Uzdrowienie Małżeństwa :: Forum Pomocy SYCHAR ::
Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa?

Rozwód czy ratowanie małżeństwa? - Ultimatum

Anonymous - 2013-10-08, 18:31

Ja też tak mam. I nie ma ukrywać przed sobą i przed światem, że boli. I dni, czarne dni będą nas nawiedzać, mamy do tego prawo, ale nadzieja umiera ostatnia i nawet jak Wam krzyczą (a mnie krzyczał - pozbaw się jej bo nigdy jej nie będzie) - trzymałam się tego, że można człowiekowi czegoś nie dać, ale nie można mu zabrać ! Wczoraj znalazłam w recenzji książki taki cytat - przytaczam: "Separacja to nie wyrok śmierci, choć na pewno jest to ciemna dolina (Ps 23,4). Jest to przeżycie tak bliskie umieraniu, że możemy w tym czasie doświadczać tego samego poczucia straty i żałoby jak ktoś, komu śmierć zabrała ukochaną osobę." Więc ból musi wyboleć i mamy do niego prawo, żałoba wręcz obowiązkowa, ale głowy do góry ... po to jesteśmy tu razem, aby w te czarne dni szukać nadziei od siebie nawzajem. Czy któraś z Was dotarła do książki "małżeństwo w separacji" - warto po nią sięgnąć? aby nie popełniać błędów ludzkich? Całość i tak powierzyć trzeba Bogu i pozwolić Jezusowi prowadzić nas jego ścieżkami - polecam lektur e "Jak przezwyciężać troskę" Joyce Meyer - przezwyciężaj emocjonalne bitwy przy pomocy Bożego Słowa... Mnie trochę pomogło ...

[ Dodano: 2013-10-08, 19:51 ]
„O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!
A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4:6,7).

Anonymous - 2013-10-08, 19:38

Czarne dni....tak chciałabym ,żeby tylko już nawiedzały a nie były jednym ciągiem.
To obsesyjne myślenie o tym co było, skojarzenia z różnymi zdarzeniami związanymi z mężem, znikają tylko na chwilę dwie a potem znowu i znowu...Czasem mi się zdaje, że jeszcze trochę i zwariuję...
Modlitwa zdecydowanie pomaga ale rozproszenia nawet wtedy mnie dopadają.
Dziękuję jeszcze raz za każdą odpowiedź i ponownie proszę o modlitwę. Ja podczas różańca modlę się za wszystkie sycharowe małżeństwa.
Czasem zdaje mi się, że zaraz się obudzę i to wszystko będzie tylko koszmarnym snem....

Anonymous - 2013-10-08, 20:43

Też bym tak chciała .... Jeden telefon, jedna rozmowa, jedno pytanie jak sobie dajesz radę ? I właśnie i mnie dopadło ... czyli jak zwykle - jedna sinusoida ... I ciągle mnie pytają - nie możesz odpuścić? ale jak ...
Anonymous - 2013-10-09, 11:22

Rozpad małżeństwa to jedno, a drugie to trudności po rozstaniu.
Nie ma wsparcia finansowego, muszę wziąć na siebie kredyt hipoteczny i sama go spłacać, nie jest to zbyt przyjemna perspektywa bo nie mieszkam w stolicy gdzie praca na każdym rogu. Strach.
Nie ma kto doradzić, pomóc, sama muszę zajmować się sprawami 'męskimi' i zdać na dobre intencje innych ludzi, nie mam pojęcia czy mechanik dobrze naprawił samochód i nie naciągnął mnie na kasę.
Nie ma kto pomóc przy dzieciach... jak widzę jak mąż koleżanki weźmie dziecko na ręce jak żona już ma dość, łza się w oku kręci... ja nawet nie mogę w spokoju pójść do ubikacji bo dzieci walą w drzwi. I nie ma mi kto pomóc, rodzice nie są w stanie, mąż lubi robić tylko dobre wrażenie, wszystko spadło na mnie. Podejmowanie decyzji, wykonanie planów, mam wrażenie że latam wszędzie z listą zadań i odhaczam kolejne punkty. Dzięki że jesteście i można się wygadać :)

Anonymous - 2013-10-10, 06:53

Ciężko ... i jeszcze jak się chce, aby to właśnie ta druga połówka to doceniła, bo ona nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy. Ale ja mam od wczoraj dzień na obwinianie siebie - ile to ja błędów popełniłam - i gdyby dało się cofnąć czas, jak wiele można było zrobić ze swojej strony, aby temu zaradzić. Ale duma i oczekiwania, że druga strona zauważy... niestety przyniosły więcej złego niż dobrego... Mogę tylko poradzić, abyś w tej gonitwie - choć ona może lepsza niż leżenie w łóżku patrzenie w sufit i wylewanie strumieni łez - nie zapomniała o sobie, o swoim sacrum przede wszystkim. Ono jest najważniejsze ! Nie musisz udowadniać całemu światu, że sobie poradzisz, bo poradzisz sobie na pewno, ale masz prawo sobie też nie radzić. Ja też sobie nie radzę ...
„O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!
A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4:6,7).

Anonymous - 2013-10-10, 11:27

Myślę, że Bóg słucha modlitwy.. i pomaga, na ile się da. Niespodziewany telefon od koleżanki, z którą nie miałam dawno kontaktu.. przychodzą myśli o rozwiązaniu problemu.. może to przypadek a może to właśnie Bóg o mnie nie zapomniał i działa przez ludzi żeby pomóc.
Anonymous - 2013-10-15, 13:06

Wszystkie modlitwy docierają do Szefa :-D My tylko ciagle zapominamy, ze On nie używa "naszego" zegarka i kalendarza ;-)

Pogody DUCHA!

Anonymous - 2013-10-27, 19:45

Mam wrażenie, że ten ,,potop" pod tytułem: odejście męża zatacza coraz szersze kręgi i wciąga moją rodzinę...Córka wykrzyczała mi właśnie, że ona nigdy w życiu nie weźmie żadnego ślubu ze swoim chłopakiem, bo to jest bez sensu. Woli żyć bez zobowiązań i przyrzeczeń, bo patrząc na nas- swoich rodziców- ma wystarczający dowód na to że ślub nie ma sensu....Zakwestionowała nawet to, że w ogóle wierzy w Boga i mnóstwo innych rzeczy jeszcze wykrzyczała....Mam poczucie porażki jeszcze i w tej sferze- wychowania dzieci w duchu wiary katolickiej. Ona stwierdziła twardo, że jest dorosła i będzie robić to co uważa za słuszne i nie ma zamiaru słuchać moich zakazów-zwłaszcza tych dotyczących czystości przedmałżeńskiej i zostawania na noc u chłopaka- on niestety wynajmuje samodzielnie mieszkanie, więc tzw. chata wolna.Gdyby Tata był z nami nigdy by tak nie postąpiła.....Teraz jego zainteresowanie córkami ogranicza się tylko do 1 sms-a na miesiąc albo rzadziej....
Zły zbiera żniwo.....

Anonymous - 2013-10-27, 20:21

U mnie to samo, destrukcja rodziny, tak to mogę nazwać..niby jakieś rozmowy, niby radośc ,ale to wszystko jakieś sztuczne, ja nie daję rady psychicznie. a jeszcze trzeba ogarnąć dzieci... Panie Boże kiedy się obudzę z tego koszmarnego snu...
Anonymous - 2013-10-27, 21:07

Karmel napisał/a:
Zakwestionowała nawet to, że w ogóle wierzy w Boga i mnóstwo innych rzeczy jeszcze wykrzyczała....Mam poczucie porażki jeszcze i w tej sferze- wychowania dzieci w duchu wiary katolickiej.
Zły zbiera żniwo.....


U mnie jest podobnie.Synowie ponad 10 lat byli ministrantami,teraz nie chodzą do kościoła.
Mąż podczas rozprawy na pytanie"Czy według pana,pana żona jest osobą głęboko wierzącą?",odpowiedział"Tak i ja też jestem wierzący,chodzę do kościoła".Śmieszne...
Gdy mąż na całe weekendy wyjeżdżał do kochanki, tylko córka uczestniczyła we Mszy Świętej,gdy kochanka wprowadziła się do nich zaczął i on przychodzić. A teraz od dwóch tygodni są razem:on,ona i moje dziecko w naszym wspólnym kościele(choć w mieście jest kilka) i na tej samej Mszy,co ja...
Jeszcze na początku września,gdy byłyśmy razem, córka przystąpiła do Sakramentu Pokuty i Pojednania,a teraz już nie czuje takiej potrzeby...

Anonymous - 2013-10-28, 09:11

My nie rozstaliśmy się z mężem, a nasz syn również przestał chodzić do kościoła (też był ministrantem). Nie wydaje mi się to tragedią. Choć przyznam, początkowo bardzo się zmartwiłam, ogarnęła mnie panika, jak to, przecież nie tak go wychowywaliśmy...
Mam jednak takie przekonanie, że na pewno wróci kiedyś do Kościoła, a ten czas może jest jakimś buntem, poszukiwaniem... być może jest mu potrzebny, aby znalazł to, czego szuka...

Anonymous - 2013-10-28, 10:00

Karmel napisał/a:
Córka wykrzyczała mi właśnie, że ona nigdy w życiu nie weźmie żadnego ślubu ze swoim chłopakiem, bo to jest bez sensu. Woli żyć bez zobowiązań i przyrzeczeń, bo patrząc na nas- swoich rodziców- ma wystarczający dowód na to że ślub nie ma sensu

A dziwisz się temu???
Młodzi ludzie widzą i obserwują-a skoro najbliższe otoczenie pokazuje jak wygląda związek, jak wygląda małżeństwo, jak wygląda odpowiedzialność

To takie są wnioski!!!!!

Nie ma możliwości by sytuacja rodziców obeszła wszystkich bokiem
bez skutków ujemnych nawet jak wielce nam się wydaje że dokonujemy regulowania naszych problemów bez udziału dzieci.....

Anonymous - 2013-10-28, 11:04

miodzio63 napisał/a:
wielce nam się wydaje że dokonujemy regulowania naszych problemów bez udziału dzieci.....


tak to się właśnie wydaje tym, którzy zostawiają swoje dzieci i rodziny...
u mnie jest standardowe "dla dziecka też tak jest lepiej, przecież już się nie kochamy
a ja już byłem znerwicowanym potworem"

moim zdaniem, to właśnie dzieci na wielu płaszczyznach dotyka najbardziej,
bo godzi w ich podstawową potrzebę - poczucia bezpieczeństwa i miłości

Anonymous - 2013-10-28, 20:26

miodzio63 napisał/a:
A dziwisz się temu???

Nie miodzio63 absolutnie się nie dziwię...ja tylko strasznie to przeżywam...bolą mnie wręcz fizycznie takie konsekwencje decyzji męża...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group