Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
co w Waszym sercu gra?
Autor Wiadomość
oszukany
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-07, 21:50   

Mi niestety doskwiera samotność. Ponad 1,5 roku jestem sam. Mam tyle okazji do ułożenia sobie życia z kimś innym, tyle okazji do chwycenia...jakoś to mnie nie rajcuje. W oczach kolegów jestem nienormalny...bo nie łapię okazji, bo d...pa jestem. A mnie to nie kręci. Jestem nieszczęśliwy bo ślubowałem...a żona w najlepsze żyję z tymi z kim przegrałem...swoje małżeństwo. NIe mam zamiaru układać sobie życia...bo kocham swoją żonę. Z tej wolności korzystam, bo robię duzo rzeczy dla siebie, nie umiałbym spojrzeć dziecku w oczy przedstawiając jej nową CIOCIĘ... kryzys mnie ulepszył, pokazał braki...wzmocnił...a serce włączyło funkcję CZEKANIA...

... a to co czuję dziś przedstawię w moich wypocinach pisanych prawie prozą...

Czas płynie bez Ciebie, tak wolno...
nurt Miłości serce rwie w rozpaczy.
Szukam Cię wzrokiem, sercem lecz...
lecz wpadam w otchłań wspomnień, tęsknoty.
Nie potrafię dotrzeć do Ciebie, od nowa odnaleźć...
stąpam po żarze, w miłości zamknięty pozostaje.
Codziennie budzi mnie ból rozłąki...
a spać kładzie łza żalu i rozpaczy.
Może kiedyś znów Cię znajdę, dotknę...
poczuję ciepły oddech Twój w moim sercu...jesli wcześniej wiary NIE STRACĘ...
Kocham CIĘ MADZIU...

Życzę wszystkim Wiary, Miłości i mocnej Wierności...
 
     
katalotka72
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 12:42   

podziwiam Was Panowie....
jestescie WIELCY !!
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 17:10   

Oszukany, Ciebie rzeczywiście można podziwiać, w przeciwieństwie np do Wujta, niestety, który używał żywota "czekajac". Wybacz Wujcie :), wiem, każdy potyka się w życiu. Mam nadzieje, że nie masz mi za złe, że zło nazywam złem. Wlałbym by napisał to ktoś inny, bardziej wierny Bogu niż ja, ale cóż... Zwróciłęm uwagę na ten "romans" Wujta być może z powodu dylematu który mnie ostatni trawi: czym jest prawda w naszym ziemskim bytowaniu; czy małżonek powinien wiedzieć o zdradzie, czy też nie. Podobno w kosciele, choćby spowiednicy, czesto opowiadają sie za matrixem. To mnie zszokowało. Czyli jednak prawda czasem może szkodzić. Czy ta prawda, którą o sobie powiedział Wujt jest naprawdę nam potrzebna? Czy ona coś wnosi, czy nie jest elementem gorszącym? I czy jeśli zaistniała tu na forum, nie powinna podlegać analizie, jakim jest złem?
W moim sercu przede wszsytkim jest wielki protest przeciwko przechodzeniu do porzadku dziennego nad faktem zdrady, cudzołóstwa. Traktowaniem tego, od tak sobie. Było, wyspowiadałem się, odmówiłem kilka zdrowasiek i spłyneło to ze mnie. To rzutuje na to kim jesteśmy do końca życia.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 18:37   

Orsz napisał/a:
W moim sercu przede wszsytkim jest wielki protest przeciwko przechodzeniu do porzadku dziennego nad faktem zdrady, cudzołóstwa. Traktowaniem tego, od tak sobie. Było, wyspowiadałem się, odmówiłem kilka zdrowasiek i spłyneło to ze mnie.
- Ja myślę,że nikt tej sytuacji tak nie traktuje jak Ty piszesz powyzej.uważam ,że małżeństwo po zdradzie ,ciężko pracuje nad odbudową zwiazku i wcale to nie musi być praca w pojedynkę.
Sam fakt zdrady jest złem ,grzechem cieżkim ale każde zło mozna naprawić jak się chce.Więc trzeba pozwolić sobie i innym na odbudowanie związku bo to zawsze lepsze niż krytyka.
Czyn zdrady jak czyn jest grzechem ale myślę,że przyczyny zdrady nie nam oceniać.Nie my jesteśmy od oceniania ale od tego aby wspierac każdego i budowac w nim wierę,że wszystko z Bogiem jest mozliwe nawet wybaczenie zdrady.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 18:39   

Poza tym nie wierzę ,że po człowieku ,który zdradził a nadal chce ratowac swój związek coś tam według ciebie spływa(cóz to za określenie,co ty wogóle wiesz co w drugim człowieku się dzieje :?:
 
     
rafal41
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 19:23   nic po mnie nie splywa...a raczej jest to ciągła walka...

...moje zdanie jest takie-nie jest to nic latwego,jeżeli się wierzy w Niego,to jest ciągla walka ze swoimi pragnieniami...nie zrozumie tego nikt,kto tego nie przeżyje,oczywiscie jezeli wierzy w Boga.Ja ciągle walczę ze sobą,próbuje ...A co mam powiedzieć o żonie,ktora stabilnie żyje i mieszka z kochasiem???wiem,że nie powinienem tego porównywać...ale...skoro ja ciągle żyje sam,udoskonalm swoje życie...brnę przez życie poprzez kuchnię,sprzatanie..pracę...odbudowywanie się!!!!to czasem się zastanawiam,a może to zla droga?????ale ,wiem ,ze zależy mi na mojej Rodzinie!!!!Przecież coś obiecałem!!!
I kolejna sprawa-nie Wy mnie będziecie oceniać-only The God can judge me...On wie co jest w moim sercu...On wie...I Ci ,którzy chcą Go oszukać,to im się nie uda...pozdrawiam.
P.S.ja ciagle szukam swojej drogi....żeby dać więcej serca innym...Pracę swoja mam,handluję sobie!!!Ot,tak spokojnie sobie żyję!!!
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 19:27   

rafal41 napisał/a:
P.S.ja ciagle szukam swojej drogi....żeby dać więcej serca innym...
- i bardzo dobrze rafał-każdy ma swoją drogę życia,słuchaj tego co podpowiada ci twoje serce a nie czasami niekompetętni doradcy.
rafal41 napisał/a:
I kolejna sprawa-nie Wy mnie będziecie oceniać
-rafał a kto cię oceniał :?:
 
     
rafal41
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 20:33   Only The God...

nikt mnie nie ocenia ale poczulem ,że to do mnie napisano powyzej,skoro to napisano w moim poście....dając serce ,otrzymuje się serce....Miłego wieczoru...pomódlcie się też czasem za mnie....proszę.
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 20:49   

Rafał spoko...Gabi odniosła sie tylko do słów orsza..a w zasadzie do oburzenia co do postu wujta....i tyle

Orsz oburzeniem masz szanse dysponować...bo to twoje odczucie...może zbyt spontaniczne..może zbyt swiątobliwe...może...może

ale to że wujt napisał- to jego sprawa,chciał wyznac wyznał ....
a nam wysłuchac
i na tym konczy sie nasza rola ....'
ale napewno nikt nie ma prawa oceniac jego postawy...nikt nie ma prawa obrzucic go błotem

grzech orsz to ludzka sprawa...grzeszy wujt...grzesze czasami ja ...grzeszysz zapewne i ty....

kiedys znajomy ksiadz powiedział mi cos takiego ....

wiara to my i Bóg ...wiara to relacje z Bogiem...
grzech to ludzka sprawa...ale gdy szukamy wybaczenia za grzech -szukamy wówczas Boga....
czy zatem człowiekowi idealnemu takiemu bezgrzesznemu potrzebny jest Bóg???

pewnie nie bo zyjąc w przekonaniu że jest ideałem-nie czuje potrzeby umacniac relacji


dlatego czasami człowiek jest grzeszny ale wie wówczas po co szuka bliskości Boga

pozdrawiam
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 22:12   

Norbert1 napisał/a:
Rafał spoko...Gabi odniosła sie tylko do słów orsza..
- nie rozumie rafał jak mogłeś mój post odnieśc do siebie-jednak bardzo rózne i niezrozumiałe jest myslenie ludzkie,ale to tylko nasze wyobrażenia a co się za nimi kryje,to tez zagadka,staje jakby po twojej stronie a Ty odbierasz to zupełnie odwrotnie.dzieki Norbert za wpis :-D
 
     
Matej
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-08, 23:23   

Rafale założyłeś fajny wątek więc i ja może skrobne nieco o sobie.

Od 8 miesięcy mieszkam sam. Z żoną mieszkaliśmy 6 lat razem, 4 po ślubie. Mam 29 lat.
Jesteśmy w trakcie rozwodu.
Z początku nie widziałem niczego, wszystko czarne, ale teraz nie jest źle.

Sprzątam, piorę, gotuję w miarę potrzeb i osiągam co raz to wyższe levele. Nie przeprosiłem się tylko z żelazkiem bo prasować nie cierpię i noszę do mamy :oops: 5 bloków dalej...

Żona z córką mieszka 15 km ode mnie, ale dokładnego adresu nie znam.

Naszą wspólną rzeczą zawsze były zakupy, więc teraz by nie było mi przykro udaje się na nie zawsze z córką.

Mój czas z córką to każda środa i co drugi weekend. Ale nie jest to sztywne i jakoś się dogadujemy.

Nauczyłem się żyć i czekać nie czekając i mieć nadzieje na najlepsze jednocześnie będąc przygotowanym na najgorsze.

Pracuje, ponad to moje hobby to turystyka i podróże. No i piłka nożna. Od kiedy mieszkam sam mam z tym łatwiej bo nie muszę do nikogo się dostosowywać i pytać. Jadę i koniec. Na jesieni udało mi się zrobić Holandię i Rumunię, za tydzień lecę do Portugalii a na wakacje zaplanowana Skandynawia i koło podbiegunowe.
Planowanie tego wypełnia mi czas wolny i pozwala nie myśleć stale o obecnej sytuacji. Robie swoje.

Z początku kryzysu zamartwiałem się że będę sam, długie jesienne wieczory, myślenie i depresja. Okazuje się że na nic nie mam czasu, a czas leci jak nie wiem co. Dopiero jakby Martyna wyprowadziła się a to już 8 miesięcy.

Teraz idzie wiosna, zaczyna się liga więc jako kibic większość weekendów dostosowuje do terminarzu rozgrywek Legii.

Ponadto są spotkania w Sycharze, robie 12 kroków, należę do wspólnoty neokatechumenalnej (spotkania mamy w każdy czwartek, a co sobota Eucharystia).
Więc jest tego wszystkiego sporo, brak czasu na cokolwiek, brak czasu na myślenie i dobrze.

We wspólnocie poznałem wspaniałych ludzi i otrzymałem konkretne wsparcie. To samo w Sycharze.

Jest wokół mnie 4 najbliższych przyjaciół wtajemniczonych w sprawy i mocno wspierających mnie. W tym koleżanka będąca w nieco podobnej sytuacji, razem się wspieramy, Ona pomorze mi w domowych sprawach, czasem pójdziemy gdzieś razem i tak jest dobrze.

Ze spraw duchowych staram modlić się jak najwięcej, wstaję specjalnie wcześniej. W pracy dużo jeżdzę i ten czas też mogę wykorzystać na modlitwę. Po pracy zazwyczaj siłownia a potem modlę się różańcem Ojca Pio który zajmuję ok godziny, wieczorem znowu modlitwa i już w łóżku czytanie Pisma Świętego.

Wiec jakoś sobie tam żyję.

Co do żony, przyjełem postawę że usuwam się w cień, ale cały czas jestem trzy kroki z tyłu. Jeśli wyciągnie rękę na pewno jej nie odtrącę.

Bardzo kocham moją zonę i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym więc inne kobiety nie wchodzą w rachubę.
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-09, 00:21   

Co ja złego napisałem? Że romans jest złem, ogromnym złem i nie powinno się o takich faktach pisać w beztroskim tonie? To, że ja coś takiego napisałem jest złem tylko dlatego, bo ocenia czyn innego człowieka, jak się nie ocenia to jest ok, choćby było złem ewidentnym.
Jak komukolwiek w czymkolwiek pomóc, jak się nie wniknie w sytuację, jak się jej nie oceni? Napisałem przecież że lepiej by było, by uwagę na niestosowność treści wpisu Wujta zwrócił uwagę ktoś świątobliwy. Byłoby to na pewno mądrzejsze. Czemu tego nikt nie zrobił? Nie wiem. Ten wpis Wujta uważam też za gorszący.
Nieprawdę jest też, że każdy grzech można tu na ziemi zadośćuczynić. W wymiarze ostatecznym tak, ale ziemskim nie. Jak wynagrodzić komuś np obciętą rękę?
Ludzie, którym się pobłaża, których się nie ocenia, stają się moim zdaniem gorsi. Dlatego też ja, w pewien sposób jestem wdzięczny za ocenę moich wpisów, jak też i pewnie mnie samego. Zastanawiam się nad tym złem, które czynię, ale naprawdę go nie widzę. Widzę natomiast spolegliwość o której wspomniał Rafał41. Jestem mu za to wdzięczny i się z nim zgadzam. Szczęście ma Katalotka, że ma tak bojowego proboszcza. Mam wrażenie, że jest to ginący gatunek i bardzo nad tym boleję. Zło nas zalewa, coraz częściej z braku wiedzy. Często ludzie nie wiedzą czym jest zdrada. Trzeba im to powiedzieć. Tylko jak to zrobić, by nie urazić, by nie ocenić?
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-09, 08:24   

Orsz napisał/a:
Ludzie, którym się pobłaża, których się nie ocenia, stają się moim zdaniem gorsi. Dlatego też ja, w pewien sposób jestem wdzięczny za ocenę moich wpisów, jak też i pewnie mnie samego. Zastanawiam się nad tym złem, które czynię, ale naprawdę go nie widzę.

Orsz jest to tylko twoje zdanie i własnie o to chodzi....

moje zdanie jest moje -ale nie musi byc wytyczną,i tak mniej więcej trzeba spoglądac na świat.
Ludzie grzeszą,czasami to rozumieja i pokutuja ,czasami nie.
Bóg jest troskliwy o wszystkich:
tych co pragna zycia w cnocie ,ale i tych co upadają.

A to że nieraz nie widzi sie własnego zła ??
byle by nie wyszło tak jak pisał to św.Paweł....

........nie czynie bowiem dobra ,którego chcę,ale czynie to zło którego nie chcę..............


a tu obszerniej

http://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-404.htm

A zło orsz często zaczyna się wkradac jak oceniamy kogos drugiego nie widząc czasami belki we własnym oku

rozwinięcie
http://www.kurierplus.com.../k338/slowo.htm

i tyle w temacie

[ Dodano: 2012-02-09, 12:40 ]
Matej napisał/a:
Bardzo kocham moją zonę i nie wyobrażam sobie życia z kimś innym więc inne kobiety nie wchodzą w rachubę.

Matej i tak trzymaj...

hee...
jak to bywa:
posypało sie kiedyś małżeństwo mojego znajomego
spotkałem go z 6 lat temu na ulicy i chwile pogadalismy,zadałem wówczas pytanie
i co teraz???
planujesz z kims sie wiązać???
a usłyszałem....

co ty stary....
nowa kobieta to nowe kłopoty ,a dochodza wciąz czynne kłopoty z dotychczasowej kobiety......
jestem rozwodnikiem ale nie meczenikiem dlatego pozostane tylko w jednych kłopotach


hmmm ???
nawet jak ktos nie czuje siły wiary -może to byc i jakis argument
pozdrawiam
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2012-02-09, 12:53   

Wierny jest Pan - Mirosław Rucki, ks. M. Piotrowski
źródło: http://www.milujciesie.or...y_jest_pan.html


cytat:


Podkreślam: sakrament małżeństwa to nie jest wymysł księży. Ustanowił go sam Pan Jezus, mówiąc: „Co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozdziela” (Mt 19, 6). Jest absolutnie oczywiste, że małżonków łączy Bóg, który nigdy ich nie rozdziela. Jeżeli małżeństwo się rozpada, to dzieje się to wbrew woli Boga, który złączył kobietę i mężczyznę nierozerwalnym węzłem małżeńskim.

Największe wątpliwości budzi wśród ludzi kwestia tego, czy porzucony współmałżonek ma prawo ponownie wyjść za mąż (się ożenić). Według naszego ludzkiego rozumowania, skoro małżeństwo i tak się rozpadło, to znaczy, że jest nieważne. Skoro mąż (żona) mnie zdradza, to znaczy, że jestem wolna (wolny). Ale to jest rozumowanie ludzkie, nie Boże.

(...)

Zachowanie wierności względem zdrajcy jest ogromnie trudne, ale jest wymagane od uczniów Chrystusa. Sam Chrystus obiecuje swoją pomoc każdemu, kto się zdecyduje na wierność pomimo cierpienia (Hbr 2, 18). W swoim pierwszym dokumencie św. Piotr postawił nam proste wymaganie:

„W całym postępowaniu stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: »Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty« (1 P 1, 15-16).

Jeżeli należymy do Kościoła Chrystusa i uważamy się za Jego uczniów, podlegamy władzy następców św. Piotra, powinniśmy dbać raczej o to, by dochować wierności Bogu, a nie o to, by znaleźć usprawiedliwienie typu: „skoro mnie zdradzono, to i ja mogę zdradzić”. Powinniśmy zachować wierność osobie, z którą nas łączy sakrament małżeństwa, oraz Chrystusowi obecnemu w tym sakramencie i nie powinniśmy mieć żadnych kontaktów seksualnych z innymi osobami, czy to w trwałych związkach, czy w chwilowych.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8