Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Dziecko z łoża niesakramentalnego

Anonymous - 2013-11-25, 15:15

miazia napisał/a:
otworzyła osoba szukająca pomocy i przykładów innych jak sobie z pewnymi problemami poradzili....nie rad ale przykładów życia.....


Dzięki miazia :-D

Anonymous - 2013-11-25, 15:46

zz
Anonymous - 2013-11-25, 15:56

Takie słowa nigdy nie powinny paść z ust osoby duchownej :!: Nieważne, że to teoretyzowanie. Nazwijmy to po imieniu, to jest hipokryzja i totalny brak ludzkich odruchów. Traktowanie dziecka z nieprawego łoża jak kogoś gorszego gatunku woła o pomstę do nieba. Wstyd i hańba, dla człowieka, który jest kapłanem i udziela rad w kwestiach rodziny. Dla mnie nie ma tu teoretyzowania, to jest dla mnie zaślepienie swoją pozycją i szerzenie nienawiści :!: :!: :!: :!: :!: :!: :!:
Anonymous - 2013-11-25, 16:00

nieBOZE
nieLUDZKIE

nie bylabym w stanie oddac MOJEGO dziecka do adopcji kosztem powrotu malzonka do mnie !! to JEGO brak wartości bylby dla mnie jasny, a nie mojego wartość dziecka pozamalzenskiego

Anonymous - 2013-11-25, 16:02

miodzio63 napisał/a:
Piszesz że autorka postu szuka porady???

nawet słowem o tym nie wspomniałam
Moją wypowiedź podkreśliła autorka postu
dorotakm napisał/a:

miazia napisał/a:
otworzyła osoba szukająca pomocy i przykładów innych jak sobie z pewnymi problemami poradzili....nie rad ale przykładów życia.....


Dzięki miazia

Nie rad ale przykładów życia a to jaką drogą pójdzie zależy od niej samej, nikt z nas nie wie jaką drogą Bóg ją poprowadzi jeśli będzie z Nim współpracować, kazdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny dla Niego.

miodzio63 napisał/a:
Zatem co cie takiego denerwuje w miodzio63....styl pisania???-...czy sam miodzio63


Nie denerwujesz mnie ani Ty ani Twoje pisanie, tylko gdzieś gubi się tu osoba najważniejsza autorka tego postu....... Człowiek w trudnej sytuacji potrzebuje wsparcia i nadziei a na kubeł "zimnej wody" przyjdzie czas...... Po pewnym czasie waszych wywodów ta osoba zniknęła czy zauważyłeś aby brała udział w waszej polemice...a chyba o nią tu chodzi....... Jeśli Cię uraziłam przepraszam.....

Anonymous - 2013-11-25, 16:11

miodzio63, wyluzuj, odpuść niech tam inni mają swoją rację,
to co z tego że Twoja racja jest "słuszniejsza",
wiesz jak to z racjami, prawdami bywa,
najczęsciej spotyka się tą trzeciego rodzaju :lol:


syn ma chyba rację, zaczynasz zgredzić :oops:

Anonymous - 2013-11-25, 16:11

zzz
Anonymous - 2013-11-25, 16:11

http://www.youtube.com/watch?v=M6FaotoITQs

Elzbieta
Aby nie być gołosłownym
od momentu 14.30
Ksiądź mówi, że jeśli mąż nie chce dziecka pozamałżeńskiego zony to zostaje adopcja
bo...."dziecko rozwala moje małżenstwo" ...i dalej "nie widzę lepszego rozwiązaania"

Anonymous - 2013-11-25, 16:20

zzz
Anonymous - 2013-11-25, 17:04

Grzegorz, dziękuję za wyszczególnienie linku i dokładny czas nagrania słów księdza! Proszę, wklejaj od razu dany link, będzie mniej zamieszania! :-)
Rzeczywiście ksiądz mówi o trochę innej sytuacji :-/

Mówi o 1.nawróconym mężu, który ma dziecko pozamałżeńskie
i o 2.nawróconej żonie, która ma dziecko pozamałżeńskie
i w tych dwóch sytuacjach "występują" kochankowie (kochanka w pierwszym przypadku i kochanek w drugim).

1. Kochanka odeszła z dzieckiem.
2. Kochanek odszedł od kobiety z dzieckiem. Kobieta jest zamężna, ma własne dzieci i teraz jej mąż nie chce przyjąć dziecka pozamałżeńskiego.



Specjalnie dla Grzegorza świadectwo mocy łaski Sakramentu Małżeństwa

"Doświadczyłam kiedyś czegoś pięknego, co pokazało mi moc tego sakramentu. Kilka lat temu ktoś do mnie podszedł i powiedział: „Briege, jakiś człowiek chce z tobą rozmawiać. Nie jest chory fizycznie, ale mówi, że jest w rozpaczy”. Powiedziałam, że się z nim spotkam. I tak ten niezwykły człowiek, w wieku około trzydziestu pięciu lat, przyszedł się ze mną zobaczyć. (Będę go nazywać Jim, chociaż to nie jest jego prawdziwe imię). Był prezesem i właścicielem dużej firmy, a więc finansowo powodziło mu się bardzo dobrze. Był dobrym człowiekiem, wychowanym w zaangażowanej katolickiej rodzinie. Codziennie przystępował do Komunii świętej. Zaprowadziłam go do kaplicy. Kiedy do niej wszedł, wybuchnął płaczem i zawołał: „Jestem zrozpaczony!”. A potem opowiedział mi swoja historię: „Siostro, jestem żonaty od piętnastu lat. Mam piękną żonę i troje pięknych dzieci. Jednak zdarzyło się właśnie cos strasznego. Jakiś tydzień temu postanowiłem wrócić z biura do domu wcześniej. Kiedy wchodziłem do domu, zadzwonił telefon, więc podniosłem słuchawkę. Jednakże moja żona odebrała telefon wcześniej i usłyszałem jej rozmowę. Umawiała się na randkę z innym mężczyzna. Pomyślałem: „To niemożliwe”. Nie mogłem w to uwierzyć, ponieważ byliśmy dobrym małżeństwem. Mieliśmy udane pożycie seksualne, więc myślałem, że wszystko jest w najlepszym porządku”.

Powiedział mi następnie, że chciał porozmawiać z żoną na ten temat, gdy odłożyła słuchawkę, ale ona odmówiła. Myśl, że jego żona spotyka się z kimś innym, była dla niego ciosem. Przez następne kilka tygodni żona nadal nie chciała rozmawiać z nim na ten temat. Jim wiedział, że spotyka się z tym drugim mężczyzną raz w tygodniu, lecz ona mówiła, że „stara się mu tylko pomóc”. Jim zwracał się o radę do poradni małżeńskiej, gdzie mu powiedziano, żeby postawił żonie ultimatum, a gdy to nie pomoże, żeby od niej odszedł.
Nigdy nie zapomnę, jak wyglądał, kiedy do mnie przyszedł. Uklęknął przed Najświętszym Sakramentem i szlochał: „Siostro Briege, kocham żonę. Wiem, że moje małżeństwo jest święte w oczach Boga. Czy nie mogę nic zrobić, żeby je uratować? Wierzę w ten sakrament i nie chcę opuszczać żony. Kocham ją”.

Spojrzałam na tego dobrego człowieka i nie wiedziałam, co powiedzieć. Zaczęłam się więc modlić : „Jezu, proszę, powiedz mi, co mam mu powiedzieć”. Głos z tabernakulum powiedział do mnie: „Powiedz mu, że będzie gorzej, zanim będzie lepiej. Powiedz mu, że jestem przy nim i będę go podtrzymywał za pomocą łaski tego sakramentu. Powiedz mu, żeby się nie poddawał”. No cóż, co za wspaniała wiadomość, że będzie gorzej, zanim będzie lepiej! Gdy mu to powiedziałam, Jim tylko popatrzył na mnie, jak gdyby nie mógł sobie z tym poradzić.

Przez następne dziesięć miesięcy co tydzień przebywał długą drogę, by się ze mną zobaczyć. Zawsze przychodził tylko posiedzieć w kaplicy. Ja się modliłam, a on tam po prostu siedział i opowiadał. Mówił o wszystkim, co go martwiło, a potem prosił mnie, bym się z nim pomodliła. Modliłam się z nim i zachęcałam go, by się nie poddawał.
Okazało się, że kochanek jego żony wynajął jakiegoś spirytystę, by ten doprowadził do zniszczenia tego małżeństwa. Widzimy obecnie ogromny rozkwit czarnej magii, spirytyzmu i wszelkiego rodzaju złych mocy. Ten spirytysta napisał do Jima: „Spotkałem twoją żonę w innej sferze życia. Ona tak naprawdę nie jest twoja, więc będziesz musiał pozwolić jej odejść. To małżeństwo musi się rozpaść”. Jim pokazał mi te listy, w których była również mowa o sensach spirytystycznych. Za każdym razem, gdy była o tym mowa, słyszałam w głębi duszy słowa: „Większy jest Ten, który jest obecny w tobie, niż ten, który jest obecny w świecie”. Podtrzymywałam więc Jima na duchu: „Nie poddawaj się; Jezus jest z tobą. Wzięliście ślub i macie łaski płynące z sakramentu małżeństwa. Uczęszczaj codziennie na Mszę świętą. Wygrasz tę bitwę”.

Przez cały ten czas jego żona nadal nie chciała rozmawiać z nim na ten temat i to go załamywało. Chodził jednakże na Mszę świętą i nie potępiał jej. Wiele jest ukrytych świętych w Kościele. Jim wiedział, że jego żona co tydzień spotykała się z tym drugim mężczyzną, kiedy on był w pracy. Błagał Boga, żeby dał jej łaskę pokonania pokusy deptania przyrzeczeń małżeńskich.

Pewnego wieczoru, gdy byłam w Europie, Jim zadzwonił do mnie. Zwierzył mi się: „Briege, skończyło się. Chcę ci podziękować za to, że dodawałaś mi otuchy”. Pomyślałam, że Bóg użył mnie, by pomóc mu przeżyć ten trudny okres w życiu, ale na tym kończy się moja rola.

Jakieś trzy miesiące później wybierałam się na wycieczkę i byłam właśnie zajęta czymś bardzo zwyczajnym: myciem zębów. Gdy podniosłam głowę, miałam wrażenie, że Bóg pokazuje mi obraz Jima w lustrze i mówi: „Zadzwoń do niego dzisiaj”. Więc zadzwoniłam. Nie rozmawiałam już z nim trzy lub cztery miesiące. Jim wykrzyknął: „Siostro, właśnie miałem do siostry dzwonić. Mogę przyjechać, by z siostrą porozmawiać?”. Przyjechał jeszcze tego samego dnia. Kiedy wszedł do kaplicy, usiadł ciężko w ławce i spuścił głowę. Błagał: „Proszę, niech się siostra ze mną pomodli. Nie mogę siostrze nic powiedzieć, ale jeśli Bóg chce, żeby siostra wiedziała, objawi to siostrze, ponieważ tak bardzo mi siostra pomogła”. Usłyszałam głos Pana: „Jego żona jest w ciąży i to nie jest jego dziecko”. Spojrzałam więc na Jima i powiedziałam: „Jim, twoja żona spodziewa się dziecka”. Popatrzył na mnie skinął głową. Zapytałam: „Kiedy się dowiedziałeś? Co czujesz?”. Odpowiedział: „Siostro, żona powiedziała mi o tym niedługo po zerwaniu z tym mężczyzną”. Zapytałem jeszcze raz: „Co czujesz?”. Wziął mnie za ręce i zaczął płakać. Każdy doświadczałby uczuć gniewu i pragnienia zemsty. Wyszeptał: „Siostro Briege, skoro Jezus może mi przebaczać za każdym razem, gdy zgrzeszę, to jak ja mógłbym nie przebaczyć mojej żonie? Kiedy mi o tym powiedziała, zapewniłem ją, że przyjmę dziecko jak własne i że jej przebaczam”. „Jak ona na to zareagowała?” – zapytałam. Jim odrzekł: „Spojrzała na mnie, otworzyła usta ze zdumienia i wykrzyknęła: „Jeśli ty, człowiek, którego tak głęboko zraniłam, potrafi tak postąpić, to jaki musi być Bóg?!”.

Potem Jim powiedział: „Zdaję sobie teraz sprawę z tego, że gdyby nie łaska tego sakramentu i duchowe wsparcie siostry, byłbym rozwiedziony”. I dodał z uśmiechem: „Niech się siostra tylko modli, żeby dziecko było podobne do mnie”.


źródło: http://milujciesie.org.pl...malzenstwa.html


Trzeba życzyć sobie takich sióstr tysiące, jak ta Briege McKenna OSC

Anonymous - 2013-11-26, 11:25

Olgo, Grzegorzu, Miodzio i wszyscy, którzy osądzili i potępili już ks. Marka. Cały czas nie mogę doczekać się Waszych pomysłów, jak rozwiązać taką sytuację: Żona chce wrócić do męża, mąż nie zgadza się żeby wróciła z nieślubnym dzieckiem, a ojciec tego dziecka nie chce się nim zajmować. Jakie wyjście jest dobre?

Swoją drogą adopcja nie jest czymś złym i końcem świata, a tak to przedstawiacie. Znam sporo adoptowanych dzieci w różnym wieku i są one szczęśliwe w przybranych rodzinach, kochają swoich "nieprawdziwych" rodziców i są przez nich bardzo kochane.

Olgo, wszystkie dzieci są darem od Boga, nie ma lepszych ani gorszych, ks. Marek nie stosuje takiego podziału, jest to nadużycie z Twojej strony i brak zrozumienia tego co powiedział. Jednocześnie ja w wielu Twoich wypowiedziach widzę wielką niechęć do księży i katolicyzmu, myślę,że gdzieś ktoś kiedyś bardzo Cię zranił i stąd takie alergiczne reakcje.

Miodzio, wiadomo, że księża tak jak my wszyscy są grzesznikami i powinni nieustająco się nawracać i spowiadać, niektórzy niestety nie chcą. Jaką Ty masz receptę dla księży, którzy mają dzieci, bo zgrzeszyli (np. w trakcie kapłaństwa) i chcą się nawrócić? Co mają zrobić? Tak mi się wydaje, że niektórzy nie widzą innego wyjścia oprócz kamienowania za grzechy.

Dorotko, jestem z Tobą w modlitwie, wierzę, że Bóg da Ci siłę do przetrwania tego trudnego czasu i mądrość, by właściwie podejmować decyzje, które pojawią się przed Tobą.

Anonymous - 2013-11-26, 11:49

Kari napisał/a:
Olgo, Grzegorzu, Miodzio i wszyscy, którzy osądzili i potępili już ks. Marka. Cały czas nie mogę doczekać się Waszych pomysłów, jak rozwiązać taką sytuację: Żona chce wrócić do męża, mąż nie zgadza się żeby wróciła z nieślubnym dzieckiem, a ojciec tego dziecka nie chce się nim zajmować. Jakie wyjście jest dobre?

Wiemy jaki wyjście z sytuacje jest złe - to ratowanie małżeństwa poprzez pozbycie się kłopotu - dziecka, również oddanie w adopcję.
Byc może trafi na właściwe warunki u rodziny zastępczej, ale zawsze jest ryzyko, że tak nie będzie, ze się pomyliliśmy, że nas oszukano, że rodzice zastępczy się... rozejdą.
Oprócz ryzyka co do warunków w przyszłej rodzinę, jest najważniejsze - świadomość porzucenia, odrzucenia przez swoich rodziców. Ta świadomość będzie mu towarzyszyła przez całe życie.
Dlatego adopcja, w tym przypadku jest ZŁEM.

DOBRE wyjście - przynajmniej jedno z rodziców, nie wyrzeka się dziecka.
Opiekuje się, godzi z obowiązkami wobec pozostałych dzieci - jeżeli są. Daje przykład swoim życiem. Postępuje już uczciwie wobec współmałżonka, okazuje miłość.
Tylko w ten sposób jest w stanie naprawić zło, które spowodował.
Na pewno nie poprzez pozbycie się "problemu" - dziecka, udawanie ze go nie ma i nie było.
Całkiem prawdopodobne, ze taka postawa, z czasem odmieni zdanie żony/męża sakramentalnego.
Jeżeli nie... no cóż w naszej hierarchii wartości, na najwyższym stopniu jest Bóg, nie współmałżonek. A Bóg dał nam najważniejsze przykazanie - Miłości.
Jeżeli powodem oddania dziecka w adopcję, jest utrzymanie małżeństwa, byłoby to działanie wbrew temu przykazaniu. W takim małżeństwie nie byłoby miejsca na miłość, chyba jedynie na namiastkę miłości i to tylko dla wybranych.

Anonymous - 2013-11-26, 11:51

Kari napisał/a:
Jakie wyjście jest dobre?

Pewnie nie ma dobrego wyjścia...
Ja wybrałabym samotność z dzieckiem. Może to się kłóci z tym porządkiem, że najpierw mąż a potem dzieci - ale taki właśnie byłby mój wybór.

Anonymous - 2013-11-26, 12:06

Kari napisał/a:
Olgo, Grzegorzu, Miodzio i wszyscy, którzy osądzili i potępili już ks. Marka. Cały czas nie mogę doczekać się Waszych pomysłów, jak rozwiązać taką sytuację: Żona chce wrócić do męża, mąż nie zgadza się żeby wróciła z nieślubnym dzieckiem, a ojciec tego dziecka nie chce się nim zajmować. Jakie wyjście jest dobre?


Mieszkać z dzieckiem bez męża.
Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś mógłby oddać swoje dziecko obcym ludziom, aby zamieszkać z mężem. Dla mnie to byłaby patologia i skrajny egoizm.

Dziwne że można w ogóle takie coś rozważać...
Cel nie zawsze uświęca środki !!!!

A tak nawiasem, co taka matka po wielu latach powiedziałaby swojemu dziecku?
"Czemu mnie oddałaś?"...."bo kochałam męża i chcialam z nim mieszkać"


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group