Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Sytuacja beznadziejna...

Anonymous - 2013-01-10, 19:56

No i wracam...

Ostatni mój post jest z 3 grudnia, jakieś jeszcze 2 tygodnie było między mną a żoną dobrze. Dalej się dogadywaliśmy, żartowaliśmy, itp... Ale ok. tydzień przed świętami znacznie się pogorszyło. Chłód, zimno z Jej strony. Pytałem, dlaczego, co się stało. Odpowiedź za każdym razem była ta sama: za często byłeś u nas w domu i robiłeś sobie nadzieje.
A wcale tak nie było. Byłem szczęśliwy że zaczynamy się dogadywać ale nie wysuwałem pochopnych wniosków.
W święta była masakra. Dzieci w wigilie były z żoną i jej rodziną. Wpadłem przekazać prezenty. Razem z dzieciakami je otwieraliśmy, cieszyliśmy się. Zapytałem żonę czy podzielimy się wszyscy opłatkiem. Niestety żona z obojętnością odpowiedziała: no dooobraaa. Trochę mnie to zabolało i powiedziałem jeśli nie ma ochoty to nie musimy. Pożegnałem się z dziećmi i wyszedłem... Dopiero na drugi dzień po południu udało mi się skontaktować z dziećmi. Pojechałem i zapytałem czy może teraz jest dobra okazja na podzielenie się opłatkiem. Niestety opłatka już nie było ale wszyscy złożyliśmy sobie życzenia (żona nawet dała się przytulić i ucałować :) ).
Do sylwestra nasze relacje nadal były chłodne. Siostra żony wpadła na pomysł aby zabrać dzieciaki i żonę do swojego mieszkania studenckiego w mieście na dzień przed sylwestrem (zakupy, lodowisko no i sam sylwester). Wcześniej z żoną ustalaliśmy co innego. Że ten wieczór spędzimy razem z dziećmi... Niestety. Przełknąłem tę gorzką pigułkę... Po północy zadzwoniłem z życzeniami. Przeprosiłem za wszystko co się wydarzyło. Powiedziałem że będę się starać robić wszystko co możliwe aby zmienić siebie i tylko siebie (tu chciałem zaznaczyć że uczęszczam na terapię od 3 m-cy) i życzyłem ogólnie wszystkiego dobrego (to w dużym skrócie). Żona też złożyła mi życzenia ale zaznaczyła że nie będzie mi życzyć spełnienia marzeń bo wie jakie one są i niestety się nie spełnią. Powiedziałem że każdy ma marzenia i niektóre się spełniają...
No i przygotowałem niespodziankę... Zapytałem czy mogę powiedzieć jej wiersz. Powiedziała że jak muszę to ok. Poprosiłem że jeśli nie będzie jej się podobać to żeby nie przerywała. Zacząłem mówić... Po ostatnim słowie, chwila ciszy. Nie wiedziała co powiedzieć w pierwszej chwili. Za chwilę podziękowała i się pożegnaliśmy (zakończyliśmy rozmowę).
Od jakiegoś tygodnia prawie do siebie nie dzwonimy, nie piszemy. Tylko takie niezbędne minimum (głownie o dzieci).
Ale widzę że moje samopoczucie które było dobre (wcześniej) gdzieś zanika. Chciałbym machnąć czarodziejską różdżką i cofnąć czas. Bardzo mi jej brakuje. Strasznie tęsknie i za żoną i dziećmi. Trudną rolą jest być weekendowym tatusiem nie mając swojego domu czy mieszkania...
Bolą mnie takie sprawy jak np: zapytałem delikatnie czy może kogoś ma. Odpowiedziała że to nie moja sprawa, przecież nie jesteśmy razem. Powiedziałem że to jest właśnie moja sprawa bo jesteśmy małżeństwem i do końca życia nim będziemy. Odpowiedziała że tylko na papierze... Powiedziałem że nie tylko na papierze. To że nie mieszkamy razem to nie oznacza, że możemy robić co chcemy, że możemy sobie szukać kogoś innego. Trochę ją znam i po tej rozmowie jestem na 99,9% pewien że nikogo nie ma.
Ja też nie szukam nikogo. Jestem wierny mojej żonie i przysiędze którą składałem...
Ciężko mi (żyć bez żony i dzieciaczków), ale jakoś muszę dać radę...

pozdrawiam

Anonymous - 2013-01-10, 20:59

Witaj.Jeżeli doda to tobie otuchy to od swojej żony usłyszałem identyczne słowa ze nie jesteśmy razem i jesteśmy małżeństwem tylko na papieru.Tak Jak pewnie wiesz kobieta to uczucia i emocje i z tego co widzę Jak jest coś bardzo nie tak to te emocje są właściwie takie same..no prostu jestem w szoku.Ją mam o wiele dłuższy staż małżeński bo 16 lat i 9 miesiąc separacji nieformalnej idzie ale sue nie poddaje bo wierze...wierzę w swoją przemianę..i tego sie też trzymaj.
Anonymous - 2013-01-10, 21:49

Dzięki wielkie @atutekkepa.
U mnie leci teraz 7 m-c separacji. Zastanawiam się dlaczego Ona jest taka uparta. Był moment (wtedy jak zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać) że widziałem jakby żona zaczęła coś rozumieć. Iść w stronę naprawy naszych relacji, może naszego małżeństwa. Nie naciskałem, nie wypytywałem... Pomyślałem niech to leci swoim torem, nie będę na siłę temu pomagać. Ale coś się zmieniło...
Trzeba dalej wierzyć, mieć nadzieję... Ostatnio znalazłem modlitwę do św. Rity (od spraw trudnych). Modlę się codziennie...

pozdrawiam

Anonymous - 2013-01-11, 09:36

Ja z żoną mieszkamy cały czas razem z dziećmi i dużym kredytem hipotecznym.Z wartością twojej żony to zupełnie tak Jak z moją .Jeszcze ta izolacja emocjonalną i uczuciowa.Moja .niestety na początku kryzysu wyskoczyła na bok także chyba tak musi być.Przynajmniej będziemy zdecydowanie bardziej doświadczeni emocjonalnie.Pamiętaj o jednym że trzeba mieć poczucie że zrobiło sie wszystko żeby odmienić los.Dla mnie rodzina jest najważniejsza i tego się trzymam zajadle. Życzę Tobie wytrwałości i polecam książkę pt .................( zmiana wprowadzona przez moderatora)
Anonymous - 2013-01-11, 10:32

atutekkepa napisał/a:
i polecam książkę pt...........................


ta książka nie bardzo jest zgodna z nauczaniem Chrystusa....promowana na stronie racjonalista.pl, która delikatnie mówiąc do przyjacielskich katolicyzmowi nie należy....ot, choćby artykuł z głównej strony: Wczesna aborcja farmakologiczna - skuteczna i bezpieczna
siła i moc umysłu, potęga podświadomości, afirmacje, magia pozytywnego myślenia, teoria przyciągania to wszystko wymysły kręgów New Age..... moim zdaniem lepiej budowac ducha z pozycjami chrześcijańskimi, a nie jakimiś książkami sprzedawanymi na portalach ezoterycznych, związanych z magią, wróżeniem, tarotem itd.... to ten sam sort.......jest tyle wspaniałych lektur, szkoda zaśmiecać sobie umysł tego typu ksiązkami............pozdrawiam, s.

Anonymous - 2013-01-11, 15:06

Na tym forum nie propagujemy literatury z kręgu New Age.

Polecam Pismo Święte i np " Wolni od niemocy" Augustyna Pelanowskiego

Pogody Ducha

Anonymous - 2013-01-12, 10:11

ok.Rozumiem ale w sytuacji w jakiej jestem ja czy Peter to trochę jest tak ze tonacji brzytwy sie chwyta a ta książka pobudza bardzo mocno pozytywne myślenie..może zbyt bardzo.A co moglibyścięy mnie i Peterowi
polecić jeszcze?

Anonymous - 2013-01-12, 10:34

wszystko Pulikowskiego, co Ci wpadnie w ręce, Dobsona też polecam różne jego pozycje....obaj piszą świetnie, gładko się ich czyta...ponadto super pozycja polecona tutaj przez Madę27 bodajże "Rozwój. Jak współpracować z łaską" Moniki i Marcina Gajdów. zamówiłem przeczytałem w jeden weekend.......zamówiłem też ich ksiązkę 'Rodzice w akcji", czekam na przesyłkę........
szczerze powiedziawszy wolę czytać pozycje ludzi świeckich....zwłaszcza te dotyczace małżeństwa. oczywiście nie umniejszam absolutnie wartości tekstów księdza Pawlukiewicza czy innych duchownych, którzy piszą o małżeństwie, relacjach, sakramentach, bo teoretyczne rozumienie Boga i małżeństwa sakramentalnego też jest ważne....jednak jeśli chodzi o typowe budowanie, naprawianie relacji, wolę jednak opierać się na książkach że tak powiem "praktyków".......taka moja fela :oops:
Dobson, Pulikowski, Gajdowie....to moje propozycje... no i tu na forum jest temat dotyczacy książek, też warto zajrzeć....miłejs oboty!!, s.

[ Dodano: 2013-01-12, 10:43 ]
atutekkepa napisał/a:
a ta książka pobudza bardzo mocno pozytywne myślenie..może zbyt bardzo


to nie o to chodzi chyba....sęk w tym, że to tzw pozytywne myślenie to myślenie magiczne...będę sobie wyobrażał wizualizował rzeczywistość i ona się spełni....bogactwo, miłość, sukcesy itd.....rozumiem Cię chłopie, że masz jakieś tam teraz życzenia odnośnie do żony i Twojej sytuacji, ale raczej skupiałbym się na ogólnym rozumieniu relacji małżeńskich i ogólnym własnym rozwoju, a nie na tym, jak przekonać do siebie małżonkę...łatwo wtedy właśnie wejść w myślenie magiczne, życzeniowe, stąd już niedalko do wróżb, rytuałów i innych głupot......New Age zakłada, że wszystko zalezy od człowieka....a my modlimy się do Boga "bądź wola Twoja", więc od kogo zależy wszystko? tego w książkach o pozytywnym myśleniu nie znajdziesz....Bożych drogowskazów szukaj, bo tylko z Bogiem uzyskasz spokój ducha. czego Ci bardzo życzę.............pozdrawiam.!

Anonymous - 2013-01-16, 19:39

Powiedzcie mi dlaczego znowu to jest takie trudne... Oczywiście nie dzwonię, nie piszę nie spotykam się (jak nie ma potrzeby). Ale to znowu zaczyna boleć... Znowu tęsknię, znowu myślę co jeszcze trzeba zrobić, a czego nie...

Jak sobie z tym radzić... Qrcze ta rana jest wciąż otwarta, a teraz jakby ktoś posypywał solą :(

pozdrawiam

Anonymous - 2013-01-16, 21:24

Peter2 napisał/a:
Jak sobie z tym radzić.


Zając się osobistym rozwojem
jak mówi Jacek Pulikowski - podjąć trud samowychowania


Pogody Ducha

Anonymous - 2013-07-06, 22:54

Witam ponownie...

Niestety moja historia będzie mieć złe dla mnie zakończenie. W czwartek żona złożyła pozew o rozwód (bez orzekania). Od ostatniego wpisu (w styczniu), bardzo się wyciszyłem, czekałem, byłem, pomagałem... Były momenty że małżonka wymiękała, niestety tylko na chwilę.
Poznała w pracy koleżankę która razem z nią składała pozew-swój. Wychodzi na to, że wspierały się, podtrzymywały na duchu...
Szkoda. Czy pozostało mi coś innego jak zgodzić się na rozwód?
Jeśli się nie zgodzę to tylko niepotrzebnie przedłużę procedurę, narobię jej i sobie kłopotów. Bez sensu. Chyba nie ma już o co się starać. Po prostu trzeba się zgodzić, wbrew temu co do niej czuję.
Źle mi z tym. Ale sam sobie taki los zgotowałem...
-pozdrawiam-

Anonymous - 2013-07-07, 12:56

Peter, masz jeszcze drugie wyjście - nie zgadzać się na rozwód; poczytaj naszą broszurę.

http://www.broszura.sychar.org/

Po ludzku myśląc jest tak jak piszesz. Ale jest z Tobą Bóg z łaską Sakramentu, i wtedy patrzenie się zmienia zupełnie :-)

Anonymous - 2013-07-08, 09:48

nie zgodzilam sie na rozwod z wszystkimi tego konsekwencjami..................
moznaby zapytac (i to tez maz ujal w pozwie) jak to sie nie zgadzam skoro pare lat temu ja takowy pozew skladalam (dostalismy rok "zawiasow" i pozew wycofalam), sytuacja jest bardzo trudna, ale dla mnie o tyle prosta, bo KOCHAM meza i jestem wciaz otwarta na pojednanie, 2 lata mijaja jak mnie zdradzil i uwilklal sie w dalej trwajacy zwiazek, mam swiadomosc, ze to sie zle dla niego skonczy, ale nie jestem od podkladania mu kolejnych poduszek pod "pupe", 2 lata powtarzalam, ze nie zgadzam sie na rozwod (robie to nadal w Sadzie), 2 lata mowie, ze kocham, 2 lata pracuje nad soba i wybaczeniem mu do konca
maz wniosl pozew bez orzekania o winie, na moj osli upor i brak zmiany zdania zmienil na orzeczenie o MOJEJ winie - ale ja bylam zla zona i matka :shock:
nie udalo mu sie do tej pory mnie zlamac i raczej mu sie to nie uda..........

masz 2 wyjscia - zgodzic sie i miec uczucie porazki do konca zycia lub trwac w tym co czujesz i glosno o tym mowic, nawet nie wiesz jakie to oczyszczajace....... przyjelam na siebie odpowiedzialnosc za nasz kryzys, ale nie zamierzam sie katowac poczuciem winy i rozbieraniem na czesci skladowe wszytkiego co sie wydarzylo
ot tyle...... wybor nalezy DO CIEBIE...........

Anonymous - 2013-07-12, 07:51

Jędrek napisał/a:
Peter2 napisał/a:
......Zdjąłem obrączkę z palca...

Nie zdjąłem obrączki z palca...

Jednak zdjąłęm... bo coś tam... jakieś żale...urazy...
jak wrócę do domu, to ją odszukam.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group