Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
DRUGI KRYZYS - CZY SENS RATOWANIA MAŁŻEŃSTWA???
Autor Wiadomość
Ania2909
[Usunięty]

  Wysłany: 2013-10-18, 21:36   DRUGI KRYZYS - CZY SENS RATOWANIA MAŁŻEŃSTWA???

Witajcie,
jestem w sakramentalnym związku i jestem w kryzysie małżeńskim po raz drugi...
Spotykaliśmy się z mężem przed ślubem 5 lat. Dwa lata po ślubie urodził się synek (teraz ma 13 lat), a 4 lata później córeczka (obecnie ma 9 lat). Niestety od pierwszych chwil jej życia nie czułam szczęścia w domu. Kiedy miała ona 4,5 miesiąca odkryłam list od kochanki mojego męża, w którym wyznawała swą miłość do niego. W tym samym dniu kazałam mu się wyprowadzić z domu. Pojechał do rodziców. Romans trwał jeszcze parę tygodni. Przeżyłam tę sytuację strasznie. Zamiast cieszyć się Aniołem w domu, ja przepłakiwałam kolejne dni i noce przez wiele miesięcy. Potem zaczęłam chodzić do terapeutki, on po pewnym czasie dołączył i po roku nieobecności wrócił do domu. Stanęło na tym, że on zdradził, bo to tak naprawdę i moja wina... Przebaczyłam i naprawdę chciałam zapomnieć. Zaufania w 100% nie było.
Parę lat, według mnie dobrych, płynęło raz lepiej, raz gorzej, z różnymi problemami mniejszymi i większymi.
Po paru latach znów zaczęłam gdzieś odczuwać, że zaczynamy żyć obok siebie. Coraz mniej rozmawialiśmy, mieliśmy dużo pracy, mąż skupiał się w zasadzie tylko na pracy, a prowadzenie domu, dzieci, załatwianie wszystkich spraw - na mojej głowie. Na szczęście cały czas miałam ogromną pomoc mojej mamy. Jasne, kłóciliśmy się, szczególnie o syna, z którym było bardzo dużo problemów - bywało, ale wydawało mi się, że kłótnie, niezrozumienia bywają w wielu domach. On mówił, że się stara, a ja nie. Trudno mi było się zgodzić z tym twierdzeniem. Rutyna dnia codziennego zabijała nas. Byłam wiecznie zmęczona. Podczas kłótni nieraz mówiłam "to się ze mną rozwiedź i daj mi spokój". Zachowanie męża nie pozwalało mi zapomnieć o jego zdradzie.
2012 rok był straszny, bo odsuwanie męża było bardzo zauważalne. Nie wytrzymałam i w grudniu w krótkiej rozmowie stwierdziłam, że mam dość takiego małżeństwa, że żałuję, że za niego wyszłam i że jak tak ma być, to lepiej rozwiedźmy się. Tak, to było szastanie słowami, wcale tego nie chciałam, ale z nim tak trudno się rozmawiało. Wydawało mi się wtedy, że to jedyne wyjście, aby nim wstrząsnąć.
No i po tej rozmowie rozpoczęło się piekło. Cały 2013 rok to istny horror - z wielu lat słyszałam od męża wypominki. Dowiedziałam się, że będziemy rozmawiać tylko o dzieciach, nie rozmawiał ze mną, był obojętny. Na wakacje też pojechałam z mamą i dziećmi, bo poinformował mnie, że nie zamierza się tam zmienić względem mnie, że może nawet mieszkać gdzie indziej i dojeżdżać do dzieci, na co się nie zgodziłam. Dzień po powrocie z wakacji wyprowadził się do rodziców. Podobno nie zdradza. Od maja schudłam 10 kg, w pracy bywałam "nieprzytomna".
W poprzednich miesiącach 2013 roku dość często w zaistniałej myślałam na poważnie o rozwodzie, choć proponowałam mu mimo wszystko, aby spróbować ponownie. W głębi serca czułam, że nie pragnę rozwodu, tylko pełnej rodziny. Usłyszałam jednak już w czerwcu, że jeśli ja nie złożę pozwu, to on to zrobi. Jest konsekwentny. Na swoim stanowisku stoi do chwili obecnej. Mówi, że ze mną się nie da, że byłam dominatorem (?), że nie ufa (w moim przekonaniu nigdy nie dałam powodów do braku zaufania), nie wierzy, że się uda, że się muszę z tym pogodzić, że nic nie zrobiłam, aby uratować małżeństwo (jego ratowanie też trudno było zauważyć).
Wiele godzin spędzał w internecie, odwiedzał wiele stron (też prawniczych) - w przeciwieństwie do mnie, nie mam na to za wiele czasu. W sierpniu wspomniał, że jest coś takiego jak Sychar i że według nich każde małżeństwo jest do uratowania, że słuchał wykładów ks. Dziewieckiego (nie ukrywam - nazwa i nazwisko całkowicie mi nie znane). Podobno mąż usłyszał stwierdzenie księdza, że małżeństwo to nie miłość, że to decyzja. I mój mąż się z tym nie zgadza. Uważa, że nie ma potrzeby się dalej męczyć, bo nic nie zbudowaliśmy i nie zbudujemy. Stwierdził, że kocha swoje dzieci i że zawsze będzie ich ojcem. Obecnie jednak żadne z dzieci nie chce jechać do jego obecnego miejsca zamieszkania, on przyjeżdża do dzieci w dwa weekendy w miesiącu. Nie bardzo mają o czym rozmawiać... Rodzina męża też całkowicie zerwała relacje ze mną i z dziećmi (wcześniej też nie były zbyt mocne).
Ja z kolei zainteresowałam się tym nie znanym mi dotąd "sycharem" i od paru tygodni wertuję forum. I nie mogę uwierzyć, ale w mojej głowie i sercu nastąpił totalny odwrót od pomysłu rozwodu. Nie chcę o tym myśleć, ogarnia mnie przerażenie przed życiem, przed tym, co zgotowaliśmy naszym dzieciom. Czuję, że niosę ogromnie ciężki krzyż. No a przy tym systematycznie jestem obarczana winą, że zasłużyłam sobie na to, co mam.

Tydzień temu poinformował mnie, że już napisał pozew o rozwód (dotąd mówił o separacji, bo doktryna kościelna..., ale był znów u prawnika i myśli jednak o rozwodzie, bo i tak nigdy się nie zejdziemy. Na moje pytanie, a co z tą doktryną, padła odpowiedź, "czy my musimy się tak wszystkiego trzymać"), ale jeszcze go nie wysłał.
Dwa dni później napisałam mu maila, że nikt z nas nie akceptuje jego decyzji o rozwodzie, że ja wierzę w naprawę i że jeśli już chce to rozwiązać prawnie, to niech składa o separację. Nie dostałam odpowiedzi.

Obiecałam sobie, że nie będę go prosić o powrót, jednak jak tak przypomnę sobie te nasze rozmowy, to to nie było nic innego jak prośby, mimo że podkreślałam, że ja nie proszę.
Obiecałam też sobie, że jak teraz przyjedzie do dzieci, to nie powiem ani jednego słowa - ani o powrocie, ani o rozwodzie, w ogóle jak najmniej jakiejkolwiek rozmowy. Mam tak dość tej jego pewności siebie, tego obarczania mnie winą, że niech się dzieje wola Nieba.
Czy dobrze robię, że postanowiłam już z nim o naszej sytuacji nie rozmawiać i oddać wszystko w ręce Pana Boga? Co ja mogę jeszcze zrobić według Was, aby to małżeństwo uratować? A może jednak nie ma sensu? Mąż mówi, że trzeci raz do tej samej wody nie wejdzie. Może ma rację...?

Pozdrawiam
Ania
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 12:37   

Aniu nie wiem, czy jestem osobą właściwą do udzielania rad. Ale pojęcie powtarzającego się kryzysu nie jet mi obce.
Myśle, że jest trochę tak, jak piszesz zasluzyłaś sobie na to wszystko. Zresztą ja też zasłużyłam sobie na wiele rzeczy. Często niszczymy zycie naszym mężom bo myslimy zupełnie inaczej. Bo jestesmy kobietami. A jak trafimy na typowego faceta dzisiejszych czasów, to jest tragedia. Bo dzisiejsi mężczyźni nie są mężczyznami z zamiaru Boga... A przynajmniej większośc z nich. No i my jako kobiety też nie jesteśmy takimi, jakimi stworzył nas Bóg. To chyba gorzka refleksja.
Kiedyś moja mama, która na co dzień żyje z cholerykiem, szorstkim w obejściu, ale facetem, ( mój ojciec to maruda, ale wspaniały człowiek)który na krok jej nie odstapił jak chorowała na raka, dała mi radę: Zrób dobrą kolację, przeproś i postaraj się uspokoic. Bo te chłopy to głupie są i tyle. Ty bądź mądrzejsza.
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 18:20   

MonikaMaria3 napisał/a:
Myśle, że jest trochę tak, jak piszesz zasluzyłaś sobie na to wszystko. Zresztą ja też zasłużyłam sobie na wiele rzeczy. Często niszczymy zycie naszym mężom


nikt nie zasłużył sobie MonikoMario3 na bycie nieszczęśliwym, zdradzanym, porzuconym...
w innych tematach piszesz:
MonikaMaria3 napisał/a:
Ja cię nie zatrzymam na siłe, to twoje decyzja, Twoje błedy, Twoje życie. Ja nie godzę się na to, co robisz.
.................
Nie wolno się płaszczyc, ani narzucac własnej woli. Przerabiałam to. Skutek całkowicie odwrotny. Zaufac Bogu, Jemu powierzac słowa, zmartwienia, życie. Byc spokojnym i silnym spokojem. I byc stanowczym.
.................
:


a potem znów:
MonikaMaria3 napisał/a:
dała mi radę: Zrób dobrą kolację, przeproś i postaraj się uspokoic. Bo te chłopy to głupie są i tyle. Ty bądź mądrzejsza.


MonikoMario przeczytaj cytowane przez Ciebie samą pisane w różnych wątkach posty i przemyśl skąd takie sprzeczności...od bycia silnej, umiejącej stawiać granice, po bycie uległą, zgadzającą się na wszystko, a jeśli nie to myślącą: -zasłużyłam sobie na to, niszczę mu życie... Zastanów się co uruchamia dwie różne postawy i zachowania u ciebie...pozdrawiam
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 18:56   

Bywalec Ty zawsze umiałaś ustawic mnie do pionu :mrgreen:
O co chodzi z tymi sprzecznościami.... Po prostu sytuacja Ani jest trochę podobna do mojej. Też trułam tyłek mężowi monologami i całą resztą, jaki to on nieudacznik, jaki nieczuły i takie tam...To były wielkie błedy, bo wtedy, w porównaniu do tego co odwalał niedawno i co czasami mu się zdarza, był Aniołem. Był jeszcze dobrym człowiekiem.
Kolacja i przyznanie się do błędów to nie płaszczenie według mnie. To mądrośc. Ale kiedy dalej przekracza granice to już głupota.
Dlatego napisałam, że nie wiem, czy jestem dobrą od dawania rad. Kiedyś radził mi Norbert, że słowa przepraszam mają wielka moc. I ja przepraszam, będąc w zgodzie ze swoim sumieniem, jeżeli poczuwam się do winy. A i też nie owijam w bawełne, jeżeli mąż robi głupoty.
Widzisz dziś znowu miałam ciężki czas. A już było tak dobrze.... Nasze życie to ciagłe wzloty i upadki. Zrobiłam mężowi kapiel, podałam obiad, bo wiedziałam, że po remoncie u kolegi ma mało czasu by przygotowac się do pracy.... A dostałam kłótnię. I pytanie, czy ziemiaki soliłam, bo wogóle nie są słone. Dlatego nie zawsze wiem, co dobre. Bóg każe kochac, Dobsona stawiac granice, a ja nie wiem do konca jakie wyjście najlepsze.
Tak odebrałam sytuację Ani. Ja bym zrobiła kolacje. bo teoretycznie mąż nie ma kochanki...
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 19:17   

widzisz MonikoMario...stosujesz "system kar i nagród", na dodatek to twój system. Co jeśli i najprawdopodobniej on ma inny? Taki w którym zrobienie kąpieli, obiadu to najnormalniejsza rzecz jaka mu się należy i nie czuje się winny ani nie ma odczucia rewanżu?
Ty jak piszesz: poczuwasz się do obowiązku, jak tego byś nie zrobiła odczuwałabyś poczucie winy.
I teraz gdy mąż tego nie docenił co według ciebie kąpiel, obiad zasługuje na nagrodę a otrzymałaś kłótnie odczuwasz złość i pewnie niesprawiedliwość.
Moniko to był twój wybór zrobienia kąpieli, i owszem fajnie jest gdy w rewanżu otrzymujemy nagrodę, czasem jednak jest tak, że druga strona ma ciężki dzień i wtedy może nie docenić naszych starań. Gdy nie potrafimy dostrzec tego, bo w naszym pojęciu systemu kar i nagród nasze zachowanie zasługuje na nagrodę to roszczeniowo tego się domagamy i czasem nieświadomie gdy jej nie otrzymujemy prowokujemy sami do kłótni....

Nie piszę, że tak było. Nie wiem jak było u Was ale warto przeanalizować nasze zachowania.
No i jeśli uważam, on ma swój "system kar i nagród" w którym moje starania się dla niego nic nie znaczą, nie potrafi przeważnie zrewanżować się, nie widzi nic nadzwyczajnego w moich staraniach, egoistycznie mnie wykorzystuje, nie daje nic w zamian wtedy należy się samej sobie przyjrzeć.
Dlaczego mimo starań najszczerszych, i braku reakcji podobnej po drugiej stronie ja nadal stosuje swój system, nadal oczekuje iż pewnego dnia on się zmieni....
Może jednak wtedy warto wtedy pomyśleć o granicach, o zmianie swoich zachowań a na początku systemu przekonań, które powodują u mnie takie reakcje i myślenie jak będe wystarczająco dobra, kochająca to on będzie taki sam jak ja dla niego....
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 19:46   

MonikaMaria pisze:

Cytat:
Zrobiłam mężowi kapiel, podałam obiad, bo wiedziałam, że po remoncie u kolegi ma mało czasu by przygotowac się do pracy.... A dostałam kłótnię. I pytanie, czy ziemiaki soliłam, bo wogóle nie są słone.


Monisiu, kłótni się nie dostaje. Do kłótni potrzeba dwojga. Fakt, ktoś ją inicjuje, lecz druga strona nie musi podnosić rękawicy - jeśli nie ma takiej woli-:))

"Niesłone ziemniaki" - a cóż to za problem?
Nawet jeżeli zapomniałbyś je osolić, to się zdarza, jesteś tylko człowiekiem, nie musisz być perfekcyjna ani zasługiwać na czyjeś uznanie. Ważne są Twoje intencje a te były w oczywisty sposób dobre.
Czy ziemniaki były obiektywnie niesłone, czy też mężowi niesłone bo wypocił się za bardzo podczas remontu, stąd może większa potrzeba NaCl - nieważne, cóż to w ogóle za problem?
Nie należy brać do siebie personalnie takich uwag- są mało słone - pytasz, podać sól czy sam weźmiesz kochanie? ;-)
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 19:48   

bywalec napisał/a:
Może jednak wtedy warto wtedy pomyśleć o granicach, o zmianie swoich zachowań a na początku systemu przekonań, które powodują u mnie takie reakcje i myślenie jak będe wystarczająco dobra, kochająca to on będzie taki sam jak ja dla niego....

Widzisz bywalec, próbowałam zmian. I wciąż próbuję. Nie podoba mi się jego zachowanie. Nie takiego męża chcę. Ale czuję się winna za to co było. jak Ania, wiem, że robiłam źle. Tylko w sumie to racja, że przeszłośc powinnismy zostawic za sobą i zyc dniem dzisiejszym. To chyba o to chodzi. teraz to mój mąż i mąż Ani krzywdzi. I z tym trzeba zrobic porządek...

[ Dodano: 2013-10-19, 20:50 ]
Cytat:
Monisiu, kłótni się nie dostaje. Do kłótni potrzeba dwojga. Fakt, ktoś ją inicjuje, lecz druga strona nie musi podnosić rękawicy - jeśli nie ma takiej woli-:))

Kenya, to bardzo mądre stwierdzenie. Chciałabym umiec nie podnosic rękawicy, oj chciałabym. :lol: Kolejne zadanie domowe do odrobienia. Tylko ciężko się nie kłócic, jak ktoś umie zranic najmocniej, gdzie najbardziej boli.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-19, 20:16   

Cytat:
Tylko ciężko się nie kłócic, jak ktoś umie zranic najmocniej, gdzie najbardziej boli.


Wiem o czym mówisz, lata straciłam na udowadnianie moich racji mężowi.
Pewnie wiek i z tego wynikające doświadczenie sprawia, że uważam i tak autentycznie czuję, że kłótnie są absolutnie bezsensowne.
Jeśli nie są emocjami zabarwione negatywnie - należy przyjąć, rozmawiać i ustalić konsensus.
Jeśli jednak służą tylko i wyłącznie ranieniu drugiej osoby z rozmysłem, to Monisiu z kim kłócić się i dyskutować, no i w jakim celu?
Musiałabyś posłużyć się taką samą motywacją by skonstruować coś równie raniącego by móc odbić piłeczkę, ale jaki byłby tego cel? Eskalacja raniących słów w obie strony?
Zostawiasz to, pozwalasz odejść swojej energii powstałej w skutek żalu i rozczarowania.
Najlepiej kiedy ona w ogóle nie powstanie - to wymaga jednak praktyki, ale jest wykonalne.
Pozdrawiam :-)
 
     
JOHAN
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-20, 15:42   

Cytat:
Zrobiłam mężowi kapiel, podałam obiad, bo wiedziałam, że po remoncie u kolegi ma mało czasu by przygotowac się do pracy.... A dostałam kłótnię. I pytanie, czy ziemiaki soliłam, bo wogóle nie są słone.


Monisiu, kłótni się nie dostaje. Do kłótni potrzeba dwojga. Fakt, ktoś ją inicjuje, lecz druga strona nie musi podnosić rękawicy - jeśli nie ma takiej woli-:))

"Niesłone ziemniaki" - a cóż to za problem?
Nawet jeżeli zapomniałbyś je osolić, to się zdarza, jesteś tylko człowiekiem, nie musisz być perfekcyjna ani zasługiwać na czyjeś uznanie. Ważne są Twoje intencje a te były w oczywisty sposób dobre.
Czy ziemniaki były obiektywnie niesłone, czy też mężowi niesłone bo wypocił się za bardzo podczas remontu, stąd może większa potrzeba NaCl - nieważne, cóż to w ogóle za problem?
Nie należy brać do siebie personalnie takich uwag- są mało słone - pytasz, podać sól czy sam weźmiesz kochanie? ;-)




ten tekst mnie rozwala :lol: :lol: :lol:


tak to jest w rzeczywistości,gdyby w szkole uczyli wstrzemięźliwości od kłótni...

mój brat cioteczny w trakcie rodzinnego spotkania powiedział....muszę nauczyć się mniej mówić-ja to wyłapałem-potem powtórzył to jeszcze ze dwa razy-taką lekcję życia pewnie przerobił-mniej się kłócić,więcej wstrzemięźliwości,więcej na "klatę"-co nie znaczy -dać się krzywdzić-raczej izolować,jeśli wyjaśnienia nie dają rezultatu

[ Dodano: 2013-10-20, 16:48 ]
czy zastanawiałeś się kiedykolwiek co wynikło z przepychanki słownej między Tobą a małżonkiem?

ja wiele razy... :lol: :lol: :lol:
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-21, 13:18   

Ania2909 napisał/a:
ja mogę jeszcze zrobić według Was, aby to małżeństwo uratować? A może jednak nie ma sensu? Mąż mówi, że trzeci raz do tej samej wody nie wejdzie. Może ma rację...?



Masz zburzyć mur po swojej stronie

Ratowanie ma sens , tak jak przebaczanie nawet 77 raz
http://www.youtube.com/watch?v=AQIUzRFnIuE

to juz nigdy, po nawroceniu nie bedzie ta sama woda :mrgreen:
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-21, 21:27   

Mirakulum napisał/a:
Masz zburzyć mur po swojej stronie

Mireczko, o co chodzi w tym poscie? jak burzyc ten mur?
 
     
Ania2909
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-22, 13:58   

Witam serdecznie Wszystkich i dziękuję bardzo za dyskusję. Przepraszam za brak mojego udziału, ale trochę mało czasu...

Odnośnie tych kłótni i tego, czy sobie zasłużyłam na to wszystko. Trudno mi oceniać samą siebie, ale wydaje mi się, że nie należę do osób prowokujących konflikty. Staram się ich unikać, co też nie zawsze jest dobre. Rok 2013 w moim przekonaniu nie nadaje się do żadnej analizy. Ale właśnie wcześniej zachowanie męża, jego odzywki, mądrowanie się doprowadzało mnie momentami do szewskiej pasji. I wtedy powinnam była nie odzywać się i nie mówić o tych rozwodach... To na pewno był błąd. Ale też w głowie była ta jego zdrada i to, że przebaczyłam, a tu brak wdzięczności, tylko "najazd i najazd" na mnie. Problem zdrady ciągle wracał w mojej głowie, przebaczenie na pewno było, ale trudno zapomnieć.
Mąż mówi, że od trzech lat nie byliśmy małżeństwem, tylko formalnie. Dokładnie: mniej więcej od trzech lat jeździł do swoich rodziców regularnie na weekendy do pracy, gdyż jest tam sporo miejsca do prowadzenia działalnosci gospodarczej. On miał wytłumaczenie, że chciałam, aby pracował, to pracuje. A ja po tygodniu odpowiedzialnej pracy zawodowej nadal pozostawałam sama w domu z dziećmi i wszystkimi innymi pracami domowymi na głowie. A kiedy był w domu, to rozwijał swoje hobby - rower. Bywało, że wyjeżdżał na wiele godzin i w sobotę i w niedzielę. Różnie. Akceptowałam to jednak. I rzeczywiście od tego momentu jak zaczął jeździć do rodziców, zaczęło się psuć. Tak to datuję.
Natomiast nie powiedziałabym nigdy, że nie byliśmy małżeństwem. Dlaczego tak mogłabym powiedzieć? Zgadzałam się na te wyjazdy, no bo stwierdzilismy zresztą razem, że ludzie jeżdżą za pracą za granicę, a tu tylko weekend - damy radę. Jak się okazuje, nie daliśmy - też obarcza mnie zapewne, że kazałam mu pracować. A w marcu 2012 powiedział, że "pieniądze szczęścia nie dają, teraz to już wiem na pewno". Pamiętam, że dziwnie się wtedy poczułam, jakbym co najmniej trzymała mu karabin przy głowie i kazała pracować dodatkowo. Mógł przecież powiedzieć, że nie nie daje rady i przyjęłabym to. Pamiętam, że nie raz i nie dwa nawet to zaproponowałam. Odpowiedziałam wtedy tylko na weosło cytując naszego coacha z pracy, "no, masz rację, pieniądze szczęścia nie dają - szczególnie te małe ;-)

Filmik obejrzany. Ale no właśnie, jak burzyć ten mur?

Syn opowiedział mi jak to w sobotę powiedział tacie, że chciałby mieć pełną rodzinę. A tata odpowiedział mu, że nie jest ważna pełna rodzina, tylko zdrowa rodzina. No i syn nie wiedział, co na to odpowiedzieć i pyta mnie wieczorem, co to jest zdrowa rodzina?
Jest to jeden z przykładów rozmowy z mężem. Na każde stwierdzenie riposta - taka, że młody i stary nie wie, co odpowiedzieć. Dyskusja trudna, nieprzejednany, najmądrzejszy.
Zresztą trzeba mieć odwagę krytykować księdza, który mówi, że małżeństwo to decyzja, a nie miłość (pisałam o tym w 1. poście).

Musi mnie naprawdę nienawidzieć, że wystarcza mu widzenie z dziećmi dwa weekendy w m-cu. I mimo tak krótkiego czasu potrafili się z synem i w sobotę i w niedzielę pokłócić i tylko dzięki mnie i mojej dobrej woli doszedł z nim do porozumienia. I również dzięki mnie był z córką w niedzielę na spacerze - do mnie praktycznie się nie odzywał, zadumany, zapatrzony nie wiadomo gdzie ...(beze mnie nie wyszłaby z ojcem, bo czuje do tej pory wielki żal i zawód po jego odejściu), a syn, choć wiedział, że ma ojciec przyjechać, poszedł na 2 godz. do kolegi.

Jutro u mnie w miescie jest seminarium odnowy wiary prowadzone przez o. Andrzeja Smółkę - egzorcystę diecezjalnego. Zaproponowałam, aby przyjechał. Odpowiedział, że zobaczymy...

Oczywiście, jestem w stanie powiedzieć "przepraszam", ale boję się, że będzie myślał, że go proszę na maksa, a trzeba pamietać, że czekam na listonosza z pozwem. A kolacja nie ma racji bytu. Kiedyś jeszcze w lipcu zaproponowałam kino. Odpisał, żebym więcej niczego mu nie proponowala...
No, to taka rozmowa z moim mężem. Wbrew pozorom trudny przypadek...

Pozdrawiam Was i liczę w Wasze wsparcie
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-22, 21:27   

Ania2909 napisał/a:
jak burzyć ten mur?


swój mur , w duszy w sercu
zaczyna się od generalnej spowiedzi
potem praca nad sobą,dla mnie to 12- kroków dla chrześcijan , ognisko sychar ,wzrastanie w wierze


Pogody Ducha
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8