Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Pomóżcie!
Autor Wiadomość
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-11, 20:25   Pomóżcie!

Kochani, mam problem. Mój mąż chce rozwodu. Jako podstawę wskazuje róznice charakterów, częste kłótnie. stwierdza, ze juz mnie nie kocha i ze brak w naszym związku trwałych fundamentów, miłosc sie wypaliła. W związku małzenskim jestesmy 4 lata, a razem 6 lat. Bywały dni lepsze i gorsze ale było tez i dobrze. Mąż jednak nie chce walczyć i powiedział, ze specjalnie czekał aż skończę moja edukację zawodowa, która rozpoczęłam po studiach i miał zamiar sie ze mna rozstać po wszytskim a przez ten cały okres czasu udawał. Wyprowadził się z domu, do swojego ojca. Ja mieszkam obecnie z Rodzicami, bo z miejscowosci gdzie mieszkaja mam dlizej do pracy. Mielismy z męzem zamiar sie przeprowadzić do miasta w którym ja pracuje, bo tam sa wieksze mozliwości. Mąż mnie jednak zwodził co do tej przeprowadzki i innych spraw takze. Mieszkanie w którym oboje mieszkalismy razem, a które stanowi własnosc męża jest puste, ja wpadam tam jak tylko moge i jak tylko praca mi na to pozwala. Mąż wcale nie przebywa w mieszkaniu, co widać ponieważ wszystko jest w stanie nienaruszonym. Mąż tak jak pisałam chce rozwodu ale pozwu jeszcze nie złozył. Najchętniej chciałby żebym ja go złozyła, ale to przeciez nie ja chcę sie rozejść. Mąż mnie unika, nie chce ze mna rozmawiać, spotkac się i porozmawiać. Zachowuje sie tak jakby mnie strasznie nienawidził i nie mógł na mnie patrzeć. Nie ma kochanki. Postanowiłam, ze nie bedę sie narzucać i ograniczę się w kontaktach, smsach i telefonach, bo i tak z jego strony nie ma chęci kontynuowania związku. Jedyne co robie to modle sie goraco do Boga Milosiernego, odmawiam Nowennę Pompejska i prosze o uratowanie małzeństwa, i jego powrót do mnie. Wierzę, ze z czasem on zrozumie swoje błedy i zda sobie sprawę ze swoich wad. Ja zaczęłam pracowac nad sobą i walczę z wadami, staram się zyć według moich priorytetów, z Bogiem. zmieniam się na lepsze ale on nawet nie będzie miał mozliwosci zobaczyć, ze sie zmieniłam na lepsze. z drugiej strony on tez musiałby sie chciec zmienić. Bardzo go kocham, mimo jego wad, mimo wszystko ale boję się, ze czas i brak kontaktu nas od siebie oddali. Ludzie mówia zebym dała sobie spokój, nawet rodzina moja i jego tak mówi ale ja sie wciąż modlę i mam nadzieję. Pomóżcie co robić.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-11, 21:04   

Joanno witaj na forum
zajrzyj proszę do:

1. Działu świadectw - http://www.kryzys.org/viewforum.php?f=3

2. Do działu rekolekcji - http://www.rekolekcje.sychar.org/

3. Kącika filmowego, gdzie na początek polecam film "Ognioodporny" - http://pl.gloria.tv/?media=297261

4. Link z nagraniami ks. Piotra Pawlukiewicza - http://archive.org/details/xpiotr

5. Nasza Sycharowska broszura - http://www.broszura.sychar.org/

A najlepiej przyjdź na spotkanie wspólnoty do najbliższego Ogniska - www.ogniska.sychar.org
i zapraszamy na skypową grupę wsparcia, która spotyka się codziennie o 21.30 - http://www.skype.sychar.org/ .

Wiem że jest tego trochę
Ale potrzebujesz nowej wiedzy, potrzebujesz wsparcie
Mentalność rozwodowa tak postępuje, że nawet najbliższe nam osoby nie rozumieją naszej postawy.

joanna83 napisał/a:
zaczęłam pracowac nad sobą i walczę z wadami, staram się zyć według moich priorytetów, z Bogiem. zmieniam się na lepsze

dobra postawa
A czy on zobaczy to czy nie , przecież nie dla niego to robisz . Prawda ?

joanna83 napisał/a:
boję się, ze czas i brak kontaktu nas od siebie oddali.

to nie jest możliwe
Łaska sakramentu małżeństwa ma swoja moc.
Ja odkryłam że małżeństwo sakramentalne, to taki system naczyń połączonych na poziomie duchowym , tu czas i odległość nie ma znaczenia.

Wspomnę w modlitwie
Pogody Ducha
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-11, 21:09   

Bóg zapłać za słowa pocieszenia i wskazówki!!!
 
     
Pastylka
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 09:39   

Joanno!
Witam Cię i obiecuję polecać Twoje trudne małżeństwo w modlitwie.
Myślę, że musisz być bardzo cierpliwa i wytrwała, ale jesteś na dobrej drodze, skoro odwiedziłaś to forum. Jest to olbrzymie wsparcie dla wszystkich osób borykających się z problemami w małżeństwie.
Ja również podobne problemy mam i jedyne co Tobie mogę polecić to modlić się, oddać wszystkie sprawy i troski w ręce Boga, zawierzyć Jemu. Są sytuacje, które czasami po ludzku są nie do objęcia rozumem, ale Bóg być może ma plan swój względem Ciebie i tak to własnie musi przebiegać.Tzn. musisz zacząć od siebie, pracować, tak jak piszesz nad sobą.
Wiem, jak przykro jet słuchać podszeptów ludzi wokoło, którzy do końca nie znają sprawy, a tym bardziej tego co masz Ty w sercu, więc nie zrażaj się tym co mówią nawet ci najbliżsi tylko ufaj Bogu. Uwierz, że to Duch Święty jest w Tobie i kieruje Tobą i nie pozwoli Ci zbłądzić jeśli tylko mu zawierzysz siebie i swoje małżeństwo.
Głowa do góry, będzie dobrze. Wierzę w to i będę się modlić o to. ;-)
 
     
Wilkoo
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 09:51   Re: Pomóżcie!

joanna83 napisał/a:
Kochani, mam problem. Mój mąż chce rozwodu. Jako podstawę wskazuje róznice charakterów, częste kłótnie. stwierdza, ze juz mnie nie kocha i ze brak w naszym związku trwałych fundamentów, miłosc sie wypaliła..


Jak na moje oko? Tanie wytłumaczenie. W każdym Małżeństwie jest różnica charakterów, częste sprzeczki (czasem kłótnie i coś więcej); w każdym Małżeństwie pojawia się myśl, że "już nie kochamy Współmałżonka", że "miłość się wypaliła" (to właśnie takie stany otwierają Nas na poznanie Prawdziwej Miłości, której Źródło jest w Panu Bogu). Stwierdzenie, że Ciebie już rzekomo nie kocha - według mnie i według tego, o czym piszesz, ma drugie dno. Czy macie Dzieci?
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 12:32   

Pastylka- dziękuję za wsparcie i za modlitwę.
Wilkoo - odpowiadając na Twoje pytanie, to nie mamy dzieci. Myślę, że na decyzję męża bardzo duży wpływ miał być może strach przed życiem, które miało się rozpocząć po zakończeniu moich egzaminów zawodowych. Często rozmawialiśmy o tym, że jak już będę po wszystkim, to będziemy starać się przeprowadzić do większego miasta, w którym jest więcej możliwości na rozwój zawodowy i znalezienie pracy i w którym ja pracowałam w zawodzie (mąż nie pracował w zawodzie, a miałby na to szansę w większym mieście). Kilkakrotnie namawiałam męża żeby szukał pracy w tym większym mieście, żeby wysyłał swoje cv, przeglądał oferty pracy. Robiłam to za niego, bo on nie chciał zmieniać swojej pracy, którą miał i przeprowadzać się, ponieważ, jak się okazało on jest strasznie uzależniony od swojego ojca, blisko którego mieszkaliśmy. Mąż bardzo często do niego przyjeżdżał. Męża Ojciec żyje ze swoją partnerką i jest raczej despotyczny, miał wiele związków, w rodzinie każdy się rozwodził, łatwo to przychodziło. Mąż wychowywany był jedynie przez ojca, na wsi, wśród ojca znajomych, nie miał zbyt dużo rówieśników, przebywał głównie ze znajomymi ojca. Myślę, że mąż obawia się zmian, które by go czekały, a zwłaszcza rozstania z ojcem i mieszkania w wielkim mieście, bo on lubi wieś mimo że studia skończył w dużym mieście. Najgorsze jest też to, że on zawsze był wychowywany w przeświadczeniu, że jest idealny, nikt nie wytykał mu jego wad. Kiedyś, gdy ja powiedziałam mu żeby się zmienił, żeby zaczął nad sobą pracować, on stwierdził, że nie chce się zmienić, że jest jaki jest. Myślę też , że on nie umie przebaczać i przyznać się do win, nigdy za nic mnie nie przeprosił. Wychowanie odgrywa więc tu dużą rolę. Martwi mnie jednak to, że jego rodzina powtarza wciąż, ze podstawą naszego kryzysu i rozpadu związku jest różnica charakterów i tak utwierdza go w przekonaniu. Jakieś dwa lata temu narodził się we mnie instynkt macierzyński, mówiłam o tym mężowi ale on nie odczuwał potrzeby posiadania dzieci. Potem stwierdził, że chce mieć dziecko i zaczęliśmy się starać ale nic z tego nie wyszło. Teraz się cieszę, że jednak nic z tych prób nie wyszło, bo byliśmy bardzo niedojrzali do tej decyzji, co znalazło potwierdzenie w tym co się stało później, tj. w tym że mąż stwierdził ze nie chce ze mną być. Powiedział mi o tym w samochodzie, w momencie gdy zaparkował go przed domem moich rodziców, w pierwszy dzień świat wielkanocnych. Potem jak mi to oznajmił odjechał do swojego ojca i od tamtej pory tam siedzi. Jakoś się trzymam, modlę się i pracuję nad sobą ale mam tak wielki smutek w sercu, bo go bardzo mocno kocham. Przebaczyłam mu wszystko. Zrobiłam sobie rachunek sumienia i zdałam sobie sprawę z wad które posiadam i ze złych rzeczy, staram się je wyeliminować. Wierzę, że Bóg mi pomoże, moja wiara w to, że wszystko się ułoży jest ogromna!
 
     
Wilkoo
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 12:39   

Myślę, że w Jego przypadku ogromne znaczenie ma despotyczne wychowanie. Ono kształtuje Nasze późniejsze relacje, szczególnie w Małżeństwie. A w przypadku Twojego Męża, ogromne znaczenie może mieć też to, jaki Ojciec ma na Niego wpływ. Rozumiem, że nie akceptuje Ciebie do końca? Coś więcej Ci na ten temat wiadomo?
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 13:13   

Z początku męża ojciec mnie akceptował, ale to były początki. Potem z biegiem czasu, gdy chciałam żeby mąż więcej czasu spędzał ze mną, a nie z ojcem, relacje się zmieniły. Ojciec często krytykował mnie w różnych płaszczyznach np. krytykował to, że chce pojechać gdzieś na wakacje, że chciałam zmienić pracę. Na wszystko patrzył przez swój pryzmat. Twierdził bezpodstawnie, że ograniczam męża, że on nie ma wolności. Gdy ojciec wygłaszał swoje mowy odnośnie mojego charakteru, nie odnosząc się zupełnie do wad męża o których ja wspominałam, mąż ani razu nie stanął po mojej stronie mimo, że ojciec gadał bzdury. Myślę, że mąż się go obawia. W zeszłym roku, w maju miała miejsce dość kiepska sytuacja, ponieważ pokłóciłam się z męża ojcem, ponieważ poruszyłam temat dotyczący tego ażeby nie mówili na mój temat swoim znajomym, bo potem się wieści po wsi roznoszą i do mnie trafiają, a informacje są krzywdzące i nikomu nic do tego, co robię. W rozmowę wtrąciła się konkubina ojca i chciała mnie pouczać, ja zwróciłam jej uwagę, żeby mnie nie pouczała, bo nie należy do rodziny, a jedyne co może zrobić to nauczyć swojego syna, który jest 30letnim alkoholikiem i nierobem. Panna się obraziła i wyszła z domu, gdzieś pojechała. Męża ojciec dalej zaczął wygłaszać swoje mowy i stwierdził, że mężowi nic nie można zarzucić, bo on jest biedny chłopiec, bo mu kiedyś matka umarła, jak był mały. Mąż stał nic nie mówiąc i jedyne co powiedział wtedy podczas tego spotkania to "kiedy rozwód?". Od tamtego czasu zaprzestałam jeździć na imprezy rodzinne do męża ojca. Męża nie ograniczałam w uczestniczeniu w imprezach rodzinnych, mógł tam siedzieć ile chciał. Wiele razy chciałam się pogodzić z męża ojcem i przyjechać na wieś, na święto zmarłych, a to na Boże Narodzenie ale mąż mówił, że po co, że każdy wie jaki tata jest. W efekcie nie przyjechałam tam. Na sylwestra zadzwoniłam do niego i złożyłam życzenia. Myślę też ale nie wiem, czy mam rację, że na męża ojca bardzo duży wpływ ma jego konkubina, która jest kobietą z bujną przeszłością, dłużniczką, która musiała sprzedać swój dom za długi i szukała dachu nad głową i przez znajomych znalazła sponsora w postaci męża ojca. Ona ma sporo długów i jest nieszczera ale jest bardzo potulna i robi wszystko co każde męża ojciec i tak wiele zyskuje, bo męża ojciec wyremontował dom tak jak sobie tego życzyła, utrzymuje ją i jej syna nieroba, 30letniego alkoholika. Ja nie wierzyłam tej kobiecie od samego początku, bo naraziła męża ojca na najazdy wierzycieli a tak nie robi osoba która kocha Co jakiś czas wychodziły nowe informacje o nowych długach, a ona robiła krowie oczy i mówiła, że "oj nie wiedziałam". Ona wiedziała, że jej nie lubię. Czasem, gdy mąż miał urodziny i przygotowywałam przyjęcie, robiłam tort, ona przyjeżdżała ze swoim tortem i ze świeczkami. Panoszyła się wszędzie. Przy obiedzie mówiła do mnie tak " ta porcja/ten kawałek który jest WIEKSZY będzie dla Ciebie Mareczku, a ten MAŁY dla Ciebie asiu". Ona ma cel żeby przejąć majątek męża ojca.

Wracając do kwestii małżeńskich, to przez ostatnie lata przez wir pracy i nauki, który był widoczny i oczywisty dla męża (zawsze mi współczuł i mówił- nie martw się zrobię to i to, pomogę w tym i w tym) zaniedbałam obowiązki rodzinne. Chodzi o to, ze nie zawsze był obiad, kanapki do pracy dla męża pojawiały się sporadycznie. Porządek w domu utrzymywałam i o niego dbałam ale nie mogłam się tym kwestiom oddać całkowicie. Mąż przez problemy ze zdrowiem, które narastały, bardzo mocno pocił się w nocy i sypianie z nim w jednym łóżku było dla mnie problemem ze względu na zapach i odczucie wilgoci. Spaliśmy więc od pewnego czasu w osobnych łózkach, a ja namawiałam męża żeby poszedł do lekarza, żeby coś z tym zrobił ale on nic z tym nie robił w efekcie. Mąż nie miał też ochoty na kontakty seksualne, odbywały się one tylko z mojej inicjatywy. Dodatkowo mąż należał do tego typu osób, które nie mówiły słów "kocham Cię" nie pocałowały, całowały, przytulały, był oschły. Zawsze mnie to smuciło. Kiedyś powiedział mi, ze on nie wiem co to znaczy miłość. Widać, że są tu zaniedbania z dzieciństwa w sferze okazywania uczuć. Teraz mąż siedzi u ojca na wsi i wszystkim znajomym opowiada, ze jest zadowolony i ze jest mu dobrze.
 
     
Swallow
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 13:43   

joanna83 napisał/a:
Przy obiedzie mówiła do mnie tak " ta porcja/ten kawałek który jest WIEKSZY będzie dla Ciebie Mareczku, a ten MAŁY dla Ciebie asiu".


Joasiu, no ale miało być odwrotnie? Duży kawał dla kobiety, a mniejszy dla mężczyzny?
Wiesz, co - nawet kiedy sama robię na przykład schabowe, to dwa dostaje mąż, a jeden jest dla mnie. No nie wiem, to taki zarzut trochę na siłę, niekoniecznie słowa konkubiny Twojego teścia były przeciwko Tobie. Zauważa, że jesteś kobietą i jesz mniej, niż mężczyzna i tyle. Może jakby on dostał obiad, a Ty nic, to pewnie byłoby coś na rzeczy. ;)

Joasiu, myślę też, że niepotrzebnie wchodzisz w ocenianie innych. Ten nierób i alkoholik, ta dłużniczka i łowczyni majątków, ten leń i maminsynek, ten agresor i despota.

Myślę, że nie jest ważne, kto rozpoczyna konflikty, jeśli obie strony równo sobie dają po przysłowiowych buziach. Konkubina teścia Ci mały kotlecik, a Ty jej wypominasz, że nie umie wychowywać syna, że jest nierób i alkoholik. Piszesz, że ona wie, że jej nie lubisz. Czemu więc dziwisz się jej reakcjom? Też bym nie pałała uprzejmością wobec osoby, która ma o mnie kiepskie zdanie, z którym pewnie się nie zgadzam (tak jak ona się nie zgadza). Chce przejąć majątek teścia? No swój rozum on chyba ma. Niech się rządzi po swojemu - co Ty masz do tego majątku? Nie Twoja sprawa przecież, nie Twoje pieniądze, prawda, Kochanie? Widzisz - wiele spraw, kwestii warto najzwyczajniej na świecie odpuścić i skupić się na najważniejszej, palącej relacją Twoją z Twoim mężem. Wierz mi, że stawanie z czerwoną płachtą przed jego rodziną nie będzie Cię do niego zbliżało.

Asienko, usiłuję Ci przekazać, że ocenianie innych nie ma sensu. Ja wiem, to Twój teść, mąż, partnerka teścia, bliskie osoby, więc czujesz, że mają wpływ na Twojego męża, ale nic to nie da, że będziesz podkreślała ich wady i złe nawyki. Jeśli są trudnymi ludźmi, to trzeba nauczyć się umiejętnie z nimi rozmawiać, tak - by nie dochodziło do eskalacji konfliktów - albo unikać kontaktów, ograniczyć do minimum.

Świetnie, że przełamujesz się i dzwonisz np. z życzeniami w Sylwestra. To bardzo fajny gest i dobrze o Tobie świadczy.

Jeśli mąż ma prany mózg przez ojca i jego konkubinę, to wchodząc z nimi w konflikty, jedynie sytuacja się pogorszy. Mąż automatycznie będzie obstawał przy ojcu, widząc, że nie dogadujecie się ze sobą.


Piałaś, że mąż "uciekł" przed Tobą. Niektórzy mężczyźni tak mają, to jest wpisane w ich kod męskości. Pragną się zamknąć w swojej jaskini. Niektózy uciekają w hobby, inni do mamuś, inni do kochanek, inni na kanapę przed telewizor. To my kobiety lubimy gadać, absorbować innych swoją osobą, swoimi problemami, gadać, mówić, analizowac, ględzić, chcemy być wysłuchane i same wypytujemy, drążymy, wypominamy. Mężczyźni tego nie potrafią, nie rozumieją, są inni, ale to normalne. Są mężczyznami.

Według mnie, warto by było, byś ustaliła (skoro mąż schował się do taty), gdzie jest Wasz dom. Zamieszkała tam i urządziła gniazdo, jak to kobieta. Stwórz swój dom.

Odradzam też narzucanie się, natrętne telefony, wypytywanie, wyciąganie na rozmowy - jeśli widzisz totalny brak chęci z drugiej strony.

Ale od czasu do czasu, kiedy upieczesz smaczne ciacho, albo zrobisz egzotyczną potrawę - możesz zaprosić męża do domu. Niech zatęskni za Tobą, spokojną, samodzielną, ciepłą - ale i czekającą na niego.

Chłopiec wychowany bez matki - naprawdę nie stworzył sobie sam swoich problemów emocjonalnych. Mamusie całują dzieci w piętki, bronią przed ojcem, rozpieszczają, słowem - dają tę dawkę ciepłych emocji, jakie winna dać matka. Żadna babcia, ciocia tej więzi już nie zbuduje, a to na pewno odbija się w dorosłym życiu człowieka, zwłaszcza, jeśli on sam musi budować relacje z innymi i w dodatku jest mężczyzną, więc i tak ma trudniej.

Jeśli kochasz męża - ratuj Was z miłością, cierpliwością - nawet jeśli na początku ta miłość Twoja nie będzie doceniania, nie poddawaj się. Może się okazać, że za jakiś czas Twój mąż podziękuje Ci za wszystko. Tak jak mój mąż dziękował mi, że się nie poddałam i wierzyłam w niego - a nawet na ciasto go nie zapraszałam wcale. :mrgreen:

Asiu, skorzystaj tutaj ze wszystkich porad moderatorki Mirakulum, w linkach, które zawarła w swoim poście, jest bomba wiedzy.

I pamiętaj, by oddać Bogu swoje małżeństwo i siebie, bo tylko to przynosi spokój, a czasami wspaniałe niespodzianki.
 
     
Wilkoo
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 14:20   

Zachowanie Męża podchodzi mi pod ALEKSYTYMIZM.

Jak określa On swoją relację z Bogiem?
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 14:27   

Dziękuję, za wspaniałe słowa, w których rzeczywiście dużo jest prawdy.
Moje gadanie o ojcu męża i o jego konkubinie z pewnością dobrze nie podziałało.
Co do określenia tego, gdzie jest mój dom, to jest to rzecz trudna w chwili obecnej ze względu na moją pracę i to, że znajduje się ona w większym mieście do którego bliżej mam z mieszkania moich rodziców, a dalej od mieściny w której ma mieszkanie mój mąż a w którym mamy swoje gniazdko. W tym gniazdku mogę pojawiać się od czasu do czasu. Początkowo pracowałam w mieścinie w której mamy mieszkanie ale rynek się zmienił i tam z praca w moim zawodzie jest marnie więc poszukiwałam pracy na większą skalę i brałam pod uwagę nasze plany przeprowadzkowe do większej miejscowości. Oczywiście bywam w mieszkaniu tak często jak tylko mogę.

[ Dodano: 2013-05-13, 15:29 ]
Wilkoo - jeśli chodzi o jego relacje z Bogiem, to mąż chodzi do kościoła, modli się przed pójściem spać ale nie uznaje spowiedzi wręcz się jej obawia.

A cóz to ten ALEKSYTYMIZM?
 
     
Wilkoo
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 14:42   

W takim razie .. Jego relacja z Bogiem .. jest na etapie Dziecka przystępującego do Pierwszej Komunii Świętej - nie zna Go, jeszcze .. a jak z tą relacją jest u Ciebie?

Odnośnie Twojego pytania - jest to osoba, która nie umie okazywać uczuć, bo ich nie rozumie i nie wie, co przeżywa - przez co ma problem z relacjami, z otoczeniem. Jest to przypadłość, która dotyka określony typ osobowości. Najczęściej są to tzw. Flegmatycy, Introwertycy. Taka osoba poddana terapii, często przeżywa wręcz "traumę" w momencie ich obudzenia / rozwinięcia świadomości.
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 14:49   

Jeśli chodzi o moje dotychczasowe życie religijne, to ograniczało się ono do chodzenia na msze, spowiedzi nie comiesięcznej niestety, modlitwie i starałam się aby Bóg towarzyszył mi w moim życiu, często się do niego zwracałam, w czasie dnia- prowadziłam monolog. Było to jednak traktowanie Boga swobodnie - teraz to widzę. Kryzys nauczył mnie jak powinna wyglądać prawdziwa relacja z Bogiem i myślę sobie, że to co było najgorsze to w rzeczywistości mam już za sobą, bo teraz w moim życiu może być już tylko lepiej.

Mój mąż nie chce jednak podjąć terapii psychologicznej. Byliśmy na takiej terapii w zeszłym roku, sam ją zaproponował ale przerwaliśmy ją bo myśleliśmy że nam się polepszyło ale też praca ograniczała mężowi spotkania.
 
     
Wilkoo
[Usunięty]

Wysłany: 2013-05-13, 14:53   

Myślę, że jak naprawdę zbliżysz się do Chrystusa to i Mąż dostrzeże Twoją zmianę. Nie wierzę w to, że nie dostrzega On despotycznego wpływu Ojca na siebie. Moja Żona potrzebowała ... praktycznie ... 15 lat, by wyznać mi (po powrocie, po separacji), że ... bała się Matki, Jej zdania; nie był wygodny dla Niej ... sprzeciw wobec Jej bardzo silnego "autorytetu". W końcu Mamusia nigdy nie chciała źle. Dziś? Ku mojemu zadowoleniu - "nie mają prawie kontaktu z sobą".
Ostatnio zmieniony przez Wilkoo 2013-05-13, 14:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9