonac..
 
     
krawędź nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-21, 23:31   

Dziękuję Wam wszystkim za odpowiedzi. Każda dla mnie coś wnosi.

Aga6025, istotnie to zależy od wielu czynników, trudno porównywać.

Na pewno mąż boi się tego, że powtórzę błędy moich rodziców. Bo ja właśnie wychowałam się w rodzinie, w której matka i ojciec zdecydowali się mieszkać pod jednym dachem, lecz osobno. Chyba po zdradzie. Nie znam szczegółów, ale coś bardzo ciężkiego wisi od lat. (nasza decyzja o pomocy terapeuty, doradcy była przez każde z nich przyjęta z nieufnością..)
I zawsze w domu było właśnie cicho. Zero rozmów, bo nigdy nie byli razem w jednym pomieszczeniu... Nie mówiąc o bliskości, czułości (to dla mnie nie do pomyślenia, że ojciec jest czuły dla matki! Straszne, nie?)
Gdy się jakieś dyskusje zdarzały, to po prostu mój ojciec wychodził bez słowa w połowie zdania mówionego przez matkę. Cicho zamykał za sobą drzwi, i po prostu go nie było.
Od zawsze mieszkali w innych pokojach, potem ojciec wykończył mieszkanie obok, drzwi w drzwi, i tak sobie żyją do dziś, osobne kuchnie, łazienki, konta. Łączy ich coś. Co - nie umiem określić. Na pewno nie jest to nic. Ale na pewno nie jest to wzór zdrowego związku.
To antywzór. Może i dobrze, bo wiem do czego to może doprowadzić...
Mój mąż bał się że skończy jak mój ojciec - odtrącony. I przy pierwszych objawach się "podratował" zdradą.

On wychowany w rodzinie, gdzie ojciec wracał podpity i w progu zbierał od matki jeden wielki wrzask i pretensje. Niestety tata jego zmarł wcześnie osierociwszy mojego męża jako młodszego syna.
Potem wielu wujków.
Więc też brak wzorca. Brak ojca.

Jednak oboje jesteśmy już gdzieś zupełnie indziej niż nasi rodzice. Wytyczamy własną ścieżkę. Wierzę że lepszą.
Bo próbujemy, choć ciężko jest.
I słuchamy się i to są raczej dyskusje, nie kłótnie... I dzieci widują bliskość między nami. Jeszcze za mało, ale jest bardzo wcześnie.

Czy umielibyśmy te ręce do siebie (choć nieporadnie) wyciągać, gdyby nasi rodzice się porozwodzili, zamiast tworzyć te niedoskonałe i w zasadzie jakoś tam szkodliwe związki??????
Pytanie na które nie ma odpowiedzi.

mare, zgadzam się - to właśnie chciałam wyrazić: że nie ma związku bez kłótni. Tylko w reklamie margaryny. Albo w niedojrzałych wyobrażeniach. Życie jest inne.

grzegorz, no tak. A najgorsze, że to ciche syczenie czasem właśnie jest po to, by zaoszczędzić czegoś dzieciom. Duszone emocje to chyba coś gorszego niż wykrzyczane.. U mnie było cicho, i obojętnie, i pokerowa twarz. I bardzo łatwo mi teraz stworzyć coś takiego u siebie, bez wysiłku mi to przychodzi, wystarczy że się zapomnę.

kenya, dzięki za to co napisałaś. masz rację że musiałabym być cyborgiem, a mąż tego po prostu nie widzi (kilka osób mu tłumaczyło, łącznie ze mną, co przeżywam, ale jednak zdradzający ma jakąś blokadę na empatię - zresztą gdyby nie miał to by nie zdradzał)

Cytat:
Jeśli zechce - odejdzie, dorabiając do tego ideolgię. Jeśli zrozumiał naprawdę zostanie i bez tłumaczenia.
Powinnam to sobie nad łóżkiem powiesić..naprawdę..
To o nietrwałości też zapamiętam. Zbyt często człowiek staje się zachłanny.

bywalec, może i masz rację.
Wiesz, ja po prostu nie byłam i nie jestem gotowa na rozwód z punktu widzenia dzieci. Pewnie bym sobie poradziła sama ze sobą - jako kobieta, jako porzucona żona, ale jako matka? Moment gdy musiałabym odpowiedzieć córce na nieuniknione w razie rozstania pytanie "mamo a dlaczego tata z nami już nie mieszka" - no rozklejam się, nie umiem sobie wyobrazić, że muszę na to pytanie odpowiedzieć.
Jednocześnie wiem przecież, że ludzi to spotyka, dają radę odpowiedzieć, i od tego się nie umiera.
A dzieci wplatam (może niesłusznie, może czasem bezwiednie) dlatego, że wiem, że gdybyśmy byli bezdzietni, to mąż by nie dał rady wrócić. Przynajmniej nie w taki sposób i nie tak jak wrócił. Dzieci są dla niego ogromnym magnesem.

Jeszcze raz dzięki wszystkim
Pomogliście mi pójść kroczek do przodu.

[ Dodano: 2013-11-23, 02:54 ]
kenya napisał/a:
Zawsze jednak bierz pod uwagę, że NIC na tym świecie nie jest nam dane na zawsze i na wyłączność . Wszystkim absolutnie rządzi prawo nietrwałości rzeczy.
Jeśli godzimy się z tą prawdą oczywistą - znacznie łatwiej cieszyć się życiem, które jest tylko TERAZ.



kenya jak wyraźnie mi teraz dźwięczą te słowa.
Godzinę temu mąż wpadł do rowu, autem z przyczepą, 80/h, mgła, między dwie topole.... zabrakło dwudziestu metrów. Urwał lusterko, podrapał auto i więcej nic. NIC.
A ja się obudziłam 3 minuty przed jego telefonem.

Chwała Panu. Za kolejne dni nam darowane. Na kolana padnijmy i dziękujmy. Życie to dar.
Może Dobry Bóg wysłuchał mego błogosławieństwa, które dałam mężowi gdy wyjeżdżał (robię tak dzięki spowiednikowi..)
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-23, 17:38   

krawędź nadziei napisał/a:
kenya napisał/a:
Zawsze jednak bierz pod uwagę, że NIC na tym świecie nie jest nam dane na zawsze i na wyłączność . Wszystkim absolutnie rządzi prawo nietrwałości rzeczy.
Jeśli godzimy się z tą prawdą oczywistą - znacznie łatwiej cieszyć się życiem, które jest tylko TERAZ.



kenya jak wyraźnie mi teraz dźwięczą te słowa.
Godzinę temu mąż wpadł do rowu, autem z przyczepą, 80/h, mgła, między dwie topole.... zabrakło dwudziestu metrów. Urwał lusterko, podrapał auto i więcej nic. NIC.
A ja się obudziłam 3 minuty przed jego telefonem.

Chwała Panu. Za kolejne dni nam darowane. Na kolana padnijmy i dziękujmy. Życie to dar.
Może Dobry Bóg wysłuchał mego błogosławieństwa, które dałam mężowi gdy wyjeżdżał (robię tak dzięki spowiednikowi..)


Chwała Panu!
 
     
krawędź nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-23, 18:20   

Bóg działa. Bóg jest wielki i miłosierny.
Mój mąż to poczuł. I upiera się, że to ja uratowałam mu życie. Nieco przecenia moje możliwości ;)

I tym bardziej nienawidzi siebie za to, że nie chce (nie "nie umie", tylko właśnie "nie chce") zrezygnować z namiętności do tamtej kobiety. A ja uratowałam mu życie, takiemu "śmieciowi", jak się o sobie wyraża. Nienawidzi siebie.
Z tej nienawiści chciał umrzeć. Takie sobie wyjście umyślił.
Jest rozdarty, nieszczęśliwy, uszkodzony i niedojrzały. Z nią uważa że będzie szczęśliwszy.
Jeśli chodzi o mnie, to teraz życie z nim - jeśli czegoś ze sobą nie zmieni - jest krzywdzeniem siebie.

Czyli chyba dochodzę do znanej tu wszystkim dobrze ściany.

Mąż przyznał się na fali wynurzeń, że nie dał rady i nawiązuje z ex-niedokońca-ex relacje za moimi plecami. Namiętność wzywa i biedak nie umie jej odsunąć jako pokusy zagrażającej całej rodzinie, przyszłości dzieci. Jeśli to go nie powstrzyma, to nic go nie powstrzyma.
"o czym zatem z nią rozmawiałeś?"
"o wszystkim.."
No to fajnie. Czyli pęka iluzja nr 357343.
Jestem bliska przyzwyczajenia się do tego uczucia...

Ale tak na serio, to ogromnie to przeżyłam i dalej przeżywam, ale po rozmowie z księdzem, oraz z panią teolog jest mi lepiej.

Co do dzieci: dużo pracy przede mną.
Żeby przejść przez odejście męża jako dobra matka.
Chyba po to Bóg mnie wzmacnia od dwóch miesięcy.

Wszystko jest po coś.


Aha i jeszcze oczywiście zaczynam dowiadywać się, że ex-nie-ex mogła jednak kłamać we wrześniu z negatywnym testem. Czyli dziecko w drodze być może. Być może przyrodnie rodzeństwo moich dzieci. Chociaż biorąc pod uwagę tryb życia wspomnianej, to dopiero test krwi dałby pewność. Czyli pełny wachlarz totalnej rozwałki i raczej słabe rokowania (w ludzkim wymiarze, bo co Bóg zamierza to któż wie..)

Ale na razie nie zadręczam się. "Dość ma dzień swojej biedy", jak mówi Pismo.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-24, 14:28   

KrawędźN, - wiem, że Ci ciężko i b. współczuję.
Zaczynam jednak widzieć niepokojące symptomy u Ciebie. Najpierw niemal całkowicie przyjęłaś na siebie ciężar i odpowiedzialność za ratowanie małżeństwa - to był błąd nr.1
Teraz popełniasz błąd nr.2, nie patrzysz na męża jak na mężczyznę, który musi wziąć odpowiedzialność za swoje postępowanie, zaczynasz zachowywać się jak mama niedorośniętego, biednego chłopca, która zamiast postawić go do pionu wymagając by dorósł, usprawiedliwia.
f/ex:
Cytat:
Jest rozdarty, nieszczęśliwy, uszkodzony i niedojrzały. Z nią uważa że będzie szczęśliwszy.

Jeśli on jest rozdarty i nieszczęśliwy, to jak nazwać Twoje uczucia? Dlaczego KN aż tak bardzo skupiasz się na jego odczuciach, zapominając o sobie? On Cię skrzywdził i wciąż to robi.
Skoro ON uważa że z nią będzie szczęśliwszy, pozwól by mógł podjąć decyzję - SAMODZIELNIE. Niech w końcu stanie się mężczyzną i zrozumie, że każda decyzja ma swoje konsekwencje.
Teraz jest zawieszony, stoi w rozkroku, obie panie, żona i kochanka go chcą, - a on bidulek, jak ten puchar przechodni oczekuje aż wyłoni się zwyciężczyni.
Danie komuś szansy po zdradzie to wielka szlachetność, czasami nawet heroizm, zatem nie docenianie danej szansy jest przejawem ignorancji i egoizmu.
Nie da się KN odegrać dwóch ról jednocześnie, nie możesz być tą która szansę daje i tylko sama z niej korzysta.
Przemyśl to.
Przytulam Cię mocno.
 
     
krawędź nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-24, 16:36   

Dzięki Ci kenya. przeczytałam i nieraz jeszcze to przeczytam co mi napisałać.

Najgorsze,że on nie umie wybrać.
Wszystko robi, ale nic do końca. Obiecuje, zaczyna...... i skręca...

- wrócił do nas, ale mówi "nie wiem jak Cię pokochać i to mnie zabija"
- mówi "rozumiem jaką krzywdę ci robię ale nie wiem co robić"
- zrywa z nią ale zostawia ostatnie niteczki i odwleka ich przecięcie
- jedną z niteczek wykorzystuje do pojechania i omówienia czegoś w 4 oczy i informuje mnie dopiero wieczorem
- przyznaje się, że jak ją zobaczył to wszystko wróciło i teraz mówi wprost "jestem śmieciem, ale nie chcę tego skończyć"
Po tym jak pokazałam zachowaniem wszystkie wartości które w sobie i Bogu udało mi się odnaleźć, jak przyjęłam go i próbowałam przebaczyć.
To on teraz (teraz! po trzech miesiącach takiego życia) nie chce kończyć tamtego związku.
Ponoszę spore koszty swojego zaangażowania. Wszystko co położyłam na stół, zostało obwąchane, liźnięte tu i tam, pochwalone, ale wybór pada jednak na surowy podgniły połeć spod stołu - że taką metaforę pseudokulinarną dam. I ja się czuję jakby cała moja wartość została podsumowana, oszacowana i.... e tam, jednak tamto jest dla mnie więcej warte, niż cała Ty, Twoje modlitwy, przebaczenia, i dzieci na dokładkę.

Aha, czy to nie "syndrom madonny i ladacznicy" ? W połączeniu z meganiedojrzałością.

Jakby ktoś chciał scenariusz do filmu "Dręczyciel" to dysponuję...


Ja nie chcę wybierac za męża.
A on ni cholery nie wybiera, tylko tak się ślizga i czeka na pomoc, aż mi już niedobrze robi, jak na to patrzę.
Ale w końcu będę musiała to zrobić, czyli podjąć decyzję ostateczną - i poinformować go, że dalej tak nie będę żyć i składam najpierw wniosek o rodzielność majątkową a potem pozew o separację.

Odwlekam tę decyzję oczywiście ale zaczynam widzieć swoje własne granice, sama widzę gdzie one przebiegają - po raz pierwszy od początku tej sytuacji...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-11-24, 19:38   

Cytat:
Najgorsze,że on nie umie wybrać.
Wszystko robi, ale nic do końca. Obiecuje, zaczyna...... i skręca...


Nie umie wybrać, bo nie musi.
Wciąż nie chce brać odpowiedzialności, TY przejęłaś odpowiedzialność za Was.
Nie zna kierunku w jakim podąża, tak więc nawet nawigacji nie włącza.

Nie wiem KN na ile starczy Ci jeszcze samozaparcia by funkcjonować w miarę normalnie, codziennie niemal posiłkując się takim koktailem emocjonalnym - który preparuje i serwuje Ci mąż.
Oczywiście tu znów decyzja należy do Ciebie - pijesz go czy mówisz mam dość, zawsze jest to Twój wybór.

Dając przyzwolenie na:
Cytat:
Wszystko robi, ale nic do końca. Obiecuje, zaczyna...... i skręca...
dajesz prosty sygnał - nie wyznaczyłam Ci granic, cokolwiek zrobisz - ja to przełknę w imię idei która mi przyświeca.

Odnoszę wrażenie, że gdybyś KN aż tak desperacko nie trzymała się wizji naprawy małżeństwa za wszelką cenę, postawiła jasne warunki, ustawiła się w pozycji, że po tym co zrobiłeś, na mnie MUSISZ ZASŁUŻYĆ, on miałaby szansę zrozumieć, że ma coś ważnego do stracenia. Nie ma potrzeby starać się o kogoś jeśli nie istnieje żadna obawa utraty tego kogoś.
Póki co, zdradzacz wciąż jest podgrzewany w inkubatorze i ma się dobrze.
KN- nie wierz w te obwinianie samego siebie, - gdyby tak było nie byłby w stanie mówić o namiętności do tej drugiej i niemożliwości ogarnięcia tej namiętności.
Nie można jednocześnie czuć się wspaniale i zarazem źle - to niewykonalne.

Cytat:
I ja się czuję jakby cała moja wartość została podsumowana, oszacowana i.... e tam, jednak tamto jest dla mnie więcej warte, niż cała Ty, Twoje modlitwy, przebaczenia, i dzieci na dokładkę.

NIepotrzebnie się tak czujesz KN.
Kiedy podświadomie zakłada się, że starania są konkurencją w którą stajemy z kochanką a mąż jest arbitrem - może takie odczucie się pojawić.
Zatem trzeba zmienić postrzeganie, czyli: to nie ja wchodzę w konkurencję by zdobyć Twoją uwagę ale to TY mężu powinieneś się starać by na mnie zasłużyć. Jeśli się nie starasz - przekaz jest prosty- nie zależy Ci.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 8