Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Milosc nigdy nie ustaje? kolejny koniec malzenstwa
Autor Wiadomość
Sama26
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 18:57   

Owszem bede sie modlic najlepiej jak potrafie o jego uzdrowienie, bede wierzyc, nie wiem jak dlugo, ale poki co, musze sie z tym pogodzic i zaczac jakos zyc. Myslac wlasnie o sobie i Bogu. Ze dla Boga bede silna, bede dbac o siebie, probowac byc 'szczesliwa' bo na nim swiat sie nie konczy.


Brawo!!!!!!
Jestes dużo madrzejsza ode mnie Mnie to zajęło prawie rok zanim zrozumiałam ze ja też sie licze Kazdy dzień wyniszczałam siebie psychicznie i fizycznie Bolało strasznie, nie umiałam sobie z tym poradzić Nie mogłam patrzeć jak rodzice martwią sie o mnie a ja nie umiem być silna Jednak dzisiaj czas zrobił swoje i potrafie dzisiaj juz cieszyć sie wszystkim Doceniać to co mam.Musimy pamiętać ze nikt nam nie odda straconej godziny a co dopiero miesiecy czy lat Cieszmy sie że jesteśmy, żyjemy i jesteśmy zdrowe A Góra rozwarze reszte :-)
 
     
zerta
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 19:56   

AWS napisał/a:
kiedysbylam napisał/a:
Chcesz probowac z nia - w porzadku, masz prawo, tylko badz szczery.

Dziewczyno, czy Ty siebie czytasz? Jakie w porządku? Jakie masz prawo? Przecież Ty mu stwarzasz komfort grzeszenia, błądzenia, łamania przysięgi! Po co zawarłaś małżeństwo sakramentalne? Po to, żeby teraz pozwalać je opluwać ? Nie, nie masz prawa mężu kpić ze mne, siebie, a przede wszystkim z Boga? To, że mąż łamie przysięgę nie zwalnia Ciebie z jej dotrzymania. Nie przykładasz ręki do zła, które czyni Twój mąż! To wcale nie znaczy, że masz godzić się na życie w trójkącie, bo masz trwać. Nie, stawiasz twardo granice3 - nie godzę się na łamanie przysięgi, zdradę, ale nigdy nie usłyszysz ode mnie masz prawo mnie zdradzać, oszukiwać, to jest w porządku, że mnie krzywdzisz. Jak Cie ma szanowac i chciec walczyć o Ciebie, jak Ty sama dajesz mu prawo, żeby Cie traktował tak, jak traktuje. To po ludzku, a gdzie Bóg w tym wsztystkim? Przeciez ślubując, zaprosiłas Go do swojego małżeństwa " tak mi dopomóż panie Boże wszechmogacy i wszyscy święci" Nie czyń sie Bogiem i nie zwalniaj lekką ręka męża z przysiegi, tylko iż do Boga po pomoc, po prowadzenie w tym trudnym dla ciebie czasie. Jest nadzieja, że dasz radę, bo pierwszy krok już zrobiłas logując się tutaj!

[ Dodano: 2013-04-22, 14:58 ]
Kaemka2009 napisał/a:
Kiedysbylam....masz super nick. Ja tez się z Tobą utożsamiam.

Nick wcale nie jest super. A co Was dziewczyny już nie ma? To, że Wasi mężowie błądzą to Wy przestałyście istnieć , straciłyście tożsamość? A to mężowie są Waszymi stworzycielami? A nie czasem Bóg, który z MIŁOSCI powołał Was DO ŻYCIA? A Wy co? Facet mnie nie chce, to ja już odwracam się od Ciebie Boże , już pluję na Twój dar, no może nie całkiem się odwracam, JESZCZE JEDNA, CZY DWIE NOWENNY, ŻEBYŚ O MNIE NIE ZAPOMNIAŁ I natychmiast poukładał MOJE ŻYCIE, według MOJEGO SCENARIUSZA, nie Twojej świętej woli.! NIEWAŻNE, że jak psułam, to Ciebie Boże o RADĘ I PROWADZENIE nie pytałam. TERAZ JESTEM W POTRZEBIE, wiec działaj, bo przecież jesteś miłosierny. Ja tymczasem po cichu już przydotowuje się do ROZWODU, gromadzę dowody, WYTACZAM DZIAŁA....ECH!!! DZIEWCZYNY, a jakie jest prawdziwe pragnienie Waszego serca? JEŚLI RATUNEK MAŁŻEŃSTWA, to nie jednocześnie WOJNA PODJAZDOWA. SPÓJNOŚĆ między myslą, mową, a czynem i wcale nie oznacza to zgody na poniżanie, oszukiwanie, krzywdzenie przez pogubionego małżonka. Twarda miłość, ale miłość, nie sianie nienawiści i zemsty!

[ Dodano: 2013-04-22, 15:07 ]
A jeszcze jedno! Jaki koniec małżeństwa? Ono skończy się wraz ze śmiercią jednego z Was, więc może zbyt pochopnie postawiona diagnoza? :mrgreen:


:mrgreen:

Tak mi sie spodobał ten post, że cały zacytuje, a co?
Wydaje mi się, że tutaj jest więcej kobiet,
które utożsamiają się z 'kolejną kryzysową żoną'
(nieumniejszając kobiecych postów!)
wiec męskie zdanie, inny punkt widzenia, wiadro zimnej wody
wydaje mi sie jak najbardziej wskazane
zwłaszcza na początku kryzysu
aby obrać odpowiednią drogę, i sie jej trzymać.
Czerpię, myślę, rozwijam się.
 
     
Anita11
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-22, 20:30   

kiedyśbyłam
Trafiłaś w sedno. O Twojej wartości nie świadczy to czy mąz z Tobą jest czy nie. Masz godnośc królewską dziecka Bożego i nic tego nie zmieni.To,że w sumieniu możesz powiedzieć:starałam się ,ja byłam wierna,nie zabrakło we mnie dobrej woli. To w Twoim mężu jest problem.Nie jesteś ani za mało ładna,ani za mało mądra ani nic z tych rzeczy. To Twój mąż uległ jakiemuś zakłamaniu,wybrał źle. To nie Twoja wina.I myślę że nie do końca powinnaś brac sobie do serca to co mówił w grudniu,że coś mu sie w Tobie nie podoba.GDyby tutaj tkwił problem to on ucieszyłby sie że chcesz sie dla niego zmieniać pracowac nad sobą. To po prostu było szukanie dziury w całym,usprawiedliwianie się.
Naprawdę świetnie sobie radzisz w obcym kraju,pełen szacunek i teraz jeszcze jesteś na najlepszej drodze żeby wyciągnąć z tej całej bolesnej sytuacji jak najwięcej dobra.Bo BÓg potrafi z najgorszej sytuacji w naszym życiu wyciągnac samo dobro dla nas.To jes paradoks,ale zaufaj MU.

Polecam ksiązkę,którą tu mi ktoś na forum kiedyś polecił. Dobson:"MIłośc wymaga stanowczości".
I nie bój się życia bez miłości,że jak mąż juz CIe nie otacza miłością to uschniesz. Jest wokół CIebie ocean MIłości z samego źródła: Boga.I ta miłośc uleczy wszystkie Twoje zranienia.I nigdy nie wierz w takie kłamstwa podsuwane przez złego ducha,że Bóg chce abys cierpiała samotnie bo to nieprawda.Jezus jeszcze uczyni cuda w Twoim życiu. :)
 
     
AWS
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-23, 08:01   

zerta napisał/a:
wiec męskie zdanie, inny punkt widzenia, wiadro zimnej wody
wydaje mi sie jak najbardziej wskazane

Zapewniam Cię, że jestem 100% kobietą!!!! :mrgreen:
Gwoli wyjasnienia - jestem również kobietą w kryzysie od 5 lat (mąż wyprowadził się 2,5 roku temu). Za mną dwa procesy rozwodowe i jedna apelacja i nadal jestem żona mojego męża nie tylko sakramentalną, ale również cywilną!!. To prawda, że mąż ma wolną wolę i na siłę go nie zatrzymam, ale nie przyłożę ręki do zła. Rozwód jest krzywdą dla nas małżonków, naszych dzieci i bliskich i dlatego złu mówię "NIE". JEST KRZYWDĄ, A JA SIĘ KRZYWDZIĆ JUŻ NIE POZWOLĘ. Czy wiesz po co naszym błądzącym mężom rozwód? Nie koniecznie, żeby od razu legalizowac te nowe związki. Chcą mieć komfort błądzenia - przeciez jestem już po rozwodzie, jestem "wolny". Czy widzicie perfidię? Jeśli chcesz postawic granicę krzywdzie, to godzisz się na odejście, bo w trójkącie żyć nie będziesz, ale rozwodowi mówisz "nie'.

[ Dodano: 2013-04-23, 09:28 ]
Kiedyśbyłam - to Ty nie całkiem zrozumiałas moje intencje. W żadnym wypadku nie chce i nie mam takiego prawa oceniać Cię, czy pomniejszać Twoja wiare w Boga. Jesteś kobietą zranioną, cierpiąca, a przez to bardzo mi bliską. Z własnego doswiadczenia wiem, jak bardzo dodatkowo w tej sytuacji można siebie sama poranić, dlatwgo chciałabym Cie przed tym ustrzec. Uczenie sie na cudzych błędach moze też przynieś owoce, a na pewno mniej boli. Pozwól , ze teraz odniose sie do Twojego postu, ale zabraniam Ci ( ;-) ) czuć się atakowaną. Chcę się dzielić z Tobą własnymi przemyśleniami, a w żadnym wypadku pouczać, czy osądzać.

[ Dodano: 2013-04-23, 09:48 ]
Napisałaś; "...Chodzilo mi tylko o to, ze nadal trwa w klamstwie, bo nie podaje prawdziwego powodu dla ktorego nie chce ze mna byc - ktorym jest bycie, romansowanie, krecenie lub cokolwiek innego z nia..."

Łamie przysiegę, a więc grzeszy, czyli jest w łapach :evil: . Jakim sposobem ma mówić prawdę, skoro teraz praktykuje u ojca kłamstwa? Niewykonalne! Ma Ci przyznać, że jego romans jest powodem waszego kryzysu? Nie uniósłby tego. Gdyby był silnym mężczyzną od razu by się przyznał, a ponieważ kręci, kłamie, oszukuje już wiesz, że masz do czynienia z człowiekiem niedojrzałym, więc tak działasz, żeby mu wreszcie pozwolic dorosnąć! Żadnych "poduch pod tyłek" w postaci Twojego poczucia winy, bo stąd juz łatwe wytłumaczenie upadku męża: musiał biedaczek szukać pocieszenia, bo żona taka niedobra. Nie przepraszaj, nie proś , a przede wszystkim nie żebrz o miłość u krzywdziciela! On przecież wie, co Ci robi, więc Twoja potęcjalna postawa ofiary tylko go rozzuchwala i powoduje jego pogardę. Kochana, teraz, gdy emocje już u mnie opadły, najbardziej boli mnie nie to, co mąż mi zrobił, ale co sama sobie zrobiłam, zapominając o własnej godności i o tym, że jestem dzieckiem Bożym i mam tożsamość królewską, bo przecież jestem córką Króla!!!!!!!! :-D Dlatego postanowiłam zwrócic się do Ciebie, byś sama sobie nie dokopywała, bo to robisz niestety!

[ Dodano: 2013-04-23, 10:01 ]
To Twoje słowa: "...Wybiera zycie w grzechu, klamstwie, obludzie, mojej krzywdzie i ma takie prawo! "
Nie ma prawa Cię krzywdzić!!!!!!!!!!!!To Ty masz prawo się przed krzywdą bronić! Sam Bóg pochyla się najpierw przed ofiarą, a póżniej zajmuje się błądzącym i mocno napomina "Idź i nie grzesz więcej, aby ci się coś gorszego nie przytrafiło". Gdzie tutaj masz zgodę Boga na grzech? Owszem Bóg szanuje wolną wolę człowieka, ale nie można jej mylić ze SWAwolą!

[ Dodano: 2013-04-23, 10:09 ]
Napisałas: "...I tak ,dla mnie wciaz jest moim mezem, ale dla niego ja jego zona juz nie jestem i tez nic na to nie poradze..."
No popatrz Jezus dwa tysiące lat temu ustanowił nierozerwalne małżeństwo i kurcze pomylił się, bo zapomniał o zgodę zapytać Twojego męża. Dziewczyno, nie słuchaj bredzenia pogubionego człowieka, a już na pewno nie przyjmuj jako pewnika, że nie jesteś już żoną. Twój mąż pewnie jest człowiekiem rozumnym, więc uświadom mu, że nie ma takiej władzy, by uczynić Cię "nieżoną". A to, co on czuje, to inna para kaloszy. Na szczęście uczucia to nie miłość! :-D

[ Dodano: 2013-04-23, 10:21 ]
Stwierdziłaś; "...Tak, wlasnie dlatego bo zycie dal mi Bog i nic i nikt nei jest wazniejszy od zycia ludzkiego..."
Mylisz się! Ważniejsze od życia ludzkiego jest BÓG, ZBAWIENIE, MIŁOŚĆ
Natomiast ważne jest, aby to jedyne ziemskie życie przeżyć godnie, radośnie, szczęśliwie, zgodnie z wolą Bożą i według Jego drogowskazu (dekalog i przykazanie miłości Boga ,siebie i bliżniego). Pamietaj, najpierw Bóg, a potem Ty! A Ty masz godność żony sakramentalnej , więc BROŃ, (nie WALCZ) tej godności. Tam, gdzie walka, tam poranieni, a czasem nawet trupy. "Zło, dobrem zwyciężaj"! Dobro to nie naiwność, bo wtedy jesteś fujarą Bożą( jak mówi kś. M. Dziewiecki), a Ty masz być dzielnym wojownikiem! :-D

[ Dodano: 2013-04-23, 10:45 ]
Napisałaś: "... I przez kolejne 5 miesiecy (grudzien - kwieciec) trwalam w pokorze i poczuciu winy, starajac sie sprawic zeby maz poczul sie lepiej, zeby nie mial juz powodow do zlosci, smutku,..."
No i poczuł się lepiej, bo dostał argumenty dla swojego błądzenia w postaci Twojego poczucia winy. A miał się czuć fatalnie z tym, że Cię oszukuje, że łamie przysięgę, że zdradza...NIE, wcale nie musza to być awantury, czy spazmy....swoją postawą pokazujesz: nie pozwalam. Wysoko podniesiona głowa, bo jesteś piekną, dobrą, wierną żoną. Żadnego porównywania się z kochanką. Ona nie jest żadnym partnerem nawet do dyskusji, bo nie wchodzę w dialog z kobietą, która romansuje z żonatym mężczyzną. Mogę się tylko za nią modlić, by powstała z błota.
Twój mąż ma zobaczyc w domu spokojną, pogodną, zadbaną i radosną żonę, która teraz dopiero żyje pełnia piersi. I żadnego zabiegania o miłość u męża. Jesteś z boku, odsuwasz się i spokojnie przyglądasz sie poczynaniom męża. To on ma sie miotac, watpić w słusznośc swych decyzji, miec poczucie ogromnej straty i on ma sziukac Ciebie, a nie odwrotnie! Zadych obiadków, prania, usługiwania, ale spokojna odpowiedz, gdy pyta i dystans. Masz byĆ ANIOŁEM,bo od anioła się nie odchodzi! Żadnego jednak poniżania się, błagania itp. Piszę o tym , bo sama na początku kryzysu popełniłam własnie takie błędy, a efekt był natychmiastowy: mąż sie poczuł usprawiedliwiony. Nie wolno im dawać takiej pożywki. Oczywiscie, że masz udział w kryzysie, bo dobre małżeństwa nie mają kryzysów. Odkrywaj swoje słabości ije zmieniaj, byś mogła byc lepszą żoną, gdy mąż wróci, ale na Boga nie inormuj go o swoich błędach Uwierz to były tylkobłędy, do których kazdy człowiek ma prawo. Juz ich nie popełniasz, a jak będziesz o nich mówic teraz w kryzysie mężowi zostaną potraktowane,jako winy i "krzywdy", wyrzadzone. A stąd juz blisko do stwierdzenia - Byłem krzywdzony, więc mam prawo szukac szczęscia z kim innym Z kimś ,kto mnie tak bardzo rozumie i ble, ble, ble.... Nie pozwól sie w ten sposób prowokowac, czy manipulować.

[ Dodano: 2013-04-23, 11:10 ]
"...Nie, godze sie, ze taka byla jego wola, ze taki krzyz musze przyjac, ze cos z tego dobrego musi wyniknac,.."
I znów się z Tobą nie zgodzę. Nie jest wolą Boga, by małżonkowie się krzywdzili i łamali przysięgę małżeńską. Bóg pragnie naszego szczęścia, ale nade wszystko byśmy byli ludźmi wolnymi od wszelkich uzależnień, a przede wszystkim uzależnienia od współmałżonka. Mamy kochać, a nie posiadać. Kochana w żaden sposób nie spłycam Twojej wiary i nie odmawiam Ci prawa do modlitwy, bo wiem jaką siłą i pociechą jest modlitwa.Tylko nie może to być postawa roszczeniowa. Teraz módl sie przede wszystkim o własną przemianę i o nawrócenie męża.Jest taka piękna modlitwa o Pogodę Ducha. " Panie użycz mi pogody ducha, bym przyjął to, czego nie mogę zmienić. Odwagi, bym zmieniał, to, co zmienić powinienem. I mądrości, bym umiał odróżnic jedno, od drugiego".

[ Dodano: 2013-04-23, 11:24 ]
"...albo dziewczyny wierza tak strasznie przez lata ze maz wroci, ze przez to niestety ale popadaja w depresje, choroby, wyniszczaja sie i nigdy nie zaczynaja zyc normalnie. Czy o to chodzi? Czy to Bogu sie podoba?..."
Na100% Bogu się to nie podoba! A kto Ci każe w czekaniu na męża być nieszczęsliwą, w depresji, łzach? Wtedy masz jak w banku, że mąż nie wróci, bo nikt nie chce przebywać ze smutnymi, rozgoryczonymi, jęczącymi ludźmi. A jak męża nie było w Twoim życiu, to nie cieszyłaś się życiem? Wróć do siebie, jaką byłaś, gdy mąż się Tobą zachwycił, pokochał, zapragnął z Tobą być.... A kiedy to nastąpi? W czasie, gdy Bóg uzna, że jesteście już na to gotowi, by budowac od nowa, ale tym razem na SKALE (Jezusie), a nie na piasku (własnych chceniach, nierealnych oczekiwaniach). Dziś po ludzku może wydawać się, że wszystko pozamiatane, ale to tylko po ludzku. Po Bożemu to walka dobra ze złem. A Ty przecież opowiadasz się za dobrem, które nawet w bajkach zwycięża, a co dopiero w trwaniu z Bogiem! :-P

[ Dodano: 2013-04-23, 11:32 ]
"... Ze Bog chcial mi pokazac jak bardzo silna jestem, jak wiele moge BEZ NIEGO> bedac zn im nigdy nie wiedzialam ze tak wiele sama wlasnie znacze, jak wielkie wartosci w sobie mam..."
BINGO! Właśnie tak! Dasz radę kochana, bo już znasz źródło mocy - Jezusa. Myślisz, jestem słaba, nie dam rady, ale przecież ''Moc w słabości się doskonali" A Ty już nie jesteś sama, bo sama na pewno upadniesz, Ty już wiesz do Kogo biec po wsparcie i radość życia. Mocno Cię przytulam i głowa do góry! Czekamy tu na Ciebie ze zrozumieniem i chęcią niesienia pomocy.
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-23, 15:54   

AWS - na poczatku dziekuje za wszystkie dobre slowa, wsparcia i tyyyyle dobrych rad.

'Czy wiesz po co naszym błądzącym mężom rozwód? Nie koniecznie, żeby od razu legalizowac te nowe związki. Chcą mieć komfort błądzenia - przeciez jestem już po rozwodzie, jestem "wolny". Czy widzicie perfidię? Jeśli chcesz postawic granicę krzywdzie, to godzisz się na odejście, bo w trójkącie żyć nie będziesz, ale rozwodowi mówisz "nie'. '

Zgadza sie, chca rozwodu, zakonczenia jak najszybciejszego zeby dac sobie jeszcze wiekszy komfort psychiczny. Pisze jeszcze wiekszy no bo moj maz np juz czuje sie wolny, no bo przeciez juz wszystko mi powiedzial i zakonczyl to.... A co do tego, ze zgadzam sie na odejscie - tak, jak najbardziej, zreszta to ja kazalam mu sie wyprowadzic najpierw. Tylko ze on nie chce ze mna byc, ale wyprowadzic tez sie nei chce. HA HA HA> przepraszam, ale to jest naprawde zalosne przeciez. Tzn on chce sie wyprowadzic ale dopiero po 'rozwiazaniu wszystkich spraw formalnych'. nie ma tutaj na mysli rozwodu (na tyle ile ja rozumiem) tylko zebysmy wszystko sami u notariuszy podzielili, zwlaszcza to mieszkanie w ktorym teraz mieszkamy, na ktore jest kredyt na nas oboje, to wtedy sie wyprowadzi. No i jestem ugotowana. Bo nie chce sie godzic na zycie w trojkacie (ktore podejrzewam), a nie chce tez w kilka dni lub nawet tygodni godzic sie na rozwiazywanie tych wszystkich spraw - tak jak on by sobie tego zyczyl i podejmowanie tak waznych dla mnie decyzji w tak silnych jeszcze emocjach. I tutaj wlasnie nie wiem co robic? Bo wlasnie blokujac go za dlugo - ze nie dam mu odpowiedzi ktore mieszkanie chce i nie chcac robic tej rozdzielnosci, to wyjdzie na to ze wlasnie go ciagle zatrzymuje, ze ciagle biedna sie pogodzic nie moge z tym. A tego nie chce, bo wlasnie tak nie jest!! Zaufalam Bogu i plaszczyc sie przed nim nie bede zeby zostawal. No ale to takie bledne kolo..... nie wiem co robic.....

'Łamie przysiegę, a więc grzeszy, czyli jest w łapach :evil: . Jakim sposobem ma mówić prawdę, skoro teraz praktykuje u ojca kłamstwa? Niewykonalne! Ma Ci przyznać, że jego romans jest powodem waszego kryzysu? Nie uniósłby tego.'

Zgadza sie, nie uniosl by tego. I dlatego wybiela siebie zrzucajac wine na mnie, a raczej bagatelizujac cala sytuacje, no stalo sie i juz.


'Dlatego postanowiłam zwrócic się do Ciebie, byś sama sobie nie dokopywała, bo to robisz niestety!'

No staram sie czytac, sluchac wszystkich dobrych rad, ale wydaje mi sie wlasnie ze naprawde z kazdym dniem jest lepiej i nie chce siebie samej ranic i wydaje mi sie ze juz tego nie robie?


[ Dodano: 2013-04-23, 10:09 ]
'Napisałas: "...I tak ,dla mnie wciaz jest moim mezem, ale dla niego ja jego zona juz nie jestem i tez nic na to nie poradze..."
No popatrz Jezus dwa tysiące lat temu ustanowił nierozerwalne małżeństwo i kurcze pomylił się, bo zapomniał o zgodę zapytać Twojego męża. Dziewczyno, nie słuchaj bredzenia pogubionego człowieka, a już na pewno nie przyjmuj jako pewnika, że nie jesteś już żoną. Twój mąż pewnie jest człowiekiem rozumnym, więc uświadom mu, że nie ma takiej władzy, by uczynić Cię "nieżoną". A to, co on czuje, to inna para kaloszy. '

Ja sie zgadzam z Toba, bo ja to rozumiem, ze tu chodzi o cos wiecej, o Boga, o Sakrament. Ale tak jak sama pisalas- uswiadom to czlowiekowi zawladnietemu przez diabla, ktory o Bogu nawet slyszec teraz nie chce, tlumacz mu to teraz ze on nie ma takiej wladzy zeby malzenstwo rozwiazywac, ze rozwod to zlo, bo Bog, bo Sakrament, bo nierozerwalne - podobne rozmowy juz tez byly - o Bogu, o wierze i w tej chwili on o Bogu zapomnial i nie robi to na nim zadnego wrazenia. On chce to sie rozstaniemy i juz malznestwem, zona/ mezem nie bedziemy - takie jest jego myslenie przeciez.

[ Dodano: 2013-04-23, 10:21 ]
'Stwierdziłaś; "...Tak, wlasnie dlatego bo zycie dal mi Bog i nic i nikt nei jest wazniejszy od zycia ludzkiego..."
Mylisz się! Ważniejsze od życia ludzkiego jest BÓG, ZBAWIENIE, MIŁOŚĆ'

Tak, tak, zgadza sie :) to jest wazniejsze. Mialam na mysli wlasnie to nasze zycie ziemskie tutaj. Bog jest najwazniejszy, oczywiscie. Ale tu na ziemi, nie mamy chyba nic cenniejszego niz wlasnie wlasne zycie, patrzac w perspektywie tracenia/ niczenia go przez drugiego czlowieka.

[ Dodano: 2013-04-23, 10:45 ]
'Napisałaś: "... I przez kolejne 5 miesiecy (grudzien - kwieciec) trwalam w pokorze i poczuciu winy, starajac sie sprawic zeby maz poczul sie lepiej, zeby nie mial juz powodow do zlosci, smutku,..."
No i poczuł się lepiej, bo dostał argumenty dla swojego błądzenia w postaci Twojego poczucia winy. A miał się czuć fatalnie z tym, że Cię oszukuje, że łamie przysięgę, że zdradza...NIE, wcale nie musza to być awantury, czy spazmy....swoją postawą pokazujesz: nie pozwalam. Wysoko podniesiona głowa, bo jesteś piekną, dobrą, wierną żoną. '

No ale ja wtedy nie wiedzialam ze on mnie zdradza. To co mialam robic? Nie starac sie naprawiac problemow, rozwiazywac konfliktow? Staralam sie zrozumiec, pomagac, ulepszac sama siebie, dla Boga, siebie i drugiego czlowieka. To chyba normalne w malzenstwie? :) Ze jak cos jest nie tak, to sie rozmawia, stara zrozumiec i cos ulepszac, poprawiac, modlic sie za to. i ja to wszystko robilam. Tak, a ze on mnie zdradzal to poczul sie jeszcze lepiej. Teraz wiem ze zdradzal i wlasnie teraz pokazuje tak jak napisalas ' nie pozwalam', nie ponizam sie itd.

'Twój mąż ma zobaczyc w domu spokojną, pogodną, zadbaną i radosną żonę, która teraz dopiero żyje pełnia piersi. I żadnego zabiegania o miłość u męża. Jesteś z boku, odsuwasz się i spokojnie przyglądasz sie poczynaniom męża. To on ma sie miotac, watpić w słusznośc swych decyzji, miec poczucie ogromnej straty i on ma sziukac Ciebie, a nie odwrotnie! Zadych obiadków, prania, usługiwania, ale spokojna odpowiedz, gdy pyta i dystans. Masz byĆ ANIOŁEM,bo od anioła się nie odchodzi!'

Tak, wiem o tym i tak wlasnie robie. Nie rozmawiamy w ogole odkad wrocilam do domu. Nie pytam gdzie wychodzi, o ktorej bedzie, no absolutnie nic. Spi w drugim pokoju na sofie - ja w sypialni no i kazde zyje swoim zyciem. Ale jak go widze juz to staram sie byc najabrdziej zadowolona z zycia jak potrafie.... Obiady? Pranie? No nie, az taka zaslepiona to nie bylam w zadnym momencie tego wszystkiego :) Dzieki Bogu. Zreszta on jest bardzo zaradny, naprawde :) Sam pierze, gotuje, w niedziele sadzil pomidory na balkonie..... no szkoda gadac, ale nie, naprawde my zyjemy teraz tak jakbysmy nie byli juz razem.

'Oczywiscie, że masz udział w kryzysie, bo dobre małżeństwa nie mają kryzysów. Odkrywaj swoje słabości ije zmieniaj, byś mogła byc lepszą żoną, gdy mąż wróci, ale na Boga nie inormuj go o swoich błędach Uwierz to były tylkobłędy, do których kazdy człowiek ma prawo. Juz ich nie popełniasz, a jak będziesz o nich mówic teraz w kryzysie mężowi zostaną potraktowane,jako winy i "krzywdy", wyrzadzone. A stąd juz blisko do stwierdzenia - Byłem krzywdzony, więc mam prawo szukac szczęscia z kim innym Z kimś ,kto mnie tak bardzo rozumie i ble, ble, ble.... Nie pozwól sie w ten sposób prowokowac, czy manipulować. '

no widzisz, tego akurat nie rozumialam. Wydawalo mi sie ze skoro mialam jakakolwiek wine (nawet tak mala i oczywista ze tak jak piszesz kazdy ma prawo do takich bledow, ba to nawet nie sa bledy, to jest po prostu fakt ze nikt nie jest idealny i nikt nie jest identyczny. Kazdy ma troche inne potrzeby ktore trzeba sobie komunikowac, a on tego nie robil, tylko trzymal wszystkie frustracje w sobie i tak potem zrobil jak zrobil)
to myslalam ze powinnam sie przyznac do tego, no zeby nie wychodzilo na to, ze to wszystko tylko jego wina. Wiec przyznawalam przez te miesiace (nie wiedzac o zdradzie) ze tak, mial prawo poczuc sie wtedy czy wtedy zle z mojego powodu, ale ze postaram sie to zmienic itd. Cały czas chcialam po prostu zeby bylo w koncu dobrze. No a nie moglo byc bo powody byly zupelnie inne. No ale faktycznie jemu to pomoglo i on to sobie juz obrocil, ze ta moja wina to w ogole byla chyba wieksza od jego....a to ze mnie zdradzil to tylko szczegol taki ktory wynikal wlasnie z tego 'jak ja go nie rozumialam'...
 
     
Sama26
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-23, 18:58   

A ja się zastanawiam gdzie w tym wszystkim jestesmy MY jako kobiety, żony, ludzie, osoby czujące i myślące Mające UCZUCIA!!!!
Przecież CI mężczyźni zdradzili nas oszukali podeptali nasze uczucia i zabili wszystko co powinno być w małżeństwie . Wiem, że powinno sie walczyć ale czy tak naprawde przez kilka lat ciagać sie po sądach bo on chce a ja nie?? A co z naszymi uczuciami ?? Oni nas już raz zniszczyli i rozszarpali uczuciowo i dalej bedziemy sie tak szarpać Ja mu nie pozwoliłam na zdrade i nie pozwalam nadal ale poprostu nie mam sił na sądy i inne upokorzenia GDZIE W TYM WSZYSTKIM JESTESMY MY Nie rozumiem ?? Nadal oni sie liczą bo im nie wolno Pewnie że nie wolno ale ja nie mam sił POprostu
 
     
Kaemka2009
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 09:41   

[quote="AWS"]
[ Dodano: 2013-04-22, 14:58 ]
Kaemka2009 napisał/a:
Kiedysbylam....masz super nick. Ja tez się z Tobą utożsamiam.


AWS napisała:
Nick wcale nie jest super. A co Was dziewczyny już nie ma? To, że Wasi mężowie błądzą to Wy przestałyście istnieć , straciłyście tożsamość? A to mężowie są Waszymi stworzycielami? A nie czasem Bóg, który z MIŁOSCI powołał Was DO ŻYCIA? A Wy co? Facet mnie nie chce, to ja już odwracam się od Ciebie Boże , już pluję na Twój dar, no może nie całkiem się odwracam, JESZCZE JEDNA, CZY DWIE NOWENNY, ŻEBYŚ O MNIE NIE ZAPOMNIAŁ I natychmiast poukładał MOJE ŻYCIE, według MOJEGO SCENARIUSZA, nie Twojej świętej woli.! NIEWAŻNE, że jak psułam, to Ciebie Boże o RADĘ I PROWADZENIE nie pytałam. TERAZ JESTEM W POTRZEBIE, wiec działaj, bo przecież jesteś miłosierny. Ja tymczasem po cichu już przydotowuje się do ROZWODU, gromadzę dowody, WYTACZAM DZIAŁA....ECH!!! DZIEWCZYNY, a jakie jest prawdziwe pragnienie Waszego serca? JEŚLI RATUNEK MAŁŻEŃSTWA, to nie jednocześnie WOJNA PODJAZDOWA. SPÓJNOŚĆ między myslą, mową, a czynem i wcale nie oznacza to zgody na poniżanie, oszukiwanie, krzywdzenie przez pogubionego małżonka. Twarda miłość, ale miłość, nie sianie nienawiści i zemsty!



AWS to nie tak ...pisząc o tym nicku, że fajny nie miałam na mysli tego wszystkiego co napisałaś :)
Raczej nick "kiedysbylam" kojarzy mi się z czymś co kiedys było, z tamtym życiem. Nie będę się rozpisywała zbyt długo, bo może faktycznie zbyt ogólnie ujęłam, że utożsamiam się z dziewczynami. Chodziło mi o całą historię jak nasi męzowie się zachowywali i jak się zachowują. Choc mój się nie zachowuje już w stosunku do mnie, bo nie mam z nim żadnego kontaktu. Konkretnie kiedys bylam - to, co bylo kiedys, jaka byłam kiedys ...
Raczej miałam na mysli przemianę i porownanie , że kiedys bylam inna niz teraz :)
Ja osobiście nie odwróciłam się od Boga, wręcz przeciwnie dopiero teraz czuję Jego obecnośc w moim życiu. Wczesniej On był, wierzyłam, ale teraz tę wiarę żywo czuję w sercu. UFam Mu bezgranicznie i każdego dnia wiem, że jest przy mnie. Może na początku faktycznie pisałam scenariusze i prosiłam konkretnie bardzo ..ale któż tego nie robi na początku kryzysu. Teraz modląc się prosze o opiekę i mówię, by Pan zrobił jak uważa, bo Ja MU Ufam. Własnie dlatego, że nauczyłam się UFAC PANU, więc pisanie scenariuszy mi nie jest potrzebne. Choc czasem jest to bardzo, ale to bardzo trudne...ale jak się poprosi o wspracie to Pan z pewnością pomoze:)
Co do rozwodu natomiast. Nie jest to takie łatwe już na sali sądowej. Osobiście gdybym nie przedstawiła w Sądzie dowodów smsowych czy innych rozwód byłby wykonany wczesniej. Musiałam jakoś "walczyc" :-/ - starac się, by moje malzenstwo cywilne utrzymac. Choc wiem, ze walka to złe słowo. Ale realia są takie, że w Sądzie cywilnym liczą się często suche fakty, dowody, a rzadziej szczere wyznanie , że KOcham męża i widzę szansę na uratowanie malzenstwa. Choc oczywiscie to też...ale dowody tez trzeba przedstawic...Wtedy jednak tak ważna jest UFNOSC i oddanie się Panu...
Wiadomo, że dla nas najmocniejszym argumentem jest sakrament, który no niestetyy często tez nie do konca przekonuje Sąd. Ja pomijając te argumenty sakramentu, miłosci ....niestety musiałam użyc tez dowodów, które jak piszesz kochając i mając nadzieję na odbudowanie oczywiscie zbierałam. Niestety, bo inaczej ten rozwód, który i tak stał się faktem - byłby o wiele szybciej. I czy się to podoba mojemu mezowi czy komukowiek i tak nadal jestem jego żoną:) Bo najwazniejszy jest Sakrament. A co bedzie dalej - Ufam , wiec czekam ...
Może faktycznie moje malzenstwo zostało zawarte niewaznie. Choc ja czuję, ze tak nie było. Ale jak mi powiedział ksiądz u którego była, ze to sfera uczuc, a mogę nie wiedziec , ze w dniu zawarcia naszego malzenstwa faktycznie jakies przeslanki były i to malzenstwo faktycznie waznie nie jest. Moze i byly, choc ja ich nie czuje, ale to zobaczymy ...ufam, ze postepowanie przed Sądem Metropolitalnym rozstrzygnie sprawę zgodnie z wolą Bożą.

Co do poczucia tego, że po odejściu męża przestałam istniec to też nie jest tak. Wrecz przeciwnie w miarę upływu czasu, czuję się coraz lepiej i mam zupelnie inne patrzenie na BOGa, swiat i na siebie samą. Na poczatku wiadomo bylo trudno. Ale teraz nigdy , ale to nigdy nie będę opierała mojego szczescia na człowieku. Bo jedynie NAsz Pan może dac mi szczesie :) Nauczyłam się też wytycza granice i dbac o siebie i swoją relację z Bogiem:)
Ludzie przychodzą i odchodzą , a idąc za pięknym zdaniem, które dzisiaj przeczytałam : "Kocham Go, bo nigdy nie opuszcza” .

Pięknego Dnia Kochani :)
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 10:34   

a ja coraz bardziej czuje ze on naprawde tego nie skonczyl. Dowodow nie mam zadnych w tej chwili i nie wiem co nadal robic. Ufam Bogu jesli chodzi o cale nasze dalsze losy. Ale tak jak tu piszecie - nie moge i nie chce godzic sie na zycie w trojkacie. Moge mieszkac z nim pod 1 dachem (takie bylo moje zalozenie), obok siebie, nawet po tym, wiedzac ze mnie zdradzal, dajac sobie czas, ufajac Bogu, nie podejmujac pochopnych decyzji i nie blagajac o jego milosc. Takie bylo zalozenie, ale podjelam je po naszym 'rozstaniu' ale wierzac ze mimo wszystko tamto zakonczyl. Taki mowi mi, tak mowi znajomym.

Ale tak jak pisze - nie mam dowodow w tej chiwli i nie bardzo moge je zdobyc, ale czuje to. Czuje ze jak go nie ma po pracy i nie ma zadnego racjonalnego wytlumaczenia gdzie moglby byc, to czuje ze jest z nia. I co mam robic? ON sie do etgo nie przyzna, nie chce zyc w trojkacie, on sie nie wyprowadzi i co? Bylo ze mna ogolnie troche lepiej, potrafilam pogodzic sie z tym ze on nie chce byc ze mna i potrafilam walczyc o siebie, poczuc sie choc troche lepiej. Ale teraz, gdy okazuje sie ze jednak chyba on to dalej ciagnie, wraca do NASZEGO domu po spotkaniach z nia, to nie potrafie sobie tego poukladac i z tym poradzic. A z 2 strony nie bardzo mam co zrobic.... straszne to....
 
     
diagos
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 11:24   

Sama26 napisał/a:
A ja się zastanawiam gdzie w tym wszystkim jestesmy MY jako kobiety, żony, ludzie, osoby czujące i myślące Mające UCZUCIA!!!!
Przecież CI mężczyźni zdradzili nas oszukali podeptali nasze uczucia i zabili wszystko co powinno być w małżeństwie . Wiem, że powinno sie walczyć ale czy tak naprawde przez kilka lat ciagać sie po sądach bo on chce a ja nie?? A co z naszymi uczuciami ?? Oni nas już raz zniszczyli i rozszarpali uczuciowo i dalej bedziemy sie tak szarpać Ja mu nie pozwoliłam na zdrade i nie pozwalam nadal ale poprostu nie mam sił na sądy i inne upokorzenia GDZIE W TYM WSZYSTKIM JESTESMY MY Nie rozumiem ?? Nadal oni sie liczą bo im nie wolno Pewnie że nie wolno ale ja nie mam sił POprostu



Twoją myśl podsumowałbym jednym słowem GODNOŚĆ.
Może warto by zacząć tak: " A ja się zastanawiam gdzie w tym wszystkim jest nasza godność."

Troszkę źle się poczułem jak napisałaś, że mężczyźni zdradzają, kobiety również. Faceci też mają uczucia.

Wiem, że powinno się walczyć ale czy tak naprawdę przez kilka lat ciagać sie po sądach bo on chce a ja nie??

Też się zastanawiam czy taka walka ma sens. Czy aby na pewno właściwie postępujemy nie godząc się na rozwód? Każdy będzie odpowiadał za siebie przed Bogiem. Każdy ma wolną wolę. Jeśli nie godzimy się na rozwód myśląc o zbawieniu małżonka, to tak na prawdę nie wiemy czy zostanie zbawiony. W myśl zasady "każde trudne małżeństwo jest do uratowania", ale z godnością. W przypadku kiedy będziemy się upierać to w drugiej osobie (tej która chce rozwodu) będzie zwiększać się uraza, niechęć do nas. To raczej szanse maleją na uratowanie małżeństwa. Nie mówię o tym żeby od razu jak któryś z małżonków mówi o rozwodzie to już lecieć do sądu. Dać sobie czas według mnie przynajmniej z rok żeby emocje opadły, na spokojnie porozmawiać. I może właśnie wtedy odzyskamy małżonka tak jak Mirakulum. A tak cały czas będziemy walczyć po sądach. Przecież mamy być w pokoju, a gdzie tu pokój, a gdzie nasza godność. Osoby, które zdradzają chyba tak naprawdę są nie wierzące. Jeśli byłby wierzące, to inaczej by postępowały. I czy w takim przypadku można zastosować:

http://www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/7.php

1 List do Koryntian rozdział 7

15 Lecz jeśliby strona niewierząca chciała odejść, niech odejdzie! Nie jest skrępowany ani "brat", ani "siostra" w tym wypadku. Albowiem do życia w pokoju powołał nas Bóg. 16 A skądże zresztą możesz wiedzieć, żono, że zbawisz twego męża? Albo czy jesteś pewien, mężu, że zbawisz twoją żonę?

Zajrzyj tutaj:

http://www.chrzescijanie.alpha.pl/rozwod-a-biblia/

Rozwieść się czy nie rozwieść. Każdy zrobi wedle swojego uznania. W każdym przypadku będzie inaczej. Kiedy zdradzacz mieszka z małżonkiem albo u kochanki, porzuca dzieci. Różnie jest. Warto zastanowić się co po rozwodzie. Czy czasem sytuacja się bardziej nie pogorszy. Wbrew pozorom uzyskamy spokój po rozwodzie, ale skutki tego mogą być dużo gorsze jak gdybyśmy się nie rozwiedli. Jak będzie wyglądało życie po rozwodzie z kim będą dzieci, ich kontakt z rodzicem, gdzie będą mieszkały. Czy zdradzacz po rozwodzie może przyprowadzać do domu oficjalnie kochankę/kochanka? Co w takim wypadku zrobić?

Jeśli nawet się rozwiedziemy, to nie zwalnia nas to od przysięgi małżeńskiej. Druga strona też powinna, lecz wiadomo jak jest.

Z Bogiem.
 
     
kiedysbylam
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 17:49   

dzis moja mama byla u prawnika porozmawiac, po prostu zapytac jak to wszystko naprawde wyglada jak przyszloby co do czego. Maz chce jak najszybciej pozalatwiac rozdzielnosc majatkowa i porozdzielac mieszkania. Nie chce, nie moge ze wzgledu na swoje zdrowie go zatrzymywac sila. Nie wyprowadzi sie dopoki tego nie zrobimy. A na zycie w 3, mieszkajac z nim pod 1 dachem rowniez zgodzic sie nie moge. Tak wiec wychodzi na jego, trzeba to wszystko jak najszybciej pozalatwiac, zeby sie wyprowadzil a mi pozostanie modlitwa. dowiedzialam sie rowniez ze nawet udowodniona zdrada daje bardzo male szanse na orzeczenie o jego winie. Jesli sie nie znecal, nie pil, nie bil, to 'tylko' to ze mnie zdradzal to za malo, nie ma dzieci, nie ma nic, i tak i tak sad prawdopodobnie nie orzekl o jego winie, a trwalo by to kilka lat. Musze sie z tym pogodzic, dalej zwracac sie do Boga o sile i jego nawrocenie, ale nie moge go zatrzymywac na sile :( to wszystko sie dzieje naprawde i musze wreszcie spojrzec prawdzie w oczy i z pomoca Boga i bliskich przez to przejsc.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 18:53   

Diagos napisał :
Cytat:
Troszkę źle się poczułem jak napisałaś, że mężczyźni zdradzają, kobiety również. Faceci też mają uczucia.


.......... Ty serio ?
"troszkę źle się poczułem" , "faceci też maja uczucia"

Facet zdradza z kobietą ( pomijam tzw. gejów )
raczej nie z licealistką i nie z wdową staruszką ,
zatem zdrada faceta = zdrada kobiety
jest dokładnie 1:1

Faceci tak zostali stworzeni , że więcej zajmują się materią nieożywioną .
Samochód , komputer , maszyna - nie ma uczuć .
Kobiety - więcej dziećmi , zatem mają więcej praktyki w uczuciach , robią w tym .
Same uczucia mamy takie same , bez różnicy .
Wrażliwość nie jest uwarunkowana płcią .
Mężczyzna nie stoi niżej na drabinie stworzeń tylko dlatego ,
że został stworzony "wcześniej" .
To się uzupełnia .
Nie ma męskości bez kobiecości i odwrotnie .
Ktoś bardzo w tym miesza
i próbuje "stworzyć" istotę uniwersalną , czyli hybrydę ,
takie babo-chłopy a ostatnio chłopo-baby .


Właściwie , chciałem napisać w tym wątku ,
by poprzeć to o czym pisała AWS .
Odchodzący chcą mieć komfort odejścia ,
bo jednak sumienie ich gryzie , mają naturalne opory .
.......... i niestety dajemy się wciągnąć w tę grę

Diagos , niby też racja ,
ale jakieś to śliskie ?
Godność - nie jest zwykłą wymówką , bo tak łatwiej ,
dać rozwód bo spokój itp.
Niebezpieczna interpretacja chyba - skoro chce rozwodu to "niewierzaca" ,
a skoro tak pozwolić odejść .
......... no to generalnie , skoro ktoś grzeszy to widać niewierzący ,
bo jakby był wierzący to by nie grzeszył
a skoro niewięrząca to i sakramentu po mojemu nie było itd.

Swego czasu lekarze domagali się godziwych zarobków ,
znaczy ile ta "godność" kosztuje w żywej gotówce ???
Czym jest godność ?
 
     
Sama26
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 19:55   

[quote="mare1966"]Diagos napisał :
Cytat:
Troszkę źle się poczułem jak napisałaś, że mężczyźni zdradzają, kobiety również. Faceci też mają uczucia.



"troszkę źle się poczułem" , "faceci też maja uczucia"
Przepraszam jeśli uradziłam Nie myślałam w ten sposób chodziło mi o kobiete którj odpisywałam
 
     
diagos
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-24, 21:50   

mare1966 napisał/a:
Diagos napisał :
Cytat:
Troszkę źle się poczułem jak napisałaś, że mężczyźni zdradzają, kobiety również. Faceci też mają uczucia.


.......... Ty serio ?
"troszkę źle się poczułem" , "faceci też maja uczucia"

Facet zdradza z kobietą ( pomijam tzw. gejów )
raczej nie z licealistką i nie z wdową staruszką ,
zatem zdrada faceta = zdrada kobiety
jest dokładnie 1:1

Faceci tak zostali stworzeni , że więcej zajmują się materią nieożywioną .
Samochód , komputer , maszyna - nie ma uczuć .

Kiedyś tak było. Dzisiaj kobiety zajmują się materią nieożywioną. Według Ciebie mają bardziej rozwinięte uczucia, to po co zajmują się czymś co nie ma uczuć. Może lepiej zostawić to facetom?

Kobiety - więcej dziećmi , zatem mają więcej praktyki w uczuciach , robią w tym .

Kiedyś tak było. Dzisiaj się to zmienia. Z mojego doświadczenia, to ja mam lepszy kontakt z dziećmi niż żona. Matki, które zabijają swoje dzieci też mają uczucia. Tylko jakie?


Same uczucia mamy takie same , bez różnicy .

Skąd wiesz. Jesteś tez kobietą? Na pewno bez różnicy?


Wrażliwość nie jest uwarunkowana płcią .
Mężczyzna nie stoi niżej na drabinie stworzeń tylko dlatego ,
że został stworzony "wcześniej" .
To się uzupełnia .
Nie ma męskości bez kobiecości i odwrotnie .
Ktoś bardzo w tym miesza
i próbuje "stworzyć" istotę uniwersalną , czyli hybrydę ,
takie babo-chłopy a ostatnio chłopo-baby .


Właściwie , chciałem napisać w tym wątku ,
by poprzeć to o czym pisała AWS .
Odchodzący chcą mieć komfort odejścia ,
bo jednak sumienie ich gryzie , mają naturalne opory .
.......... i niestety dajemy się wciągnąć w tę grę

Diagos , niby też racja ,
ale jakieś to śliskie ?
Godność - nie jest zwykłą wymówką , bo tak łatwiej ,
dać rozwód bo spokój itp.
Niebezpieczna interpretacja chyba - skoro chce rozwodu to "niewierzaca" ,
a skoro tak pozwolić odejść .

A nie pozwalać odchodzić? Powiedz to osobom takim jak Renata23 żeby nie pozwalać odejść.
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=9358

......... no to generalnie , skoro ktoś grzeszy to widać niewierzący ,
bo jakby był wierzący to by nie grzeszył
a skoro niewięrząca to i sakramentu po mojemu nie było itd.

Nie generalizujmy. Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy prawo do pomyłek, swoich sabości, błądzenia. Będziemy popełniać grzechy. Jednak z czasem powinno być ich mniej. Jeśli ktoś w ciąż popełnia tyle samo grzechów albo coraz więcej, to chyba wcale dobrze o jego wierze nie świadczy. Im głębsza wiara tym mniej grzechów. Tak uważam. Bóg oceni naszą wiarę.

Możliwe, że niebezpieczna interpretacja. Uważasz, że osoba, która jest wierząca zdradza, chce rozwodu (zdradzacz) jest osoba wierzącą tak jak Bóg tego oczekuje od nas? Odnoszę wrażenie, że większość ludzi ma wiarę supermarketową. Tak jak w supermarkecie wybiera sobie co chce. I to nie jest taka wiara jaka powinna być, tylko nasza własna interpretacja wiary. Każdy ma prawo wierzyć w co chce, ale niech nikt mi nie mówi, że osoba która zdradza celowo i oszukuje małżonka, chce rozwodu jest osobą wierząca. Dla takiej osoby (zdradzacz) nic nie znaczy przysięga małżeńska, prawdopodobnie w dniu ślubu nic nie znaczyła tylko było to odegranie roli. Nie mówię, że w każdym wypadku trzeba się rozwieść, może być separacja.


Swego czasu lekarze domagali się godziwych zarobków ,
znaczy ile ta "godność" kosztuje w żywej gotówce ???
Czym jest godność ?


Czym?

Proszę Cię nie powołuj się na lekarzy.


Sama26
Nie ma sprawy :-D
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-25, 07:21   

Diagos - z tym twierdzeniem, że jak niewierzący to trzeba pozwolić odejść (i dalej wywód o ilości grzechów) - wg mnie mieszasz pojęcia. I relatywizujesz. Wiara nie jest constans, zmienia się w czasie całego życia, na plus i na minus. Nie ma znaczenia, że jak w czasie zdrady nie wierzył/a, to już można pozwolić odejść. Bo sakrament małżeństwa jest constans i trwa do końca życia, nie ma znaczenia stan wiary w czasie tego życia, poza momentem zawierania sakramentu. Ale od tego są już sądy biskupie.
I teraz co oznacza w Twoim pojęciu "odejść". Zdradzacz najczęściej sam odchodzi - realnie lub co najmniej emocjonalnie, nie potrzebuje naszego przyzwolenia, więc o co chodzi? O rozwód?
Powołujesz się na przykład Renaty, że w TAKIEJ sytuacji, to już trzeba pozwolić odejść. A może inne podejście zastosować?: Odszedłeś (co najmniej emocjonalnie), więc radź sobie sam, ja robię rozdzielność majątkową, składam wniosek o alimenty, przeprowadzam separację - nie wciągniesz mnie w swoje bagno, a ja w spokoju, modlitwie i godnych warunkach poczekam, aż zechcesz wrócić na suchy grunt. Gdzie w takiej postawie "niepozwalanie" na odejście?
Nawiasem mówiąc masz podobny nick do użytkownika "diagoras". Mam nadzieję, że nie jesteście jedną i tą samą osobą?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8