Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Damskie sprawy - Idealne Wyobrażenie Mężczyzny

Anonymous - 2013-06-07, 09:50
Temat postu: Idealne Wyobrażenie Mężczyzny
Nie da się tego ukryć, że żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym i coraz częściej wybieramy przyszłych Mężów spośród tych, którzy ..

- są przystojni i zadbani..
- świetnie radzą sobie w życiu..
- zarabiają bardzo dobre pieniądze..
- mają rodziny, które pomogą w razie kryzysu..

A co w przypadku, gdy trafiamy na:

- "niebrzydkiego", ale normalnego i dobrego człowieka?
- chłopaka z przejściami, ale korzystającego z terapii?
- skromnego, prostego, zwykłego pracownika fizycznego?
- z rodziną, na którą nie można liczyć?

Czy udane pożycie małżeńskie polega rzeczywiście na zapewnieniu bezpieczeństwa i stabilności finansowej? Nie chcę wpadać w skrajność, ale nie jest tak, że "w dobrobycie ludziom się w głowie przewraca"? Pytam, bo nie znam żadnej - "szczęśliwej Żony" z Domu, w którym "nic nie brakuje".

Kobieta, która ma "wszystko", narzeka na brak Miłości, w związku z czym rozpada się Małżeństwo, gdy pozna "rozumiejącego Ją od każdej strony Przyjaciela". A Kobieta, która "nie ma nic" (poza Miłością) narzeka na brak zaradności ze strony Męża, na Jego nieodpowiedzialność, w związku z czym rozpada się Małżeństwo, gdy pozna zakochanego w sobie po uszy Mężczyznę, przy którym ma szansę ułożyć sobie nowe i beztroskie życie, bez problemów finansowych.

Co Panie sądzicie o tym?

Anonymous - 2013-06-07, 10:21

Wilkoo napisał/a:
Kobieta, która ma "wszystko", narzeka na brak Miłości, w związku z czym rozpada się Małżeństwo, gdy pozna "rozumiejącego Ją od każdej strony Przyjaciela". A Kobieta, która "nie ma nic" (poza Miłością) narzeka na brak zaradności ze strony Męża, na Jego nieodpowiedzialność, w związku z czym rozpada się Małżeństwo, gdy pozna zakochanego w sobie po uszy Mężczyznę, przy którym ma szansę ułożyć sobie nowe i beztroskie życie, bez problemów finansowych.


Ja myślę, że, jak to mówi stare przysłowie: jeszcze się taki nie narodził, który by kobiecie dogodził :D

A swoją drogą, ciekawy temat. Ja myślę, że nie tylko w kontekście oczekiwań kobiet - ale też i mężczyzn, dzieci. Trochę ten świat oszalał... Kiedyś było: Bóg, honor, ojczyzna... A teraz? Oczywiście, nie każdemu można zarzucić wyłączną pogoń za kasą, urodą, pozycją społeczną, i tysiącem "lajków" pod każdym zdjęciem na facebooku... Ale ja się przyznaję, że łapię się na tym, kiedy dołuję się na widok jakiegoś ciekawego zdjęcia z imprezy znajomych -a ja w domu z dziećmi... Czasem nie umiem sobie z tym poradzić, czasem nie umiem się cieszyć tym, co mam... Zapominam, że nigdy do końca nie wiadomo, jak tak naprawdę wyglądała reszta obrazu, na tle którego zrobiono zdjęcie wrzucone na facebook, które napawa mnie taką zazdrością...

Może to te reklamy wbijające się w naszą psychikę, które wiercą dziurę w mózgu mówiąc: żyj bez wyrzeczeń, prawdziwa impreza z piwem musi być, a piątek zaczyna się weekend, więc ładuj butelki do zamrażalnika, by się schłodziły, nie masz kasy na wakacje? co za problem - bank ci pożyczy, przecież należą ci się wakacje, niezależnie od tego, jakie kredyty jeszcze masz do spłacenia... informacja za informacją...

a w lesie jest tak cicho.... przychodzisz człowieku z lasu, z gałązką bzu i jesteś taki szczęśliwy... jest Ci tak błogo, bo masz głowę nieco czystszą, niezaprzątaną dziwnymi myślami i atakami własnej (chorej już z tego wszystkiego )wyobraźni... aż do czasu, kiedy naciśniesz na ten czerwony guzik w pilocie włączający TV lub tak samo wyglądający na laptopie - i zaczyna się potop informacji... hm... Z czego zbudować sobie Arkę Noego, by przetrwać? Jak to zrobić - bo przecież trzeba w tym świecie się odnaleźć?

Ktoś wie?

Anonymous - 2013-06-07, 14:03

Wilkoo napisał/a:
Nie da się tego ukryć, że żyjemy w społeczeństwie konsumpcyjnym i coraz częściej wybieramy przyszłych Mężów spośród tych, którzy ..

- są przystojni i zadbani..
- świetnie radzą sobie w życiu..
- zarabiają bardzo dobre pieniądze..
- mają rodziny, które pomogą w razie kryzysu..

A co w przypadku, gdy trafiamy na:

- "niebrzydkiego", ale normalnego i dobrego człowieka?
- chłopaka z przejściami, ale korzystającego z terapii?
- skromnego, prostego, zwykłego pracownika fizycznego?
- z rodziną, na którą nie można liczyć?


Wilko, ale czy to działa tylko w jedną stronę? Ilu mężczyzn obejrzy się za porządną, skromną i spokojną dziewczyną "przeciętnej" urody?
Myślę, że problem istnieje i dotyczy zarówno jednej jak i w drugiej strony.

Anonymous - 2013-06-07, 14:13

Wilkoo zadajesz retoryczne pytania z serii :
Czy wolisz być mądry, piękny, młody i bogaty
czy też głupi, brzydki , stary i biedny

Anonymous - 2013-06-07, 17:07

Wilkoo napisał/a:
A co w przypadku, gdy trafiamy na:

- "niebrzydkiego", ale normalnego i dobrego człowieka?
- chłopaka z przejściami, ale korzystającego z terapii?
- skromnego, prostego, zwykłego pracownika fizycznego?
- z rodziną, na którą nie można liczyć?


To zależy, czy to jest opinia samego męża o sobie samym, czy też opinia żony. Bo to ogromna różnica.

Uroda mężczyzny ma naprawdę drugorzędne znaczenie, więc to, czy jest ładny czy brzydki, nie rzutuje. Uroda to coś, na co nie mamy wpływu. Ale mamy wpływ na coś innego - zadbanie.

Czyli zdrowe zeby, czyste paznokcie, zadbany zarost, schludny i czysty ubiór, ogólna czystość. To już zależy od mężczyzny. Wtedy nieważny jest brzuszek, niski wzrost czy ogólna cherlawość.

Mąż może uważać się za dobrego i normalnego - a nie widzieć tego, że stosuje np. przemoc psychiczną, nadmierną kontrolę (podaję tylko przykłady). Może też mieć zadatki na alkoholika - znam ludzi, którzy twierdzą, że to NORMALNE, że wypiją dziennie jedno-dwa piwa. Pojęcie normy jest dość szerokie i zależy chyba od każdego indywidualnie. Warto to skonfrontować.

Może mieć przejścia, to nie uwłacza, ale jeśli się na nie ciągle powołuje w przypadku jakichś problemów, to już jest to zwykła wymówka. Korzystający z terapii - ok, jeśli naprawdę z niej korzysta, czyli zmienia się, a nie tylko "radzi sobie z problemem".

Skromny, prosty, zwykły pracownik fizyczny? Jeśli jest pracowity i ma swoje zainteresowania poza pracą - czego chcieć od życia? Jeśli zaś nic poza tym go nie interesuje, nie ma ambicji, a po pracy wraca do domu i zwala się na kanapie z pilotem, albo siedzi przed komputerem, to chociaż ciągle jest 'zwykłym pracownikiem fizycznym", ale jest też leniem, malkontentem i dodatkowym dzieckiem dla żony. Jest różnica? Mój mąż jest lekarzem. Czy w kontekście tego, że wdał się w romans i wyprowadził się do kochanki, jakoś go wybiela, usprawiedliwia? Wolałabym stolarza, ale zawsze wiernego. Tak więc też to wymaganie jest nieistotne.


Z rodziną na którą nie ma co liczyć - ale pod jakim względem? Mąż dla żony i żona dla męża to podstawowa rodzina. To chyba jasne, że kiedy zakładamy rodzinę, musimy radzić sobie sami, a nie ciągnąć od rodziny. Przy czym - nie ciągniemy wtedy od ŻADNEJ, np. rodziny żony, bo ją stać na tę pomoc, a mężowej nie (czy to finansową czy inną, np. ciągła pomoc przy dziecku)

Z małżonkiem stwarzamy własną rodzinę i razem się wspieramy, a nie liczymy na innych - obojętnie, czy kogoś stać na tę pomoc, czy nie.


Problem jest myślę w czym innym. Jeśli czujemy ogólne rozczarowanie małżonkiem - np. zawiódł nas w czymś, zranił, skrzywdził, zlekceważył, przestał dbać o siebie, nie dotrzymuje słowa w drobnych sprawach - to wtedy przeszkadza nawet sposób, w jaki kroi chleb. Po prostu tak jest.

zenia1780 napisał/a:
Wilko, ale czy to działa tylko w jedną stronę? Ilu mężczyzn obejrzy się za porządną, skromną i spokojną dziewczyną "przeciętnej" urody?



Dokładnie. Mężowie też porzucają "stare" żony i wiążą się z kochankami, chociaż na pierwszy rzut oka niczego w małżeństwie nie brakuje. Po co generalizować i przypisywać jakieś specjalne skłonności dla jednej płci?

Według mnie przyczyny zdrady są trzy:

1. Problem, który pojawił się w małżeństwie (brak szacunku, przemoc (najczęściej ta w białych rękawiczkach), nałogi, brak zainteresowania małżonka, pracoholizm, odmienne oczekiwania, nierówny podział obowiązków, nieporozumienia nierozwiązywane w sposób cywilizowany - ciche dni, fochy, ucieczki z domu, albo wręcz przeciwnie - kłótnie, awantury, kiedy padają ciężkie słowa, trudne do cofnięcia, oddalenie się od Boga, brak wspólnych modlitw, unikanie mszy, spowiedzi, powierzchowne traktowanie wiary - jako rytuału.

2. Brak dojrzałości i umiejętności zdrowego rozwiązywania problemu (czyli rozmowa, dobra komunikacja, terapia, praca nad relacją itd)

3. Brak zasad moralnych, słaba więź z Bogiem, brak wewnętrznych hamulców przed czynieniem zła, egozim.


O ile pierwsza przyczyna zawsze występuje w małżeństwie, bo nie ma idealnych małżeństw - chyba, że w literaturze czy filmie o tyle nie zawsze kończy się zdradą.
Pierwsza przyczyna w połączeniu z dwiema następnymi kończy się zdradą. Punkt wyjścia jest ten sam - różnica jest w pokonywaniu tego problemu.

Nie ma więc znaczenia w takim przypadku - jaki jest zdradzany małżonek - a przynajmniej ma tylko znaczenie szczątkowe. Osoba zdemoralizowana, egoistyczna zawsze wybierze łatwiejsze rozwiązanie, czyli nową relację, niż pracę nad sobą czy związkiem, w której TEŻ ma swój ujemny wkład.

Dlatego najlepiej skupić się na pierwszej przyczynie - a więc na niwelowaniu normalnie występujących problemów w małżeństwie - pracować nad komunikacją, zbliżyć się do Boga jako rodzina, małżeństwo (wspólne modlitwy), dużo rozmawiać, troszczyć się o wzajemne relacje, czyli interesować się małżonkiem (nie kontrolować, tylko wyrażać zainteresowanie, to dwie różne sprawy), wspólnie dzielić się obowiązkami, dbać o świeżość w związku.

Jestem przekonana, że nawet jeśli jedna osoba w małżeństwie, jeden z małżonków przynajmniej stara się tak postępować, drugiej osobie trudniej będzie wikłać się z dziwne relacje. Bo te relacje wynikają z pewnego rodzaju osamotnienia. Ktoś albo nie chce się uzewnętrzniać, albo się boi, albo jest mu to wszystko obojętne.

Nie sądzę, by osoba kochana mądrze, z szacunkiem, z troską - czuła się osamotniona.
I co za tym idzie - poszła w długą.

No chyba, że jest chora psychicznie, ma skłonności psychopatyczne itd.
Większość ludzi idzie w zdradę, bo się czuje źle w związku, czuje się nieszczęśliwy i szuka się sposobu pocieszenia. A to, że szuka się go w niemoralny sposób, egoistyczny i płytki - to już jest problem zdradzającego małżonka, niezależny od tego, jakie jest jego małżeństwo.

Ja, jako osoba zdradzana, mogę ze stuprocentową pewnością powiedzieć - że nie, nie postępowałam tak, jak powinnam i biorę na siebie odpowiedzialność za swoją część kryzysu. Uważałam, że kocham, ale moja miłość była taka sobie. Mąż mógł czuć się osamotniony w związku ze mną. Ale oczywiście na tym moja odpowiedzialność się kończy. Reszta poczynań męża, czyli romans - nie ma nic wspólnego ze mną, a była odrębną decyzją męża.

Dzisiaj, chociaż mąż wrócił budować na nowo naszą rodzinę, wyciągnęłam wnioski z tego, co sama też napsułam i swoją działkę robię najlepiej, jak potrafię. Nie patrząc na to, czy to mi się opłaci, jak to odbierze mąż, jaki to skutek przyniesie. Możliwe, że kiedyś znowu mnie zdradzi - a bo to wiadomo, co komu pisane? Ale to nie zwalnia mnie, jako żony, z pracy nad małżeństwem.


Myślę, że nie ma sensu analizować małżonka - w to jakie ma oczekiwania, a jakie powinien mieć, jakie motywacje, a co nim kieruje itd. Tylko wziąć się za sobie i swoje zadania robić jak najlepiej. Jeśli żona mówi, że mąż jest nieodpowiedzialny - to znikąd się to nie bierze. Nawet jeśli źle to zakomunikowała. Nie wymyśla się ot tak pretensji, zawsze coś jest na rzeczy. Warto więc najpierw samemu stanąć w prawdzie o sobie samym (np. z psychologiem, jeśli samemu trudno być wobec siebie obiektywnym i nie dostrzega w sobie niczego do zarzucenia) i naprawiać swoje.

A nie - osiąść na laurach: jestem normalny, niebrzydki, chodzę na terapię i ogólnie nie mam sobie nic do zarzucenia, więc cała reszta pracy nad związkiem, to niech żona. Niech żona będzie wyrozumiała, niech zrozumie, niech wybaczy, niech zaakceptuje, nie muszę już nic ze sobą robić - jestem jaki jestem. ;)

Takie jest moje zdanie, jako kobiety, o które prosiłeś, a która za męża ma istotę bardzo niedoskonałą, ale kiedy widzę jego starania i pracę nad sobą, nie na pokaz, tylko taką prawdziwą, to chętniej wybaczam mu jego potknięcia i tym samym bardziej sama się staram być lepsza dla niego. Tak to działa. Jakby osiadł na laurach: taki jestem, kochaj mnie takiego jaki jestem, bo inny nie będę - no cóż. Kolorowo by nie było i chociaż mąż zakończył romans, myślę, że nie mieszkalibyśmy razem.

Nie sztuką jest nie robić złych rzeczy.

Anonymous - 2013-06-08, 09:38

Zenia, moja Żona była tą "skromną, szarą myszką". Dziś? Mega różnica. Zmiana oczywiście pozytywna. Aniołek, ciekawie piszesz, rozwiń swoją myśl dalej, proszę.

Grzegorz, na Twoje durne i dziecinne zaczepki już nie odpowiadam.

Anonymous - 2013-06-09, 11:24
Temat postu: Re: Idealne Wyobrażenie Mężczyzny
Wilkoo napisał/a:


Czy udane pożycie małżeńskie polega rzeczywiście na zapewnieniu bezpieczeństwa i stabilności finansowej? Nie chcę wpadać w skrajność, ale nie jest tak, że "w dobrobycie ludziom się w głowie przewraca"? Pytam, bo nie znam żadnej - "szczęśliwej Żony" z Domu, w którym "nic nie brakuje".

Kobieta, która ma "wszystko", narzeka na brak Miłości, w związku z czym rozpada się Małżeństwo, gdy pozna "rozumiejącego Ją od każdej strony Przyjaciela". A Kobieta, która "nie ma nic" (poza Miłością) narzeka na brak zaradności ze strony Męża, na Jego nieodpowiedzialność, w związku z czym rozpada się Małżeństwo, gdy pozna zakochanego w sobie po uszy Mężczyznę, przy którym ma szansę ułożyć sobie nowe i beztroskie życie, bez problemów finansowych.

Co Panie sądzicie o tym?

Witaj Wilkoo...
Wypisz sobie na czym małżeństwo nie polega..., bo to chodzi raczej o Ciebie skoro taki temat założyłeś..."Idealne wyobrażenie mężczyzny..."i te kompleksy pojawiające się wobec tego kim nie jesteś...

Pierwsze co mi się nasunęło to zrzucanie winy...
W Ogrodzie Eden Adam też powiedział Panu Bogu, ze to Ewa dała mu jabłko...
Jaki wniosek Wilkoo???
To nie Ewa sprawiła ból Adamowi, to złość w poczuciu winy ( a ta bierze się z grzechu) skłania do ubrania i schowania się przed samym sobą..., Bogiem..wolność zaczyna się w momencie stawania w prawdzie wobec samego siebie....wtedy już nie ma, bo żona taka , bo mąż taki... swallow piękne świadectwo ,dziękuję ...
Warto wobec tego zamiast gdybać i robić wielkie koło wokół sedna, zadać sobie pytanie o spełnienie mojej konkretnej ROLI FACETA w małżeństwie obojętnie jaka ta żona jest...
Oraz o to jakim grzechem dzielę się ze swoją małżonką?

"Zobaczmy, jak wiele naszych czynów, słów, postanowień, myśli, osądów popełniamy wbrew nam samym, jakby mechanicznie. Św. Paweł wyznaje podobną bezradność w grzechu: Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać — nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło (Rz 7, 18–21). Prośmy o głębokie poznanie, iż grzech popełniany niemal mechanicznie, nie jest jednak grzechem przypadkowym, ale owocem mieszkającej w nas namiętności.

Niewiasta zerwała zakazany owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. Żyjąc w grzechu człowiek dzieli się nim z tymi, których kocha. Zjadła i dała swemu mężowi — a więc dała komuś, kto był jej najbliższy. Im bardziej kogoś kochamy, tym łatwiej i szybciej dzielimy się z nim swoim grzechem. Wszystkie nasze zranienia w relacjach międzyludzkich: zranienia małżeńskie, rodzicielskie, narzeczeńskie, przyjacielskie, polegają na dzieleniu się z bliźnimi swoim własnym grzechem. Nieświadomi swoich grzechów, możemy karmić nimi tych, których chcemy bardzo kochać. Zauważamy tutaj całe przekleństwo grzechu, który w swoich skutkach przekazuje się z pokolenia na pokolenie.

W obecnej medytacji zadajmy sobie pytanie, kto i jakimi grzechami podzielił się ze mną? Oraz drugie pytanie: jakimi grzechami i z kim ja z kolei teraz się dzielę? I tak np. rodzice mogą dzielić się swoją chorą ambicją ze swoimi dziećmi. W imię miłości do nich mogą ich popychać do robienia kariery i sukcesów wbrew ich woli. Takie dzieci będą się czuły zranione. Dziecko bowiem ma prawo do zakresu należnej mu wolności. Jak wielu ludzi młodych czuje się zranionych grzechem alkoholizmu czy też niewiernością małżeńską swoich rodziców.

Prośmy w tej medytacji, abyśmy zdemaskowali mechanizmy pokusy i grzechu. Nasza walka z grzechem będzie skuteczna tylko wtedy, kiedy będziemy świadomi, jakie jest jego źródło. Nasza bezradność w grzechu polega często na braku znajomości genezy grzechu i jego celu. Rozmawiajmy w zakończeniu tej medytacji z Jezusem ukrzyżowanym. Prośmy, aby objawił nam ogrom ludzkiego grzechu, jego złość i nieprawość; abyśmy odczuli, że nasz grzech — mój grzech — ukrzyżował Jezusa. Prośmy także o to, aby krzyż Chrystusa objawił nam miłość Boga Ojca do nas. W krzyżu najpełniej objawia się prawda, że tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3, 16)."
http://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-110.htm

dalej...
"2. Skryli się przed Panem Bogiem

Pierwszym uczuciem, które ogarnia człowieka po grzechu, jest strach. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się w ogrodzie (...) skryli się przed Panem Bogiem. Człowiek dopiero po grzechu odkrywa konsekwencje swojego czynu.

Ogarnia go wówczas przerażenie, poczucie nieszczęścia, zagubienia, bezsens życia, smutek. A z lęku i zagubienia rodzi się uczucie agresji wobec innych. Człowiek usiłuje wówczas zrzucić ciężar odpowiedzialności na bliźnich.

W dialogu z Bogiem Adam zrzuca winę na swoją żonę. Ewa natomiast zrzuca winę na szatana. Ze strachu nikt nie chce przyznać się do odpowiedzialności za popełniony czyn. O ile przed grzechem zły duch kusi do fascynacji grzechem, po grzechu kusi do rozpaczy. Zdaje się mówić: Popatrz, coś zrobił. Musisz zginąć. Musisz umrzeć.

Współczesna cywilizacja, która lekceważy Boga i popycha człowieka do lekceważenia podstawowych zasad moralnych, staje się jednocześnie cywilizacją strachu. Człowiek, który żyje swoimi namiętnościami, żyje jednocześnie w nieustannym poczuciu zagrożenia. W obecnej medytacji pytajmy siebie, z jakimi moimi namiętnościami i grzechami związany jest mój strach.

Strach jest bramą do naszej pychy. Najpierw budzi się lęk, a za nim podąża pycha. Aby odkryć swoją pychę, trzeba najpierw pokonać swój lęk. Lęk broni bowiem dostępu do pychy. Lęk człowieka stoi na usługach największego grzechu: grzechu pychy. Pierwszy człowiek był kuszony przede wszystkim do pychy: Będziecie jak bogowie. Zerwany owoc jest przede wszystkim owocem pychy.

Kiedy człowiek zrywa zakazany owoc, przekonuje się, że nie może stać się Bogiem. To właśnie owoce grzechu najlepiej pokazują, że tylko Bóg może być Bogiem. Owoce grzechu ukazują prawdziwość pierwszego przykazania: Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie (Wj 20, 3).

Sięgnijmy do naszego życia i chciejmy dostrzec nasz lęk o siebie, lęk o przyszłość. Zauważmy, że lęk ten wiąże się w jakiś sposób z naszym grzechem, szczególnie zaś z grzechem pychy. Chciejmy dostrzec trudność przyznania się do swojego grzechu. Trudność ta wynika właśnie z naszego lęku oraz naszej pychy. Pytajmy się na ile przekroczyliśmy już nasze lęki o siebie. Czy docieramy powoli do naszej pychy, która jest pierwszym grzechem i bramą do wszystkich innych grzechów?

Gdyby nie było w nas grzechu pychy, tym samym zniknęłyby wszystkie inne grzechy. W każdym grzechu kryje się grzech pychy: grzech lekceważenia Boga, grzech decydowania samemu o swoim losie.

Sięgając do naszego doświadczenia chciejmy odszukać także inne konsekwencje związane z naszym grzechem: poczucie nieszczęścia, zagubienie, bezsens życia, smutek. Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? — pyta Bóg Jahwe Kaina. Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną, twarz podobną do Abla. To grzech, który leży u wrót i czyha na człowieka, czyni go smutnym (Rdz 4, 7).

Kuszenie do smutku i rozpaczy skłania człowieka do wymierzania sobie samemu kary za grzech. Z rozpaczy, ze smutku rodzi się śmierć. Judasz po grzechu wpadł w rozpacz, poszedł i powiesił się. Kuszenie do smutku i do rozpaczy jest groźniejsze i bardziej niebezpieczne od kuszenia do grzechu. Rozpacz może bowiem ostatecznie oddzielić człowieka od Boga na wieczność i pogrążyć w złu.

Chciejmy zauważyć, że istnieją różne rodzaje rozpaczy. Istnieje rozpacz, która popycha człowieka do natychmiastowego unicestwienia się. Ten groźny rodzaj rozpaczy przydarza się jednak niewielu. Istnieje też inna rozpacz: rozpacz przychodząca powoli i cicho, rozpacz pełzająca, rozpacz, która nie niszczy całego życia w jednym momencie, ale stopniowo je zatruwa, czyniąc je trudnym i nie do zniesienia. Jest to powolne, rozłożone na dziesiątki lat, zadawanie sobie i innym śmierci. Ten rodzaj rozpaczy może być trudny do zdemaskowania, gdyż często ukrywa się pod maską mądrości życiowej, realizmu życiowego.

Prośmy o łaskę zdemaskowania pokusy smutku, rozpaczy, pokusy zamykania się w sobie, pokusy oskarżania innych, pokusy bezsensu życia. Kiedy człowiek uznaje swój grzech i wyznaje go przed sobą, przed Bogiem i przed Kościołem, wówczas szybko powraca do niego poczucie sensu i ładu życia, poczucie wewnętrznego pokoju, poczucie radości. Przebaczenie Boga przywraca człowiekowi radość i nadzieję życia.

3. Adamie, gdzie jesteś?

Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? Bóg nie zostawia człowieka w jego grzechu oraz w jego rozpaczy, którą rodzi ten grzech. On szuka i woła człowieka: Adamie, gdzie jesteś?

Sięgając do całej historii naszego życia chciejmy odnaleźć te momenty, w których Bóg w szczególny sposób zapraszał nas do nawrócenia. Wołanie to przybiera nieraz bardzo różną formę. Są to zarówno nasze wewnętrzne pragnienia, odczucia, natchnienia, jak też pewne zdarzenia i sytuacje życiowe, w których się przypadkowo znaleźliśmy. Nieraz nagle zaczynamy rozumieć, że tak dalej nie można żyć; zaczynamy rozumieć, iż prowadziliśmy do tej pory jałowe, miałkie, puste życie. Innym razem niespodziewanie przychodzi wewnętrzne światło rozjaśniające całe nasze życie. W jednym momencie dostrzegamy to, czego nie chcieliśmy widzieć i zrozumieć nieraz przez wiele lat, np. że swoimi nałogami niszczymy siebie, krzywdzimy swoich bliskich. W jednej chwili decydujemy się na zmianę życia.

Bóg wzywa nas do nawrócenia także poprzez pewne wydarzenia życiowe. Niepowodzenie, cierpienie, zagrożenie chorobą, śmierć bliskiej osoby — często są to sytuacje, poprzez które zostajemy wezwani do przemiany życia. Oto prosty przykład. Jeden z moich przyjaciół opowiadał mi sytuację, która mu się przydarzyła. Jadąc samochodem zimą w górach wpadł w poślizg. Samochód zatrzymał się tuż nad przepaścią. Dopiero kiedy wysiadł z samochodu, zobaczył rzeczywiste zagrożenie. Wystarczyło lekko pchnąć ręką samochód, by znalazł się w przepaści. Jedno z pierwszych jego skojarzeń, które mu się nasunęło po wypadku, wyraził słowami: Tak dalej żyć nie mogę. Marnuję życie. Wypadek ten odebrał jako wielkie wołanie Pana Boga: Adamie, gdzie jesteś?

Pan Jezus nie lekceważy grzechu. Odpuszczając grzechy jednocześnie upomina: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5, 14). W każdym napomnieniu Jezus zdaje się mówić: Uważaj na siebie. Uważaj, abyś nie zmarnował życia. Uważaj, abyś nie krzywdził twoich najbliższych. Uważaj, abyś nie nadużył cudzego zaufania. Uważaj. Upomnienie Pana Boga nie jest straszeniem człowieka. Jest jedynie ukazywaniem mu konsekwencji jego grzechu. Wołając do człowieka: Adamie, gdzie jesteś?, Bóg zaprasza go do odpowiedzialności za swoje życie: bierz odpowiedzialność za twoje życie. To jest twoje życie.

Aby usłyszeć wołanie: Adamie, gdzie jesteś? konieczna jest z naszej strony postawa prawdy. Lęk o siebie i pycha odgradzają nas od prawdy i zniekształcają naszą rzeczywistość. Przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się — mówi Adam (Rdz 3, 10). Aby wejść w proces nawrócenia trzeba najpierw zobaczyć nasz lęk oraz pychę, która się za nim kryje.

W obecnej kontemplacji prośmy, byśmy mogli zdemaskować każdą formę lęku, która płynie z naszego grzechu: lęk przed sobą samym, lęk przed Bogiem, lęk przed człowiekiem. Każdy nasz lęk ma związek z naszym grzechem. Dopóki nie zdemaskujemy naszego lęku, nie będziemy w stanie ruszyć z miejsca. Lęk nas paraliżuje. W lęku wszystko odczytujemy przez jego pryzmat. Gdy się boimy, własny cień staje się dla nas zagrożeniem. Lęk sprawia także, iż sam Bóg odbierany jest jako zagrożenie. Człowiek po grzechu traktuje Boga jako niebezpieczeństwo: ukrywa się przed Nim, zaczyna uciekać od Niego. To lęk sprawia, iż po grzechu uciekamy przed Tym, który chce i może nas zbawić, uratować, może nam pomóc. Prośmy, abyśmy dostrzegli bezsens naszej ucieczki przed sobą, przed bliźnim i przed Bogiem. Prośmy także, abyśmy w Bożym wołaniu: Adamie, gdzie jesteś? odczytali Jego bezwarunkową miłość, troskę o nasze życie."
http://mateusz.pl/ksiazki/ja-cd/ja-cd-111.htm

I to :
Cytat:
ma szansę ułożyć sobie nowe i beztroskie życie, bez problemów finansowy

To jest Twój lęk...nie tylko lek Twojej żony...

"Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu"

Pozdrów żonę bardzo mocno, życzę Wam obfitości ŁASK BOŻYCH , niech Pan Wam błogosławi !
Przydałby się Wam wspólny spowiednik, kierownik duchowy...ale tylko spowiednik i kierownik...nic więcej, żadna inna stopa relacji...to wyklucza...bo, fajny, bo się zna...bo sympatyczny, tu nie ma mowy o kierowanie się sympatią , czy antypatią...
Tu jest Duch Św., nic więcej...nic...żadnej ludzkiej logiki...
Kiedyś poszłam do spowiedzi i w konfesjonale usłyszałam "będę Twoim kierownikiem Duchowym", wcale tego nie oczekiwałam...pierwszy raz spowiadałam się u tego Kapłana...Pomódlcie się o to i zaufajcie Panu...

Anonymous - 2013-06-12, 08:18

Nie pisałem o swoich lękach ani problemie Żony. Pisałem o powszechnie występującym problemie, który jest dość skutecznym mechanizmem niektórych pokus, które sprawiają, że małżonkowie mogą nabierać do siebie niechęci. Bardziej wartościowe będzie tu dzielenie się świadectwem, a nie ... teologią.." Przykłady z życia bardziej przemawiają. "Proste chwyty, proste słowa, proste Bogu się podoba - jak śpiewała Magda Anioł..
Anonymous - 2014-01-02, 15:23

Zdecydowanie biedny i dobry, oto mój typ :-D

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group