Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Odbudowa związku po kryzysie, zdradzie, separacji, rozwodzie - jak sobie z tym poradzić

Anonymous - 2013-09-12, 11:18

Dobsona już mam ,dzięki. Czytam wszystko ,co się da, tylko dalej nie wiem ,jak to zastosować do mojego życia :cry:
Anonymous - 2013-09-12, 11:30

pomalutku, daj sobie czas, nie wymagaj zbyt wiele od siebie, gdy jesteś w takim stanie, każdy inaczej przechodzi bol po zdradzie, odejściu, nie można wypierać tych trudnych emocji jeżeli sa, wszystko przychodzi z czasem, a czas dla każdego jest inny, u mnie najglebsza zaloba i placz trwaly od lipca do lutego następnego roku, a i teraz bywa we mnie bol i bunt
przyjdzie czas na konstruktywne działanie gdy się troszkę wyciszysz
czas..... czas.... czas..... naprawdę leczy nasze rany.....
pozdrawiam !!!

Anonymous - 2013-09-12, 11:37

bosonia napisał/a:
Kiedy pomyślę, że byłam tylko dla niego służącą, dbałam o siebie ,o dom, o niego, a dla niego tą pożądaną i kochaną była ta druga, to ogarnia mnie taka złość i rozpacz,że nie wiem jak sobie z tym poradzić .


bosonia, nie mysl w ten sposob !
Mysl w druga strone.
Mysl, ze on na Ciebie nie zaslugiwal.
Okazal sie nic niewartym facecikiem.
Gdyby bylo inaczej jego postawa byla by inna !
I nie mow ze sie nie da, bo da sie. Na jego zachowanie nie masz wplywu ale masz na swoje oraz na swoje mysli bo to Ty jestes ich pania ! Pamietaj ! A jakie mysli taki nastroj.
Szczescie jest w nas, nie inaczej.
Sama obecnie nad tym pracuje i dzis np. mam gorszy dzien. I w takich dniach wzmacniam kontrole nad wlasnymi myslami i tyle.
A jesli pomimo to nie wychodzi, bo i tak bywa, wtedy ubieram buciochy i ide lazic az wylaze swoj bol.

Anonymous - 2013-09-13, 18:58

Dzięki wszystkim za słowa pociechy.Ja już sama nie wiem, czy go kocham, czy po prostu nie chcę być sama. O co mam się modlić, wydaje mi się ,że Bóg mnie nie słyszy, nie mam żadnej pociechy,jestem kupką popiołu i zgliszcz.
Anonymous - 2013-09-13, 19:48

W tak silnych emocjach nie określa sie uczuć, b jest teraz szytsko-gniew, nienawisc, rozpacz, ....

jesli nie mozesz sie pozbierac spróbuj odmowic rano caly rozaniec, moze byc na siedzaco przy kawie, na kleczkach albo jak wolisz

potem chwyc sie normalnego rytmu dnia- czyli snaidanie dla dzieci, wyprawienie do szkołły , jakies zakupy, czy praca, tak jak zyłas zanim odszedł mąż
myśl o dzieciach, one potrzebują normalności
tak krok po kroku odkyjesz,ze te codzienne sprawy, fakt, że jestes przy dzieciach, ze dajesz im siłę- napełni cie spokojem

ja na poczatku byłam w bardzo złym stanie, ale czułam jakos ze trzeba przetrwac własnie na takich prostych czynnosciach, skupiałam sie na jednym dniu, zbierałam siły na jeden dzien, wieczorem dziekowałm Bogu, ze dałam rade (słabiej lub gorzej) i potem znów to samo

praca nad sobą jest ważna, ale ty sie bardzo miotasz, nie znajdziesz w ten sposób drogi
musi minąć troche czasu- zyskasz dystans, wyciszenie
cos jeszcze bedzie sie działo miedzy toba a meżem, wiele spraw zoabczysz, wiele sie wyjasni...

męża i jego postepowanie nie traktuj w kategoriach normalności- nie mysl, ze on cie traktował tak czy inaczej, bo on jest totalnie zagubiony

Anonymous - 2013-09-14, 19:51

bosonia napisał/a:
jestem kupką popiołu i zgliszcz.

wszyscy to przechodzilismy!
Matka Boża-różaniec mnie b wyciszał. Cały czas różaniec - chociaz w myslach .
Gdy sie nie modliłam to cały czas myslałam o swoim bólu i o tym jak on jest podły i dlaczego?? radzono mi, zebym nagrała sobie różaniec na komórke i słuchała jeśli nie mam siły sie modlić tylko po to, żeby wyciszyć negatywne uczucia - i pomogło.
Do tego trzeba dodać czas, czas i jeszcze raz czas, nie myśl o tym co bedzie jutro , skup sie na d z i s i a j!!

Anonymous - 2013-09-16, 05:11

Kolejna noc, nie mogę spać, jak dobrze ,że jest to forum, bo inaczej bym wyła do księżyca.Jestem ciekawa, jak wasi znajomi, rodzina zareagowali, czy powiedzieliście im o tym co się stało? Czy zdrajca komuś powiedział, czy się zwierzał? Ja powiedziałam rodzinie i znajomym o wszystkim ,oczywiście bez różnych szczegółów,i było mi lżej. To i tak się nie ukryje, a przynajmniej mogę o tym rozmawiać.
Anonymous - 2013-09-16, 12:04

bosonia napisał/a:
Kolejna noc, nie mogę spać, jak dobrze ,że jest to forum, bo inaczej bym wyła do księżyca.
- wiem ,że ci ciężko jestes bardzo poraniona dziś ale ja tez bęe powtarzała jak mnie kiedyś w trudnych momentach ODDAJ TO BOGU tak jak potrafisz.przecież nie masz wpływu na to co robi twój mąz!!! masz jakiś wpływ na to co robisz ty. reszte oddaj Bogu w swojej niemocy prosząc aby Bóg pokierował tym według jego woli. uwierz nadejdzie czas wyciszenia i ukojenia w bólu. Pozdrawiam.Dobrze ,że jestes z nami :-D
Anonymous - 2013-09-17, 20:28

Przeczytałam ,na jakimś forum ,że zdradzający przeważnie są szczęśliwi w nowych związkach, ponieważ już wiedzą ,czego chcą a raczej czego nie chcą,z drugą osobą.... I już zwątpiłam we wszystko.Skoro każde małżeństwo jest do uratowania, to dlaczego nie jest uratowane ?! A tymczasem osoba zdradzona ma zrujnowane życie,zdrowie,czuje się niczym (przynajmniej tak jest ze mną :cry: ). Cierpi ona, dzieci. Przez całe życie nie będzie miała się do kogo po prostu przytulić.A zdradzacz bez żalu układa sobie nowe życie.To jest nie do zniesienia!!!! Ja już dłużej tego nie wytrzymam. :cry: :cry: .
Anonymous - 2013-09-17, 20:44

Bosonia pomyśl jak zdradzacz może być szczęśliwy. Czy uważasz, że związek, który buduje na "pokruszonym" swoim małżeństwie da mu kiedykolwiek pełnię szczęścia? Jak będzie wyglądało to SZCZĘŚCIE?
Teraz cierpisz, to normalny etap Twojej żałoby, po tym co zrobił maż. Ale uwierz Pan Bóg poprzez to cierpienie daje ogrom łask. Ja przekonałam się o tym sama. Jeszcze parę miesięcy temu nie chciało mi się żyć. Potrafiłam powiedzieć (mając 3 wspaniałych zdrowych dzieciaczków), że dla mnie życie się już skończyło. Nie ma męża nie ma życia.
I co? Zaczęłam się bardzo gorąco modlić o spokój. Oddałam wszystko Ojcu. Prosiłam, aby tylko On był moją Drogą, Prawdą i Życiem. Pojechałam do Łagiewnik, przeżyłam bardzo głęboką i generalną spowiedź. Przestałam "włączać " sobie filmy typu: co mój mąż robi z moją kochanką, czy jest szczęśliwy. Dziś mnie to już nie obchodzi. Dziś skupiam się na sobie, dzieciach, na tym co tu i teraz. Scenariuszy na przyszłość też nie piszę. Bo przecież nie jestem sama. Jest ze mną KTOŚ, KTO MNIE NIGDY NIE ZDRADZI, NIE ZAWIEDZIE, PRZEZ KOGO NIGDY NIE BĘDĘ PŁAKAĆ. Pomimo tego, że nie ma ze mną męża, sama wychowuję 3 dzieci, pracuję zawodowo, to każdego dnia dziękuję Bogu za to co mi daje i także za ten kryzys, dzięki któremu zrozumiałam, co tak naprawdę znaczy wierzyć.
Bosonia uwierz da się!!! Tylko trzeba CZASU, CZASU I JESZCZE RAZ CZASU.
i PRZEDE WSZYSTKIM ODDANIA WSZYSTKIEGO BOGU.
Masz moją modlitwę.

Anonymous - 2013-09-17, 20:56

Dziękuję Dorotko.Teoretycznie ja to wszystko wiem ,wiem ,ze potrzeba czasu i jak tu czytam posty, to widzę,że baaaardzo dużo czasu. Ja też się modlę, dzisiaj byłam na rekolekcjach w mojej parafii.Ale po prostu siedziałam w ławce a łzy płynęły same. Bo tak naprawdę to chciałabym zobaczyć jak mój mąz cierpi z powodu tego co nam zrobił.To takie małoduszne, wiem, :oops: Jeszcze dużo pracy przede mną.
Anonymous - 2013-09-17, 21:04

bosonia napisał/a:
Ale po prostu siedziałam w ławce a łzy płynęły same. Bo tak naprawdę to chciałabym zobaczyć jak mój mąz cierpi z powodu tego co nam zrobił.

To tak jakbym czytała o swoich uczuciach sprzed paru miesięcy. To, co dziś czujesz jest zupełnie normalne. Pozwól sobie na płacz, złość. A potem odmów dziesiątkę różańca i koniecznie modlitwa "Jezu Ty się tym zajmij". I powolutku zobaczysz jak będziesz coraz lżejsza i lżejsza. Naprawdę Bóg daje ogrom łask w tym naszym cierpieniu. Zrób tylko ze swej strony jeden malutki krok. Postaraj się coraz mniej myśleć o mężu. Skup się na sobie. I oddaj wszystko Bogu. Zobaczysz jak szybko poda ci swą dłoń i poprowadzi Cię w tym Twoim krzyżu.
Pogody Ducha.
Jestem z Tobą, wiem co dziś czujesz.

Anonymous - 2013-09-17, 23:06

bosonia napisał/a:
Przeczytałam ,na jakimś forum ,że zdradzający przeważnie są szczęśliwi w nowych związkach, ponieważ już wiedzą ,czego chcą a raczej czego nie chcą,z drugą osobą.... I już zwątpiłam we wszystko.Skoro każde małżeństwo jest do uratowania, to dlaczego nie jest uratowane ?! A tymczasem osoba zdradzona ma zrujnowane życie,zdrowie,czuje się niczym (przynajmniej tak jest ze mną :cry: ). Cierpi ona, dzieci. Przez całe życie nie będzie miała się do kogo po prostu przytulić.A zdradzacz bez żalu układa sobie nowe życie.To jest nie do zniesienia!!!! Ja już dłużej tego nie wytrzymam. :cry: :cry: .


To ze wiedza czego chca nie oznacza ze to dostana, tak jak to czego nie chca nie oznacza ze nie powtorza tych samych bledow.
Poza tym skad wiesz jacy ludzie to pisza ?? Znasz ich ?? Wiesz ile przezyli w nowych zwiazkach ?? Czy warto ich madrosci brac pod uwage ?? Moze to chwilowe euforie jak te wszystkie zauroczenia, fascynacje majtkowe zwane "wielkimi milosciami" ???
Nie katuj sie tym bo nie wiesz i z pewnoscia nie uslyszysz co te same osoby beda mialy do powiedzenia za 10 - 20 lat na temat tych swoich cudownych drugich zwiazkow, ktorych nigdy z pewnoscia swoja rodzina nazwac nie beda mogli.

bosonia, odpowiadajac na Twoje dzisiejsze rozterki powiem tak : nie ulega watpliosci ze na ten moment Twoj maz jest szczesliwy, i nie ma sie co czarowac ze jest inaczej. Ale uwierz, to ulotne poczucie, ktore nie bedzie trwalo wiecznie - przeminie, tego mozesz byc pewna. Motyle pozdychaja, proza zycia przyniesie szara rzeczywistosc, ktora uzmyslowi Twojemu mezowi ze jest w czarnej doopie choc mial byc w raju.
Osobiscie nie znam nikogo kto po rozwaleniu swojej rodziny nie zalowalby tego predzej lub pozniej. A uwierz, niestety znam sporo takich okaleczonych osob.
Niektorzy po kilku, inni po kilkunastu latach, ale zaluja wszyscy.
Sa jak drzewo bez korzeni, bezdomni choc w domach, samotni, zagubieni, wiecznie poszukujacy...

I powiem Ci jeszcze ze ja z kolei dzisiaj przeczytalam ze 80% drugich zwiazkow sie rozpada !
Wiec widzisz jakie to "szczescie" :)))))))

Ja wiem, ze Ty bys chciala aby go tu i teraz piorun jasny z nieba dopadl za to co Ci zrobil, zeby cierpial jak Ty...
Tu i teraz go nie dopadnie. Ale przyjdzie taki czas. Tego badz pewna.

Anonymous - 2013-09-18, 18:56

Czytam i jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć w to, że mój mąż będzie nieszczęśliwy w nowym związku itp. Jest szczęśliwy, to fakt. I pewnie będzie. I znam mnóstwo małżeństw, które po rozwodzie mają normalne relacje, nawet się kumplują, ale są szczęśliwi z nowymi partnerami. I nikt mi nie wmówi, że tak się nie da, że to ułuda, amok itp.
I też czuję się rozgoryczona tym, że mój mąż układa sobie życie, a ja nie mam nawet z kim pogadać ani do kogo się przytulić. Ja nie będę miała rodziny, dziecka. Jeśli chcę dotrzymać przysięgi. Nie wiem, czy zawsze będę chciała, czy rozgoryczenie nie weźmie kiedyś góry.
Też czuję się jak kupka popiołu i mam wrażenie, że Bóg mnie nie słyszy. 49 dzień Nowenny Pompejańskiej, modlę się codziennie, oddaję wszystko Bogu, a nie czuję żadnej ulgi. Czuję się coraz bardziej zła i bezradna. I tą bezradność też oddaję Bogu. A wydaje mi się, że On nie chce mi pomóc.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group