Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Odbudowa związku po kryzysie, zdradzie, separacji, rozwodzie - "Mój były mąż" - prawda czy fałsz?

Anonymous - 2007-07-19, 11:53

Kochani, myślę ,że powinniśmy sie powstrzymac od sądów i nie wyciągać daleko posuniętych wniosków. Tak naprawde nie wiemy o przyczynie unieważnienia .

Są różne przyczyny powstania nieważnego związku jak np choroba psychiczna współmałzonka , niepłodność . Zatajone jak najbardziej przemawiają za tym, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie. O tym mówił Chrystus >

Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę — poza wypadkiem małżeństwa nieważnego — naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa (Mt 5,31–32).

W przekładach Biblii ,któe znamy jest -poza wypadkiem nierządu-

1) zana(h) — fornicari

a) w mowie potocznej znaczyło — uprawiać nierząd

b) jako termin prawniczy znaczyło — zawrzeć nieważny związek małżeński

2) zona(h) — meretrix

a) w mowie potocznej znaczyło — nierządnica

b) jako termin prawniczy znaczyło — żona nielegalna

3) zenuth — fornicatio

a) w mowie potocznej znaczyło — nierząd

b) jako termin prawniczy znaczyło — małżeństwo nieważne

Skoro Jezus dopuszczał takie przypadki to my równiez musimy. A to ,że jest wiele naduzyć, cóz Bóg zna nasze serce na wskroś....

Anonymous - 2007-07-19, 12:12

Po co sie tu pojawiłam? Zaglądam tu od jakiegos czasu, a napisałam dopiero wczoraj. Zaczełam czytac to forum, bo ciekawi mnie myslenie ludzi, dla których małzeństwo (oczywiscie sakramentalne) jest tematem znaczacym. Ja nie jestem silnie zwiazana z kosciolem, ale od kilku lat przebywam wsrod ttakich ludzi i nie do konca ich rozumiem. Cel głwony to "złapac" ten rodzaj wrażliwości, bo sprawiam niektorym ludziom przykrosc, choc w ogole nie zdaje sobie z tego sprawy.
Wypowiedzialam sie na temat tego okreslenia "byla zona", bo u mnie w domu to jest na porzadku dziennym. Na prawde rozumiem tego ksiedza, który powiedzial "pana była zona". Ten ksiadz mowi tak dlatego, ze tam przychodza nie tylko ludzie, ktorzy chca walczyc o swoje malzenstwo, ale rowniez tacy jak Robert (i to glownie tacy). Zostawcie ksiedza w spokoju, ksiadz jest w porzadku.

Anonymous - 2007-07-19, 12:20

Paulo, czy Twój mąż ma dzieci z poprzedniego związku?

Trochę o tym myślałam - moja koleżanka jest w trakcie stwierdzania ważności małżeństwa i prawdopodobnie zostanie orzeczone, że jej małżenstwo było zawarte nieważnie. Ma dwójkę dzieci. Po wyroku sądu biskupiego okaże się, że dzieci zostały poczęte w cudzołóstwie. Więc mimo iż moja koleżanka na powót okaże się "panną", zmieni się automatycznie w cudzołożnicę.

Anonymous - 2007-07-19, 12:42

Przyzwolenie na konkubinat to nie jest własciwa interpretacja. Szanuje inne religie, kultury i zwyczaje. Jestem w stanie zaakceptowac np. wielożenstwo w innych religiach czy niesakramenatalne zwiazki ateistów, ale wyadje mi sie, ze trzeba byc konsekwentnym - jezeli ktos uwaza sie za katolika, powienien podporzadkowac sie regulom tego kosciola (z decyzjami Sadu Biskupiego wlacznie).

Nie mamy dzieci, ani ja ani on. Nie możemy mieć własnych dzieci, będziemy starac się o adopcję. Robert dowiedział się o bezpłodności w trakcie poprzedniego małżeństwa, jego była żona też była bezpłodna prawdopodobnie w wyniku aborcji (sugestia lekarza) i zatajenie tego faktu było jedna z trzech podstaw stwierdzenia nieważności malzenstwa. Nie wiem jak wyglada sprawa dzieci, ale nie sadze, zeby kosciol uznawal je za skutke cudzolostwa. W momencie, kiedy zostały poczete wszyscy przeciez wierzyli, ze to jest wazne malzenstwo. Amen!

Anonymous - 2007-07-19, 13:29

Paula, czy wiesz, że pisząc, iż za bardzo to Ty nie jesteś związana z kościołem, sugerujesz, iż właściwie sakrament małżeństwa nie jest dla Ciebie zbyt ważny, dajesz powody mężowi na unieważnienie małżeństwa w sądzie biskupim? Po co brałaś ślub kościelny, jeśli nie rozumiesz istoty sakramentu? Zwłaszcza, że sugerujesz, iż możesz równie dobrze być "szczęśliwą konkubiną". To po co ta "szopka" w kościele? Na pokaz? Dla rodziny? Obawiam się, że właśnie te Twoje "wyzwolone" poglądy denerwują potwory.
Pozdrawiam

Anonymous - 2007-07-19, 14:12

Małzeństwo nie bylo na pokaz, a rodziny na nim praktycznie bylo (moze 6-7 osob). Ja mowie prawde, tego nie zmienie, zeby zyskac akceptacje ludzi. Nie czuje sie wzorem ani autorytetem i nie bede napietnowac ludzi za ich postepowanie. Nie musze pochwalac zwiazków innych ludzi, ale nie bede ich pouczac czy dyskryminowac z tego powodu. Nie "zagladam tez nikomu pod koldre". Przyjmuje do wiadomości cudze rozstania i nie dokonuje wyborów pomiedzy stronami, nikogo nie osadzam.
Mam np. kolegow ze studiow, ktorzy sie juz zdazyli rozstac. Organizujac spotkanie zapraszam ich zawsze razem i informuje, ze zapraszam lub zaprosze tez druga strone. Oni akurat prawie zawsze przychodza, ona w torzystwie a on sam. Mamy znajomych ze strony Roberta, ktorzy nigdy nie przychodza (spotykamy sie z nimi oddzielnie) i takich ktorzy sie za to obrazili. Przykro mi, ale nie czuje sie winna czudzym rozstaniom i nie bede dokonywac zadnych wyborow czy moralizowac.
Wystarczy być dobrym czlowiekiem, nie trzeba byc koniecznie katolikiem i nie mowie tu o o sobie. Nawet gdybym byla innego wyznania to nie jest powod do stwierdzenia niewaznosci malzenstwa.

Anonymous - 2007-07-19, 14:35

Paula, nie oceniam Twojej moralności, bo jej nie znam. Przyszłaś tu, żeby m.in. sprawdzić, co też te potwory mogą chcieć od Ciebie, że miewasz z nimi kłopoty. No to potwór -Olcia próbuje Ci pomóc. Potwory raczej nie denerwują się, że kogoś lubisz, czy nie. Potwory denerwują się, że lekko traktujesz sakrament małżeński i się pytają: PO COŚ WZIĘŁA ŚLUB KOŚCIELNY, SKORO RÓWNIE DOBRZE MOGŁABYŚ BYĆ SZCZĘŚLIWĄ KONKUBINĄ?
Czego właściwie szukasz na forum? Czego Ci brakuje w życiu? Bo wyraźnie widzę, że masz problem z "przedstawieniem" swojego problemu.

Anonymous - 2007-07-19, 15:39

wanboma napisał/a:
Paulo, czy Twój mąż ma dzieci z poprzedniego związku?

Trochę o tym myślałam - moja koleżanka jest w trakcie stwierdzania ważności małżeństwa i prawdopodobnie zostanie orzeczone, że jej małżenstwo było zawarte nieważnie. Ma dwójkę dzieci. Po wyroku sądu biskupiego okaże się, że dzieci zostały poczęte w cudzołóstwie. Więc mimo iż moja koleżanka na powót okaże się "panną", zmieni się automatycznie w cudzołożnicę.


Wanbomo to co piszesz jest nieprawdą i radzę Ci poczytać prawo kanoniczne zanim następnym razem coś takiego napiszesz....bo według niego dzieci mimo prawomocnego wyroku Sądu Kościelnego są uznawane jako małżenskie i posiadają takie same prawa, jak dzieci zrodzone w ważnie zawartym małżenstwie.
Źródło: http://www.kosciol.pl/art...050118141814825

Podobnie w tej kwestii wypowiedział się ks. prof. Witold Kawecki z Uniwersytetu im. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie: W momencie, gdy sąd stwierdzi nieważność małżeństwa możemy mówić, że nigdy nie istniało. Mimo tego, dzieci z takiego małżeństwa nie są przez Kościół uznawane za dzieci zrodzone z „nieprawego łoża”.

Źródło: http://www.eduskrypt.pl/a...o_wolnosci.html

Anonymous - 2007-07-19, 15:42

A ja sobie myślę, że każde małżenstwo sakramentalne, ale i cywilne związki - to złożone komuś przyrzeczenie. Jak więc traktować ludzi, dla których złamamie danego słowa przychodzi tak łatwo? Już to gdzieś pisałam: oburzamy się na polityków, że kłamią w okresie przedwyborczym, że kradną, biorą i dają łapówki. Pracodawcę, który chciałby nagle zmienić naszą umowę o pracę i obciąć nam połowę wynagrodzenia na pewno byśmy zawlekli do sądu. A jednocześnie najważniejsze słowa przysięgi w życiu, które składamy czy to w obecności kapłana, czy też urzędnika państwowego - dla niektórych są mało istotne. To jak nazwać takiego człowieka, który łamie złożoną przysięgę? W życiu zawodowym, politycznym, społeczny - trzeba być uczciwym, a w stosunku na najbliższych można okazać się gołosłownym?
Staramy się dotrzymywać obietnic dawanych własnym dzieciom, wywiązujemy się z podjętych zobowiazań płatniczych, respekrujemy twarde często umowy kredytowe, a małżonkowi można można powiedzieć: moje przyrzeczenie mnie nie obowiązuje?
To ja dziękuję za taką moralność.

Cóż, zacofana jestem, mogę uznać zasady zawierania małżenstw w innych religiach, ale nie uznaję związków homoseksualnych, nie rozumiem po co osoba niewierząca bierze ślub kościelny, po co rodzice będący w cywilnych związkach tak się domagają chrztu dla swoich dzieci. Dla zasady czy późniejszego wygodnictwa? Po co takie osoby życzą sobie pogrzebu w pełną obsługą kościelną?
Dziwny jest ten świat.

I tak jal Ola zapytam: w czym tkwi Twój problem, Paula?
I jeszcze jedno: określenie "potwory".
Określasz siebie, ubliżając innym za ich przekonania.

Anonymous - 2007-07-19, 15:53

Desdemono, dziękuję za wyjaśnienie.
Anonymous - 2007-07-19, 16:32

reasumując napiszę tak:
Paula- jesteś żoną. Kochasz faceta? Kochasz.
On cię kocha? No kocha.
Nie szukaj problemów- olej słówka typu pierwsza, trzecia, pięćdziesiąta.
Ja mam przymiotnik zdradzona i też żona.
I co? I nic. Robię porządek bo nie mam liczebnika porządkowego tylko prezymiotnik.
Kobieto- te potwory to w twojej głowie są ino tylko musi chyba.
Tutaj większośc to tacy jak ja a ty to ewenement- aczkolwiek widać że to też ciężar- poukładaj sobie to sama bez pomocy męża. Musisz bo być może że to kiedyś struje atmosferę a tego raczej nie czuję cobyś chciała.
I będzie gites majonez.
Ja zdradzona- też układam, tobie będzie chyba łatwiej- a to żeś tu "wlazła" dowodzi że chcesz. To zrób to. Bo przybędzie żon z odzysku być może- a starczy już takich.
Pozdrawiam.

ps papier nie powoduje wytarcia z myśli- mój mąz nie kuma tego- ale musi sam pokumać- taka prawda, ja za niego tematu nie załatwię.
Pozdrawiam

Anonymous - 2007-07-20, 10:27

"Cóż, zacofana jestem, mogę uznać zasady zawierania małżenstw w innych religiach, ale nie uznaję związków homoseksualnych..."
O związkach homoseksulanych się nie wypowiadam, bo nie mam takich doświadczeń. Mogę pracować, uczyć się, mieszkan i spotykac z homoseksualistami i nie zamierzam ich dyskryminiowac, bo to tez storzenia Boze, wiec niech sobie zyja.

"...nie rozumiem po co osoba niewierząca bierze ślub kościelny..."
To sie zdarza, ze ludzie robia cos z milosci dla innych, np. meza czy zony. Mam znajomego, ktory jest Hindusem i wzial slub w kosciele katolickim ze swoja zona, zrobil to dla niej. Koscioł dopuszcza taka mozliwosc, mozna brac slub w kosciele katolickim z osoba niewierzaca.

"...po co rodzice będący w cywilnych związkach tak się domagają chrztu dla swoich dzieci..."
To też się zdarza i to z tego samoego powodu - robi sie to dla dzieci a nie dla siebie. Nie widze nic zlego w tym, ze osoby bez slubu koscielnego chca zapewnic swoim dzieciom udzial w kosciele. Brak slubu koscielnego nie wyklucza ludzi z kosciola. Uwazasz, ze nalezy karac dzieci za bledy ich rodzicow?


"Po co takie osoby życzą sobie pogrzebu w pełną obsługą kościelną?
Dziwny jest ten świat."
Slyszalas o czym takim jak nawrocenie? Mozna to podac tez w wersji bardziej doslownej: jak trwoga to do Boga.


I tak jal Ola zapytam: w czym tkwi Twój problem, Paula?
I jeszcze jedno: określenie "potwory".
Określasz siebie, ubliżając innym za ich przekonania.
To nie mialo byc ublizanie, to jest moje skojarzenie. Ja mam bujna wyobraźnie a zachowanie tych ludzi kojarzy mi sie z tunelem strachu dla dzieci. Idziesz sobie spokojnie i co chwile z róznych stron wyskakuja takie potwory i starsza. Tak mnie wiecej wyglada moje zycie, jak w kreskowkach. Jezeli ktos sie poczul tym urazony, to ja go bardzo przepraszam.

Ad. moj problem
Okreslenie "moj(a) była zona/maz" jest dopuszczalne, jezeli ktos tak na prawde mysli. Nie można wymagac od obcych osob, zeby zgadywaly, co mysli jego rozmowca na temat swojego malżeństwa. Ksiadz w Sadzie w Poznaniu (zwracajac sie do Andrzeja z tego forum) zostosowal najbardziej bezpieczny wariant "pana byla zona", bo było i "zona" i "byla". Nie ma sensu boczyc sie na ksiedza. Jak mojemu Robertowi w tym samym Sadzie ksiadz powiedzial "prosze poprosic zone z korytarza", to poszedl do domu, bo na korytarzu nie moglo byc jego zony, bo on juz nie mial zony. Wlasnie przez takich ludzi jak moj Robert ten ksiadz jest ostrozny. Serdecznie wspolczuje pracownikom tych wszystkich sadow, bo dogodzic wszystkim...
Decyzja Sadu Biskupiego czy jakiegos tam innego nie ma znaczenia, wazne co sie mysli. Proponuje wiecej zrozumienia dla ksiezy oraz pierwszych, drugich, kolejnych, sakramentalnych, cywilnych, bylych, aktualnych, poporzednich i nieustaljacych zon i mezow.

Anonymous - 2007-07-20, 10:49

paula napisał/a:
bo ciekawi mnie myslenie ludzi, dla których małzeństwo (oczywiscie sakramentalne) jest tematem znaczacym. Ja nie jestem silnie zwiazana z kosciolem, ale od kilku lat przebywam wsrod ttakich ludzi i nie do konca ich rozumiem.


Paula, trzeba to odwrócić, sakramentalnę malżeństwo - jak piszesz temat znaczący dla niektórych ludzi- to skutek , jeden z wielu dowodów na to ,że Bóg jest najważniejszy.

Nie jesteś silnie związana z Kościołem, tez bym to odwróciła, najważniejsze jest silne związanie z Bogiem, zalęzu czy mówisz o Kościele jako instytucji, czy o Kościele jako Ciele Chrystusa, wtedy ten silny związek jest naturalny.

Wiara to łaska, tak naprawdę to chyba cięzko to pojąć tak na sucho.Jeżeli chcesz wyślę Ci ksiązkę "Moc sakramentów" , w której jest min. o Sakramencie małżeństwa. Pozdrawiam.

Anonymous - 2007-07-20, 11:10

”O związkach homoseksulanych się nie wypowiadam, bo nie mam takich doświadczeń. Mogę pracować, uczyć się, mieszkan i spotykac z homoseksualistami i nie zamierzam ich dyskryminiowac, bo to tez storzenia Boze, wiec niech sobie zyja.”

To jest Twoje zdanie i nikt nie ma zamiaru za to Cię piętnować. Masz prawo do takich poglądów. Zresztą sama jestem podobnego zdania."

”To sie zdarza, ze ludzie robia cos z milosci dla innych, np. meza czy zony. Koscioł dopuszcza taka mozliwosc, mozna brac slub w kosciele katolickim z osoba niewierzaca.”

Oczywiście, że my wiemy, iż osoba niewierząca taki ślub może wziąć. A jak jest u Ciebie? Czy to oznacza, że wzięłaś ślub kościelny z miłości do męża, bo mąż tego chciał, a Ty niekoniecznie? A czy Ty wiesz, że jeśli taki fakt się zatai przed księdzem, to dla osoby wierzącej może to być podstawa do unieważnienia?


”Robi sie to dla dzieci a nie dla siebie. Nie widze nic zlego w tym, ze osoby bez slubu koscielnego chca zapewnic swoim dzieciom udzial w kosciele. Brak slubu koscielnego nie wyklucza ludzi z kosciola. Uwazasz, ze nalezy karac dzieci za bledy ich rodzicow?”

Tak, dla dzieci można dużo. Można zapewnić taniec szamana i kąpiel w Gangesie. Tak na wszelki wypadek. Pół biedy jeśli to robią ludzie, którzy nie mogą wziąć ślubu kościelnego, bo już sakrament małżeństwa mają z inną osobą. To jeszcze mogę zrozumieć. Nie rozumiem natomiast ludzi niewierzących, którzy np. chcą ochrzcić swe dzieci „tak na wszelki wypadek”. Z dziecka wyrośnie kiedyś dorosły, więc będzie mógł podjąć własne świadome decyzje.

"Po co takie osoby życzą sobie pogrzebu w pełną obsługą kościelną?
Slyszalas o czym takim jak nawrocenie? Mozna to podac tez w wersji bardziej doslownej: jak trwoga to do Boga.”

Nie, my tu tępe jesteśmy. Straszny Ciemnogród. Nie zauważyłaś jeszcze? Ja np. zajmuję się produkcją masową moherowych beretów z antenkami.

”To nie mialo byc ublizanie, to jest moje skojarzenie.”

Bardzo brzydkie skojarzenie, bo piszesz zakładając, że my jesteśmy takie Twoje potwory z realu. Nie znasz nas – my nie znamy Ciebie.

„Tak mnie wiecej wyglada moje zycie, jak w kreskowkach.”

Ło Matko, Paula, a dlaczego Ty jesteś tak zastraszona przez moherowe berety w realu? To że sobie gadają. Ludzie mają to do siebie, że lubią pogadać zwłaszcza o innych. Co oni Ci zrobili, żeś taka zastraszona i zbuntowana? A więc środowisko, do którego weszłaś za sprawą ślubu, sprawiło, żeś się poczuła wyizolowana? Muszą być mocno ortodoksyjni, kurcze.

Jezeli ktos sie poczul tym urazony, to ja go bardzo przepraszam.

Paula, a zostaw Ty naszego Andrzeja w spokoju. Tolerancyjna jesteś w stosunku do homoseksualistów, to i w stosunku do Andrzeja bądź. Ty jesteś tolerancyjna, wyrozumiała, on – ortodoksyjny. A pośrodku Was jest jeszcze kupa osób forumowych, którzy aż takimi radykalistami nie są jako Wy.
A Sąd Biskupi to sąd – coś jakby urząd, bardzo szczególny urząd. Tam są ludzie. Wystarczy, że jeden się pomyli i zaszargać może opinię innym. Zresztą tak też bywa i w świeckich instytucjach.
A generalnie to nie atakujemy tu księży, bo to jest forum katolickie, więc nie rozumiem Twoich dywagacji.


Pozdrawiam serdecznie


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group